Powered By Blogger

piątek, 23 listopada 2018

Incydent Vela: WBP czy powtórka z Tunguski (3)




Trudne decyzje. Całą sprawę natychmiast postanowiono utajnić. Ujawnienie incydentu mogło zaszkodzić wizerunkowi USA i administracji Jimmy’ego Cartera. Prezydent jesienią 1979 roku był jeszcze oddany idei odprężenia w relacjach ZSRR i dążył do redukcji arsenałów jądrowych oraz ograniczeniu rozprzestrzeniania się broni masowej zagłady. Trzy miesiące wcześniej podpisano porozumienie SALT II, które miało drastycznie zmniejszyć ilość broni strategicznej w wojskach USA i ZSRR. Dopiero w grudniu 1979 roku ZSRR rozpoczęły inwazję na Afganistan i Carter musiał porzucić „odprężenie”. Traktat SALT II nigdy nie wszedł w życie.

Jednak kilka miesięcy wcześniej prezydent trzymał się polityki rozbrojeniowej. W takiej sytuacji tajemnicza próba jądrowa, o której w USA nikt nic nie wiedział, stanowiła poważny cios w wizerunek władz. Sprawę w dalszym stopniu komplikowało to, że praktycznie od razu pierwszym podejrzanym stał się Izrael. Po obaleniu szacha w Iranie państwo żydowskie było wówczas jedynym silnym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie. Amerykanie już od końca lat 60. wiedzieli, że Izrael opracował broń jądrową. Jednak Tel Awiw utrzymywał całą sprawę w ścisłej tajemnicy, nawet przed USA. Nigdy nie zaobserwowano żadnej próby jądrowej w wykonaniu Izraelczyków, a przeprowadzenie jej na terenie ich małego państwa w sposób skryty nie było możliwe. Gdyby „Incydent VELA” powiązano z Izraelem, Carter stanąłby przed trudnym wyborem - ukarać silnego sojusznika, który był niezbędny do utrzymania pożądanej przez Amerykanów równowagi sił na Bliskim Wschodzie, czy też okazać pobłażanie i narazić się na krytykę przeciwników broni jądrowej w kraju? Pomimo zrozumiałych starań Białego Domu tajemnica została utrzymana tylko przez miesiąc. Pod koniec października informacja o „Incydencie VELA” przedostała się do prasy i wywołała burzę.

Początek kontrowersji Opinia publiczna w USA domagała się informacji i wyjaśnienia sprawy. Carter zlecił zbadanie „Incydentu VELA” Biuru ds. Polityki Naukowej i Technologicznej, specjalnemu ciału doradczemu w administracji prezydenta. Tam powołano komisję złożoną z dziewięciu wybitnych naukowców. Mieli zbadać wszelkie dowody i ustalić, czy satelita rzeczywiście zaobserwował eksplozję jądrową. Biały Dom stwierdził, że samoloty i okręty nie znalazły żadnych śladów radioaktywnych, wobec czego wskazano na możliwy błąd czujników satelity VELA 6911. Prace komisji trwały pół roku. Wyjaśnienie przez nią przedstawione do dzisiaj budzi kontrowersje i jest podważane. Naukowcy uznali „w oparciu o swoje doświadczenie w tym zakresie, że sygnał odebrany 22 września prawdopodobnie nie był skutkiem eksplozji jądrowej”. Zastrzegli przy tym, że nie mogą wykluczyć, iż do takowej doszło. Za prawdopodobną przyczynę zarejestrowania rozbłysków uznali uderzenie w satelitę mikrometeoru. Jak USA zaakceptowały atomowy Izrael Dokładnie 45 lat... czytaj dalej »Krytycy zarzucają komisji zignorowanie części dowodów przemawiających za tezą o próbie jądrowej. Chodzi między innymi o sygnały z sieci sonarowej US Navy, która 22 września namierzyła w obszarze wskazanym przez satelitę dźwięk odpowiadający detonacji bomby atomowej na powierzchni lub tuż pod powierzchnią wody. Jako nie dość przekonujące odrzucono również informacje o wykryciu fali elektromagnetycznej, która mogła powstać w wyniku eksplozji, oraz szczątkowych śladach cząsteczek radioaktywnych znalezionych na zachodzie Australii.

Niewyjaśniona zagadka Do dzisiaj odtajniono wiele raportów na temat „Incydentu Vela” przygotowywanych na zlecenie różnych służb i agencji władz USA. Większość jest silnie ocenzurowana. Z ich lektury wynika, że Amerykanie nigdy nie ustalili jednoznacznie, czy 22 września doszło do tajnej próby jądrowej czy też nie. W wielu wypadkach stwierdza się wysokie prawdopodobieństwo, że satelita VELA 6911 wykrył wybuch, ale brak twardych dowodów na potwierdzenie tej tezy. W innych wskazuje się na potencjalne naturalne źródło rozbłysków. Wątpliwości nie miał na przykład Seymour Hersh, autor swojego czasu głośnej książki „Opcja Samsona” opisującej kulisy izraelskiego programu jądrowego. Powołując się między innymi na byłego pracownika izraelskiego wywiadu wojskowego, dziennikarz stwierdził jednoznacznie, że 22 września 1979 roku Izrael przeprowadził jedną z trzech tajnych prób małych ładunków jądrowych. W wyniku pomyłki eksplozja miała być widoczna z kosmosu przez chwilową dziurę w chmurach. Izraelskie próby miało obserwować wojsko RPA, gdzie wówczas prowadzono własny program jądrowy. Podobne informacje podawał były radziecki szpieg Dieter Gerhardt, który dosłużył się stopnia komandora we flocie RPA i w 1979 dowodził dużą bazą Simon’s Town. Po wyjściu z amerykańskiego więzienia w 1994 roku stwierdził, że podczas służby dowiedział się z drugiej ręki o izraelskich próbach jądrowych, które przeprowadzano za wiedzą rządu RPA. Współpraca miała nosić kryptonim „Operacja Feniks”. Pomimo upływu ponad trzech dekad nadal brakuje przekonującego wyjaśnienia „Incydentu VELA”.

Władze RPA po upadku apartheidu odtajniły większość informacji o swoim programie jądrowym i jest niemal pewne, że to państwo nigdy nie testowało swoich bomb. Na pewno nie w 1979 roku, bowiem wówczas nie były jeszcze gotowe. Pozostaje wątek izraelski, ale władze państwa żydowskiego są nadzwyczaj skryte jeśli chodzi o swój program jądrowy i praktycznie cała wiedza na jego temat pochodzi z nielicznych przecieków. „Incydent VELA” mógłby zostać przekonująco wyjaśniony, gdyby Izrael zdecydował się na odtajnienie informacji odnośnie początków swojego programu jądrowego. Na to jednak się nie zanosi i spekulacje na temat tego, co właściwie zobaczył satelita VELA 6911, będą trwały.[1]

No cóż, Izrael nie ujawnił i nie ujawni swych sekretów, tym bardziej tych obronnych. Nie ma co na to liczyć, co mnie nie dziwi. Natomiast chciałbym podzielić się z Czytelnikiem pewną refleksją na temat wydarzeń z 1979 roku.

Dla mnie był to rok szczególny. Kończyłem studia na wrocławskim „Zmechu” i przygotowywałem się do promocji, kiedy w dniu 20.VIII.1979 roku miałem okazję zaobserwować przelot czegoś, co później nazwano Wielkim Bolidem Polskim – WBP, a który to przelot wzbudził swego czasu wiele kontrowersji i sporów ufologów. Początkowo WBP skojarzył mi się z jakimś wielogłowicowym SLBM wystrzelonym z pokładu radzieckiego lub amerykańskiego SSBN – rakietowego okrętu podwodnego z napędem atomowym, który to pocisk wymknął się spod kontroli i poleciał w kierunku SE-S spod Morza Norweskiego lub Północnego Atlantyku nad Półwysep Skandynawski, Bałtyk, Polskę, wschodnią część Słowacji, Węgry i Rumunię, a następnie – i tu wersje są podzielone – spadł gdzieś w Morze Czarne albo wyszedł z atmosfery ziemskiej na LEO[2]. Trzecia wersja mówi o całkowitym rozpadzie i spłonięciu meteoroidu w atmosferze.[3] I wszelki ślad po nim zaginął.[4]

Czyżby?

Zastanawiające jest to, że wydarzenie zaobserwowane przez satelitę Vela 10/Vela 5B/OPS 6911 miało miejsce miesiąc po przelocie WBP. Czyżby więc te zjawiska miały ze sobą coś wspólnego? Niestety, mamy za mało danych do udowodnienia takiej możliwości. Czy obiekty te są tylko jednym obiektem, który wszedł na orbitę i w miesiąc później z niej spadł w rejonie południowych akwenów Oceanu Indyjskiego? Tylko kto wypuścił to „coś” na orbitę? I skąd?
Tak czy owak, mogło to być jakieś omyłkowe odpalenie pocisku rakietowego z ziemi czy okrętu podwodnego. Jeszcze w latach 90-tych, senator Sam Nunn opublikował oświadczenie mówiące o kilku takich strzałach rakietowych, które odbyły się samowolnie i bez wiedzy człowieka. Dwa z nich miały miejsce w latach 80-tych.

Ale o czym w ogóle mówimy! Mamy rok 2018, i takie przypadki nadal się zdarzają, czego przykładem jest ostatni przypadek zaginięcia międzykontynentalnego manewrującego pocisku rakietowego Buriewiestnik – o czym pisze Rafał Muczyński:

Zgodnie z doniesieniami medialnymi z 21 sierpnia, popartymi informacjami wywiadu USA, Federacja Rosyjska ma rozpocząć poszukiwania pocisku manewrującego 9M730 Buriewiestnik o napędzie nuklearnym, który miał zaginąć podczas jednego z czterech testów w Arktyce.

Istnienie pocisku manewrującego o napędzie nuklearnym Buriewiestnik zostało ujawnione 1 marca, natomiast 19 lipca zaprezentowano ujęcia ze startu i linii montażowej.

Sieć informacyjna CNBC, powołując się na raport amerykańskiego wywiadu wojskowego DIA twierdzi, że wkrótce na Morzu Barentsa ma rozpocząć się operacja poszukiwawczo-ratownicza mająca na celu próbę podjęcia z dna morskiego rozbitego w listopadzie 2017 pocisku rakietowego. W poszukiwaniach mają wziąć udział trzy okręty. Na pokładzie jednego z nich znajdzie się specjalistyczna aparatura, niezbędna do prowadzenia działań z materiałami radioaktywnymi. 

Cztery nieudane testy pocisku manewrującego 9M730 Buriewiestnik, miały zostać przeprowadzone pomiędzy listopadem 2017 a lutym 2018. Według DIA, najkrótsza próba trwała zaledwie 4 sekundy, natomiast najdłuższa 2 minuty (podczas której pocisk pokonał odległość ok. 35 km). Nie jest jasne czy podczas nieudanych testów doszło do wycieku paliwa jądrowego (prawdopodobnie wysoko wzbogaconego uranu-235). Nie wiadomo również czy podczas pierwszych prób sam miniaturowy reaktor napędzający pocisk zadziałał prawidłowo. 

System rakietowy 9M730 Buriewiestnik został ujawniony 1 marca 2018 przez prezydenta Władimira Putina podczas corocznego przemówienia do Zgromadzenia Federalnego. Zaprezentowano wówczas również wizualizacje i fotografie prototypu ciężkiego, międzykontynentalnego pocisku balistycznego RS-28 Sarmat, hipersonicznego pocisku rakietowego Ch-47M2 Kindżał, torpedy (bądź podwodnego bezzałogowca) o napędzie nuklearnym Posejdon (wcześniej znanej jako Status-6/Kanyon), hipersonicznego pojazdu szybującego Awangarda czy systemu laserowego Pierieswiet. Nazwy większości systemów zostały wybrane w wyniku publicznego głosowania.

Dzięki zastosowaniu miniaturowych reaktorów jądrowych, zarówno w pocisku Buriewiestnik, jak i torpedzie Posejdon, oba systemy mają charakteryzować się niemal nieograniczonym zasięgiem, a zastosowanie głowic nuklearnych, zgodnie z zapowiedziami, zwiększałoby możliwości i znaczenie strategiczne tego uzbrojenia. Ponadto, opublikowane ujęcia z linii montażowej wskazują, że pocisk charakteryzuje się obniżonym przekrojem radarowym, a według Rosjan ma poruszać się z prędkością ponaddźwiękową.

Niezależny portal The Barents Observer informował w marcu, że nad północną Europą, w regionie granicy norwesko-rosyjskiej zanotowano podwyższony poziom promieniowania radioaktywnego, co może mieć związek z testami pocisków Buriewiestnik. Wzrost zmierzono kilkukrotnie w 2017 i na początku 2018 w czasie gdy Rosja przeprowadzała cztery testy pocisków.

Na podstawie ujawnionego 19 lipca nagrania wideo przez Ministerstwo Obrony Rosji, przeanalizowano widoczną linię brzegową w tle i zestawiono to ze zdjęciami satelitarnymi, wykazując, że start pocisku miał prawdopodobnie miejsce w rejonie stacji badawczej Pankowo na Nowej Ziemi w Arktyce. Stacja była używana przez naukowców od 1961, gdy ZSRR przeprowadzał w tym rejonie próby jądrowe. Pocisk miał skierować się w rejon cieśniny Matoczkin Szar, a następnie w kierunku przylądka Suchoj Nos. Wynika z tego, że obszarem poszukiwań mogą być wody Morza Barentsa na zachód lub północny-zachód od cieśniny.

22 sierpnia norweska agencja rządowa NRPA (Norwegian Radiation Protection Authority), zajmująca się bezpieczeństwem nuklearnym, wysłała do władz rosyjskich zapytanie w sprawie katastrofy pocisku manewrującego. Obecnie poziom promieniowania radioaktywnego we wskazanym obszarze nie odbiega od norm. [5]

To wszystko odbyło się kilka miesięcy temu na Oceanie Arktycznym. Jak widać zagubienie wystrzelonego pocisku bądź omyłkowe wystrzelenie SLBM czy ICBM jest możliwe nawet dzisiaj, a co dopiero w 1979 roku!

No właśnie, powróćmy do naszej sprawy – rzecz, jak czytamy, miała miejsce na południowych akwenach Oceanu Indyjskiego, a nie Atlantyku – jak podawały to różne źródła. Chociaż… Z załączonej mapki eksperymentów z bronią jądrową (A) i termojądrową (H) wynika, że w roku 1958 nad Południowym Atlantykiem Amerykanie zdetonowali trzy słabe ładunki atomowe o mocy <10 kt. Jak widać z tejże mapki, eksplozja zaobserwowana z satelity Vela miała miejsce na podobnej szerokości geograficznej, ale na Oceanie Indyjskim. Czyli mogła to być amerykańska „powtórka z rozrywki”, o czym – rzecz jasna – nie można było i nadal nie wolno mówić… Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że mamy do czynienia jednak z amerykańskim eksperymentem. Eksperymentem z głowicą N - neutronową. Wtedy to była najnowsza zabawka i kolejny straszak dla świata, który za mało miał strachu…

Z mapki skażeń w Australii wynikałoby, że to jednak było radioaktywne „echo” wybuchu jądrowego na Oceanie Indyjskim. Osobiście jednak nie ufam tym pomiarom, zważywszy fakt iż w Australii istniały trzy poligony nuklearne: Płw. York, gdzie testowano wpływ eksplozji jądrowej na las deszczowy, Monte Bello Islands, gdzie zdetonowano 3 ładunki średniej mocy i Maralinga, gdzie zdetonowano 9 ładunków małej mocy a także przeprowadzano eksperymenty z np. gaszeniem pożarów różnych urządzeń jądrowych i inne z materiałami radioaktywnymi. Powstałe wskutek tego skażenia mogły mieć wpływ na wyniki przeprowadzanych tam pomiarów. Dlatego oceniam je jako wątpliwe. 
Tłumaczenie, że błyski spowodował mikrometeoroid, który uderzył w obiektyw Veli jest – delikatnie mówiąc – żenujące i ciągnięte za włosy i szkoda mi czasu na jego rozważanie.

Wracając do WBP, to istnieje możliwość, że mamy do czynienia z powtórką z tego, co wydarzyło się w dniu 30.VI.1908 roku w rejonie rzeki Podkamiennej Tunguskiej. Był to meteoroid, który wtargnął w atmosferę Ziemi i detonował – na szczęście nie za mocno – na tym akwenem. To było coś mniejszego nawet od słynnego Meteorytu Czelabińskiego z dnia 15.II.2013 roku, który eksplodował nad miastem o godzinie 09:20 YEKT/03:20 GMT na wysokości 29.700 m wydzielając energię równą eksplozi 0,5 Mt. Jego masa wynosiła 10.000 ton, a średnica 17-20 m. Wybuch spowodował falę sejsmiczną o M2,7. Fala uderzeniowa wybiła całą masę szyb i spowodowała straty oszacowane na 1 mld RUR, poszkodowanych zostało wiele osób. Coś takiego mogło wydarzyć się też nad Indykiem. Niestety, nie wiadomo, czy fale uderzeniowe i sejsmiczne zostały zaobserwowane przez załogę francuskiej stacji antarktycznej Alfred Faure, która działa na Wyspach Crozeta od 1961 roku. Gdyby je zaobserwowano, to byłby to dowód wprost na eksplozję w tym rejonie Indyka. Obawiam się jednak, że jeżeli takie obserwacje były, to raporty o nich są głęboko ukryte w sejfach w Paryżu, Waszyngtonie i Pretorii…   


Zebrał i opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz


[2] Niska orbita wokółziemska.
[3] Zob. B. Rzepecki & K. Piechota – „UFO nad Polską”, Białystok 1996; Lucjan Znicz-Sawicki – „Goście z Kosmosu – UFO” t. 3, Gdańsk 1983.
[4] Zob. „Bolid syberyjski” (21) - https://hyboriana.blogspot.com/2012/06/9.html

czwartek, 22 listopada 2018

Incydent Vela: WBP czy powtórka z Tunguski (2)




Raport uczonych z Los Alamos Scientific Labotatory z 1981 roku:

- Dane o plazmie i dane geofizyczne z satelity TIROS-N uzyskane w dniu 22.IX.1979 roku zostały zanalizowane w celu określenia czy doszło do fali elektronów wykrytej przez tego satelitę o godzinie 00:54.49 GMT, mającego związek z naziemnym wybuchem atomowym. Zdarzenie takie jak eksplozja nuklearna zostało wydedukowane z sygnałów świetlnych wykrytych przez dwa detektory satelity Vela 6911 na 2 minuty przed obserwacją z satelity TIROS-N. Wykryliśmy falę elektronów, która była duża, ale nie unikalna. Była ona wynikiem przejścia satelity TIROS-N przez falę elektronów ponad poprzednio istniejącym łukiem zorzy polarnej, który być może lśnił z niezwykle dużą intensywnością z naturalnych przyczyn, 3 minuty przed sygnałami z satelity Vela 6911...

Doszliśmy do wniosku, że takie wydarzenie, chociaż rzadkie nie jest unikalnym i ponadto skoro to wydarzenie jest związane z łukiem zorzy polarnej, który prawdopodobnie istniał przed wydarzeniem z satelitą Vela. Chociaż można argumentować, że ten segment łuku w którym znajdował się TIROS-N był zintensyfikowany przez naziemny wybuch nuklearny, to nie znaleźliśmy dowodów na poparcie tej tezy, ani tego, że obserwacja była niczym innym tylko rezultatem naturalnych procesów magnetosferycznych.

W październiku 1984 roku, amerykański wywiad ocenił nuklearny program RPA i:

- Wciąż nie ma zgody w służbach wywiadowczych co do tego, czy ten błysk na Południowym Atlantyku wykryty przez amerykańskiego satelitę we wrześniu 1979 roku był testem jądrowym, i jeśli tak, to przez RPA. Jeśli to drugie, potrzeba RPA, aby przetestować urządzenie w czasie tego oszacowania, jest znacznie zmniejszona.

Skrócony tekst tego wystąpienia został użyty w memorandum NIC[1] z września 1985 roku. W lutym 1994 roku komandor Dieter Gerhardt – skazany radziecki szpieg i były dowódca bazy marynarki RPA w Simon’s Town wypowiedział się na temat tego incydentu siedząc w więzieniu. Powiedział on:

- Chociaż nie byłem wprost zaangażowany w planowanie czy wykonanie tej operacji, to dowiedziałem się nieoficjalnie, że ten wybuch został spowodowany przez izraelsko-południowoafrykański test o kryptonimie Operation Phoenix. Eksplozja była „czysta” i niemal nie można jej było wykryć. Ale oni nie byli tak sprytni jak im się wydawało, bo zmieniła się pogoda, i właśnie dlatego Amerykanom udało się go wykryć.

Gerhardt dalej twierdzi, że żaden okręt RPA nie brał w tym udziału i że nie ma żadnych danych z pierwszej ręki na temat tego eksperymentu. W 1993 roku, kiedy prezydent F.W. de Klerk przyznał, że Południowa Afryka miała w swym posiadaniu 6 głowic jądrowych i 7 w produkcji, ale wszystkie one zostały zdemontowane zanim doszło do ogólnych wyborów[2] w kwietniu 1994 roku.

Izraelska bomba atomowa wzorowana na amerykańskich wczesnych bombach A

Potem nie było jakichś wzmianek na temat Incydentu Vela czy kooperacji Izraela w południowoafrykańskim programie atomowym. W dniu 20.IV.1997 roku, izraelski dziennik „Haaretz” zacytował południowoafrykańskiego ministra spraw zagranicznych Aziza Pahada jak potwierdził on to, że „podwójny błysk” nad Oceanem Indyjskim był rzeczywiście południowoafrykańskim testem nuklearnym. „Haaretz” także cytował dawne informacje, że Izrael zakupił w RPA 550 ton uranu do swej elektrowni jądrowej w Dimona (na pustyni Negev). W zamian Izrael jakoby przekazywał RPA istotną wiedzę na temat konstrukcji broni jądrowej i wzbogacony materiał do zwiększenia mocy rażenia głowic nuklearnych. Oświadczenie Pahada zostało potwierdzone przez ambasadora USA w Pretorii, RPA, ale sekretarz prasowy Pahada oświadczył, że Pahad powiedział tylko, że „są tylko pogłoski na temat tego, iż test ten w ogóle miał miejsce i jako taki powinien zostać zbadany”. Innymi słowy mówiąc, on tylko powtórzył plotki krążące od lat. Dawid Albright komentując efekty tego doniesienia prasowego oświadczył:

- Rząd USA powinien odtajnić dodatkowe informacje na temat tego wydarzenia. Dokładne przewentylowanie tych informacji mogłoby rozwiązać tą kontrowersję.

W październiku 1999 roku, opublikowano list senackiej Republican Policy Commitee w przeciwieństwie do Traktatu twierdzi:

Pozostaje niepewność co do tego, czy południowoatlantycki błysk we wrześniu 1979 r. Zarejestrowany przez czujniki optyczne na amerykańskim satelicie Vela był detonacją jądrową, a jeśli tak, komu należy.

W roku 2003, Stansfield Turner – dyrektor CIA w administracji Cartera oświadczył, że satelita Vela wykrył „fenomen stworzony przez człowieka”.

W swej książce wydanej w 2006 roku pt. „On the Brink”, były oficer operacyjny CIA Tyler Drumheller napisał o swej misji w RPA w latach 1983-1988:

Odnieśliśmy sukces operacyjny, przede wszystkim w zakresie potencjału nuklearnego Pretorii. Moje źródła potwierdziły bezsprzecznie, że rząd apartheidu rzeczywiście wypróbował bombę atomową na Południowym Atlantyku w 1979 roku, i że opracowali system przenoszenia za pomocą Izraelczyków.

Południowoafrykańskie głowice jądrowe

W roku 2010, Jimmy Carter opublikował swe „Dzienniki z Białego Domu”. W zapisie z dnia 22.IX.1979 roku napisał on tak:

- Istnieje wskazówka wybuchu atomowego w regionie Południowej Afryki – albo RPA i Izrael użyły okrętu na morzu, albo nie.

W zapisie z dnia 27.II.1980 roku napisał on:

- Mamy wzrastające przekonanie wraz z uczonymi co do tego, że Izraelczycy przeprowadzili nuklearny test na oceanie niedaleko od południowego końca Afryki.

Kilka dyplomatycznych depesz ujawnionych w trakcie afery z WikiLeaks ujawniły pewien wstępny szacunek danych uzyskanych przez satelity Vela – depesza datowana na 26.X.1979 roku głosi:

Poddaliśmy te dane intensywnemu przeglądowi technicznemu, a przegląd ten potwierdza wniosek, że prawdopodobnie doszło do wybuchu jądrowego.

Pewne amerykańskie informacje związane z tym incydentem zostało odtajnionych w formie surowo zredagowanych raportów i memorandów na podstawie US FOIA[3], dnia 5.V.2006 roku wiele z nich stało się dostępnych w Narodowym Archiwum Bezpieczeństwa.

W raporcie z 2006 roku, William Burr i Avner Cohen z Narodowego Archiwum Bezpieczeństwa na Uniwersytecie George’a Waszyngtona i Międzynarodowego Projektu Historycznego Proliferacji Nuklearnej odnotowali, że debata na temat błysków na Południowym Atlantyku w ciągu kilku ostatnich lat zmierza w kierunku uznania, że był to test broni nuklearnej. Twierdzą oni, że:

- Panel szanowanych naukowców sponsorowany przez CIA doszedł do wniosku, że tajemniczy błysk dostrzeżony przez satelitę Vela nad Południowym Atlantykiem w nocy 22.IX.1979 roku był najprawdopodobniej nuklearnym testem.

Nowo wydany raport był oparty w głównej mierze o odtajnione dokumenty z Archiwów Narodowych Gerarda C. Smitha – byłego ambasadora i specjalnego wysłannika ds. nieproliferacji broni jądrowej za czasów prezydentury Jimmy’ego Cartera. Smith powiedział tak:

- Nigdy nie udało mi się uwolnić od myśli, że to wydarzenie było wspólną operacją między Izraelem a RPA.

Dokumenty cytowane w raporcie Departamentu Stanu USA z czerwca 1980 roku, w którym wicedyrektor DIA[4] Jack Varona powiedział, że:

- …śledztwo w tej sprawie w USA to „pranie do białości z powodów politycznych” oparte na „słabym dowodzie”. Dodał, że „ciężar dowodów wskazywał na wydarzenie nuklearne” i przytoczył dane hydroakustyczne analizowane przez Naval Research Laboratory. Dane, jak zasugerował, zawierały „sygnały ... unikalne dla eksplozji atomowych w środowisku morskim” i emanujące z obszaru „płytkich wód pomiędzy Księcia Edwarda i Wysp Marion, na południowy-wschód od Południowej Afryki”.

W nowym studium z 2008 roku potwierdzono, że najprawdopodobniej był to nuklearny test przeprowadzony przez Izrael.



I to tyle podaje amerykańska Wikipedia. W celu dopełnienia obrazu zacytuję tutaj materiał autorstwa Macieja Kucharczyka:

35 lat temu amerykański satelita VELA zbudowany do wykrywania prób jądrowych zarejestrował dwa silne rozbłyski światła. Urządzenia automatycznie zidentyfikowały je jako eksplozję bomby. Wywołało to wielką konsternację w Waszyngtonie, bowiem rozbłyski pojawiły się na pustym skrawku oceanu pomiędzy Antarktydą a Afryką. Do dzisiaj nie wyjaśniono co zarejestrował satelita. Jedną z dominujących tez jest tajny izraelski test broni jądrowej. Satelity systemu VELA zostały umieszczone na orbicie przez Amerykanów w celu monitorowania przestrzegania porozumienia o zakazie prób jądrowych w atmosferze, wodzie i kosmosie. Zawarto je w 1963 roku. Kilka tygodni po podpisaniu dokumentów pierwsze satelity VELA znalazł się w kosmosie. Umieszczano je bardzo wysoko nad Ziemią (od 80 do 140 tysięcy kilometrów), tak aby mogły obserwować jak największy obszar planety. Satelita VELA 6911 został wystrzelony w 1969 roku. Był zmodyfikowany względem pierwszych modeli. Miał między innymi dwa czujniki wykrywające rozbłyski światła generowane przez wybuchający ładunek jądrowy. Satelity VELA miały działać po kilka lat, ale dzięki dobrej budowie większość funkcjonowała znacznie dłużej. Większość dwa razy.

Błyski znikąd. Po dekadzie na orbicie VELA 6911 w 1979 roku formalnie był już nieaktywny i tak widniał w publicznie dostępnych dokumentach. Pomimo tego jego systemy ciągle działały. 22 września ku zaskoczeniu kontrolerów w USA satelita wysłał sygnał o wykryciu dwóch rozbłysków na mroźnym południowym Oceanie Indyjskim. Umiejscowiono je w promieniu kilkuset kilometrów od dwóch małych wysepek księcia Edwarda należących do RPA. Pierwszy z zarejestrowanych rozbłysków był bardzo intensywny i trwał niezwykle krótko, około milisekundy. Tuż po nim nastąpił kolejny, znacznie dłuższy, ale mniej intensywny. Taka charakterystyka odpowiada eksplozji jądrowej. Pierwszy błysk powstaje w momencie detonacji, ale zostaje błyskawicznie przysłonięty przez falę uderzeniową rozchodzącą się od epicentrum. Po mniej niż sekundzie ognista kula ponownie staje się widoczna, ale już nie emituje tak silnego światła.

Systemy satelity zaobserwowany podwójny rozbłysk zakwalifikowały jako eksplozję jądrową. Informacja o tym zaskakującym zdarzeniu została szybko przekazana do Waszyngtonu, gdzie zwołano naradę na najwyższym szczeblu w Białym Domu. Uznano wówczas, że możliwość pomyłki jest bardzo mała. Dotychczas satelity VELA działały bezbłędnie i wykryły 41 wybuchów, które zostały później potwierdzone. W przypadku najnowszego sygnału powstał jednak problem. Skąd na pustym oceanie eksplozja jądrowa?   Nad obszar wskazany przez satelitę wysłano specjalistyczne samoloty zbierające próbki powietrza w celu wykrycia ewentualnego opadu radioaktywnego. Do zbadania tajemniczego zdarzenia, nazwanego „Incydentem VELA”, skierowano też CIA.

CDN.


[1] National Intelligence Council - Narodowa Rada Wywiadów
[2] Ogólnych tzn. z udziałem kolorowej ludności RPA, która nie miała żadnych praw wyborczych.
[3] Freedom of Information Act – Ustawa o wolności informacji.
[4] US Defense Intelligence Agency – Agencja Wywiadu Obronnego USA.

wtorek, 20 listopada 2018

Incydent Vela: WBP czy powtórka z Tunguski? (1)




To dziwne wydarzenie zwane Incydentem Vela miało miejsce 39 lat temu, na Oceanie Indyjskim, w pobliżu wyspy Księcia Edwarda i Wysp Crozeta. Mało brakowało, a mógłby to się stać casus belli pomiędzy jądrowymi Supermocarstwami. Pamiętam dość skąpe informacje na ten temat, który został rozwinięty dopiero przez polską propagandę w latach 80-tych, w czasie krytyki programów reaganowskich „wojen gwiezdnych” i na fali wzrastającej obawy przed III Wojną Światową, która zostałaby rozegrana przy użyciu wszelkich BMR, a broni jądrowej w szczególności. Zainteresowanych odsyłam do prac takich autorów, jak prof. dr inż. Zbigniew Schneigert. A oto, co piszą o tym źródła internetowe:

Incydent Vela także znany jako Błysk na Południowym Atlantyku[1] był niezidentyfikowanym, podwójnym błyskiem światła, który został wykryty przez amerykańskiego satelitę Vela Hotel w dniu 22.IX.1979 roku, w okolicy Wyspy Księcia Edwarda nieopodal Antarktyki. Ze względu na jego charakterystykę oraz inne okoliczności mu towarzyszące przypuszczano, że błysk ów był rezultatem niezgłoszonego testu jądrowego przeprowadzonego przez RPA i Izrael. Chociaż nigdy nie ustalono jego pochodzenia, to zaproponowano kilkanaście hipotez, w roku 2016 badacze z Narodowego Archiwum Bezpieczeństwa Uniwersytetu im. George’a Washingtona stwierdzili, że debaty na ten temat skierowały się jednak w stronę testu broni jądrowej. W 2018 roku nowe studium twierdzi, że była to próba broni jądrowej, którą przeprowadził Izrael.

Jako że ten podwójny błysk jest charakterystyczny dla prób z bronią jądrową w atmosferze, tym niemniej zasugerowano, że ów sygnał powstał wskutek uderzenia meteoroidu w obiektywy kamery satelity Vela. Wszystkie poprzednie 41 podwójnych błysków wykrytych przez satelity Vela Hotel miały swe potwierdzenia poprzez wybuchy jądrowe. Pewne informacje na ten temat zostały utajnione (gdzie i dlaczego?)

Satelita obserwacyjny Vela 5B/Vela 10/OPS 6911

Ten „podwójny błysk” został wykryty w dniu 22.IX.1979 roku, o godzinie 00:53 GMT czyli o 03:53 EAT[2] przez amerykańskiego satelitę OPS 6911/Vela 10/Vela 5B, który miał na pokładzie aparaturę służącą do wykrywania wybuchów nuklearnych na zasadzie Traktatu o Częściowym Zakazie Prób Jądrowych. Na dodatek mógł on wykrywać promieniowanie γ, X i neutrony, a poza tym satelita miał także dla mierniki będące w stanie wykrywać podwójne błyski światła związane z wybuchami atomowymi w atmosferze: krótkiego błysku pierwotnego i dłuższego błysku wtórnego. 

Satelita zameldował charakterystyczny podwójny błysk małej atmosferycznej eksplozji nuklearnej o mocy 2-3 kt TNT na Oceanie Indyjskim pomiędzy Wyspami Crozeta (należącymi do Francji) a Wyspą Księcia Edwarda (RPA) na S 47° - E 40°.

Przypuszczalna lokalizacja wydarzenia

Dane uzyskane z innych systemów, takich jak SOSUS[3] i MILS[4], które powstały dzięki USA i NATO w celu wykrywania i śledzenia radzieckich okrętów podwodnych i śledzenia i wykrywania miejsc trafień głowic bojowych, co daje możliwość uzyskania danych na temat możliwości wykrycia eksplozji atomowych w regionie. Dane te nie dostarczyły zadowalających dowodów wybuchu jakiejś głowicy nuklearnej. Samolot zwiadu nuklearnego USAF wykonał 25 lotów nad tym akwenem Oceanu Indyjskiego w dniach 22.IX – 29.X.1979 roku pobierając próbki atmosfery. Studia nad kierunkami wiatrów potwierdzają, że opad promieniotwórczy po eksplozji w południowej części Oceanu Indyjskiego mógł być zawleczony aż do Pd-zach. Australii. 

Meldowano, że niski poziom izotopu 131I* (krótkookresowy produkt reakcji jądrowej)[5] został odkryty u owiec w SW Australii oraz w stanie Victoria i na Tasmanii. Owce w Nowej Zelandii nie wykazywały w ogóle skażenia jodem-131.

Jonosferyczne obserwatorium Arecibo na Puerto Rico, wykryło anomalne fale w jonosferze, rankiem 22.IX.1979 roku, które poruszały się z SE na NW, czego nigdy wcześniej  nie zaobserwowano.

Po opublikowaniu wiadomości i tym wydarzeniu, amerykański Departament Obrony wyjaśnił, że była to albo eksplozja bomby atomowej, albo kombinacja naturalnych zjawisk takich jak: piorun, meteoryt czy odblask od Słońca.

Wstępny szacunek sporządzony przez Narodową Radę Bezpieczeństwa przy pomocy Naval Research Laboratory w październiku 1979 roku głosił, że wywiad amerykański jest przekonany, że to wydarzenie było wybuchem jądrowym o małej mocy, chociaż nie znaleziono żadnych radioaktywnych skażeń i nie ma żadnych danych sejsmicznych i hydroakustycznych. W późniejszym raporcie NSC sprostowano słowo „nieznany” i stwierdzono wprost, że była to robota RPA.

Administracja prezydenta Cartera zażądała od OSTP[6] powtórnego zbadania Incydentu Vela Hotel 6911 przy użyciu wszelkich możliwych środków i ostatecznego potwierdzenia, czy owe tajemnicze błyski były rezultatem wybuchu jądrowego. Wynik był bardzo ważny dla Cartera i jego prezydencji oraz staraniom o reelekcję w 1980 roku, w kwestii atomowej nieproliferacji i rozbrojenia. Trzy miesiące wcześniej podpisano układ SALT II i oczekiwał na ratyfikację przez Senat USA. Izrael i Egipt już podpisały go w Camp David pół roku wcześniej.

Niezależny panel naukowców i inżynierów był upoważniony przez Franka Pressa, który był doradcą ds. naukowych prezydenta Cartera i przewodniczącym OSTP, do przebadania dowodów i określenia prawdopodobieństwa, że ten incydent był eksplozją jądrową. Przewodniczącym tego panelu naukowego był dr Jack Ruina z MIT, a także byłym dyrektorem Departamentu Zaawansowanych Badawczych Projektów Obronnych. Raportując w lecie 1980 roku, panel ten odnotował, że były pewne kluczowe różnice w optycznych sygnaturach bieżących wybuchów jądrowych, szczególnie w intensywności zmierzonej przez dwa detektory tegoż satelity. Odtajniony aktualnie raport zawiera detale pomiarów zrobionych przez satelitę Vela Hotel.

Eksplozja ta została wychwycona jedynie przez czujniki tylko tego jednego satelity z kilku będących na orbicie satelitów Vela, inne tego rodzaju satelity obserwowały inne części Ziemi, albo warunki atmosferyczne uniemożliwiły im obserwację tej eksplozji. Satelity Vela  wychwyciły 41 atmosferycznych testów nuklearnych – odpalonych przez takie kraje jak Francja i Ch.R.L. – każda z nich była potwierdzona przez inne środki, w tym testy radioaktywnego opadu. Brak jakiegokolwiek potwierdzenia jądrowego pochodzenia Incydentu Vela sugeruje także, iż ten sygnał „podwójnego błysku” był fałszywym „sygnałem zoo” nieznanego pochodzenia, prawdopodobnie spowodowanym przez uderzenie mikrometeorytu. Takie „sygnały zoo” często są brane za wybuchy jądrowe i otrzymywano je kilka razy wcześniej. […] Innymi słowy mówiąc, te dwa błyski nie pochodziły od eksplozji nuklearnej.

Victor Gilinsky (były członek Komisji ds. Regulacji Nuklearnej) argumentował, że odkrycia dokonane przez panel naukowy mają polityczną motywację. Jest cały szereg danych wskazujących na to, że to wybuch jądrowy był źródłem „podwójnego sygnału”. To było poruszające się anomalne jonosferyczne zaburzenie, które namierzono w Obserwatorium Radioastronomicznym w Arecibo na Puerto Rico w tym samym czasie, ale parę tysięcy mil dalej na północnej półkuli Ziemi. Pomiary wykonane w Australii Zachodniej przeprowadzone parę miesięcy później wykazały podwyższony poziom skażenia radioaktywnego. Dokładne badania wykonane przez Nowozelandzkie Narodowe Laboratorium Atomowe nie wykazały żadnych nowych skażeń, podobnie jak ufundowane przez Amerykanów Laboratorium Nuklearne. Naukowcy z Los Alamos National Laboratory, którzy pracowali w programie Vela Hotel zapewnili, że detektory satelitów Vela Hotel działały prawidłowo.

Leonard Weiss – w tym czasie dyrektor personalny w Senackiej Podkomisji ds. Proliferacji Energii Atomowej – podniósł także obawy odnośnie odkryć zwołanego ad hoc Panelu argumentując, że został on powołany przez administrację Cartera w odpowiedzi na rosnące wzrost kłopotliwych opinii, że był to izraelski test nuklearny. Specyficzne informacje na temat izraelskiego programu jądrowego nie zostały udostępnione panelowi, którego sprawozdanie dało w rezultacie wiarygodne zaprzeczenie, którego tak poszukiwała administracja.
Jeżeli rzeczywiście była to eksplozja atomowa, to powinna być widziana w kole o promieniu 300 mi/4800 km, które obejmowałoby obszar Oceanu Indyjskiego, Południowego Atlantyku, południowego krańca Afryki i małą część Antarktydy.

A teraz o możliwych sprawcach tego incydentu:

·        Izrael – na krótko przed Incydentem Vela, amerykański wywiad przedłożyły dokument, z którego wynikało, że Izrael najprawdopodobniej posiada swoją własną broń jądrową. Zgodnie z dziennikarką Seymur Hersh, wykryto właśnie trzeci połączony izraelsklo-południowoafrykański test jądrowy na Oceanie Indyjskim i Izraelczycy wysłali tam dwa okręty IDF[7] wraz z „kontyngentem izraelskich wojskowych i ekspertów atomowych” w celu przeprowadzenia testu. Autor Richard Rhodes także konkluduje, że incydent ten był testem jądrowym, przeprowadzonym przy współpracy z RPA i że amerykańska administracja zaciemniła ten fakt w celu uniknięcia komplikacji stosunków z RPA. Tym niemniej Leonard Weiss oferuje dużą liczbę argumentów wskazujących na to, że test był izraelski, i stwierdza że ówczesna administracja USA kontynuuje politykę zaciemniania tej sprawy w celu odciągnięcia uwagi publiczności od faktów, które mogłyby ją przedstawić w złym świetle. W roku 2008 ukazała się książka „Nuclear Express: A Political History of the Bomb and its Proliferation” autorstwa Thomasa C. Reeda i Danny’ego B. Stillmana, którzy także twierdzą, że ów „podwójny błysk” był konsekwencją połączonego izraelsko-południowoafrykańskiego testu jądrowego. Dawid Albright oświadczył w swym artykule o „podwójnym błysku” w „Biulletin of the Atomic Scientists”, że: Gdyby błysk z 1979 roku był spowodowany przez test nuklearny, to większość ekspertów zgodziłaby się, że najprawdopodobniej był to test izraelski.
W roku 2010 doniesiono, że w dniu 27.II.1980 roku, prezydent Jimmy Carter odnotował w swym pamiętniku: Wzrastają podejrzenia wśród naszych uczonych, że to Izraelczycy faktycznie przeprowadzili próbny wybuch atomowy na oceanie, nieopodal południowego końca Afryki.
Leonard Weiss z Centrum Międzynarodowego Bezpieczeństwa i Współpracy przy Uniwersytecie Stanforda pisze: Waga dowodów na to, że Incydent Vela był izraelskim testem nuklearnym, w którym pomogła RPA, jest przytłaczająca.
Reed napisał, że jest przekonany o tym, że Incydent Vela był testem izraelskiej bomby N – neutronowej. Test ten przeszedłby niezauważony gdyby Izraelczycy nie wybrali „okienka” , kiedy – wedle opublikowanych danych – żaden aktywny satelita Vela Hotel nie obserwował tego rejonu świata. I chociaż 10-letni satelita Vela wykrył błysk eksplozji, to oficjalnie był on „na emeryturze”, tym niemniej był w stanie odbierać takie sygnały. Na dodatek Izraelczycy przeprowadzali ten test w czasie tajfunu. Od 1984 roku, zgodnie z zeznaniami Mordechaja Vanunu, Izrael rozpoczął masową produkcję bomb neutronowych.   
·        Południowa Afryka, RPA – w opisywanym czasie RPA miała własny program badań nuklearnych, i który upadł z powodu położenia geograficznego. Tym niemniej, RPA włączyła się do Traktatu o Częściowym Zakazie Prób Jądrowych w 1963 roku, i od czasu zakończenia apartheidu[8] ujawniono tam większość informacji na temat południowoafrykańskiego programu atomowego. Zgodnie z raportami międzynarodowych inspektorów IAEA - Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej ONZ, Południowa Afryka nie mogła skonstruować samodzielnie bomby atomowej do listopada 1979 roku – dwa miesiące po incydencie z „podwójnym błyskiem”. Dalej IAEA donosi, że wszystkie możliwe południowoafrykańskie bomby atomowe były rozliczone. Raport CIA z 21.I.1980 roku sporządzony dla Agencji Kontroli Uzbrojenia i Rozbrojenia konkluduje, że:
- Reasumując, CIA znajduje argumenty, że RPA przeprowadziła test nuklearny 22 września za nieprzekonujące, mimo tego, że jeśli wybuch nuklearny miał miejsce w tym dniu, to Republika Południowej Afryki jest najbardziej prawdopodobną kandydatką do odpowiedzialności.
Rezolucja nr 418 Rady Bezpieczeństwa ONZ z dnia 4.XI.1977 roku, wprowadziła embargo na broń w stosunku do RPA, które obejmowało zakaz podejmowania jakiejkolwiek kooperacji w tym zakresie przez wszystkie kraje świata - w tym także zakaz produkcji i rozwijania broni jądrowych.
Sasha Polakov-Suransky pisze, że w 1979 roku, RPA nie była jeszcze zaawansowana technicznie do przeprowadzenia prób z urządzeniami nuklearnymi:
- W czasie pierwszego tygodnia października, Departament Stanu zorientował się, że RPA prawdopodobnie nie jest sprawcą, i że to Izrael jest bardziej możliwym winowajcą.
·        ZSRR – w 1979 roku, DIA raportowała, że ten test mógł być przeprowadzony przez ZSRR z naruszeniem Traktatu o Częściowym Zakazie Prób Jądrowych z 1963 roku. 20 lat wcześniej, w 1959 roku, ZSRR przeprowadził 3 tajne, podwodne testy nuklearne na Pacyfiku z naruszeniem dwustronnego moratorium z 1958 roku pomiędzy USA a ZSRR (zob. mapka, która tego faktu nie potwierdza), moratorium z 1958 roku było unilateralnie i oficjalnie zniesione przez ZSRR w 1961 roku.

Próby nuklearne od 1945 roku

·        Indie – Indie dokonały pierwszej próby nuklearnej w 1974 roku o kryptonimie Uśmiechnięty Budda. Możliwość, że to Indie dokonały tego testu została wzięta pod uwagę, od kiedy stwierdzono możliwość operowania indyjskiej marynarki na wodach Dalekiego Południa – jednakże odrzucono to jako niepraktyczne i bez sensu (biorąc pod uwagę fakt, że Indie podpisały i ratyfikowały Traktat z 1963 roku i nie ukrywały nigdy swych możliwości wyprodukowania broni atomowej).
·        Pakistan – memorandum połączonych wywiadów sporządzone dla NSC  i zatytułowane „The 22 September 1979 Event” analizował możliwość Pakistanu prowadzenia prac nad broniami nuklearnymi w sekrecie.
·        Francja – od czasu „podwójnego błysku” jeżeli one naprawdę miały miejsce, to wydarzyły się nie tak daleko od francuskich Wysp Kerguelena i jest możliwe, że to Francuzi zdetonowali tam małą bombę N[9] albo małą taktyczną głowicę jądrową.[10]


CDN.



[1] Chodzi o południowy Ocean Indyjski.
[2] Czas miejscowy Wyspy Księcia Edwarda.
[3] Sound Surveillance System – system wykrywania i śledzenia okrętów podwodnych.
[4] Missile Impact Location System – system wykrywania i śledzenia ICBM.
[5] Jego T1/2 = 8,03 doby.
[6] Office of Science and Technology Policy – Biuro Polityki Naukowo-Technicznej.
[7] IDF – Izraelskie Siły Zbrojne. 
[8] Polityka segregacji rasowej uprawiana w RPA do 1994 roku.
[9] Francuzi przeprowadzali próby z głowicami A na Saharze w latach 60-tych i na atolu Moruroa/Mururoa w latach 1966-1996. Prawdopodobnie to tam detonowano także głowice N.
[10] Małe, taktyczne głowice jądrowe o mocy 1-5 kt mogą być wystrzeliwane z dział naziemnych (amerykańskie M 65 Atomic Annie, kaliber 280 mm, zasięg 29 km) (radzieckie 2A3 Kondensator 2P, kaliber 406 mm, zasięg 26,6 km) i okrętowych (USS Iowa, kaliber 406 mm, zasięg 40-42 km).