sobota, 7 maja 2011

Trójkąt Bermudzki


Anna Milewska


Przyciąga mnie od wielu lat, odkąd pierwszy raz przeczytałam powieść Gabrieli Górskiej pt. "Diabelski Trójkąt". Książkę tę do dziś uważam za arcydzieło polskiej literatury s-f. Jak w "Solaris" Stanisława Lema, gdzie czarny ocean jako Super-inteligentny Byt dręczy umysły ludzi, w Trójkącie. Gabrieli Inteligencja zamieszkująca ten akwen Atlantyku usiłuje skontaktować się z ludźmi, jest jednak tak potężna i odmienna, że ich prymitywne umysły nie są w stanie ani tego  zrozumieć, ani tym bardziej odpowiedzieć.

W 2004 roku, kiedy to pierwszy raz dane mi było pomieszkać na jednym ze statków wycieczkowych Carnival Cruise Lines, Trójkąt pokazał mi moje pierwsze (i niestety jedyne jak dotąd) UFO. Obserwację tę opisałam wówczas na łamach CBZA na blogu Roberta Leśniakiewicza, teraz tylko przypomnę szczegóły. TSS Carnival Fantasy pływała na trasie Canaveral - Freeport - Nassau a więc dokładnie przez akwen Trójkąta (przypomnijmy: oficjalny akwen Trójkąta wyznaczają trzy porty: Fort Laurderdale na  Florydzie, Puerto Rico na San Juan oraz wyspy Bermudy). W godzinach wieczornych odpoczywałam na otwartym pokładzie i obserwowałam gwiazdy. W pewnym momencie zauważyłam, że jeden punkt, który przed chwilą wzięłam za gwiazdę, porusza się. Pierwszym moim skojarzeniem było "o, sputnik" - wtedy jednak punkt podskoczył kilka razy "tańcząc" w nieregularnych i bardzo szybkich ruchach. Po chwili dołączył do niego kolejny a potem jeszcze trzeci. Przez kilka sekund "skakały" wokół siebie, był też moment kiedy dwa przeleciały równolegle obok siebie. Po czym jeden za drugim oddaliły się i zniknęły. Wszystko to wydarzyło się bardzo szybko, szczegóły mogły nieco zatrzeć mi się w pamięci. Niemniej - wiem co widziałam i mam pewność, że nie było to złudzenie optyczne. Niestety moja "przygoda" nie powtórzyła się więcej ale przekopując ostatnio doniesienia o UFO w Internecie dowiedziałam się, że nie byłam jedyną osobą, która widziała coś podobnego w tym rejonie.

Otóż, jak pisze 57- letni Charlie Lynch, weteran marynarki na amerykańskiej stronie dla pasjonatów UFO http://www.ufocasebook.com/,  w 1971 roku zaobserwował on w Trójkącie coś niezwykłego. Oto moje skrótowe tłumaczenie jego relacji (oryginał dostępny po adresem: http://www.ufocasebook.com/2011/navyveteranbermudatriangle.html):

"(...)Miałem 19 lat i właśnie zakończyłem nocną wachtę w maszynowni. Wyszedłem na papierosa i kiedy tak stałem, ujrzałem dwa obiekty wyglądające zupełnie jak gwiazdy, przelatujące z ogromną szybkością z jednego do drugiego odległego punktu nocnego nieba. Bez najmniejszego śladu zwolnienia, nagle się zatrzymały. Wtedy zauważyłem jeszcze trzy obiekty ustawione idealnie pod kątem 45 stopni do poprzednich, i które równie nagle się zatrzymały. Też na początku wziąłem je za gwiazdy. Patrzyłem na to wszystko i zastanawiałem się, jaki rodzaj wojskowego samolotu mógłby poruszać i zatrzymywać się tak szybko, kiedy, niespodziewanie wszystkie pięć obiektów wystrzeliły jednocześnie z ogromną prędkością, idealnie zachowując formację. W ciągu pięciu sekund zniknęły. Ludzie powtarzają mi, że widziałem po prostu przelatujący samolot. Ale to nie wyjaśnia w jaki sposób zmieniły kierunek i powróciły z powrotem do pozycji w jakiej się pojawiły. To wydarzyło się w Trójkącie Bermudzkim.(...)"

Nieco inną, za to bardzo świeżą, bo z zeszłego miesiąca obserwację NL w Trójkącie znalazł w Internecie Robert Leśniakiewicz. Jest o tyle ciekawa, że świadkiem był pasażer statku wycieczkowego TSS Norwegian Sun, który to jest w kilku portach, między innymi Canaveral, sąsiadem Carnival Dream - statku na którym obecnie przebywam pisząc ten tekst.

A o to moje tłumaczenie relacji:

"Przebywałem na pokładzie statku TSS Norwegian Sun, zmierzającego w stronę prywatnej wyspy. Obserwowałem niebo, była godzina trzecia rano, dnia 5 lutego 2011. Zauważyłem, że jedna z gwiazd błyszczała jaśniej niż pozostałe. Woda była zamglona ale widać było światła dwóch innych wycieczkowych statków płynących po naszej trasie, nieco bardziej na wschód. Światło, jakie  obserwowałem było najpierw białe, potem czerwone, zielone aż w końcu znowu białe. Znajdowało się na dużej wysokości, kiedy nagle opadło jakieś cztery tysiące stóp w dół, zatrzymało się na sekundę lub dwie, pomknęło przed siebie po niebie na podobną odległość, znów zastygło na sekundę i zniknęło. Kilka sekund później pojawiło się w swojej pierwotnej pozycji. Podejrzewam, że laserowe pióro, które wycelowałem w światło w momencie kiedy zaczęło zmieniać kolory, zainicjowało jego  ruch ale jest to jedynie subiektywne przypuszczenie."

(Tekst oryginalny można znaleźć pod adresem: Brian Vike  http://www.sightings.com/)

Norwegian Sun podąża za nami z Canaveral w stronę Karaibów, niewykluczone więc, że jednym z dwóch statków jakie widział świadek we mgle była właśnie Carnival Dream. Niestety, rzadko wychodzę na otwarty pokład o trzeciej nad ranem.

Przypuszczam, że takich relacji są setki, jeśli nie tysiące. Wystarczy spędzić więcej czasu na przeszukiwaniu Internetu. Cokolwiek powoduje całą "legendę" Trójkąta, jest tam nadal, przypominając o sobie co jakiś czas. Przypomina o sobie nawet wówczas, kiedy światło na niebie jest całkowicie naturalne. Ostatnio na blogu CBZA oraz witrynie KKK Robert Leśniakiewicz wspominał o widocznym w dniu wczorajszym zjawisku "super księżyca". Wyjątkowo bliska orbita księżyca spowodowała, że był on wizualnie o 14% większy niż normalnie, co w połączeniu z pełnią dało szczególnie piękny efekt. Carnival Dream wypływała akurat z portu Canaveral. Miejsca, które ze względu na bliskość NASA (kilka kilometrów od portu) nazywamy stacją kosmiczną.  Jestem pewna, że ten, kto widział to miejsce na żywo, zgodziłby się ze mną, że nazwa jest całkowicie zasłużona. Niesamowicie przestrzenne i idealnie płaskie Canaveral to rozlewiska i bagna, zabudowania przeważnie parterowe, rozrzucone  na dużej przestrzeni, co powoduje, że poruszanie się tam bez samochodu jest praktycznie niemożliwe - jak to często w Stanach Zjednoczonych, zbyt duże odległości. Do centrów handlowych dowożą nas ze statku autobusy, tak więc jedynie przez okno mogłam zobaczyć, jak bardzo "kosmicznie" wygląda to miejsce. Rano zamglone i prawie mroźne (w miesiącach zimowych temperatura na Florydzie o 7 rano wynosi często 0-3 stopnie Celsjusza, zaś do godziny 11-12 w południe skacze w górę nieraz  do 25), w ciągu dnia rozświetlone słońcem i ciepłe. Wszechobecne rozlewiska powodują, że w słońcu jest tak jasno, że trudno patrzeć a woda wydaje się wlewać na autostrady. Jestem bardzo ciekawa, jak to miejsce wygląda podczas corocznych letnich huraganów...

Kiedy statek opuszcza port około godziny 17.30 czasu amerykańskiego, uważny obserwator ma szansę zauważyć wyskakujące z wody delfiny i latające ryby. Nie jest to jednak łatwe gołym okiem, co udowodnił mi filmik video jaki  ostatnio nakręciłam. Podczas nagrywania woda była spokojna i przejrzysta niczym jezioro, na powierzchni nie dostrzegłam najmniejszych zakłóceń. Dopiero obejrzawszy nagranie, ku sporemu zaskoczeniu dojrzałam coś w rodzaju sporego rybiego ogona lub całego "rybiego kształtu", który nagle wyskoczył na powierzchnię i jeszcze szybciej się schował. Pomyślałam wówczas, że może z obserwowaniem delfinów w Trójkącie jest trochę jak z obserwowaniem tam UFO. One są tam cały czas, tylko trzeba mieć trochę szczęścia aby je dostrzec. Niestety nie uwieczniłam skaczących gwiazd na niebie. Zrobiłam za to zdjęcia zachodowi słońca i pełni "super księżyca", kiedy to Dream majestatycznie oddalała się od Canaveral. Muszę Czytelnikom powiedzieć, że widok ten wynagrodził mi nawet brak UFO. Trójkąt i bez niego wydaje mi się najpiękniejszym i najbardziej pełnym światła miejscem na tej planecie.

Gdzieś w Trójkącie Bermudzkim
2011-03-22