środa, 22 czerwca 2011

…I pozostaną tylko meduzy…








We Wszechoceanie szybko skończą się ryby, a pozostaną już tylko meduzy. Wszystko na to wskazuje, że tak się stanie. Jeszcze jakieś 50 lat – jak domniemają biolodzy – a meduzy całkowicie zasiedlą Wszechocean.

A oto fakty. Przybrzeżne wody od Kalifornii do Australii są zapełnione meduzami. U wybrzeży Japonii populacja meduz wzrasta w zastraszającym tempie od 2002 roku, i od ostatnich 10 lat uszczerbek w japońskiej gospodarce spowodowany przez te zwierzęta wyniósł już 110 mln USD. Meduzy zatruwają ryby w sieciach, zatykają rury w miejscowych elektrowniach. W 2002 roku na Lazurowym Wybrzeżu Francji pelagiczne meduzy zerwały tysiące rybackich sieci. W roku 2006 na wybrzeżach Hiszpanii 14.000 ludzi zostało poszkodowanych przez jadowite meduzy. W roku 2007, na plaże Francji morze wyrzuciło meduzy o łącznej biomasie 11 mln ton!

W naszym Kraju Przymorskim (Wschodnia Syberia) w roku ubiegłym pojawiły się ropilemy – meduzy o ogromnych rozmiarach. Średnica ich parasola może sięgać do pół metra, a w ubiegłorocznym lecie stwierdzono obecność meduz nawet w… rzece Moskwie i nie zamierzają się one stąd wynieść![1]

* * *

O meduzach w innej europejskiej rzecze – Dunaju pisał w 2000 roku dr Miloš Jesenský, a oto jego relacja, którą pozwolę sobie przypomnieć:

Zazwyczaj hipotezy kryptozoologów dotyczące różnych egzotycznych stworzeń wodnych, tradycyjnie dotyczą ogromnych prehistorycznych gadów, gigantycznych ośmiornic i kalmarów. Jest tutaj jednak dalsza, zupełnie różna od nich kategoria zwierząt, która w dyskusjach na temat nieznanych stworzeń wodnych jest niemal zupełnie pomijana. Chodzi o meduzy - tym razem nie o takie niebezpieczne twory, jakim jest np. australijska Chirones fleckeri czy ogromny polarny gatunek, jakim jest Cyanea capillata (bełtwa festonowa) zwany „lwią grzywą” - ale o znacznie mniejsze krążkopławy, chociaż niemniej interesujące, bo żyjące wprost... w samym sercu Europy!

Dla mieszkańców typowego wewnątrzkontynentalnego kraju, jakim jest dzięki swemu położeniu geograficznemu na kontynencie europejskim Słowacja, meduzy staję się niecodziennymi, egzotycznymi stworzeniami, z którymi łączą się wspomnienia z urlopu spędzonego nad morzem czy filmy dokumentalne emitowane przez kanał TV Discovery poświęcone morskiej faunie. Myślowa asocjacja pomiędzy pojęciami „morze” i „meduza” jest oczywista, bowiem te ostatnie należą do typowych morskich stworzeń, chociaż - jak to wyniknie z dalszych partii tekstu - mogą istnieć od tego całkiem niecodzienne odstępstwa i wyjątki... Biorąc pod uwagę to, że meduzy są bardzo czułe na ubytek soli w swym otoczeniu, będzie dla Czytelników czymś niezwykłym stwierdzenie, że można je spotkać także w wodach słodkich, w których ich występowanie jest sporadyczne i ograniczone w czasie. Do takich meduz słodkowodnych należy właśnie gatunek Craspedacusta sowerbii, którą pierwszy raz odkryto na słowackim odcinku Dunaju (od Bratysławy do Komarna) w 1961 roku.

Jej wejście do ludzkiego poznania i zoologicznej nomenklatury zaczęło się w roku 1880, kiedy to została ona opisana przez angielskiego zoologa Lankestera w próbce wody z jeziora w pewnym londyńskim parku. Podaje się przy tym jako ciekawostkę, że polipowe stadium rozwojowe tej meduzy zostało opisane jako odrębny gatunek Microhydra ryderi, i dopiero w 1924 roku udowodniono związek pomiędzy tymi dwoma stadiami rozwojowymi   j e d n e g o   gatunku Craspedacusta sowerbii.

Dojrzałe stadium tej meduzy ma kształt niewielkiego dzwonka o średnicy 2 cm. Na jej obwodzie wyrasta kilkaset nici parzydełek. Meduzy poruszają się przy pomocy charakterystycznego pulsowania ciała, zaś żywią się fito- i zooplanktonem. Z zapłodnionych jajeczek najpierw wylęgają się wolno pływające, planulle, które po pewnym czasie przeistaczają się w osiadłe polipy. Polip ma kształt robaczka długiego na 2 mm i wiedzie takie życie, jak stułbie, tylko, że nie ma ramion. Ma za to kilka macek umieszczonych koło otworu gębowego, a dzięki paraliżującym komórkom jest w stanie upolować drobne zwierzęta wodne.

Polipy słodkowodnej meduzy ze Słowacji żyją w koloniach po dwa, cztery rzadziej w dziesięć osobników. Żywią się drobnymi zwierzątkami wodnymi, które porażają parzydełkami. W czasie niesprzyjających warunków oraz w zimie polipy zmieniają się w swe formy przetrwalnikowe.

Najbardziej powszechnym sposobem ich rozmnażania się jest pączkowanie. W lecie z polipów tworzą się miniaturowe meduzy, które po dorośnięciu do średnicy 0,4 mm uwalniają się i zaczynają samodzielne życie, rychło dorastając do normalnych rozmiarów. Rzecz ciekawa, meduzy te zamieszkują wody od głębokości 9 m.

Jak twierdzi słowacki zoolog dr Milan Ertl istnieje drugi rodzaj polipów z gatunku Craspedacusta, które mają od 8 do 30 długich i cienkich ramion. Ten typ, opisywany także jako odrębny gatunek Calposoma dactyloptera zdarza się niezwykle rzadko i nie jest jasne, co spowodowało jego powstanie i dlaczego nie tworzy on następnych generacji...

Nawiasem mówiąc, na drugim krańcu świata - w wysłodzonych wodą deszczową atolach archipelagu Palau - można znaleźć inne meduzy - ale trudno o nich powiedzieć, że są one w pełni słodkowodne.

Z dotychczas wykonanych badań jest wiadome, że na rozwój meduz wpływa temperatura wody, która przekracza +25°C. Z tego punktu widzenia występowanie tych meduz w wodach słowackiej części Dunaju jest swoistym curiosum Przyrody, bowiem temperatura wody w tej rzece jest rzadko kiedy wyższa, niż +20°C - jest zatem prawdopodobne, że meduzy te rozmnażają się tylko i wyłącznie w spokojnych, nagrzanych i nasłonecznionych zakolach i zatokach po słowackiej stronie rzeki, skąd są od czasu do czasu wypłukiwane do głównego nurtu Dunaju.

No i należałoby teraz odpowiedzieć na pytanie: Jak się te meduzy z gatunku Craspedacusta sowerbii dostały na teren Słowacji? Jest to zagadką, bowiem za miejsce pochodzenia tych meduz uważa się chińską rzekę Jangcy-ciang (Niebieska Rzeka), gdzie gatunek ten - wedle kronikarskich zapisków - jest znany już od XIII stulecia. Nawiasem mówiąc - jak we wszystkich kryptozoologicznych zagadkach - podane jest niekonwencjonalne wyjaśnienie, o prawdziwości którego świadczy między innymi fakt, że ekspansja meduz na Słowacji jest znaczna, a ich występowania - jak twierdzą specjaliści - nie da się przewidzieć nawet w tych miejscach, w których w przeszłości miał on miejsce. I tak: w jednym roku w pewnym miejscu pojawiło się całe mnóstwo meduz, zaś w następnym - ani jedna... - by potem pojawić się znów! W pewnych izolowanych zbiornikach wodnych meduzy pokazały się tylko jeden jedyny raz, a potem ich już nie znaleziono, mimo intensywnych poszukiwań...
Jakie zatem wyjaśnienie mamy na myśli?  Teorie o istnieniu światów równoległych opierające się o  zdobycze współczesnej fizyki liczą sobie już kilkadziesiąt lat. Ich implikacją są hipotezy opisujące możliwości i mechanizmy przenikania się tych światów w naszym najbliższym otoczeniu. Z punktu widzenia długości ludzkiego życia, prawdopodobieństwo interakcji naszego świata ze światem równoległym jest niezmiernie niska, jednakże podobne przypadki były odnotowywane. Przecież wszystkie wydarzenia, których prawdopodobieństwo jest większe od zera   m u s z ą   się kiedyś zdarzyć...

Słynny czeski badacz Nieznanego - Aleš Hruška twierdzi, że:

Jeżeli założymy, że taka możliwość istnieje bezspornie przez cały czas istnienia życia na Ziemi, to musimy również wziąć pod uwagę i to, ze w sprzyjających warunkach fizycznych do równoległych światów mogą przenikać nie tylko ludzie, ale i inne istoty żywe - w obie strony...
A zatem poza specyficzną florą i fauną można w równoległych światach znaleźć także florę i faunę zbieżną z naszą, jeśli tylko będą spełnione biologiczne warunki ich bytowania i rozmnażania się.

A więc, czy te słowackie meduzy przybyły do nas wskutek przesunięcia ich do naszego świata z jakiegoś świata równoległego? - wydaje się, że tak.

Każdy zaobserwowany rodzaj jest zawsze reprezentowany przez małą ilość egzemplarzy, co świadczy o tym, że środowisko, w którym zamieszkują, nie jest zbyt odpowiednie dla nich - pisze dalej Aleš Hruška w godnej uwagi monografii pt. „Paralelny svet” („Światy równoległe”).

  Według różnych źródeł historycznych, te stworzenia w przeszłości też nie występowały liczniej, niż teraz. Dzisiaj, mając doświadczenie z ochroną gatunków ginących możemy założyć, że tak nieliczna populacja nie byłaby w stanie zapewnić przetrwanie gatunku. Pewnym wyjaśnieniem byłoby przenikanie tych stworzeń ze świata równoległego, którego czas teraźniejszy odpowiadałby naszemu Mezozoikowi. Zwierzęta, które przeniknęły do innego świata i znalazły tam sprzyjające ich rozwojowi warunki życiowe, od razu rozmnożyłyby się, rozszerzyły swe panowanie i stałyby się gatunkami wiodącymi w tychże światach równoległych.

Jak się wydaje, ta hipoteza daje odpowiedź na wiele problemów kryptozoologii, badającej wiele dziwnych znalezisk ze wszystkich kątów naszego świata. Co będzie ze sprawą tajemniczych meduz na Słowacji - pokaże przyszłość.[2]

Te słowa napisano w 2000 roku i jak na razie nic nie straciły ze swej aktualności. Co więcej – rośnie zagrożenie ze strony meduz dla ludzi i zwierząt. I to bynajmniej nie ze strony ogromnych meduz Nomura, ale meduz kostkowych, które stanowią straszliwe niebezpieczeństwo dla każdej żywej istoty, bowiem na ich neurotoksyny nie istnieje żadne antidotum…

Ale o tym już w następnych materiałach na ten temat.

Jordanów, 2011-06-21


Komentarze:

Bardzo zainteresował mnie artykuł o meduzach w Dunaju. Miałam szczęście zobaczyć takie meduzy w Dunaju, w Wiedniu. Byłam tam w latach 1993 do 1995. Widziałam je tylko raz. Małe, o średnicy ok. 2 do 3 cm, białe, przezroczyste. Byłam zdumiona i zafascynowana. Zawołałam mojego towarzysza, żeby też je zobaczył. Wtedy było bardzo upalne lato, temperatura powietrza wynosiła ponad 30 stopni. Pływałam w Dunaju w części plażowej, nieżeglownej. Tam było bardzo spokojnie. Żałuję, że nie miałam przy sobie aparatu fotograficznego. Czyżbym widziała istoty ze świata równoległego? Przyglądając się im, czułam się niezwykle, zastanawiałam się, skąd mogły się tutaj znaleźć. Patrzyłam dłuższą chwilę, nie uciekały.
Gdy opowiedziałam o tym zdarzeniu wujkowi, który sporo podróżował,  nurkował i nakręcał piękne filmy podwodne, lekceważąco  powiedział; "co mnie obchodzą meduzy w Dunaju". Byłam jego nietaktowną, prostacką reakcją rozczarowana. (Ewa S.)




Dziękuję Pani bardzo za ten sygnał, który równolegle przesyłam także autorowi tego artykułu - dr Milosowi Jesensky'emu z Żyliny.

Trudno powiedzieć, czym są te meduzy, ale osobiście uważam, że mogą to być jakieś mutanty meduz z Morza Północnego, Czarnego czy Śródziemnego, które zostały zawleczone do Dunaju w wodzie balastowej statków, a następnie wypuszczone w czasie załadunku w którymś z śródlądowych portów. To podpowiada mi doświadczenie ekologa, jako że mamy podobne problemy np. z krabem węłnistorękim w Morzu Północnym i zachodnich sektorach Bałtyku czy niektórymi organizmami w południowych sektorach Bałtyku, a które zostały zawleczone tam z... Azji. A zatem podobny precedens już zaistniał. (R. Leśniakiewicz)



[1] Opracowano na podstawie artykułu pt. „W okieanie skoro konczytsja ryba i ostanutsja odni meduzy” w „Tajny XX wieka” nr 12/2011 s. 11, przekład mój.
[2] M. Jesenský – „Słodkowodne meduzy w Dunaju”, przekład mój.