piątek, 24 czerwca 2011

MEDUZY: ODWET WSZECHOCEANU?



Zaczęło się jak w powieści fantastyczno-naukowej i sensacyjnej zarazem. Coś jak w „Odwecie oceanu” Franka Schätgzinga. W dniu 3 listopada media podały następującą bulwersującą wiadomość:

„Potwór morski” zatopił 10-tonowy statek

Dziesięciotonowy statek rybacki płynący w pobliżu japońskiego portu Chiba został zatopiony przez gigantyczną meduzę - informuje "Daily Telegraph".

Trawler, Diasan Shinsho-maru wywrócił się do góry dnem, gdy trzech członków załogi próbowało wyciągnąć sieć pełną olbrzymich meduz Nomura.

Waga "potwora morskiego" mogła sięgać nawet 200 kilogramów. W tym roku wody okalające Japonię są zamieszkane przez wyjątkowo dużą ilość tych stworzeń.

Załoga łodzi rybackiej została wrzucona do morza może mówić o wielkim szczęściu, gdyż trzej mężczyźni zostali ocaleni przez przepływający nieopodal statek. Lokalne biuro meteorologiczne poinformowało, że w momencie wypadku niebo było przejrzyste, a morze spokojne.

Największe osobniki mogą osiągać nawet do dwóch metrów średnicy - pisze "Daily Telegraph".

Ostatnim razem, kiedy zwierzęta te zaatakowały, było lato 2005 roku. Wtedy zniszczyły one siatki rybackie, a nawet zaatakowały rybaków. W 2007 roku straż wodna otrzymała 15,5 tysiąca zgłoszeń o uszkodzeniu przez meduzy sprzętu do połowu.

Eksperci są przekonani, że nagły wzrost liczby tych stworzeń na tym obszarze związany jest z mniejszą liczbą ich naturalnych wrogów, czyli żółwi morskich i niektórych gatunków ryb. (Onet.pl)

Meduza według Wikipedii – to jedna z dwóch form morfologicznych parzydełkowców. Pojawiła się na naszej planecie nie wcześniej niż 580 milionów lat temu. Jest swobodnie unoszona przez toń morską. Płciowa postać krążkopławów i niektórych stułbiopławów. Ma kształt parasola. Z zapłodnionych jaj meduzy rozwija się planula, a z niej polip. Meduza oddycha całym ciałem. W swoim galaretowatym ciele ma aż 24 oczy. Jad z jej parzydełek może powodować pękanie czerwonych krwinek.

Meduzy dzielą się na:

scyphomeduzy
hydromeduzy
cubomeduzy.

Przykład scyphomeduzy to chełbia modra.

Ciało chełbi modrej jest galaretowate i przejrzyste ponieważ w 95% składa się z wody. Na obwodzie ciała chełbi występują ciałka brzeżne (ropalia) odbierające bodźce ze środowiska, np. światło. Otwór gębowy służy meduzie do spożywania pokarmu, a jednocześnie do wydalania go. Kiedy meduza nie strawi całego pobranego pokarmu, wydala go tym samym otworem. Wokół otworu gębowego znajdują się cztery płaty gębowe – ramiona. Ramiona zaopatrzone są w komórki parzydełkowe, zaś w nich występuje substancja parząca, która umożliwia chełbi obronę i zdobywanie pokarmu. Przez to, że meduza w większości składa się z wody, jej życie na lądzie byłoby niemożliwe. Kiedy meduza zostaje wyrzucona na brzeg, zostaje osuszona przez słońce.

Meduza rozmnaża się płciowo. Osobniki męskie wytwarzają plemniki, natomiast żeńskie – komórki jajowe. Kiedy dojdzie do połączenia się komórki z plemnikiem, tworzy się larwa – planula, która osiada na dnie. Z niej tworzy się polip (pokolenie bezpłciowe), który rozwija się powoli. Kiedy polip rozwinie się w pełni, składa się krążków, czyli będzie strobilą. Drogą strobilizacji (odrywania się w wyniku poprzecznych podziałów) odrywają się efyry, czyli młode meduzy.

Kiedy meduza jest atakowana z zewnątrz, to aby chronić swoje potomstwo, wyrzuca je na dno, a sama staje się ofiarą ataku. Spoczywające na dnie miliony małych polipów czekają na zapłodnienie przez samca. Jeżeli samica nie będzie mogła długo znaleźć sobie odpowiednich warunków, zdolna jest oczekiwać z porodem jajeczek nawet pół wieku.

Rodzaje parzydełek:

penetranty – wbijają się w ciało ofiary i wstrzykują substancję parzącą, są to ostro zakończone nici;
glutynanty – długie nici, pokryte lepką substancją, unieruchamiają ofiarę, przylepiając do niej wiele tych parzydełek; biorą również udział w transporcie biernym polipa, przyczepiając nici do poruszającego się obiektu;
wolwenty – krótsze nici, zaplątujące ofiarę.

Drugim przykładem meduzy może być żeglarz portugalski (lwia grzywa).

Wśród jamochłonów zamieszkujących powierzchnię wody najlepiej widoczne są bąbelnice, należące do rurkopławów. Ich pływające pęcherze mają jaskrawe kolory: niebieskie, fioletowe, purpurowe. Z powodu tych kolorów, przypominających barwy średniowiecznych statków portugalskich, bąbelnica otrzymała nazwę żeglarz portugalski (aretuza). Wierzchnia część pęcherza ma postać grzebienia, który spełnia funkcję żagla. Za jego pomocą bąbelnica przemieszcza się w wodzie. U dołu pęcherza o średnicy 20 cm znajdują się polipy oraz zwisają liczne nici chwytne długości 30 metrów. Nici te są wyposażone w jadowite parzydełka. Siła jadu bąbelnicy jest tak duża, że człowiek, który dotknie nici wyrzuconych na brzeg, doznaje poparzenia, któremu towarzyszy silny ból. Znane są także przypadki śmiertelne. Tyle encyklopedia.

Problem ogromnych meduz Nomura – Nemopilema nomurai, gnębi Japończyków od kilku lat. To plaga, której pochodzenie nie jest jeszcze dokładnie zbadane. Podobnie jest z rozgwiazdą korona cierniowa – Acanthaster plancii, która pustoszy koralowe rafy na Pacyfiku. Meduzy Nomura stanowią już realne zagrożenie dla Japonii i nie tylko, bo to dotyczy wszystkich krajów nad Morzem Żółtym i nie tylko. Te ogromne meduzy mierzące do 220 cm średnicy i o masie do 200 kg mają niesamowite możliwości rozrodcze i w krótkim czasie są w stanie opanować Wszechocean naszej planety. Najciekawsze jest to, że maksimum możliwości rozrodczych tych meduz występuje zawsze w czasie śmierci osobniczej zwierzęcia!

Według sondaży internetowych, meduzy te mają ułatwione warunki do rozrodu, bowiem Japończycy wybijają ich naturalnych wrogów – wieloryby, które żywią się planktonem, w którym znajdują się także ich jaja i małe meduzy. Poza tym winowajcami są także Chińczycy, którzy wpuszczają do morza ogromne ilości nawozów sztucznych i materiałów organicznych, które stanowią pożywkę dla meduz. Coś w tym jest, bo zwiększona ilość NPK w wodzie morskiej powoduje burzliwy rozrost planktonu roślinnego i co za tym idzie zooplanktonu, którym meduzy się żywią. Klasyczny, wręcz akademicki przykład skutków głupiej ingerencji człowieka w środowisko naturalne.   

Ale nie tylko meduzy Nomura są zagrożeniem, bo najgorszymi z nich są małe – do 1 cm długości – meduzy kostkowe. Nazwa ich pochodzi od kształtu przypominającego sześcian i są one klasą bezkręgowców należących do rzędu Cubozoa, jak również odnosi się to do wyjatkowo niebezpiecznego gatunku Chironex fleckeri.

Klasa Cubozoa zawiera przynajmniej 19 różnych gatunków, które są tylko nieznacznie mniej śmiercionośne niż C. fleckeri.

Używane są jeszcze nazwy osa morska kłujący robak morski, ale są one mylące i zmniejszaja one niebezpieczeństwo, które stanowią  Chironex fleckeri i Carybdea alata i ich niewłaściwe użycie może spowodować beztroskę, która mogłaby wywołać zgon wskutek zastosowania mylnego leczenia w przypadkach porażenia przez nie.

Zasięg występowania meduz kostkowych. Różne typy toksycznych meduz kostkowych można było znaleźć w Australii, Filipinach, indonezyjskim Wybrzeżu, Hawajach, Wietnamie, na Karaibach i innych tropikalnych obszarach. Meduzy są niezmiernie jadowite i mogą zabić ludzi; jednak pewne zwierzęta morskie (takie jak żółwie) są odporne na ich jad i nawet się nimi żywią.

Meduzy te najlepiej jest poznane, ponieważ ich wszystkie gatunki posiadają potężnie toksyczny jad, niebezpieczny dla ludzi. Chironex Fleckeri, Carukia barnesi i Malo kingi należą do najjadowitszych stworzeń na świecie. Użądlenia czy może lepiej, oparzenia parzydełkami tych gatunków należą do najbardziej niebezpiecznych, są straszliwie bolesne i mogą spowodować zgon w strasznych cierpieniach. Jednakże, nie wszystkie te meduzy są niebezpieczne dla ludzi.

Jad meduz jest najbardziej śmiertelnym w zwierzęcym królestwie i spowodował przynajmniej 5568 zarejestrowanych zgonów od 1954. Każda macka meduzy ma około 500.000 parzydełek, z których każdy jest harpunem ukształtowanym z igły, które wstrzykują jad w ciało ofiary. Najczęściej zdarza się to w przypadku meduz z gatunku, Chironex fleckeri, i odnotowuje się rocznie przynajmniej dwa zgony w Australii, a inne zostały przypisane meduzie o wielko0ści paznokcia kciuka z gatunku Carukia barnesi. Symptomy poparzenia przez nią są znane jako choroba Irukandji. Meduza kostkowa aktywnie poluje na zdobycz, przeciwnie jak to ma miejsce w przypadku zwykłych meduz. Są one zdolne do rozwijania prędkości 4 węzłów (1.8 m / s).
Najwyższe ryzyko zostania poparzonym przez meduzy występuje od października do maja (lato na półkuli południowej) – ale sporadyczne poparzenia zdarzają się przez wszystkie miesiące w roku i we wszystkich warunkach pogodowych i hydrosferycznych.

Meduzy są obfite w ciepłych wodach północnej Australii i Indo - Pacyfiku. Jednakże, roje ogólnie znikają podczas australijskiej zimy (chociaż sporadyczne osobniki są znajdywane przez rok). Amerykańscy badacze używający specjalnych etykiet sonarowo-odzewowych doszli do wniosku, że te stworzenia śpią na dnie oceanicznym między 15:00 a świtem; jak ustalono – w celu uniknięcia strat energii i drapieżników.  Jednakże hipoteza ta została podważona przez innych uczonych, którzy uważają, że urządzenia odzewowe stanowią pewien balast, który ściąga te zwierzęta w dół, na dno i wyniki przez nich uzyskane są błędne. Tak zatem hipoteza snu może być zdyskontowana. (Wikipedia - http://en.wikipedia.org/wiki/Box_jellyfish - przekład mój - autor)

Co z tego wynika – ano to, że meduzy, które powstały 500 MA (mln lat) temu, dzięki swej niesamowitej rozrodczości przetrwały wszystkie kataklizmy i następujące po nich epizody Wielkich Wymierań, które tak straszliwie trzebiły – czasem nawet do 50% gatunków lądowych i 95% - gatunków morskich – że wspomnę hekatombę z granicy Perm/Trias – 245 MA temu oraz masakrę dinozaurów z granicy Kreda/Paleogen – 64,8 MA. Meduzy przeszły przez nie śpiewająco. Teoretycznie powinny wyginąć w czasie epizodu wymierania P/T wraz z trylobitami, liliowcami i innymi przedstawicielami fauny morskiej paleozoicznego świata. a jednak one przetrwały, co dowodzi tylko doskonałości ich przystosowania do zmian w środowisku. Podobnie zresztą przeszły przez epizod wymierania K/Pg, który przetrzebił wiele gatunków fauny morskiej, że wspomnę belemnity czy amonity, które wydawały się nie do usunięcia z wód ówczesnego Wszechoceanu. A jednak wyginęły, a meduzy pozostały. Ale to jest tylko jedna z ich zagadek.  

Meduzy w dniu dzisiejszym są gatunkami ekspandującymi na obszarze wszystkich akwenów Wszechoceanu, nawet w tak małych i zatrutych morzach jak Bałtyk czy Morze Czarne, co widać zawsze pod koniec sierpnia, kiedy to fale wyrzucają na plaże miliony tych stworzeń. Winę za to ponosi tylko i wyłącznie człowiek, który trzebi naturalnych wrogów meduz i jednocześnie powoduje wzrost ilości pożywienia dla tych zwierząt wzbogacając wody w sztuczne nawozy NPK, a które z kolei są doskonałą pożywką dla fitoplanktonu i dalej dla zooplanktonu…

Tak zatem nie ma mowy o jakimś odwecie Wszechoceanu, choć tak to wygląda, to odwet ten jest spowodowany tylko przez nieracjonalną gospodarkę rabunkową człowieka. Zmasowane odłowy ryb powodują naruszenie delikatnej równowagi i co za tym idzie – powstanie lokalnej „próżni gatunkowej”, a w którą to próżnię – czyli niszę ekologiczną – wchodzą natychmiast gatunki mające największą siłę przebicia, w naszym przypadku są to właśnie meduzy. Jeżeli ludzie nie opamiętają się wreszcie i nie zaprzestaną drastycznej ingerencji w środowisko, to Wszechocean zapełni się wkrótce samymi meduzami i to będzie jeden jedyny rodzaj istot w nim panujący…