wtorek, 28 czerwca 2011

MISTERIUM NAD PIETROZAWODSKIEM (2)




PIETROZAWODSKI FENOMEN

Wasilij Micurow

We wrześniu 1977 roku na północnym zachodzie Rosji miało miejsce wydarzenie, które teraz nazywa się Incydentem Pietrozawodsk’77 albo Pietrozawodskim Cudem. Artykuł W. Micurowa ukazał się na łamach periodyku „Tajny XX wieka” nr 15/2011, ss. 30 – 31.

Żadnych latających talerzy!...

W tym czasie o UFO, jak i o innych zjawiskach anomalnych praktycznie się nie mówiło w radio, TV, ani nie pisało w gazetach. Pamiętam, jak jakiś wysoki urzędnik państwowy powiedział: „Jeżeli będzie się dużo mówiło i pisało o latających talerzach, to u nas nawet musztarda zniknie ze sklepów!”.

A jednak jakieś informacje ufologiczne do nas docierały mimo nałożonej na nie czapy i knebla. Ci, którzy interesowali się tą zagadkową tematyką, z zainteresowaniem czytali napisane na maszynie wykłady i referaty wykładowcy Moskiewskiego Instytutu Awiacji – F. J. Zigela oraz emerytowanego morskiego inżyniera wojskowego W. A. Ażaży.

Dziennikarz Giennadij Lisow w tamtych latach nie mógł drukować niczego na temat NLO, jednakże często występował w różnych audytoriach, gdzie opowiadał on – w oparciu o zagraniczne źródła – o latających talerzach i kontaktach z Kosmitami. Mało kto w tych czasach odważył się propagować podobne „herezje”…

Młodzież, a szczególnie studenci, słuchali takich rozpraw z ogromnym zainteresowaniem, ludzie z tytułami i stopniami naukowymi przyjmowali takie informacje raczej sceptycznie. Oficjalne stanowisko do problemu było takie: żadnych latających talerzy czy spodków nie ma, a publikowane w niektórych wydawnictwach fotografie to falsyfikaty. Uczeni radzieccy mają dużo innych problemów i nie mają czasu zajmować się sprawdzaniem jakichś urojeń.

Kto jest jeszcze w przestrzeni powietrznej?...

I naraz w nocy z 19 na 20 września 1977 roku, na niebie na Pietrozawodskiem coś zaszło…  Według oświadczeń wielu świadków naocznych, około godziny czwartej nad ranem nad miastem zawisł ogromny obiekt o kształcie podobnym do meduzy. Na początku była to tylko jasna gwiazda, która przesuwała się powoli z zachodu na wschód. potem się rozrosła. Widoczna średnicy „meduzy” była oceniana przez świadków na 100 i więcej metrów, a wysokość jej zwisu w powietrzu na jakieś 5 – 7 km. NOL przepłynął nad ulicą Lenina – główna magistralą miasta, potem zatrzymał się, zwiększył jeszcze swe rozmiary i zaczął obsypywać miasto ogromna ilością małych, czerwonych „kropelek”, co przywodziło na myśl ulewny deszcz.

Rankiem, w okiennych szybach na najwyższych piętrach niektórych domów znaleziono okrągłe otwory, a odtopione szklane „perełki” leżały pomiędzy szybami. Później fizycy nie byli w stanie zidentyfikować pochodzenia tych „przestrzelin”, bo tak czystego przebicia szkła, bez szczelin na obrzeżach nie jest w stanie wykonać nawet wysokoenergetyczny laser. Do tego jeszcze okazało się, że te skraje otworów miały dziwną, zupełnie niecharakterystyczną dla szkła budowę krystaliczną.[1]

Rzadkie o tej porze dnia samochody pod wpływem „meduzy” stawały ze zgasłymi silnikami. Zawisnąwszy nad głównym prospektem miasta, obiekt otoczył się jasnym półokręgiem i przemieścił się w rejon portu na jeziorze Onega, zatrzymał się nad statkiem typu Wołgobałt i w ciągu 10 – 12 minut powtórzył swój „czerwony deszcz”. Na tle szarych obłoków widoczna była jasnoczerwona aura – czerwona w środku, biała po bokach. A potem NLO podniósł się w górę i znikł.

Dyrektor pietrozawodskiego Obserwatorium Hydrometeorologicznego J. Gromow powiedział korespondentowi TASS, że nie ma żadnych analogii do tego, co widziano nad miastem. Co spowodowało to zjawisko, jaka jest jego natura, pozostaje zagadką, bowiem nie stwierdzono jakichkolwiek gwałtownych zjawisk atmosferycznych nie tylko w czasie bieżącej doby, ale i wcześniej.

Akademik W. W. Migulin później objaśnił to Pietrozawodskie Cudo efektami związanymi ze startem z kosmodromu w Pliesiecku sztucznego satelity Kosmos-955. Jednakże na dwie godziny przed jego startem, korespondent UPI z Helsinek donosił, że nad fińską stolicą z zachodu na wschód przeleciała jasna, ognista kula, a na trzy godziny przed startem podobne zjawisko „usiadło na ogonie” pasażerskiego samolotu z rejsu z Kijowa do Leningradu i „odprowadziło” go aż do portu lotniczego Leningrad – Pułkowo.
- Kto się jeszcze oprócz mnie znajduje w moim korytarzu powietrznym? – pytał kontrolera lotów kapitan tego samolotu.
- Nikogo nie ma – odpowiedziała ziemia.

Opowiadanie fizyka

Jeden z naocznych świadków Pietrozawodskiego Fenomenu, wykładowca fizyki, jechał w nocy 20 września z Leningradu w stronę Pietrozawodska. W samochodzie były jeszcze dwie osoby: kierowca i ojciec wykładowcy – wojskowy w stopniu pułkownika.
- Siedziałem obok kierowcy i obserwowałem wygwieżdżone niebo – opowiadał potem fizyk. – Naraz, najzupełniej nieoczekiwanie poczułem niepokój. Zrazu nie pojmowałem, co się dzieje, ale naraz zrozumiałem. W południowo-wschodniej części nieba, pomiędzy gwiazdami, pojawiła się i zaczęła powiększać świecąca się kropka. Sądziłem zrazu, ze widzę upadek meteorytu, poprosiłem o zatrzymanie samochodu i obudziłem ojca i zaczęliśmy we trzech obserwować to zjawisko. Wyglądało to tak, jakby jakieś świecące ciało wchodziło w górne warstwy atmosfery. Naraz z niego zaczęły się wydzielać kłęby szarego dymu. One wychodziły porcjami otulając to ciało. Jego ruch naraz spowolniał. Pomyślałem, że napotkawszy na gęstsze warstwy atmosfery meteoryt zaczął się fragmentować. Przygasło jaskrawe świecenie jego centralnej części, a zamiast tego dymowy welon przecięły jaskrawe promienie. Obiekt wciąż leciał w dół. Obłok zaś wydłużał się przybierając srebrzysty odcień. Do tego wierzchnie promienie zbladły, a niższe skierowane ku ziemi świeciły intensywnie. Potem obłok przyjął formę elipsy, wierzchnie promienie znikały, zaś niskie przeciągnęły się do ziemi. Światło wewnątrz obłoku stało się czerwonawe.

My znajdowaliśmy się jakieś 90 – 100 km od Pietrozawodska. Biorąc pod uwagę odległość do obserwowanego obiektu doszliśmy do wniosku, że NOL wisi nad samym miastem. Cały przebieg wydarzeń był doskonale widoczny. Odwróciłem się, żeby zapytać ojca o opinię i naraz przez lewą boczną szybę ujrzałem w odległości 30 – 40 m od drogi biały, sferyczny przedmiot płynnie opuszczający się na ziemię. Gdyby nie kształt tego „czegoś”, to można by było ten obiekt wziąć za spadochron. NOL opuszczał się bezszelestnie na ciemne jodły, które znikały jakby pochłaniane przez nie, a potem pojawiały się z powrotem, jakby przenikając przez sferoidę. Rozmiary kuli wynosiły jakieś 15 – 20 m. Opuściwszy się na ziemię znikła ona za drzewami.

Chciałem tam pobiec, ale ojciec przestrzegł mnie przed możliwą radioaktywnością. W tym czasie obiekt nad Pietrozawodskiem emitował promienie przez jakieś 10 – 15 minut. Potem rozpraszając się obłok rozdzielił się na trzy części. No i tutaj przestaliśmy obserwować, a ruszyliśmy z miejsca w szybkim tempie. Pokazało się, że ktoś mógłby wyjść z obu stron drogi. Poczuliśmy nieuzasadniony lęk, chociaż nie należę do bojaźliwych. To samo poczuł kierowca. Obserwacja zajęła nam 40 minut…

Cenzura zdążyła…

W ogóle, to w nocy 20 września, w północno-zachodniej części Europy zaobserwowano od 20 do 25 UFO. W rejonie Pietrozawodska UFO zaobserwowano jeszcze:
- 30 września
- 20 października
- 28 października
- 4 listopada, i…
- 9 listopada 1977 roku.

Następnego dnia gazeta „Socjalisticzeskaja Industria” opublikowała dokładną relację o Pietrozawodskim Fenomenie. Materiały na ten temat pojawiły się także w „Sowieckiej Rossiji” i „Izwiestiach”, ale tylko w wydaniach dla Syberii i Dalekiego Wschodu, gdzie znacznie wcześniej wyprawiono matryce gazet centralnych. Wydania moskiewskie i leningradzkie były już bez tego artykułu – cenzura zdążyła zainterweniować.

Pietrozawodski Fenomen przysłużył się naszym władzom do badania zjawisk anomalnych w naszym kraju. Przy AN ZSRR została utworzona specjalna grupa zwana Siecią AN, a do badań podłączyło się także Ministerstwo Obrony. Niestety – z inicjatywy MON prace programu zostały utajnione.

Prace Sieci AN trwały 13 lat – od roku 1978 do 1990. W tym czasie przyjęto ponad 300.000 zgłoszeń, a z nich wybrano te, które mówiły o zjawiskach anomalnych. Takich zgłoszeń było około 300 – 0,1%. Uczestnicy tego programu ogłosili publicznie, że zdecydowana większość tych zarejestrowanych zgłoszeń zjawisk anomalnych maja całkowicie możliwą do wyjaśnienia naturę. Wyjaśnione one zostały albo poprzez techniczną działalność człowieka, albo niezwykłe fenomeny naturalne. To, co było uznane za UFO było niczym innym, jak efektami towarzyszącymi startom statków kosmicznych lub rakiet balistycznych. Efekty świetlne zawdzięczamy przede wszystkim rozpraszaniu się światła słonecznego na obłokach gazowo-pyłowych, które pozostają po spaleniu się paliwa i utleniacza z silników rakietowych. najlepiej widać to w czasie świtu lub zmierzchu, kiedy to trajektoria rakiety przebiega przez terminator, a obserwator znajduje się już na nocnej półkuli Ziemi. I to właśnie obserwowali wszyscy świadkowie. Tak zatem – według członków Sieci AN – wygląda cała prawda o Incydencie Pietrozawodsk’77.

Spodek.. ze złotym paseczkiem

Wygląda zatem na to, że specjaliści z programu Sieć AN nie dojrzeli w tym fenomenie niczego niezwykłego. Co więcej, przez ponad 10 lat obserwacji i opracowania napływających danych, zbieranych materiałów i analiz, nie było odnotowanego ani jednego doniesienia o lądowaniu UFO, kontaktów Ziemian z pilotami latających talerzy czy porwaniach ludzi przez Pozaziemian. Tak więc problem pozaziemskiego pochodzenia ufozjawiska skutecznie przykryto zasłoną milczenia.

W latach „pierestrojki” sytuacja nieco się zmieniła. Zaczęły się ukazywać książki i artykuły ufologiczne. Zaczęto mówić otwarcie na tego rodzaju tematy. Ale mimo tego, nasza ufologia znajduje się gdzieś na opłotkach ludzkiego poznania. Nie ma budżetowego finansowania, nie ma żdnych rządowych programów – wszystko opiera się na entuzjastach-ochotnikach.

Jajogłowi akademicy najwidoczniej czekają, kiedy to spodek (ze złotą opaską na brzegu) wyląduje wprost przed ich nosami – a Ufiaści wyciągną do nich rękę w geście przyjaźni. Tak postępując możemy przespać pozaplanetarne wezwanie do Ludzkości, a kto wie, czy to właśnie od tego wezwania nie może zależeć dalszy los nasz wszystkich ludzi z planety Ziemia…?

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN.                


[1] Szkło ma strukturę fizyczną przechłodzonej do stanu stałego cieczy, która nie jest skrystalizowana.