niedziela, 11 września 2011

Widma i duchy Wielkiej Wojny




Margarita Troicyna

Im większe i znaczące jest wydarzenie historyczne, tym bardziej obrasta ono w mistykę i legendy. Nie inaczej jest z Wielką Wojną Ojczyźnianą. Badacze zjawisk anomalnych zebrali wiele świadectw o zjawiskach paranormalnych w czasach wojny. Wśród nich były m.in.: dziwne proroctwa, przeczucia i wreszcie historie o duchach i widmach…

Przeczucia nieszczęścia

Uważa się, że Wielka Wojna Ojczyźniana zaczęła się nieoczekiwanie dla większości ludzi radzieckich. Ale to nie jest całkiem tak: wielu z nich przed wybuchem wojny zaczęły nawiedzać wieszcze sny, złe przeczucia. Niektórzy czasem potrafili pokazać obraz tego, co miało nadejść, a co zazwyczaj ma miejsce w przeddzień wielkich katastrof.

Badacz zjawisk paranormalnych – Aleksandr Portnow pisze:
- W zimie [na początku] roku 1941 miałem 5 lat, ale doskonale pamiętam, jak moja mama przez kilka dni była pod wpływem koszmarnego snu. Była ona bardzo zdenerwowana i niejednokrotnie opowiadała, że widziała ogromną rzekę pokrytą cienkim lodem, w którą z obu brzegów waliły na siebie ogromne masy ludzi i znikały w czarnej wodzie i pod krami. To wszystko działo się na oczach mamy: ona siedziała na brzegu, w ośnieżonych krzakach, przytulając do siebie mnie i moją dwuletnią siostrę, a niedaleko od niej w wodzie jakiś tonący koń walczył o życie… Słychać było krzyki i jęki masy umierających ludzi. A obok niej stał jakiś człowiek i mówił do niej – „Siedźcie tutaj, a ocalejecie”.

Doskonale pamiętam, jak mama powiedziała: „będzie wojna”. Gazety i radio nas po prostu uspokajają. 22 czerwca 1941 roku, słysząc wystąpienie W. M. Mołotowa ona tylko ciężko westchnęła – „Sen się spełnił…”

Zdumiewające proroctwa zostały objawione przez moskiewskiego ucznia Lwa Fiedotowa, który potem poszedł jako ochotnik na front i w 1943 roku zginął w czasie walk pod Tułą. W swoim dzienniku, napisał on na 17 dni przed atakiem III Rzeszy na ZSRR, dokładną datę początku wojny i na dodatek przedstawił dokładnie jej przebieg. I tak napisał on, ze Niemcy zajmą Odessę po zajęciu Kijowa, że Leningrad czeka blokada, no i Niemcy nie zdołają zamknąć oblężenia wokół Moskwy z powodu zimowych mrozów. Poza tym wyznaczona była w tym dziennika data przeciwuderzenia Armii Czerwonej… Badacze nerwowo stwierdzili, że Fiedotow stworzył swoją prognozę w oparciu o analizę wojskowo-politycznej sytuacji na świecie. Owszem, ale u tego młodzieńca nie było żadnych źródeł informacji! To, co pisały gazety i o czym mówiło radio bardzo ostro odcinało się od tego, co było naprawdę.

Opowieści frontowców

W sytuacjach ekstremalnych niejednokrotnie u ludzi uaktywnia się intuicja i uaktywnia się możliwość przewidywania przyszłości. Świadczą o tym opowiadania byłych frontowców.

I tak np. Aleksiej S. z Sanki Petersburga od pierwszego dnia na froncie wiedział, że nie zginie i powróci do domu, ale… - w jednej z bitew został on ciężko ranny. A to było tak: jesienią 1943 roku Aleksiej przeczuł, że zostanie ranny w głowę, po której to ranie pozostanie mu szrama pomiędzy włosami. I faktycznie – w dniu 26 lutego 1944 roku obok Aleksieja eksplodował pocisk. Żołnierza odprawiono do szpitala, rana na głowie się zasklepiła, a powstała po niej szramę zakryły włosy…

Andriej B. po wyleczeniu ran powracał do swej dywizji. Z trudnościami namówił kierowcę frontowej ciężarówki wiozącego amunicję, by podrzucił go do wsi, w której zdecydował się przenocować. Przejechali kilkanaście kilometrów. Naraz Andrieja ogarnął dziwny niepokój: powinien natychmiast zejść z ciężarówki – dalej jechać nie wolno! Poprosił o zatrzymanie i zszedł. Niepokój ustał. Ciężarówka odjechała i zaczęła się oddalać. I naraz – wybuch! Ciężarówka najechała na minę. Siedzących w kabinie kierowcę i sierżanta-dysponenta zabiło na miejscu.

A oto jeszcze jedno opowiadanie byłego frontowca. W jego kompanii służył żołnierz, od którego wszyscy trzymali się z daleka. Rzecz w tym, że przed każdym bojem podchodził on do któregoś ze swych towarzyszy walki i mówił mu: „Pisz list do domu!” – i jak tak mówił, to oznaczało, że dany żołnierz zginie w ciągu doby.

Pewnego razu przyjechał po coś tam porucznik z sąsiedniej jednostki. Żołnierz-jasnowidz spojrzał na niego i powiedział swoje „Piszcie do domu”. Ten oczywiście nie zrozumiał, o co mu chodziło, ale inni żołnierze wyjaśnili mu, w czym rzecz. Przerażony porucznik wrócił do swojej kompanii i opowiedział o wszystkim swojemu dowódcy. Ten pośmiał się serdecznie, i żeby dowieść, że są to tylko żołnierskie bajędy – odprawił porucznika na tyły. Nie pójdzie do ataku, no i nic się nie zdarzy.

Porucznik pojechał, a mniej więcej w godzinę potem w samochód, w którym jechał, trafił niemiecki pocisk. Kierowca i pasażer zginęli na miejscu.

Ten przypadek uzyskał rozgłos. Na szeregowca-jasnowidza zaczęto koso spozierać. Mówiono, ze to on sam jest winien śmierci towarzyszy: bo wywoływał wilka z lasu i tym samym powodował nieszczęście, czy przekazywał innym swoją własną śmierć. Po jednej z potyczek żołnierza tego znalezionego z kulą w plecach…

Za szczura – pod sąd!

Jeszcze jedna wojenna historia związana z przewidzeniem przyszłości doszła nawet do kręgów władzy. W latach Wielkiej Ojczyźnianej radzieckie statki regularnie wychodziły z Murmańska do portów Wielkiej Brytanii po materiały wojenne i broń. W tej podróży nasze statki czekało wiele niebezpieczeństw: torpedy w bok od niemieckich U-Bootów, miny, bomby z samolotów Luftwaffe. Dlatego też – czy to prawdą jest, czy nie – marynarze nie chcieli pływać na statkach, z których uciekały szczury. Przecież właśnie szczególnie te statki padały ofiarami niemieckich torped, pocisków i bomb, i szły na dno.

Tak też dowództwo marynarki w Murmańsku zaczęło kampanię, której celem było przerwać to „bezobrazje”. Niektórych ludzi nawet sądził sąd wojskowy i rozstrzelano ich za defetyzm – a dokładniej za „rozpowszechnianie panikarskich pogłosek, podrywających morale załóg pływających”. Marynarze oczywiście te „wredne pogłoski” przestali rozpowszechniać, a statki opuszczone przez szczury tonęły nadal. Przecież powszechnie wiadomo, że jeżeli szczury uciekają ze statku, to niechybnie on zatonie. Ale jak wytłumaczyć tą prostą prawdę radzieckim urzędnikom-materialistom?

Fantomy pokazują miejsca pochówków!

Badacze paranormalnych zdarzeń twierdzą, że w miejscach bitew czy masowych mordów z czasów Wielkiej Ojczyźnianej ukazują się zjawiska anomalne.

Jedna z najbardziej znanych stref anomalnych z czasów Wielkiej Ojczyźnianej Wojny to lesisto-błotna dolina Mjasnoj Bor znajdująca się 30 km od Wielkiego Nowgorodu. W czasie Operacji Ljubańskiej w 1942 roku, w walnej bitwie poległo wielu żołnierzy z 2. Armii Uderzeniowej, którzy bili się z Wehrmachtem – hiszpańską Błękitną Dywizją SS i innymi jednostkami z Grupy Armii „Północ”. Wszystkiego w rejonie Nowgorodu zginęło około 300.000 żołnierzy radzieckich, czyli dziesiątki razy więcej, niż wynosiły straty nieprzyjaciela.

Pozostała tam ogromna ilość nie pochowanych zwłok, których poszukiwaniem zajmuje się specjalny oddział „Dolina”. Poszukiwacze opowiadają, że w rejonach masowych śmierci ludzi nie gnieżdżą się ptaki (dlatego np. Las Katyński jest taki cichy… - dop. tłum.), a wszystkie zwierzęta unikają tych miejsc. Nocami w Mjasnym Borze rozlegają się dziwne dźwięki jak nie z tego świata, a o zmroku można spotkać tam żołnierzy Armii Czerwonej, którzy niejednokrotnie wskazywali miejsca, gdzie leżały ich nie pogrzebane ciała.

A oto ciekawe opowiadanie „czarnego archeologa” Aleksieja, prowadzącego poszukiwania wraz ze swymi kolegami na południu Rosji w Briańskich Lasach, gdzie w zimie 1942 – lato 1943 roku przebiegała linia Frontu Briańskiego.
- Odkopaliśmy 6 naszych i 11 Niemców, przy czym 4 wermachtowców w zawalonej transzei na brzegu rzeki Żizdri. Pracowaliśmy aż do zmierzchu. Pozostawiliśmy szkielety obok jamy, a sami wróciliśmy do obozu jakieś 200 metrów od nich, na polance.

No i w nocy zaczęło dziać się coś diabelskiego! Obudził nas czuwający Walera.
- Chłopaki – powiada – coś się dzieje, ale co tego nie rozumiem!
Podnieśliśmy się i słuchamy.
A tam za olszynami, gdzieśmy kopali słychać jak ktoś gada po niemiecku, niemieckie marsze, śmiechy i wizg gąsienic.
A my dosłownie przeraziliśmy się. Zabraliśmy swoje rzeczy i odeszliśmy w kierunku rzeki – jakieś pół kilometra. Tam przesiedzieliśmy do rana. A rankiem powróciliśmy na miejsce. Wszystko było na swoim miejscu, niczego nie naruszono. Szkielety leżą tak, jak je zostawiliśmy. Poszliśmy dalej, a tam… czołgowe okopy! I co najbardziej porażające – świeże ślady czołgowych gąsienic! Mech zdarty z powierzchni ziemi, jakby wczoraj jeździły tam jakieś Pantery.

Według poglądów psychotroników, w miejscach związanych z masową śmiercią ludzi i innymi dramatycznymi wydarzeniami, następuje potężny wyrzut energii i powstaje „pole pamięci”, które jest w stanie wytworzyć fantomy i różne fenomeny, które przyjęto odnosić do sfery zjawisk nadprzyrodzonych. Być może nie ma w tym niczego mistycznego, a rzecz ta została jeszcze niedostatecznie zbadana.

* * *

Oczywiście, że jest to zjawisko czysto fizyczne, tylko że niedostatecznie zbadane. Co więcej, jest ono doskonale udokumentowane, ale „prawdziwi” uczeni nie dają wiary tym relacjom, których pełno ze wspomnień wojennych czy wspomnień wielkich katastrof. Moi dwaj dziadkowie, którzy przeżyli: jeden trzy, a drugi cztery wojny opowiadali mi, że niejednokrotnie ich koledzy przewidywali dokładnie czas i miejsce swej wojennej śmierci. Pisali listy do domu czy prosili, by przekazać wieści o nich najbliższej rodzinie… Ba! Oni sami też mieli dziwne przygody, które nie da się zakwalifikować inaczej, jak zetknięcie z Nieznanym!

Parę lat temu wpadł mi w ręce zbiór opowiadań pt. „Deszcze niespokojne” (Lublin 2005), jest to zbiór 12 opowiadań grozy, których akcja toczy się w czasie największego horroru wszech czasów – w czasie II Wojny Światowej. Wydawałoby się, że już nie da się bardziej spotęgować grozy ponad straszną rzeczywistość lat wojny i okupacji hitlerowskiej. A jednak… Do czego zmierzam? Ano do tego, że istnieje realne „coś”, co pamięta nasze czyny – te najstraszniejsze – i pragnie zadośćuczynienia za nie. Nie Bóg, nie Szatan, ale elementarna sprawiedliwość, która prędzej czy później da o sobie znać. Bo umarli – szczególnie śmiercią gwałtowną – rzucają cień, który czasami jest bardzo długi… 


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 24/2011, ss.32-33

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©