piątek, 9 marca 2012

SPRAWA NR 015/H – JULIUSZ VERNE W KARPATACH (2)

Wywiad z inż. Ducárem

Dr Miloš Jesenský: W czasie naszego ostatniego spotkania wspominał pan o jakimś drakulowskim śladzie, który odkrył pan w Zakarpackiej Ukrainie. Czy może pan powiedzieć o tym coś więcej?
Inż. Ján Ducár: Tak. Przed rokiem byłem uczestnikiem trzyosobowej delegacji cyklistów z Preszowa na lustracji trasy Karpackiego Szlaku Turystycznego w Użgorodzie. Współpracowałem przy tworzeniu przewodnika dla turystów rowerowych po tej trasie, która ma przebiegać także do Rumunii przez Węgry. W Użgorodzie czekał na nas nasz ukraiński współpracownik Aleksandr Riszko, który nas oprowadzał po Użgorodzie i okolicy. Po powrocie do domu, przefaksował nam materiał o wsi Newickie. W tym materiale rzuciła mi się w oczy wzmianka, że tameczny zamek odwiedził w 1892 roku sam słynny pisarz Juliusz Verne. Piękno okolic tego zamku stało się dlań inspiracją do napisania powieści „Tajemnica Zamku Karpaty”.
M. J.: Przepraszam, ale co z tym ma wspólnego hrabia Drakula?
J. D.: Wszystko to jest nieco zamotane. Bram Stoker nie był nigdy na terenie dzisiejszej Rumunii, Węgier czy Słowacji, ani w żadnej z miejscowości 100 lat temu, które miały zupełnie inne nazwy.[1] Prawdopodobnie przy pisaniu swej powieści zainspirował się i posiłkował opisami z książki Verne’a.[2] Hrabia Drakula mieszkał i działał na obszarze oddalonym od Newickiego Zamku o setki kilometrów, a zatem Bram Stoker zapożyczył od Verne’a opis okolic Zamku Karpaty.
M. J.: A jak to wygląda teraz?
J. D.: Do przełęczy pod zamkiem wiedzie leśna asfaltowa droga do jakiegoś turystycznego centrum z domkami campingowymi, kortami tenisowymi, restauracją i parkiem. Potem chodnik wiedzie wzdłuż zamkowego muru aż do głównej bramy. Zamek, a raczej jego ruiny, służą za cel turystycznych wycieczek i miejsce schadzek dla miejscowej młodzieży. Widać także, że w przeszłości były tam dokonywane badania archeologiczne i częściowa konserwacja murów. Świadczą o tym resztki jakiejś kolejki linowej, którą wywożono na zamek materiał budowlany i zwożono gruz, a także nowy dach na centralnej wieży zamkowej. Może jest to ta sama wieża, o której tyle się pisze w powieści.
Zamek jest bardzo przestrzenny i otacza go wał, na którym mieściło się kilka baszt ze strzelnicami. Za nimi jest głęboka fosa, archeolodzy twierdzą, że miała ona głębokość aż 14 metrów! Fosa i wał chroniły zamek od północy, wschodniej i południowej strony i były ograniczeniem centrum zamku. Od zachodu zamek był niedostępny, bowiem jest tam stromy stok, a właściwie urwisko. Potem następuje pierścieniowy wał, na którym postawiono zamek, mur obronny z trzema basztami. Z wewnętrznego grodziska pozostały jedynie resztki pałaców, wież i budowli gospodarskich. Ciekawe są niektóre detale, np. otwory do schodni do wież w murze itp.
M. J.: A co z otoczeniem zamku?
J. D.: Najpierw zwiedzałem zamek, a potem przeczytałem powieść Vernego, co pozwala mi zachować obiektywizm. Opis z książki Vernego zgadza się detalicznie z tym, co tam widziałem. Także opis doliny Ugu. Co do miejscowości, w której mieszkał upiorny wielbiciel operowej śpiewaczki, to trudno mi jest coś powiedzieć. Przed wiekiem wszystko wyglądało inaczej, niż dzisiaj, a ja byłem zbyt krótko, by pozwolić sobie na takie porównania.
M. J.: O ile dobrze pamiętam, to jakiś nieopierzony młodzieniec doznał porażenia prądem elektrycznym...
J. D.: Tak, kiedy czytałem tą powieść, to mogłem przedstawić sobie to miejsce, gdzie to się mogło ewentualnie stać. Ale to wszystko kwestia fantazji autora, a nie tylko opisu miejsca akcji.
M. J.: Trochę się nam zagubił wątek hrabiego Drakuli...
J. D.: Dalsza osobliwość potwierdzająca hipotezę o wpływie Vernego na powieść Stokera jest to opis Słowaków. Pasuje on bowiem do Słowaków z okolic Użgorodu i Newickiego Zamku, niż z okolic Valasszku w dzisiejszej Rumunii.[3] Przecież Użgorod znajduje się zaledwie o kilka kilometrów od słowacko - ukraińskiej granicy, a Słowacy stanowią tutaj mniejszość narodową, np. we wsi Storożnica.
M. J.: Co jeszcze ciekawego znajduje się na tym zamku? Co mógłby pan polecić nam, albo innym łowcom tajemnic?
J. D.: Podróż do Newickiego bardzo mile wspominam, i chciałbym tam jeszcze raz wpaść na parę dni, bo chodzi o nader ciekawy kraj w okolicach Użgorodu. O samym zamku dowiedziałem się z materiałów Aleksandra Ryżka kilka innych szczegółów, a to np., że nazwa Newickie pochodzi od czasów, kiedy na zamku chowały się młode dziewczęta, niewinne panny przed atakami nieprzyjaciół. Dziejami Zamku Newickiego zajmował się swego czasu także czeski uczony Gabriel František, który twierdził, że pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1343 roku. Zamek należał do rodu Omodejovców, ale po bitwie pod Rozhanowicami przeszedł on w ręce króla Karola Roberta Andegaweńskiego, który podarował go Janowi Drugethowi. Na zamku bito fałszywe monety, służył on jako schronienie różnym powstańcom, i zburzono go w czasie Wojny Trzydziestoletniej.
M. J.: O ile wiem, sądzi się, że Jules Verne w swej powieści opisał inny zamek z obszaru Karpat?
J. D.: Tak, wiem o tym. W posłowiu do tego wydania, które czytałem, pisze się o tym, że chodziło tutaj o Zamek Devin w widłach Morawy i Dunaju, a lansował tą tezę historyk Ivan Rumanovský - który swe wyniki badań opublikował kilka lat temu. Na podstawie tego wysnuł on hipotezę, że podstawą opowieści Verne’a był właśnie ten zamek. Hipoteza ta jednak jest obalona, na zasadzie tego, o czym tutaj mówiłem - a o ile dobrze mi wiadomo - informacje o tym nie są znane ani u nas, ani w Czechach.
M. J.: A zatem co pan proponuje?
J. D.: Sądzę, że dobrze byłoby w Użgorodzie i Zamku Newickim dokonać przeszukania archiwów, czy nie znajdą się tam jakieś gazety z 1892 roku - wszak wizyta tak słynnego pisarza nie pozostałaby bez echa. Trzeba by  porównać opisy zamku z tym, co mamy na miejscu. Być może ktoś to wszystko już za nas zrobił, tylko my o tym nie wiemy... - przecież w czasach pierwszej Czechosłowackiej Republiki[4] przebywało tam wielu ciekawych ludzi, a i po II wojnie światowej byli tam ludzie, którzy zajmowali się podobna problematyką. Mogę sobie wyobrazić nawet pamiątkową tablicę w hotelu czy na zamku, gdzie przebywał Juliusz Verne. To jest jego działka - działka fantazji i marzeń, ale teraz, po stu latach widzimy, ile jego wizji się spełniło - może zatem  spełni się i moja wizja?... Z przyjemnością mógłbym udzielić pomocy czy porady innym entuzjastom tego tematu.
M. J.: Dziękuję za wywiad.


---oooOooo---


Tyle dr Jesenský i jego rozmówca. Przyznam się, że idea pod tytułem „Verne a Słowacja” mnie ujęła. Hipotezy tutaj przedstawione wyjaśniają wiele, a przecież literatura romantyczna żywiła się, żywi i będzie żywić właśnie pomysłami rodem ze Stokera, Verne’a, Radcliffe, Le Fanu, Lewisa, czy naszych polskich autorów od Mickiewicza czy Wiśniowskiego, Tripplina, Żuławskiego i Majewskiego do Sękowskiego oraz Urbanowskiej i wielu im podobnych. W dniu 26 października 2000 roku, spotkałem się w Żylinie z dr Jesenskim, któremu zwróciłem uwagę na jeszcze jeden aspekt tej niezwykłej sprawy - a mianowicie -

Juliusz Verne a sprawa polska.


Juliusz Verne nigdy nie był w Polsce, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. W jego książkach znalazłem tylko jedno polonicum, a mianowicie: portret Tadeusza Kościuszki w salonie kapitana Nemo na pokładzie Nautiliusa. I to wszystko. Zresztą nie dziwota, Polska dla zapatrzonej w siebie Francji była i nadal jest jakąś abstrakcyjną krainą na północy Europy, gdzie po ulicach chodzą białe niedźwiedzie... Nie inaczej było za czasów Verne’a. Francuzi jak najszybciej chcieli zapomnieć o straszliwym laniu, jakie wzięli od Rosjan w 1812 roku i o sromotnym powrocie Wielkiej Armii, której odwrót osłaniali Polacy - zdradzeni przez Napoleona i - co paradoksalne - wierni mu do ostatka...

Zastanawialiśmy się z dr Jesenskim nad tym, czy Juliusz Verne   m ó g ł   być także na północy Słowacji - na Spiszu i tam czerpać inspirację dla swej powieści o Zamku Karpaty.

No właśnie tytuł - ten oryginalny tej powieści - brzmi dokładnie „Zamek Karpaty”, a nie „Zamek w Karpatach”, jak podał go dr Ludvik Souček czy „Tajemnica zamku Karpaty”, jak podają to inni autorzy. A zatem chodzi tutaj o   n a z w ę   zamku, a nie o jego usytuowanie! Tak jak zamek w Niedzicy nazywa się Zamek Dunajec, zaś zamek w Krakowie nazywa się Wawel... A zatem chodzić może o Zamek Karpaty, który wcale   n i e   m u s i   znajdować się w Karpatach! Może znajdować się np. w Pieninach.

Sprawa druga: nazwiska obu protagonistów powieści - baron Rudolf de Gortz i Franciszek hr. de Télek. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że Autor sfrankonizował je w celu lepszego odbioru we Francji, zaś tłumaczom nie wydawało się to takie dziwne, jako że francuszczyzna była w modzie aż do I wojny światowej. Jeżeli akcja toczyła się na obszarach ck imperium Austro-węgierskiego, to poprawnie ich nazwiska powinny brzmieć: Rudolf von Gortz i Frantz von Telek(i) lub - jeżeli wywodził się z Siedmiogrodu - Ferenc Tölöky. Nazwisko czysto węgierskie. Nazwisko Gortz wymawiane fonetycznie „Gorc” dziwnie kojarzy się z Gorcami - a zatem Rudolf z Gorców???...  A Gorce mają swe przedłużenie w Pieninach...

Jeżeli rację ma rozmówca dr Jesenský’ego i Jules Verne był w okolicach Użgorodu, to ciekaw jestem, jak się tam dostał? Czy z Bratysławy przez Rożniawę i Koszyce, a może - co jest równie prawdopodobne - z Bratysławy do Popradu, a potem na wschód via Spisz do Preszowa i dalej do Użdorodu? Jeżeli tak, to musiał on widzieć cudowną panoramę Tatr Wysokich od południowej strony oraz Tatry Bielskie, a także nasze Pieniny... - a w Pieninach Zamek Czorsztyn, Zamek Dunajec - i... tajemne połączenie podziemnym zespołem jaskiniowym z zamkiem w Spiskim Podehradzie. I kto wie, czy nie wpadł tam na chwilę incognito i nie usłyszał o przebywających tam potomkach Inków!? Hipoteza szalona, ale czy bez sensu? Topografia zespołu zamkowego pasuje także do opisu w książce Vernego...

A zatem do koncepcji Verne na Słowacji należałoby dodać także hipotezę o pobycie Juliusza Verne’a także na polskim Spiszu. A dlaczegóżby nie? Niedaleko znajdowało się przecież Zakopane, wtedy jeszcze wioska zabita dechami, ale to była stolica polskiej kultury i ostoja polskości! To tutaj od roku 1890 pracuje i odpoczywa polska pisarka - jakże dziś niedoceniona w wolnej Polsce Zofia Urbanowska, która pisząc swą „Różę bez kolców” (Warszawa 1903), propaguje w niej nie tylko treści patriotyczne, ale także umiłowanie nauk przyrodniczych i piękno gór, a w szczególności Tatr, zaś na stronach tej jej powieści znajdujemy tak bardzo znane nam z kart Vernego postacie ludzi prawych, mądrych i dzielnych, którzy znajdują największe wartości nie za granicą, a właśnie tutaj - w górach i reglach, w góralskich chatach i wśród pasterzy tatrzańskiej - jakże surowej - Arkadii. I co ciekawe - w tej niezwykłej powieści o stricte vernowskim charakterze i klimacie tak naprawdę, to nie ma ludzi złych! Jest tylko cudowne dzieło Boże - Tatry i inne polskie góry, a w nich ludzie: prości i nieskomplikowani, nieskażeni cywilizacją i jej negatywnymi czynnikami, którzy poprzez prostotę bliżsi są Bogu, niż ich utytułowani, bogaci goście. Kto wie, czy Verne nie spotkał się potajemnie z naszymi intelektualistami, a przynajmniej z Zofią Urbanowską, która uwieczniła go w swej powieści nadając pewne jego cechy swemu bohaterowi - baronetowi na Rochdale?... Nie zapominajmy, że Zofia Urbanowska pisała w warunkach terroru carskiego i nie mogła napisać zbyt wiele, ale i tak napisała wystarczająco dużo, by można to było wyczytać między wierszami. Jaka szkoda, że „Róża bez kolców” nie doczekała się wznowienia w wolnej Polsce...[5] - czyżby była ona za mądra dla sprymitywizowanego i odhumanizowanego, okrutnego dla słabszych i wrażliwszych, świata końca XX i początku XXI wieku???...

Ta sprawa wymaga gruntownego zbadania i to jest zadanie dla historyka literatury. Z twórczości Juliusza Verne czerpali pełnymi garściami polscy autorzy powieści fantastyczno - naukowych i fantastyczno - mistycznych, że wspomnę tylko Tadeusza Micińskiego i jego niesamowite dzieło - stanowiące mieszaninę powieści przygodowo - fantastycznej w vernowskim stylu, z mistyczno - religijnymi - symbolicznymi pierwiastkami chaldejsko - judaistyczno - chrześcijańskimi, mesjanizmem i romantyczną wizją Polski odrodzonej - to właśnie jest „Nietota, księga tajemna Tatr” (Warszawa 1910). Gdyby udało się udowodnić bytność pana Juliusza na terenach konwergencji wpływów kulturowych, politycznych i innych byłego Imperium Austro-Węgier, to z całą pewnością do jego biografii należałoby dopisać także i ten epizod.



[1] Zgodnie z wolą cesarza wszystkim miejscowościom na terenie imperium austro-węgierskiego nadawano nazwy niemieckie bądź węgierskie, stąd nazwy niektórych miejscowości na terenie polskiego Spiszu brzmią z niemiecka, np.: Czorsztyn, Tropsztyn, Dursztyn, Falsztyn, Waksmund, i in.
[2] I nie tylko on, bo ślady verne’owskich opisów można napotkać u Ann Radcliffe - Italczyk, albo konfesjonał czarnych pokutników, Josepha Sheridana Le Fanu - Carmilla i innych autorów powieści gotyckich. A gdzie toczy się akcja mickiewiczowskiego Pana Tadeusza? - też w pobliżu starego, romantycznego zamku!... - dlatego podejrzewam, że i Verne i Stoker powielili pomysł Adama Mickiewicza, który jak widać, był prekursorem wykorzystania ruin zamku jako miejsce akcji upiornych wydarzeń...
[3] Właściwie w Siedmiogrodzie, pod granicą z Węgrami.
[4] Po I wojnie światowej, w 1918 roku.
[5] Wznowienie było na początku lat 90. XX wieku w śladowym nakładzie.