środa, 28 marca 2012

WSZECHOCEAN: STAN KLĘSKI ROZUMU (3)

 Plastykowe opakowania dryfujące w morskiej wodzie stanowią śmiertelne zagrożenie dla zwierząt morskich (Greenpeace)
 Hawajska plaża z tym, co wyrzuca na nią morze... (Greenpeace)
... i sterty opakowań plastykowych, z którym nie za bardzo wiadomo, co zrobić... (Greenpeace)


Śmiercionośny wir śmieci

Tak to właśnie można przetłumaczyć to angielskie określenie tego fenomenu: the trash vortex. Jest to akwen wielkości Teksasu na Północnym Pacyfiku, w którym znajduje się 6 kg plastiku na każdy 1 kg planktonu, który wraz z innymi powoli degradującymi się śmieciami, wiruje powoli w kierunku ruchu wskazówek zegara, wypełniony martwymi rybami, ssakami morskimi i ptakami, które wpadły w jego pułapkę. Pewne plastyki w tym bałaganie nie rozłożą się w czasie życia wnuków i prawnuków ludzi, którzy je tam wrzucili.

Cienka warstwa plastykowych śmieci w oceanie została zabrana z plaż. Plastykowe odpady zabijają morskie zwierzęta, które biorą je za coś do jedzenia. Powodem tego stanu rzeczy jest trwałość i chemiczna odporność plastyku, co stwarza problem w środowisku morskim. Około 100 mln ton plastyku jest produkowanych w ciągu roku, a 10% z tego kończy swój żywot w morzu. Około 20% z tego pochodzi ze statków i platform wiertniczych, pozostałe są z lądu.

Wędrując wzdłuż plaż na całym świecie i po brzegach obmywanych wodami Wszechoceanu znajdujemy wiele polietylenowych i plastykowych toreb, butelek, kontenerów, plastykowych naczyń, polistyrenowych pakietów, kawałków pianki poliuretanowej, polipropylenowych sieci rybackich i kawałków lin. Do tego jeszcze drogowe pachołki, zużyte zapalniczki, opony samochodowe i szczoteczki do zębów – i inne rzeczy wyrzucane po zużyciu na ląd lub do wody, a które są wyrzucane na brzegi przez wiatry i fale.

Te właśnie rzeczy zebrały się w pacyficznym Hawajskim Vortex’e[1], Słowo „śmieci” jest ujęte w cudzysłów. Te rzeczy stanowią widoczny sygnał o wiele większego problemu. Te zbiorowiska plastyków nie rozkładają się jak naturalny materiał biologiczny. Pod wpływem słońca, wiatru i fal, plastykowe przedmioty nie rozkładają się chemicznie, ale powoli rozpadają się mechanicznie na drobne elementy.

Pojedyncza 1-lirowa butelka może się rozpaść na wiele mniejszych fragmentów, które mogą pokryć powierzchnię 1 mili plaży na całym świecie. Te małe cząsteczki łączą się w małe plastykowe kulki, które są nowym rodzajem zanieczyszczenia wody oceanicznej, i tworzą coś w rodzaju kolonii ukwiałów. Te „nowoczesne ukwiały” są zbierane z plaż przez wolontariuszy, a są znajdywane nawet tam, gdzie działanie wiatrów i fal jest stosunkowo słabe.

„Wschodni Szlak Śmieci”

Północnopacyficzny, subtropikalny wir zajmuje wielką powierzchnię Oceanu Spokojnego, a w którym woda kręci się powoli, w ruchu zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Wiatry tam są słabe. Prądy wodne zmuszają wszelkie pływające przedmioty do środkowego sektora wiru. Znajduje się tam kilka wysp, na które materiał ten jest wyrzucany. Tak więc osiągnięto tam zdumiewające stężenie ilości śmieci plastykowych na jednostkę objętości, które wylicza się w ilości 6 kg śmieci na 1 kg masy planktonu. A wszystko to na obszarze wielkości Teksasu kręci się powoli w kierunku ruchu wskazówek zegara. Dlatego też wir ten jest nazywany „Azjatycka Trasa Odpadkowa”, „Wir Śmieci” czy też „Wschodni Szlak Śmieciowy”. 

Nie byłoby w tym jeszcze niczego złego, bowiem plastyki nie mają żadnych trujących właściwości. Najgorsze jest to, ze większe plastykowe przedmioty są zjadane przez zwierzęta, które mylą je z ich naturalnym pożywieniem. Wiele ptaków morskich i ich piskląt jest znajdowanych już martwymi, bowiem ich żołądki i wola są zapchane średnio-dużymi kawałkami plastyku jak zakrętki od butelek, plastykowymi zapalniczkami czy gumowymi balonikami. Na Hawajach znajdowano martwe żółwie morskie z tysiącami drobnych przedmiotów plastikowych w żołądkach i jelitach. Oblicza się, że wskutek tego śmierć poniosło ponad 1.000.000 ptaków morskich oraz 100.000 ssaków morskich i żółwi! Zginęły one właśnie wskutek spożycia plastykowych przedmiotów…  

Zwierzęta mogą mylić swe pożywienie z plastykowymi kawałkami sieci czy liną. Nawet małe meduzożerne zwierzęta mogą zjadać małe kawałki przeźroczystego plastyku czy opakowań unoszących się w wodzie.

Chemiczne gąbki

To jest złowrogi wir dla wszystkiego, co żyje. Plastyki mogą tworzyć coś, co można nazwać „chemiczną gąbką”. Mogą one koncentrować większość szkodliwych i toksycznych zanieczyszczeń, jakie znajdują się w wodach Wszechoceanu: trwałych organicznych zanieczyszczeń – tzw. POP. Tak zatem jak zwierzęta zjedzą takie kawałki plastyków, to wchłoną ogromną ilość wysoko toksycznych środków chemicznych.

Północnopacyficzny Vortex jest jednym z pięciu wielkich oceanicznych wirów i jest możliwe, że Pacyficzny Wir Śmieci jest tylko jednym z wielu tego rodzaju w innych oceanach. Najbardziej znanym z nich jest Morze Sargassowe, w którego wodach też stwierdzono znaczną koncentrację plastykowych odpadów.

Oceaniczni „autostopowicze”

Pływające plastyki są także groźne dla oceanicznych ekosystemów na jeszcze inny sposób, a mianowicie poprzez transport fito- i zooplanktonu na swej powierzchni na inne akweny Wszechoceanu. Tak zatem te rośliny i zwierzęta mogą być przenoszone na ogromne odległości od swych naturalnych siedlisk. Tak więc „oceaniczni autostopowicze” mogą zająć nowe siedliska i wypierać żyjące w nich gatunki.   

Oczywiście nie wszystkie plastyki pływają. W rzeczy samej około 70% z wyrzuconych do morza plastyków idą na dno. Jak obliczają holenderscy uczeni, w Morzu Północnym znajduje się około 110 przedmiotów plastykowych na 1 km2 dna, co oznacza sumarycznie 600.000 ton w całym Morzu Północnym. Ten plastyk pokrywa dno morza i jest w stanie zabić w nim całe życie.

Wyrzucanie do morza plastykowych odpadów powinno być jak najszybciej skończone. Na poziomie personalnym powinniśmy przestać używać plastykowych opakowań i kupować rzeczy w plastykowych torbach, kontenerach, itd. itp. To samo dotyczy także załóg statków, platform wiertniczych, rybaków i innych ludzi morza, którzy nie powinni zanieczyszczać morza plastykami. Jest to zagrożenie równe w swej skali skażeniu wód oceanicznych, nadmiernym połowom, zmianom klimatycznym, a które jesteśmy w stanie przerwać w celu uchronienia bioróżnorodności i chronić ją bardziej efektywnie.

Uwagi od tłumacza

Niepokoje reprezentujących Greenpeace autorów tego artykułu są całkowicie zasadne. Problem plastyków w wodach Wszechoceanu (a do tego dodałbym także wszystkie wody wewnętrzne: rzeki, jeziora, zalewy, stawy, itd.) jest już ogromny, bowiem dostrzeżono go za późno. Chociaż z drugiej strony właśnie istnienie Morza Sargassowego powinno naprowadzić uczonych na ten problem i to już w latach 60. i 70. XX wieku.

Osobiście nie sądzę, by zbyt wiele plastyków znajdowało się na Morzu Sargassowym, a to dlatego, że w krajach Afryki używa się ich niewiele. Ale już na Południowym Atlantyku problem może być poważny, bowiem tam może następować spływ śmieci RPA i Namibii z jednej strony, a z drugiej z Paragwaju, Urugwaju, Argentyny i Brazylii, gdzie opakowań plastykowych używa się dużo i coraz więcej…

Tak czy inaczej – zagrożenie dla środowisk morskich istnieje i jest coraz większe. I trzeba coś z tym zrobić, póki jest jeszcze czas…

A tak swoją drogą, czy istnieje jakiś związek pomiędzy plastykowymi potokami śmieci z Chin i Japonii, a tajemniczym, wybuchowym rozwojem populacji meduz kostkowych i meduz Nomura? Oto jest pytanie, na które trzeba poszukać odpowiedzi – i to bardzo szybko. W przeciwnym bowiem wypadku, to właśnie meduzy będą władały Wszechoceanem, do którego człowiek nie będzie miał już żadnego dostępu…

Ale to już jest temat z innej ballady.        


Przekład z j. angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©   


CDN. 


[1] W oryginale użyto nazwy Pacyfic Vast Trash Vortex – co można przetłumaczyć jako Pacyficzny Wir Śmieciowo-Odpadowy.