środa, 21 marca 2012

Zaczarowane jezioro

 Lokalizacja jezior Tierie-Chol i Torie-Chol 
 Ruiny tajemniczej twierdzy na jeziorze Tierie-Chol 
Trasa ucieczki A. F. Ossendowskiego z ZSRR poprzez Sajany i Urianchaj - po drodze znalazł się on także nad jeziorem Tierie-Chol, gdzie po raz pierwszy usłyszał o podziemnym państwie Agharty...



Siergiej Kożuszko


Na południowym-wschodzie Tuwy, niemal na granicy z Mongolią , na wysokości 1300 m znajduje się jedno z najpiękniejszych i jednocześnie zagadkowych miejsc na Syberii – jest to jezioro Tierie-Chol po rosyjsku, a po chałcha-mongolsku Tere-Chöl, które znajduje się na 50°37’32” N - 097°23’40” E.


Niecodzienne odkrycie


W roku 1891 pracownik Milusińskiego Muzeum – Dimitrij Kłemienc – etnograf i krajoznawca, którego zesłano na Syberię za działalność wywrotową, zorganizował ekspedycję badawczą do północnej Mongolii i Uriachańskiego Kraju. Na początku maja, badacze dostali się do tuwińskiej osady Kungurtug. Znalazłszy przewodnika, D. Kłemienc oświadczył mu, że zamierza iść na zachód. Miejscowi zaczęli odciągać Kłemieńca od tego zamiaru, tłumacząc to tym, że tam w odległości trzech godzinach drogi znajduje się jakieś jezioro, które jest chronione przez groźne duchy. Taka informacja bardzo zainteresowała uczonego, i już na drugi dzień podziękowawszy za usługi najętemu przewodnikowi, podróżnicy ruszyli w tą stronę, gdzie spodziewali się znaleźć zagadkowe jezioro.

Według dzienników D. Kłemienca, dwie trzecie drogi przeszli stosunkowo szybko, a kiedy do jeziora pozostały jakieś dwa-trzy kilometry, w grupie zaczęły się problemy, jakby to jakaś niewidzialna siła chciała ich nie dopuścić obcych do tego miejsca. Jeden z koni potknął się o pień cedru i złamał nogę. Przyjaciel D. Kłemienca – I. Szajdurow wpadł do głębokiej jamy zakrytą krzewami i zdrowo się poharatał. Kiedy wreszcie zza rzadkich zarośli pokazała się żółtawa gładź jeziora, konie stanęły i nie chciały ruszyć dalej. Wobec tego podróżnicy zabrawszy prowiant udali się w kierunku niskiego, pociętego mnogimi dopływami brzegu jeziora. Przed nimi połyskiwało mętnie zwierciadło dużego zbiornika wodnego, na środku którego ujrzeli oni wyspę, a na niej ruiny jakichś budowli.


Co ukrywają mętne wody?


Poza oddziałkiem D. Kłemienca były w tym zadziwiającym miejscu jeszcze dwie inne ekspedycje, które zamiast wyjaśnień przyniosły wciąż nowe zagadki i tajemnice, na które nie ma jak dotąd żadnej odpowiedzi. Pewnego dnia podróżnik Antoni Ferdynand Ossendowski usłyszał od jednego z tubylców legendę o tym, że do XVII wieku była tam wysuszona przez wiatry dolina, w której środku znajdowała się chińska twierdza. Pewnego razu dowódca twierdzy obraził miejscowego lamę, a ten przeklął mieszkańców wojskowej osady. Jeszcze tego samego dnia w dolinie zaczęły bić podziemne źródła, które w kilka godzin zatopiły całą okolicę i utopiły wielu wojowników cesarza Chin. I co ciekawe, legenda ta znalazła swe potwierdzenie w latach 80. XX stulecia, w jednej z hipotez radzieckiego uczonego.

Udowodnił on, że Tierie-Chol jest sztucznego pochodzenia, i około 1000 lat temu przebywający tutaj Ujgurzy w celach obronnych zatopili dolinę.
Szamani z osady Kungurtug uważający się za obrońców jeziora z pokolenia na pokolenie przekazują sobie legendę o lamie Baczi – dziwnym starcu, który przeżył co najmniej 500 lat na górze Keżedze w „ognistej jurcie”. Zgodnie z legendą, starzec Baczi strzegł znajdujące się pod dnem jeziora tajne wejście do podziemnego świata. Lama ten posiadał niezwykłe moce i możliwości – mógł chodzić po powierzchni Tierie-Chol, lewitować w powietrzu, zamieniać się w wilka, rysia czy jesiotra. Pewnego razu na Bacziego medytującego na brzegu jeziora napadł oddział wojowników z plemienia Eczików. Jeden z napastników zamachnął się na niego pałą i w tej samej chwili lama wyciągnął do niego ręce: rozległ się łoskot gromu, a wojownicy zamienił się w kamienne głazy, które powoli zsunęły się w wody jeziora. Natomiast sam Baczi rozgoryczony wojowniczością ludzi uszedł do podziemnego świata. potwierdzają to podanie skanowania dna jeziora przy pomocy echosondy. Prace te prowadzono w latach 80. i faktycznie, potwierdziły one istnienie przybrzeżnej ławicy wielkich kamieni, a także zagadkowego otworu znajdującego się 3 km od wyspy Por-Bażyn (dosł.: gliniany dom), którego nie udało się odkryć płetwonurkom penetrującym wody tego jeziora…


Tajemnice ruin twierdzy


Ruiny glinianych umocnień na wyspie Por-Bażyn od stulecia przyciągają zainteresowanie uczonych. Cytadela jest zbudowana na planie prostokąta, z poplątanym labiryntem budynków, przypominającą buddyjską mandalę – sakralne schematyczne wyobrażenie czy konstrukcja wykorzystywana w buddyjskich (i lamaickich) praktykach religijnych. Badania archeologiczne potwierdziły, że twierdza ta została zbudowana w VIII wieku przez Ujgurów, którzy przyłączyli do swych ziem południe Tuwy i terytorium Sajano – Ałtaju. Ale dalej już tak łatwo nie poszło. Chodzi o resztki konstrukcji architektonicznych, których ruiny znajdują się na wyspie. Budowle te można uznać za kompleks pałacowy jak i świątynny.

Jeszcze w latach 50. XX wieku członkowie ekspedycji archeologicznych znaleźli na wyspie fragmenty akweduktu – jednego z najstarszych na planecie. Ściany złożonych konstrukcji fortyfikacyjnych były pokryte jakimiś znakami, które jak później to ustalono, miały bardzo ważne znaczenie ezoteryczne, a wiele z nich było podobnych do symboli, które znaleziono w miastach należące do cywilizacji… Majów! Na początku tego tysiąclecia, irkucki badacz Igor Władysławowicz Bierdnikow wysunął hipotezę, że budowle kompleksu sakralnego Por-Bażyn są wyobrażeniem mapy gwiezdnego nieba, która dokładnie ukazuje znaki Zodiaku. To naprowadziło uczonego na myśl, że na wyspie znajdowało się kiedyś obserwatorium astronomiczne.

Osobliwie u miejscowej ludności z twierdzą Por-Bażyn jest związane podanie o podziemnych tunelach, w których można obejść całą Ziemię dookoła (skąd to znamy? – dop. tłum.), i w których ukryte są nieprzebrane skarby prawodawców-założycieli dawniej wielkiego cesarstwa ujgurskiego. I faktycznie, jeszcze w ubiegłym wieku, archeolodzy penetrujący te ruiny napotykali na wpółzawalone i częściowo zasypane wejścia do podziemi, do których jeszcze nikomu nie udało się wejść. W opinii uczonych, twierdza padła w wyniku oblężenia nieprzyjaciół w połowie XVIII wieku, a jej mieszkańcy przed swoją śmiercią zdołali schować swe skarby w podziemnych kryjówkach.


Wrota do Szamballi


W ciągu stuleci, starszyzna plemion zamieszkujących brzegi jeziora Tierie-Chol twierdziła, że na wyspie znajdują się Północne Wrota do świętej Szamballi. Miejscowe podania naszpikowane są relacjami o tajemniczych przybyszach „w przepięknych, lśniących szatach” przybywających od strony jeziora i przepowiadających ludziom ich losy, a także przestrzegający ich przed nieprzemyślanymi i ryzykownymi postępkami. Legendy mówią, że mniej więcej do połowy X wieku, u szamanów czujących nadchodzącą śmierć istniał obrzęd, w czasie którego siadali oni do czółna i na zawsze odpływali w stronę wyspy. Urianchajczycy mówili w takich przypadkach, że szamani odchodzili „do świetlistego świata”.

W latach 70. i 80. na wyspie istniała spółdzielnia rybołówstwa, której pracownicy niejednokrotnie byli świadkami niezwykłych zjawisk. I tak w lecie 1981 roku, łódka w której znajdował się rybak Donzum Mon-gusz-ooł w czasie jasnej i bezwietrznej pogody została naraz przychwycona przez silny wir wodny. W ciągu minuty, rybak wraz z drewnianą łodzią został skierowany w stronę wyspy i wrzucony do jakiejś ciemnej groty uchodzącej w głąb Tierie-Chol i do połowy zalanej wodą.

Naraz gdzieś w głębinach groty zajaśniało mleczno-białe światło, którego jasność narastała z każdą sekundą. Na jego tle zaczęły pokazywać się sylwetki, które dosłownie parowały w powietrzu. W tym samym czasie jakaś nieznana siła zaczęła wciągać rybaka w głąb groty. Przerażony Donzum zaczął ostro pracować wiosłami i czym prędzej opuścił grotę i wydostał się na lustro wody jeziora…

…W nasze dni setki turystów zwiedzają Tierie-Chol, żeby zachwycić się niezwykłym pięknem tego miejsca, zapoznać się z jego bogatą historią, tajemnicami narodów Azji Centralnej, a także posłuchać dziesiątków legend i podań o jeziorze dającemu początek wielkiej syberyjskiej rzece Jenisej…


Moje trzy grosze


Właściwie nie zająłbym się przekładem tego artykułu, gdyby nie wzmianka o A. F. Ossendowskim i Szamballi – a właściwie o Agharcie, która jest podziemnym państwem istot ludzkich, którzy uciekli do podziemi 60.000 lat temu – być może przed skutkami wybuchu superwulkanu na jeziorze Toba (Indonezja). Dla mnie to jest poniekąd sprawa rodzinna, jako że mój dziadek ze strony matki – Franciszek Baranowicz – osobiście znał Ossendowskiego i twierdził że to, co opisywał on w swych książkach jest prawdą.

Ossendowski faktycznie uciekał przed bolszewikami z Krasnojarska poprzez Sajany i Urianchaj do Ulisutaju w Mongolii. To właśnie na tym odcinku swej drogi spotkał się z legendami o Agharcie. Opisuje on to w Rozdziałach VIII - XIII swego bestsellera „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” – w których opowiada on o swej podróży m.in. do „świętego” jeziora Teri-Nur. Trudno powiedzieć, czy chodzi tutaj o Tierie-Chol czy o jezioro o podobnej nazwie – Torie-Chol albo Döröö-Nuur, które położone jest na 50°02N - 095°04E, jednakże nie ma na nim żadnych wysp, a zatem na pewno idzie tu o jezioro Tierie-Chol. Czyżby to było właśnie jezioro Nogan-cool (Nogan-kuul), o którym wspomina Ossendowski w Rozdziale XIX swej powieści.

Wedle Ossendowskiego, to właśnie ludzie zamieszkujący brzegi rzeki Amył (jeden z dopływów Jenisieju) opowiedzieli mu legendę o ludziach, którzy uciekając przed hordami Dżyngiza-chana uciekli do podziemnych jaskiń i stąd powstała Agharta, zaś w pobliżu jeziora Nogan-kuul tamtejsi Sojoci pokazali mu jaskinię, która miała być wejściem do tego państwa podziemnego. Co więcej, pisze on o paśmie Arszanów, gdzie wydobywają się opary siarkowe i znajduje się jaskinia, w której – wedle napisu runicznego[1] - znajduje się WEJŚCIE DO PODZIEMNEGO PAŃSTWA AGHARTY. I faktycznie, niedaleko na wschód południowy-wschód od jeziora znajduje się miejscowość Tarys-Arżan. Nazwa fonetycznie podobna właśnie do Arszanu… Co ciekawe – miejscowości o tej nazwie nie ma na mapach współczesnych – znalazłem ją na mapie radzieckiej z 1968 roku! To znaczy, miejscowość istnieje, ale jej nazwa brzmi Tayrisin-Arshan! Znowu Arszan! A zatem Arszany to nie tylko okolice Bajkału, ale także okolice innego jeziora – właśnie Tierie-Chol vel Nogan-cool!

A to oznacza jeszcze jedno, a to mianowicie – że uczeni radzieccy usiłowali się dobrać do Północnych Wrót Agharty i poszukiwali ich we właściwym miejscu, które wskazał im A. F. Ossendowski w swej powieści. Ale zasadnicze pytanie brzmi: czy Ossendowski nie podał w niej fałszywych danych po to, by właśnie zmylić komunistów? Coś takiego jest możliwe, więc nie cieszmy się przedwcześnie… Szczególnie, że inni badacze wskazują na okolice Bajkału, jako miejscowości, gdzie mogą znajdować się Północne Wrota Agharty.

A zatem sprawa ta jest nadal otwarta.             


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 46/2011, ss. 32-33

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©    



[1] Chodzi o runy azjatyckie, a nie skandynawskie.