środa, 11 kwietnia 2012

Legendy o pociągu-widmo



 Rakietowy pociąg na Warszawskom Wokzale w St. Petersburgu (Internet)
Trasy przejazdów kompleksów rakietowo-kolejowych na kolejowych szlakach w ZSRR i Rosji
(rys. R.K.Leśniakiewicz)

Iwan Barykin

Od czasu wprowadzenia (w 1960 roku) ICBM do bojowych dyżurów, u amerykańskich pocisków balistycznych Minuteman ich kod startowy brzmiał prosto: 00000000 - osiem razy zero dla wszystkich jednostek. Ale w 1977 roku stworzono indywidualne kody startowe dla każdej rakiety…

Te atomowe pociągi są przedmiotem zazdrości i strachu u Amerykanów. Bojowe rakietowo-kolejowe kompleksy są otoczone gęstą mgłą tajemnicy od czasu swego pojawienia się w Strategicznych Wojskach Rakietowych. Nikt, poza bardzo ograniczonym kręgiem osób nie widział ich. A jeżeli nawet widział, to nie zdawał sobie sprawy z tego, że patrzy na wyposażony w trzy wyrzutnie rakietowe kompleks z 48 głowicami bojowymi. Dostatecznie dużo, by zmieść z powierzchni Ziemi pół kontynentu…

Rozmowa w taksówce

Miałem niezwykłe szczęście: spotkałem się z byłym dowódcą odpalania ICBM z rakietowo-kolejowego kompleksu – ppłk Władimirem Nikołajewiczem Linkowym, który spędzał urlop w rodzinnym Wołgogradzie. Poznaliśmy się w taksówce, w której jechał z przyjacielem, także rakietowcem.

- Jak się miewa nasz pociąg rakietowy? – zapytał pułkownika znajomy.

Nadstawiłem uszu. Od dawna chciałem dowiedzieć się czegoś o rakietowych pociągach. W prasie pojawiały się tylko suche informacje.

- Pozostaje wciąż w gotowości bojowej.

Taksówka na prośbę podpułkownika zatrzymała się, i ja się zdecydowałem. Przedstawiłem się i powiedziałem, że od dawna interesuje mnie tematyka pociągów-widm. Początkowo podpułkownik chciał mnie zbyć byle czym na odczepnego, ale ja nie ustawałem:

- O kolejowo-rakietowych kompleksach bojowych może pan przeczytać w pierwszym lepszym wojskowym wydawnictwie, ale jako dziennikarz wolałbym słyszeć to od osób bezpośrednio z tym związanych. Ale przecież zgodnie z międzynarodowymi porozumieniami na temat strategiczno-jądrowych zbrojeń, pociągi te zostały wycofane z dyżurów bojowych.

- To wszystko wy dziennikarze wiecie – rzekł mój rozmówca – no dobrze, ale jest jeden warunek: nie będę mówił o rzeczach nie nadających się do  publikacji, a pan niech zmieni moje nazwisko. I nie będziemy rozmawiać o tym na ulicy – proszę do mojego domu.

W przytulnym mieszkaniu wszystko przypominało o profesji Linkowa: makieta kompleksu z rakietą, zdjęcia współpracowników, książki i wojskowe specjalistyczne magazyny…

- Jeszcze dzień urlopu i wracam do jednostki. To cud, że mnie pan złapał. Niech pan siada – wskazał mi fotel, zabierając ze stołu plik zapisanych na maszynie stronic. – Właśnie piszę książkę… A zatem co pan chciałby wiedzieć o kompleksie?

- Wszystko! – powiedziałem bezczelnie.

Bojowy dyżur w porządku dziennym

Podpułkownik roześmiał się:

- Chce pan bym żebrał pod cerkwią? No, dobrze. Proszę sobie wyobrazić pociąg pasażerski składający się z 7-8 wagonów, ale jest on opancerzony i bez okien, które sztucznie zaślepione. Cały zestaw pociągu ciągną dwie potężne lokomotywy. Pociąg jedzie bez przystanków, z prędkością 120 km/h. Dla niego nie ma przeszkód – nie ma semaforów, nie ma żadnych kozłów oporowych. Jego ruch to sprawa ministerstwa od kolei. Do połowy lat 90. ubiegłego wieku kilka takich rakietowych pociągów przemierzało nasz kraj od wschodu na zachód i z południa na północ.

W bojowym kompleksie rakietowo-kolejowym znajduje się wszystko dla autonomicznej działalności na okres dwóch miesięcy: wentylacja, zapasy żywności i lekarstw, brygada medyczna w tym psycholog, brygada ochrony złożona z 30 komandosów SPECNAZ-u, magazynu rezerwowych szyn i podkładów do naprawy szlaku w razie awarii czy dywersji.

Dowiedziałem się od rozmówcy, że w pociągu znajdują się ambrazury do obrony okrężnej wyposażone w nkm-y. Szczególnie chronione są wagony z rakietami. Dodam tutaj to, czego nie powiedział Linkow: każda rakieta swoją mocą dorównuje setkom bomb typu Hiroszima i jest zdolna uderzyć w cel znajdujący się w odległości 10.000 km, z dokładnością do 3 m! Dlatego też Amerykanie w czasie rozpadu ZSRR wywalczyli układ o zdjęciu atomowych pociągów ze stałej gotowości bojowej. Ale w ciągu 10 lat sami go naruszyli zamierzając ustawić system obrony przeciwbalistycznej (Tarcza Antyrakietowa [TA] – przyp. tłum.) w Polsce i na Węgrzech (autorowi chodziło chyba o Republikę Czeską, gdzie mają znajdować się urządzenia radiolokacyjne systemu TA – uwaga tłum.) Nasz prezydent oświadczył wtedy, że Rosja odpowie w adekwatny sposób. USA i NATO poszły na ugodę w tej sprawie, ale znów rozpatrywane są plany zainstalowania TA w Rumunii. Tak więc postawienie kompleksów rakietowo-kolejowych w stan gotowości bojowej – jak oświadczył niedawno główny dowódca Strategicznych Wojsk Rakietowych FR – stało się znowu konieczne.

Gry służb specjalnych

- A kiedy takie pociągi pojawiły się w wojskach rakietowych?

- W końcu lat 80. Amerykanie próbowali stworzyć ekwiwalent naszych bojowych kompleksów rakietowo-kolejowych, ale nie byli w stanie tego dokonać, więc zaczęli polować na radzieckie tajemnice wojskowe. (Faktycznie, jeszcze we wczesnych latach 80. Amerykanie snuli plany umieszczenia pocisków Minuteman i MX na ruchomych platformach kolejowych, które poruszałyby się w specjalnych tunelach wykopanych od Atlantyku po Pacyfik i od Kanady do Meksyku. Cały projekt miał być realizowany w sprzężeniu go w programem zbrojeniowym Wojen Gwiezdnych, prezydenta Ronalda Reagana – uwaga tłum.) Satelity szpiegowskie nie były w stanie odróżnić pociągów rakietowych od zwykłych i siłą rzeczy nie mogły one śledzić ich ruchów, dlatego CIA postanowiła zmienić taktykę. Tak więc przy Transsyberyjskiej  Magistrali Kolejowej od Władywostoku do granicy zachodniej i od Murmańska do Stawropola podrzucili kontenery z wysokoczułą aparaturą, ale nasze specsłużby dowiedziawszy się o tym, puściły na te trasy stare modele rakietowych pociągów, w których zamiast autentycznych ICBM znajdowały się pojemniki z niewielką ilością radioaktywnych izotopów, które je pozorowały. Ich obecność odnotowała szpiegowska aparatura CIA, a która przesłała potem sygnały na satelity. Szef CIA radośnie zameldował o tym sukcesie prezydentowi. Na trop rakietowego pociągu rzucono najlepszych agentów. Ale im nie wyszło: na jednej ze stacji złodzieje namierzyli kontener i włamali się do niego w nadziei na sukces. A tam czekała na nich niespodzianka. Milicja nakryła zdumionych włamywaczy, a potem przejął ich kontrwywiad. Został wdrożony plan o kryptonimie „Przechwyt”, w wyniku którego znaleziono drugi kontener z aparaturą i ujawniono agenturę CIA. Wystosowano protest do rządu USA, a część pracowników ambasady amerykańskiej w ZSRR została uznana za persona non grata.

Niebezpieczne sytuacje

- A jakieś niebezpieczne sytuacje na kompleksie się zdarzały?

- Były takie na początku mojej kariery. Po skończeniu wyższej szkoły wojskowej i służby na silosowej wyrzutni rakietowej, zostałem dowódcą odpalania ICBM. Otrzymaliśmy rozkaz – wystrzelić rakietę i trafić w silos na poligonie na Nowej Ziemi. Zdenerwowałem się, wydałem rozkaz do zatrzymania pociągu, wysunąć hydrauliczne wsporniki w wagonie z rakietą i otworzyć jego przesuwny dach. I zapomniałem nacisnąć guzik odrzucający ołowiany daszek z kontenera, a tymczasem rakieta przyjęła już położenie startowe. Gdyby doszło do eksplozji paliwa i utleniacza, to z pociągu zostałyby tylko atomy...

Operator zameldował mi, że lampka kontrolna na paneli nie wiedzieć dlaczego wciąż migocze. Pokrył mnie zimny pot. Naprawiwszy błąd zacząłem wprowadzać poprawki na wiatr, ruch obrotowy Ziemi, grawitację i wyznaczyłem trajektorię lotu rakiety. Wydaję rozkaz – „klucz startowy na gotowość! Odpalać!” od strony wagonu rakietowego usłyszeliśmy narastający grzmot. Włączył się booster pocisku. Smuga odrzutu uderzyła z dyszy. Rakieta podniosła się z miejsca i zaczęła powoli nabierać wysokości. Po krótkiej chwili znikła gdzieś na niebie.

Minuty oczekiwania ciągnęły się nieznośnie. Czy rakieta osiągnie swój cel? Czy uderzy dokładnie w silos? Przecież w przeciwnym przypadku wybuch nuklearny rozniesie nie tylko poligon, ale także całą Nową Ziemię! (To oznaczałoby, że pocisk miał trafić w silos ze znajdującym się w nim ICBM – uwaga tłum.) I wreszcie dostajemy informację od dowództwa: „Zuchy! Dobra robota! Już zameldowano o tym główndowodzącemu Wojsk Rakietowych, ministrowi obrony i prezydentowi.” Wagonem dowództwa wstrząsnęły radosne wiwaty operatorów, a ja długo nie mogłem dojść do siebie.

Potem były jeszcze inne starty, które były udane i niezupełnie udane. Na pociąg napadali czeczeńscy bojownicy. Pewien operator dostał zapalenia ślepej kiszki i trzeba było operować w ruchu pociągu. Innemu z napięcia nerwowego puściły nerwy. O tym wszystkim piszę książkę.


Alarm bojowy!


- Władimirze Nikołajewiczu – poprosiłem – proszę opowiedzieć o napadzie rebeliantów!

- To było tak. Nie wiadomo od kogo, Czeczeńcy dowiedzieli o trasie przejazdu naszego pociągu. Najprawdopodobniej mieli swego agenta wśród kolejarzy.

To się wydarzyło w słoneczny, wrześniowy poranek w bezkresnym stepie. Gdzieś przed nami rozległ się silny wybuch, w powietrze podniosła się ziemia z szynami i podkładami. Maszynista włączył awaryjne hamowanie, na podłogę polecieli operatorzy i specnazowcy.

- Alarm bojowy! – rozległ się w głośnikach głos dowódcy pociągu. I po burtach wagonów zagrzechotały uderzenia pocisków i odłamków granatów. W pewnym momencie dyżurny obserwator ochrony pociągu zobaczył w peryskopie jakąś wąsatą gębę z wybałuszonymi oczami. Jak napastnik mógł wejść na dach? Chorąży machinalnie nacisnął na spust. Krotka seria zmiotła napastnika z dachu. Palec dyżurnego nacisnął na przycisk alarmu antyterrorystycznego. Zawyła syrena, a we wszystkich przedziałach zaświeciły się czerwone lampki.

W kurzu bitwy

- Zmiana ochrony do boju! – i luki strzeleckie otworzyły się automatycznie. Specnazowcy ostrzelali wszystko dookoła. Ze strony napastników rozległy się pełne nienawiści okrzyki, z których zrozumieliśmy jedynie „Allach akbar!” i widzieliśmy nienawistne twarze z zielonymi opaskami na czołach. Poza kaemami z ambrazur ognia dały także moździerze i granatniki. Zdeprymowani takim przyjęciem napastnicy wycofali się do niedalekiego lasku, ale miny, granaty i serie z broni maszynowej kosiły ich jak trawę. […]

Po walce znaleziono ponad 30 nieprzyjacielskich trupów, a u jednego z nich w ręku znajdowała się butla z gazem. Zamierzali nas wykurzyć z wagonów… Dostało się także specnazowcom – 10 z nich było rannych.

W ferworze bitwy zapomnieliśmy całkiem o instrukcji: w przypadku ataku natychmiast zawiadomić Centralę: sztab Strategicznych Wojsk Rakietowych, MON i dywizjon rakietowy. Naprawienie tego odcinka szlaku wymagało dużo czasu i w dalszą drogę wyruszyliśmy dopiero rankiem następnego dnia.

Słowo od tłumacza

Czytając ten tekst, który z grubsza zgadzał się z opublikowanym przez „Argumenty i Fakty” parę lat temu tekstem Borysa Sołdatienki na temat Stilletów na torach, poczułem znowu lodowate tchnienie Zimnej Wojny. I znów powraca, jak bumerang pytanie: czy pociągi te krążyły także po żelaznych szlakach w Polsce?

Teoretycznie rzecz jest całkiem możliwa. Pociągi te mogły jeździć w latach 80. jako transporty paliwa jądrowego i „popiołów” nuklearnych do/z byłej NRD. Pociągi te były właściwie niekontrolowane przez nikogo, co wynikało z porozumień pomiędzy rządami ZSRR i PRL. Jeździły one trasami od Szczecina-Gumieniec - Grambowa czy Kostrzyna n./Odrą - Kietza do Braniewa – Mamonowa lub Skandawy – Żeleznodorożnego – a dalej do Kłajpedy. Jeżdżąc po terytorium NRD zasięg znajdujących się na ich pokładach ICBM wzrastał o 3000 km, a czas dolotu do celu skracał się o 1/3! Być może nie wszystkie „świecące pociągi” jadące po polskich torach mogły być załadowane uranem czy wypalonymi prętami…

Ale tego się nie dowiemy, póki nie zostaną otwarte sejfy MON Federacji Rosyjskiej czy ichnich służb specjalnych. A nie nastąpi to za naszego życia, bowiem obowiązuje tutaj kumulacyjnie i Prawo Burdego i znamienne ostrzeżenie Hermana Zdzisława Scheuringa

No i Echelon. Kto wie, czy ten i jemu podobne systemy satelitarnego śledzenia, nasłuchu radiowego i wczesnego ostrzegania nie były i nadal są wymierzone właśnie w tego rodzaju systemy uzbrojenia? Jeżeli tak, to należałoby postawić kolejne pytanie: jakie jeszcze niespodzianki obie strony Zimnej Wojny mają jeszcze w rękawie? Jakie niezwykłe technologie kryją się w wojskowych bazach i laboratoriach, rozmaitych Strefach i terenach zamkniętych?   



Źródło – „Tajny XX wieka” nr 3/2012, ss. 8-9.

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©