poniedziałek, 2 kwietnia 2012

WYLATOWO i Baza Kosmiczna „Małego Psa”… (1)

Zofia Piepiórka “Eleonora”

W Wylatowie nigdy nie byłam i raczej nie będę. Dlaczego? Dlatego, że nie jestem typowym ufologiem, który musi zaliczyć tego typu miejsca „święte” dla tej grupy badaczy. Przede wszystkim jestem badaczką megalitów oraz wizjonerką. W przeciwieństwie do mnie - ufolodzy nie są zainteresowani badaniami kamiennych kręgów, gdyż nie widzą w ich ustawieniu żadnego związku z UFO. Naukowcy twierdzą, że jest to tylko cmentarzysko Gotów, a więc ufolodzy szukają odpowiedzi na tego typu zjawisko gdzie indziej. Czy znajdą? Mam wątpliwości, gdyż obserwacje UFO to jeszcze nie dowód, a naukowcy poszukują i oczekują od nich namacalnych dowodów. I tak wygląda obecnie nasza nauka i ufologia - jak  błędne koło, z którego nie ma wyjścia.
Oczywiście czasami słuchałam w Wiadomościach TVP lub czytałam artykuły w prasie o Wylatowie i ufologach, którzy zajmowali się sprawą piktogramów i obserwacjami UFO. Nie wzbudzało to we mnie dreszczyku emocji ponieważ wielokrotnie obserwowałam UFO m.in. w Gdyni, w Małych Stawiskach lub w różnych kamiennych kręgach. Jedynie co mnie w tej sprawie zainteresowało to dwa zdjęcia z okolic Wylatowa oraz krótka informacja pana Leszka Ostoi – Owsianego zamieszczona w lipcu 2008 roku na Blogu Centrum Badań Zjawisk Anomalnych - Roberta Leśniakiewicza. Widoczny był na nich tajemniczy, różowy obiekt stojący na ziemi. Patrząc na zdjęcie „różowego UFO” pomyślałam: ja już to gdzieś widziałam! Przypomniałam sobie obserwację różowego UFO we wrześniu 1993 roku w Gdyni… a konsekwencją tej obserwacji było zdjęcie, które wykonałam dwa lata później w kamiennych kręgach w Odrach, pod koniec sierpnia ok. godz. 12.00. Widoczna na nim jest taka sama różowa „chmurka”, ale nad kamiennym kręgiem. Okazało się, że wykonane przeze mnie zdjęcie ma ścisły związek ze zdjęciami przesłanymi przez pana Leszka. (Opis tej obserwacji i snu znajduje się w książce pt. „Święta tajemnica Gdyni”)
Czy ma to jakieś znaczenie dla sprawy Wylatowa? Owszem! Jest to bardzo ważna wskazówka, ale o co chodzi wyjaśnię po kolei.
Wylatowo!
*Położenie geograficzne 17°48 E - 52°48 N
Wylatowo – wieś w Polsce, położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie mogileńskim, w gminie Mogilno. Ma powierzchnię ok. 52 km i zamieszkuje tę wioskę 581 mieszkańców. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa bydgoskiego. We wsi jest zabytkowy kościół drewniany pod wezwaniem św. Piotra i Pawła z 1761 - herb Wylatowa. Wioska ta znajduje się pośrodku trasy Inowrocław - Gniezno (droga krajowa nr 15) nad Jeziorem Szydłowieckim.
Wieś ta stała się znana, gdy w latach 2000-2005 na okolicznych polach pojawiały się kręgi zbożowe.
Na temat fenomenu ufologicznego w Wylatowie przed laty napisano dziesiątki artykułów i zrobiono tyleż samo filmów. Idąc na skróty wystukałam w Googlach hasło: Wylatowo i pojawiła się cała masa informacji.  Niejako podsumowaniem tego wszystkiego co tam się działo jest art.:  http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100717/INNEMIASTA13/314614214
„Do Wylatowa ufolodzy i badacze obcych cywilizacji przyjeżdżają już od 10 lat”
17 lipca 2010, Autor: Roman Laudański
„Świat wchodził w trzecie tysiąclecie, kiedy mieszkańcy Wylatowa rozpoczynali swoją przygodę z nieznanym. Trwa ona do dziś.
Zdarzyło się to jeszcze przed Piotrem i Pawłem. W niedzielne przedpołudnie Tadeusz Filipczak z Wylatowa, wsi pod Mogilnem, oglądał właśnie w telewizji magazyn "Tydzień", kiedy zadzwonił do niego były dyrektor szkoły i zapytał: - Tadek, czy ty wiesz, co masz na polu? - A co mam nie wiedzieć, pszenicę - odpowiedział. - Coś dziwnego z nią się stało, przyjdź i sam zobacz.
No to obejrzał program do końca, a na polu, na własne oczy zobaczył pierwszy piktogram wygnieciony w pszenicy. Wtedy nie bardzo wiedzieli, kogo zawiadomić. Córka Filipczaka zadzwoniła do "Gazety Pomorskiej", a on sam poszedł na policję. - Nie dlatego, że rościłem pretensję o straty, ale chciałem sprawę urzędowo załatwić - opowiada o zdarzeniu z 2000 roku.
Wtedy, pod koniec czerwca Jerzy Szpulecki budował w Wylatowie dom. Nie bardzo dziś potrafi powiedzieć, dlaczego zbudował taki duży, ale jakby przewidział, że stanie się on bazą badaczy zjawisk paranormalnych i ufologów z całego świata. Drugie piętro nie miało jeszcze dachu i okien, kiedy nad Wylatowo przyszła niezwykła światłość. Nieoczekiwanie po północy zgasła elektryka i zapadła przejmująca cisza. Czerwono-żółto-pomarańczowe światło zbliżyło się nad bazę i Szpulecki poczuł, że otrzymuje przekaz energii. - Nie wiedziałem, co to jest - opowiada Jerzy Szpulecki. - Światło się rozstąpiło i ujrzałem zamglony, kulisty kształt statku o średnicy ok. 20 metrów. Ocierając się o szczyt dachu, światło poprowadziło mnie dalej. Obiekt podniósł się w górę. Pomyślałem, jak nic zahaczy o druty, a on przeszedł przez nie jak dym z papierosa. Miał niebieskie macki, kuliście zakończone. Zniżył się, nastąpiło wyładowanie, jakby ktoś włączył spawarkę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w tym miejscu powstał piktogram. Podniósł się i odleciał w kierunku Poznania. To było - uważnie dobiera słowa - przesłanie. Przyzwolenie na częstsze spotkanie z tymi obiektami. Trwało to pięć - siedem minut. Nie chciał być niewiarygodny, przez pierwsze lata o tym milczał.
- Z roku na rok piktogramy stawały się większe - wspomina Bolesław Kula, który chętnie, jako nieformalny rzecznik, rozmawia z dziennikarzami przyjeżdżającymi do Wylatowa. Spotykamy się przy wlocie drogi z Mogilna w "piętnastkę", na polach terytorialnie należących do wsi Żalno. Niedawno ktoś tu wydeptał piktogram, ale Bolesław Kula mówi o tym, lekceważąco: fałszywka. I pokazuje segregator pełny historycznych już zdjęć z lat 2000 - 2005. Kwiatek lotosu, dwie elipsy i trzy kółka - to piktogramy z 2003 roku. W 2005 roku na wylatowskich polach pokazał się ostatni piktogram. Na wprost bazy, pod okiem wielu kamer, kiedy dwudziestu-trzydziestu entuzjastów kontaktów pozaziemskich patrolowało okolicę i czuwało nad specjalistycznymi czujnikami. Olbrzymi. Można by na nim nawet w piłkę pograć.
Wyliczyli, że wylatowskie piktogramy obejrzało ok. 40 tys. miejscowych i przyjezdnych.
- Ludzie, uzbrojeni w kamery i aparaty czuwali, a tu - proszę - fenomen. I tak powstał - opowiada Bronisław Kula. - Nawet gdyby wykonało to kilku ludzi, to zajęłoby im to kilka godzin. A było niemożliwością, żeby ktoś ich nie zauważył. Tam non-stop ktoś chodził. To jeden z argumentów, które do nas przemawiają.
Kiedy powstał pierwszy piktogram miał piętnaście lat. Kolejnych dziesięć przeżył w cieniu czegoś dziwnego, co dzieje się w Wylatowie. Dołączył do poszukiwaczy. Zapewnia, że było warto, bo uczestniczy w czymś fajnym i rzadko spotykanym. Fenomen w skali kraju.
- Na polu Filipczaka zawsze powstawały piktogramy - opowiada Kula. - Może dwieście metrów od bazy powstało trzydzieści kręgów różnej wielkości. Wcześniej na tym polu doktor Jan Szymański rozstawił czujniki. Żaden krąg nie trafił w czujnik, ale jeden, prawie otarł się o piktogram i odnotował przedziwne anomalie. Ostatnia osoba przechodziła tam około godz. 2.30 w nocy, a zarys największego kręgu zobaczyliśmy w kamerach o 4 - 5 rano. Jeśli znalazłby się sceptyk, który twierdziłby, że zrobiono je ludzką ręką, to czy w dwie godziny ktoś by sobie z tym poradził? Nie wierzę.
"My jesteśmy ufoludki, hop-sa-sa!"
Bywało, że piktogramy odnajdywano dopiero po kilku dniach od ich powstania. Do dziś nie wiedzą, co oznaczają. Kula pokazuje zdjęcia kręgów zbożowych wykonanych ludzką ręką. Zero symetrii. Kolejne zdjęcia, to już rysunki okolicznych dzieci, które na konkurs rysowały ufoludki i latające talerze.
Doktora Jana Szymańskiego Wylatowo wchłonęło i trzyma już siedem lat. Pamięta moment, kiedy dziewczynki przywitały go piosenką: "My jesteśmy ufoludki". - A przecież wcześniej wszystkie dzieci śpiewały: "My jesteśmy krasnoludki" - uśmiecha się. - Widać, że pokolenie młodych wylatowian ukształtowało się w innej atmosferze.
Dziś wszędzie tu jest Internet, anteny telewizyjne i promieniowanie elektromagnetyczne z masztów telefonii komórkowej. Polska w pigułce. A do tego kamery, noktowizory i czujniki elektromagnetyczne i promieniowania jonizującego, z którymi pasjonaci biegają po polach. A jeśli jeszcze dodać do tego wojskowe śmigłowce i samoloty, które wyjątkowo często i nisko patrolowały ten teren, to widać, że nie tylko ufolodzy interesowali się Wylatowem.
Jan Szymański wcześniej zajmował się biologią i bioelektroniką we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. W Wylatowie zetknął się ze zjawiskami, które nie są ani kulistymi piorunami, ani tornadem, ani zorzą polarną. Kiedy te niezwykłości zaczęły się pojawiać nad wsią, budziły sensacje. Dziś mieszkańcy traktują je zwyczajnie. Jest jednym z tych, którzy mają odwagę szerzej spojrzeć na świat i kosmos.
Deska w zbożu
Przez pięć lat powstawały coraz wymyślniejsze piktogramy, które w niczym nie ustępowały tym, które pojawiają się na Zachodzie. Choć tam - Bolesław Kula pokazuje kolejne zdjęcia - wymyślają już prawdziwe arcydzieła. Koronkowa robota, ale ludzka. Hobbyści robią je na zamówienie. - Trzeba mieć świadomość, że ludzie też je robią, to jest możliwe do zrobienia - podkreśla Kula. Zboże wygniata się deską. Dwie osoby przewiązują się sznurkiem, dzięki czemu można uzyskać okrąg. Są też wałki gniotące zboże. Pot z czoła leci. Bolesław Kula wie, co mówi, bo sam próbował swoich sił przy piktogramie. W tym roku, dla celów badawczych, wygnietli piktogram w okolicy bazy.
Przez dwa lata badali pola termowizją. Nic nie pokazała. Modelami zdalnie sterowanych samolotów z kamerami filmowali piktogramy z góry.
Bronisław Kula wymienia niezwykłe zjawiska, które można zobaczyć nad Wylatowem. Obiekty latające - świetliste kule, które mogą być jakąś formą inteligentnej energii. Dziesiątki osób je widziało nad wsią.
Następnie relacje osób, które widziały tu duże spodki. Jedna z wylatowskich rodzin przeżyła bliski kontakt. Przez dwie godziny przejechali siedmiokilometrowy odcinek drogi samochodem. Ogromny, jajowaty obiekt przemieszczał się nad nimi. Byli przerażeni. Na to są emocjonalne relacje całej rodziny.
Jeden ze znajomych Bolesława Kuli wykonał przypadkowe zdjęcie śmigłowca nad pobliskim Kwieciszewem. Za maszyną leci niezidentyfikowany obiekt. Myśleli, że może to rysa na kliszy, ale na powiększeniach widać strukturę obiektu. Takich obiektów było tu sporo. W tym roku coś dziwnego widzieli mieszkańcy Kątna. Świetlistą kulę, która - zdaniem Bolesława Kuli - może reagować na ludzkie myśli. W 2003 roku przeprowadzili eksperyment z medytacją na jednym z pól. Koncentrowali myśli i na ich prośbę na niebie pojawiła się pomarańczowa kula. Widziało ją dziesięć osób.
Jan Szymański wraz z synem Jerzym już pierwszej nocy w Wylatowie zobaczyli niezidentyfikowany obiekt, który przez sześć sekund kołysał się nad bazą. Po tak mocnym powitaniu przyjeżdża tu już siedem lat i rozstawia czujniki. Jeden z nich odnotował silne promieniowanie rentgenowskie w pobliżu piktogramu. - A to szczere pole, a nie sąsiedztwo naukowego instytutu, przy którym mogłoby wystąpić - zauważa.
Wielokrotnie zastanawiał się, kto komu robi kuku wygniatając zboże? Tadeusz Filipczak przypomina, że chcieli nawet kilkutysięczną nagrodą ustalić sprawców, ale to nic nie dało. - Kilka niezależnych grup patrzyło tu sobie na ręce, jedni pilnowali drugich i nic. Sądzę, że niektóre wykonano ludzką ręką. A inne? Podkreśla, że fenomen tej miejscowości polegał m.in. na długotrwałości i lokalizacji piktogramów, które pojawiały się w niewielkiej odległości od bazy - domu. I dalej coś się dzieje. Ostatni, największy pojawił się w 2005 roku. Później już nie było żadnego, ale przecież działy się inne rzeczy. Podkreśla zainteresowanie wojska tymi zjawiskami. Zastanawiali się nawet, czy ktoś nie testuje tu jakiejś nowej broni.
No i jest kwestia nazwania tych, którzy przelatują nad głowami wylatowian. Tzw. Kosmici? Obcy? Ufoludki? - Ja wolę mówić: przybysze - podkreśla Szymański. - Skądś przybywają, czego chcą? Jesteśmy na początku drogi poznania. Czy piktogramy są ich sztuką?  Są tu wreszcie transmisje elektromagnetyczne, których nie potrafią odebrać. Może to był; wstęp do kontaktu? A może to tylko załoga wojskowego AWACS-a drażniła się z nimi?
- Jeśli w telewizorze widzimy naukowców z NASA, którzy mówią o obcych cywilizacjach, to takie informacje wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim - opowiada Jan Szymański. - A jeśli dzieje się to tam, gdzie człowiek mieszka, to robi to na mieszkańcach większe wrażenie.
A może piktogramy przyciągają przedstawicieli obcych cywilizacji? - trzeba na to spojrzeć i z tej strony.
Jerzy Szpulecki zapewnia, że dzięki przekazowi energii wyczuwa moment wykonania piktogramów. A tę energią, której ma w nadmiarze, musi dzielić się z poszukiwaczami. A wszystko to po to, żeby był przekaz dla ludzi, że nie są sami. Wspomina opowieść dziadka, że już sto lat temu pojawiały się tu tzw. Świetliki. Trzeba było się pomodlić i coś im zostawić: buty lub część garderoby. Wtedy dawały ludziom spokój.
- Nie można powiedzieć, że piktogramy znikły wraz z monitoringiem - podkreśla Bolesław Kula. - Monitoring był, piktogramy też były. A że znikły? Może źle to wykorzystaliśmy? - zastanawia się. - Jedno jest pewne, to jest coś niezwykłego. Tu był konkretny obszar, na którym co roku wiedzieliśmy, że coś powstanie. Oni się z nami bawili. My chodziliśmy po polach, a oni i tak nam zrobili piktogramy. Mogliśmy doświadczyć na sobie, że nie jesteśmy w stanie tego upilnować.
Trzecie tysiąclecie
Tadeusz Filipczak zgromadził w garażu zdjęcia i artykuły o Wylatowie. Nadal zaglądają tu turyści, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. To jedyna izba - a raczej garaż pamięci.
- Piktogramy zawsze powstawały w dojrzałym zbożu - opowiada Tadeusz Filipczak. - Ze zboża jest chleb. Może to upomnienie, że idziemy w złą stronę? Sygnał dla ludzkości? Trzecie tysiąclecie pełne jest katastrof, także u nas w kraju. Myślę sobie, że to ostrzeżenie. Na pewno nie jesteśmy sami we wszechświecie. Czy ja albo pan mamy taką moc, żeby coś zmienić? Kręci głową. - Ktoś tym światem rządzi, Stwórca, Bóg. Staliśmy się sławni na całą Europę, ale nadal żyliśmy tu jak żyjemy. Można było wykorzystać to turystycznie. Był pomysł, żeby przystanek autobusowy postawić w kształcie spodka. Nie powstał. Świat jest niezbadany i chyba po prostu nie da się wszystkiego wytłumaczyć.”
 Piktogramy w Wylatowie. Ufolodzy wykluczyli udział przybyszów z innej galaktyki
 13 lipca 2010, Dariusz Nawrocki, dariusz.nawrocki@pomorska.pl

Zamieszczę tutaj fragment jeszcze innego art., gdyż moim zdaniem ma zasadnicze znaczenie dla całej sprawy, a zatem:

CDN.