sobota, 3 listopada 2012

Kamień Czintamani z Agharty i Szambhalli (1)




Wadim Ilin

Rerich Nikołaj Konstantynowicz (1874-1947) rosyjski pisarz, malarz, archeolog, podróżnik, kronikarz… W latach 20. mieszkał w Indiach. Roerich rozpatrywał historie i przyrodę jak proces jednej „kosmicznej ewolucji”. Przedsięwziął on ekspedycje do Chin, Mongolii i inne kraje Centralnej i Wschodniej Azji.
(„Wielka Encyklopedia Cyryla i Metodego”)

Historia kamienia

O mitycznym Czintamani (Chintamani – przyp. tłum.) wspomina się w wielu podaniach i legendach, a także w rękopisach i księgach – tych dawnych i tych współczesnych, a osobliwie wschodniego pochodzenia. Został on wycięty w kształcie wielościanu z minerału o kolorze czarnym z świecącymi żyłkami. Był to kamień w tych czasach i nie całkiem kamień – w człowieczym tego słowa zrozumieniu on istnieje tylko częściowo w czterech znanych nam wymiarach czasoprzestrzennych. Kamień Czintamani to coś więcej niż artefakt – to jest klucz do jakichś drzwi tajemnych, które ludzie zamknęli kiedyś w bardzo dawnych czasach…
Według jednej z hipotez, bardzo dawno temu kamień został rozbity na trzy części, a jedna z nich znalazła się w pewnym tybetańskim klasztorze, druga w zagadkowym podziemnym mieście Agharti (Agarta, Agharta – przyp. tłum.) a trzecia część znalazła się w nowojorskim Muzeum Współczesnej Historii.
Zgodnie z dawnymi tekstami, jeden z fragmentów kamienia został wysłany z Tybetu do Jerozolimy – dla króla Salomona, który z kolei rozkuł go na cztery części. Z jednej części zrobiono mu oczko do pierścienia, a trzy pozostałe zawiózł prorok Mahomet, założyciel islamu, do Mekki w 1500 lat później.
Tym trzem fragmentom kamienia Czintamani od dawien dawna kłaniali się muzułmanie, którzy wierzyli w ich nieziemskie pochodzenie. Według legendy, kamienie te są ukryte we wnętrzu Kaaby – dawnej świętości, wokół której zbudowano Wielki Meczet albo świątynię Beit-Ullah.



Poszukiwania Nikołaja Roericha

W czasie ekspedycji do Azji Roerich usłyszał o jednym a ciekawych aspektów wierzeń buddyjskich – a mianowicie legendę o Ośmiu Nieśmiertelnych, zamieszkujących we wnętrzu gór, w podziemnym mieście na granicy Chin i Tybetu. W jednych legendach miasto te nazywa się Agharti, w innych Hsi Uong Mu. Według niektórych relacji, rozmieszczone jest ono niedaleko Lhassy, stolicy Tybetu, i w okolicznych górach znajdują się biegnące doń tunele. Niektórzy historycy pisali, że kamień Czintamani może posłużyć jako znak przewodni – wskazujący drogę do Ośmiu Nieśmiertelnych.
Od przewodnika, którego Roerich pozyskał wśród miejscowych, dowiedział się on, że we wnętrzu górskiego masywu Kunlun znajduje się ogromna jaskinia z wysokimi stropami, w której w czasach prehistorycznych znajdowały się nieprzebrane skarby. Poza tym wspomniał on także o tajemniczych „śnieżnych ludziach”.
Istnieją świadectwa, że w tamte lata przeor lamaickiego klasztoru w Trasilumpo przekazał Roerichowi na znak wielkiego szacunku i zaufania kawałek Czintamani, który – według słów lamy – dostarczono na Ziemię z systemu planetarnego (uwaga!)… Syriusza. (!!!) W jednym ze starych lamaickich tekstów mówi się tym, że:
Kiedy Syn Słońca zstąpił na Ziemię, by nauczać Ludzkość, z nieba spadła tarcza, która zawarła w sobie siły całego świata.
Oglądając później kamień, żona Roericha – Jelena Iwanowna – znalazła na nim zagadkowe symbole. Zbadawszy napis Roerich stwierdził, że inskrypcja została napisana w najdawniejszej wersji sanskrytu i rozszyfrował ją tak:
Moja droga tutaj biegnie pomiędzy gwiazdami. Przyniosłem paterę (naczynie ofiarne) pokrytą pancerzem. I przyniosłem jeszcze skarb, podarek Oriona.
Według słów Jeleny Iwanownej, kamień ten promieniował i to znacznie silniej, niż rad, tylko jego częstotliwość była inna.
Roerich przypuścił, że kamień Czintamani jest jakimś akumulatorem energii psychicznej, nazywanej „szug”, którą może w pewnych warunkach oddawać na zewnątrz. I tak, kiedy człowiek tylko dotknie kamienia, to nabierze takiej siły ducha, możliwości i wiedzy do jasnowidzenia, że jest on w stanie na mgnienie oka ujrzeć Aghartę – miasto Ośmiu Nieśmiertelnych.
Według niektórych świadectw, lama-przeor prosił Roericha o odwiezienie prezentu do Europy i przekazanie go jak najszybciej powstałej w Genewie, w 1919 roku Lidze Narodów, której celem było rozwiniecie współpracy między narodami w dziedzinie zapewnienia pokoju i bezpieczeństwa. Po tym, jak w 1946 roku Liga przestała działać, Roerich ponoć przesłał kamień z powrotem do klasztoru Trasilumpo.
A na dodatek lama-przeor opowiedział Roerichowi dawne tajskie podanie o tym, jak Nieśmiertelni zostali stworzeni z gliny i powietrza przez Mu-Kunga władcy powietrza ze Wschodu, i Uong-Mu – władczyni powietrza z Zachodu. Jednakże w świetle późniejszych podań, Nieśmiertelni zjawili się na Ziemi z planety, znajdującej się w systemie gwiezdnym Syriusza, i zainstalowali swoją forpocztę w górach Tybetu, w celu przeprowadzenia eksperymentów genetycznej hybrydyzacji.



Podziemny świat Agharty-Szamballi

W jednej z ksiąg o ekspedycji do Azji, Roerich wspomina zaobserwowany przez siebie latający dysk. Według słów przewodnika, takie latające dyski wylatują z podziemnego świata Agharti.
Istnieje hipoteza, że Ziemia wewnątrz jest pusta. Zwolennicy tej hipotezy stracili (i do dziś dnia tracą) niemało wysiłków na poszukiwanie wejść do tej podziemnej pustej przestrzeni. Sądzi się, że takie wejścia powinny znajdować się w pobliżu Biegunów, a szczególnie w okolicy Bieguna Północnego. Aktualnie poszukiwania „zagubionych wrót” prowadzi się na różne sposoby, włączają w to analizy zdjęć satelitarnych.
Zgodnie z wierzeniami buddystów, wewnątrz Agharty znajduje się jeszcze bardziej tajemnicze miasto – Szamballa.
W czasie podróży do Tybetu, Roerich i jego żona niejednokrotnie rozmawiali z przedstawicielami buddyjskiego duchowieństwa na wszystkie tu poruszone tematy. Niektóre z tych rozmów zostały opisane w książkach Roericha: „Ałtaj-Himalaje” (1927), „Serce Azji” (1929) i „Szamballa” (1930).
Pamiętam – pisał Roerich – jak w czasie naszego przejścia przez przełęcz w górach Karakorum, mój przewodnik i pomocnik Ladakh zapytał mnie:
- A wiecie panie, dlaczego tam hen wprost przed nami rozpościera się taka niezwykła, górska kraina? Czy wiecie panie, że tam w podziemnych jaskiniach kryją się ogromne skarby, i że w tych jaskiniach żyje niezwykły naród, który odwrócił się od wszystkiego, co jest grzesznego na Ziemi?
Pamiętam także, że kiedy przybliżyliśmy się do miasta Hotan (terytorium dzisiejszego Sinczian – Ujgurskiego Rejonu Autonomicznego Chin – przyp. aut.), to dźwięk uderzeń kopyt naszych koni o ziemię stał się grzmiący, jakby pod nami były jakieś jaskinie czy jakieś próżnie skalne. I nawet ludzie z naszej karawany zwrócili na to uwagę. A kiedy ujrzeliśmy wyloty jaskiń, to nasi ludzie powiedzieli:
- Kiedyś tam, bardzo dawno temu, mieszkali tutaj ludzie, ale wszyscy uciekli do wnętrza Ziemi. Oni znaleźli wejście do podziemnego królestwa.



Święte słowo

A oto fragment rozmowy z jednym z tybetańskich lamów, który zacytowano w książce Roericha, a który miał miejsce w 1928 roku:
- Lamo, opowiedz mi o Szamballi.
- No przecież wy, ludzie Zachodu, nie tylko nie wiecie o Szamballi niczego, i nie chcecie niczego wiedzieć. Najpewniej ty pytasz mnie z prostej ciekawości i z łatwością wymawiasz to święte słowo.
Po długich rozmowach i zapewnieniach Roericha o jego szlachetnych intencjach, lama wreszcie zdecydował się mówić dalej:
Wielka Szamballa leży daleko za oceanem. Jest to wielkie królestwo bogów. Nie ma w nim niczego z Ziemi. Czemu wy, ludzie, interesujecie się nim tak? Tylko daleko na północy, i tylko w niektórych miejscach mógłbyś zobaczyć lśnienie promieni Szamballi. Sekrety Szamballi są doskonale ukryte przed postronnymi.
- Lamo, mu wiemy o wielkości Szamballi. I my wiemy, że to nieopisanie piękne królestwo rzeczywiście istnieje. I wiemy także, że niektórzy lamowie wyższej rangi przebywali w Szamballi… Wiem doskonale o podróży pewnego lamy z Buriacji, którego przeprowadzono poprzez wąskie przejście, dlatego też nie opowiadaj mi o niebiańskiej Szamballi, a opowiadaj mi o tej, która istnieje na Ziemi dlatego, że ja wiem – ziemska Szamballa istnieje! Powiedz mi lamo, jak mogło się zdarzyć, że ziemskiej Szamballi nie odkrył żaden z podróżników? Jeżeli spojrzymy na mapę Ziemi, to widać, że niewiele na niej białych plam. Wszystkie górskie obszary, doliny i rzeki zostały już zbadane.
- No tak, ale póki ci wszyscy ludzie, których ty nazywasz podróżnikami jeszcze wielu rzeczy nie znaleźli na Ziemi. No i niech któryś z nich spróbuje przeniknąć do Szamballi bez zaproszenia! Zapewne słyszałeś, że wokół wysokogórskich plateau płyną potoki i rzeki, których wody są nasycone trucizną zabójczą dla człowieka. Być może nawet widziałeś ludzi, którzy umierali po nawdychaniu się trujących oparów w czasie próby sforsowania tych potoków i rzek. Wielu śmiertelników próbowało dotrzeć do Szamballi nie będąc zaproszeni do niej. Niektórzy z nich znikają bez śladu i na zawsze. Tylko niektórym udało się dojść do świętego miasta, i to tylko w tych przypadkach, kiedy ich karma sprzyja temu celowi.
O zagadkach Szamballi i Agharty pisze Jan Lamprecht w książce „Puste planety” (1998). W niej opisuje się, jak to znany święty lama Kusum Lingpa, lekarz tybetańskiej medycyny, znawca i nauczyciel jednego z kierunków buddyzmu – vadjarayany – prowadził warsztaty w San Jose (CA).
Według słów Lamprechta – W czasie jednego wykładu wygłoszonego w San Jose, lama ów twierdził, że do Agharti można dostać się lecąc z Indii na północ w czasie siedmiu dni. Ja uważam, że lama porównywał ów lot do lotu ptaka, a jeżeli tak, to siedmiodniowy lot przywiedzie nas w samo centrum Arktyki.
Ponad siedemdziesiąt lat temu Roerich w rozmowie z innym lamą usłyszał od niego, że Szamballa leży daleko na północy. A zatem być może, że ten lama jak raz miał na myśli rejon Północnego Oceanu Lodowego?



CDN.