niedziela, 20 stycznia 2013

Przybysze: Kody dostępu




Dimitrij Sokołow

19 września 1961 roku, parę Betty i Barneya Hillów porwali Przybysze. Pokazali im „gwiezdną mapę” – wedle której porywacze przylecieli z planety podwójnego systemu gwiezdnego w konstelacji Sieci (Reticulum).

Ostatnimi czasy, kierownictwo służb specjalnych różnych państw zaczęły odtajniać dokumenty dotyczące Nieznanych Obiektów Latających i kontaktów z pozaziemskim Rozumem. Podobne dokumenty istnieją w Anglii, Niemczech i USA. Nie inaczej jest i w Rosji.


O tym właśnie rozmawiałem z generałem rezerwy byłym pracownikiem Sztabu Generalnego MON Federacji Rosyjskiej Aleksiejem Sawinym. Przez 20 lat kierował on ekstra tajną wojskową jednostką, która mimo wszystkich politycznych zawirowań, zajmowała się analizowaniem informacji o charakterze ufologicznym (podkreślenie moje – tłumacz).


Mamy kontakt!


Pytanie: Aleksieju Jurewiczu, czy to prawda, że panu i pańskim kolegom udało się uzyskać realne dowody na istnienie pozaziemskich cywilizacji?
Odpowiedź: Jakkolwiek zabrzmi to dziwnie, ale tak. Wszystko zaczęło się od tego, że w połowie lat 90. grupa ufologów wystosowała list do Michaiła Gorbaczowa o tym, że w najbliższych dniach spodziewają się przylotu pozaplanetarnych Gości. Ich spotkanie z przedstawicielami naszego kraju ma mieć miejsce w rejonie miasta Zarafszan w Uzbekistanie. Zorganizowanie tego spotkania zlecono MON. Po krótkich przygotowaniach nasza komisja wyleciała do Uzbekistanu i przeprowadziła tam niezbędne czynności. Jednakże kontakt z Przybyszami nie przebiegł, a my powróciliśmy do Moskwy.

Miedzy innymi, w procesie przygotowania i oczekiwania sformowaliśmy rząd interesujących hipotez, które zaczęliśmy rozpracowywać od razu po przybyciu na miejsce służby. W czasie jednego z eksperymentów, kiedy to oficera występującego w charakterze kontaktowca-odbiorcy, posadzili w fotel i on nastroił się na potrzebną falę, badaczom udało się zarejestrować jakąś informację. Jej treść wychodziła poza okrąg problematyki badawczej. Początkowo pomyśleliśmy, że to pomyłka naszego odbiornika. Ale kiedy w specjalny fotel posadzono drugiego oficera i stworzono mu odpowiednie warunki, to ponownie przekazał on informację nieoczekiwanej treści… Mówiąc krótko – ktoś zapraszał nas do kontaktu myślowego (telepatycznego? – uwaga tłum.) podając nam jakieś cyfry – i jak zrozumieliśmy, były to słowa. Wszystko to zapisano na nośnikach audio i video, a potem w czasie 14-16 godzin analizowaliśmy informację zapomniawszy o śnie i odpoczynku. Następnego dnia powtórzyliśmy serię doświadczeń – i znów wyszliśmy na niewiadomego kontaktowca. Stało się jasnym, ze prowadzimy z Kimś dialog, który z każdą minutą staje się coraz bardziej sensownym.


Reguły dialogu z Przybyszami


P.: O czym wam opowiedzieli ci dziwni Rozmówcy?
O.: Dostaliśmy „kody dostępu” do rozmów z różnymi „kosmicznymi abonentami”. Był to cały zestaw literowo-cyfrowych kombinacji. Dostaliśmy w sumie około 300 takich kodów. Poza tym dostaliśmy współrzędne bazowania statków kosmicznych Obcych w Moskwie i okolicach. W tych miejscach byli nasi pracownicy i wykonali tam prace naukowe. Do tego nie kontaktowała się z nami jedna cywilizacja, ale całe stowarzyszenie przedstawiciele różnych światów, doskonale rozumiejących się nawzajem i które miały jakieś wspólne plany.
P.: Czy wasi pracownicy w czasie kontaktów z Przybyszami znajdowali się w odmiennych stanach świadomości?
O.: W odmienne stany świadomości w pełnym tego słowa znaczeniu nasi pracownicy nie wchodzili. My posługiwaliśmy się kodami i doświadczeniem w pracy w reżimie aktywności podświadomości. Wszystko to odbywało się przy pełnej samokontroli. Kontakt fizyczny z Przybyszami także był, ale tylko na naszą prośbę. Prawdą jest, że nasza praca zaczęła się od fizycznego kontaktu, kiedy przed nami pojawiła się grupa Obcych, nader przypominających Ziemian, ale mających jawne atrybuty pozaziemskiego pochodzenia. Rozmowa z Nimi ciągnęła się przez kilka godzin, w większości mówili Oni, wtajemniczając nas w reguły kontaktu. My także zadawaliśmy Im pytania i komentowaliśmy Ich wiadomości.


Wizyta na pokładzie UFO


W ogóle procedura kontaktu z Nimi z Ich strony była bardzo poprawna. Prawdę powiedziawszy, nie poczuliśmy, by Oni mieli jakieś szczególne zainteresowanie nami. A w ogóle Oni wiedzieli o nas wszystko, a nawet więcej, niż przypuszczaliśmy… Do obcowania z nami na planie fizycznym – zgodnie z moja radą – wybrali Oni czterech ludzi z naszej grupy, z którymi nawiązali aktywny kontakt telepatyczny. Przybysze zaprosili także dwie kobiety z naszej ekipy na pokład statku kosmicznego. Pozostałych członków ekipy, w tym i mnie, woleli pozostawić w nieświadomości. Prawdą jest, że Oni w czasie kontaktów telepatycznych w miejscach bazowania Ich statków, dopuszczali się do wcielenia się w nasze ciała i odbywali wraz z nami wirtualne spacery i to nierzadko… Jeden dzień naszych prac był nawet pokazany w TVR-1, w programie pt. „Biały kruk”.
P.: Czy udało się wam uzyskać od Przybyszów jakieś pożyteczne technologie albo informacje o tym jak prawidłowo powinna rozwijać się nasza cywilizacja?
O.: Rozpoczęliśmy tą pracę i otrzymaliśmy już pierwsze rezultaty… Jednakże wydarzenia związane z rozpadem ZSRR przeniosły nasza uwagę na inne tematy. Zamroziliśmy badania problemu UFO, jedynie od czasu do czasu w celu podtrzymania naszej metodyki nawiązywania kontaktów.


Jak Oni wyglądają?


Chcieliśmy przede wszystkim znać szczegóły: opis wyglądu Przybyszów,  ustrój społeczny Ich cywilizacji, miejsce pochodzenia, wygląd Ich planety z której ci Goście przybyli na Ziemię…
Dlatego część pytań dotyczących tych spraw przekazaliśmy jednej z pracownic z naszej grupy. Ona bezpośrednio wchodziła w kontakt z Gośćmi na poziomie zwyczajnej rzeczywistości. Nazwiemy ją Walentyną Iwanowną.
P.: Proszę opowiedzieć, co czuł pan w czasie kontaktu z przedstawicielami pozaziemskiej cywilizacji?
O.: Było to przede wszystkim poczucie czegoś niezwykłego, historycznie ważnego i znaczącego wydarzenia. Ale my byliśmy przygotowani do wykonywania niezwykłych zadań i dlatego te wydarzenia, które przecież były już na krawędzi fantastyki naukowej, odnieśliśmy się do nich jak do pracy, którą trzeba było wykonać.
P.: Proszę powiedzieć, jak wyglądali Przybysze?
O.: Ich wygląd jest prawie zwyczajny, jak i Ziemian. Średniego wzrostu, krzepkiej budowy ciała, przyjaźni… Oni posługiwali się ledwie co słyszalna mową, zaś pomiędzy sobą porozumiewali się telepatycznie (czego domyśliliśmy się od razu), potrafili czytać nasze myśli sformułowane w formie pytań i odpowiedzi. Tak i w Ich aparycji było coś całkiem prawidłowego, symetrycznego i idealnego.
- To Transformery – pomyśleliśmy. Ale to nas nie przerażało czy peszyło. Przyjazny ton i tembr Ich głosów, doskonałe maniery i subtelne żarty robiły nasze kontakty przyjacielskimi i otwartymi. Szkoda, że nie mogliśmy się dogadać i zrobić sobie wspólne zdjęcie…
P.: Skąd oni przybyli?
O.: Nie pytaliśmy o to. Seanse łączności telepatycznej dały nam informacje o wielu cywilizacjach. Doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie się z Nimi zapoznać, żeby potem nie zaliczyć jakiejś wpadki przy rozmowach. A przede wszystkim chcieliśmy uzyskać Ich zgodę na dalsze kontakty.
P.: Czy widział pan Ich statek kosmiczny?
O.: Statków kosmicznych nie widziałem, podobnie jak kontakty przebiegały na neutralnym terytorium – nieopodal stacji metra Tiepłyj Stan, o godzinie 04:00. Potem nam się udało zwiedzić Ich statek tak w rzeczywistym (jeden raz) jak i eteroenergetycznym kształcie poprzez dotykowe odczucia. Tak raz w czasie jednego z takich kontaktów w 1991 roku, sfilmowali to operatorzy z TVR-1.


Urzędnicy z ONZ nie są Im potrzebni


P.: Dlaczego Przybysze nie wchodzą w oficjalny kontakt z przedstawicielami Ludzkości, np. z kierownictwem ONZ?
O.: Dlatego, że są po temu przyczyny. To Oni przejawili inicjatywę spotkania się z nami. Nas po prostu zaprosili. A urzędników z ONZ Oni nie potrzebują. Co nowego i pożytecznego mogą uzyskać nasi Bracia w Rozumie w czasie rozmów z oficjalnymi osobami? Zapewne pan pomyślał, że Ich interesują jakieś negocjacje o zamiarach, spotkaniach na szczycie w przyszłości? My dla Nich jesteśmy dziećmi, które przez kilka milionów lat swego istnienia nie rozwiązały żadnego problemu duchowej egzystencji: nie tylko nie zapobiegły wojnom, ale przekształciliśmy je w środek służący do masowego niszczenia samych siebie, a wszystko w imię interesów małych grup silnych tego świata. A co zrobiliśmy z otaczającą nas Przyrodą? Szczerze mówiąc, było nam wstyd, kiedy zadając Przybyszom nasze pytania o moralności, gospodarce, itd. itp., bezwiednie porównywaliśmy Ich odpowiedzi do naszej tzw. cywilizacji!
P.: A zatem po co Im kontakt z naszą cywilizacją?
O.: Oni są badaczami dynamiki naszego rozwoju. Co się tyczy pracy z naszą grupą wcale nie oznacza, że Oni specjalnie weszli w kontakt z Ziemianami. Sądzimy, że Oni dali nam szansę i patrząc na to, jak z jej skorzystamy zadecydują, czy rozszerzą ten kontakt z nami, czy go zakończą.



Moje trzy grosze


Przyznaję, że wszystko to brzmi niezwykle i bardzo w duchu „Nieznanego Świata”, z którym współpracuję od dawna. Ale nie cieszmy się zbytnio, bo te wszystkie treści brzmią aż za dobrze, by mogły być prawdziwe.

Zwróćmy uwagę na parę faktów: oto generał rezerwy opowiada dziennikarzowi o ultra-tajnej jednostce wojskowej, która zajmowała się telepatycznymi kontaktami z Obcymi. Brzmi to wiarygodnie, ale czy nie jest zastanawiającym fakt, że z racji tej ultra-tajności wszystkie informacje, które przekazał dziennikarzowi stanowią ścisłą tajemnicę wojskową, służbową, państwową – a zatem tajemnicę stanu! A przecież są tajemnice – a tajemnice stanu szczególnie – które nigdy nie są przedawniane i nigdy nie wychodzą na światło dzienne. I chociaż one same już przeminęły, to jednak są one strzeżone tak, jakby nadal były aktualne. Przykład – pierwszy z brzegu: katastrofa gibraltarska…

Co więcej, pan generał rezerwy opowiada o tym tak, jakby zapomniał, że w spec-służbach – wszystkich! – obowiązuje Prawo Burdego, które brzmi: TEN, KTÓRY WIE – MILCZY. TEN, KTÓRY MÓWI – NIE WIE NIC. W ZSRR i Rosji za wiele mniejsze rzeczy ludzi rzucano w kazamaty Łubianki czy na konwejer na Chodynce. A pan generał w rezerwie paple o największych tajemnicach z radością dziecka, które zaczęło właśnie mówić. Nie kupuję tego, bo sam pracowałem w służbach i wiem, że lwią większość ich tajemnic zabiera się ze sobą do grobu. Cudów w tej robocie nie ma: paplesz – idziesz do piachu, a to, co wypaplałeś będzie szybko zapomniane lub wymazane z pamięci ludzkiej, albo ośmieszone.

Podobnie rzecz się ma z „rewelacjami” Johna Leara czy Boba Lazara na temat Strefy 51 w USA. Obaj panowie paplali w mediach i włos im z głowy nie spadł. A przecież, gdyby mówili prawdę o największych tajemnicach obronności Stanów Zjednoczonych, to obaj gryźliby ziemię, albo siedzieli w jakiejś psychuszce. Tymczasem ich opowieści są przekładane na inne języki, dyskutuje się na ich temat w TV, robi się według nich filmy, są tematami zjazdów ufologicznych… Ciekawe to jest, nieprawdaż?

No chyba że…

Właśnie – chyba że wszyscy tu wymienieni pracownicy najtajniejszych projektów ZSRR i USA po prostu… - mówią to, CO IM KAZANO. To klasyczna dezinformacja. Cel dezinformacji jest zawsze ten sam – przykryć coś, co chce się ukryć i skierować uwagę ludzi na inne tropy. Przekładając na zrozumiały powszechnie język - to tak jak u nas, kiedy wprowadza się kolejne podwyżki cen na coś, to znajduje się jakąś sensację, która przyćmiewa fakt kolejnego drenażu naszych kieszeni: a to jakaś aferka czy szwindel stulecia, a to kogoś zastali w domu, a to koniec świata i Armagedon, itd. itp.  Metoda to stara jak świat i wielokrotnie sprawdzona.  

I jeszcze jedna sprawa. Kosmici czy Przybysze są bardziej rozwinięci duchowo. No właśnie – co to znaczy? Co znaczy wyższy rozwój duchowy? Pytałem o to wielu ludzi, i właściwie nie otrzymałem żadnej zadowalającej odpowiedzi. Czy znaczy to, że będą bardziej wyrozumiali i życzliwsi światu i wszystkim żywym istotom, które go zamieszkują? Może będą mieli niesamowite – z naszego punktu widzenia – właściwości umysłu i ciała? – teleportacja, telekineza, telepatia, czytanie w myślach innych osób? Czy po prostu – jak ja to uważam – kreatywne bytowanie wśród Natury i Jej tworów, w zgodzie z Nią i poszanowaniem Jej praw? Świat w którym technika ma służyć człowiekowi, a nie występować przeciwko niemu i Naturze. Człowiek wykorzysta wreszcie wszystkie swoje potencjalne możliwości ciała i umysłu w harmonii z Naturą i samym sobą w celu uzdrowienia tego świata i przygotowania go do takiego właśnie bytowania zrównoważonego we wszystkich aspektach współistnienia i istnienia. Bo z Naturą można tylko współistnieć albo nie istnieć. Tak to rozumiem. I sądzę, że Kosmici (o ile w ogóle tutaj są) w swym rozwoju mają ten etap już za sobą.      

Tak zatem opowieść pana generała rezerwy jest dla mnie całkowicie niewiarygodna. Oczywiście służby pracują nad zagadnieniem UFO, ale na pewno nie widzą w nich statków Przybyszów, a nasze ziemskie konstrukcje, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie militarne. Rosjanie zajmowali się UFO i rozpracowywali to zagadnienie, co widać choćby po tym, że dwaj najsłynniejsi ufolodzy Feliks Zigiel i Władimir Ażaża byli wyższymi oficerami Armii Radzieckiej – a co za tym idzie współpracującymi z lub pracującymi w GRU – co przyznali niedawno sami Rosjanie. Moja koleżanka opowiedziała mi kiedyś, że listy, które pisała do ojca pracującego w ZSRR niekiedy „znikały” gdzieś na poczcie. I co ciekawe – tylko te, w których pisała mu o UFO. Znikali także ludzie. Osobiście znam historię młodego człowieka z Orenburga, który interesował się ufologią. Po skończeniu I roku studiów na UAM w Poznaniu wyjechał do Rosji na wakacje i przepadł gdzieś wraz z całą rodziną… I to wszystko. Rosjanie zawsze umieli skutecznie bronić swych tajemnic. A bajeczki o UFO, Przybyszach i kontaktach telepatycznych są dla spragnionych sensacji ludzi marzących o oderwaniu się choć na chwilę od skrzeczącej rzeczywistości.

Taka jest właśnie nasza rzeczywistość: szara, paskudna i skrzecząca. I daję słowo, że chciałbym – i to bardzo! – żeby Oni istnieli i byli tu przy nas. Może by było nam wszystkim z tym lepiej…?


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 36/2012, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©