czwartek, 12 września 2013

Pożeracze i killery lotniskowców




Wiktor Bumagin


W ubiegłym roku Rosja zadziwiła świat dzięki swej nieoczekiwanej dla opinii publicznej wizycie przyjaźni grupy okrętów z flagowym krążownikiem Piotr Wielki w Wenezueli. Jeszcze w czasach radzieckich tego rodzaju okręty jak Piotr Wielki Amerykanie nazwali „pożeraczami lotniskowców”[1] – i wcale nie bezpodstawnie! Wszak ich bronią uderzeniową są przeciwokrętowe systemy pocisków rakietowych klasy woda-woda systemu Granit, które są w stanie razić nawodne cele na odległość do 600 km (324 mile morskie).


Historia systemu Granit


Każda 5-tonowa rakieta Granit niesie w swej głowicy 750 kg ładunek materiału wybuchowego albo głowicę nuklearną. Do tego ma ona systemy dezorientujące oraz możliwość manewrowania przy prędkości lotu wynoszącej 1,6 Ma (ok. 0,53 km/s). Takiej broni nie posiada żadna inna flota na świecie. No, ale ani te okręty ani ich uzbrojenie nie pojawiły się znikąd.


Eksperymenty z rakietami przeciwokrętowymi stanowiącym broń dla floty zaczęły się w ZSRR jeszcze w połowie lat 50. ubiegłego stulecia, kiedy to do takiego celu przeznaczono lotniczy pocisk rakietowy Kometa. Swym zewnętrznym wyglądem przypominała ona myśliwiec MiG-15. W celu rozmieszczenia ich na pokładzie okrętów zbudowano specjalne składane konsole skrzydeł i stateczników pionowych. Pocisk otrzymał oznaczenie S-2 i nadano mu proporcjonalne do wielkości okrętów rozmiary, jego długość wynosiła 8,8 m, szerokość ze złożonymi skrzydłami – 1,93 m, zaś z rozłożonymi – 4,7, wysokość – 2,4 m. Dzięki temu promień rażenia tymi pociskami był dość duży i wynosił 120 km (ok. 65 mil). Główny konstruktor tego pocisku W. Aszik zamierzał uzbroić w nie zbudowane wcześniej artyleryjskie krążowniki typu Czapajew i Swierdłow. Jednakże nie przedłużono eksperymentów w tym kierunku. Natomiast w roku 1959 rakieta S-2 została przyjęta do przeciwokrętowego systemu obrony nabrzeżnej Sopka.


Potem pracami nad rozwojem skrzydlatych pocisków rakietowych klasy woda-woda zajął się znany konstruktor rakiet W. N. Czełomiej. Pod jego kierownictwem, opracowano system rakietowych pocisków klasy głębina wodna-woda P-6 dla okrętów podwodnych Projektu 651 i 675M typu Krasnoarmiejec oraz P-35 dla jednostek, jak to się wtedy mówiło – z odrzutowym uzbrojeniem. Nad tymi pociskami pracowano równolegle i dlatego ich parametry techniczno-taktyczne były podobne. Przeznaczone one były do walki z pojedynczymi i grupowymi celami morskimi na odległości do 350 km (P-6) i 250 km (P35) mając przy tym możliwość wyboru głównego celu z grupy okrętów nieprzyjaciela. (!!!) Były one zainstalowane także na obiektach brzegowych i mogły być uzbrojone w głowice jądrowe. Oba te pociski miały prędkość wynoszącą 1,3 Ma (0,43 km/s). Naprowadzane były na cel w początkowej i środkowej fazie trajektorii za pomocą zdalnego sterowania, a w końcowej fazie lotu przez system samonaprowadzający.


Inne projekty


Projekty przezbrojenia w te pociski rakietowe krążowników konwencjonalnych zostały odrzucone. W dniu 23 lutego 1960 roku, w leningradzkiej stoczni im. A. A. Żdanowa, znanej jako Stocznia Północna położono stępkę pod budowę głównego okrętu Projektu 58Groznyj. Budowano go początkowo jako minowca z uzbrojeniem rakietowym, ale kiedy w 1963 roku wszedł on w skład Floty Północnej, to zaliczono go już w poczet krążowników rakietowych. Decyzje o podwyższeniu rangi okrętu podjęto po strzelaninach rakietowych przeprowadzonych w lipcu 1962 roku, na których był także gensek KC KPZR Nikita S. Chruszczow. Uzbrojenie i parametry taktyczno – techniczne były jednak tak złożone, że miały one sens jedynie od okrętów klasy krążownika w górę.


Pełna wyporność Groznego wynosiła 5.400 ton, długość – 142,7 m, szerokość 16 m, zanurzenia – 5,1 m, zaś turbinowy napęd okrętu o mocy 90.000 KM pozwalała okrętowi na osiągnięcie maksymalnej prędkości rzędu 34,5 kts (ok. 64 km/h). Na pokładzie tego okrętu po raz pierwszy rozmieszczono kompleks skrzydlatych rakiet i zenitalnych pocisków rakietowych (pionowego startu). Śmiercionośne P-35 znajdowały się w dwóch czterokomorowych wyrzutniach pokładowych typu SM-70. Osiem zapasowych P-35 rozmieszczono w czterech parkach amunicyjnych w nadbudówkach. Uzbrojenie uzupełniał kompleks pocisków rakietowych pionowego startu Wołna, których jednostka ognia wynosiła 16 sztuk; dwa stanowiska ogniowe działek 76 mm oraz dwie trzyrurowe wyrzutnie torpedowe 533 mm i dwa 12-lufowe miotacze bomb głębinowych.


Początkowo planowano zwodowanie 10 takich jednostek, ale za Groznym pojawiły się tylko Admirał Fokin, Admirał Gołowko i Wariag. W okresie 1967 – 1969 zbudowano i zwodowano także cztery okręty z Projektu 1134: Admirał Zozulja, Władywostok, Wiceadmirał Drozd i Sewastopol. Sklasyfikowano je jako krążowniki rakietowe – czyli duże okręty – ale w tym przypadku ich „granica kalibrów” wynosiła tylko cztery rakiety P-35 w dwóch podwójnych wyrzutniach.


Krążowniki rakietowe z napędem nuklearnym 


W latach 60. uczeni radzieccy wykonali kilkanaście kompleksowych prac badawczo-rozwojowych: Perspiektiwa, Woschod, Rasswiet i Okiean, które pozwoliły na dogranie wszystkich elementów morskiego uzbrojenia rakietowego. Ich wyniki dały możność zaprojektowania nowej generacji krążowników rakietowych. W rezultacie, w 1973 roku, w leningradzkim Bałtyckim Zakładzie położono stępkę pod ciężki krążownik rakietowy z napędem atomowym Kirow o długości 251 m i wyporze 28.000 ton, który 30 grudnia 1980 roku wszedł w skład floty ZSRR.


Jego podstawowym uzbrojeniem był zestaw 20 pocisków rakietowych klasy woda-woda Granit odpalanych z podpokładowych ukośnych wyrzutni, 96 rakiet pionowego startu z dużym promieniem rażenia typu S-300F z kompleksu Fort-M znajdujących się w 12 ośmiokomorowych wyrzutniach. Uzupełniają je dwie podwójne wyrzutnie rakiet bliższego zasięgu Osa. Do walki z okrętami podwodnymi „Kirow” ma wyrzutnię pocisków rakietowych ZOP klasy woda-głębina wodna typu Raztrub i dwa pięciorurowe aparaty torpedowe kalibru 533 mm, odrzutowe miotacze bomb głębinowych i trzy helikoptery Ka-27 w podpokładowym hangarze. Poza tym ta pływająca twierdza ma swoją artylerię lufową: dwa szybkostrzelne działa AK-100 o kalibrze  100 mm w wieżach i 86 automatycznych działek plot. AK-630 o kalibrze 30 mm, przeznaczonych także do strzelania do nadlatujących pocisków przeciwokrętowych nieprzyjaciela. Prędkość marszowa krążownika wynosi 30 kts (ok. 55,6 km/h), załoga składa się z 610 ludzi, w tym 82 oficerów.


Krążowniki rakietowe nowej generacji


Następnym z tej serii stał się w 1984 roku krążownik Frunze, a w roku 1988 dołączył do nich Kalinin. Budowany pod nazwą Jurij Andropow okręt powinien był opuścić stocznię w 1992 roku, ale wskutek załamania się systemu radzieckiego komunizmu, pierestrojki i reform dopiero w 1998 roku został on zwodowany jako Piotr Wielki.


W roku 1992 jego sisterships zostały przemianowane: Kirow na Admirał Uszakow, Frunze na Admirał Łazariew, a Kalinin na Admirał Nachimow. Poza tym każdy nowy okręt wnosił kolejne poprawki w swej konstrukcji i uzbrojeniu, i tak na Admirale Łazariewie ex Frunze zainstalowano 128  rakiet pionowego startu typu Kindżał o zasięgu 12 km. Na Admirale Nachimowie ex Kalininie uzbrojenie uzupełniono o 6 rakietowo-artyleryjskich zestawów Kortik do walki na krótkim dystansie. Zaś na Piotrze Wielkim zamiast dwóch wież dział AK-100 postawiono jedną dwulufową wieżę z działami typu AK-130 o kalibrze 130 mm.


Jednocześnie w latach 80. została wybudowana seria trzech nowoczesnych krążowników rakietowych z Projektu 1164 typu Sława wyposażonych w 16 pocisków klasy woda-woda Bazalt w pokładowych podwójnych wyrzutniach rakietowych rozmieszczonych po dwóch stronach kadłuba. Ten kompleks jest w stanie trafić w jednostki nieprzyjaciela znajdujące się w odległości 500 km (ok. 270 mil) od okrętu. Same okręty mają skromną wyporność – „tylko” 12.500 ton i długość 186 m. ale jakby na to nie patrzyć, siedem nowoczesnych krążowników rakietowych pozwoli jeszcze przez długi czas Rosji być jedną z morskich potęg tego świata.


Rakiety i Incydent Gdyński


Po opublikowaniu mojego artykułu na temat Incydentu Gdynia’59 pewien Czytelnik nie przebierając w słowach zmieszał mnie z błotem, smołą i pierzem za to, że śmiałem zasugerować, iż w roku 1959 było możliwe zestrzelenie lub strącenie z orbity satelity amerykańskiego przez radziecki pocisk rakietowy. Ów czytelnik argumentował to m.in. tym, że „nawet dzisiaj rzecz taka jest trudna do przeprowadzenia”. Owszem – ale nie wziął pod uwagę jednego, że co innego jest zestrzelić pocisk rakietowy lecący po krzywej balistycznej i w atmosferze, a co innego jest strącić satelitę lecącego po stałej orbicie wokółziemskiej w przestrzeni kosmicznej. To są dwie różne sprawy!


Do zestrzelenia satelity potrzebne są poza rakietą także systemy naprowadzania na cel – a te jak widać z artykułu, a co wyróżniłem wytłuszczoną czcionką – już wtedy nie dość że istniały, to jeszcze wykorzystywano je w pociskach rakietowych P-6 i P-35! A zatem hipoteza głosząca, że za Incydentem Gdynia’59 stoją nie Obcy czy Ufici, ale po prostu amerykańskie i radzieckie próby rakietowe, pierwociny Wojen Gwiezdnych, uzyskała kolejne potwierdzenie. Nie umniejsza to bynajmniej wagi tego Incydentu, ale zmienia jego kwalifikację – z ufologicznej mrzonki i narosłej wokół niej legendy na konkretny „twardy” fakt historyczny.[2]

I jeszcze jedno - w związku z kryzysem w Syrii powróciło pytanie o sens i celowość budowy i eksploatacji krążowników rakietowych. Artykuł ten jest także próbą przybliżenia Czytelnikowi tego tematu. Prawdę powiedziawszy - nie życzyłbym sobie (i nikt zdrowy na umyśle), by temat ten był przerobiony w praktyce na morskim teatrze wojny na Morzu Śródziemnym...
 

Źródło: „Kalejdoskop NLO” nr 16/2009, s. 8
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©





[1] Natomiast radzieckie okręty podwodne SSN (torpedowe) i SSGN (wyposażone w manewrujące pociski rakietowe) doczekały się miana „zabójców lotniskowców”.