środa, 18 grudnia 2013

Czy Asgard to Agharta? (1)



Od dawna zadaję sobie pytanie o to, czy jesteśmy tutaj sami na Ziemi. W czasie moich ufologicznych poszukiwań niejednokrotnie napotykałem na relacje o chtonicznych istotach, których istnienie jest jedną z wszechświatowych legend obok relacji o potopie powszechnym, tajemniczych zjawiskach na niebie, zlodowaceniach, wielkich powodziach, wulkanizmie, gwiazdach spadłych z nieba, przybyszach zza morza czy wreszcie zatopionych wyspach czy nawet kontynentach.


Na temat Agharty i Atlantydy pisałem już na łamach „Nieznanego Świata” i na moim blogu w cyklu „Atlantyda i Agharta”[1], gdzie rozpracowywałem temat ewentualnego istnienia tej mitycznej podziemnej krainy. Tym razem zmieniłem kierunek poszukiwań, o czym poniżej.


W 2002 roku ukazał się w Internecie ciekawy artykuł o Ukrytych Ludziach i innych tajemniczych istotach na Islandii. Pisze Octavia Randolph w artykule pt. „Huldufolk – Ukryty Lud i trolle”[2]:

Islandia jest krajem geologicznie bardzo młodym, ciągle tworzonym przez siły wulkanicznego ognia i lodu, słabo zaludnionym i jednocześnie spektakularnie i dziwnie pięknym. Jest ona niemal całkowicie dziewicza i nieskażona. Dlatego nie jestem zaskoczona, że wysoki procent Islandczyków – jeden z najbardziej zaawansowanych technicznie i wykształconych narodów świata – wierzy w istnienie duchów Przyrody, która to wiara od wieków kwitła w takim środowisku. 53% populacji albo w nie wierzy, albo nie zaprzecza ich istnieniu. Niektóre z nich są bardzo szkodliwe – np. afturganga – czyli zombie powracające po śmierci i próbujące zabrać żyjących ludzi ze sobą. Niektóre są piękne, świetliste istoty, które wyglądają jak anioły czy ogromne, płomienne duchy górskie, które mogą mierzyć nawet kilka metrów wzrostu. Ale najbardziej interesujące są Huldufolk i trolle.


Huldufolk oznacza Ludzie Ukryci i jedna opowieść o nich pochodzeniu dotyczy Ewy – matki ludzkiego stworzenia. Ewa miała wiele dzieci, a kiedy Bóg wyraził wolę jej odwiedzenia, to miała wiele pracy by je umyć i oczyścić przed Jego wizytą. Niestety, nie miała wiele czasu i pewna ilość jej dzieci nie została umyta. Ewa zamiast przedstawić je Bogu – ukryła je przed Nim. Bóg przybył, obejrzał dzieciaki i zapytał Ewę, czy poza nimi miała jakieś inne. Obawiając się, Ewa zaprzeczyła ich istnieniu. W rezultacie tego, dzieci te na zawsze pozostały w ukryciu. To znaczy, póki one nie chcą być widoczne. Z całego świata duchów, tylko Huldufolki są najbardziej ludzkie, z tym są one o wiele bardziej piękni, utalentowani i uroczy. Poza tym wchodzą w stosunki z ludźmi, kiedy i gdzie tylko chcą. Na ogół są one łagodne, ale straszne rzeczy działy się z tymi, którzy zakłócili spokój ich mieszkań, czy je zniszczyli – co doprowadzało do ogromnych przekroczeń kosztów budów, do wypadków i czasami nawet do śmierci.

Nasza przewodniczka Soffia Alice opowiedziała mi tą historię pochodzenia Ukrytych Ludzi, a także – kiedy minęłyśmy duży głaz poza Reykjavikiem – to powiedziała mi, że to był dom jakiegoś Huldufolka. Przypomniałam sobie o tym czytając kilka lat temu opowiadanie Soffii, która odbiła się echem w mediach kiedy to w 1999 roku były trudności w budowie drogi łączącej drogę do tunelu pod Hvalfjordur (Wielorybi Fiord) do miasta Akranes. Maszyny budowlane zawsze psuły się, kiedy zbliżały się do głazu, który miał być przemieszczony. Wezwano zatem miejscową kobietę „widzącą”, która potrafiła dogadywać się w Huldufolkami. Ona poinformowała konsorcjum drogowe, że duchy były przygotowane do opuszczenia tego miejsca, ale potrzebują więcej czasu. Roboty zostały wstrzymane, a po pewnym czasie „widząca” oświadczyła, że budowę można wznowić. Podobnie było w przypadku centrum handlowego Smaralind, które zostało zbudowane w pobliżu siedzib gnomów, więc kable elektryczne i inne podziemne urządzenia zostały przekierowane w celu uniknięcia zakłóceń i zatargów z nimi.

Ale Huldufolki potrafią być bardzo towarzyskie i aktywnie szukają naszego towarzystwa. Czasami pojawiają się w potrzebie. Przywódca związkowy Tryggvi Emilsson jako młody człowiek spadł z urwiska i został wyratowany przez dziewczynę-Huldufolka. Nigdy nie zapomniał jej ujmującego piękna. Czasami to Huldufolkowie potrzebują naszej pomocy. W ostatnich czasach Huldufolkowie prosili ludzkie kobiety o pomoc ich żonom w czasie trudnych porodów. I od czasu do czasu Huldufolkowie obu płci wiążą się z ludźmi… - mówi się, że jest to absolutnie wspaniałe doświadczenie i jest to wielkie szczęście być przez nich wybraną czy wybranym.

Niektóre duchy są ściśle sezonowe. Podobnie jak w innych krajach skandynawskich, Islandczycy mają św. Mikołaja – Jólasveinar. Na Islandii jest to 13 synów złego ogra Gryla, znanego z tego, ze porywa niegrzeczne dzieci do swego garnka z kipiącym gulaszem., (Nawet Soffia Alice została ostrzeżona, by być grzeczną, bo dziewczynki też mogą być porwane przez Gryla.) […] W ostatnich czasach poziom wybryków Jólasverinar obniżyły się ze złości do złośliwości i teraz nie okradają oni rodzin, a często pozostawiają drobne upominki w bucikach dziecięcych.

Następnymi istotami są trolle. Jest to rasa olbrzymów, które budują swe skaliste domostwa na powierzchni Islandii. Ale są to przede wszystkim istoty Nocy, obawiające się Słońca. W zimowych ciemnościach mogą szaleć bez obawy o to, że o świtaniu muszą zmienić się w kamienie oświetlone promieniami Słońca. Stąd właśnie wiele dziwnych formacji skalnych wznosi się nad równinami z lawy. Mówi się o nich, że to są skamieniałe trolle. […]       


I jeszcze jeden ciekawy materiał o Obcych na Islandii. Oto artykuł Coliny Nickerson z „Boston Globe”:


Na Islandii, duchy są w świecie materialnym
Wielu wyspiarzy wierzy w istoty z innego świata


HAFNARFJORDUR, Islandia – To jest trudny kraj do stawiania budynków czy budowy dróg. Nie chodzi tutaj o wrzące gejzery, wściekle dmące wiatry i mrozy na pustkowiach. Tu nie chodzi o ostre lawowe skały, bo to, co przeszkadza budowniczym jest ukryte poniżej nich.
- Istnieje wiele istot pod naszymi kamieniami – powiedział Brynjolfur Snorrason – folklorysta często proszony do wykonawców o poradę, jak uniknąć miejsc zamieszkałych przez islandzkie Alfury czyli Elfy i inne rzadko spotykane istoty, których obecność wciąż wydaje się przenikać naród zamieszkujący tą północną wyspę.


Inżynierowie budujący autostradę w ostatnich latach, zostali zmuszeni do zmiany trasy drogi wokół rzekomych miejsc zamieszkanych przez Elfy. Podobnie jak budowniczowie pierwszego w tym kraju centrum handlowego zadbali o układanie kabli elektrycznych oraz innych instalacji z dala od miejsc podejrzanych o to, iż są to siedziby Krasnali i Wróżek. Pary małżeńskie planujące budowę nowego domu muszą zatrudniać „widzących Elfy”, aby zapewnić sobie spokój ducha.


Na Islandii takie środki ostrożności są postrzegane jako coś normalnego i oczywistego!  

- To jest dziwny kraj – powiedział Arni Bjornsson, szef badań etnologicznych w Narodowym Muzeum Islandii. – Nawet wykształceni inżynierowie, którzy mówią, że nie należy trzymać się przesądów, nie zbuduje drogi wokół jakiegoś wzgórza czy głazu, by nie podejmować ryzyka obrażając Elfy.

Islandczycy uwielbiają się chwalić, jak ich ukochana wyspa i republika maszeruje w pierwszym szeregu najbardziej rozwiniętych państw we współczesnych czasach. Umiejętność czytania i pisania wynosi 100%. Ubóstwo wynosi 0%. Wysoka technologia jest wszechobecna.

Islandia jest jednym z najbardziej oddalonych geograficznie krajów Europy – słabo zaludniona kraina ognia i lodu wyrasta z północnego Atlantyku, tuż pod kołem podbiegunowym – ale jest doskonale połączona z resztą świata.

A także przepełniona elfami, gnomami, trollami, wróżkami, i unikalnymi istotami zwanymi Huldufolkami lub Ukrytymi Ludźmi. Islandia ma także przesyt Świętych Mikołajów, których jest aż 13! […]
Prezydent Islandii – Olafur Ragnar Grimsson  -  teoretyzuje, że przesyt istotami duchowymi u Islandczyków wynika z poczucia samotności i izolacji.
- Islandczycy są nieliczni od dawnych czasów, ale i tak ilość mieszkańców podwoiła się z opowieści o elfach i wróżkach – powiedział on w wywiadzie w swej rezydencji Bessastadir, która znajduje się na odległym wrzosowisku, gdzie wieją wiatry zimowe, a dale morza pienią się na dziwnie ukształtowanych formacjach lawy.

Nawet dzisiaj, 273.000 osób zamieszkuje ląd o wielkości mniej więcej stanów Maine i Massachusetts. A Islandczycy nadal na serio biorą ludowe podania od duchach: badania opinii publicznej i badania naukowe wskazują, że ponad połowa twierdzi, że one istnieją, 10% twierdzi że jest to „możliwe” i „prawdopodobne”, że dzielą oni swoją wyspę z „innymi” – od zrzędliwego trolla mieszkającego na lodowcu do Ukrytego Ludu.

Ta wiedza staje się sporadycznie zmorą inżynierów budowlanych i deweloperów. W latach wcześniejszych musiano zmienić na Islandii bieg autostrady prowadzącej z Reykjaviku, bowiem uważano, że będzie ona przeszkadzała Elfom, które tam zamieszkują.
- Są ludzie, którzy wierzą w Elfy, a my staramy się okazywać szacunek dla wierzeń ludowych – powiedział Victor Ingolfsson – urzędnik z Wydziału Dróg i Autostrad. – Jeżeli to oznacza budowanie drogi wokół kamienia Elfów, to staramy się do tego dostosować.

Taka otwartość może być tylko samoobroną. Opowieści obfitują w przypadki złamanych kończyn, zepsutych urządzeń i innych nieszczęść, które ponieśli budowniczowie, którzy ośmielili się iść tam, gdzie wedle tradycji zamieszkują Elfy.
- W większości przypadków Huldufolkowie są nieszkodliwi, a nawet delikatnymi istotami – powiedział Magnus Skarpenhedisson – nauczyciel i ekspert od Elfów. – Ale jeżeli się je okłamuje czy ogłupia, to mogą wydarzyć się złe rzeczy. Może skończyć się na tym, że projekt będzie miał przekroczenia kosztów. Ale też mogą się zdarzyć choroby. Albo śmierć. Przeszkadzanie Elfom może być bardzo niebezpieczne.

Są oczywiście i sceptycy – wśród nich jest pracownik Muzeum Narodowego Bjornsson.
- Ukryty Lud zapewnił wspaniałą wymówkę dla wszelkiego rodzaju  pracowników niezdarnych: „ja nie zniszczyłem szefie tego spychacza, to zrobił Elf”!

Bjornsson jest jednym z czołowych ekspertów od folkloru na Islandii, nazywa siebie niewierzącym, dodaje szybko:
- Ale nie całkowicie, nie na 100%. Trudno być naukowcem w kraju tak spektakularnie dziwnym, jak nasz.

Islandia została po raz pierwszy zaludniona pod koniec IX wieku n.e. przez Wikingów z Norwegii i w mniejszej liczbie Gaelitów z Wysp Brytyjskich. Ukazało się im niesamowite, bezdrzewne pustkowie, jeszcze w pierwotnym ferworze tworzenia – z rozległymi kłębami pary i jej syczeniem z otworów geotermalnych, wulkany tryskające ogniem i nowe wysepki tworzące się tuż przy brzegach wyspy… […]

Te rzadko spotykane rasy zamieszkujące Islandię nazywane są różnie, m.in. gnomy, elfy, świetliste wróżki (siostry disneyowskiego Dzwoneczka), krasnoludy, krasnoludki i duchy górskie. Większość z nich ma swe odpowiedniki w innych krajach i ich folklorze. Ale Huldufolkowie lub Ukryci Ludzie na Islandii to jest unikalna rasa: bardzo towarzyscy, ubrani w bajecznie kolorowe stroje i zamieszkują coś w rodzaju wszechświata równoległego do naszego.

- Ale czasami zapraszają ludzi do swych domów na klifie na pogawędkę i naleśniki – mówi Skarpenhedisson.

Nieuchronnie dojdzie do próby skomercjalizowania i tego zjawiska. Niektórzy Islandczycy już chcą zarabiać na Elfach. Agencja turystyczne już wydają mapy Ukrytego Świata w celu pokazania lokalizacji siedzib Elfów. W ofercie jest również zwiedzanie Krainy Elfów. Wszystko to jest jednak mniej kłopotliwe dla purystów folklorystycznych, niż próby wmawianie Islandczykom, że duchów nie ma… […][3]                       


CDN.