środa, 30 września 2015

Dokumenty do tajnego wykorzystania

Adolf Hitler i jego sztab


Anatolij Ponomarenko


W 2004 roku, w Londynie został znaleziony tajny plan brytyjskich służb specjalnych zapobiegania aktom terroru w porcie lotniczym Heathrow: systemu obserwacji, schemat rozmieszczenia snajperów, itd. Dokumenty te walały się na drodze…

Zabierając się za planowanie niespodziewanego ataku na sąsiadów, rządzący politycy w głębokiej tajemnicy, w wąskim kręgu opracowują i przyjmują zasadnicze decyzje. Potem w największej tajemnicy zaczyna pracować sztab generalny opracowujący plany ataku. I na koniec opracowane plany docierają do bezpośrednich wykonawców: dowództw armijnych, lotniczych i morskich. Ilość ludzi wtajemniczonych w nie rośnie w postępie geometrycznym w miarę zbliżania się dnia W. Zwiększa się i intensyfikuje cyrkulacja tajnych dokumentów wojskowych, zawierających zadania dla jednostek wojskowych. Zaczynają się przemieszczać wojskowi kurierzy przenoszący te dokumenty. A wszystko przebiega w warunkach szczególnej tajności, szczególnie że kierownictwo kraju cały czas i na wszystkie strony świata oświadcza, że absolutnie nie zamierza na nikogo napadać. Ale czasami oficer, wojskowy kurier spotyka swego frontowego kolegę, którego nie widział Bóg wie ile lat. I oni decydują się dać sobie jednego…


Nie siedzicie w pubie do późna…


Major Raihenberger spotkał się ze starym frontowym kolegą majorem Heinmansem, dowódcą bazy lotniczej Luftwaffe w Londenheide, położonej nieopodal Münsteru. Lotnicy posiedzieli za kieliszkami, wspominając dawne dni, towarzyszy broni, którzy nie wrócili z Wielkiej Wojny. Reihenberger chciał – z wielkim żalem – przerwać to spotkanie. Musiał rano wyjechać pociągiem do Kolonii z tajnymi dokumentami dla 2. Floty Powietrznej. Ale Heinmans namówił go na dłuższe posiady, bowiem on sam też musiał jechać do Kolonii i też miał odbyć lot w samolocie łącznikowym Me-108.

Bohaterowie tej afery - mjr Reihenberger i mjr Heinmans oraz...
... samolot Me-108, którym dolecieli do Belgii

Następnego dnia, 10.I.1940 roku, był słoneczny i mroźny. Chociaż w Ruhrze oczekiwano, że pogoda będzie według prognozy, to gdzieniegdzie wisiała mgła. Reihenberger był komendantem szkoły desantowo-spadochronowej i w tym czasie pracował on nad planem desantu spadochronowego na Belgię i Holandię. Był on odkomenderowany do sztabu 7. Dywizji Powietrznej, do której należały wszystkie powietrznodesantowe pododdziały Niemiec i wykonywał tam funkcję oficera łączności. Reihenberger doskonale wiedział, że nie wolno przewozić tajnych dokumentów samolotami, ale w tym przypadku ryzyko było minimalne. Wszystkiego było tam 125 km do Kolonii, nowym wspaniałym samolotem, z doświadczonym lotnikiem. I jakieś 20 minut lotu.


Zaczynają się przeciwności


Mgła nad Ruhrą okazała się bardzo nieprzewidywalną. Kiedy według czasu lotu powinna się pokazać Kolonia, Heinmans zszedł na niższy pułap i ujrzeli oni zaśnieżoną ziemię. Ale gdzie Ren? Pilot zmienił kurs, i na przedzie pojawił się ciemny pas – rzeka. Ale Ren był szerszy od tej rzeki. A tutaj naraz jeszcze zaczął „kichać” silnik, i w końcu padł. Trzeba było lądować awaryjnie. Szybko znaleziono odpowiednie pole, ale nie wiadomo skąd pojawiły się dwa drzewa, które lekko i czysto ścięły „messerowi” skrzydła.

Lotnicy przeżyli to twarde lądowanie, ale Reihenbergerowi mina się wydłużyła – jego czekała co najmniej dyscyplinarka za naruszenie instrukcji o przewozie tajnych dokumentów. Wkrótce pojawił się miejscowy chłop.

- Gdzie my jesteśmy? – zapytali oficerowie. Staruszek coś tam odpowiedział, ale lotnicy go nie zrozumieli. Natomiast doskonale zrozumieli, że ten chłop – ku ich przerażeniu – mówił po francusku. Reihenberg zaczął nerwowo szukać zapałek, żeby natychmiast spalić dokumenty. Zapałki znalazły się u francuskiego chłopa. Ukrywszy się za jakimś wzniesieniem oficerom udało się spalić niebezpieczne papiery.


Pogranicznicy nie przepuścili


Niemieccy lotnicy mieli pecha, bo nieopodal znajdował się posterunek kontrolny belgijskiej armii i wkrótce nadbiegli żołnierze. Szybko zorientowali się, że mają przed sobą niemieckich oficerów i że jeden z nich próbuje spalić jakieś papiery. Żołnierz bez dalszej konwersacji zgasił niedopalone kartki i włożył je do teczki kuriera porzuconej obok.

Wkrótce motocyklem przyjechał belgijski kapitan Roderick i zainteresował się tym, co robią na terytorium Belgii dwaj niemieccy oficerowie. Piloci wyjaśnili, że we mgle zeszli z kursu, padł im silnik samolotu i że dokonali awaryjnego lądowania. Okazało się, że samolot zboczył z kursu o 100 km na zachód od Kolonii i doleciał na terytorium Belgii. Kpt. Roderick doprowadził Niemców do wartowni. Wkrótce przybył komendant miejscowej żandarmerii w celu spisania protokołu. Żandarm choć słabo mówił po niemiecku od razu zorientował się w wartości papierów.


Próby poprawy sytuacji


Po wyjściu żandarma, Heinmans poprosił o pozwolenie pójścia do toalety. Rodrick wstał i odszedł od stołu, by wyprowadzić Niemca z wartowni. Na to tylko czekał Reihenberger – złapał papiery i wrzucił je do rozpalonego pieca. Jednakże Belg popisał się znakomitym refleksem – odepchnął Niemca od pieca i gołymi rękami wyjął papiery z ognia. Niemiec powrócił na krzesło i zakrył twarz rękoma.

Nawet z wpół spalonych dokumentów jasno wynikał plan agresji...

Kiedy Roderick się uspokoił, Reihenberger poprosił go o zwrócenie mu pistoletu, by się zastrzelić. Nieudaczny kurier bowiem rozumiał, że dla niego wszystko się skończyło. Próbował odebrać pistolet Rodrickowi, ale ten się nie dał i znów posadził Niemca na krześle. Kurier znów usiadł i podparł głowę rękami.


Gorączkowa działalność dyplomatów


Po czterech godzinach do wartowni dotarł major belgijskiego wywiadu. Przejrzał papiery i od razu zrozumiał, że przed sobą ma plan ataku na Belgię i Holandię. Niemców z papierami zawieziono do Brukseli. Dokumenty wywołały szok w belgijskiej stolicy. Przecież na dniach Hitler oznajmił, że będzie szanował neutralność Belgii i Holandii. Oznaczało to, ze kłamał po to, by niespodzianie uderzyć na oba kraje tak, by nie dać im czasu na sojusz a Anglią i Francją.

Niemiecki attache wojskowy zażądał dopuszczenia go do pilotów, zaś Belgowie zgodzili się na spotkanie w dniu następnym. Pierwszym pytaniem attache było:
- Czy zdążyliście zniszczyć dokumenty?

Obaj oficerowie odpowiedzieli, że spalili wszystkie poza kilkoma fragmentami. Od razu po spotkaniu attache wysłał do Berlina telegram o treści:

Reihenberger zeznał, że spalił pocztę. Pozostałości są mało znaczące.

Teraz Belgowie byli przekonani, że dokumenty były autentyczne i że inwazja wkrótce się zacznie.


Przygotowania obronne


Belgijska armia zaczęła przygotowywać obronę na kierunku głównych niemieckich uderzeń ukazanych w papierach, które dosłownie spadły z nieba. Król Belgów Leopold III zdecydował się powiedzieć o przechwyconych dokumentach Holendrom, Anglikom i przede wszystkim Francuzom, na których pomoc on liczył. Generał Maurice Gustave Gamelin – głównodowodzący francuskiej armii – szybko zwołał radę wojenną na dzień następny, tj. na 12 stycznia. Informacja ta stała się sensacją i dla Francuzów.

W toku tej narady, szef francuskiego wywiadu wojskowego płk Louis Rivée powiedział, że jak dotąd to nie ma żadnego ruchu Wehrmachtu w kierunku granicy. Ale znając charakter Hitlera było całkiem możliwe, że Niemcy zaczną atak bez specjalnych przygotowań. Gamelin i jego generałowie mieli niejakie wątpliwości. Każdy sztab generalny rozpracowuje plany wojny ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Tak na wszelki wypadek. Tak czy owak, gen. Gamelin nie wykorzystał otrzymanej szansy wzmocnienia obrony kraju.

[Gen. Gamelin – podobnie jak i cały Zachód – nie wyciągnął zasadniczych wniosków z wojny domowej w Hiszpanii oraz kampanii wrześniowej w Polsce, gdzie Hitler wcielił w życie koncepcje tzw. Blitzkriegu – wojny błyskawicznej, co się zemściło na Belgii, Holandii i Francji oraz siłach BEF/BKE we Francji, tym bardziej, że wojna w Polsce była obserwowana przez francuskich i brytyjskich obserwatorów wojskowych, z których jedynie płk Charles de Gaulle (późniejszy generał i prezydent Francji) rozumiał i w pełni doceniał skoordynowaną współpracę w czasie ofensywy lotnictwa, broni pancernej i piechoty zmechanizowanej, co pozwalało Niemcom na osiągnięcia szybkiej przewagi i zniszczenia nieprzyjaciela – uwaga tłum.]


Reakcja Hitlera


Hitler, kiedy dowiedział się o tych wydarzenia, wpadł w nieopisaną wściekłość. Powiedziano mu, że obaj oficerowie pili do późna w noc, mając w rękach ultratajne dokumenty i wyręczając przyjaciela Heinmans zdecydował się dostarczyć je samolotem. Ale Hitler znając nastawienie wyższych oficerów, którzy uważali wojnę za samobójstwo dla armii i kraju zdecydował, że było to celowe przekazanie informacji nieprzyjacielowi. Znalazł on też sposób na oszukanie generałów – tak swoich jak i obcych.

Wojska niemieckie szybko skoncentrowały się na granicy, ale jej nie przekraczano. Postawszy na granicy vis-à-vis wojsk francuskich, brytyjskich, belgijskich i holenderskich, Niemcy pograli im na nerwach i powrócili do koszar. W ciągu dwóch tygodni, poderwane alarmem niemieckie dywizje szybko przemieściły się ku granicy, i… powróciły do koszar wywoławszy spory postrach u zjednoczonych nieprzyjaciół. Jeszcze kilka tygodni działo się tak samo. Dziesięć razy niemieckie wojska pomiędzy 15 stycznia a 10 maja ćwiczyły „inwazję”. Na dziesiąty raz, w dniu 10 maja, Wehrmacht już nie powrócił do koszar i wtargnął na terytoria Belgii i Holandii.

A co z naszymi bohaterami Reihenbergiem i Heinmansem? Kiedy Hitler zaczął najazd, wysłano ich do Anglii, a potem do Kanady, gdzie spokojnie przetrwali do końca wojny. Mieli dobrych aniołów stróżów…


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 11/2015, ss. 6-7

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©