środa, 8 czerwca 2016

Ginava i atom





Kiedy wrzuciłem do Internetu mój materiał na temat ochronnych możliwości piramid, które de facto mogłyby być po prostu bunkrami ochronnymi przed meteorytami – a w domyśle także przed innymi gwałtownymi zdarzeniami tego rodzaju – w tym zastosowaniu broni masowego rażenia – BMR. Nie jest bowiem powiedziane, że poprzednie cywilizacje Atlantydy i Atlantyki nie toczyły wojen z użyciem tychże, zaś relacja Platona zawarta w „Timajosie” i „Krytiasie” mówi wprost o wojnach zaborczych toczonych przez Atlantydów. 

Tymczasem Zofia Piepiórka „Eleonora” zwróciła moją uwagę na brzegi Bałtyku, gdzie mogą znajdować się piramidy zbudowane za czasów poprzedniej cywilizacji czy nawet supercywilizacji. 

Kiedyś zastanawiałem się nad pewnym problemem – skoro Atlantydzi mieli tak potężną cywilizację, to jakie mieli źródła energii? Wszak energia, jej uzyskiwanie i jej konsumpcja, stanowi wyróżnik jej wielkości. Zdobywanie energii na macierzystej wyspie – jak mi się wydaje – nie stanowiło żadnego problemu, bowiem stojąca na tzw. „gorącym punkcie” duża wyspa (której rozmiary porównuję z rozmiarami Islandii, która też stoi na takim „hot spocie”) musiała mieć ogromną ilość gorących źródeł – a co za tym idzie – energii geotermicznej po dziurki w nosie. Poza tym oczywiście – energia słoneczna. Położona na zwrotniku wyspa, której centrum znajdowało się gdzieś w okolicy punktu opisanego współrzędnymi: N 31°39’48” – W 028°11’02”, gdzie głębokość oceanu wynosi ok. 2800 m. Istnieje tam dziwna kolista formacja, która przypomina kalderę  z wulkanicznym szczytem pośrodku. Szczyt ów ma swój najwyższy punkt ok. 957 m, a zatem wysokość tej formacji nad dnem oceanu wynosi lekko licząc 3350 m! 


Zresztą cała ta okolica pomiędzy Cieśniną Gibraltarską a Atlantyckim Rowem Śródoceanicznym wygląda niezwykle i tajemniczo, a jej wygląd dziwnie pasuje do opisu wyspy Atlantydy, zanim nadeszły „jeden dzień i jedna noc okropna”.
Do czego zmierzam, ano do tego – że w przypadku Atlantydy rzeczywiście najbardziej pasuje model wyniesionego fragmentu dna morskiego przez strumień gorącej magmy z wnętrza Ziemi. z niewiadomych przyczyn strumień ten przesunął się i wyspa po prostu zapadła się pod swym własnym ciężarem – efekty znamy. Cywilizacja Atlantydy przestała istnieć… To znaczy przestało istnieć jej centrum, metropolia, bo pozostały atlantydzkie kolonie w Afryce, Europie i obu Amerykach. I to właśnie taką kolonią nad Bałtykiem, takim dominium mogła być właśnie Ginava – i otaczające ją osady. 

O ile na słonecznym zwrotnikowym Atlantyku, w wulkanicznych regionach Atlantydzi mieli dosyć energii termicznej i słonecznej, to na pochmurnych wybrzeżach Morza Bałtyckiego o słońce było trudno, a i wulkanów nie było, więc pozostały tylko wiatry, prądy morskie, wody rzek i energia jądrowa. A teraz najciekawsze, a mianowicie – poszukując informacji na temat działalności hitlerowskich uczonych-atomistów do opracowania „Wunderland – pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy” natrafiłem na informację, że - i tu mamy to najciekawsze – otóż Gdynia/Ginava została zbudowana na pokładach rud uranowych – uraninitu – (Th, U)O2, U3O5, które znajdują się dzisiaj na głębokości poniżej 40 m i na obszarze Polski Północno-Wschodniej.[1]


 
Ale rudy uranowe to nie wszystko. W piaskach bałtyckich znajduje się monacyt, niezwykle ciekawy minerał zawierający także REE – (U, Ce, La, Nd, Th, Y, Pr)PO4. Monacyt występuje także w pegmatytach Szklarskiej Poręby. 

Jeżeli idzie o Bałtyk, to najwięcej go jest w piaskach Ławicy Słupskiej i Ławicy Odrzanej.[2] Piaski monacytowe są także w piaskach plażowych w okolicach Gdyni.[3] Być może zostały one przyniesione przez wody nieistniejącej już rzeki? Ale skąd? 



Wracając do pokładów uranu nad Morzem Bałtyckim, to wcale bym się nie zdziwił, gdyby zostały odkryte ślady eksploatacji sprzed tysięcy lat. z drugiej strony tych śladów mogłoby już dawno nie być – nie zapominajmy bowiem, że przez te tereny i akweny przewaliły się cztery zlodowacenia, które literalnie mogły je zetrzeć z powierzchni ziemi i zdekontamitować wszelkie ślady radioaktywności. I chociaż okres półrozpadu T1/2 dla 238U* wynosi 4,47 x 109 lat, to wszystkie atomy uranu i produkty jego rozpadu mogły być zmiecione wiatrami, spłukane deszczem czy w inny sposób usunięte ze środowiska i śladu dzisiaj po nich nie ma…  


Tak w największym skrócie wyglądałoby rozwiązanie zagadki powstania Ginavy w tym, a nie innym miejscu. Zastanawiającym jest także inny fakt, a mianowicie – czy ma to jakiś związek w tajemniczym obiektem z dna Zatoki Botnickiej, który znalazła ekipa szwedzkiej grupy badaczy i eksploratorów Ocean X? Bo jeżeli jest to jakiś megalit obrobiony ludzką ręką w niewiadomym (na razie) celu – opowiastki o pozaziemskim statku kosmicznym, jakimś Falconie Millenium wkładam pomiędzy bajki – to kto wie, czy nie mamy do czynienia z jakimś urządzeniem energetycznym w jakiś sposób związanym z Ginavą i innymi miastami z dalekiej Przeszłości???  

 Ilustracje - Internet


[1] R. Leśniakiewicz, M. Jesenský – „Wunderland: pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy”, Warszawa 2001.
[3] E. Szelęg – „Atlas minerałów i skał”, Pascal 2007.