sobota, 31 grudnia 2016

List do prezydenta RP



Pogoda, Przyroda & Jordanoviana: List do prezydenta RP:

List w sprawie tzw. Ustawy deubekizacyjnej.  Pan prezydent rzeczoną Ustawę podpisał.  Wynika z tego, że postawił się w jednym szeregu z przestępcami pospolitymi i mafią, która działała i nadal ma się świetnie w naszym kraju. Cóż - nienawiść i pragnienie zemsty zaślepia i ogłupia - quod erat demonstrandum. Zresztą po tym prezydencie niczego innego nie można się było spodziewać...   

czwartek, 29 grudnia 2016

Ziemia w stanie wojny: UFO podejrzane o sabotaż?



Katastrofa Progressa


George A. Filler III (MUFON)

 
Rosyjski statek dostawczy zaginął po starcie z kosmodromu

Pięć misji dostawczych na ISS zostało zniszczonych w ciągu kilku ostatnich tygodni. Jedna z nich jak się wydaje, została zniszczona przez UFO. W przeszłości wiadomo było, że UFO prawdopodobnie stoją za zestrzeleniem kilku samolotów i promu kosmicznego… Astronauci na pokładzie ISS nie powinni być zbytnio pokrzywdzeni przez fiasko rosyjskiej misji statku Progress 65 z dnia 1.XII.2016 roku – jak powiedzieli oficjele z NASA. 

Tak więc 6 astronautów mieszkających na pokładzie ISS będzie OK., pomimo fiaska misji Progressa 65 i późniejszej eksplozji tego dostawczaka. 

Bezzałogowy statek Progress 65 spadł z powrotem na Ziemię wkrótce po starcie w czwartek, 1 grudnia, najprawdopodobniej wskutek awarii III stopnia rakiety nośnej Sojuz. Statek kosmiczny i jego 2,36-tonowy ładunek żywności, sprzętu i innych rzeczy spłonął w atmosferze nad Południową Rosją – jak oświadczył rosyjski oficjel.[1] Rosyjskie bezzałogowe statki kosmiczne Progress są wołami roboczymi krajowej floty kosmicznej. Można to zobaczyć na stronie internetowej WWW.space.com/infografic.

Statek kosmiczny H-II Transfer Vehicle - HTV z Japońskiej Aerokosmicznej Eksploracyjnej Agencji (JAXA) jest przygotowywany do wystrzelenia do ISS w piątek, 9 grudnia – dodał on, omawiając kolejny z czterech automatycznych statków dostawczych, które aktualnie dostarczają zaopatrzenie na ISS. (Pozostałe dwa statki to Dragon i Cygnus, które zbudowało amerykańskie firmy Space-X i Orbital ATK.) 

- Poza amerykańską żywnością na pokładzie znajdowały się części zamienne do kontroli środowiska na stacji i systemów podtrzymania życia, sprzęt badawczy, odzież dla załogi i inne rzeczy niezbędne do życia – NASA oświadczyła w czwartek. 

Sześcioosobowa załoga na pokładzie ISS składa się z astronautów Shane’a Kimbougha (dowódca 50 Ekspedycji) i Peggy Wilson oraz kosmonautów Olega Nowickiego, Andrieja Borisenki i Siergieja Ryżnikowa oraz Francuza Thomasa Pesqueta.

Załogi ISS miały już wcześniej problemy pogodowe z misjami zaopatrzeniowymi. Statek Cygnus został utracony wkrótce po odpaleniu w październiku 2014 roku, kiedy jego rakieta nośna Antarres eksplodowała, czy np. kiedy statek Progress 59 nie doleciał do ISS po wystrzeleniu go w kwietniu 2015 roku. A także wyprodukowana przez Space-X rakieta Falcon 9 rozleciała się w 3 minucie po starcie w czerwcu 2015 roku, nie dostarczywszy dostawczego statku Dragon.

Eksplozja Antarresa


„Antarres”


Prywatny statek zbudowany przez Orbital Sciences, wystrzelony do ISS skończył swój lot w ognistej eksplozji w sekundę po włączeniu zapłonu w wtorkowy wieczór, 28 października. Orbitalna, bezzałogowa rakieta Antarres eksplodowała w jaskrawej kuli ognia krótko po tym, jak wystartowała z Wallops Flight Facility, VA, o godzinie 18:22 EDT w dniu 28.X.2014 roku, spadając z powrotem na wyrzutnię zamieniając się w płonący stos. 

Antarres wynosił na orbitę bezzałogowy statek orbitalny Cygnus, który wiózł na swym pokładzie 5000 lbs/2268 kg żywności, przyrządów naukowych i innych rzeczy niezbędnych do orbitowania – trzecia misja dostawcza do ISS która kosztowała NASA 1,9 mld USD. Możecie zobaczyć powyżej zdjęcie eksplozji Antarresa


Dragon i UFO


„Dragon” zniszczony…


Statek dostawczy Dragon poleciał w stronę ISS wystrzelony z Cape Canaveral AFB na Florydzie, w dniu 28.VI.2015 roku i eksplodował w czasie lotu. Space-X chciał spróbować zmusić do lądowania III stopień rakiety Falcon 9 na powierzchni oceanu. 

Kosmiczna misja statku Space-X CRS-7 skończyła się katastrofą w dniu 28.VI.2015 roku, kiedy dostawczy statek Dragon leciał w kierunku ISS. Został on wystrzelony z Cape Canaveral. Po rutynowym odpaleniu Falcona 9 doznał on skoku ciśnienia w zbiorniku ciekłego tlenu w górnym (II) stopniu rakiety, w 139 sekund po starcie, w rezultacie czego misja się skończyła fiaskiem.

Na początku lotu, I stopień rakiety nośnej, mający 9 silników typu Merlin 1D, pracował normalnie; II stopień kontynuował pracę w czasie skoku ciśnienia, co spowodowało nieszczęście. Co ciekawe, statek kosmiczny Dragon nie tylko przetrwał eksplozję, ale nawet kontynuował komunikację radiową, zanim wszedł poza horyzont i wyszedł z zasięgu łączności.

Space-X prowadziło dochodzenie pod nadzorem FAA i udziale NASA oraz USAF. Wstępne analizy sugerowały, że skok ciśnienia został spowodowany w zbiorniku ciekłego tlenu w górnego (II) stopnia, który z kolei został spowodowany przez wadliwą część pomocniczego elementu konstrukcyjnego (rozpory) wewnątrz II stopnia. Kilkaset takich rozpór leciało w każdej rakiecie typu Falcon 9 bez żadnych problemów. Rozpora, która jak sądzi się nawaliła, została zrobiona z materiału certyfikowanego na wytrzymanie siły 10.000 lbs/~4530 kG, ale rozleciała się pod wpływem siły 2000 lbs – pięciokrotnie mniejszej… Dokładne zdjęcia konstrukcji członu nie ukazują żadnych widocznych wad czy uszkodzeń.

Zagłada Cygnusa


Eksplozje „Falconów 9”


Reporter ze Space.com Mike Wall donosi:
Eksplozja rakiety nośnej Falcon 9, która miała miejsce rankiem 1.IX.2016 roku, została sfilmowana na wideo i widocznym jest przebieg tych wydarzeń. NIEZNANY OBIEKT LATAJĄCY, być może dwa, był widziany jak poruszał się koło rakiety tuż przed i w czasie wybuchu. Utrata Falcona 9 jest wciąż niewyjaśniona – jak oświadczył założyciel firmy Space-X Elon Musk i napisał tak na Twitterze, na swym koncie @elonmusk

Inny raport mówi o dwustopniowej rakiecie nośnej Falcon 9 i jego ładunku – satelicie komunikacyjnym nazwanym Amos-6, który został zniszczony w czasie testu silników w czwartek, który jest częścią standardowego protokołu do planowanego na sobotę, 3 września, startu z Cape Canaveral AFB na Florydzie.
- Anomalia, która zrodziła się w zbiorniku tlenu II stopnia miała wpływ na dostarczanie paliwa do silników pojazdu. II stopień rakiety eksplodował o godzinie 09:07 EDT/13:07 GMT, tworząc dramatyczną ognistą kaskadę sfilmowaną przez US Launch Report – organizację non profit, która pomaga niepełnosprawnym weteranom oglądać starty rakiet. Eksplozja wydarzyła się w 71. sekundzie nagrania wideo.  
   
Początkowo kula ognista szybko wypełnia pole widzenia po lewej stronie pola widzenia, a po kilku sekundach później Amos-6 wali się na ziemię powodując serię kolejnych eksplozji. Najwięcej misji do ISS zaliczyły statki Progress. Wystrzelono ich ponad 150, wszystkie poza Progress M-12M, Progress M-27M i Progress MS-04/65P dotarły do miejsca przeznaczenia, bez żadnych problemów i strat w ludziach po ich wystrzeleniu. Jakieś 19 misji doleciało szczęśliwie do ISS, ale potem miała miejsce seria niepowodzeń. Ich przyczyną były serie wypadków albo interwencji.




Strata „Columbii”


W dniu 1.II.2003 roku, prom kosmiczny Columbia uległ katastrofie w czasie powrotu na Ziemię zabijając 7 astronautów, którzy znajdowali się na pokładzie. NASA zawiesiła loty promów kosmicznych na ponad dwa lata, w czasie których prowadzono dochodzenie w sprawie tej katastrofy. 

Ekipa dochodzeniowa doszła do tego, że to duży kawałek pianki z poszycia zewnętrznego zbiornika paliwowego wahadłowca fatalnie uderzył w jego skrzydło. Problem z piankową wykładziną był znany od dawna. Około 82 sekundy po starcie Columbii kawał pianki wypadł z „dwunogiego wspornika” który mocował zbiornik do kadłuba wahadłowca.

Kawał pianki mógłby uderzyć w lewe skrzydło. Jej uderzenie nie było widoczne, widać było tylko sproszkowaną piankę po uderzeniu. 

Tak naprawdę, to żaden odłamek czy kawałek pianki nie uderzył w lewe skrzydło wahadłowca. Zwłaszcza kiedy Columbia poruszała się z naddźwiękową prędkością poprzez warstwy atmosfery w przestrzeń kosmiczną. Innymi słowy mówiąc, w takim przypadku katastrofa miałaby miejsce w wchodzenia na orbitę wahadłowca – a tego nie było… 

W czasie katastrofy przyjąłem doniesienia o obserwacji UFO nieopodal wahadłowca. Prom kosmiczny Columbia rozpadł się w płomieniach nad Teksasem w dniu 1.II.2003 roku, po tym jak został uderzony przez tajemniczą purpurowo-zieloną smugę czy obiekt, który – jak widać – zderzył się z Columbią. 

Tajemniczy błysk na Columbii...


CZY TO TAJEMNICZY BŁYSK SPOWODOWAŁ
KATASTROFĘ WAHADŁOWCA?

Teksas – Wahadłowiec Columbia rozpadł się w płomieniach nad Teksasem w dniu 1.II.2003 roku po tym, jak tajemnicza purpurowo-zielona smuga lub obiekt uderzył w prom kosmiczny. NASA oskarża o to kilkufuntowy kawałek pianki izolacyjnej, który oderwał się od zbiornika paliwa boostera wahadłowca i który mógł uszkodzić lewe skrzydło. Wygląda na to, że niewielka waga tej izolacji nie mogła dokonać żadnych zniszczeń w czasie gdy poruszała się ona z taką samą prędkością jak prom w końcowym czasie wychodzenia z atmosfery w przestrzeń kosmiczną. 

Zapis wideo, który widziałem, pokazuje potężny elektryczny obłok plazmy lub podobne do pioruna uderzenie, które spowodowało znaczne uszkodzenia lewego skrzydła i ogona wahadłowca.



Relacja naocznego świadka


Nie wiemy, co spowodowało rozładowanie się potencjału elektrycznego plazmy, ale to się zdarzyło kilkukrotnie przy różnych okazjach. Sfilmowano UFO jak wypuszcza podobne wyładowania w kierunku amerykańskich pocisków rakietowych i niszczy je. Elektryczne wyładowanie może być spowodowane przez nieznany elektryczny fenomen, który zachodzi w wyniku braku równowagi pomiędzy elektrosferą Ziemi a wahadłowcem.

Istnieje wprawdzie inna, odległa możliwość, że jacyś terroryści załatwili sobie w Physics International jakąś broń miotającą ładunki elektryczne. USAF donosiły o tym, ze wyłapały na radarze jakiś nieznany obiekt latajacy poruszający się za wahadłowcem, kiedy tenże rozleciał się nad Teksasem. Sześciu Amerykanów i Izraelczyk ponieśli śmierć na miejscu. Ludzie opowiadali o potężnym huku[2] o godzinie 09:00 CST, i znajdował się na wysokości 207.000 ft/~69.000 m lecąc z prędkością 12.500 mph/~7,8 km/s. Zdjęcia o wysokiej rozdzielczości zrobione kamerą USAF w południowozachodnich stanach ukazują duże zniszczenia krawędzi lewego skrzydła Columbii i tak uszkodzony wahadłowiec leciał około 60 sekund, zanim doszło do jego fragmentacji. Zdjęcia, zanalizowane w Johnson Space Center  w Houston, pokazuje uszkodzoną krawędź skrzydła tam, gdzie jest ono zamocowane do kadłuba. One ukazują także pracujące prawoburtowe silniki korekcyjne usiłujące wyrównać lot promu, który uległ zakłóceniu przez uszkodzenie lewego skrzydła. Kadłub Columbii i prawe skrzydło wyglądało w porządku. NASA aktualnie rozpatruje fenomeny red sprite i blue jests[3], które strzelają z chmur burzowych w kosmos. Jednakże w zachodnich stanach nie było żadnych burz, pogoda była idealna:
- W ciągu ostatnich ośmiu minut istnienia wahadłowca w dniu 1.II.2003 roku, temperatury gwałtownie wzrosły w przedziale lewej strony pojazdu i linki sterujące hamulcami zostały przegrzane. Czujniki pokazały to przegrzanie także i w innych pomieszczeniach sąsiadujących z lewym skrzydłem i kadłubem po lewej stronie. Potem MCC stracił z nim kontakt.


Atkins, TX – Dyrektor NUFORC Peter Davenport rozmawiał z naocznymi świadkami katastrofy wahadłowca, świadek i jego wnuki widzieli zielony, samoświecący obiekt lecący szybko w kierunku wahadłowca z wielką prędkością, z kierunku południowo-zachodnim, jak prom kosmiczny leciał na teksańskim niebie. Świadkowie twierdzą, że ten obiekt pojawił się w jakieś dwie sekundy po tym, jak ujrzeli oni lecący wahadłowiec, który widoczny był na północnym-zachodzie i tuż przed eksplozją, która go zniszczyła. Był on tam wraz ze swymi wnukami obserwując powrót Columbii i obserwował ją od horyzontu do horyzontu, i nie mógł sobie wyobrazić bardziej dogodnego punktu obserwacyjnego, niż ten, w którym oni stali. Zobaczył… zielone światło, eksplozję, grom dźwiękowy i inne zjawiska.

Świadek pisze:
W dniu 23.V.1959 roku, miałem bardzo „bliskie i osobiste” spotkanie z dwoma UFO. Czy to doprowadziło mnie do zielonego światła i wahadłowca? Teraz wiemy, że część „dachówek”[4] oderwała się od Columbii nad zachodnim wybrzeżem, i to może być stało się przyczyną katastrofy i zielonego światła. Mógłbym nawet przyjąć hipotezę o „dachówkach”. Spróbowałem. Ale nie mogłem się do tego przekonać z kilku powodów. Dlaczego to miało miejsce w tak dużej odległości od Columbii? Dlaczego to zbliżało się do wahadłowca? Co takiego mogło odpaść od Columbii i zapłonąć tak silnym, zielonym płomieniem? I co najważniejsze, dlaczego zielony obiekt nie opuścił dymnego śladu? Mój ośmioletni wnuk wyraził to, kiedy zapytał: „dziadku, co to za zielony obiekt leci za wahadłowcem?” Potem CNN i radio 700 WLW doniosły, że „Dowództwo Sił Kosmicznych doniosło o tym, że śledzili oni «obiekt» poruszający się w po tej samej trajektorii co Columbia, kiedy wahadłowiec był jeszcze w przestrzeni kosmicznej. Oni powiedzieli, że «być może» był to jakiś fragment wahadłowca, ale nie wiedzieli tego na pewno. W czasie pierwszych kilku godzin reportażu na temat katastrofy, pokazano nagranie wideo ukazujące NOL-a lecącego za Columbią, w odległości około 1000 ft/~330 m za wahadłowcem, a który wystrzelił cos jakby wyładowanie elektryczne jakby plazmy w kierunku wahadłowca. 

Dawid Perlman z „The San Francisco Chronicle” pokazywał zdjęcia późnym wieczorem, i „Chronicle” donosiła o wyładowaniu elektrycznym widzianym wokół śladu przelotu wahadłowca. „Oni dokładnie zarejestrowali wyładowanie elektryczne jak błyskawica” – powiedział fotograf. NASA wysłała byłą astronautkę z wahadłowca Tammy Jernigan w celu sprawdzenia kamery. Reporter „Chronicle” był obecny w czasie przybycia Jerningan. - „To rzeczywiście wygląda bardzo anomalnie” – powiedziała ona – „Jesteśmy pewni, że będzie bardzo interesujący przyjrzenie się temu dokładniej.”

Na krytycznej fotografii, świecący purpurowo świetlny sznur wwierca się w ślad plazmowy, jakby leciał za wahadłowcem, a potem trafia w niego od spodu. Jak to ukazuje się w śladzie plazmowym, to wyładowanie to błyska z odległości a potem gaśnie. Zdjęcia zrobione aparatem cyfrowym Nikon-880 na statywie pokazały coś, co mogłoby być zjawiskiem elektrycznym błyskającym wokół szlaku przelotu wahadłowca.  
    
[Na ten temat pisałem także na naszym blogu, zob.: http://wszechocean.blogspot.com/2016/03/wahadowiec-columbia-ofiara-lodowego.html - przyp. tłum.]


Dzięki: „SAN FRANCISCO (Chronicle)” – z dn. 2.II.2003 roku. Zdjęcia pokazują dziwne zjawiska wokół wahadłowca: http://www.sfgate.com/cgi-bin/article.cgi? f=/c/a/2003/02/02/MN221641.DTL
Przekład z angielskiego – ©Robert K. F. Leśniakiewicz


[1] Polskie media podały, że statek ten spadł na Ziemię w okolicy Tuwy.
[2] W oryginale „big bang”.
[3] Chodzi o ciche wyładowania elektryczne o wielkiej mocy w górnych warstwach atmosfery.
[4] Płytek ceramicznych pokrywających kadłub wahadłowca.

wtorek, 27 grudnia 2016

Jak w Trójkącie Bermudzkim…




A oto kolejna relacja na temat dziwnego wypadku lotniczego, którą wyszperał Pan Stanisław Bednarz z archiwów Internetu. Wypadek ten jest bardzo ciekawy i przypomina podobne incydenty z przestrzeni powietrznej Trójkąta Bermudów. A oto relacja prasowa: 



Samolot z 18 pasażerami zaginął nad Atlantykiem koło Nowej Funlandii

St. John’s (AP) 11.IX.1990 r. g. 22:23 NST – Samolot Boeing 727 z 18 ludźmi na pokładzie najwidoczniej rozbił się na pd-wsch. od Nowej Funlandii we wtorek, po odejściu na kurs nad Oceanem Atlantyckim – powiedzieli oficjele.
Liniowiec należący do Faucett był w drodze z śródziemnomorskiej wyspy Malta do Miami z międzylądowaniem w Gander, na Nowej Funlandii – jak oświadczył dyrektor operacji lotniczych w Miami. 

Oficjele z Faucett powiedzieli, że wszystkie 18 osób były z Peru, gdzie znajduje się siedziba tej linii lotniczej, ale jeden z członków załogi mieszkał w Miami. 

Rzeczniczka prasowa Transport Canada Lily Abbass powiedziała, że odrzutowiec zszedł z kursu, i jak się uważa, spadł we wtorek po południu, ok. 250 mi/400 km na SE od St. John’s. Powiedziała ona, że załoga zgłosiła niski poziom paliwa na 30 minut, co było spowodowane w Gander. Ona powiedziała, że wiadomość ta była przekazana przez dwa amerykańskie samoloty. 

Rzecznik prasowy Centrum Koordynacyjnego Poszukiwań i Ratownictwa w Halifaksie powiedział we wtorek wieczorem, że bardzo słaby sygnał z nadajnika ratunkowego samolotu został przechwycony przez satelitę po tym, jak stracono kontakt radiowy z załogą. 

Jednakże funkcjonariusze z CKPiR powiedzieli, że za każdym razem, kiedy satelita wykonuje przelot nad tym akwenem, wyglądało na to, że sygnał nadchodził z coraz to innej lokalizacji – oddalonych od siebie o setki mil. 

Ratownicy założyli, że samolot wodował na oceanie i wysłali trzy samoloty ratownicze Aurora i trzy helikoptery Labrador nad akwen, gdzie ostatnio słyszano te sygnały. Warunki pogodowe opisano jako dobre a morze spokojne. 

Kilka maszyn przyleciało znad tego akwenu we wtorkowy wieczór, ale nie spotkały nikogo. Dwa okręty Straży Przybrzeżnej, dwa kutry patrolowe Straży Rybackiej i dwa niszczyciele zostały także wysłane na ten akwen w celu jego przeszukania.

Nie produkowany już Boeing 727 został zaprojektowany do wodowania i mógł unosić się na wodzie przez parę godzin – jak powiedział rzecznik prasowy firmy Boeing Tom Cole w wywiadzie z Renton, WA. 

Samolot ten zatrzymał się w Keflaviku na Islandii, ale szef tankowania w Keflaviku powiedział, że nie było żadnych problemów w czasie postoju.
Jens Gudmundsson – przełożony centrum kontroli lotów w Reykjaviku na Islandii - spekulował, że „pilot się zagubił”. 

- Nikt nie wie, dlaczego ten samolot zgubił drogę – powiedziała Betty McDaniel – rzeczniczka prasowa Faucetta z Miami.

Samolot ten był na kontrakcie Air Malta od maja i wracał do Miami na serwisowanie na letnie miesiące – jak powiedział Jose Lazaga – wiceprezes ds. marketingu linii lotniczej w Miami. On powiedział, że na pokładzie było 18 osób załogi i członkowie rodzin pracowników kompanii. Było tam jedno dziecko i cztery kobiety – powiedziała pani McDaniel. 

Faucett jest kompanią lotniczą z siedzibą w Limie, która obsługuje ruch towarowy i pasażerski.



Metryczka katastrofy


Katastrofa ta wydarzyła się w dniu 11.IX.1990 roku, przypuszczalnie o g. 15:30 NST i uległ jej samolot Boeing 727-247, numer rejestracyjny OB-1303, na trasie z Reykjaviku-Keflaviku, Islandia, (KEF) do Gander, NF, (YQF). Około g. 15:30 samolot nadał komunikat o niebezpieczeństwie, który został przejęty przez amerykański samolot linii TWA z lotu 851 oraz inną amerykańską maszynę. 

Samolotowi skończyło się paliwo i spadł do oceanu w odległości 350 mi/560 km na SE od Cape Race. Ostatnia wiadomość z jego pokładu brzmiała, że mają mało paliwa i załoga przygotowuje się do wodowania. Potem nie było już żadnej wiadomości. 

Rzecz ciekawa – nie we wszystkich spisach katastrof figuruje to wydarzenie. Przez niektórych autorów jest ono traktowane jako zaginięcie bez wieści… 


Przekład z angielskiego – ©R.Leśniakiewicz    

niedziela, 25 grudnia 2016

Była Nicea, teraz Berlin, a jutro…?




Pytanie to jest o tyle uzasadnione, że zamachy terrorystyczne z wykorzystaniem z pozoru niewinnych narzędzi i przedmiotów powoli stają się czymś normalnym. Oto okazało się, że samolot pasażerski czy ciężarówka może być narzędziem zbrodni i terroru. To, co wydarzyło się parę dni temu w Berlinie stanowi kolejne ostrzeżenie przed tym, co gotują nam hordy tzw. „uchodźców” i „migrantów” z Afryki i Bliskiego oraz Środkowego Wschodu, dla których Europa stała się Mekką – oferującą im łatwe życie i nieograniczone możliwości. Oczywiście nie uczciwej pracy, bo etos uczciwej pracy tym ludziom jest obcy. Wystarczy porównać nasze poziomy życia. Gdyby środki, siły i energia, którą wydają oni na wzajemne wyrzynanie siebie i podpalanie świata, ich kraje byłyby kwitnącymi ogrodami. Tylko że… - no właśnie. Patrząc na petrodolarowe metropolie musimy zdać sobie sprawę z tego, że oni tego nie budowali, to dzieła inżynierów europejskich i amerykańskich – w tym także polskich, o czym teraz wstydliwie się nie mówi, bo nie wypada…

Nie znoszę PiS-u i ich napuszonego, hurra-bogo-ojczyźnianego nienawistnie antylewicowego bełkotu, który spływa na nas z wszystkich mediów. Ale w jednym zgadzam się z nimi całkowicie: NIE DLA MIGRANTÓW! I nie dlatego, że nie lubię Arabów, Żydów czy Murzynów, ale po prostu dlatego, że Polski nie stać na przyjmowanie do siebie kilkunastu tysięcy obcych kulturowo, religijnie i w ogóle OBCYCH ludzi, którzy na pewno nie będą się integrować z naszym społeczeństwem, ale będą nam usiłowali narzucić swoją religię i światopogląd – najpierw politycznie, potem siłowo. W tej chwili w Europie trwa niewypowiedziana wojna hybrydowa islamu przeciwko chrześcijaństwu i innym religiom oraz ateizmowi. 

Osobiście jestem lewakiem, ateistą i racjonalistą, wszystkie religie tego świata mi zwisają martwym kalafiorem, ale nigdy nie pozwolę na to, by ktokolwiek próbował nawrócić mnie na jakieś irracjonalne majaczenia, a tym bardziej siłą. Na to nigdy nie będzie mojej zgody! I to mówię wszystkim tym, którzy tak bardzo łakną multi-kulti w naszym kraju. Proszę bardzo – tak bardzo chcecie, to ściągnijcie Polonię ze Wschodu! Polaków, którym powrót do Ojczyzny się należy jak nikomu innemu! Zapewnijcie im pracę, mieszkania, godne utrzymanie – bo to się im od Ojczyzny po prostu należy! Za zesłania, za głód, chłód, poniewierkę, łagry GUŁAG-u, za prześladowania, za to wreszcie są byli, są i będą Polakami. I to o wiele lepszymi od tych, którzy od 27 lat frymarczą naszym krajem doprowadzając go do upadku!
 
Nie zapominajmy także, że mamy na terytorium naszego kraju kilkanaście tysięcy obywateli Ukrainy, Białorusi, Rosji i krajów WNP, Wietnamu, Chin i kogo tam jeszcze. Oni wszyscy mogli pojechać dalej do UE, ale to Polska ich zatrzymała. Bezczelność Merkel i innych zwolenników multi-kulti polega na tym, że starają się nie dostrzegać właśnie tego problemu i forsują swoje chore plany podrzucenia nam tego bliskowschodniego i afrykańskiego kukułczego jaja, narzucając nam jakieś kwoty… 

Bo właśnie – jak twierdzą co trzeźwiejsi politycy, a przede wszystkim analitycy służb – to dopiero początek problemów. Społeczeństwa UE (w tym polskie, nie łudźmy się) będą celem i przedmiotem ataku ze strony ISIS i innych terrorystycznych ugrupowań islamistycznych. Polska nie jest jeszcze zagrożona, ale… Porwanie polskiego TIR-a i uczynienie z niego narzędzia zbrodni nie było przypadkowe! To był wyraźny sygnał – TERAZ WY, IDZIEMY DO WAS. Kiedy ten prosty przekaz wreszcie zrozumieją nasi politycy??? Obawiam się, że następny atak może być wymierzony w Polaków i będzie miał miejsce w naszym kraju. 

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zaraz będę okrzyknięty rasistą, faszystą, itd. itp. ale przypomina mi się rok 1991, kiedy ostrzegałem m.in. na łamach „Polski Zbrojnej” przed napływem nielegalnych imigrantów ze Wschodu, a szczególnie elementu przestępczego, dla których Polska stała się krajem tranzytowym do krajów UE. A i w naszym kraju mafia zza wschodniej granicy miała się dobrze, kiedy jej członkowie dołączyli do polskiego podziemia przestępczego – przypomina się słynna strzelanina w Magdalence z dnia 5/6.III.2003 roku. Dwóch gangsterów – Polak i Białorusin ze SPECNAZ-u przez kilka godzin trzymało w szachy cały spec pluton AT! Zabili dwóch policjantów, ranili 17! To była najgorsza akcja polskiej policji! Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby mieli do czynienia z fanatykami z ISIS… To byłaby prawdziwa masakra!

Na szczęście Polska nie jest krajem atrakcyjnym dla „migrantów”, bo nie zapewnia im oparcia. I bardzo dobrze. Ale stan taki nie będzie trwał długo, bo tu chodzi nie o jakieś pieniądze, ale o ziemię. Ta wojna hybrydowa ma na celu zdobycie przyczółka, potem ściągnięcie posiłków w postaci kolejnych „migrantów”, uzyskanie większości na danym terytorium i wreszcie stworzenie kalifatów. I to wszystko: dzięki temu „migranci” poczują się u siebie, a my będziemy w najlepszym przypadku prześladowaną mniejszością narodową i religijną w swoim kraju. Kto nie wierzy, to niech przejedzie się do Arabii Saudyjskiej. Niech publicznie przyzna się, że jest katolikiem i niech spróbuje odprawiać mszę czy inne obrzędy to zobaczy, gdzie raki zimują… 

Argumentacja, że jest przecież nas 300 mln Europejczyków i jakieś 3 mln „migrantów” nie wytrzymuje krytyki. Jak widać to ze sprawozdań medialnych, w większości nie są to kobiety i dzieci uciekające przed wojną, ale dobrze odżywione, dobrze ubrane spasione bysiory, dla których zamordowanie człowieka jest jak dla mnie kichnąć. Poza tym oni mają motywację, której nie mają Europejczycy i nic do stracenia. I to jest ich najgroźniejsza broń. Póki tego nie zrozumieją politycy odpowiedzialni za bezpieczeństwo naszej części świata, póty to zagrożenie będzie nad nami wisiało, jak miecz Damoklesa, a raczej sułtana Sulejmana Wspaniałego. 

Tak będzie.  
     


Opinie z KKK

Robercie, ten felieton w 100% pokrywa się z moimi przemyśleniami na ten temat, również taki sam mam stosunek do "dworu", do ich idoli, których próbują nam wtłoczyć do głowy, zresetować nasz stosunek do historii, a wręcz napisać ją od nowa wg swoich chorych ideologii, ubrać nas w komeżki, pluć na prawdziwych bohaterów i wynosić pod niebiosa zbrodnicze kreatury i męty. Dziękuję Ci więc Robert za ten tekst w dzisiejszy mglisty, brzydki poranek - chociaż to jest optymistyczne! (Avicenna)

Zgadzam się w całej rozciągłości. Ze swojej strony dodam tylko, że jestem za natychmiastowym wyjściem Polski z UE i przywróceniem kary śmierci, tortur (preferuje łamanie kołem), publicznej chłosty (publiczna rozrywka jarmarczna) w pierwszym rzędzie dla kleru, polityków oraz posłanki Muchy. Co do muzułmańskiej hołoty, tzw.  terrorystów, cóż, ponieważ trudno ich sklasyfikować, najlepsze miejsce dla tego to... rozdrabniarka do papieru.
Jakby co, chętnie wystąpię w roli kata, nawet popchnę. (Arystoteles)

Przeczytałam ostrzeżenie, zgadzam się całkowicie z wizją. Napisałam książkę, która się toczy w czasach kiedy cywilizacja zmieniła kolor. Mam jednak kłopot z wydaniem. W ogóle moja literatura jest za trudna na te czasy. Zresztą wydawnictwa tak okropnie mnie obdzierają z pieniędzy, że szkoda fatygi. Jak zawsze, tylko kilku ma się dobrze. (Atena)

..to co dziś dzieje się w Europie, jest odwrotnością tego, co działo się kilka setek lat temu, a nazywało się "wyprawami krzyżowymi" ... mają chyba  dobry wzorzec 😟
Spokoju i pokoju... (Artemida)

Proroctwa Naukowe na Nowy Rok 2017....
Nawet jeśli obawy wybitnych fizyków kwantowych są niepotrzebne, to trzeba sobie uzmysłowić, że Wielki Zderzacz Hadronów jest największym zbudowanym przez człowieka źródłem pola magnetycznego. Teraz po wzmocnieniu jego możliwości będzie jeszcze potężniejszy niż kiedyś. Pojawiają się liczne sugestie, że istniała jakaś korelacja pomiędzy włączeniami LHC i trzęsieniami ziemi, które były wynikiem propagujących się jak w przypadku efektu motyla nowych linii pola magnetycznego naszej planety.
Czy silne trzęsienia ziemi w czasie trwania eksperymentów LHC to przypadek?
Naukowcy myślą… cyt. „Sejsmolodzy nazywają taką kaskadę zjawisk reakcją łańcuchową. Pojawiają się nowe pęknięcia płyt tektonicznych, które mogą uwolnić energię, która istniała w głębi Ziemi. Energia ta przenosi się na sąsiednie płyty tektoniczne, które w tym czasie mają większy potencjał do tego, aby również doszło tam do pęknięć na skutek nawet oddalonych geograficznie wstrząsów.
(…)Może warto też rozważyć, że jakiś wpływ na aktywność sejsmiczną może mieć Wielki Zderzacz Hadronów. Jest to najsilniejsze źródło pola magnetycznego na powierzchni Ziemi, a po ostatniej modernizacji stał się jeszcze silniejszy. Tak się składa, że wzrost aktywności sejsmicznej zbiega się z ponownym włączeniem urządzenia.”
Pozdrawiam - Pytia