wtorek, 27 czerwca 2017

Czarna chmura nad Czechowicami-Dziedzicami



 Mój kalendarz - 46 lat temu, 26 czerwca 1971 roku, nad Czechowicami- Dziedzicami  rozegrała się apokalipsa - jedna z największych tragedii w PRL. Płonęła rafineria wskutek uderzenia pioruna. Zginęło 37 osób, 100 było rannych…

Piorun uderzył w zbiornik. 26 czerwca 1971 roku dzień był piękny, słoneczny, ale wieczorem ciszę zakłóciły syreny strażackie. Była godzina 19:50. Wcześniej burza przeszła nad Beskidami, ale ciężkie chmurzyska wiatr pognał dalej. I nagle huknął piorun, zapalając niebo aż po horyzont.  Piorun uderzył w zawór zbiornika rafinerii o pojemności 12.500 m sześc. Znajdowało się w nim 8.850 ton ropy. W sekundzie zapalił się uszkodzony zbiornik i rozlana ropa w jego obwałowaniu.

Płomienie buchały na wysokość stu metrów. A ognia w żaden sposób nie udawało się nawet zmniejszyć po przerzuceniu w jego stronę trzech ton proszku Słup dymu widoczny był w odległości 15 km w Bielsku-Białej. Temperatura w pobliżu palącego się zbiornika była tak wysoka, że topiły się nawet opony w urządzeniach gaśniczych Na torach stało 30 cystern z ropą pompowaną do jednego z nich. Zagrożone były zbiorniki z acetonem, benzenem, toulenem, amoniakiem. Ewakuowano 900 rodzin z ulic sąsiadujących z rafinerią.

Płonący zbiornik eksplodował o godzinie 01:20. Świadkowie zapamiętali potworny huk i oślepiającą jasność żółto-pomarańczową, a potem urywane krzyki: „Uciekać!”, dramatyczne nawoływania, krzyżujące się nerwowe rozkazy. Płonąca ropa, unosząca się ze zbiornika przypominała fontannę ognia o średnicy 30 m. Inni płonęli jak pochodnie, biegnąc przed siebie, ale przed nimi wyrósł nagle dwumetrowy płot, a nad nim dwa rzędy drutu kolczastego. Dla wielu, opadłych z sił, była to już przeszkoda nie do pokonania. Zostali pod tym płotem. Na tej siatce były „zwęglone ludzkie kikuty”.

Chwilę później eksplodował drugi z czterech zbiorników i też wyrzucił na zewnątrz tony płonącej ropy o temperaturze 1000 stopni C. Niektórzy strażacy zostali w swoich samochodach. Świadczyły o tym tylko leżące obok hełmy. Gdzieniegdzie leżały pozostałości po ubraniach ogniochronnych, w których zachowały się szczątki ciał.. W mgnieniu oka zginęły w sumie 33 osoby, 105 osób zostało rannych, w tym 40 bardzo ciężko. Kolejne cztery ofiary zmarły w szpitalu…





O godzinie 22.00 wyjechała do pożaru także drużyna żeńska, by schładzać zbiorniki stojące w sąsiedztwie pożaru. Po wybuchu zginęły dwie ochotniczki. 27 czerwca o godz. 14.00 rozszczelnił się trzeci zbiornik pod wpływem wysokiej temperatury sięgającej 1000 stopni C, a potem gwałtownie wypłynęła ropa do obwałowania. Całe miasto było spowite dymem. Palił się kolektor, pompownia, zajezdnia lokomotyw. Co chwilę słychać było detonacje. Wybuchały baki płonących samochodów i wozów bojowych straży. Spłonęły 22 wozy strażackie. 

W akcji gaśniczej brało udział prawie 1500 strażaków zawodowych, 1000 ochotników, wojsko, także strażacy z dawnej Czechosłowacji. Wydawało się, że ten piekielny ogień nigdy nie przestanie płonąć. Walka z żywiołem trwała nieprzerwanie 70 godzin. 29 czerwca pożar został opanowany. Rafineria w Czechowicach-Dziedzicach, do uruchomienia zakładu w Płocku, była największą w kraju.

Kłamstwem jest to, co pisze się o tym dzisiaj, że władze Polski Ludowej zataiły ten fakt przed społeczeństwem. Wręcz odwrotnie – media przekazywały rzetelnie informacje o katastrofie w Czechowicach-Dziedzicach i Polskie Radio i TVP przekazywały informacje na bieżąco w serwisach informacyjnych. Tak samo prasa.


Opracował: Stanisław Bednarz