piątek, 27 kwietnia 2018

Krzemienie i uran




Na trasie naszych wakacyjnych wędrówek znalazły się dwa ciekawe obiekty, które Czytelnikowi polecam. Pierwszym z nich jest Bałtowski Park Jurajski, w którym można zobaczyć realistycznie oddane modele zwierząt z naszej Przeszłości, i to nie tylko dinozaury. 



Natomiast nieopodal rezerwatu dinozaurów w Bałtowie znajduje się inna osobliwość Ziemi Świętokrzyskiej. Jest to kopalnia krzemienia pasiastego w miejscowości Krzemionka - położona w odległości około 6 km od Bałtowa. Kopalnia ta powstała i doskonale prosperowała ok. 4.500 - 4.000 lat p.n.e. Tak naprawdę, to było to całe zagłębie wydobywcze, bowiem w okolicy znajduje się kilkaset szybów wydobywczych. Kilka z nich połączono podziemną sztolnią i tak właśnie powstało to Muzeum Kopalnia Krzemienia Pasiastego, które teraz zwiedziliśmy.





Kopalnię zwiedza się z przewodnikiem. Na samym początku robi on mały wykład wprowadzający na temat zastosowań krzemieni pasiastych. Okazuje się, że kopalnie Gór Świętokrzyskich zaopatrywały w krzemień praktycznie rzecz biorąc całą ówczesną Europę - narzędzia znaleziono na Nizinie Panońskiej i na Słowacji (skrobaczki i groty strzał  można zobaczyć na ekspozycji w Muzeum Vychodoslovenskeho Kraju w słowackich Koszycach), poza tym artefakty znaleziono w tak odległych krajach, jak Anglia czy Hiszpania! Doprawdy – krzemień był tym kamieniem, który wpłynął w sposób znaczący na historię Ludzkości!






Notabene, zastosowanie i obróbkę krzemienia interesująco pokazał czeski pisarz Eduard Štorch w swej książce „Łowcy mamutów” (Warszawa 1952) z tym, że opisuje on świat jeszcze wcześniejszy, bo sprzed 20.000 lat (Dyluwium, Pleistocen) na terenie dzisiejszego Krasu Morawskiego i ludzi łączących się dopiero w gromady zbieracko-łowieckie – Łowców Libeńskich i Wiestonickich...[1] Według tego autora obrabianie krzemienia wyglądało następująco:

- A tu kamień – zwrócił uwagę Kopacz i dłubał kością dookoła kamienia, by go wydobyć. Żabka pomagała mu gorliwie. Po chwili z jaskini wyleciał kamień wielki jak dwie męskie pięści.
W tym samym czasie wracał do jaskini Kudłacz z upolowanym rysiem. Rzucony kamień uderzył go w nogę. Łowca cisnął rysia i podniósł kamień. […]
Łowca podskakiwał przed jaskinią z nogi na nogę, podrzucał kamień w powietrze i wcale nie był rozgniewany, wprost przeciwnie: twarz miał uradowaną i wykrzykiwał wesoło, jakby się z czegoś cieszył. Dzieci wybiegły z pieczary patrzeć, jak stary Kudłacz tańczy.
- Krzemień, krzemień! – radował się Kudłacz podrzucając kamień do góry i chwytając go w ręce. […]
Teraz będą mieli krzemienne noże, ostre groty, ostre skrobaczki, ostre świdry i ostre szydła. […]

Jak widać, niewiele zmieniło się od tego czasu do czasów uruchomienia zagłębia krzemienia pasiastego. Natomiast obróbka krzemienia i wyrób narzędzi w tym czasie wyglądały następująco:

Oczywiście nikt inny, tylko wódz gromady miał pierwszy spróbować rozłupać krzemień. Sknera ujął go w rękę, uważnie się jemu przyglądał i naradzał z najdoświadczeńszymi łowcami, w jaki sposób rozbić krzemień. Kiedy zauważyli na kamieniu kilka nieznacznych rys, Mamucik objaśnił:
- Krzemień w ogniu… i w wodzie!
Oznaczało to, że krzemień był kiedyś rozgrzany w ogniu i następnie wrzucony do zimnej wody. Tą czynność powtarzano zapewne wielokrotnie, póki zwarte jądro krzemienne nie popękało.

Teraz bardzo to im ułatwi sprawę. Sknera wziął krzemień do ręki i ruszył między skały. Łowcy poszli za nim otaczając go zwartym kręgiem. Wódz podniósł kamień obu rękami wysoko ponad głowę i z całej siły uderzył nim o skałę. Krzemień odskoczył w stronę Pazura. Pazur stanął na miejscu Sknery i również rzucił krzemieniem o skałę. Z kolei rzucali nim Zabijaka, Ukmas a na końcu Mamucik. Wreszcie kamień rozpadł się na trzy kawałki.

Wódz Sknera, Kudłacz i Mamucik wzięli po kawałku i usiadłszy na zrębie skalnym obtłukiwali z krzemienia ostre płytki. […] Przy zręcznym obtłukiwaniu, z krzemiennej buły odłupywały się cienkie ostrza nożów i kanciaste przeświecające na brzegach ostrosłupy, które doskonale mogły służyć jako skrobaczki do kości i skór.

(E. Štorch  - „Łowcy mamutów” – op. cit. ss. 104-106)






Tak było w roku 20.000 – 30.000 p.n.e. Metody obróbki krzemienia niewiele się zmieniły, ale rzecz w tym, że w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego 6000 lat temu pełną parą szła produkcja na skalę przemysłową narzędzi i biżuterii z krzemienia pasiastego! A potem nastała era metali…  

Weszliśmy w podziemia. Tunele kopalni przebiegają ok. 12 m pod ziemią. Wykute są w białej, wapiennej skale. Strop od spągu dzieli około 2 metrów, dzięki czemu można tam chodzić nie schylając się. Ówcześni górnicy musieli przeciskać się w korytarzach i sztolniach o rozmiarach 50 x 50 cm. Prace prowadzono głównie zimą. W korytarzach panuje stała wilgotność i temperatura +7°C. Cisza i chłód. Ciemność w owym czasie rozświetlały tylko blade światełka kaganków.

Po wyeksploatowaniu jednego szybu zasypywano go urobkiem - białą skałą wapienną. Właściwy surowiec - potężne buły krzemienia, o masie kilku kilogramów, dzielono na mniejsze części, które stanowiły podstawę do produkcji właściwej: ostrzy noży i siekier, grotów strzał, skrobaczek do wyprawiania skór a także... ozdób. Tak już nawiasem mówiąc, zastanawiam się, czy w tych pokładach skał zasadowych nie znalazłoby się jeszcze jakichś meteorytów żelaznych i kamiennych, które spadły wtedy, kiedy te osady się formowały, a zatem w Triasie? Gdyby tak dobrze poszukać, to zapewne znalazłby się niejeden! Kto wie, czy takie znaleziska nie natchnęły naszych Pra-pra-pra-przodków do wytapiania żelaza? Wszak niedaleko leży staropolskie centrum hutnicze, w którym wytapiano żelazo domowym sposobem, przy użyciu dymarek. Metoda ta jest prymitywna, ale skuteczna. Jeszcze nie tak dawno stosowana na skalę przemysłową w Chinach!
Poza tym nie zapominajmy, że w ziemi świętokrzyskiej znajdują się poza krzemieniem pasiastym także pokłady rud żelaza {chalkopiryt – CuFeS, piryt – FeS2, syderyt – Fe[CO3], rzadko wezuwian – Ca10(Mg,Fe)2Al4[(OH)4](SiO4)3|[(Si2O7)2] i ruda darniowa: limonit – FeO(OH)), pokłady miedzi (miedź rodzima – Cu,  kowelin – CuS, kupryt – Cu2O, azuryt – Cu3[OH|CO3]2, malachit – Cu2[OH|CO3], chryzokola – Cu[SiO3] · nH2O, konichalcyt – CaCu[OH|AsO4]}. I uran!




Poza Sudetami obecność uranu stwierdzono jedynie właśnie w Górach Świętokrzyskich. W latach 1958-1965 Zakład Pierwiastków Rzadkich i Promieniotwórczych prowadził w tym regionie badania uranonośności osadów paleozoicznych i mezozoicznych. Stwierdzono wiele anomalii oraz kilka punktów mineralizacji uranowej. Z ważniejszych złóż uranu w Górach Świętokrzyskich wymienić należy rejon Rudek, Miedzianej Góry, Miedzianki, Daleszyc i Winnej. Wystąpienia o wyraźnie zwiększonej zawartości uranu mają charakter gniazdowy i związane są zawsze ze strefami dyslokacji waryscyjskich. Wydobycie na niewielką skalę prowadzono jedynie w Rudkach k. Nowej Słupi. (W. Rejman – „Kopalnie uranu w Polsce” w „Wiedza i Życie” nr 9/1996). W tym rejonie występuje autunit – CaO(UO3)P25 · 12H2O, pitchblenda – UO2, carnolit – K2(UO2)2(VO4)2 · 3H2O i sklodowskit – Mg(UO2)2(HSiO4)2 · 5H2O. (IEA, wykład „Cykl paliwowy w energetyce jądrowej” - http://www.iea.cyf.gov.pl/rysunki/energetyka/energetyka_03.ppt)
Nawiasem mówiąc, rudy uranu w tym regionie Polski odkryli Rosjanie, zaś Niemcy w czasie II Wojny Światowej zamierzali je eksploatować i być może wykorzystać do budowy swych bomb atomowych i innych „urządzeń jądrowych”…    

A w ogóle zastanawia mnie jedno: KTO, KIEDY i JAK wskazał ludziom, że to właśnie tutaj należy wykopywać ten cenny (dla nich) surowiec, który decydował o ich przeżyciu? Komu ci ludzie to zawdzięczają? Bo dla mnie, to jest taki „daenikenowski cud”, dzięki któremu Ludzkość przetrwała w zmaganiach z twardymi prawami Natury. Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy poglądami Ericha von Dänikena, a moimi. Von Däniken twierdzi, że jest to wiedza, którą Ludzkość otrzymała od naszych Kosmicznych Braci, i która została zastosowaną przez ludzi w ich życiu codziennym. Ja sądzę, że jest to wiedza nabyta przez długoletnie doświadczenia, które były warunkiem sine qua non przeżycia Ludzkości po katastrofie Atlantydy.


Otóż nie było żadnych Kosmitów. Była natomiast dorównująca naszej, a może i ją nieco przewyższająca cywilizacja Atlantydy, która zginęła w wyniku nie jednego – jak twierdzi Platon (Arystokles), ale dwóch kataklizmów. (Inni autorzy, jak np. sir Brinsley le Poer-Trench twierdzą, że była to cała seria kataklizmów, z których ostatni spowodował zatopienie Poseidii – ostatniej wyspy Atlantydy.) Pierwszym z nich było przesunięcie się pióropusza gorącej magmy spod Atlantydy i w rezultacie jej zatonięcie wskutek obniżenia się dna Atlantyku, zaś drugim – kolizja komety z Ziemią nad Ameryką Północną. Obydwa te wydarzenia miały miejsce krótko po sobie około 13.000 lat temu. Niedobitki Ludzkości musiały sobie jakoś radzić. Te katastrofy cofnęły je do stanu kamienia jeszcze nie rozłupanego i w rezultacie po wspaniałej cywilizacji pozostały tylko legendy. Zainteresowanych odsyłam do doskonałej monografii Ludwika Zajdlera – „Atlantyda”. Ludzie musieli zacząć wszystko od nowa. Wiedza o świecie i Wszechświecie stawała się stopniowo zbiorem mitów religijnych i dotrwała do dnia dzisiejszego jako różne religie świata. I nie tylko. Pozostały po niej nie tylko wspomnienia, ale również konkretne informacje użyteczne dla potomków Atlantów. Niektóre z nich rozumiemy dopiero dzisiaj, w XXI wieku. W tym kontekście jest zrozumiałe paranoiczne zainteresowanie hitlerowskiej „wierchuszki” wiedzą i religiami Wschodu. Po prostu szukano konkretnych przekazów z przeszłości w kwestii uzyskania nowych źródeł energii. Nowe bronie i środki masowej zagłady stanowiły margines tych poszukiwań. Najważniejsza była energia! Bez niej III Rzesza nie mogłaby prowadzić wojny i podboju świata, co zakładała jej obłędna ideologia.

Ale powróćmy do Krzemionek. Wrażenia są niezapomniane, szczególnie dotyczy to postaci górników pracujących przy pomocy prymitywnych narzędzi z drewna, kamienia i kości zwierzęcych. Z białych ścian wystają ciemne buły krzemienia, niektóre z nich przypominają huby. I nie chce się wierzyć, że 6.000 lat temu ludzie potrafili sobie poradzić z takimi problemami, jak szalowanie ścian i wzmacnianie ich sztucznymi filarami. I to nie drewnianymi, bo te łamały się pod ciężarem nadkładu, ale z misternie ułożonych kamieni, dzięki czemu były one bardzo trwałe i stosunkowo bezpieczne. Dlatego uważam, że mówienie o nich „ludzie pierwotni” czy „ludzie prymitywni” brzmi pejoratywnie, bowiem niejednego moglibyśmy się od nich nauczyć. Nawet dzisiaj - w XXI wieku!

Naprawdę nie mamy się czego wstydzić, nasi przodkowie nie byli w niczym gorsi od budowniczych piramid czy innych budowli megalitycznych, które są chlubą innych narodów. Co więcej, nasze kopalnie zaopatrywały w narzędzia ludzi na całym niemal kontynencie i to właśnie dzięki nim mogło dojść do pierwszej rewolucji naukowo-technicznej. Brzmi to może bombastycznie, ale taka jest prawda… Krzemionki i inne miejscowości, gdzie wydobywano krzemień pasiasty były ówczesną Doliną Krzemową, która napędzała postęp w czasie świtania naszej cywilizacji.



[1] Nazwy te pochodzą od stanowisk archeologicznych w Libni i Vestonicach na terenie dzisiejszej Republiki Czeskiej.