niedziela, 12 maja 2019

Telegraf dawnych Egipcjan




Oleg Oriestow


Budowę kompleksu świątynnego słonecznego boga Ra w Heliopolis jest związana z imieniem wybitnego staroegipskiego architekta Imhotepa. Symbolem głowy staroegipskiego Panteonu był dziwny, stożkowaty kamień umieszczony na najwyższym miejscu. Ten sakralny symbol solarny w staroegipskiej mitologii nazywa się piramidonem. To właśnie on powinien jako pierwszy witać i jako ostatni żegnać promienie słoneczne.


Solarny bóg Ra


Solarna świątynia w Heliopolis nie tylko poprzedzała pierwsze schodkowe piramidy, ale posłużyła jako wzorzec dla następnych kompleksów świątynnych z piramidonami.  

Wśród egiptologów krąży hipoteza, że pojawienie się pierwszych schodkowych piramid, związanych z kultem solarnego boga Ra, jest związane z obserwacjami pęków promieni słonecznych, bijących spod obłoków nad horyzontem. Wprawdzie nie jest całkiem jasne dlaczego proste promienie snopów światła przedstawiono jako stopniowe piramidy. Podobne niekonsekwencje posłużyły, jako podstawa do formułowania innych hipotez, które objaśniałyby dziwny kształt piramidonów

Wschód słońca w czasie jasnej, suchej, bezchmurnej pogody nad oddalonym horyzontem przy dokładnej obserwacji wydaje się być stopniowym narastaniem jaskrawych warstw, niekiedy składających się z kilku fragmentów. Niekiedy przypomina to jasną schodkową piramidę, która potem przekształca się w dysk już po pełnym pojawieniu się zza horyzontu. 

Meteorolodzy i optycy wyjaśniają to zjawisko różnym stopniem załamywania się promieni słonecznych w „pryzmacie” atmosfery Ziemi. Zachód słońca też produkuje podobne widowisko, ale jest ono bardziej nieostra, a to ze względu na utworzenie się nad powierzchnią ziemi warstw ciepłego powietrza.


Piramidalne światło


Jak obserwujemy wschodzące słońce, to pojawienie się każdej warstwy następuje bardzo szybko. W zależności od stanu atmosfery, ilość warstw może być różna – od 2-3 do dziesiątków. Do tego wydaje się, że ów jasny słoneczny trójkąt i jego delikatna struktura kołysze się i zmienia swój kształt. Ta refrakcja promieni słonecznych przypomina narodzenie się jakiegoś fantastycznego stworzenia, wchodzącego na niebo nad horyzontem. 

Tak właśnie możemy rozumieć pojawienie się kultu solarnego w najdawniejszych wierzeniach Egipcjan. Zgodnie z nim, dynastie faraonów miały boskie pochodzenie i były one potomkami słonecznego boga Ra. Dlatego też w czasie ich pogrzebów i podróży do „królestwa umarłych” faraonowie zabezpieczali się wszelkimi mistycznymi atrybutami w czasie przechodzenia ze swej ziemskiej egzystencji i śmierci do tego głównego życia na rozsłonecznionych niebiosach. Płynącemu na słonecznej barce faraonowi miał zjednoczyć się z bogiem Ra w niebie, wstępując do nowego wiecznego życia. 

Każdy wschód słońca miał dla Egipcjan specjalne religijne znaczenie. Każdodniowe pojawienie się boga Ra, kapłani witali śpiewem hymnów. Ra istniał w wielu postaciach, a przede wszystkim w postaci żuka gnojarza – świętego skarabeusza, który pchał przed sobą słoneczny dysk. 

Tylko u starożytnych Egipcjan mógł powstać boski obraz zjawiska przyrodniczego słońca piramidalnego. Do tego odradzający się bóg Ra przejawiał się na początku swej niebieskiej drogi w kształcie zębatego trójkąta piramidy. Potem on przepływał dzienną drogę w kształcie oślepiającego, słonecznego dysku i umierał w zorzach zachodu, znowu przekształcając się w kształt piramidy.


Najdawniejsze heliografy


Budowanie gigantycznych piramid rozpoczęło się od schodkowego grobowca Dżosera, wymagało to ześrodkowania ogromnych sił i środków finansowych, i zmieniło strukturę gospodarczą Antycznego Egiptu. Jednakże nieprzerwana walka dynastii i zmieniona sytuacja stanu kapłańskiego powołały do życia nową politykę religijną. 

Ostatni faraon z IV Dynastii – Szepseskaf (Sebercheres)[1] – wraz z nową kastą kapłańską zreformował solarny kult Ra i znowu przeszedł do budowania dawniejszych grobowców – mastab. 

Tym niemniej, konstrukcje ściętych piramid po serii schodkowych w przeciągu tysiąclecia zachowały elementy „małych form” piramidonów. Trudno jest to objaśnić twórczym rozwojem architektury. Najprawdopodobniej, do najpóźniejszych czasów XVIII-XX Dynastii, kiedy grzebano zmarłych w podziemnych grobach Doliny Królów, tutaj miały miejsce jakieś praktyczne aspekty. 

Być może właśnie Imhotep sporządził rozgałęzioną sieć świetlnych semaforów – heliografów na bazie piramidonów, postawionych na wierzchołkach ściętych piramid i naturalnych wzniesień. I tak np. jeden z takich wielometrowych piramidonów został znaleziony na naturalnym, piramidalnym wzgórzu nad Doliną Królów. Ta „święta góra” po arabsku nazywa się El-Quorn. Wybór miejsca nie jest tu przypadkowym, bowiem piramidon był widoczny z dużej odległości. 

Zasłaniając i odsłaniając krawędzie tych piramidek można by przekazywać wiadomości we wszystkie strony państwa faraonów. Ponadto nauka kapłańska od niepamiętnych czasów znała zastosowania camera obscura. Mogły to być ciemne pomieszczenia z małymi otworami, które dawały odwrócone obrazy oddalonych przedmiotów na ścianie albo na ekranie. Taki „telegraf świetlny” mógłby przekazywać różne ważne depesze i ostrzegać o pojawieniu się wrażych wojsk. Świetlne sygnały można by było przekazywać także w nocy, rozpalając duże ogniska czy używając innych źródeł światła. Tak więc na wzgórzu El-Quorn, u podnóża piramidy znaleziono dziwne, metrowe, gliniane naczynia przypominające spłaszczone kule. Jeżeli wypełni się je oliwą i zapali, to ich płomienie będą widoczne na dziesiątki kilometrów.


Piramidy - telekomunikatory


Jedna z najbardziej nieprawdopodobnych hipotez o przeznaczeniu piramid postawił inżynier A. Wierżbickij z Sankt-Petersburga. Uważa on mianowicie, że wbrew poglądom profesjonalnych archeologów, schodkowate piramidy są nie tyle grobowcami faraonów, ale swego rodzaju systemy telekomunikacyjne, składające się z piramidalnych rezonatorów dielektrycznych i anten refrakcyjnych. 

Idąc śladem jego pomysłu, wszystkie pomieszczenia wewnątrz piramidy, w tym liczne tunele, przejścia i szyby wentylacyjne, komnaty grzebalne i wewnętrzne świątynie są niczym innym jak gigantycznymi elementami radiotechnicznymi: falowodami, rezonatorami, filtrami i in. 

Opierając się na swoim doświadczeniu pracownika naukowego laboratorium optyki eksperymentalnej, Wierżbickij udowadnia, że sakralne tajemnice i zagadki schodkowych piramid mają swe praktyczne zastosowanie. Jako przykład przytacza on opracowane przezeń paleoastronomiczne schematy, które pokazują, że orientacja staroegipskich kompleksów świątynnych nie jest przypadkową i ma ścisły związek z zodiakalnymi gwiazdozbiorami.[2] Przy tym inżynier unika głównego pytania o to, kim są „panowie” tej niezwykłej „paleokosmicznej” techniki twierdząc, że jest to jak na razie bardzo trudna zagadka. 

Kolosalne wielkości piramidalnych staroegipskich „radioteleskopów” składają się z granitu i bazaltu, dlatego tam nie można mówić o zasilaniu elektrycznym. Tym niemniej piramidy schodkowe wyzwalają wielkie zainteresowanie także u entuzjastów poszukiwań „paleoelektryczności”.


Elektryczność faraonów


Pewnego razu „niezależni badacze” znaleźli coś dziwnego na staroegipskich freskach. Tam właśnie, słudzy faraona trzymają w rękach jakieś dziwne, tajemnicze aparaty, mające kształt kolby laboratoryjnej i przypominające gigantyczne lampy elektryczne z jakimiś wężami, jakby kobrami, wewnątrz. Kolby te czy pęcherze bardzo przypominają reflektory z wężami wewnątrz, połączone kablami z baterią akumulatorów. Głowy węży są ozdobione kwiatami lotosu i można przyjąć, że są one jakimiś świecącymi elementami. 

A w pobliżu znajduje się akumulator energii – także podłączony do węża. Niezwykły demon z dwoma nożami w rękach symbolizującymi „chroniącą siłę” to być może dawny analog dzisiejszej „czaszki ze skrzyżowanymi piszczelami” informującej o śmiertelnym niebezpieczeństwie. 

Hipotez na temat „paleoelektrycznych artefaktów” jest wiele i to różnych i trudno jest wyjaśnić ich naturę – wszak opisują je tylko hieroglify jakiegoś hymnu religijnego na cześć słonecznego boga Ra. Wedle wierzeń egipskich, słońce każdego dnia umiera wieczorem i wskrzesza się każdego ranka. To właśnie symbolizuje wąż, który w krainie faraonów, odradza się każdego razu, kiedy zrzuca skórę. 

Na innych staroegipskich freskach można zobaczyć zagadkowe kłębki przenikających się zygzakowatych linii. Kryptoarcheolodzy zakładają, że są to swoiste symbole elektryczności. Swoje pomysły udowadniają znalezionymi przez nich kłębkami miedzianego drutu, która mogłaby być doskonałym przewodnikiem prądu i glinianymi naczyniami-bateriami z pozostałościami w nich masy elektrolitu i elektrod. 

W zasadzie coś przypominającego nośnik energii elektrycznej w rodzaju archaicznych „bateryjek” znaleziono w czasie wykopalisk w grobach w antycznej Mezopotamii. Są to doskonale znane „baterie z Bagdadu”, wokół których do dziś dnia nie milkną spory archeologów. Jak na razie można tylko powiedzieć, że tajemnice świątynnej nauki ukrywają nie takie zdumiewające odkrycia. Ale kto i dlaczego nieznany Ktoś nauczyć narody Antyku używania elektryczności? To wciąż pozostaje tajemnicą Starożytnego Egiptu.


Źródło: „Tajny i zagadki”, bn., ss. 4-5
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz     
   


[1] W rzeczywistości był on przedostatnim faraonem w tej dynastii.
[2] Zob. także: Brinsley le Poer-Trench – „Temple of the Stars”, Londyn 1973.