wtorek, 20 kwietnia 2021

Ten świat za mało miał strachu…?

 


Kilka dni temu wpadła mi w ręce kolejna książeczka napisana przez kogoś ukrywającego się pod pseudonimem Andy Collins pt. „Przepowiednie dla Polski - Proroctwa – Wizje - Objawienia”, RYTMik, Warszawa 2020. Zainteresowała mnie i rozpustnie wydałem 20,- PLN na to „dzieło”.

Co znajdujemy w nim? Autor zebrał w mniej 45 różnych przepowiedni, wizji i objawień – od przepowiedni przeora Eustachiusza z 1449 roku aż do współczesnych wizjonerów i przepowiadaczy przeszłości w rodzaju dr. Leszka Weresa i ufologów w rodzaju Kazimierza Bzowskiego i Miłosława Wilka.

Rzecz zadziwiająca – wszyscy ci wizjonerzy, do 1772 roku, widzą Polskę chylącą się ku upadkowi i w ogóle calamitatis regnum, jak pisał o niej Paweł Jasienica. A zaznaczam wtedy była jeszcze I Rzeczpospolita Szlachecka, która jeszcze jako Rzeczpospolita Obojga Narodów stanowiła lokalne mocarstwo na naszym kontynencie. Gdyby nie głupota i fanatyzm polskiej szlachty, to była szansa na stworzenie Rzeczpospolitej Trojga Narodów – tą szansę przegapiliśmy, podobnie jak szansę na podporządkowanie sobie Rosji na początku XVII wieku. Głupota ma swoją cenę, a w przypadku Polski najwyższą – rozbiory i 123 lata niewoli, które kosztowały nas nie tylko utratę terytoriów, ale przede wszystkim młodych kadr narodu wyrzynanych w kolejnych bezsensownych powstaniach narodowych, które niczego nam nie dały (z wyjątkiem Powstania Wielkopolskiego, które zakończyło się sukcesem), a kończyły się krwawymi masakrami, zsyłkami i konfiskatami majątków.

Po 1772 roku zaczyna się coś, co można nazwać zaklinaniem rzeczywistości rozbiorowej. Rzeczywistość uciemiężonej, pobitej i zniewolonej Polski jest przeciwstawiana wizji wielkiego odrodzenia się naszego kraju i świetlanej przyszłości, jaką Polska ma przed sobą. No i oczywiście wilkenridyzm, mesjanizm i Wielkie Posłannictwo. Tyle, że nie wiadomo właściwie kiedy – bo horyzont czasowy tych przepowiedni jest mglisty i daleki. Poza tym te wszystkie wizje są odzwierciedleniem pragnień pokoleń Polaków, marzeń o wolności i Wielkiej Polsce, którą tak głupio i bezsensownie przefrymarczono w XVIII wieku. NB, teraz mamy w Polsce dokładnie te same mechanizmy, które doprowadziły ją wtedy do zguby: nietolerancja, sobiepaństwo, korupcja i złodziejstwo, trwonienie majątku narodowego, nepotyzm, fanatyzm religijny, skrajny nacjonalizm śmierdzący faszyzmem i hitleryzmem… Niby należymy do UE, ale rządzące Polską sitwy robią wszystko, by doszło do Polexitu. Jak znam, życie, większość ogłupionego przez nich narodu będzie szczęśliwa, a Polska choć biedna i nędzna, będzie katolicka – jak to ogłosił pewien oszołom z trybuny sejmowej. I ten scenariusz jest realizowany konsekwentnie.

Mało tego – czytając kolejne proroctwa i przepowiednie widzimy, że czekają nas straszne terminy i wydarzenia, ale mamy – a jakże – pokładać nadzieję w Bogu i oczywiście Maryi, bo tylko ona może pomóc to wszystko przeżyć Polakom w niezmienionej postaci… Wniosek jest jeden – niech Polacy przestrzegają konserwatywnych wartości, a wszystko będzie OK. Tak jak to przedstawił Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” – kiedy Polska będzie wolna, wrócą wszystkie polskie wady i przywary, bo wolność (ta szlachecka) ponad wszystko. Jak się to skończyło – wiemy wszyscy. Nieźle podsumował to inż. Stefan Ossowiecki, który przewidział, że po wojnie będą rządzić komuniści, a po nich szubrawcy i świnie – jakże proroczo!

A będzie się działo! Kataklizmy klimatyczne, katastrofy geologiczne, katastrofy społeczne: klęski głodu, wojny, zamieszki, rewolucje, epi- i pandemie – słowem Apokalipsa. Przeżyją tylko ci, którzy mają wiarę i wyznają wartości – reszta zginie! Wniosek: siedź człowieku cicho, nie wychylaj się i trzymaj się Kościoła katolickiego, bo tylko on jest w stanie cię uratować.

Ciekawa rzecz, jak wyglądają na tym tle proroctwa Nostradamusa? Niedawno „znaleziono” w rzymskiej Bibliotece Narodowej nieznaną księgę z XVI wieku, co do której istnieje podejrzenie, że sporządził ją właśnie Nostradamus. Są to właściwie tylko ilustracje zawierające mroczne, pełne symboliki akwarele – polecam film pt. „Zaginiona Księga Nostradamusa” – zob.  https://www.cda.pl/video/4889037c.

Ciekawe, że księga ta została znaleziona dopiero teraz. Przypadek? Wątpię. Nie ma takich przypadków. Ta księga musiała się znaleźć właśnie teraz, kiedy oszalały świat pędzi ku samozagładzie… Kiedy załamują się wszystkie europejskie normy religii zaimportowanej z Bliskiego Wschodu, a ludzie uciekają od niej do innych wierzeń i wyznań, wracają do Starej Religii słowiańskiej czy innych mitologii: Celtów, Germanów, Greków, Rzymian… Dlatego właśnie by temu przeciwdziałać, pojawiają się takie książki jak „Przepowiednie dla Polski”. Klęska Kościoła polega właśnie na tym, że ludzie odwracają się od Boga i od Jego firmy na Ziemi. Bóg poradzi sobie bez wiernych, a Kościół katolicki nie. I wszystko jasne!

Jakkolwiek rzeczywistość wokół nas jest paskudna i skrzeczy, to wbrew wszystkiemu Polska ma być krainą wyróżnioną przez Boga i mlekiem i miodem płynącą. Oczywiście Bóg obiecuje nam ustami swych proroków, że:

Po trzeciej wojnie światowej nie będzie krajów kapitalistycznych ani komunistycznych. Nastaną rządy demokracji Chrystusowej, opartej na prawdzie, sprawiedliwości, godności człowieka i miłości. Polska stanie się wielkim mocarstwem, jakim jeszcze nie była za swego istnienia. Bóg nas podniesie do tak wysokiej rangi przez nasze modlitwy, które zanosimy do Niego.

I tak dalej, i tym podobnie. Tylko jest jeden haczyk – absolutna wierność Bogu i religii rzymsko-katolickiej. To jest warunek sine qua non odrodzenia się Polski w granicach z czasów I Rzeczpospolitej Szlacheckiej ze wszystkimi beneficjami z tego wynikającymi. I problemami – chociażby narodowościowymi i etnicznymi. Ale niech to już Polaków nie zajmuje… Religie tak właśnie mają – obiecują wiele, dają mało. A raczej dużo dają, ale po śmierci, bo ich kapłanów to nic nie kosztuje… W przypadku Polski ma być sam cud, miód i ultramaryna, byle tylko Polska trzymała się kościoła. To jest raczej oczywiste. A ta demokracja Chrystusowa to oksymoron, ale kto to zrozumie?

Oczywiście kraje Zachodu poniosą straszliwe straty moralne i gospodarcze – niektóre znikną zupełnie, niektóre częściowo, a ich kondycja moralna będzie nędzna. Francja, Hiszpania, Portugalia, Italia, Niderlandy, Niemcy – wszystkie te kraje będą ukarane za rozwiązłość i rozpustę. Rosja w ogóle się rozpadnie zaatakowana przez Chiny i wewnętrzne rewolucje. Ale najzabawniejsze jest to, że do Polski przyłączą się kraje słowiańskie, które stworzą wielką Wspólnotę Krajów Słowiańskich. Pięknie – jak będą te rządy wyglądać jak teraz w Polsce, to ja wysiadam! Mam nadzieję, że Słowianie nie dadzą się zwariować jakimś nawiedzonym oszołomom. A szczególnie, kiedy w sojusz z Polakami wejdą Turcy, co już jest całkowitą political fiction, jako że Turcy wzięli ostry kurs ku islamowi raczej nie będą gadać z giaurami z Lechistanu. Cały ten bełkot jest nic nie wart, ale jakże przyjemnie brzmi dla fanów takiej lektury, o jakiej mowa…

Z tego całego bełkotu najbardziej sensownie brzmią wizje na temat kataklizmów geologicznych, które nas czekają: wybuchy wulkanów (czy superwulkanów – najbliższe we Włoszech i RFN), mega-trzęsienia ziemi, supertsunami, mega-susze i mega-powodzie i inne mega-katastrofy naturalne. Większość z nich sprokurowała sobie sama Ludzkość, w ramach „czynienia sobie Ziemi poddaną”. Efekty widzimy szczególnie w Fukushimie, Seveso, Czarnobylu, Kanale La Manche, Bhopalu, Oceanie Indyjskim, Alasce, północnym Pacyfiku, Zatoce Meksykańskiej, Zatoce Gwinejskiej… Ale z drugiej strony widzimy, co się tam dzieje i… i nie robimy niczego, lub zgoła niewiele, by poprawić sytuację. I za to też przyjdzie nam zapłacić. Jak zawsze za głupotę. I tego wcale nietrudno przewidzieć – wystarczy trochę wyobraźni. Sęk w tym, że ludzie współcześni nie mają jej za wiele, przywaleni rutyną dnia codziennego, uganiający się za zyskiem czy tylko za możliwością przeżycia kolejnego dnia. No ale niech nie narzekają – po śmierci miejsce w Niebie i korona niebieska na głowę, Amen!  OK. Tylko dlaczego ci, którzy im to wbijają w łepetyny sami żyją tak, jakby Boga i Jego zasad nie było? Dlaczego stawiają się ponad prawami Boskimi i ludzkimi? Ostatnie skandale obyczajowe w polskim Kościele katolickim to tylko czubek góry lodowej, jak się okazuje…

A tak w ogóle, to się nazywa manipulacja. Ta książka jest jedną z wielu dzieł fałszywych proroków, których ostatnio namnożyło się jak wróbli lub zgoła psów. Ma ona za zadanie wyrobić w Czytelnikach przekonanie, że koniec Kościoła katolickiego będzie równoznacznym z końcem świata, albo przynajmniej końcem Polski. Bo w końcu o przyszłość Kościoła tutaj chodzi i o nic więcej.