Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwony Klasztor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwony Klasztor. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 maja 2025

Brat Cyprian na XXI wiek

 


Dr Miloš Jesenský Ph.D.

 

„Do Cypriana...

Geniusz loci starożytnych murów klasztoru w Lechnicy, zamieszkiwanego przez Kartuzów przez ponad dwieście lat na długo przed twoim przybyciem, krążył w komórkach twojego ciała w symbiozie z dziewiczą naturą magicznych Pienin i każdego dnia przybliżał cię coraz bardziej do tajemniczej istoty i sensu wszelkiego Bytu. Twoje ślady na śniegu dawno już zatarł czas... Dziś jesteś gwiazdą, tajemniczym zakonnikiem, mistrzem tysiąca rzemiosł, latającym mnichem, znanym lekarzem i farmaceutą. Twój fikcyjny wizerunek zdobi opakowania herbaty, pamiątkowe monety i banknoty oraz znaczki pocztowe. Nakręcono o tobie film, na twoją cześć organizowane są Dni Cypriana, a naukowcy i świeccy spierają się o to, czy naprawdę latałeś, czy też „tylko” sporządzałeś zielnik i leczyłeś ludzi. A jednak zapominają, że przybyłeś w to miejsce jako pielgrzym, pokornie poszukujący i mający nadzieję... Wędrowiec, który na chwilę złożył swoje wyimaginowane skrzydła na ołtarzu wiedzy."

Ingrid Majeriková

 

Wśród rzadkich i dlatego cennych momentów historycznych, co do których historycy mogą się zgodzić, znajduje się pozornie nieistotny epizod z wakacyjnej podróży jednego z ojców europejskiej fantastyki naukowej, Juliusza Verne’a (1828–1905). Słynny pisarz płynął jachtem po Morzu Śródziemnym latem 1884 roku. W czerwcu podróżował przez Włochy i zatrzymał się w Mediolanie, gdzie, według jednego z jego biografów, „przez długi czas pochylał się nad rysunkami maszyn latających i notatkami Leonarda da Vinci”. A inny pisze: „Przejeżdża przez Mediolan, gdzie zatrzymuje się, aby studiować notatki i szkice genialnego artysty Leonarda da Vinci, który między innymi zajmował się również zagadnieniami lotnictwa. Te szkice i notatki interesują Julesa”.

I nie tylko jego. Jeśli możemy w to uwierzyć, w ubiegłym wieku brat Cyprian, wówczas jeszcze nowicjusz i przyszły „latający mnich” z Czerwonego Klasztoru nad Dunajcem, o którego życiu niewiele wiemy, także zasiadł do dyskusji na temat planów lotu Leonarda.

 

Mnich między niebem a ziemią

 

Urodził się 28 lipca 1724 r. w Polkowicach na Śląsku, a jego nazwisko rodowe brzmiało Jaisge. Jego młodość pozostaje dla nas w dużej mierze nieznana. Sytuacja w danych biograficznych poprawia się dopiero po 13 września 1753 r., kiedy złożył śluby zakonne w klasztorze kamedułów w Zoborze. Źródła współczesne mówią o nim jako o człowieku bardzo wykształconym, który studiował we Wrocławiu, Brnie, Częstochowie i najprawdopodobniej we Włoszech.

Do Czerwonego Klasztoru przybył w 1756 r., gdzie mieszkał aż do śmierci w 1775 r., po której pojawiły się liczne plotki o jego pragnieniu latania. Zostały one uchwycone w 1807 r. przez uczonego rodowitego mieszkańca Kieżmarku Christiana Genersicha (1759 – 1825), a w 1937 r. przez historyka Jána Liptáka (1889 – 1958) w jego studium „Czerwony Klasztor i brat Cyprian”.[1] Dekadę później motywy te pojawiły się w powieści polskiego autora Jana Wiktora „Skrzydlaty mnich”[2], której słowackie tłumaczenie ukazało się rok później. W przypisie czytamy, że podstawowym motywem dzieła jest zwycięstwo przesądu, zła i uprzedzenia nad genialną ideą człowieka-wynalazcy, który siłą woli, darem rozumu i zdecydowanym działaniem wyprzedził kilka pokoleń.[3]

Akcja dramatycznej powieści Wiktora rozgrywa się głównie w Czerwonym Klasztorze, w Pieninach i w Krakowie, gdzie brat Cyprian poszukuje tajemniczej księgi przypisywanej szlachcicowi Twardowskiemu, polskiemu odpowiednikowi Doktora Fausta, która rzekomo zawiera instrukcje, jak człowiek może latać. Stara historia, na której opiera się autor, opowiada o odważnym i uczonym mnichu, który po skonstruowaniu mechanicznych skrzydeł udaje się wzbić z najwyższego z pięciu szczytów Trzech Koron nad grzbiety Tatr. Mówi się, że maszyna osiągnęła taką wysokość, że jej lustrzane odbicie można było zobaczyć na dnie Morskiego Oka, dopóki nie została strącona na ziemię przez uderzenie pioruna, którym Cyprian został rzekomo ukarany przez rozgniewane moce niebiańskie. Później miejscowy biskup nakazał spalić diabelską maszynę na granicy w Białej Spiskiej, a jej wynalazcę zesłano do więzienia klasztornego na równinie, jak najdalej od wysokich gór, aby jego pragnienie wysokości wygasło na zawsze.

I tak dzielny człowiek został skazany na życie w bezczynności, której zawsze nienawidził, a pośród silnych murów klasztornej celi mógł latać tylko we śnie i wizjach.

Niestety, obecnie brakuje jakichkolwiek zweryfikowanych świadectw o jego maszynie i próbach latania. Jednak legendy o latającym mnichu z pewnością mają prawdziwy rdzeń. Pewną wskazówkę dostarcza na przykład niepozorny zapis mszy odprawianych w Czerwonym Klasztorze, w którym Cyprian jest opisany jako Włoch: ...pre defuncto fratre Cypriano Italo, najwyraźniej w znaczeniu wskazującym na jego pobyt w tym miejscu. Dlatego też całkowicie uzasadnione jest zastanawianie się, czy Cyprian mógł zapoznać się z budową maszyn latających we Włoszech z zachowanych kodeksów Leonarda da Vinci. W takim przypadku nawet podobne, bardzo krótkie zdanie ujawniłoby istotny związek między pracą włoskiego geniusza z przełomu XV i XVI wieku a słowackim polihistorem z połowy XVIII wieku.

Spróbujmy więc wyobrazić sobie Cypriana jako młodego człowieka sfrustrowanego pragnieniem wiedzy, stojącego nad szkicami maszyn latających Leonarda. Gdzieś we Włoszech, być może w którejś z tych cichych bibliotek klasztornych, w których przechowywano mądrość poprzednich stuleci, nagle znalazł się w fascynującym świecie łączącym piękno i naukową precyzję, technologię i sztukę. Kreatywny i techniczny talent mistrza Vinciego, którego idee wciąż wyżłabiają granice ludzkiej wiedzy, mógł wydawać się Cyprianowi zwierciadłem jego własnych, wewnętrznie rozdartych pragnień. Z jednej strony czekała go duchowa podróż z surowymi regułami zakonu kamedułów, z drugiej strony przed jego oczami pojawiły się mechanizmy, które pozwoliłyby mu uwolnić się od grawitacji ziemi - coś w rodzaju wniebowstąpienia za pomocą maszyn. Gdyby Cyprian zagłębił się w te teksty, mógłby odczuć jakąś formę fatalnego związku. Po tylu latach nauki i poszukiwań, oto przed nim stało dziedzictwo wolnomyślnego geniusza łączącego piękno sztuki z precyzją naukowych obliczeń. Jeśli to się naprawdę wydarzyło, dla Cypriana spotkanie ze szkicami Leonarda nie było tylko intelektualnym odkryciem, ale momentem, w którym jego własne pragnienie oderwania się od ziemi mogło się zmaterializować. W głębi duszy było to spotkanie nie tylko z technologią, ale z tym samym pragnieniem zrozumienia świata, które dręczyło człowieka, który wbrew swoim czasom starał się pokonać ich ograniczenia.

 

Historia, której podcięto skrzydła

 

Sąsiednia Polska również zdaje się mieć pewne pojęcie o włoskim szlaku Cypriana, ponieważ koprodukcja filmu z 2010 roku w reżyserii Mariany Čengel Solčanskiej, „Legenda o latającym Cyprianie”, została tam wydana przez dystrybutorów pod jeszcze atrakcyjniejszym tytułem „Latający mnich i tajemnica da Vinci”. Mamy więc w tytule nie tylko latającego mnicha, ale także nawiązanie do Leonarda da Vinci, ale pozostaje zagadką, dlaczego potencjał twórczy tego niewątpliwie atrakcyjnego tematu pozostał praktycznie niewykorzystany. I to pomimo faktu, że sam tytuł obiecuje wielkie rzeczy - „latanie” jako mnich w XVIII wieku oznaczało nie tylko oderwanie się od ziemi, ale przede wszystkim przeciwstawienie się siłom, które wiążą ducha. Zamiast godnego podziwu dramatu życiowego uczonego w habicie mnicha, wszechstronnego uczonego, którym kieruje pozornie niemożliwa chęć ucieczki, otrzymujemy dziwną opowieść o rozbójniku, który się nawrócił i stał się tajemniczym mnichem Cyprianem, owianym legendami. Pytanie brzmi, po co wymyślać taką historię, skoro dysponujemy już oryginalnymi legendami, których narracja przewyższa fantazję scenariusza filmowego. Przy tej okazji przypominam sobie, jak we wrześniu 2010 roku nieżyjący już historyk i popularyzator historii Słowacji Pavel Dvořák (1937–2018) powiedział mi na korytarzach międzynarodowego festiwalu Etnofilm w Czadcy, że otrzymał ofertę bycia ekspertem-konsultantem przy wspomnianym filmie, ale po przestudiowaniu scenariusza uprzejmie odmówił. Z przepraszającym uśmiechem wyjaśnił mi, że taka historia o latającym Cyprianie, który w niej nawet nie lata, a mnichem jest tylko z konieczności, po prostu nie pasuje do jego wizji historii.[4]

Cyprian jest idealną postacią do alegorycznej opowieści o konflikcie wiary z nauką, posłuszeństwa z pożądaniem, nieba z ziemią. Jego legenda stanowi potężny archetyp – samotnego poszukiwacza, który przekracza granice swoich czasów i płaci wysoką cenę za swoją odwagę i ciekawość. Motyw ten ma wymiar starożytnej tragedii, ale także współczesnego egzystencjalizmu. Mimo to film pozostaje zamknięty w zewnętrznych sceneriach – w klasztorze, w lasach, w surowych gestach – i nie przekazuje widzowi prawdziwego wewnętrznego dramatu.

Szczególnie problematyczne jest to, że twórcy postanowili wyobrazić sobie Cypriana jako byłego przestępcę, który ucieka od swojej przeszłości i dla którego klasztor staje się formą schronienia. Taki motyw jest nie tylko historycznie nieuzasadniony, ale w kontekście legendy jest wręcz niepokojący. Prawdziwy Cyprian – jakiego znamy z pism i tradycji – był mnichem o poważnych zainteresowaniach naukowych, a nie postacią z mrocznych romansów. Przypisywanie mu przestępczej przeszłości jest tak samo „odpowiednie”, jak przedstawianie „boskiego” Leonarda jako byłego złodzieja, który przypadkowo odkrył perspektywę. Zamiast zagłębiać się w tajemnicę tego pragnienia latania – które symbolicznie oznacza transcendencję, ucieczkę od dogmatów i spełnienie duchowego potencjału – twórcy wybrali raczej oklepaną historię o grzeszniku, który próbuje pokuty. Ale taką historię mógłby opowiedzieć każdy, gdziekolwiek. Historia Cypriana jest wyjątkowa właśnie dlatego, że jej celem nie jest pokuta – ale wiedza, lot, naruszenie porządku naturalnego. Jest to dosłownie historia inicjacyjna, zadająca śmiałe pytania o granice wiary, wolności osobistej i odwagi, by myśleć inaczej.

 

Polihistor w habicie

 

Ciekawość, odwaga, empatia, mądrość, tajemniczość, a także siła ducha i intelektu – to wszystko są cechy, które kojarzę z bratem Cyprianem – pisze poetycko historyk, pisarka i wydawca Milica Majeriková-Molitoris. - Wyobrażam go sobie spacerującego po kwitnących łąkach Zamaguru, a wiatr rozwiewa mu włosy na wszystkie strony, gdy zbiera zioła w lekkim ukłonie przed potęgą natury i wkłada je do płóciennej kieszeni, wiedząc, jak mogą zmienić czyjeś życie. Wieczorami próbuje mieszać mikstury i spisuje swoją wiedzę w kilku językach, ponieważ wszystkie dzieci Boga na tym świecie mają prawo wiedzieć i wiedzieć, jak pomóc sobie i innym. Ostrożnie wyciąga sprasowaną roślinę spośród stron ciężkiej, grubej księgi i dodaje ją do swoich notatek. Orbis Pictus... Wnosi światło w ciemność poprzez znaną moc szkła i luster, a następnie w wieczornym wietrze, z okrągłym kamieniem w dłoni, w milczeniu patrzy na majestatyczne ptaki drapieżne, które żeglując nad horyzontem, widzą wszystko tutaj z lotu ptaka. Czy on też może to zrobić? Czuje, że może. Że on też pewnego dnia powstanie i oswoi moc natury, aby służyć ludziom. W tym widzę jego symboliczne i prawdziwe dziedzictwo.[5] Brat Cyprian żył w XVIII wieku, kiedy świat dopiero budził się z barwnych snów baroku, a racjonalizm zaczynał zajmować swoje miejsce. Mnich, który wyłonił się ze ścisłej tradycji monastycznej, był jednak – wbrew wszelkim oczekiwaniom – człowiekiem ciekawym, niespokojnie poszukującym w duchu i otwartym w umyśle na to, co wciąż było tylko podejrzewane. Cyprian nie był zwykłym mnichem. Był wszechstronnym uczonym, lekarzem, botanikiem, prawdopodobnie także alchemikiem – i w pewnym sensie prawdziwym wizjonerem.

 

Mnich Cyprian jest niewątpliwie jedną z najbardziej fascynujących postaci w historii Słowacji – przyznaje historyk Martin Homza. - Jest na to więcej niż wystarczająco powodów i wielu słusznie lub niesłusznie porównuje go do Leonarda da Vinci. Jednak dla mnie jest on szczególnie interesujący jako autor obszernego herbarium.[6]

Takiego samego zdania jest antropolog Andrej Mentel, który również docenia zielnik Cypriana z lat 60. XVIII wieku jako wyjątkowe świadectwo dojrzałości współczesnej botaniki i nauk o zdrowiu na Słowacji:

Zielnik Cypriana stanowi znaczący wkład do wiedzy botanicznej swoich czasów. Jego praca dokumentuje występowanie roślin w określonych miejscach, w tym dane o warunkach ekologicznych siedliska, co jest cenne dla botaniki historycznej. Jednak znaczenie zielnika wykracza poza samą botanikę, ponieważ dostarcza również cennych informacji na temat historii medycyny, farmacji i życia monastycznego w XVIII wieku.

Szczegółowe notatki dotyczące miejsc zbioru i warunków ekologicznych roślin pozwalają na rekonstrukcję historycznego rozmieszczenia gatunków i ich siedlisk. Informacje te są cenne dla bieżących badań ekologicznych i etnobotanicznych, a także dla badania zmian bioróżnorodności i wykorzystania roślin w medycynie tradycyjnej.

Wkład zielnika w badania językoznawcze i etnograficzne. Zielnik zawiera nazwy roślin w Łaciny, niemieckiego, greckiego i polskiego, co dostarcza materiału do badań językoznawczych i badań nad ludową nomenklaturą roślin. Dane te mogą przyczynić się do zrozumienia historycznego wykorzystania roślin i ich znaczenia w kontekście kulturowym. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, gdy potrzeba głębszego zrozumienia tzw. „tubylczych” lub tradycyjnych systemów wiedzy o przyrodzie staje się coraz bardziej pilna - nie tyle ze względu na ich pragmatyczną lub być może ekonomiczną wartość, co raczej ze względu na ich znaczenie jako części dziedzictwa kulturowego.

Herbarium Cypriana dokumentuje poziom wiedzy botanicznej w XVIII wieku i wskazuje, w jaki sposób wiedza przyrodnicza rozprzestrzeniała się w środowisku klasztornym. Jego praca pokazuje powiązania między praktycznym wykorzystaniem roślin a naukowym zainteresowaniem ich systematycznym badaniem. Chociaż sam klasztor, w którym pracował Cyprian, został zamknięty wkrótce po jego śmierci, więc nie mamy możliwości zrekonstruowania sposobów odbioru i rozwoju jego wiedzy, to już w samym herbarium możemy dostrzec ślady dokumentujące, że nad pracą aktywnie pracowało kilka osób (czy to byli uczniowie Cypriana, czy współpracownicy). Z pewnością nie był to akt odosobniony ekscentrycznego zakonnika, ale próba rozwinięcia działalności naukowej i edukacyjnej, która miałaby wpływ również na życie poza murami klasztoru.[7]

 

Osoba brata Cypriana jest nierozerwalnie związana w naszej historii i literaturze z zielnikiem, który zawiera prawie 300 okazów roślinnych – zgadza się z wcześniejszymi opiniami historyczka Radka Kacvinská-Palenčárová. - Ogólnie rzecz biorąc, w słowackiej historiografii i literaturze ludowej pojawia się jako brat zakonny w zakonie kamedułów w Czerwonym Klasztorze, a także przyrodnik, botanik, farmaceuta, uzdrowiciel ran, alchemik... W legendach i tradycji ludowej jest określany jako latający mnich, co wiąże się z legendą o budowie latającej maszyny. Legenda o latającym mnichu miała zostać przywieziona tutaj z Wirtembergii na Spisz przez chłopów, których cesarz Józef II przesiedlił po zniesieniu klasztoru kamedułów nad Dunajcem, aby uprawiać pola na terenie dawnego klasztoru. Zasługą mnicha, o której być może w ogóle nie wspomniano, jest nadawanie nazw roślinom w zielniku, oprócz innych języków, także w języku polsko-słowackim. Moim zdaniem ta wszechstronna osobowość zasługuje na większą uwagę. Powstał już film fabularny o Cyprianie, powstała też powieść, a kosmetyki zostały nazwane jego imieniem, ale wciąż jest miejsce na badania, które mogłyby przynieść ciekawe rezultaty i tym samym pomóc nie tylko poznać naszą historię, ale także pobudzić turystykę.[8]

 

Wznosić się duchem, spadać ciałem

 

Życie Cypriana opierało się na nieustannym napięciu między dwoma biegunami: między posłuszeństwem monastycznym a wewnętrznym pragnieniem wiedzy, między ascezą a pragnieniem wysokości — dosłownie i metaforycznie. W czasach, gdy ludzki lot był jeszcze metaforą grzechu lub bluźnierczą próbą naśladowania anioła, Cyprian szukał sposobu, aby przekształcić tę ideę w rzeczywistość. Jego pragnienie latania nie było tylko technicznym wyczynem, ale aktem przekraczania granic — fizycznych, duchowych i społecznych.

Z dzisiejszej perspektywy Cyprian może wydawać się postacią tragiczną. Był związany ślubami posłuszeństwa, milczenia i pokory, a jednak w nim czaiło się pragnienie przekroczenia horyzontu znanego. Jego próba skonstruowania latającej maszyny była aktem ludzkiego rozumu, ale jednocześnie mogła być postrzegana jako herezja — jako kusząca gra na mocy, która należy do Boga. W środowisku religijnym jego pomysłowość można było postrzegać nie jako dar, ale jako niebezpieczeństwo. Jako pokusę wyjścia poza dane ramy, a zatem jako herezję.

Superbia præcedit ruinam. „Pycha poprzedza upadek”, mówi stare łacińskie przysłowie, które przyjęliśmy jako własne. A jednak Cyprian nie działał z dumy. Jego pragnienie latania nie było buntem przeciwko Bogu, ale próbą zrozumienia Jego stworzenia. Podobnie jak Leonardo da Vinci przed nim, a pół tysiąca lat przed nim benedyktyński mnich Eilmer z Malmesbury, on również pragnął tylko jednego – wzbić się w powietrze, spojrzeć na świat z góry, odkryć w kosmosie cichy porządek sił niebieskich. Jego marzenie o lataniu nie było ucieczką od wiary, ale jej spełnieniem — pragnieniem zrozumienia praw rządzących stworzeniem. Być może dlatego legenda Cypriana przetrwała. Nie jako opowieść o pysze i upadku, ale jako ciche świadectwo człowieka, który wierzył, że Bóg nie dał nam powodu, abyśmy bali się z niego korzystać.

 

Przekład ze słowackiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

 

 


[1] Lipták, Johann: „Das Rote Kloster und Frater Cyprianus: eine kulturgeschichtliche Studie“, Verlag des Karpathenvereines, Kesmark, 1937.

[2] Wiktor, Jan: „Skrzydlaty mnich“, Atlas, Wroclaw – Warszawa, 1947.

[3] Wiktor, Jan: „Okrídlený mních“, Matica slovenská, Martin, 1948.

[4] Wizja Cypriana jako nawróconego grzesznika pasuje do religijno-romantycznej polskiej tradycji literackiej. Motyw nawróconego i pokutującego przestępcy jest częstym w naszej literaturze romantycznej.

[5] Milica Majeríková-Molitoris – korespondencja z autorem, 11. 5. 2025.

[6] Martin Homza – korespondencja z autorem, 30. 4. 2025.

[7] Andrej Mentel – korespondencja z autorem, 1. 5. 2025.

[8] Radka Kacvinská-Palenčárová – korespondencja z autorem, 10. 5. 2025.

poniedziałek, 13 lutego 2012

SPRAWA NR 012/X - LATAJĄCY MNICH (2)



Aby dobrze zrozumieć znaczenie tych słów, musimy pogrążyć się jeszcze bardziej w przeszłość.

Końcem zimy 1503 roku, w Peruggi rozeszły się wieści, że matematyk Giovanni Battista Danti w dzień ślubu szlachcica Bartolomea da Alviano dokonał niebezpiecznej próby. Wyszedł on na szczyt wieży katedry Santa Maria della Virgine, przymocował sobie do grzbietu jakieś ogromne skrzydła, oddzielił się od niej ogromnym skokiem i poleciał. W pewnym momencie przewrócił się w powietrzu i spadł na boczna nawę kościoła, gdzie na jej dachu przyhamował swój upadek, tak że nie zabił się, a jedynie połamał nogi.

Na podstawie tej próby da Vinci jako pierwszy odkrył podstawowe prawo mechaniki, którego używa już brat Cyprian przy konstrukcji swego latającego przyrządu, a głoszącego, że każdej akcji towarzyszy reakcja przeciwnie skierowana – czyli III Zasada Dynamiki. Jego aparat skonstruowany z wikliny i tafty miał używać tej zasady tak dobrze, jak po pół tysiąclecia potem robią to kosmiczne rakietoplany i rakiety nośne. Przed rokiem 1505 robi on wiele prób i obliczeń siły, jaką musi zużyć ptak i jak wielką powierzchnię muszą mieć skrzydła, by mógł on latać – dokładnie w 250 lat później to samo robi brat Cyprian na Słowacji.

Po ukończeniu budowy aparatu latającego, Leonardo da Vinci pojechał 10 marca 1505 roku do Fiesole, gdzie obejrzał sobie stoki Monte Cecerre, skąd miał wznieść się jego wynalazek. Domniemywa się, że eksperyment miał się odbyć na początku 1506 roku, ale nie wiadomo, kto miał pilotować tą maszynę.

Co ciekawe, w Fiesole, podobnie jak w Pieninach, żyje legenda o uskrzydlonej maszynie jakiegoś tajemniczego wynalazcy. Wiemy, kim on był – to był jeden z jego najwierniejszych uczniów – Tomasso Massini de Peretola – znany mechanik i konstruktor. Ze stoków Monte Cecerre rzucił się w przepaść ze skrzydłami i poleciał. Długą chwilę utrzymał się w powietrzu – pisze włoski historyk Nardinileciał nad lasami i kamieniołomami, które zbliżały się ku torowi lotu człowieka. Naraz, czy to przez błędny manewr, czy to przez podmuch wiatru albo przez to, że sił człowiekowi nie stało – spadł on w dół. Śmiertelnie rannego wyciągnęli go ze szczątków.

Dzisiaj jedynie możemy rekonstruować wypadki, które rozegrały się wedle legendy spod Łabędziej Góry. Jedno jest pewne: Tomasso Massini przeżył 25 lat i nie wspomina się o nim mówiąc o da Vincim i jego próbach na stokach słonecznej Fiesole...

Jak wiadomo z legend, niepowodzenie próby da Vinciego nie odstraszyło bynajmniej brata Cypriana. Dzisiaj ponownie powracamy do osoby tajemniczego mnicha z Czerwonego Klasztoru, który był nie tylko lekarzem, ale przede wszystkim alchemikiem i genialnym konstruktorem, który przerósł swą epokę. Dlatego też wracamy pod koniec XX wieku do tej postaci, by wreszcie przełamać barierę milczenia wokół postaci słowackiego polihistora z II połowy XVIII wieku, który korzystał z wiedzy włoskiego geniusza z przełomu XV i XVI stulecia.

Brat Cyprian jest także autorem najstarszego na Słowacji zachowanego do dziś dnia herbarium, które obecnie znajduje się w księgozbiorze Muzeum Nauk Przyrodniczych Słowackiego Muzeum Narodowego w Bratysławie. Z tego unikalnego dokumentu dowiadujemy się dalszych szczegółów życia „skrzydlatego mnicha”, którego profil zainteresowań musimy jeszcze wzbogacić o wiedzę z zakresu botaniki, zielarstwa i medycyny, którą to wiedzę nabył zapewne w czasie pobytu we włoskich klasztorach. To uzasadnia także i to, że wedle tradycji był on znany jako „Tausendkünstler” – znawca tysiąca sztuk. W Czerwonym Klasztorze pracował jako lekarz i aptekarz, zbierał rośliny lub hodował je w przyklasztornym ogrodzie – herbarium, wyrabiał maści, wyciągi i rozmaite preparaty ziołowe i nie tylko. Poza tym pracował jako kucharz, zarządca refektarza, chirurg, łaziebnik, łowił ryby dla klasztoru, wyrabiał świece i zwierciadła – i to wszystko przy pełnieniu swych normalnych obowiązków duchownych mnicha.

Zielnik zakonnika.

Zajmijmy się tym dokumentem, bo warto!

Wstępna część herbarza składa się z dwóch stron tekstu. Pierwsza jest zatytułowana „Botanoteca fra Cypriana”  i po łacinie brat Cyprian pisze o sobie i swych poglądach na ówczesną medycynę.  Nie przejmował się zbytnio scholastyczną medycyną, która wykładano na uniwersytetach, i np. włoskich lekarzy nazywa „rzymskimi graduowanymi flakopłukami” czy „lekarzami od cielaków”...

Na licu drugiej strony znajdujemy stylizowany rysunek dwóch obelisków, pomiędzy którymi nieznany czytelnik fra Cypriana umieścił łaciński tekst rojący się od alchemicznych znaczków, w którym zawarł panegiryk na cześć tego uczonego. Pod tym zapisem jest zaszyfrowany rok Pański 1766, zaś na verso strony znajduje się rysunek przedstawiający zwierciadło w ozdobnej ramie. NB, rysunek zwierciadła mówi więcej o alchemicznych zainteresowaniach brata Cypriana, niż panegiryki na jego cześć. Proszę, nie zapominaj Czytelniku, że zwierciadłami posługiwali się wszyscy uczeni i alchemicy Starożytności, Średniowiecza, Renesansu i Baroku począwszy od Archimedesa, a skończywszy na Johnie Dee-Deviusie, Janie Wawrzyńcu Durranie-Twardowskim i Alessandro Cagliostro vel Giuseppe Balsamo, Giacomo Casanovie, i innych im podobnych.

Sam zielnik ma 94 strony paginowane i 4 nie-paginowane – brak strony 81. Rośliny przyklejono do papieru całą swą powierzchnią karugiem, albo przymocowano paskami płótna, w kolejności znajdywania ich i opisywania przez autora.

Całkowita liczba roślin wynosi 283, 23 z nich jest zduplikowanych, a każda z nich jest starannie opisana w łacinie i grece, po niemiecku, polsku i słowacku.

Co do strony botanicznej zbioru, to w zielniku tym są 44 rośliny, które nie występują w Pieninach, i zostały sprowadzone do ogrodów z innych krajów i dzielnic, następnie gatunki hodowane dla pięknych kwiatów, a także rośliny kwiatowe z obszaru Tatr Słowackich (63 gatunki), Pienin i okolic Czerwonego Klasztoru, gdzie brat Cyprian najwięcej działał.

Za zielnikiem znajduje się alfabetyczny indeks roślin oraz 32 strony niemieckiego tekstu pisanego szwabachą, w którym znajdujemy opisane przykłady z lekarskiej i aptekarskiej praktyki brata Cypriana, jego spostrzeżenia i metody leczenia pacjentów.

Opis praktyki brata Cypriana musimy zacząć od stwierdzenia, że zanim w a.D. 1756 przybył on do Czerwonego Klasztoru, tutejsza wspólnota nie miała lekarza, i w razie czego musieli mnisi wzywać lekarza z zewnątrz. Później brat Cyprian zabrał się do pracy tak ochoczo i z taka erudycją, że obcy lekarze nie musieli już do klasztoru przychodzić, ba! – był on niejednokrotnie wzywany do chorych w całej okolicy! Za pozwoleniem przeora leczył on chorych w Starej Ľubovni, Podolíncu i zamku w Czorsztynie!

Wedle uwag pozostawionych przez brata Cypriana w swym herbarium, domniemywał on, że choroby mają swe źródło w schorzeniach skóry, żołądka, wątroby i śledziony. Leczył on ludzi przede wszystkim wywarami z leczniczych roślin, które sam przyrządzał w klasztornej aptece, wedle ówczesnych receptur – manuale medices. Lekarstwa, które wyrabiał, nie były przeznaczone jedynie dla jego własnych pacjentów, ale je także sprzedawał a z uzyskanych w ten sposób środków założył w 1760 roku, finansowy fundusz na rozwój apteki w Czerwonym Klasztorze, która głównie za jego przyczyna zyskała poczesne miejsce w Środkowej Europie.

Z medycyny internistycznej i diagnostyki, pisze on w swym herbarium o badaniu moczu i pulsu chorego, jak można rozpoznawać choroby u ludzi i jak zyskać wiedzę o różnych chorobach. Szczególny nacisk kładzie on na obserwacje z własnej praktyki i opisy symptomów choroby.

O jego działalności na polu chirurgii nie wiemy zbyt wiele. Wiadomo tylko, że zwichniętą nogę patera Dona Leopolda unieruchomił na osiem dni w łubkach, a rozszczepione kości leczy przy pomocy okładów. Ciężkie zapalenia leczy przy pomocy specjalnej diety, a w przypadkach skoków ciśnienia w górę stosuje puszczanie krwi i podawaniem specjalnego preparatu.

Szczególną uwagę zwracają te lekarstwa, które on sam wynalazł. Wśród nich znajduje się proszek – pulvis № 121- przeciwko zapaleniu żył który wychwalał szczególnie dziekan Vitalis, a którego wyleczył brat Cyprian z zapalenia ślepej kiszki za pomocą maści, która sam sporządził, zaś upławicę leczył on przy pomocy święconej wody i specjalnym syropem.

Pomiędzy medycznymi i farmaceutycznymi rozprawami, w herbarium znajdujemy także i ironiczne uwagi na temat życia klasztornego – a to picie piwa zamiast wina, podawanie suszonych i zaśmierdziałych ryb, i tak dalej. Czytamy tam także, jak to w czwartek fra Cyprian pomalował gęsiom i kaczkom nóżki na czarno, by w piątek podać je jako dziczyznę na stół – bowiem ta była objęta dyspensą i można ją było podawać jako postne jadło...

I przy całym swym medycznym kunszcie i nowatorstwie w sposobach leczenia, brat Cyprian był także dzieckiem swej epoki i wierzył w to, że wodę do lekarstw i celów medycznych należy brać pod prąd rzeki, a nie z prądem, a także w inne gusła i zabobony...

Zapiski, które brat Cyprian zrobił przy roślinach, ukazują nam, jak bardzo wierzono w to, iż rośliny maja swą magiczną siłę. W tych czasach medycyna stanowiła nieprawdopodobny zlepek wiedzy racjonalnej i magii.

Leczenie roślinami ma swe korzenie w czarodziejstwie. W owym czasie ludzie sądzili, że rośliny o silnym zapachu przeganiają złe duchy – np. czosnek odstraszał wampiry i strzygi. W czarodziejskiej praktyce uzyskiwano niejednokrotnie cenne informacje o uzdrawiającej mocy roślin, które przechodziły z pokolenia na pokolenie. Istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że lekarze kierowali się wówczas intuicją przy doborze roślin do leczenia ludzi – i także zwierząt gospodarskich.

Z biegiem czasu zaistniała potrzeba systematycznego badania królestwa roślin na zasadach racjonalnego myślenia. Taką nauką była w czasach brata Cypriana  nauka o sygnaturach, która jako pierwszy sformułował niemiecki lekarz i alchemik dr Phillippus Aureolus Paracelsus Teophrastus Bombastus von Hohenheim vulgo Paracelsus (1493 – 1541). Paracelsus sądził, że w akcie stworzenia każda roślina została obdarzona wyraźnymi znakami  - sygnaturami – które wskazywały na jej przeznaczenie, i tak np. rośliny o czerwonych kwiatach czy liściach były pomocne do leczenia chorób krwi, zioła z białymi kwiatami były skuteczne w leczeniu w leczeniu zapalenia, a z liśćmi w kształcie serca – leczyły choroby serca. I chociaż dzisiejsza wiedza medyczna nie uznaje tego poglądu, to można powiedzieć, że w tym okresie była to pierwsza próba usystematyzowania świata roślinnego i przyniosło to sporo nowych i cennych odkryć.

Także przy roślinach leczniczych w przeszłości znano ich działanie farmakodynamiczne co dawało możliwość stworzenia magicznego, bo magicznego, ale spisanego katalogu tych ziół. Mit o czarodziejskim działaniu ziół był pomocny dla tych badaczy, którzy podeszli do nich racjonalnie. Nie inaczej było z bratem Cyprianem, który był mnichem niejako à propos, przez przypadek, a to dlatego, że żył w czasach, kiedy można było uprawiać zdobywanie wiedzy jedynie w klasztorach. I można sądzić, że znakomite wyniki w sztuce leczenia ludzi, jak i w lotach na lotni – boż to była chyba pierwsza lotnia w Środkowej Europie – przywiodła go do śmierci, która do dnia dzisiejszego otoczona jest mgłą tajemnicy.

Zazwyczaj mówi się, że brat Cyprian zmarł w dniu 16 kwietnia 1775 roku, jako dożywotni więzień czerwono-klasztornej samotni, zaś wedle innych źródeł – stało to się w czasie tygodnia pomiędzy 30 kwietnia a 7 maja 1775 roku. Jeszcze inne źródła twierdzą, że zamordowała go Święta Inkwizycja, istnieje także pogląd, że zmarł w biedzie i opuszczeniu w 1774 roku, przykuty łańcuchem do ściany lochu opactwa w Pannonhalmie na Węgrzech.

Tak kończyli, kończą i będą jeszcze długo kończyć swe pracowite życie ci, którzy maja odwagę wyjść z ramki szarego życia codziennego i utartych schematów wiary, nauki i polityki.

piątek, 10 lutego 2012

SPRAWA NR 012/X - LATAJĄCY MNICH (1)

Niebo na górze, niebo na dole,
Gwiazdy na górze, gwiazdy na dole,
Co jest na górze, jest na dole
Takie weź do twego szczęścia.

Napis na frontonie świątyni Izydy, ( Memfis, Egipt)




 Miloš Jesenský

Braciszek z Czerwonego Klasztoru 

Kompleks budynków klasztornych w Lechnicy, nazwanego od koloru swych ścian Czerwonym Klasztorem, znajduje się na słowacko – polskim pograniczu, na romantycznym brzegu Dunajca i w malowniczym masywie Trzech Koron. Z klasztorem tym jest nierozerwalnie związane imię legendarnego mnicha i alchemika – brata Cypriana, którego działania dokumentuje fakt, że poza religijna medytacją, mnisi rozwijali swe zdolności techniczne i inne w innych dziedzinach wiedzy. Dzieła i życie brata Cypriana są żywym dowodem na to, że idee alchemików przenikały także poza grube mury klasztorów i jak bez nich nie da się zrozumieć tego, co działo się za nimi...

Alchemia... Ta nauka wyklęta oficjalnie przez Kościół katolicki jest nierozłącznie związana z dziejami kartuskich klasztorów w Lechnici i Kláštorisku, była w przeszłości rozumiana jako tajemna nauka o transmutacji, (czyli przemianie) zwyczajnych metali w złoto i srebro, i jako taka wypełniła historię Ludzkości wieloma dramatycznymi wydarzeniami, które się rozegrały w czasie daremnych poszukiwań klucza do transmutacji zwykłych metali w szlachetne. Współcześnie się często mówi o alchemii fizycznej i spirytualnej: pierwsza z nich dąży do przemiany materii, druga o przemianie człowieka jako istoty psychicznej i duchowej. Chociaż adepci tajnej wiedzy wiedzieli w przeszłości o tym, że w alchemii chodzi przede wszystkim o duchowe odrodzenie człowieka, to dopiero na początku naszego stulecia szwajcarski psychiatra Carl Gustav Jung stwierdził, że pojęcia alchemiczne mają swe odpowiedniki w terminologii nowoczesnej psychologii i psychiatrii, i że zatem wyjaśniają one proces psychicznej przemiany człowieka i formowanie jego rozwoju duchowego do psychicznie zjednoczonej osobowości, wewnętrznie zupełnie zharmonizowanej.

Dzisiaj, kiedy możemy przy pomocy techniki jądrowej wytworzyć sztuczne złoto, NB potwornie drogie, alchemia jest definiowana jako nauka spirytualna, mentalna – zaś sztuka spagiczna, czyli wyrabianie lekarstw wedle zasad alchemii –jest już samodzielną nauką. Poza próbami odkrycia kamienia filozoficznego, – czyli tynktury potrzebnej do przeistoczenia byle jakiego metalu – zwłaszcza ołowiu - w złoto, alchemia fizyczna zajmuje się jeszcze ośmioma problemami:
1.      Uzyskanie  alkathestu, – czyli uniwersalnego rozpuszczalnika;
2.    Oddzielenie tzw. spiritus mundi, – czyli substancji nasyconej wszelkimi planetarnymi wpływami;
3.    Uzyskanie quinta essentia – substancji ekstrahowanej ze wszystkich minerałów, ciał roślinnych i zwierzęcych, która miała być pomocna do życia człowieka;
4.    Uzyskanie aurum potabile – płynnego złota, leku, który miałby uodparniać człowieka przeciw wszystkim chorobom;
5.     Uzyskanie eliksiru wiecznej młodości i wiecznego życia;
6.    Uzyskanie arcanum, – czyli cudownego składnika wszystkich leków, coś w rodzaju katalizatora;
7.     Opracowanie metody paligenezy – czyli zregenerowania lub zrekonstruowania żywych organizmów z popiołu – à la Feniks;
8.    Uzyskanie homunculusa, – czyli wytworzenie nienaturalnymi metodami żywej istoty lub człowieka.

Nie tylko alchemicy...

O ile mi wiadomo, podobny program mieli Różokrzyżowcy i niektóre odłamy masonerii, ale zredukowali oni swą problematykę badawczą do czterech punktów:
1.                          Uzyskanie lapis philosophum – kamienia filozoficznego do transmutacji metali w złoto;
2.                        Uzyskanie panaceum, – czyli leku na wszystkie możliwe choroby;
3.                        Uzyskanie metody paligenezy i;
4.                        Wyprodukowanie homunculusa.

Alchemicy w sutannach.

Na początku XVI wieku, członek konwentu kartuzjańskiego, klasztoru założonego w 1299 roku na Skale pri Letanovciach, sporządził pisemny wykaz działań jego przeora Jana z Siedmiogrodu, który intensywnie zajmował się alchemią. Powodem jego parania się alchemią w zakresie transmutacji metali była straszna bieda i depresja gospodarcza klasztoru, po najazdach husyckich w latach 1433 i 1453. Eksperymenty te drogo go kosztowały, jak podaje „Spiska Kronika” : Całe mienie braci mnichów zmarnował, złoto poprzetapiał, srebro zmienił w dym, klasztor doprowadził niemalże do upadku, a zatem musiał być urzędu zbawion...  co stało się w 1476 roku.

Alchemią zajmowali się także poprzednicy brata Cypriana w Červenym Klàštore, który zakon Kartuzów zaczął budować w 1330 roku. To tutaj pracował w XVI wieku słynny alchemista Martin Kasper Berovič, który z obawy przed prześladowaniem ze strony protestantów uciekł w 1563 roku do Ołomuńca, gdzie zabrał całe laboratorium alchemiczne, które było umieszczone w fundamentach starej wieży. Swą wiedzę i umiejętności oraz praktyczne spostrzeżenia przekazał on przed swą ucieczką Ondrejovi Smockému – organiście polskiego pochodzenia ze Spiskiej Nowej Wsi, który jego rady i wiedzę przekazał z kolei nam w rękopisie pt. „Vade mecum & ego tecum”, w którym osobny rozdział poświęcony jest środkom leczniczym używane w medycynie klasztornej, wraz z symboliką i alchemiczną terminologią.

Właśnie w rękopisie Smockégo znajdujemy starodawna receptę, której używali mnisi w klasztorze, za czasów króla Macieja (1458 – 1490). Intensywnie wtedy poszukiwano sposobu wyrobu kamienia mądrości, i do końca twierdzili, że potrafią zrobić lepsze złoto, o większych ziarnach, niż węgierskie.

O kamedulskim bracie Cyprianie, który kontynuatorem badań alchemicznych w Czerwonym Klasztorze wiemy, że nazywał się naprawdę Franz Ignatz Jäschke i urodził się w dniu 28 lipca 1724 roku w śląskich Polkowicach. Długo pozostawało nieznane jego prawdziwe nazwisko i pochodzenie. Sądzono, że chodziło o sierotę Marcina, którego w 1717 roku czerwono klasztorny i konwent posłał na naukę do lewoczskiego chirurga J.M.Choisa. Po pewnym czasie powrócił do klasztoru, a po wyświęceniu przyjął imię Cyprian. Wybór imienia wskazuje na to, że był on sierotą, bowiem osierocone dzieci nazywa się na Spiszu właśnie „cyprianami”. Legendę tą obalili w 1971 roku Michal Lacko i Vendelín Jankovič, którzy w rzymskich spisach klasztorów i życiorysów mnichów znaleźli informacje, że brat Cyprian ujrzał światło dzienne w dniu 28 lipca 1724 roku w śląskich Polkowicach, ale nie potrafili zdeszyfrować jego niejasno napisanego nazwiska. Czytali go Jaisge, resp. Jaige, bo taka wypadała im transkrypcja tego nazwiska. Dopiero w roku 1988, znanej polskiej botaniczce dr Zofii Radwańskiej-Paryskiej, udało się we Wrocławiu dotrzeć do metryki późniejszego brata Cypriana. Była ona wystawiona w języku niemieckim, bowiem polski Śląsk był wtedy pod zaborem pruskim. I tak się dowiedzieliśmy, że bohater tego artykułu nazywał się Franciszek Ignacy Jäschke i był synem polkowickiego mieszczanina i mistrza krawieckiego – Josefa Jäschkego. W dniu 28 lipca 1724 roku go ochrzczono, ale ponieważ dalszej daty brakuje, to chyba chodzi o dzień jego urodzin.

CV polskiego Leonarda da Vinci.

Młodość Cypriana i to, dlaczego postanowił wstąpić do zakonu, pozostaje dla nas tajemnicą, i ta sytuacja trwa do dnia 13 września 1753 roku, kiedy złożył on ślubowanie zakonne w kamedulskim klasztorze w Zoborie pri Nitrze. Ówczesne źródła piszą o nim, że był on wysoko wykształconym człowiekiem, który studiował we Wrocławiu, Brnie, Częstochowie oraz najprawdopodobniej także we Włoszech. Mówił po polsku, słowacku, niemiecku i łacinie.

Do Czerwonego Klasztoru przybył on w 1756 roku, i tam wpisał się w ludowe opowieści i legendy swym niesamowitym pociągiem do latania. Legendy te spisał już w 1807 roku mieszkaniec Kieżmarku (Kežmaroku) Christian Genersich, zaś w 1937 roku Johann Lipták  w studium „Das Rote Kloster und Frater Cyprianus”. Motywy te zostały także wykorzystane przez polskiego pisarza Jana Wiktora w powieści „Skrzydlaty mnich” (1947 r.) – NB, której słowacki przekład pojawił się w rok później.

Akcja powieści Wiktora rozgrywa się  w głównej mierze w Czerwonym Klasztorze, Pieninach i Krakowie, gdzie br. Cyprian poszukuje jakiejś zagadkowej księgi, która zawiera przepis tajemny umożliwiający człowiekowi latanie.

Autor opiera oś intrygi na starodawnej legendzie mówiącej o odważnym i uczonym mnichu, któremu po skonstruowaniu latającego aparatu powiódł lot z najwyższego z pięciu szczytów Trzech Koron aż nad turnie Tatr Wysokich. Bagatela! – w linii prostej jest to odległość co najmniej 35 km, zaś różnica w wysokości wynosi około (w zależności od trasy) 1.000 – 1.300 m!  Urządzenie to doleciało na taką wysokość, że jego odbicie lustrzane widzieć można było na dnie Morskiego Oka, i zostało ono zniszczone gromem niebieskim, którym pokarało Niebo brata Cypriana.

Wkrótce na rozkaz biskupa spalono diabelską maszynę na granicy w Spišskiej Belej, a jej wynalazcę osadzono w więzieniu klasztornym na równinie, jak najdalej od niebotycznych wierchów, aby na zawsze zabić w nim chęć do latania.

I tak ów uczony mąż musiał żyć w bezczynności, zaś latać mógł jedynie w swych snach...
Niestety, w rzeczywistości nie ma żadnych materialnych dowodów na istnienie jego latającego przyrządu. Wyjątkiem jest tekst, który wedle słów lewoczskiego historyka Elmerá Köszeghy’ego w archiwalnej teczce z roku 1760 po łacinie oznajmiał, że pewien profesor z Rimavskiej Soboty: Znajdował się w Spišskiej Belej na rynku, kiedy tam z rozkazu arcybiskupa Nitry – Ladislava Mattyasovszkiego z Merkušoviec spalili diabelski wóz. Aparat ten sporządził niejaki brat Cyprianus z Lechickiego Klasztoru, który ze względu na to, że wybudowano go z czerwonej cegły lud zwie Czerwonym Klasztorem. Przy spaleniu maszyny było mnóstwo ludzi i przybyli także czcigodni kanonicy ze Spiskiej Kapituły. Frater Cyprianus, którego przedtem nazywali Vogelbergiem, przypiął sobie diabelską maszynę na szczycie Trzech Koron i przy jej pomocy doleciał aż do Morskiego Oka. Pan Biskup nie był przy egzekucji przytomny i nie mieliśmy możności ujrzeć także podsądnego mnicha, którego odwieziono na miejsce, z którego już nie będzie widział gór, skąd wzięła się jego chęć do latania.

Legendy o tajemniczym mnichu, jak to widać z powyższego, mają jakieś swe racjonalne jądro w rzeczywistości. Pewną indykację stanowi tutaj także zapis o odprawionych Mszach świętych w Czerwonym Klasztorze, który mówi o Cyprianie, jako o Włochu:... pro defuncto fratre Cipriano Italo -  co może wskazywać, że był on tam na studiach.

W związku z tym, nie jest bez sensu uwaga, iż Cyprian mógł we Włoszech zaznajomić się z konstrukcją maszyn latających na przykład z prac Leonarda da Vinci (1452 – 1519), który pracował nad stworzeniem latającej maszyny ze skrzydłami. Udowadnia to cytat z dzieła włoskiego polihistora, lekarza i matematyka oraz filozofa w jednej osobie – Girolama, Cardana (1501 – 1576), który w pracy „De suptilitate” napisał: W naszych czasach tylko dwaj ludzie usiłowali latać, ale bez powodzenia. Następne zdanie jest na tyle ciekawe, że zacytuję go w oryginalnym łacińskim brzmieniu: Volanti inventum, quod nuper tentatum est a duobus, illis pessime cessit, Vincius de quo supra diximus, tentavit et frustra. (Także [Leonardo da] Vinci spróbował latać, ale mu się nie udało...)

CDN.