czwartek, 18 września 2014

Siedem tajemniczych skarbów świata



Sylvan Lane


Czas by obudzić twego wewnętrznego Jacka Sparrowa. Zakopane skarby nie są tylko pirackim mitem. I wciąż jest kilka legendarnych pirackich depozytów, o których wciąż krążą podania i ich cenne przedmioty wciąż czekają na szczęśliwego znalazcę. Od skradzionego złota Azteków do Europejskich dzieł sztuki, przedstawiamy tutaj 7 dawnych skarbów dotąd nie znalezionych na całym świecie.

Mapka tajemniczych skarbów świata


1. Skarb z Noche Triste


Lokalizacja: Gdzieś pod miastem Meksyk, Meksyk
Pod koniec czerwca 1520 roku, Aztekowie mieli wreszcie dosyć rządów Hernana Cortesa i jego hiszpańskich konkwistadorów. Kiedy zbliżająca się indiańska armia wyciągnęła hiszpańskich najeźdźców ze stołecznego miasta Tenochitlan, Cortes rozkazał swym podkomendnym zabrać tyle złota, ile tylko byli w stanie wpakować w swe pancerze i załadować na ich statki. 
Pojawiły się dwa duże problemy: Tenochitlan znajdował się na środku jeziora, a złoto jest naprawdę ciężkie. To właśnie pomogło Aztekom zrzucić Hiszpanów z grobli i mostów, którzy tonęli potem z powodu ciężaru zbroi obciążonych złotem.
Wydarzenia tej La Noche Triste (dosł. smutna noc) pogrążyło ogromną ilość azteckiego złota w wodach wokół Tenochitlanu, zaś Mexico City zostało zbudowane na wierzchu osuszonego basenu jeziornego.


2. Skarb Limy


Lokalizacja: Wyspa Kokosowa, Costa Rica
W 1820 roku, angielski kapitan William Thompson miał główne zadanie: Zabrać cenny skarb z Limu w Peru i dostarczyć go nienaruszony do Meksyku. Ładunek nigdy tam nie dotarł, choć – jak się wydaje – Thompson pozostawił go gdzieś na brzegach Wyspy Kokosowej, która znajduje się 350 mn/648 km na zachód od wybrzeży Kostaryki.
Poszukiwacze skarbów polują na ten skarb od stuleci – nawet prezydent USA Franklin Delano Roosevelt szukał go wraz z przyjaciółmi w 1910 roku.
Zbiór złotych monet, rzeźb, klejnotów i mieczy wysadzanych szlachetnymi kamieniami, korony i sztaby złota i srebra są szacowane na 269 mln USD (dzisiejszych).

Mapka Wyspy Kokosowej z dwoma skarbami: Skarbem Limy i skarbem Benito Bonito


3. Łup pułkownika Johna Singletona Mosby’ego


Lokalizacja: Gdzieś w okolicach Haymarket, VA
Wraz ze swymi partyzantami, konfederat płk John Singleton Mosby wykonał ryzykowny rajd na siły Unii pod Fairfax Courthouse, w dniu 9.III.1863 roku. Nie tylko wziął do niewoli 42 jankeskich żołnierzy, ale także ograbił kwaterę unijnego generała Edwina H. Stoughtona.
Poza tym znalazł on tam wiele pamiątek swych rodzin w Wirginii, które Stoughton i jego siły tam zrabowały.
Ale kiedy płk Mosby i jego kompani wracali, to napotkali duży oddział unionistów z zachodu od Haymarket, VA. Mosby przekazał skarb swoim najbardziej zaufanym ludziom, by zakopali go bo nie można było tego zrobić w czasie bitwy. Skarbu do dziś dnia nie odnaleziono.


4.  Zagubiony ładunek Nuestra Señora de Atocha


Lokalizacja: Okolice Florida Keys
Część tego bajecznego skarbu została znaleziona, ale to nie znaczy, że może ci wpaść w ręce jego mały ułamek…
W dniu 6.IX.1622 roku, hiszpański złoty galeon – La Nuestra Señora de Atocha (Nasza Pani z Atocha) został złapany przez huragan w okolicach Florida Keys na trasie do Hiszpanii. Statek osiadł na płyciźnie rafy koralowej w odległości ok. 35 mn/~65 km od archipelagu, niemal cała załoga zginęła, zaś cała fortuna znalazła sie na dnie na głębokości 55 ft/~18 m.
Część skarbu została znaleziona w dniu 20.VII.1985 roku przez amerykańskiego łowcę skarbów Mela Fishera. On stwierdził, że są tam kosztowności z utraconego ładunku warte 500 mln USD, ale 17 ton sztab srebra, 128.000 monet, 27 kg szmaragdów i ok. 35 skrzyń kościelnego złota wciąż znajduje się na dnie, zgodnie z statkowym manifestem ładunkowym.
Dzisiaj Fisher prowadzi całe przedsiębiorstwo eksploatacji skarbów. Nurkowie często znajdują monety, ale żaden z nich nie znalazł całości ukrytego gdzieś skarbu…


5. Skarb z dna jeziora Guatavita


Lokalizacja: Jezioro Guatavita, Kolumbia
Kiedy złoto wpada do wody, to zazwyczaj wskutek wypadku czy katastrofy. Ale jak głosi legenda, plemię Indian tam zamieszkujące pokrywało swych kapłanów złotym pyłem i wrzucało ich do jeziora Guatavita na ofiarę bogu wody.
Podjęto kilka prób zdrenowania jeziora i kopanie dna w poszukiwaniu złota, ale rząd kolumbijski zakazał tego procederu.
[Nawiasem mówiąc to właśnie tam miała się znajdować legendarna kraina El Dorado czy Eldorado, tak intensywnie poszukiwana przez konkwistadorów w Ameryce Południowej – uwaga tłum.]


6. Europejskie skarby skradzione przez Niemców


Lokalizacja: Jezioro Töplitz, Austria
Kiedy nazisci terroryzowali część Europy w latach 30. i 40. XX wieku, oni często plądrowali domy w poszukiwaniu dzieł sztuki i innych cennych obiektów.
Kiedy losy II Wojny Światowej odwróciły się przeciwko nim, wielu nazistów zaczęło niszczyć i ukrywać to, co zrabowali. Oni zatopili ogromną ilość tych dóbr w austriackim jeziorze Töplitz. Austriacy czasami pozwalają komuś prowadzić poszukiwania na dnie jeziora.


7.  Utracone złoto konfederatów


Lokalizacja: Okolice Washington, GA
Konfederacja zaczęła sie kruszyć w połowie 1865 roku, i Południe zaczęło przygotowania do poddania się. Rząd Konfederacji postanowił, co zrobić z pozostałością jego skarbu. To długa i skomplikowana historia o tym, jak konfederackie banki zostały zlikwidowane, ale pewna część złota została zakopana gdzieś w okolicach miasta Washington w Georgii, a warte było ono 140.000 $ USA (ówczesnych).
Czy macie coś do dodania do tych historii? Jeżeli tak, to podzielcie sie z nami.


---oooOooo---


Wychodząc naprzeciw życzeniu autora, do tej kolekcji od siebie dorzucam jeszcze cztery tajemnicze skarby, a mianowicie:


8. Skarby Dolnego Śląska


Lokalizacja: Dolny Śląsk, Polska
Podobnie jak w przypadku austriackiego jeziora Töplitz, także w wielu miejscach Dolnego Śląska znajdują się skrytki ze zrabowanym złotem, kosztownościami, dziełami sztuki i… najróżniejszego rodzaju dokumentacją naukowo-techniczną sporządzona przez niemieckich uczonych, którzy opracowali rewelacyjne jak na owe czasy, technologie i rozwiązania techniczne począwszy od rakiet i samolotów odrzutowych aż po broń atomową i wodorową, a także komputery służące do dekryptażu – i wykradania amerykańskich i radzieckich tajemnica atomowych... – jak twierdzi to Bogusław Wołoszański i wielu badaczy tajemnic Dolnego Śląska.
Ma tam się znajdować legendarny Skarb Wrocławia – Złoty Pociąg i inne, niemniej interesujące. Jak dotąd znaleziono zaledwie nikły procent dóbr tam ukrytych. Poszukiwania koncentrują się szczególnie w górach wzdłuż południowej granicy, gdzie hitlerowcy prowadzili swą wrogą działalność jeszcze długo po wojnie. Wygląda na to, że to nie Alpy, ale właśnie góry Dolnego Śląska były prawdziwą Twierdzą Alpejską, w której znajdowały się sejfy ze skarbami i cudownymi broniami III Rzeszy…   


9. Skarb Inków nad Dunajcem


Lokalizacja: Zamek Dunajec, Niedzica, Polska
Historia tego skarbu jest długa, dramatyczna i awanturnicza. Legenda głosi, że został on przywieziony do Polski przez Sebastiana Berzeviczego – polsko-węgierskiego szlachcica, który rezydował na Zamku Dunajec w Niedzicy. Skarb ten należał do dziedziców tronu inkaskiego Tupaca Amaru II vel Jose Gabriela de Condorcanqui i jego żony Uminy, która była córką Sebastiana Berzevicego, a która została zamordowana przez hiszpańskiego agenta, który przeniknął do zamku Dunajecz. Tym niemniej skarbu tego nie odnaleziono, pomimo intensywnych poszukiwań, zaś niektórzy badacze sądzą, że albo go w ogóle nie było, albo został po prostu wydany na utrzymanie i wyedukowanie potomka/ów królewskiego rodu.
I ta wersja chyba jest najbliższa prawdy, ale ludzie wciąż szukają tej bajecznej fortuny, a poszukiwania rozszerzyły się także na północną część Słowacji…


10. Skarb Krwawego Barona


Lokalizacja: Pustynia Gobi, Mongolia
Oczywiście chodzi tutaj o szalonego dowódcę Azjatyckiej Dywizji Konnej, generała barona Romana Fryderyka Nicolausa Fiodorowicza  Ungerna von Sternberga (1886-1921) watażki z Mongolii, przyjaciela „Żywego Boga” z Urgi i Dalajlamy z Lhassy, porywczego i nawiedzonego, mistyka i zbrodniarza w jednym. Barwna to i krwawa postać. Z Polaków zetknął się z nim prof. Ferdynand Antoni Ossendowski – znany podróżnik, uczony i pisarz oraz Kamil Giżycki – również znany pisarz i podróżnik. To właśnie m.in. im zawdzięczamy relację o wielkim skarbie zgromadzonym przez barona Ungerna w czasie wojny domowej w Rosji i Mongolii.
Skarb ten ponoć wciąż znajduje się gdzieś w Mongolii na obrzeżach Pustyni Gobi. Znany czeski pisarz i podróżnik dr Ludvik Souček wprost umieszcza go w jakimś zapadłym klasztorze buddyjskim w Pustym Kraju. Inny Czech inż. Ivan Mackerle poszukiwał skarbu na Gobi, ale go nie znalazł, a zatem wciąż czeka on na swego odkrywcę…
Osobiście jestem jednak zdania, że został on ukryty nie na Gobi, ale albo w okolicy klasztornego kompleksu Erdeni-dzu, albo – co jest jeszcze bardziej prawdopodobne – gdzieś nad rzeką Chałchyn-goł, gdzie mogli go znaleźć Japończycy lub Rosjanie, którzy tam starli się dwukrotnie. Tak czy owak – sprawa pozostaje otwarta.


Skarb Templariuszy


Lokalizacja: ???
Ten najbardziej tajemniczy ze wszystkich skarbów jest poszukiwany już od 1307 roku, odkąd wskutek spisku króla Francji Ludwika IV Pięknego, papieża Klemensa V, i dwóch zauszników królewskich: Gillaume de Nogareta i Enguerranda de Marigny’ego. Już po aresztowaniu wszystkich francuskich Templariuszy z otoczenia Wielkiego Mistrza i samego Jacquesa de Molaya – co miało miejsce w piątek, 13.X.1307 roku – zaczęto bezlitosne śledztwo w sprawie m.in. tegoż skarbu, który rozwiał się jak kamfora…
Mimo tortur, mimo uporczywych poszukiwań – wszak król potrzebował złota jak skazaniec łaski – skarbu nie znaleziono. A szukano, gdzie się tylko dało. Wszak w jego skład wchodził przecież święty Graal – kubek z krwią Jezusa Chrystusa – najcenniejsza relikwia chrześcijaństwa!
Osobiście jestem przekonany, że ten skarb został już dawno znaleziony i spieniężony, zaś szczęśliwym znalazcą był mag i alchemik wszech czasów Nicolas Flamel, co starałem się udowodnić w jednym z moich artykułów - http://wszechocean.blogspot.com/2013/02/nicolas-flamel-tworca-kamienia.html oraz w referacie na sympozjum naukowe pt. „Zakon Templariuszy w Europie, w kontekście historycznego rozwoju Żylińskiego Kraju”, Bytča 13.III.2013 roku - http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/wedrowki-swietego-graala.html.  Ale nie mam na to twardych dowodów, więc sprawa jest nadal otwarta… I wcale bym się nie zdziwił, gdyby znaleziono go na Słowacji czy Węgrzech, albo… w południowej Małopolsce!  
     


Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

środa, 17 września 2014

Jutro był potop…

"Potop" - Francis Danby (1840)


Pietr Liumkinson


W 1931 roku w Chinach, z powodu obfitych deszczów monsunowych przerwały się tamy na rzekach. Zostało zatopione 350.000 ha ziemi. utonęło lub zmarło z głodu i epidemii 3,7 mln ludzi. Straty materialne oszacowano na setki miliardów dolarów USA.

Zgodnie z jednogłośną relacją ze źródeł pisanych, biblijny mit o Potopie Powszechnym powstał na podstawie przekazów dawnych mieszkańców Bliskiego Wschodu i jest odbiciem pamięci historycznej o ogromnych powodziach, które często nawiedzały te rejony. Ale podobne podania odnotowuje się także u wielu innych narodów, więc można założyć, że Biblia mówi o jakimś realnym wydarzeniu w skali planetarnej. Jednakże Biblia i jej źródła, przedstawiają swój oryginalny punkt widzenia na przyczyny globalnej katastrofy i na to, jakim był świat po niej.

[Należy dodać, że mit o Potopie Generalnym jest jednym w 7 mitów ogólnoświatowych, które wymienia prof. Ludwik Zajdler w swej fundamentalnej monografii „Atlantyda”, a co kojarzy on z właśnie z zagładą platońskiego Imperium Posejdona – uwaga tłum.]

Łukasz Cranach - "Złoty wiek" (1530)


Nasze szczęście jest niezmienne: żuj kokosy jedz banany…


Biblia tak dokładnie opisuje wiek Noego i jego przodków, że nietrudno jest wyliczyć, że od momentu stworzenia człowieka do czasu rozpoczęcia się Potopu Wszechświatowego  upłynęło nie więcej, niż 1650 lat. A przecież ten okres – zgodnie ze źródłami apokryficznymi – był Złotym Wiekiem całej Ludzkości.

Na całej planecie panował przyjemny, ciepły klimat, który pozwalał mieszkańcom na niespecjalne troszczenie się o produkcję żywności. Rośliny były jadalne, w tej liczbie jakoby i te, które stanowiły całkowity zamiennik mięsa, tj. były obfite w białko podobne do zwierzęcego. Tym sposobem wszystkie żyjące zwierzęta były wegetarianami.

Mając spokój z codzienną walką o kawałek chleba. Ludzie mogli się skoncentrować na rozwoju nauki i techniki. W rezultacie tego, przedpotopowa cywilizacja szybko się rozwijała. I w kontekście tego, apokryfy mówią, że w tej właśnie epoce ludzie nauczyli się latać, wprawdzie nie wiadomo czy oni potrafili latać czy tylko przemieszczać się w powietrzu przy pomocy aparatów latających.
Dokładne czytanie tekstów biblijnych pozwala na założenie, że na naszej planecie w tym czasie bytowały trzy rasy ludzkie, trzy gatunki istot rozumnych.
Pierwszą z nich byli potomkowie Kaina – tego samego, który zabił swego brata Abla. To właśnie oni osiągnęli najlepsze wyniki w rozwoju techniki i opanowywaniu Przyrody.

Drugą rasą byli potomkowie Seta (Seta: w oryginale Szeta) trzeciego syna Adama i Ewy, który urodził się długo po Kainie i Ablu.

I na koniec, na Ziemi była także rasa olbrzymów – potomków tychże „synów bożych”, „synów silnych”, którzy brali sobie za żony „córki człowiecze”.

Wszystko to wskazuje na to, że na Ziemi przez czas jakiś Kromaniończyczy koegzystowali z Neandertalczykami. Jeszcze do niedawna uważano, że te dwa gatunki nie mogły się ze sobą krzyżować, jednakże ostatnie znaleziska archeologiczne i genetyczne wykazują, że tak nie było. Co więcej: sądząc z nich, Kromaniończycy i Neandertalczycy mieli wspólne potomstwo i wielu naszych współmieszkańców nosi w sobie neandertalskie geny.

[Szacuje się, że zawieramy w naszym genomie 7-10% genów Neandertalczyków, co czasami uwidacznia się w naszym wyglądzie zewnętrznym czy psychice oraz możliwościach. Osobiście jestem zdania, że takie właśnie możliwości, jak te opisane pojęciem możliwości Psi pozostały nam właśnie po Neandertalczykach i zostały przekazane nam w sztafecie genowej – uwaga tłum.]

A co się zaś tyczy olbrzymów, to autor tego artykułu spotkał niemało poważnych uczonych, nie wykluczających tego, że taka rasa istniała na Ziemi i wiele z cyklopich budowli – to dzieło ich rąk.


A zatem co to było?


Opowiadanie o Potopie Powszechnym w tekście Biblii jest umieszczone w jednym, niedużym 7. rozdziale Genesis:
Noe miał sześćset lat, gdy nastał potop na ziemi. Noe wszedł z synami, z żoną i z żonami swych synów do arki, aby schronić się przed wodami potopu. Ze zwierząt czystych i nieczystych, z ptactwa i ze wszystkiego, co pełza po ziemi, po dwie sztuki, samiec i samica, weszły do Noego, do arki, tak jak mu Bóg rozkazał. A gdy upłynęło siedem dni, wody potopu spadły na ziemię. W roku sześćsetnym życia Noego, w drugim miesiącu roku, siedemnastego dnia miesiąca, w tym właśnie dniu trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani i otworzyły się upusty nieba; przez czterdzieści dni i przez czterdzieści nocy padał deszcz na ziemię. I właśnie owego dnia Noe oraz jego synowie, Sem, Cham, Jafet, żona Noego i trzy żony jego synów weszli do arki, a wraz z nimi wszelkie gatunki zwierząt, bydła, zwierząt pełzających po ziemi, wszelkiego ptactwa [i istot ze skrzydłami]. Wszelkie istoty, w których było tchnienie życia, weszły po parze do Noego do arki. Gdy już weszły do arki samiec i samica każdej istoty żywej, jak Bóg rozkazał Noemu, Pan zamknął za nim [drzwi]. A potop trwał na ziemi czterdzieści dni i wody wezbrały, i podniosły arkę ponad ziemię. Kiedy przybywało coraz więcej wody i poziom jej podniósł się wysoko ponad ziemią, arka płynęła po powierzchni wód. Wody bowiem podnosiły się coraz bardziej nad ziemię, tak że zakryły wszystkie góry wysokie, które były pod niebem. Wody się więc podniosły na piętnaście łokci ponad góry i zakryły je. Wszystkie istoty poruszające się na ziemi z ptactwa, bydła i innych zwierząt i z wszelkich jestestw, których było wielkie mnóstwo na ziemi, wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi.  Wszystkie istoty, w których nozdrzach było ożywiające tchnienie życia, wszystkie, które żyły na lądzie, zginęły. I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce.  A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni. (Rdz 7,6-24)[1]

Nawet potem, kiedy Ludzkość przestała się zajmować proroctwami Noego, Wszechmogący wciąż miał nadzieję, że ludzie nabiorą respektu przed nadchodzącym kataklizmem i pokajają się przed Nim. I dlatego właśnie Potop Generalny rozpoczął się nie od razu. Najsamprzód na planecie zapanował niespotykany upał. Potem nastąpiło niemniej ostre ochłodzenie. W chwile po tym rozpoczęły się powodzie. Tylko że nie następowały one od występujących z brzegów rzek – wszak otworzyły się „źródła Wielkiej Otchłani”, tzn. woda tryskała z wnętrza Ziemi. i woda ta była na tyle gorąca, jak dodają apokryfy, że kiedy ona padała na ludzi i zwierzęta, to z nich schodziła skóra. Na dobitkę, na niebiosach został naruszony zwyczajny ruch Słońca i Księżyca, tak że wyznaczenie pór doby stało się niemożliwe, zaś pełny roczny cykl zodiakalny Ziemia pokonała nie w rok, ale w miesiąc.

Jednakże w tej sytuacji – jak podaje relacja – Ludzkość nie zmieniła w sobie niczego i kontynuowała liczenie na moc i potęgę swej cywilizacji. W tej sytuacji olbrzymy postanowiły zatkać „źródła Wielkiej Otchłani”, ale nie udało się im to. Kiedy stało się jasnym, że najsilniejsze i najwyższe budynki nie ochronią przed Potopem, oni wznieśli się w powietrze mając nadzieję przeżyć to tam. Większość z nich spadła w dół pod potokami wody, ale niektórzy z nich wytrzymali te 150 dni Potopu, póki na koniec nie polecieli w dół: a to dlatego, że osłabli być może z braku paliwa w ich latających aparatach.

Do tego wszystkim tym wydarzeniom można było dać całkowicie racjonalne wyjaśnienie. Oto np. jak wyjaśnili przyczynę Potopu z pozycji nauki swych czasów jeden z wybitnych średniowiecznych komentatorów Biblii – don Icchak lub Issac Aberbanel vel Abravanel alias Abarbanel (1437-1508):
Moc Boża zawsze wykorzystuje dostępne środki materialne. W danym przypadku jest takim logicznym ciągiem wydarzeń… z wielu grubych chmur na Ziemi pojawił się chłód, dlatego że nie przepuszczały one do Ziemi słonecznych promieni. I to właśnie dlatego ciepło opuściło niższe warstwy wstępując w ziemię, nagrzało znajdującą się tam wodę i wygotowało ją…

Ciekawym jest to, że opis początku Potopu Powszechnego przypomina jako żywo opis… efektu szklarniowego – Efektu Globalnego Ocieplenia (EGO) – które to EGO uważa się za jedno z najgorszych współczesnych zagrożeń. Wedle prognoz uczonych, EGO ślad za ociepleniem powinien doprowadzić do ochłodzenia na znacznej części terytorium planety, a także spowodować silne nawałnice, tsunami i wiele innych katastrof naturalnych.

Na dodatek to wszystko wraz ze wzmiankami o dziwnych perturbacjach najjaśniejszych ciał niebieskich na niebie pozwala założyć, że mowa tu idzie o kosmicznym kataklizmie – zderzenia planety z asteroidą, albo zbliżenie do niej dużego ciała niebieskiego, które spowodowało dokładnie taki sam EGO i gigantyczne fale pływowe we Wszechoceanie oraz wzmożenie aktywności wulkanicznej – stąd właśnie owa „gorąca woda” ze „źródeł Wielkiej Otchłani”.

Taki scenariusz zagłady cywilizacji jest oczywiście możliwy, tak jak w ostatnie dziesięciolecia jesteśmy świadkami tego, jak cała techniczna moc wszystkich światowych potęg staje się bezsilna wobec ciosów wymierzanych nam przez planetę: huragany, trzęsienia ziemi, tsunami i inne katastrofy naturalne. A to znaczy, że nie można a priori odrzucać tego biblijnego przekazu.

Ale najciekawsza rzecz zawarta jest w tym, jak Pismo Święte objaśnia przyczyny Potopu Światowego.


Przyspieszyć bieg wydarzeń


 Jak każdemu wiadomo, nawet człowiekowi z powierzchowną znajomością Biblii, Wszechmogący zesłał na Ziemię Potop Generalny z powodu jego rozczarowania Ludzkością i przerażony jej grzechami.

Ziemia została skażona w oczach Boga. Gdy Bóg widział,  że Ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na Ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: „Postanowiłem położyć kres wszystkich ludzi, bo Ziemia jest pełna wykroczeń przeciw Mnie, zatem zniszczę ich wraz z Ziemią.” (Rdz 6,11-13)

Zgodnie ze starymi, średniowiecznymi komentatorami pod pojęciem „skażenia” należy rozumieć wszelkie rodzaje niegodziwości i przestępstw: rozboju, grabieży, morderstwa na ludziach i zwierzętach. Te ostatnie były rezultatem tego, że ludzie poznali smak ich mięsa i już nie mogli się bez niego obejść.

Słowa: Ziemia jest pełna wykroczeń przeciwko Mnie – należy rozumieć, że w tym czasie powstały i zaczęły się rozprzestrzeniać rozmaite dewiacje seksualne. Brak wierności małżeńskiej spowodował, że ludzie wstępowali w różne stosunki seksualne, w tym przede wszystkim stosunki seksualne z bliższymi członkami rodziny i z rozlicznymi zwierzętami. A tak jak, zgodnie z niektórymi komentatorami, same prawa Przyrody są inne i same stosunki międzyludzkie mogły doprowadzić do pojawienia się potomstwa, to planeta mogłaby napełnić się rozmaitymi monstrami w rodzaju Centaurów, Syren i in. mitologicznych stworzeń.

Według religijnych filozofów, takie ludzkie społeczeństwo zmierzało nieuchronnie ku degradacji i upadkowi. Bóg tylko przyspieszył bieg wydarzeń:
Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: „Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem”. (Rdz 6,5-7)

[Być może ów gniew i smutek Boga/Bogów wynikał z tego, że w czasie gwałtownego skoku technologicznego tamtej Ludzkości doszło do – wskutek inżynierii genetycznej – stworzenia półludzkich-półzwierzęcych hybryd w rodzaju właśnie wspomnianych tutaj mitologicznych stworzeń obdarzonych nadludzkimi właściwościami i rozumem, które stanowiły zagrożenie dla Ludzi z naszej generacji? Być może wszystkie te zwierzęta tak zajmujące kryptozoologów, wszystkie te anachroniczne kryptydy są nie tyle niedobitkami po kolejnych zwierzęcych Armageddonach, ale zostały one odtworzone przez tamtych ludzi w celach poznawczych militarnych czy nawet ludycznych… Sam Potop Powszechny wydaje się być nie tyle zagładą Ludzkości, ale próbą dekontaminacji planety po nieudanych eksperymentach z genami, energią jądrową i termojądrową, czy czymś tam jeszcze, która wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli – uwaga tłum.]


Człowiek imieniem Noe


Kabała oznajmia nam, że Noe będący wnukiem Metuszelacha alias Matuzalema i synem Lamecha urodził się z całym szeregiem fizycznych osobliwości (dzisiaj nazwalibyśmy to mutacji) odróżniających go od zwyczajnych ludzi. Główna z nich polegała na tym, że dłoń Noego była inną niż u jego współczesnych. Jego dłonie i palce były mniej ruchliwymi i delikatnymi. Poczynając od Noego, ręka ludzka nabrała dzisiejszego wyglądu.

Takim sposobem mówi się w kabalistycznej księdze Zohar, że Stwórca przewidział to, że Noe i jego potomkowie pozostaną jedynymi żyjącymi po Wielkiej Czystce ludźmi, którzy będą żyli w zmienionym świecie. W świecie, w którym człowiekowi przyjdzie ciężko pracować fizycznie, w trudzie zdobywając chleb powszedni i przygotował dłonie jego rąk do tychże zmian. Zadziwiające jest zaś to, że pogląd ten pasuje do darwinowskiego stwierdzenia, że ludzie pochodzą od małp, które uczłowieczyła praca, a jednym z czynników stała się zmiana budowy dłoni.

Dawno temu na Ziemi istniała rasa olbrzymów

Najprawdopodobniej nie tylko Noe ale także jego żona Naamah vel waila byli potomkami Seta – Naamah córka Hanocha i siostry Metuszelacha/Matuzalema. W ten sposób – zgodnie z Biblią – w rezultacie Potopu Powszechnego na Ziemi pozostał tylko jeden gatunek ludzki – potomkowie Kaina, a olbrzymi (za niewielkimi wyjątkami, które oddzielnie omawia się w Biblii) zostali zniszczeni.



Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 16/2014, ss. 14-15
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©  




[1] Wszystkie cytaty za Biblią Tysiąclecia, Pallotinum, Warszawa – Poznań, 1980. 

poniedziałek, 15 września 2014

Gorąca 10-tka katastrof lotniczych

Szczątki silnika Boeinga-767 lotu EA-990  


Wiktor Sinobin, Jekaterina Sidunowa


Bohater filmu „Rain Man” powiedział, że latałby tylko samolotami linii Quantas, bo one ani razu się nie rozbiły. Wszystkie linie lotnicze, poza Quantas, pokazujące ten film w czasie lotów wycięły tą scenę…

Przy całej tej sensacyjności wydarzeń związanych w zaginięciem Boeinga 777-200 z lotu MH-350, historia zna niemało innych, niemniej sensacyjnych katastrof lotniczych, które do dziś dnia – pomimo wielu lat, które od ich czasu upłynęło – nadal pozostają zagadką zarówno dla fanów Spiskowej Teorii Dziejów (STD) jak i zwyczajnych miłośników lotnictwa. W tym artykule ukazujemy „gorącą 10-tkę” takich tragedii w porządku chronologicznym, a sądzimy, że Czytelnicy sami sobie rozmieszczą je wedle ważności, tajemniczości czy ważności.


1. „W tą noc decydowali samuraje…”


W dniu 2.VII.1937 roku, nad Oceanem Spokojnym tajemniczo znikł samolot Lockheed L-10E Electra, numer rejestracyjny N-R16020 pilotowany przez pionierkę amerykańskiego lotnictwa Amelię Earhart i Freda Noonana. Lotnicy planowali oblecieć kulę ziemską dookoła, ale temu marzeniu nie było dane się spełnić. Amelia w tym czasie była popularna w Ameryce równie bardzo, jak Walentyna Tiereszkowa w ZSRR; ta pociągająca dama była przedstawicielką piękniejszej połowy Ludzkości, która zdecydowała się na solowy przelot przez Atlantyk. Być może ta okoliczność zrodziła historie o tym, że Miss Earhart  była „szpiegiem Roosvelta, którą zestrzelili i wzięli do niewoli Japończycy”, we frywolnych komiksach „o przesłuchaniach amerykańskiej piękności przez samurajów”.

Amelia Earhart i jej samolot Lockheed-Electra

A tak naprawdę, według badaczy zagadnienia, przede wszystkim w samolocie skończyło się paliwo i wpadł on w wody oceanu. No ale takie rozwiązanie okazało się być za mało sensacyjne, dla przeciętnego zjadacza hamburgerów, i w pół roku po katastrofie amerykańskim władzom przyszło sprawdzić hipotezę, zgodnie z którą – trzymajmy się mocno foteli! – tysiące krabów wyciągnęło z wodnych odmętów ciało lotniczki na brzegi wyspy Howland – terytorium formalnie zależnego od USA. Rzecz jasna ten „fakt” się nie potwierdził, ale plotka krążyła i o porwanie pilotki oskarżała już nie Japończyków, ale Pozaziemian. Kino unieśmiertelniło tą hipotezę w serialu „Star Trek: Voyager” w jednym z odcinków zatytułowanym „The 37’s”.

[Niedawno w kanale National Geographic pokazano film, w którym usiłowano udowodnić, że Amela Earhart i Fred Noonan jednak dostali się na jedną z wysp Pacyfiku – dokładniej wyspę Gardner/Nikumaroro, Kiribati, i tam zmarli. Podstawa były znalezione tak guziki od koszuli, buty, szczątki samolotu i inne drobne przedmioty, jednakże nie są to stuprocentowo przekonywujące dowody, bowiem mogły to być równie dobrze jakieś pozostałości z II Wojny Światowej, i zagadka jest nadal otwarta – uwaga tłum.]


2. „Przyjacielski ogień…” z francuskiego domu uciech? 


W dniu 15.XII.1944 roku, gdzieś nad Kanałem la Manche zaginął bez wieści samolot RAF, na pokładzie którego znajdował się lider najsłynniejszego big-bandu lat 30. i 40., mjr Glenn Miller. Artysta po koncercie w Bedford, który był przeznaczony dla żołnierzy Jej Królewskiej Mości, planował kolejny koncert noworoczny w Paryżu, ale melodie z „Serenady w Dolinie Słońca” w wykonaniu jego orkiestry w stolicy Francji już nie zabrzmiały.

[Jak podaje Ralph Barker, miał to być świąteczno-noworoczny koncert trzech wielkich orkiestr tanecznych: tzw. „trzech wielkich M” – Millera, Melachrino i Mantovaniego, który miał być transmitowany radiowo na całą Europę i Amerykę – przyp. tłum.]

Zapewne Czytelnicy ze starszego pokolenia pamiętają „jedynie słuszną” wersję z lat 1950-1980, wedle której – jak twierdził pewien zausznik Stalina – samolot z artystą na pokładzie został zestrzelony na rozkaz samego Goeringa.

Jednakże w ojczyźnie Millera już w tym czasie była popularna wersja friendly fire – przyjacielskiego ognia (sytuacja w której dochodzi do ostrzelania czy zbombardowania własnych jednostek – przyp. tłum.) Zgodnie z nią, brytyjski samolot został zniszczony od… bomb zrzuconych przez swoich towarzyszy broni. Ta hipoteza jest najbardziej adekwatna. Właśnie wtedy, kiedy Miller przelatywał nad La Manche, eskadra brytyjskich bombowców Lancaster nieoczekiwanie przerwała misję bombową na niemieckie miasto Siegen i zrzuciła na Kanał około 100.000 bomb zapalających, zanim wylądowała na lotniskach.
[Zrzuty niewykorzystanych bomb miały miejsce w specjalnie do tego celu przeznaczonych zrzutowiskach. Traf chciał, że bomby przeznaczone dla Niemców trafiły w lecący poniżej eskadry bombowców samolot RAF-u wiozący Glenna Millera. Niedawno znaleziono ponoć wrak tego samolotu właśnie na akwenie takiego zrzutowiska – uwaga tłum.]

Najbardziej głupia i – niestety – podła hipoteza została przedstawiona przez niemieckiego dziennikarza śledczego Udo Ulfkotta. Wedle niego, Millera nie zestrzelono ani nie trafiła go bomba, on szczęśliwie doleciał do Paryża, ale wkrótce potem zmarł na zawał serca w… tamtejszym przybytku rozkoszy. Według wersji Ulfkotta – dziennikarze najbardziej popularnego w Niemczech tabloidu „Bild”, ta „prawda” została utajniona na wieki wieków, żeby nie hańbiła pamięci po artyście. Oczywiście takie bzdury należy zostawić sumieniu tego dziennikarza. I oto, co dziwnego: ten wydrukowany tekst nie stał się powodem do procesów sądowych. Ani ze strony przyjaciół i rodziny Millera, ani ze strony US Army, która nie omieszkałaby postawić przed sądem „pismaka do szmatławców”.
[Istnieje jeszcze jedna wersja według której Glenn Miller był zamieszany w konszachty z mafią, której załatwiał on wojskowe przydziały narkotyków i lekarstw – głównie penicyliny. Jego śmierć, spowodowana przez służby specjalne w celu uniknięcia skandalu, miała związek właśnie z tą jego działalnością – uwaga tłum.]


3. Narodziny tajemnicy Trójkąta Bermudzkiego


Ta katastrofa lotnicza jest najbardziej znana wszystkim fanom rzeczy paranormalnych: 5.XII.1945 roku, w rejonie Trójkąta Bermudzkiego zaginęło pięć samolotów torpedowo-bombowych lotnictwa amerykańskiej floty Grumman TBF Avanger. Mówiąc dokładniej – sześć. Samolot Navy Martin PBM-5 Mariner, który wyleciał na ich poszukiwania też nie wrócił do bazy. Detale tej tragedii dokładnie opisano, więc nie będziemy ich tutaj roztrząsać.
[Pod koniec lat 90., o czym pisałem kiedyś na łamach „Nieznanego Świata”, w okolicy Miami na Florydzie na dnie oceanu znaleziono kilkanaście wraków samolotów Avanger, które zidentyfikowano m.in. jako właśnie samoloty z Lotu-19, którym najprawdopodobniej zabrakło paliwa na dolot do lotniska w Ft. Lauderdale. Reszty dokonały rekiny… - uwaga tłum.]


4. Tajemnicze słowo Stendec


W dniu 2.VIII.1947 roku, z Buenos Aires w Argentynie do Santiago de Chile a Chile wyleciał samolot BSAA Lancastrian Star Dust (cywilna wersja bombowca AVRO 688 Tudor Mark IV Lancaster) numer rejestracyjny G-AGWH, pilotowanego przez asa lotnictwa myśliwskiego Reginalda Cooka. Do Chile samolot nie doleciał, łączność z nim urwała się gdzieś nad Andami. Ostatnie doniesienie od Cooka przyjęte przez kontrolera lotu było lakoniczne i nie wiedzieć czemu odstukane alfabetem Morse’a dosłownie: Stendec albo Stendek. I koniec.

Wydawałoby się, że najbardziej logiczną wersją tragedii powinna się stać  ta, która mówi, że Star Dust spadł gdzieś w górach. Ale nie – tajemnicze słowo Stendec spowodowało, że przez ponad pół wieku sądzono, że samolot został porwany przez Pozaziemian. Jednakże w 1997 roku, dwóch argentyńskich alpinistów znalazło w Andach szczątki Star Dust’a i ciało pilota. I wszystko stało się jasnym? A skądże! Wręcz odwrotnie. A wszystko dlatego, że Cook był nie tylko pilotem, ale także pracownikiem brytyjskich służb specjalnych, a celem jego lotu było przekazanie kompetentnym chilijskim organom tajnych dokumentów o wysoko postawionych nazistach ukrywających się po wojnie gdzieś w Ameryce Południowej. Niechże Czytelnik dopowie sobie sam całą resztę, wychodząc z tego, że zagadkowe słowo Stendec było kodowaną nazwą operacji wymiany informacji pomiędzy służbami wywiadowczymi Argentyny, Wielkiej Brytanii i Chile o ekonomicznej aktywności nazistowskich bonzów w Ameryce Łacińskiej – jak twierdzą byli pracownicy tychże instytucji.

[A oto jeszcze jedno wyjaśnienie podane przez BSAA na swej stronie poświęconej temu wypadkowi:
Niektóre części wraku Lancastriana G-AGWH (Star Dust) zostały odkryte na początku wysoko w Andach w 2000 roku. Umożliwiło badaczom wypadków określić prawdopodobną przyczynę katastrofy. Istnieje jeden element wypadku Star Dust, który nigdy nie może być w 100% pewna, a to jest zamierzone znaczenie słowa STENDEC, transmitowanego przez radiooperatora (R/O) w swoim ostatnim komunikacie z samolotu: 

E.T.A. Santiago 17:45. STENDEC

To była ostatnia wiadomość otrzymana od Star Dust, wysyłana przez R/O Dennisa Harmera o 17:41 w dniu 02 sierpnia 1947.
Chilijska radiooperatorka w Santiago powiedziała, że odbiór był czysty, ale że wiadomość została wysłana dość szybko, więc poprosiła o to, aby ją powtórzyć dwa razy. Wiadomość jest uważana za tą samą, tzn. brzmiała identycznie we wszystkich trzech przypadkach.
Oczywiście, jeśli załoga uważała, że była ona tylko kilka minut od Santiago, R/O pragnąłby zakończyć wiadomość alfabetem Morse’a, aby mógł nawiązać kontakt głosowy z kontrolerem na lotnisku w Santiago de Chile-Los Cerrillos. Dlatego nie jest zaskoczeniem, że wiadomość została tak szybko wysłana.
Na przestrzeni lat było wiele sugestii, co rozumie się przez wiadomości od R/O Dennisa Harmera, ponieważ wyraźnie nie miało to być STENDEC. Niektóre teorie są całkowicie nieprawdopodobne. Popularne jest to, że STENDEC jest anagram słowa „zejście” i że litery zostały odwrotnie umieszczone powodu iż Harmer cierpiał z powodu skutków niedotlenienia. Jednakże jest mało prawdopodobne, by osoba cierpiąca na niedotlenienie, powtórzyła ten sam błąd konsekwentnie trzy razy z rzędu i jest bardzo mało prawdopodobne, aby mogła stworzyć anagram zamierzonego słowa. Ponadto, nie należy oczekiwać, że normalna wiadomość składa się tylko z jednego słowa: „opuszczanie”.
Poprosiliśmy wielu byłych członków załogi o wyrażenie swych poglądów na STENDEC i kilku z nich stwierdziło, że wierzy w to, że jest na to bardzo proste wyjaśnienie. A oto, co oni przekazali:
Rzeczywiście wiadomość kodem Morse’a, jaką chilijska operatorka otrzymała, była taka:

S T E N D E C  czyli: /.../_ /. /_. /_ .. /. /_._./ – gdzie / oznacza spację

Uznanym za signoff lub sygnał koniec wiadomości był skrót „AR” (bez spacji między literami). Dlatego średnia signoff została wysłana jako sygnał ._._. innymi słowy „WE”, bez spacji. Jeśli komunikaty ze Star Dust zostały wysłane szybko nie jest wykluczone, że spacje zostały źle zinterpretowane. Komunikat w tym czasie brzmiał więc „oczekiwany czas przylotu”, a następnie z kierunku, z którego samolot przybywał, więc w tym przypadku, jeśli po prostu przesunąć kilka miejsc z STENDEC jesteśmy w lewo z "STARE AR lub STANDARD / przyjazdu / East czyli wschód / signoff:

S T R E AR  czyli /.../_/._._././._._./

- czyli „nadlatujemy ze wschodu”. Teraz jest już to niemożliwe, by dowiedzieć się, co Dennis Harmer miał na myśli stukając tą wiadomość. To było prawie na pewno nie STENDEC. Mimo, że odkrycie wraku Star Dust pomogło nam zrozumieć wydarzenia z tego dnia w 1947 roku, to słowo STENDEC zawsze będzie przedmiotem debaty.  Zob. BSAA Files - http://www.flywiththestars.co.uk/Documents/STENDEC.htm - osobiście jednak uważam, że tłumaczenie takie jest bardzo naciągane i spekulatywne, i rosyjska wersja ma większy sens… – uwaga tłum.]


5. Przekleństwo gwiazd…


Jak nazwiecie statek, tak on będzie pływał… A w świecie lotniczym jest zupełnie inaczej. Jak dodać do nazwy samolotu jakieś gwiezdny „dodatek” – to czekaj nieszczęścia. I tak jak Star Dust (gwiezdny pył) przepadł w Andach w 1947 roku, to w następnym roku Lancastrian Star Tiger (gwiezdny tygrys, numer rejestracyjny G-AHNP) – podobnie jak samolot pilotowany przez Cooka, należący także do kompanii BSAA (British-South America Airlines) zaginął zagadkowo w czasie przelotu na trasie Santa Maria (Azory) – Hamilton (Bermudy). Badacze spisali tą tragedię na konto działania złowrogich sił Trójkąta Bermudzkiego. Jednakże niektórzy zwrócili uwagę na to, że pośród 25 pasażerów znajdował się brytyjski bohater z II Wojny Światowej – marszałek RAF sir Arthur Coningham – będący, podobnie jak Reginald Cook, niejawnym współpracownikiem brytyjskiego wywiadu MI6.


6. Rejs nr AA-191? Nie jesteśmy kamikadze!


Jedna z większych katastrof lotniczych XX wieku miała miejsce w 1979 roku, kiedy to stratoliner McDonnel-Douglas DC-10 o numerze rejestracyjnym N-110AA, należący do przedsiębiorstwa American Airways nr lotu AA-191 runął na ziemię krótko po starcie z międzynarodowego lotniska Chicago – O’Hare: zginęło 258 pasażerów i 13 załogantów. Od tego czasu, co bardziej przesądni Amerykanie, znający historię problemu, nie latają rejsami mającymi numer 191, uważając je za feralne. Już tak nawiasem mówiąc, to wcale nie ma się czemu dziwić, bowiem kto o tym wie, że w 1967 roku eksplodował w dziwnych i niejasnych okolicznościach eksperymentalny samolot X-15 o kolejnym numerze lotu 191? A my odpowiemy – a po co sięgać tak daleko, skoro w 2012 roku doszło do katastrofy samolotu z rejsu nr 191 kompanii lotniczej JetBlue Airways? Przypomnimy przyczynę najnowszej tragedii: kapitana statku powietrznego ogarną naraz atak paniki, wpadł on do kabiny pasażerskiej, wywołał panikę na pokładzie i fatalnie zdezorganizował pracę załogi…


7. Bermudy? Gwiazdy? Nazistowscy dywersanci?


W dniu 17.IV.1949 roku rozbił się kolejny samolot należący do feralnej kompanii BSAA. I ta katastrofa miała miejsce w rejonie Bermudów – w czasie rejsu Hamilton, Bermudy – Kingston, Jamajka. Ten lot z 20 pasażerami na pokładzie też należał do „gwiezdnych” – samolot nazywał się Lancastrian Star Ariel, numer rejestracyjny G-AGRE. Naraz z lotem urwała się wszelka łączność i znikł on bez śladu. Oficjalnej przyczyny tragedii nie znamy do dziś dnia…

A oto zastanawiający fakt: po tym wydarzeniu Don Bennett – były dyrektor kompanii BSAA twierdził, że Star Ariel padł ofiarą „zamachu spowodowanego przez nazistowskich przestępców, których oficjalnie poszukuje się na całym świecie”. Bennett oświadczył, że okoliczności incydentu zostały utajnione na polecenie premiera Wk. Brytanii Clementa Attleea. Dalszych wyjaśnień się nie doczekaliśmy – ze względu na śmierć Dona Bennetta.  


8. „Żyją!”: tragedia lotu nr 571


W dniu 13.X.1972 roku, w Andach doszło do katastrofy czarterowego lotu urugwajskich sił powietrznych  z 40 pasażerami na pokładzie, w tym drużynę rugby z Montevideo. O kilku rozbitkach, którzy to przeżyli, władze dowiedziały się po 72 dniach od tragedii – dzięki bezprecedensowemu, 10-dniowemu marszowi w górach dwóch pasażerów (historia ta jest znana pod hasłem „Cud w Andach”) Uratowanych powitali w ojczyźnie jak bohaterów, a cała historia została upamiętniona na filmie „Alive: dramat w Andach” (reż. Frank Marshall, 1993) Straszny, ale w pełni udokumentowany fakt: rozbitkowie czekając na ratunek żywili się ciałami zabitych pasażerów.


9. „Insha’Allah!” w powietrzu


Dnia 31.X.1999 roku, samolot Boeing 767-366ER, numer rejestracyjny SU-GAP z lotu nr EA-990 z Nowego Jorku-JFK do Kairu-Cairo International Airport, wystartował i po paru minutach spadł do Oceanu Atlantyckiego, 60 mn/111 km na południe od Nantucket, MA. Zginęło 217 osób, które znajdowały się na pokładzie. Za winnego amerykański National Transportation Safety Board uznał II pilota Gameela Al-Batoutiego, bowiem to on umyślnie wyłączył autopilota i skierował samolot wprost w taflę wody, i kilka razy powtórzył „polegam na miłosierdziu Wszechmogącego” – co odnotowała „czarna skrzynka”.
[Według udostępnionego w Internecie raportu NTSB fraza ta brzmiała: Tawakkalt Ala Allah! co oznacza: składam mój los w ręce Allaha! – zob. „Aircraft Accident Brief” - http://www.ntsb.gov/doclib/reports/2002/aab0201.pdf - uwaga tłum.]

Ale mniej znana jest podstawowa przyczyna tragedii. A ona jest taka: kierownik lotów Hatem Rushdie lecący tymże rejsem jako pasażer zrobił kopilotowi wygawor za „seksualne molestowanie pasażerów” i obiecał mu, że ten lot będzie dlań ostatnim. Al-Batouti odpowiedział: „dla pana także”. O tym, że jego podwładny nie żartuje, Rushdie wkrótce się przekonał.

[Osobiście jestem zdania, że przyczyna była inna, niż ta którą sugerują rosyjscy autorzy. Uważam, że samolot dostał się w elipsę rozrzutu odłamków lodowej mikrokomety, która w tym czasie roztrysnęła się w atmosferze. Kopilot chcąc uniknąć uderzenia przez kule lodowe wykonał manewr, który musiał skończyć się tylko katastrofą. Zob. „Katastrofy lotnicze i UFO” - http://wszechocean.blogspot.com/2011/11/katastrofy-lotnicze-i-ufo-1.html - uwaga tłum. ]


10. Samolot, którego szukano dwa lata


W 2009 roku, z nieba nad Atlantykiem znikł w tajemniczych okolicznościach samolot Air France Airbus A330-203, numer rejestracyjny F-GZCP, z lotu AF-447 z Rio de Janeiro do Paryża-Charles de Gaulle. Na pokładzie znajdowały się 228 osób. Oficjalnie zagłada samolotu została potwierdzona w maju 2011 roku – po odnalezieniu „czarnych skrzynek”. Okazało się, że przyczyną tragedii była niesprawność systemów pokładowych stratolinera i brak wprawy załogi w ich usuwaniu. Ciał 74 pasażerów nie odnaleziono do dziś dnia.
[Ta katastrofa znalazła swe wyjaśnienie. Chodziło konkretnie o obmarznięcie i wyłączenie się tzw. rurki Pitota, której mechanizmy podają istotne dane pilotom, niezbędne do prawidłowego prowadzenia samolotu – przyp. tłum.]


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 16/2014, ss. 6-7

Przekład z j. rosyjskiego i angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©