czwartek, 20 lipca 2017

Śnieżyce zaskoczyły mieszkańców Santiago i centrum kraju



Liliana Nuñez Orellana


Kolejny email z Santiago de Chile:


Cześć Robert,

Takie opady śniegu w Santiago są czymś niezwykłym, nawet w zimie!
Śnieg pokrył różne miasta i gminy w centralnej części kraju – jak donosi Internet - http://www.t13.cl/noticia/nacional/asi-sorprendio-nieve-santiaguinos. Intensywne śnieżenie zaskoczyło mieszkańców Grand Conception o północy, poza tym zdarzeniem podobna pogoda jest rejestrowana w południowej części centrum kraju. Jak donosi swym użytkownikom BioBioChile, tuż po godzinie 00:30 CLT/05:30 CEST intensywne śnieżyce nawiedziły stolicę i były odczuwane w sąsiednich gminach.
Mamy przerwy w dostawach prądu i osuwiska ziemi.
Dalej na północ, w rejonie Maule są opady śniegu w takich powiatach jak Romeral, San Fernando i na obszarach górskich San Clemente, odnotowano je także w Teno i Curicó. Masz jeszcze trochę zdjęć.

Dobrej nocy!   



Jak widać zrobiło się ciekawiej. Temperatury w Chile poszły nieco do góry, jak widać na mapie pogody i to spowodowało kolejne opady. I pomyśleć, że to wszystko działo się na 33°S!






Przekład z hiszpańskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

SŁONE ŚRODOWISKO WOKÓŁ NAS



Stanisław Sawkiewicz


Wakacje letnie spędzamy zwykle w miejscowościach nadmorskich. Polskie wybrzeże słynie z pięknych i czystych plaż. Zatem można tam znakomicie wypocząć, pospacerować po złocistym piasku i popływać w morzu. A woda tam czysta, ciepła … i słona.

Skąd ten słony, a właściwie słonogorzki smak? Dzisiejszy swój smak woda morska zawdzięcza przede wszystkim rozpuszczonym  niej wielu rodzajom soli. W wodzie morskiej aż 96,5 % to czysta woda. W pozostałej ilości przeważa chlor 55 % i sód 30 %. Znacznie mniej jest innych pierwiastków, takich jak chociażby siarka (ale jako SO4 – 8 %), magnez (4 %), wapń (1 %) czy potas (1 %).

Ponad 80 % soli rozpuszczonych w wodzie morskiej to chlorek sodu, czyli sól kuchenna. Inne związki o charakterze soli to chlorek magnezowy, siarczan magnezowy, siarczan wapniowy, węglan wapniowy i inne.

W 1 km sześciennym wody morskiej znajduje się około 40 mln ton rozpuszczonych substancji. To ogromne ilości. W 1 km sześciennym wody morskiej znajduje się 21,5 mln ton chloru, 1,5 mln ton magnezu, 1 mln ton siarki, 22 tysiące ton węgla, 600 ton magnezu, 11,2 tony żelaza, 3,3 tony miedzi, 1,2 tony tytanu, 0,3 tony srebra, 30 kg rtęci, 4 kg złota i 3 dag radu.

Zasolenie wód morskich jest różne w różnych zbiornikach wodnych. W oceanie zasolenie waha się od 3,2 % do 3,8 %. Największe zasolenie spotykamy w Morzu Czerwonym – 4,1 % a najmniejsze w Bałtyku – 0,8 %. Zasolenie wód Bałtyku waha się w granicach od 1,2 % na zachodzie i w rejonie cieśnin duńskich, przez 0,8 % w rejonie  Zatoki Pomorskiej i większości południowego Bałtyku, 0,70 -0,75 % w rejonie Zatoki Gdańskiej, 0,5 – 0,6 % w centrum i rejonie Gotlandii, 0,2-0,4 % na północy (rejon Szkierów, Zatoka Botnicka i Fińska), aż do 0,05-0,1 % w najbardziej wysuniętych częściach Zatoki Botnickiej i Fińskiej, zwłaszcza w okresie wiosennych roztopów. Jak widać woda w Bałtyku jest w zasadzie nie słona a słonawa.

Rezultatem dwóch procesów : parowania wody i stałego spływu rzek do morza jest powolny wzrost zasolenia mórz i oceanów. I tam gdzie parowanie wody jest największe, a więc w strefie okołorównikowej zasolenie jest na ogół największe. Co ciekawe, w miarę opadania w głąb oceanów zasolenie początkowo maleje a poniżej 1800 m jest stałe i jednakowe.

Nauka nie potrafi dziś odpowiedzieć na podstawowe pytanie, skąd w oceanach znalazło się tyle soli ? Zakłada się, że główne ilości soli dostały się do mórz i oceanów w momencie ich powstawania. To spod skorupy ziemskiej wypływały wody wraz z solami i one ustaliły skład wody morskiej.

Grupa uczonych zgromadzona wokół profesora Paula Knautha z Uniwersytetu stanowego Arizony twierdzi, że oceany na stygnącej zwolna planecie były dwa razy bardziej słone niż dzisiaj. Profesor L. P.  Knauth, wybitny ekspert w dziedzinie geologii, sądzi, że na przestrzeni milionów lat oceany stawały się coraz bardziej słodsze na skutek tworzenia się olbrzymich złóż soli. Nie uważa on by życie mogło powstać w pierwotnym, tak bardzo słonym środowisku.

Niemniej sporo uczonych przypuszcza dziś, że woda w praoceanach i pramorzach była słodka. Znaczy to, że około 4 miliardów lat temu morska fauna i flora nie znały smaku soli!

Hipotezę tę potwierdzają badania profesora Charlesa Apela z Uniwersytetu Kalifornii w Santa Cruz. W szerokiej gamie doświadczeń uczony ten doprowadził do powstania pierwotnych struktur w wodzie „słodkiej”. Okazało się , że po dodaniu do roztworów soli kuchennej, jonów wapnia lub jonów magnezu delikatne błony pierwotnych pęcherzyków rozpadały się. A to w tych pęcherzykach tkwiły pierwotne samo powielające się łańcuchy związków chemicznych, z których powstała dzisiejsza forma DNA.

Charles Darwin przypuszczał, że na Ziemi od jej początków istniały wszelkie związki chemiczne niezbędne do powstania pierwotnych struktur. Darwin sądził, że życie powstało, w jakichś ciepłych zbiornikach wodnych gdzie było pod dostatkiem amoniaku i soli fosforowych, światła, ciepła i elektryczności. Takie prymitywne struktury komórkowe tworzą się łatwiej w wodzie „obojętnej” niż w słonej.

Aby doszło do dzisiejszego zasolenia wód musiały minąć setki milionów lat. Obliczono jednak, że żelazo znajdujące się w morzach liczy zaledwie 2.000 lat, fluor, fosfor, nikiel i mangan około 10.000 lat i dopiero magnez, molibden i bor to ponad milion lat.

W procesie zasolenia niebagatelną rolę spełniły niektóre żywe organizmy. Niektóre z nich wpływają powoli ale systematycznie na wzrost ogólnego zasolenia wód. Flora podmorska miała sporo czasu by przystosować się do coraz bardziej zasolonego środowiska. Wszak rośliny lądowe nie znoszą przecież soli.

Woda morska, a jest jej aż około 13 miliardów km sześciennych, zawiera sporo rozpuszczonych w niej gazów. Te gazy to głównie tlen i dwutlenek węgla. W jednym litrze wody przy powierzchni „zmagazynowanych” jest około6-8 cm sześciennych tlenu. Jest on niezbędny faunie morskiej by oddychać i skutecznie podtrzymywać przemianę materii. Większość fauny morskiej stanowią maleńkie, wręcz mikroskopijne organizmy tworzące plankton. Plankton żyje tuż pod powierzchnią morza a po śmierci opada na dno i o ile nie zostanie pożarty przez podwodne monstra to tworzy podwodne rusztowania bądź też rozpuszcza się w wodzie. Badacze z Scripps Institution of Oceanography w La Jolla w Kalifornii uważają, że w ostatnim czasie oceany tracą tlen w związku z ogólnym ociepleniem klimatu na Ziemi. Wyniki ich badań wskazują, że duża różnica temperatur pomiędzy górnymi a dolnymi warstwami oceanów spowalnia proces ich mieszania się co powoduje zmniejszenie dopływu tlenu do głębin oceanicznych. Efektem takich zaburzeń może być nawet wymieranie niektórych głębinowych przedstawicieli fauny oceanicznej.

Potężne ilości niektórych surowców i materiałów wprost kuszą by spróbować ich eksploatacji. I czyni się to od wieków. Ze względu na duże zasolenie wody morskiej bardzo łatwo jest odzyskać z tej naturalnej „solanki” sól kuchenną. Poza tym taka sól zawiera także sporo substancji mających dobroczynny wpływ na człowieka. Czysty chlorek sodu bez litu, jodu, selenu i magnezu jest sprawcą pogarszającego się stanu zdrowia ludzi. Biała sól to jedna z trzech „białych śmierci” jak twierdzą makrobiotyce; pozostałe to czysty cukier i białe pieczywo. Dziś aż 30 % ogólnego zapotrzebowania na sól kuchenną  zaspokajamy wydobywając ją z wód morskich. Tą samą drogą zaspokajamy połowę światowego zapotrzebowania na magnez i aż 80 % na brom. Zwiększa się wydobycie z wód uranu. Przodują w tym Japończycy, którzy od 1985 roku eksploatują w tym celu wody Pacyfiku.

Zauważono też, że niektóre z organizmów żywych potrafią przechwytywać z wody i koncentrować w sobie pierwiastki, występujące w wodzie morskiej w minimalnych ilościach. Są glony kumulujące w sobie jod, kobalt, wanad a także miedź. Popularne na niektórych stołach homary gromadzą w sobie duże ilości kobaltu.

W 2002 roku, dzięki współpracy amerykańskiego National Geographic Society oraz rosyjskiego Departamentu Nawigacji i Oceanografii, powstało niezwykłe opracowanie: ogromny atlas oceanów zawierający wszystko co współczesna nauka wie o oceanach, pokrywie lodowej, aktywności wulkanicznej, rybołówstwie, zasoleniu wód itd. Atlas ten składający się z setek kart dostępny jest w Internecie pod adresem WWW.oceanatlas.org. Zgodnie z prognozami ONZ wzrost poziomu mórz i oceanów o jeden metr, co ma nastąpić jeszcze w tym stuleciu, dotknie setek milionów ludzi. Podnosząca się woda zagrozi, między innymi, aż połowie ludności Bangladeszu. Zmiany w faunie i florze morskiej monitorowane są w ramach międzynarodowemu programu BIOMARE.

Zgodnie z teorią Oparina w pierwotnym praoceanie w trakcie tak zwanej ewolucji chemicznej z takich elementów jak aminokwasy i cukry powstały pierwsze polimery a w szczególności polipeptydy, proteiny, tłuszcze i węglowodory. To one miały dać życie tej stygnącej powoli planecie. Teoria koacerwatów Oparina była już  wielokrotnie modyfikowana i jak mi się wydaje nie przystaje ona do dzisiejszych poglądów na powstanie życia na Ziemi. Nie wiemy nic na temat warunków w jakich kształtowała się Ziemia. Nie wiemy czy był wtedy tlen w atmosferze czy nie, nie wiemy jaki był ten „pierwotny bulion”, jaki wpływ na życie na Ziemi miały (i mają) komety, meteoryty i inne paskudztwa spadające nam bez przerwy na głowę. Ale to już temat na inną okazję.



Komentarze z KKK


Dziękuję za ciekawy artykuł. A swoja drogą, jeżeli, cyt.: "Tą samą drogą zaspokajamy połowę światowego zapotrzebowania na magnez i aż 80 % na brom. Zwiększa się wydobycie z wód uranu. Przodują w tym Japończycy, którzy od 1985 roku eksploatują w tym celu wody Pacyfiku." A przecież wiemy że Pacyfik jest skażony radioaktywnie po wybuchu elektrowni atomowej w Fukuszimie... Czy sprowadzamy do Polski ich skażoną radioaktywnie sól??? Nasze Morze Bałtyckie również jest skażone, więc nie wiem czy to wychodzi nam na zdrowie.... (Wiewiórka)

Bałtyk jest skażony przede wszystkim chemicznie - począwszy od ścieków przemysłowych na rolniczych skończywszy. Poza tym bezmyślnie i całkowicie nieodpowiedzialnie utopiono w nim kilkaset tysięcy ton różnych BŚT z obu wojen światowych. A do tego wszystkiego dochodzi plastykowa plaga wszystkich opakowań wyrzucanych beztrosko do wody.
Fukushima – no cóż, efekty tej katastrofy są wciąż badane i trudno powiedzieć, jakie będą ekologiczne skutki tego szaleństwa. Na pewno jeszcze gorsze od Czarnobyla.

Co do spadających nam na głowę paskudztw z Kosmosu, to jestem absolutnie przekonany co do tego, że to właśnie one miały i nadal mają swój udział w powstaniu i rozwoju życia na naszej planecie. (Daniel Laskowski)

środa, 19 lipca 2017

Śnieżyce nad Chile



Liliana Nuñez Orellana

Dwa dni temu polskie media doniosły o śnieżycach, które dotknęły Chile. Jako że Santiago de Chile leży na południowym 33 równoleżniku – podobnie jak Kapsztad, Perth czy Sydney, a na naszej półkuli Rabat, Bejrut czy Bagdad, a więc tam gdzie jest zawsze ciepło – wymaściłem więc email do mojej przyjaciółki z Santiago de Chile – Pani Liliany Nuñez Orellana z zapytaniem o szczegóły, a oto co mi odpisała:

Oczywiście… zmiany klimatyczne dają się nam we znaki tej zimy. Wszelkie dobrodziejstwa takie jak śnieg, wiatr i deszcz dają nam popalić tej srogiej zimy. Przesyłam Ci trochę zdjęć i informacji z Sieci:

ŚNIEG W SANTIAGO (18.VIII.2011 roku)
Podobne zjawisko nie widziane tutaj od sierpnia 2007 roku, wg statystyk Urzędu Meteorologicznego Chile, opady śniegu miały tu miejsce w dniu 14.X.1991 roku w Santiago, a także w dniach 5 i 6.VII.1972 roku oraz 21.VII.1971 roku.
Chociaż zjawisko to rzadko występuje u nas, Salucci bagatelizuje fakt, że jest ono niezwykłe. - Istnieją zapisy o co najmniej 7 tego rodzaju wydarzeniach od końca XIX wieku – mówi ten specjalista. - Jest to udokumentowane w kronikach, że w latach 1898, 1912, 1955, 1967, 1972 i 2007 padał u nas śnieg. Jednakże ostatni opad – ten w 2007 roku – obejmuje tylko wyżynę Santiago – mówi Salucci.






Śniegi w Santiago de Chile – zaskoczenie po czterech latach

Czekając na śnieg: ostatnim razem Santiago zasypało na biało w sierpniu 2011 roku, to był ostatni wielki opad śniegu w stolicy, który objął także sektor wschodni. Zob.: http://www.cnnchile.com/noticia/2017/07/15/sobrevuelo-de-carabineros-registra-como-se-ve-santiago-nevado

W oczekiwaniu na śniegi
(Alejandro Osorio – 13.VII.2017 r. g. 13:49 CLT)

 Od soboty oczekuje się na falę chłodu, która może wygenerować ciekawe zjawisko na większej części Santiago: śnieżycę w sektorze wschodnim. Ostatni raz zarejestrowano takie zjawisko w sierpniu 2011 roku, kiedy śniegi spadły na dzielnice: Puente Alto, La Florida, Penanlolén, Nunoa, Las Condes, Vitacura i Lo Barnechea.

A oto seria zdjęć tego fenomenu klimatycznego z Twittera.

Miasto Santiago de Chile dziś rano było białe od spadłego śniegu w takich ludnych i ruchliwych strefach jak: La Reina, Penalolén, Providencia, La Florida, Pirque, Nunoa, Puente Alto, Las Condes i Vitacurta.

Podobne zjawiska odnotowano także w latach 1991, 1972 i 1971. Nieoczekiwane opady śniegu wywarły wpływ na mieszkańców Santiago, którzy nie przegapili okazji, by uwiecznić ten fenomen klimatyczny swymi kamerami i udostępniać go poprzez Twittera, gdzie widać piękne widowisko i chłód poranka.
Temperatura spadła do w przybliżeniu +4°C około godziny 10:00 CLT (09:00 PET) jak podaje „La Tercera”.






I jeszcze ABC-News:

Stolica Chile została pokryta największym opadem śniegu w tej dekadzie, który spowodował u mieszkańców problemy z zablokowanymi drogami i zerwanymi przewodami elektrycznymi, w tym samym czasie inni mieszkańcy lepili bałwany i obrzucali się śnieżkami.
Dziesiątki tysięcy ludzi miały swój energetyczny nokaut na terenie miejskim Santiago, kiedy na niektóre dzielnice spadło 16 in/40 cm białego puchu, jak podało Narodowe Biuro Pomocy.
Mieszkańcy obudzili się w sobotę i stwierdzili, ze ich miasto jest pokryte śniegiem, a jeszcze późno w niedzielę tysiące ich domów nie miało elektryczności. Andres Rabolledo – minister ds. energii powiedział, że dostawa energii elektrycznej będzie przywrócona w nocy w niedzielę lub w poniedziałek rano. Pewien robotnik w Santiago zmarł w szpitalu po tym, jak się pośliznął i uderzył w głowę.
Chilijskie Biuro meteorologiczne oświadczyło, że był to największy opad śniegu w stolicy od 46 lat.





Wydarzenia te potwierdzają tylko tezę, że EGO powoduje coraz większe i coraz bardziej niszczące anomalie pogodowe, które zagrażają tym, którzy nie są na nie przygotowani. Ostre zimy, opady deszczu, śniegu czy gradu, potężne burze, tornada i susze – to wszystko będzie się potęgowało w miarę ocieplania się klimatu. W Chile jest teraz zima, a u nas? U nas też pogoda szaleje – zlewne, „norymne” deszcze, potężne wiatry i tornada spowodowane przez wycinkę lasów nie tylko przez „dobrą zmianę” ale wszystkie ekipy po 1989 roku. A będzie coraz gorzej, bowiem lasy są jedyną siła zdolna do zatrzymania trąb powietrznych i wyładowania na nich ich potwornych energii. Ale tego już nie chcą zrozumieć nasi politycy i pseudo-ministrowie od niszczenia środowiska, którzy wolą płacić ludziom nędzne odszkodowania, byle tylko drzewny biznes się kręcił…
Ciekawy jestem, jak długo jeszcze…?





Przekład z hiszpańskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz       

wtorek, 18 lipca 2017

Planeta numer 9: nowe hipotezy „za” (2)

Dziewiąta Planeta w wizji artysty


*

W 2016 roku astronomowie ogłosili istnienie nieznanej planety w naszym układzie planetarnym. Jednakże ta hipoteza została poddana w wątpliwość ze względu na błędy w danych obserwacyjnych, które wykryto. Teraz hiszpańscy astronomowie użyli najnowszej techniki do analizy orbit tzw. ETNO i w końcu oznajmili, że jest tam coś, co je zakłóca – a mianowicie planeta znajdująca się na dystansie 300-400 AU, czyli od 4,5 x 10^10 do 6 x 10^10 km.

Na początku 2016 roku, badacze z Caltech obwieścili, że mają dowód na istnienie tego obiektu zlokalizowanego w odległości 700 AU czyli 1,05 x 10^11 km i o masie 10 x większej od masy Ziemi – czyli wynoszącej 6 x 10^24 ton. Ich obliczenia były motywowane przez badanie orbit ETNO w Pasie Kuipera, które sugerują istnienie Planety 9 w Systemie Słonecznym.

Jednakże uczeni z kanadyjsko-francusko-hawajskiego Projektu OSSOS wykryli błędy w swych własnych obserwacjach orbit tych ETNO, które systematycznie zmierzają w kierunku tego samego regionu nieba i uważają, że inne grupy badawcze, w tym ta z Caltech, może doświadczyć tego samego wrażenia. Zgodnie z tamtymi uczonymi, nie będzie konieczności proponowania istnienia masywnego ciała perturbującego ich ruch w celu wyjaśnienia tych obserwacji.

Jednakże teraz, dwaj astronomowie z Complutense Universidad w Madrycie wprowadzili nową technikę badania tzw. ETNO, znajdujących się na dystansie 150< AU i które nigdy nie przecinają orbity Neptuna. Najpierw te wszystkie wnioski zostały opublikowane w magazynie MNRAS, wskazując na istnienie planety poza Plutonem.

Punkty węzłowe orbity to są punkty, w których orbita danego ciała niebieskiego przecina się z płaszczyzną Układu Słonecznego. Są to dwa punkty, w których interakcja pomiędzy ciałami a resztą planet Układu Słonecznego jest najbardziej możliwa i właśnie dlatego w tych właśnie punktach obiekty ETNO mogą doświadczać drastycznych zmian swych orbit, a nawet kolizji.


Tak jak komety wchodzą w interakcję z Jowiszem


- Jeżeli nie ma tam czegoś, co zakłócałby ich ruch, to węzły ETNO powinny być nienaruszone i stałe, bo nie ma czegoś dla nich do uniknięcia, ale jeżeli jest tam jeden lub więcej obiektów zakłócających ich ruch, to dwie sytuacje mogą powstać – wyjaśnia Carlos de la Fuente Marcos, jeden z autorów do SINC. – Jedna możliwość jest taka, że ETNO są stabilne, i w tym przypadku, węzły będą miały tendencję trzymania się z daleka od orbity możliwego ciała perturbującego. Ale jeżeli one są niestabilne, to one będą jak komety w interakcji grawitacyjnej z Jowiszem, z tendencją do zbliżenia się jednego z węzłów do orbity możliwego ciała perturbującego.

Używając obliczeń i banku danych, hiszpańscy astronomowie odkryli, że węzły 28 analizowanych ETNO (i 24 ekstremalnych Centaurów[1], których średnie odległości od Słońca wynoszą <150 AU) znajdujących się w dużej odległości od Słońca, poza tym znaleźli oni korelację, w której nie ma miejsca miedzy położeniami węzłów a nachyleniem orbit, jednym z parametrów, który definiuje orientację tych lodowych obiektów w kosmosie.

- Zakładając, że ETNO są w swej dynamice podobne do komet, które wchodzą w interakcję z Jowiszem, interpretowaliśmy te rezultaty jako sygnały istnienia planety, która aktywnie wpływa na ich orbity na dystansie rzędu od 300 do 400 AU – mówi de la Fuente Marcos. – Wierzymy, że to co widzieliśmy nie może być przypisane błędom obserwacyjnym.

Do tej pory badania, które zostały wywołane możliwością istnienia Dziewiątej Planety, przy użyciu danych dostępnych dla tych ETNO, argumentując iż były i są systematyczne błędy dotyczące orientacji ich orbit (opisanych przez trzy kąty) ze względu na sposób obserwacji. Niemniej jednak, odległość od węzłów zależy głównie od wielkości i kształtu orbity, parametrów, które są względnie wolne od obserwacyjnych błędów.

- Jest to pierwszy raz, kiedy użyto punktów węzłowych w celu spróbowania zrozumienia dynamiki ruchów ETNO – mówi de la Fuente Marcos dodając, że odkrycie więcej ETNO (w tym momencie znano ich tylko 28) pozwoli na potwierdzenie scenariusza i co za tym idzie, wymusi znalezienie orbity nieznanej planety poprzez analizy położenia węzłów.

Autorzy odnotowują, że ich badania popierają istnienie planetarnego obiektu położonego w odległości z hipotezy o 9. Planecie Mike’a Browna i Konstantina Batygina z Caltech’u, a także początkowo zaproponowana w 2014 roku przez Scotta Shepharda z Instytutu Carnegiego i Chadwicka Trujillo z Uniwersytetu Pn. Arizony; co także koresponduje z jego wcześniejszymi badaniami, które sugerują to, że jest więcej niż jedna nieznana planeta w Układzie Słonecznym.

ETNO na peryferiach Układu Słonecznego - wizja artysty

Czy istnieje także Dziesiąta Planeta?


De la Fuente Marcos wyjaśnia, że hipotetyczna 9. Planeta zasugerowana w jego studium nie ma niczego do czynienia z inną możliwą planetą czy planetoidą znajdującą się o wiele bliżej od nas i wskazywana przez inne wcześniejsze odkrycia. Również wykorzystanie danych orbit ETNO z Pasa Kuipera, astronomki Kathryn Volk i Renu Malhotra z Uniwersytetu  Arizona odkryły, że płaszczyzna, na której obiekty te poruszają się wokół Słońca są lekko zwichrowane - fakt, który może być wyjaśniony, tym że istnieje jakiś zakłócający ich bieg obiekt o wielkości Marsa, w odległości 60 AU czyli 9 x 10^9 km od Słońca. 

- Według aktualnej definicji planety, ten inny obiekt może nie być prawdziwą planetą, nawet jeżeli jest on rozmiarów Ziemi, bo może być otoczony przez duże asteroidy albo planety karłowate – wyjaśnia hiszpański astronom – w każdym razie jesteśmy przekonani, że prace Volka i Malhotry mają solidne umocowanie w dowodach na istnienie masywnego ciała niebieskiego poza Pasem Kuipera – i tzw. Kuiper Cliff – najdalszym punktem Pasa Transneptunowego, w odległości 50 AU od Słońca, i mamy nadzieję, że wkrótce przedstawimy nową pracę popierającą jej istnienie.


Moje 3 grosze


Kwestia istnienia 9. i 10. Planety jest dla mnie o tyle ciekawa, że byłyby to dwa doskonałe przyczółki do ekspansji Ludzkości w Kosmos. I co ciekawe – jeszcze w XX wieku pisał o nich w swych mrocznych opowiadaniach grozy H.P. Lovecraft, który nadał im nawet nazwy: Yuggoth i Shaggai. Wprawdzie Yuggothem był Pluton, ale że ten ostatni przestał być pełnoprawną planetą, więc nazwa może być przeniesiona na Planetę 9.

Czy na tych planetach mogą istnieć jakieś formy życia? Białkowego na pewno nie. Jeżeli już, to jakieś kriobakterie ekstremofile, albo istoty, które – podobnie jak na dnie ziemskiego Wszechoceanu u wylotów kominów hydrotermalnych – czerpią energię nie ze światła słonecznego, ale z przemian chemicznych. Tak czy inaczej, odkrycie tych dwóch planet byłoby tryumfem astronomii obliczeniowej porównywalnym z odkryciem planet poza orbitą Saturna.


Więcej informacji zob.: C. de la Fuente Marcos, R. de la Fuente Marcos -  “Evidence for a possible bimodal distribution of the nodal distances of the extreme trans-Neptunian objects: avoiding a trans-Plutonian planet or just plain bias?”. Monthly Notices of the Royal Astronomical Society: Listy, lipiec 2017. DOI: 10.1093/mnrasl/slx106, Preprint http://adsabs.harvard.edu/abs/2017arXiv170606981D


Opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Rodzaj ciał niebieskich obiegających Słońce pomiędzy orbitami Jowisza i Neptuna a nawet dalej, stanowiących stadium pośrednie pomiędzy planetoidami a kometami. Niektóre z Centaurów mają nawet słabą komę.  

niedziela, 16 lipca 2017

Planeta numer 9: nowe hipotezy „za” (1)

Dziewiąta Planeta na dalekich peryferiach Układu Słonecznego

Pokazały się nowe dowody wspierające hipotezę o istnieniu 9 Planety.

Czy do listy zawierającej Merkurego, Wenus, Ziemię, Marsa, Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna dodamy jeszcze jedną planetę Układu Słonecznego? Ekstremalnie dalekie obiekty transneptunowe - ETNO prowadzą do Dziewiątej Planety.

Ruchy najodleglejszych ETNO (jak to widać na ilustracji) sugerują, że znajduje sie tam nieznana planeta, przynależąca Układowi Słonecznemu. W wyścigu do odkrycia Dziewiątej Planety w Układzie Słonecznym uczeni z całego świata usiłują wyliczyć jej orbitę badając ślady pozostawione przez małe ciała niebieskie poruszające się poza Neptunem. Obecnie astronomowie z Hiszpanii i Uniwersytetu w Cambridge potwierdzili, że według ich najnowszych obliczeń orbity sześciu ETNO jakie służyły do ogłoszenia światu istnienia Dziewiątej Planety nie są tak stabilne, jak to się wydawało.

Na początku 2016 roku, astronomowie K. Batygin i M. Brown z Caltech, CA, USA ogłosili, że mają dowody na istnienie wielkiej Dziewiątej Planety o masie 10 razy większej od masy Ziemi i należącej do Układu Słonecznego. Poruszając się ona po bardzo wyciągniętej orbicie, ta tajemnicza planeta okrąża Słońce raz na 10.000 – 20.000 lat. W celu udowodnienia tej tezy, Batygin i Brown uruchomili komputerową symulację z danymi wprowadzonymi dla 6 obiektów ETNO, którymi są: 90377 Sedna, 2012 VP113, 2004 VN112, 2007 TG422, 2013 RF98 i 2010 GB174.

Orbity sześciu znanych ETNO i orbita Dziewiątej Planety

Teraz jednakże dwaj bracia Carlos & Raúl de la Fuente Marcos – dwóch hiszpańskich astronomów, wraz z naukowcem Sverre J. Aarsethem z Instytutu Astronomii Uniwersytetu Cambridge, UK, rozważali kwestię z innej strony: Jak ewoluowałyby orbity tych sześciu ETNO, gdyby Dziewiąta Planeta – jak proponują to K. Batygin i M. Brown – naprawdę istniała? Odpowiedź na to bardzo ważne pytanie została właśnie opublikowana w magazynie MNRAS.[1]

- Z orbity Dziewiątej Planety wskazanej przez astronomów w Caltech’u, nasze wyliczenia wskazują że te sześć ETNO, które oni uważają za Kamień z Rosetty do rozwiązania tej tajemnicy, poruszałyby się one po długich i niestabilnych orbitach – ostrzega Carlos de la Fuente Marcos. – Obiekty te uciekłyby z Układu Słonecznego w czasie mniejszym niż 1,5 mld lat, a w przypadku 2004 VN112, 2007 TG422 i 2013 RF98 opuściłyby one je w czasie krótszym niż 300 mln lat; co jest ważniejsze ich orbity stałyby się realnie niestabilne już w czasie 10 mln lat, co stanowi krótki okres czasu w astronomicznych kryteriach.

Zgodnie z nowymi badaniami, także opartymi na cyfrowych symulacjach ruchu wielu ciał niebieskich, orbita nowej planety zaproponowana przez Batygina i Browna musiałaby być zmodyfikowana jeżeli orbity tych sześciu analizowanych ETNO miałyby być stabilne na długi okres czasu.

Rezultaty tego prowadzą także do nowej kwestii: Czy te ETNO stanowią krótkookresową i niestabilną populację albo czy są one stałe i stabilne? Fakt, że te obiekty stanowią pewną drogę ewolucji swoich orbit i są także modelowane matematycznie.

- Jeżeli te ETNO są krótkookresowe, to są one stale wyrzucane i muszą mieć stabilne źródło znajdujące się poza odległością 1000 AU (w Obłoku Oorta) skąd pochodzą – odnotowuje Carlos de la Fuente Marcos. – Ale jeżeli one są stabilne długookresowo, to może być ich wiele na podobnych orbitach, chociaż nie zaobserwowaliśmy ich dotychczas.


Obiekty ETNO prowadzą nas do Dziewiątej Planety


Orbity tych sześciu ETNO zagadkowo są wyciągnięte w jednym kierunku, która to konfiguracja może być wytłumaczona istnieniem Planety 9 w Naszym Układzie Słonecznym, zgodnie z twierdzeniami astronomów z Caltech.

W każdym przypadku, statystyczne i cyfrowe dowody przedstawione przez autorów w tej i poprzedniej pracy, doprowadzają ich do wniosku, że najbardziej stabilnym scenariuszem jest to, że nie ma tam tylko jednej planety, ale wiele planet za orbitą Plutona w wielokrotnym rezonansie, co doskonale tłumaczy osiągnięte rezultaty. – Tak więc możemy przypuszczać, że w dodatku do Dziewiątej Planety znajduje się tam Dziesiąta Planeta i jeszcze inne – komentuje hiszpański astronom.


Międzynarodowe poszukiwania Dziewiątej Planety


Badania te sa tylko małą częścią niezliczonych międzynarodowych publikacji dotyczących poszukiwań Planety 9 przy pomocy symulacji komputerowej rozwiązywania problemu wielu ciał i innych technik. Batygin & Brown chcą zaprezentować nowe modele orbity tajemniczej 9. Planety na podstawie najnowszych danych. Po drugiej stronie Atlantyku, we Francji, ekipa prof. Jacquesa Laskara z Obserwatorium Paryskiego usiłuje być pierwszą, która wyliczy pozycję tej hipotetycznej Planety 9 w celu jej zaobserwowania.

Ta sytuacja jest podobna do odkrycia Neptuna, kiedy to francuski matematyk Urbain LeVerrier był pierwszym, który „odkrył” nową planetę tylko przy pomocy obliczeń opartych o pozycję Uranu, a później niemiecki astronom J.G. Galle zaobserwował ją w miejscu przewidzianym przez Francuza.

- Jeżeli Neptun był pierwszą planetą odkrytą tylko przy pomocy pióra i papieru, Planeta 9 może być pierwszą odkrytą tylko na podstawie komputerowych obliczeń i modeli – odnotowuje de la Fuente Marcos, chociaż od wskazuje na to, że rezultaty francuskiej ekipy bazują na odchyleniach danych obserwacyjnych uzyskanych przez sondę Cassini orbitującej wokół Saturna, a spowodowanych przez obecność hipotetycznej planety, ale NASA zaprzeczyła temu sugerując, że są one rezultatem statystycznego błędu w sygnale z sondy.


Czy Dziewiąta Planeta jest egzoplanetą?


Jednym z najbardziej rewolucyjnych badań w ostatnich miesiącach, wraz z symulacjami komputerowymi i partycypacją francuskich instytucji, prowadzonych przez badacza Alexandra Mustilla z Uniwersytetu w Lund, Szwecja, który podniósł ideę iż Dziewiąta Planeta przyleciała spoza Układu Słonecznego, i jak to się mówi, była kiedyś egzoplanetą.[2]

W świetle jego hipotezy, około 4,5 mld lat temu, młode Słońce „ukradło” tą planetę jakiejś sąsiedniej gwieździe dzięki zbiegowi kilku szczęśliwych okoliczności: bliskości gwiazd w gwiezdnym klasterze, planeta miała odpowiednio szeroką orbitę, itd. … Oczywiście inni uczeni twierdzą, że coś takiego jest niemożliwe.

Dyskusja na ten temat trwa. Jedna rzecz, co do której wszyscy astronomowie są zgodni, jest ważność bliższego przyjrzenia się i śledzenia ruchom tych ETNO w celu bycia w stanie wykonania obliczeń, które doprowadzą do zlokalizowania Dziewiątej Planety nie zapominając, że najlepszym dowodem będzie jej bezpośrednia obserwacja – wyścig, który kilka ekip będzie chciało wygrać. Zob. także - https://phys.org/news/2016-05-theft-planet-solar.html

*

CDN.



[1] Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
[2] Albo tzw. planetą wędrowną, która została wychwycona przez grawitację słoneczną i „zakotwiczona” na wydłużonej orbicie – zob. także - http://wszechocean.blogspot.com/2016/09/planety-wedrowne-loty-galaktyczne.html.