środa, 22 listopada 2017

„K S I Ę G A W Y J Ś C I A”



W cztery lata po wydaniu swej pierwszej książki Erich von Däniken wydał swoją  trzecią książkę „Aussaat Und Kosmos” (Dusseldorf 1972). W IV rozdziale autor przedstawił jedną ze swych spekulatywnych hipotez, którą warto tu w skrócie przypomnieć.

W zamierzchłych czasach w głębiach Galaktyki rozgorzała wojna pomię-dzy humanoidalnymi istotami. Grupa pokonanych istot ratuje się ucieczką na statkach kosmicznych i po wielu perypetiach dociera do naszego układu słonecznego. Na piątej planecie naszego systemu pozostawiają większą część swojej flotylli, budują makiety zabudowań, instalują nadajniki radiowe a całość po cichu przeprawia się na trzecią planetę układu, czyli na Ziemię. Na Ziemi, w obawie przed unicestwieniem, chowają się głęboko pod powierzchnię planety w rozległym kompleksie tuneli. Zwycięzcy po dotarciu za uciekinierami do naszego układu słonecznego dokonują unicestwienia piątej planety, czyli Faetona, poczym wracają na macierzystą planetę.

Pokonani wychodzą teraz z tuneli i innych podziemnych budowli i posta-nawiają też stworzyć na Ziemi nową inteligencję. Są niepodzielnymi władcami na dzikiej planecie. Dają początek nowej rasie.

Jest wiele przesłanek potwierdzających powyższą hipotezę. Nie o nich tu będzie mowa. Chociaż, tak na marginesie, zakładając, że to co powiedziano powyżej jest prawdą – to co się stanie w chwili, kiedy do macierzystej planety Bogów dotrą sygnały radiowe z Ziemi? Może powrócą by dokończyć dzieła? …

Ja jednak chciałbym zatrzymać się na samym momencie wyjścia pokonanych spod powierzchni Ziemi. Przy czym nie będzie to kolejna, jałowa dysputa o Agharti czy Shangri-la. Zaintrygował mnie kierunek przybycia Bogów. Nie przybyli z kosmosu – choć są i takie koncepcje kosmologiczne by wspomnieć tu tylko Dogonów z Mali – ale spod ziemi ! Czy jest możliwe udowodnienie tego punktu hipotezy E. von Dänikena ? Na pewno NIE ! Ale przeglądając literaturę światową , szczególnie tę z zakresu paleoastronautyki, dochodzę do wniosku , że przekazów i legend o wyjściu Bogów (i ludzi) spod ziemi jest niezmiernie wiele. Dlaczego tak się dzieję ? Dlaczego na całym świecie są o tym liczne wzmianki i przypowieści ? Czyżby to był kolejny, li tylko i jedynie, przypadek ?

Czym są zatem jaskinie, groty, pieczary, katakumby i inne podziemne budowle ? Na ogół jaskinie były wejściem do świata zmarłych. W jaskiniach zamieszkiwały potwory i demony (Kakus, Polifem, Guro, smok wawelski). Jaskinie zatem związane były z ich potęgą chtoniczną poprzez ciemność, seksualizm i potworność mieszkańców. Groty natomiast czczono jako waginalny symbol ziemi. Toż to w pieczarach odbywały się zaślubiny Dodony, Medei, Mai. To w pewnej grocie Gunlod oddała się Odynowi. W jaskini urodził się Zeus, Hermes i Mithra. Jaskinia była miejscem kultu płodności, symbolizowała jedność życia i śmierci.

Jaskiń i grot znamy na całym świecie wiele. Tylko w ostatnich 50 latach odkryto w Polsce ponad 2 tysiące nowych jaskiń.

Najdłuższą jaskinią na świecie jest słynna Mammoth Cave w Kentucky w USA. Jaskinia ma 563 kilometry i 270 metrów długości ! Stanowi ona system korytarzy o niewielkiej różnicy wysokości rozciągających się na powierzchni około 12 kilometrów średnicy. Druga na świecie to Jaskinia Optymistyczna na Ukrainie – ma 191,5 km długości.

Najgłębsza jaskinia na świecie nazywa się Lamprechtsofen, leży w Austrii i sięga 1.632 metrów głębokości. Najgłębsza studnia jaskiniowa świata znajduje się po słoweńskiej stronie masywu Canin i ma 643 m głębokości. Za to największą salą pod ziemią jest Sarawak Chamber w jaskini Lubang Nasib Bagus na Borneo – ma ona aż 750 metrów szerokości i 100 metrów wysokości. Najwyższy otwór jaskiniowy świata ma 180 m wysokości i prowadzi do brazylijskiej jaskini Gruta Casa de Pedra w stanie Sao Paulo. Otwór jaskini Minye w Nowej Brytanii ma rozmiary 500 na 500 metrów !

Z polskich jaskiń – najgłębszą jest Wielka Śnieżna (Tatry) i ma 814 metrów głębokości. Najgłębszą studnią w Polsce jest studnia Wazeliniarzy w Śnieżnej Studni i ma ponad 250 metrów głębokości. Największy polski otwór jaskiniowy o rozmiarach 20 metrów na 10 metrów prowadzi do jaskini Komora Gwiaździsta w Tatrach.

W gorącej Afryce istnieją mity manistyczno-chtoniczne, zgodnie z którymi pierwsi ludzie na tym kontynencie wyszli z ziemi. Dotyczy to głównych klanów Aszantów a być może i całego ludu Aszantów. Mity podają, że Odomankoma, bóg-stwórca, spotkał dwóch przodków, którzy wynurzyli się z ziemi.

W okolicach Matse istnieje podanie, że bóg Mawu-Ga najpierw stworzył bogów ziemi zwanych Trowo a pierwszych ludzi umieścił najpierw w pieczarach i dopiero po pewnym czasie zezwolił im wyjść na otwartą przestrzeń. W religii ludu Ewe (Togo) mówi się, że kiedyś istniał na świecie rodzaj ludzki, który wyszedł z ziemi. Mówi się, że po potopie ukazała się utwardzona ziemia,  z której wnętrza wyszła na powierzchnię grupa ludzi. Ludy Kurumba opowiadają, że Sawadugu i inni ludzie pojawili się na ziemi wychodząc ze skalnej szczeliny.
Także lud Dogonów mówi o pierwszych ludziach wynurzających się z ziemi. Według starego mitu starzec Djon wynurzył się na powierzchnię ziemi z otworu kija bambusowego i o jego potomkach mówi się do dziś, że są to „Kopacze, którzy wynurzyli się z bambusowego kija”. Inni proto-ludzie wyszli na powierzchnię ziemi w osadzie Amoni, a jeszcze inni u podnóża góry Bamba.

W mitologii irańskiej spotykamy budowlę zwaną War co oznacza „schronienie”. Jest to kwadratowa, podziemna budowla zbudowana z rozkazu Ahuramazdy poprzez Jimę w Arjana Wedży, gdzie przebywali ludzie uratowani przed boskimi karami. W mitologii indyjskiej spotykamy nieśmiertelnych Nagów ( w sanskrycie „węże”). Istoty te, identyfikowane dziś z ludami przedaryjskimi, przebywały pod ziemią i od czasu do czasu zrzucały wężową skórę przybierając ludzką postać. Tak uczyniła np. nagini Ulupi poślubiając Ardżunę. Ta sama mitologia wspomina o dużej grupie 60 000 mędrców-karłów zwanych Walakhiljowie. Na świecie pojawili się ze szczeliny w ziemi a mieszkali w Himalajach. Telluryczna genealogia ludzi przejawia się w podaniu o pochodzeniu Sity oraz Gajomarta wprost z ziemi. W języku irańskim słowo Gilszah znaczyło dosłownie ”Ziemny król” a Dumnageni „syn ziemi”.

Również podania koreańskie mówią o świecie podziemnym . Według tradycyjnych pojęć koreańskich wszechświat składa się z trzech światów : ziemi ludzi, niebios i świata podziemnego. Mity mówią, że na bezludnej wyspie Dzedzu wyszli spod ziemi trzej boscy młodzieńcy. Wyszli z otworu w ziemi  (podobnego do pieczary) zwanego Mohyng. Młodzieńcy nazywali się Jang Ylna, Ko Ylna i Pu Ylna. Do dziś członkowie rodów Jang, Ko i Pu składają ofiary swym przodkom pobliżu Samsonghjol (Dziura trzech bogów).

To że ludzie wyszli spod ziemi być może zasugerowało władzom Chin „powrót do źródeł”. W 1997 roku Chiny, gdzie występuje dotkliwy brak przestrzeni życiowej, postanowiły zbudować podziemne miasta. Do tego celu wykorzystane zostaną też liczne schrony zbudowane w okresie maoistowskim. Ale nie zapominajmy, że w 2010 roku aż 630 milionów Chińczyków żyło w miastach !

W mitologii greckiej zwracają uwagę dwa wątki związane z wyjściem z ziemi. Pierwszy wiąże się z Ateńczykami – twierdzą oni, że mieszkają tam od niepamiętnych czasów, gdyż ich praojcowie wyszli wprost z łona ziemi. Pierwszy król Kekrops miał być synem ziemi attyckiej i miał postać półczłowieka, półwęża. Następny władca Erichtonios także nie miał ojca, ani matki a urodził się wprost z ziemi, jak kłos zboża. I on miał do pasa postać ludzką, a zamiast nóg ogon węża.

Jeszcze inny mit mówi o walce Kadmosa z wojownikami, którzy wyłonili się z ziemi a nazwano ich później Spartoj. Po walce ocalało tylko pięciu Spartoj  i to oni dali początek znanym później rodzinom tebańskim. Spartowie, którzy uszli z życiem nosili znamienne imiona : Chtonios („Ziemny”), Hyperenor („Najpotężniejszy”), Peloros („Olbrzymi”), Udajos („Podziemny”) i Echion („Wąż”).  

Z powyższym koresponduje mit o górze Waszitta, którą zapłodnił „obcy człowiek”. Być może mit o rodzącej górze dotarł do Anatolii z Sumeru.

Nie sposób tu nie wspomnieć o słynnych podziemnych miastach tureckich, z których najbardziej znane to Kaymakli i Derinkuyu. W olbrzymich katakumbach przez dłuższy okres czasu żyło około 1,2 miliona ludzi!

W bliskiej nam mitologii bałtyckiej odnajdujemy Patollo, boga pod-ziemia, zmarłych i zmor nocnych. Imię tego brodatego boga pochodzi od pa-/po- „pod” i tulla „ziemia”.

W polskiej mitologii ludowej spotykamy tylko jednego przedstawiciela interesującej nas tematyki. Chodzi o karkonoskiego Ducha Gór, który rezyduje we wnętrzu góry Śnieżki ale jego działalność jest słabo udokumentowana – nie ulega jedynie wątpliwości jego panowanie nad fauną i florą Karkonoszy. Do dziś spotykamy w Polsce dziwne, nieznane podziemne pomieszczenia i korytarze. Z wieloma z nich wiążą się legendy i opowieści. Jedna z ciekawszych legend wiąże się z podziemnym kompleksem w miejscu, gdzie dziś biegnie droga z Raciborza do Łubowic.

Mitologia frygijska mówiła, że to ziemia zrodziła wszystkie istoty. Ormianie twierdzili, że to z łona ziemi wywodzą się wszyscy ludzie. Na Litwie modlą się : „Ziemio, moja matko, pochodzę z ciebie…”

W mitologii celtyckiej wielu rodzimych bogów irlandzkich żyło pod ziemią – czasem w jaskiniach, a częściej w grobowcach dawno poległych bohaterów. Najsławniejszym z tych grobowców jest Bruig na Bóinne – obecnie zwany New Grange (Nowa Stodoła). Bogów podziemia zwie się aes side a ich siedziby side. Przejść pomiędzy światem ludzi a królestwem side jest wiele. Najbardziej znane to jaskinia w skale, w pobliżu dworu Aililla i Medb w Cruachain w Connachcie. Jak twierdzi Robert Charroux w pracy „Księga zdradzonych tajemnic” (Pandora 1994) : „… otwarte kurhany i podziemne galerie w Bretanii i Irlandii również służyły jako osłona przed „spadającymi z nieba głazami” podczas wielkiego kosmicznego kataklizmu. Na skraju lasu  Broceliande niedaleko Neant, w bretońskim departamencie Morbihan, istnieje miejsce zwane Petruis Neanti, które – jak twierdzą okultyści – jest wejściem do tajnego celtyckiego schroniska, analogicznego do tybetańskiej Agarthy.”

Kontynent amerykański jest wprost usiany w miejsca, z których wyszli nasi praojcowie a mitologia z tym związana jest wprost zdumiewająca.

Według Azteków pierwsi Meksykanie wyszli z siedmiu otworów strzelistej góry zwanej Chicomoztoc w Quinehuayan. Nazwa góry oznacza „siedem jaskiń” a legenda mówi, że wyszło z niej sześciuset bogów. Tam też stworzono pierwszego człowieka – w jaskini Tamoanchan. Z kolei Texcoco założone zostało przez parę, mężczyznę i kobietę, którzy wyszli z otworu w ziemi utworzonego po upadku niebiańskiej strzały. Strzała uderzyła w miejsce zwane Tezcalque, gdzie obecnie istnieje miasto.

W czasach azteckich jeden z bogów miał na imię Tepeyollotl, czyli „serce góry” i zawsze przywoływany był, gdy mowa była o wejściu do jaskini, bądź
innego podziemnego schronienia – jak to ilustruje Kodeks Rios. Pomieszczenia podziemne budował też Quetzalcoatl; były to Mictlancalco.

         Mitologia aztecka mówi o wielu kataklizmach, które zniszczyły świat a ludzie, np. po potopie zaludnili świat po wyjściu z pewnej jaskini. Drugi okres zniszczony przez potęgę wiatru przeżyła tylko jedna para ludzi schroniwszy się wewnątrz skały. Trzeci okres przeżyła tylko jedna para ludzi ukryta w jaskini.
Jedna z bogiń o imieniu Iztacchalciuchtliicue urodziła czterystu pięciu mixcohua, którzy schronili się wewnątrz jaskini, której nazwa uległa zapomnieniu.

         Także Peruwiańczycy z doliny Xauxa oraz Indianie z jezior opowiadają, że istnieją tajne schrony i jaskinie dla uprzywilejowanych, którym po kataklizmie powierzono misję odtworzenia życia na nowo.

         Zapotekowie wierzą, że w zamierzchłej przeszłości wyszli oni na świat z olbrzymich jaskiń. Araukarie mówią o sobie: Mapucze co dosłownie oznacza Ludzie Ziemi. Pierwotną ich ojczyzną było środkowe Chile. W okolicach Cuzco znajdują się gigantyczne podziemne labirynty z okresu megalitycznego – zwą się chinkana. Jedno z wejść do nich znajduje się pod kościołem Santo Domingo w Cuzco. Do tunelu biegnącego od inkaskiego sanktuarium Quorikancha w Cuzco zapuścił się nawet Garcilaso de la Vega.

         W rękopisie Catariego (Biblioteka Watykańska) z XVI w. jest mowa o przejściach  do podziemi Tiahuanaco (dawn. Chukara). Jest tych wejść kilka a do korytarzy prowadzących w głąb Tiahuanaco wchodzili tacy uczeni jak i podróżnicy jak Alcide d’Orbigny (1802-1857), Tachudi, Castelnau czy Squier. Pierwszym władcą Chukary („Dom Słońca”) był Huyustus.

         Zabytki kultury Tiahuanaco znaleziono również w Solekatiti, Chirapa, Wancani, Pucara i w Huari – gdzie odkryto rozległe, podziemne korytarze i szereg kamiennych posągów.

         Wspaniałe podziemia znajdują się w Akakorze.  W tych podziemnych pałacach schronił się lud Ino. W podziemnych świątyniach Akakoru znajdują się groby 4 tajemniczych istot, latający dysk Lhasy i pojazd, który potrafił przekraczać góry i wody.

         Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o gigantycznych korytarzach w Ekwadorze odkrytych i eksplorowanych przez Juana Moricza. O spotkaniu z J. Moriczem pisał E. von Däniken w I rozdziale książki „Aussaat Und Kosmos”.

         W dawnych mitach i legendach wnętrz gór i podziemne kompleksy zamieszkiwały istoty wrogie ludziom (cyklopi, tyani, smoki). Niektóre z tych miejsc były miejscem spoczynku „Gospodarzy świata”, mędrców i bohaterów (np. śpiący rycerze tatrzańscy, Endymion, Kronos). Jaskinie zamieszkiwały demony i potwory (Polifem, Guro, Loki czy lew nemejski). Dawne plemiona wierzyły też , że to właśnie człowiek pochodzi z ziemi. Słowo łacińskie homo
pochodzi od humus tj. ziemia – podobnie jak polskie słowo ziemianin. Tuż pod powierzchnią Ziemi mają się znajdować schrony Hiperborejczyków, które miały ich osłaniać przed skutkami kosmicznego kataklizmu. To może być tych schronów szukało 7 oficerów bułgarskich, którzy od grudnia 1990 roku do listopada 1992 roku kuło w skale 30 km od Sofii spiralny korytarz.

         Niektóre z przytoczonych tu mitów i legend wiążą się ze szklistymi korytarzami, które pod powierzchnią ziemi oplatają całą planetę. Jedno z wejść do tych niezwykłych tuneli znajduje się tuż obok szczytu masywu Babiej Góry. Niestety, znane do tej pory trzy inne wejścia zostały w dziwny sposób zawalone. Ale jest znane w całym świecie jedno z takich ciekawych wejść, otwarte dla turystów, w Deer Cave – tyle tylko, że jest to na Borneo.

         Może warto najbliższe wakacje spędzić w okolicach masywu Babiej Góry i poszukać wejścia/wyjścia do naszego, polskiego tunelu UFO ?



Opracował  ©Stanisław Sawkiewicz

wtorek, 21 listopada 2017

„Przystojny” bolid nad Finlandią

Fiński super-bolid z 12.V.2016 roku

W dniu 19.XI.2017 roku media podały, że w Finlandii spadł na ziemię duży i jasny „przystojny”[1] meteoryt. Jego przelot wychwyciły kamery śledzące zorzę polarną oraz lot meteorów i meteorytów poprzez ziemską atmosferę. Świadkowie i zapisy twierdzą, że w czasie lotu i eksplozji kosmicznego „gościa” na moment zrobiło się jasno jak w dzień.

Jak podają fińskie media, meteoryt ten został zaobserwowany nad najbardziej na północ wysuniętym regionem Finlandii – Laplandią. Autorem filmu zamieszczonego na YT jest Tony Bateman, który ustawił swoją kamerę w nadziei sfilmowania zorzy polarnej. Naraz usłyszał głośny huk dochodzący od kuli białego ognia przemierzającej nieboskłon.
Jyrki Manninen – fizyk z Fińskiego Uniwersytetu w Oulu – orzekł, że był to meteor. Ale powiedział także, że mógł to być jakiś fragment kosmicznego złomu powracający w atmosferę ziemską.
FBC doniosła, że także inni ludzie w Laplandii widzieli to wydarzenie, słyszeli „głośny huk” w promieniu kilkuset kilometrów.[2] 

Z kolei polskie media, a dokładniej Telegazeta podała, co następuje:

Przelot meteoroidu nad północna Finlandią i wybuch, któremu towarzyszył silny rozbłysk, zarejestrowała fińska stacja sejsmograficzna oraz m.in. kamera do obserwacji zórz polarnych. Według ekspertów w okolicach jeziora Inari spadły meteoryty ważące kilkadziesiąt kilogramów.
Niecodzienne zjawisko jest jednym z głównych tematów weekendowych wydań fińskich dzienników. Lot ognistej kuli nad północną Finlandią i rozbłysk o dużej mocy zarejestrowano 16.XI.
Meteor, który noc w fińskiej strefie arktycznej zamienił na kilka chwil w dzień, został nagrany przez co najmniej trzy kamery, w tym ustawione do obserwacji zorzy polarnej i zwierzyny w rejonie jeziora Inari.
To trzecie największe jezioro w Finlandii znajduje się ok. 1100 km na północ od Helsinek oraz 120 km na południe od granicy fińsko-norweskiej.[3]
Wystąpienie zjawiska zarejestrowały też urządzenia pomiarowe Obserwatorium Geofizycznego w Sodankyla, ok. 200 km na południe od Inari.  (PAP, ASO)
„To, że sejsmograf zapisał dane oznacza, że większy wybuch lub uderzenie o ziemię” – powiedział kierujący stacją Esa Turunen dziennikarzowi „Lapidan Kansa”. Wyniki sugerują falę uderzeniową wywołaną przez wybuch w powietrzu oraz duże rozmiary obiektu.
Zjawisko bada też fińskie Towarzystwo Astronomiczne Ursa, według którego na ziemię spadły meteoryty o wadze przynajmniej kilkudziesięciu kilogramów. „W Finlandii rozbłyski meteorytów o takiej mocy są obserwowane średnio raz na 10 lat” – napisano w komunikacie. Badacze z Ursa powiedzieli fińskiej rozgłośni Yle, że najprawdopodobniej miejscem upadku jest południowa część jeziora Inari lub cała jego okolica.
Sprawa meteoru poruszyła ludność zamieszkałą nad jeziorem. „Helsingin Sanomat” opublikował w niedzielę reportaż i rozmowę z jednym z mieszkańców znad jeziora. Według niego, zjawisko wyglądało, jakby ktoś włączył jasne światło LED.
Niektórzy mieszkańcy opowiadali, że rozbłysk i huk był taki, jakby meteoryt spadł na ich podwórko. Każda napotkana osoba (znad Inari) widziała lub słyszała, ale jak dotąd żadna nie szukała meteorytów” – wskazuje helsińska gazeta.
Według mieszkańców, szanse na ich znalezienie mają opiekunowie reniferów, którzy dużo spacerują po terenie. Inni wskazują, że poszukiwania na jeszcze nie w pełni zamarzniętym  jeziorze nie przyniosą rezultatu. W dodatku teren jest przykryty śniegiem, a dzień jest bardzo krótki – od grudnia rozpocznie się tu noc polarna i do początku stycznia słońce nie pojawi się nad horyzontem.
Meteor jest zjawiskiem świetlnym, który jest efektem przelotu meteoroidu, okruchu skalnego czy kamienia poruszającego się po orbitach przez atmosferę ziemską i towarzyszącego mu spalania. Meteoroid, który spadnie na Ziemię jest nazywany meteorytem i otrzymuje nazwę zgodnie z miejscem upadku lub znalezienia.
Dotychczas w Finlandii opisano kilkanaście miejsc upadku meteorytów, a znalezione kawałki ważyły łącznie ok. 400 kg. Największe o wadze około kilkunastu do kilkudziesięciu kilogramów znaleziono na przełomie XIX i XX wieku; część z nich jest w Muzeum Historii Naturalnej  i w Ogrodzie Botanicznym w Helsinkach. (PAP, ASO)[4]


Jezioro Inari

Tyle nasze media. A teraz agencja Xinhua:

Helsinki, 16.XI (Xinhua) – Najprawdopodobniej to meteoryt spowodował potężny błysk na niebie i huk odnotowane na wielkim obszarze północnej Finlandii w czwartkowy wieczór (16.XI) – jak doniesiono.
Na podstawie rozmów telefonicznych z ludźmi, regionalne centrum alarmowe w Oulu jako pierwsze ogłosiło alert „o katastrofie w powietrzu” krótko przed godziną 19:00 EET (17:00 GMT), ale później informacja ta została skorygowana, kiedy kontrola ruchu lotniczego powiadomiła, że żaden samolot nie był zaginiony.
Skoro nie było żadnej katastrofy lotniczej, centrum alarmowe w Oulu doszło do wniosku, że mogło chodzić o meteoryt.
Jukka Hermanen, komendant służb ratowniczych na region Laplandii powiedział dziennikarzom z gazety „Kaleva”, że kula ognia była widziana na niebie na minutę przed usłyszeniem fali dźwiękowej.
- To brzmiało jak huk wystrzału artyleryjskiego – powiedział on.
Zgłoszenia obserwacji napływały z obszaru o średnicy setek kilometrów. Południową granicą była Kokkola. Zdjęcia zostały zamieszczone przez miejscowych mieszkańców w mediach społecznościowych. Najbardziej północne zgłoszenia nadeszły z rejonu Nellimo w Norwegii.
Hermanen powiedział, że jest zadowolony z tego, że system alarmowy został przetestowany. Powiedział, że informacje o sytuacji osiągnęły „wyższe poziomy” już wkrótce, zanim faktyczny charakter wydarzenia może zostać zweryfikowany. Nie zdefiniował, co oznaczają „wyższe poziomy”.
Fińskie władze nie otrzymały żadnych raportów o zniszczeniach w terenie. Kierownik ratowników Mauri Saniola z Inari powiedział fińskiemu radiu Yle, że okna się trzęsły i dzwoniły co zauważono wewnątrz budynków.
Jouko Manningen – astrofizyk z Sodankyla OA powiedział radiu Yle późno w czwartek, że obiekt ten mógł być jakimś fragmentem jakiegoś obiektu stworzonego przez człowieka jak np. satelity. Manninen nie był chętnym przyznać, że obiekt ten był pociskiem rakietowym, a to ze względu na kierunek jego ruchu.   



Meteoryt Inari - wybuch w atmosferze

Meteoryt ten najprawdopodobniej pochodził z roju Leonidów. Poza nimi w ziemską atmosferę wpadają meteoroidy z 5 innych rojów. Całościowo wygląda to tak, jak w załączonej tabeli:

Rój
Gwiazdozbiór
Okres i max.
Vg (km/s)
RHS (N/h)
Pd-Taurydy
Byk
1-25.XI (5.XI)
27
5
δ-Erydanidy
Erydan
6-29.XI (10.XI)
31
2
Pn-Taurydy
Byk
1-25.XI (1o.XI)
29
5
ζ-Puppidy
Rufa Okrętu
2-20.XI (13.XI)
41
3
Leonidy
Lew
14-21.XI (17.XI)
71
30.000
α-Monocerydy
Jednorożec
15-25.XI (21.XI)
60
var.

Tak więc jeżeli nie był to jakiś zużyty satelita czy pocisk rakietowy, to mamy do czynienia z meteorytem z któregoś z tych rojów, albo z jakimś przybyszem spoza Układu Słonecznego, co też jest możliwe.


Uwagi Czytelników


Najprawdopodobniej to jednak nie był meteoroid z roju Leonidów. W opisanym czasie, tj. ok. godziny 16:40 GMT czyli 18:40 EET (jak podała to NewsCom.au) nad Finlandią wschodziła konstelacja Byka, z której promieniują dwa radianty, co da się łatwo sprawdzić przy pomocy programu Stellarium. Osobiście obstawiam meteoryt z roju Pn. Taurydów. (Daniel Laskowski)  


Opracował – ©R.K.F. Leśniakiewicz 





[1] W literaturze anglojęzycznej często w relacjach prasowych używa się słowa handsome meteorite (bolide)… stąd ten przymiotnik „przystojny”.
[3] Dokładniej na N 68°56’34” – E 027°44’20”, 120 m n.p.m.
[4] Telegazeta TVP, 19.XI.2017 r., ss. 136,1-5.

niedziela, 19 listopada 2017

SS „Minden” - skarb w Atlantyku



Czy Atlantyk kryje w swych głębinach miliardowy skarb? Poszukiwacze skarbów znaleźli u wybrzeży Islandii wrak hitlerowskiego statku.

Reykjavik/Praga – Poszukiwacze skarbów z Wielkiej Brytanii znaleźli na południe od wybrzeży Islandii wrak niemieckiego statku SS Minden. Ładownie zatopionego statku ukrywała skarb, który zawiera 4 tony jakiegoś cennego metalu. Przypuszcza się, że chodzi tu o złoto, które w 1939 roku przewożono do Niemiec, ale statek został celowo posłany na dno przez załogę. Znalazcy zwrócili się do władz Islandii z prośbą o pozwolenie na zrobienie otworu we wraku i wydobycia sejfu z drogocenną zawartością.


Ekipa towarzystwa Advanced Marine Services (AMS), której aktywność to przede wszystkim szukanie i wydobywanie cennych ładunków z morza, odkryła w Oceanie Atlantyckim, prawie 200 km na południe od wybrzeży Islandii wrak niemieckiego frachtowca SS Minden. Statek został zatopiony w dniu 24.IX.1939 roku, wkrótce po rozpoczęciu II Wojny Światowej. Płynął on z Ameryki Południowej, z której to banków miał zabrać cenny ładunek 4 ton – najprawdopodobniej złota. Według brytyjskiego serwera „The Independent”, jego wartość wyniosłaby 125 mln GB£, czyli 35,822 mld CZK albo 5,922 mld PLN (po kursie dnia).

Ten właśnie ładunek był tym, co przesądziło o losie statku. SS Minden wpadł w wszechwidzące oczy radarów brytyjskiej marynarki wojennej. Aby nieprzyjaciel nie dostał w swe ręce cennego ładunku, kapitan statku na rozkaz samego Adolfa Hitlera pogrzebał go na dnie oceanu.

Po swoim odkryciu, AMS poprosiła władze Islandii o pozwolenie na przebicie się przez burtę statku do pancernych safesów, w których kryje się skarb. Twierdzi też, że należy on do znalazcy i chce zabrać go ze sobą do Wielkiej Brytanii, a to dlatego iż już wcześniej byli oni obwinieni o to, że po wraku statku prowadzili poszukiwania bez żadnego odpowiedniego zezwolenia.


Islandzkie urzędy o aktywności AMS dowiedziały się potem, kiedy na swoich wodach terytorialnych napotkały zakotwiczony statek norweski MV Seabed Constructor, który został wynajęty przez AMS jako baza do swych poszukiwań.


Brazylijskie złoto


Wedle islandzkiego serwera „Iceland Monitor”, załoga nie była w stanie odpowiedzieć na pytania Straży Przybrzeżnej co robi w tym miejscu. Jej reakcja była według niej „niejasna i sprzeczna”. Patrol nakazał statkowi płynąć do Reykjaviku, gdzie na pokład wkroczyła policja, która przesłuchała załogantów.
Według rzecznika islandzkiej Straży Przybrzeżnej Georga Lárussona, nie mieli oni zezwolenia na szukanie skarbu.
- Powiedzieli nam tylko, że szukali tam oni interesującego celu z II Wojny Światowej, ale nie mogli podać więcej szczegółów – wyjaśnił on.

SS Minden wyszedł w dniu 6.IX.1939 roku z Brazylii, gdzie wziął on na pokład ładunek z Banco Germanico – filii niemieckiego Dresdener Banku. Kiedy u brzegów Islandii dostrzegły go brytyjskie krążowniki HMS Calypso i HMS Dunedin, Adolf Hitler wydał kapitanowi rozkaz, by jak najszybciej się wycofał. Jedną z dalszych możliwości było samobójcze zatopienie statku z ładunkiem, do czego też doszło, bowiem ładunek nie mógł wpaść w ręce wroga.

Załogę SS Minden uratował HMS Dunedin i została ona dostarczona do bazy marynarki wojennej w Scapa Flow na Orkadach. Wedle oficjalnych zapisów archiwalnych, był to właściwie bezcenny ładunek, ale bez względu na to, jak kosztowny jest wynajem specjalistycznych statków, załoga musiała być przeświadczona o tym, że poszukiwania mają sens.    



Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

sobota, 18 listopada 2017

Potwierdzono istnienie Proximy b!

Proxima b - wizja artysty

Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) w końcu potwierdziło, że odkryto nowego kandydata na egzoplanetę zwana Proxima b wewnątrz ekosfery Proximy Centaura (Toliman C) – czerwonego karła w naszym sąsiednim systemie gwiezdnym Alfy Centaura.

To jest wspaniała wiadomość, bowiem oznacza ona, że Ziemiopodobna planeta znajduje się w odległości tylko 4,26 roku świetlnego (ly) od nas, i potencjalnie może podtrzymać życie (jakie znamy). Potrzebne są dalsze badania w celu potwierdzenia charakterystyki atmosfery i możliwości istnienia ciekłej wody na jej powierzchni, ale ta ekipa naukowców także planuje, jak tam się możemy dostać.
- Jest wiele egzoplanet, które odkryliśmy, i wiele tych, które dopiero odkryjemy, ale poszukiwania najbliższego Ziemi potencjalnego analogu będzie doświadczeniem życia dla wielu z nas – powiedział dziennikarzom członek ekipy Guillem Anglada-Escudé z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie, w dniu dzisiejszym (15.XI. br.).

Nazwana Proximą b kandydatka na egzoplanetę orbituje wokół Proximy Centaira – czerwonego karła, który należy do systemu gwiezdnego Alfy Centaura/Tolimana w konstelacji Centaura. Jest to najbliższy Ziemi system gwiezdny, co tworzy Proximę b najbliższą Ziemi egzoplanetę jaką kiedykolwiek odkryto.
- To jest naprawdę ekscytujące ze względu na jej bliskość, nie mogło być lepiej – powiedział inny członek ekipy Michael Endl z Uniwersytetu Teksaskiego w Austin, TX.

Proxima b w swym otoczeniu gwiezdnym - widoczne są dwa słońca Alfy Centaura i Słońce jako jasna gwiazda w prawym górnym rogu... (wizja artysty)

Ekipa ta, która skupia naukowców z ESO i program zwany Pale Red Dot Campaign, była w stanie odkryć kandydata na egzoplanetę poprzez obserwację Tolimana C w I połowie 2016 roku i porównywanie z danymi z obserwacji z ostatnich 16 lat, zebranymi przez teleskopy z całego świata. Poprzez porównanie danych uzyskanych w ciągu tych 16 lat, odkryto dostatecznie mocny dowód statystyczny na istnienie Proximy b.
-Sprawdzałem charakterystyki sygnału każdego dnia poprzez 60 nocy Pale Red Dot Campaign. Pierwsze 10 było obiecujących, pierwszych 20 spełniało nasze oczekiwania, zaś po 30 dniach rezultaty były pewne, że można je było przedstawić na papierze! – powiedział Anglada-Escudé.

To co wiemy o Proximie b to to, że jest ona 1,3 razy większa od Ziemi i jest duża szansa na to, że będzie to glob skalisty. Orbituje ona w odległości 6,92 mln km od Proximy Centauri i jeden obrót trwa 11,2 dnia. Na jej powierzchni panuje temperatura -40°C, a to stwarza możliwość, że ma ona możliwą do życia atmosferę i wodę w stanie ciekłym na swej powierzchni – czyli coś, co stanowi kluczowy warunek do powstania i podtrzymania życia na planecie. Potrzebne są dalsze obserwacje w celu potwierdzenia tego, ale na szczęście Proxima b jest w zasięgu naszych próbników, co oznacza, że pewnego dnia w nieodległej Przyszłości, wyślemy tam statek kosmiczny w celu zrobienia zdjęć tej planety.

Widok nieba z powierzchni Proximy b - widoczna Proxima Centaura oraz układ gwiezdny Tolimana A i B (wizja artysty)

Ekipa badawcza planuje także związanie się z Markiem Zuckerbergiem, Stephenem Hawkingiem i rosyjskim miliarderem Jurijem Milnerem, który ogłosił wart 130 mln USD projekt nazwany Starshot jeszcze w tym roku zostanie stworzony projekt małego statku kosmicznego do Alfy Centaura w nadziei na odkrycie tam życia. Ekipa Starshot ma nadzieję na wystrzelenie tego statku kosmicznego do Tolimana w ciągu 30 lat. w czasie trwania tego projektu ekipa ESO ma nadzieję na uzyskanie więcej danych o Proximie b.     
- Proxima b jest naszą sąsiadką – mówią oni – więc wykorzystajmy to.
Odkrycia tej ekipy zostały opublikowane w „Nature”.


Moje 3 grosze


Początkowo zakładano, że wokół Tolimana C krąży planeta o masie ok. 600 razy większej od masy Ziemi czyli ok. 2 razy większa od Jowisza, której czas obiegu miał wynosić ok. 2,5 ziemskiego roku. Obserwacje nie potwierdziły jej istnienia, co mogło wskazywać na istnienie układu planetarnego złożonego z wielu ciał niebieskich. Okazuje się, że prawda jest jeszcze inna. Ale poznamy ją całkowicie, kiedy się tam wybierzemy i zobaczymy te planety na własne oczy.

A teraz o podróży do tego układu - spójrzmy na to z praktycznego punktu widzenia. Proxima jest oddalona od nas o zaledwie 4,26 ly. W kilometrach jest to iście astronomiczna liczba: 4,0302582 x 10^13 km, albo 4.030.258.200.000 km. Taką odległość mamy do przebycia. I to w czasie zaledwie jednego ludzkiego życia albo sztafety pokoleń.

Literacko wygląda to dosyć ciekawie. U K. Borunia i A. Trepki ich statek kosmiczny Astrobolid poruszający się z prędkością 50.000 km/s przebywa ten dystans w ciągu 130 lat, aliści fotonowy statek kosmiczny RER – zbudowany w oparciu o technologię mieszkańców planet Proximy - porusza się już z prędkością 147.000 km/s i miał pokonać odległość 14 x 10^11 km czyli 55 dni świetlnych dzielących Tolimana C od układu Tolimana A i B w ciągu 232 dni.
U St. Lema jego Gea porusza się z prędkością 170.000 km/s i przelot trwał już tylko 12 lat w jedną stronę. W obu przypadkach statki kosmiczne były rozpędzane i hamowane przy pomocy napędu nuklearno-jonowego działającego w oparciu o III Zasadę Dynamiki. No i nie zapominajmy o jednym, że taka podróż składałaby się z trzech faz: rozpędzania, lotu bezwładnego i hamowania – stąd wydłużony czas takiego lotu.

Ciekawy jestem, jakie będzie rozwiązanie zasady napędu statku kosmicznego z projektu Starshot? Czy będzie to coś rewelacyjnego na miarę XXI wieku? Nie zapominajmy, że sondy kosmiczne Voyager potrzebowały 30 lat by opuścić Układ Słoneczny… U Borunia i Trepki statek kosmiczny CM-2 Celestia lecący z prędkością 50 km/s potrzebowałby aż 19.600 lat do przebycia dystansu z Ziemi na planety Układu Tolimana A i B. Niewyobrażalna przepaść Czasu. Potrzebne nam zatem jest coś, co otworzy nam bramy Wszechświata. I zamiast toczyć jałowe spory i zabijać się w bezsensownych wojnach, powinniśmy szukać tego klucza, jeżeli na serio myślimy o kolonizacji innych planet… - bo w przeciwnym razie będzie tak, jak u Isaaca Asimova – gdziekolwiek się nie ruszymy, na planetach i księżycach będziemy znajdywać tabliczki z napisem ZAJĘTE. I co wtedy?   


Opinie z KKK


Ciekawe, że jak zacząłem czytać ten artykuł to pomyślałem:"po co się zabijać i trwonić pieniądze na broń-lepiej przeznaczyć je na badania".  A tak "poważnie", przydał by się jakiś wehikuł czasu, żeby zobaczyć co tam się znajdzie? 😏 (K A ZE K)


Masz 100% racji. Gdyby agresję wewnątrzgatunkową skierować na zewnątrz, to już od dawna skolonizowalibyśmy Księżyc i mieli bazy kosmodromiczne na Plutonie, a tak... Grzęźniemy w jakichś bezsensownych wojnach i konfliktach nie rozumiejąc, że Ziemia jest naszym domem i z tego domu trzeba będzie wyjść na szerokie ulice, inne domy, inne miasta... (Daniel Laskowski)



Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz