czwartek, 23 października 2014

USO w Szwecji? (2)


Polowanie na rosyjski okręt podwodny
– czy ten okręt jest uszkodzony?


Tyler Rogoway


Jak na razie nie ma dokładnych danych, ale jedno jest jasne, a mianowicie – u wybrzeży szwedzkich koło Sztokholmu, gdzie aktualnie toczy się operacja kontrwywiadowcza i wielkie poszukiwania w którym udział biorą od niewielkich jednostek rzecznych do korwet klasy Visby, samoloty i 200 żołnierzy. Wszyscy interesują się tym, co jest pod wodą – być może rosyjski okręt podwodny jest w opałach.

Szwedzcy oficjele twierdzą, że ta operacja jest odpowiedzią na „obcą aktywność podwodną”. Tymczasem, jak się powiada, wszystko to za sprawą obserwacji obcego obiektu pływającego na wodach archipelagu u szwedzkich wybrzeży w piątek, 17.X. Mniej więcej w tym samym czasie, jak twierdzą źródła, Szwedzi przechwycili rosyjski radiowy przekaz na kanale zarezerwowanym do wzywania pomocy. Później znowu przechwycono przekaz radiowy, który rozszyfrowano. Jednakże szwedzkie ośrodki wywiadowcze doszły do wniosku, że była to odpowiedź  z drugiej strony, z rejonu Kaliningradu, z bazy rosyjskiej Floty Bałtyckiej.

Rosjanie mają okręty podwodne klasy Kilo o napędzie elektryczno-dieslowskim, które są zaprojektowane do działania na płyciznach Morza Bałtyckiego. […]

Przebieg wydarzeń:  Czwartek, 16.X - wychwycono sygnał radiowy na rosyjskim kanale alarmowym. Piątek, 17.X - 1. Około południa zaobserwowano okręt podwodny w fiordzie Kanholm. Na miejsce w ciągu 2 godzin przybył szwedzki okręt. 2. Około godziny 22, przejęto zaszyfrowany radiosygnał pomiędzy fiordem Kanholm a bazą rosyjskiej floty w Kaliningradzie.  

Sobota, 18.X - 3. Trwa operacja z udziałem poławiacza min, korwety i okrętu podwodnego uczestniczącego w poszukiwaniach. Niedziela, 19.X - 4. Intensywne poszukiwania trwające cały dzień, do akcji włączają sie helikoptery ZOP. 5. Rosyjski okręt rtatowniczy, wyspecjalizowany m.in. w poszukiwaniach podwodnych Profesor Łogaczew wychodzi z St. Petersburga. 
W kapsydzie - należący do Rosji tankowiec NS Concord od kilku dni krąży na otwartym morzu. Być moze jest on bazą dla miniaturowych okrętów podwodnych, albo zaopatruje je w paliwo.   

Drugą częścią tych wszystkich dziwnych wydarzeń na Morzu Bałtyckim są dziwne manewry rosyjskiego tankowca pływającego pod flagą Liberii. Tankowiec ten zaczął krążyć w tym samym czasie u wybrzeży Szwecji, nieopodal miejsca, gdzie się to wszystko działo. Potem, pod koniec weekendu dodał pary i odpłynął na wschód. Jak dotąd przypuszcza się, że ma on związek z tajną operacją rosyjskiego okrętu podwodnego w Archipelagu Sztokholmskim.

Miniaturowe okręty podwodne, które są mniejsze niż normalne torpedowe okręty podwodne z napędem dieslowsko-elektrycznym, mogą być podrzucane do celu ataku na wiele sposobów. Mogą być one transportowane, wypuszczane i przyjmowane na pokład przez duże statki/okręty nawodne.  Są one idealną platformą do krótkodystansowych misji szpiegowskich takich jak wysadzanie/przejmowanie GDR[1] lub zakładanie instalacji podsłuchowych na ważnych akwenach. Rosja jest szczególnie zainteresowana takim rodzajem działań zwiadowczych i zaplanowała oraz wyprodukowała wiele takich urządzeń w ostatnich latach.

To wszystko dzieje się w czasie, kiedy sytuacja w basenie Morza Bałtyckiego stała się napięta w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Rosyjskie myśliwce i myśliwce szturmowe były przechwytywane przez samoloty NATO, w czasie naruszania przez nie granic krajów paktu. Właśnie parę tygodni temu należący do FRA samolot Gulfstream patrolował międzynarodową przestrzeń powietrzną, kiedy rosyjski SU-27 zbliżył się doń na odległość rzutu beretem, co zaowocowało serią zdjęć i przerażeniem załogi.

Szwedzki minister obrony – Peter Hultqvist – opisał szybko eskalującą się sytuację pomiędzy Rosją a jej sąsiadami w ostatnim wywiadzie dla „The Guardian”:
To, co się dzieje na Morzu Bałtyckim, włączając naruszenia przestrzeni powietrznej, pokazuje jak szybko zmienia się sytuacja. Rosja poczyniła nienormalne wydatki na zbrojenia… co teraz podwyższa napięcie, oni teraz ćwiczą więcej i coraz bardziej naruszają nasze poczucie bezpieczeństwa.

Rosyjski okręt podwodny wpłynął niesłyszalnie na nasze wody terytorialne – chodzi o słynny incydent „Whisky on the Rocks”[2] z 1981 roku, kiedy to radziecki geriatryczny torpedowy okręt podwodny klasy Whiskey pływał w szwedzkich wodach. Był to międzynarodowy incydent, który przypomniał Kubański Kryzys Rakietowy, chociaż nie był on tak groźny i nie w takiej skali.

Rosyjska Bałtycka Flota dysponuje bardzo użytecznymi okrętami podwodnymi klasy Kilo o napędzie dieslowsko-elektrycznym, które są bardzo dobre w warunkach płytkich mórz, a także jednym nowoczesnym okrętem klasy Lada. Jest jedynym okrętem tego typu i najbardziej nowoczesnym dieslowskim okrętem podwodnym w całej flocie rosyjskiej Sankt Petersburg posiada system AIP – napędu niezależnego od powietrza atmosferycznego, co pozwala mu pozostawać pod woda o wiele dłużej, niż tradycyjnemu okrętowi podwodnemu z napędem dieslowsko-elektrycznym, i co więcej jest on uważany za najcichszy okręt w całej rosyjskiej flocie. Okręt ten został całkowicie wyposażony i włączony do floty w tym roku.

Ta sytuacja będzie bardzo interesująco się rozgrywała. Rozważając, jak będzie wyglądała sytuacja w Rosji, i jak będzie na nią reagował prezydent Putin, jeżeli ten okręt podwodny zostanie przechwycony na szwedzkich wodach terytorialnych, co może pogłębić szczelinę narastająca pomiędzy Europą a Rosją.

Będziemy śledzić rozwój tej sytuacji.   

          
Źródła: 
"Svenska Dagbladet" z 20.X.2014 r.
Przekład z j. angielskiego i szwedzkiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN. 




[1] GDR – Grupa Dywersyjno Rozpoznawcza.
[2] Gra słów z whisky and rocks – whisky z lodem.  W tym przypadku chodzi o okręt podwodny klasy Whisky, który wpłynął na skały koło portu w Karlskronie, w dniu 20.X.1981 roku.

środa, 22 października 2014

Czarnomorski wąż morski istnieje!

Wąż morski sfotografowany w USA


Michaił Taranow


Dawne legendy i mity starożytnych Greków mówią o tym, że w Morzu Czarnym żyje straszliwy wąż morski. Europejczycy dowiedzieli się o tym, że morze to jest zamieszkałe przez straszliwe morskie potwory z tureckich kronik. W XVI wieku kapitanowie okrętów wojennych i statków handlowych, przemierzający morskie odmęty pomiędzy Istambułem a Azowem opowiadali ze strachem o czarnomorskich gadach, które napadały na mniejsze jednostki. Po tym, jak wojska rosyjskie wkroczyły na Krym i zbudowały swoje własne okręty, z tymi UMA[1] przyszło się spotykać także rosyjskim oficerom marynarki, którzy służyli pod dowództwem admirała Fiedora Uszakowa.

Potwór z Loch Ness z powietrza



Czarnomorskie UMA


Z początkiem XX wieku spotkania z morskimi stworami nie były traktowane jako coś niezwykłego. I tak np. w wydanym w 1916 roku opracowaniu pt. „Czarnomorskie wybrzeże Kaukazu”, opisano jako coś naturalnego wielokrotne relacje o pojawieniu się gigantycznego gada w ujściu rzeki Szache w dzisiejszym Kraju Krasnodarskim. W latach 20. ubiegłego stulecia na czarnomorskim wybrzeżu Krymu ponad dwudziestu ludzi widziało gigantycznego węża morskiego, który mógł zupełnie bez problemów rozprawić się z delfinem. Ale nie wiedzieć czemu nie zainteresowali się tym bliżej.

Wsiewołod Iwanow spotkał się z tym gadem w maju 1952 roku:

Wyjechałem z Koktebiela do Karadagu, a konkretnie do Krwawnikowej Zatoki (Sierdolikowaja Buchta), by poszukać nowych kamyków do kolekcji – pisze on. – I naraz, na środku zatoki, jakieś 50 metrów od brzegu ujrzałem wielki, okrągły „kamień” o średnicy co najmniej 10-12 metrów, porosły brązowymi wodorostami. I naraz stwierdziłem, że ten „kamień” przechyla się w prawo! Znaczy się musiał to być ogromny kłąb wodorostów. Paląc fajkę zacząłem obserwować ten kłąb. Zaczął on tracić okrągłą formę i wydłużać się. A potem… A potem kłąb się rozwinął i wyciągnął. Zaczął poruszać się w kierunku lewego brzegu zatoki. Potwór był wielki, bardzo wielki – miał co najmniej 25-30 metrów długości. Naraz to stworzenie uniosło łeb nad wodą. Miała ona rozmiary na rozciągnięcie rąk i podobna była do wężowej!










Różne warianty wyglądu Nessie


UMA w rejonie Kara-Dag


W maju 1961 roku potwora ujrzało trzech mieszczuchów: rybak M. Kondratiew, dyrektor sanatorium Krimskoje Primorie A. Możajskij i główny buchalter sanatorium W. Wostokow. Wczesnym rankiem wypłynęli oni kutrem w morze na ryby. Odbili od przystani Stacji Biologicznej w Kara Dag[2], popłynęli w kierunku Złotych Wrót. W odległości jakichś 300 metrów od brzegu, rybacy zauważyli jakąś dziwną plamę pod wodą i zdecydowali się popłynąć w tamtą stronę. Kiedy do celu zostało im 50 metrów, z przerażeniem zauważyli na głębokości 3 metrów wielka głowę węża morskiego o wielkości około metra.

Jej górna część porosła krótkim włosem w kształcie grzywy, zaś tułów węża porastały duże, rogowe łuski. W górnej części głowy widoczne były małe oczy, których spojrzenie przyprawiło rybaków o panikę.

Pierwszym otrząsnął się z niej Kondratiew. On zawrócił kuter i popłynął nim z powrotem, w kierunku przystani. Potwór przez kilka minut gonił kuter, ale kiedy do brzegu pozostało około 100 metrów, zawrócił i odpłynął w kierunku otwartego morza. Kuter wrył się z rozpędem w piaszczystą plażę, a rybacy z okrzykami przerażenia pognali w stronę stacji.

Przez 15 lat mieszkanka Krymu – T. N. Zilberman nie opowiadała o tym, jak to zaobserwowała w morzu nieznane stworzenie w sierpniu 1988 roku. Pewnego dnia Tamara Nikołajewa poszła nad morze pooddychać świeżym powietrzem. Dzień był pochmurny, słońce ukrywało się za woalem obłoków. Kobieta przysiadła na betonowym falochronie. Brzeg był pusty.

Naraz z wody, w odległości około 400 metrów od brzegu, ukazała się ciemna sylwetka stojącej pionowo szyi z głową podobną do wężowej, której rozmiary były podobne do owcy – opowiada Tamara Nikołajewa. – Szyja była płaska jak u konia czy żyrafy, nieco zwężona ku górze i była długa na metr. Kolor stworzenia był szaro-czarny z zielonkawym odcieniem. Włosy stanęły mi dęba ze strachu.

18 sierpnia 1990 roku, moskiewskiemu malarzowi A. Kudriawcewowi udało się także zaobserwować UMA. Wybrał się on na nocne wędkowanie koło przystani we wsi Płanierskoje. Naraz poczuł na sobie czyjś wzrok od którego poczuł, jak krew zastyga mu w żyłach. Spojrzał na morze i ujrzał nad wodą, na wysokości dwóch metrów, dwoje świecących się oczu. Przez kilka minut patrzył w nie, a potem skoczył na równe nogi i z przerażeniem odbiegł od brzegu.

12 sierpnia 1992 roku, W. Bielskij - robotnik z Teodozji postanowił pooddychać świeżym powietrzem i wykąpać się w zatoczce na wschodniej stronie przylądka Kiik-Atłam. Nie zdążył nawet odpłynąć daleko od brzegu, kiedy ujrzał w odległości jakichś 30 metrów od siebie ogromną głowę straszliwego potwora, który zmierzał w jego stronę. Przerażony Bielskij zawrócił do brzegu. Kiedy wyskoczył na brzeg, to się obejrzał i zobaczył kilka kroków od niego głowę ogromnego gada, z którego siwej grzywy ściekała woda. Oczy UMA były niewielkie, czerwone, a ciało pokrywały rogowe płytki koloru ciemnoszarego.



Czy potwór z Morza Czarnego jest mezozoicznym gadem, który przetrwał dwa Wielkie Wymierania? 


Car wydał rozkaz…


Takich spotkań z czarnomorskimi UMA było wiele. I niestety, jak dotąd nikomu nie udało się znaleźć materialnego potwierdzenia istnienia tych potworów. Chociaż, nie… W połowie lat 90. ubiegłego stulecia zdarzały się napady na czarnomorskie delfiny stały się przyczyną paniki na południowym wybrzeżu Krymu. Dyrektor już tu wspomnianego Karadagskiej Stacji Oceanologicznej Pietr Siemieńkow opowiedział korespondentowi jednej z krymskich gazet o znalezisku odkrytym w sieciach, które znaleźli rybacy w dniu 7 grudnia 1990 roku.

Sieć postawiona do odłowu czarnomorskich rai (płaszczek) została porwana w kilku miejscach. Kiedy ją podnieśli, to znaleziono w niej delfina afalina o długości 230 cm, którego ogon był zaplatany w sieci, ale brzuch wygryziony jednym kłapnięciem szczęk. Szerokość śladu po ugryzieniu wynosiła jeden metr. Na jego skraju widoczne były na skórze ślady zębów tajemniczego drapieżnika. Średnica zęba wynosiła 40 mm, a ich rozstaw wynosił 15-20 cm. Wszystkiego znaleziono 16 śladów po zębach. Brzuch delfina był wygryziony wraz z żebrami i widać było jego kręgosłup…

Wiosną 1991 roku rybacy w tym samym miejscu znaleźli tak samo pokaleczonego delfina. Był to czarnomorski delfin azowka o długości półtora metra. Według specjalistów, żaden z drapieżnych mieszkańców Morza Czarnego nie mógł spowodować tak straszliwych ran…

A czy były próby naukowych poszukiwań tajemniczego mieszkańca głębin Morza Czarnego? Okazuje się, że były! Dziwne stworzenia straszące rybaków zainteresowały rosyjskiego imperatora, i Mikołaj I rozkazał, by mu donoszono o wszelkich dziwnych wydarzeniach na terytorium Imperium. Kiedy usłyszał o kolejnym przypadku pojawienia się czarnomorskiego potwora, władca oświadczył: Czy nie byłaby najwyższa pora panowie uczeni wyjaśnić naturę tego stworzenia? Czy ono w ogóle istnieje?

Na Krym wyjechała ekspedycja, a że potwora najczęściej widziano w rejonie Kara Dagu, to jej prace zaczęły się właśnie tam. W jej rezultacie znaleziono ogromne jajo, które ważyło 12 kilogramów! Rozbito je i ujrzano głowę z grzebieniem, która najwidoczniej należała do zarodka „smoka”. Niedaleko od jaja znaleziono szkielet gigantycznego ogona z pancerną strukturą. Czy ten morski UMA mógł zrzucać skórę jak węże i jaszczurki?

video


Co na to nauka?


Istnienie tego „smoka” nie spowodowało żadnych konsekwencji. Ale zaczęła się wojna z Anglią i Francją.[3] Rozpoczęła się heroiczna obrona Sewastopola. Oczywiście nie było czasu na poszukiwania czarnomorskich UMA. Jednak mimo szalejącej zawieruchy wojennej, obydwa znaleziska trafiły w końcu do Chersonia, gdzie według niektórych świadectw i relacji, znajdują się do dziś dnia w miejscowym muzeum. A co sądzą współcześni uczeni na temat istnienia w Morzu Czarnym legendarnego potwora? Na to pytanie odpowiada biolog morski W. Sierdiukow:

Dosłownie każdy rok przynosi nam nowe odkrycia. Jest ich więcej w oceanie, niż na lądzie. Problem polega na tym, że nasze statki pływają po określonych trasach i wystarczy tylko nieco zejść z kursu, by zaczęły się niespodzianki. Wiele dzienników okrętowych zawiera zapisy o spotkaniach z jakimiś niezwykłymi stworzeniami… I nie ma się czemu dziwić, jak dochodzimy do wniosku, że we Wszechoceanie mieszkają stworzenia o nieznanej nam biologii. Rzecz w tym, że poniżej 100 metrów głębokości zaczyna się strefa skażona siarkowodorem i metanem. Według niektórych poglądów, strefa ta stanowi zonę w której przebiegają zmiany genetyczne i mutacje, które powodują pojawienie się takich stworów, które potrafią doprowadzić nas do ciężkiego zdumienia.

Jakie z tego wynikają wnioski? Miejscowi mieszkańcy wcale nie przeczą istnieniu dziwnych UMA w wodach Morza Czarnego. Uczeni i specjaliści od kryptozoologii wyrażają się bardzo ostrożnie na temat tego fenomenu. A tymczasem gdzieś tam w głębinach magazynów chersońskiego muzeum znajduje się materialny dowód na istnienie czarnomorskiej kryptydy – jajo o wadze 12 kilogramów i szkielet gigantycznego ogona.




Morskie gady Mezozoiku: Ichtiosaury, Mozazaury czy...

...super-rekin Megalodon?


Moje 3 grosze


Ten artykuł powstał pięć lat temu. Jeszcze wtedy sprawa istnienia wodnych UMA w Morzu Czarnym została nagłośniona i pojawiło się kilka hipotez, co do natury pływającego w nim potwora. A ja zastanawiam się, czy nie mamy tutaj do czynienia nie tyle z wielkim mezozoicznym gadem, ale z kenozoicznym rekinem-gigantem – megalodonem? To akurat by pasowało do ostatnich wydarzeń związanych ze znalezieniem zmasakrowanych zwłok czarnomorskich delfinów.

Jest jednak zasadnicza obiekcja, co do hipotezy megalodona w Morzu Czarnym, a mianowicie: megalodon jest ogromną rybą bytująca na dużych głębokościach, poniżej 2000 m. Problem z nią polega na tym, że w Morzu Czarnym, na głębokości poniżej 200 m znajduje się azoiczna warstwa wody skażonej siarkowodorem. Żadna ryba, choćby nie wiem jak wielka, nie przeżyje tam dłużej niż kilka minut… Tym niemniej, gdyby hipotetyczny megalodon trzymał się blisko powierzchni morza, mógłby polować na delfiny i ludzi także.

Poza tym musiałby on przepłynąć z Atlantyku przez całe Morze Śródziemne, Morze Marmara i Dardanele niespostrzeżony, a coś takiego byłoby chyba niemożliwe, bo zawsze ktoś musiałby go dostrzec – szczególnie na odcinku pomiędzy  Kretą a Dardanelami, gdzie znajdują się archipelagi wysp i wąskie przesmyki. Być może jakiś megalodon odwiedził ten kąt Wszechoceanu i stwierdziwszy, że nie ma tam dla niego pożywienia, po prostu powrócił do Atlantyku…       


Źródło: „NLO” nr 34/2009
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©
Zdjęcia - Internet  




[1] Nieznane Tajemnicze Zwierzę – z ang. Unknown Mysterious Animal – przyp. tłum.
[2] W Zatoce Lisiej – przyp. tłum.
[3] Wojna Krymska w latach 1853-1856.

wtorek, 21 października 2014

USO w Szwecji? (1)

Zdjęcia rzekomo przedstawiające rosyjski okręt podwodny 

Szwedzi polują na uszkodzony rosyjski okręt podwodny


Rosyjskie wezwanie o pomoc sprowokowało Szwedów do „polowania na obcą aktywność podwodną” w sztokholmskim archipelagu – raportuje „Svenska Dagbladet” (SvD)

Szwedzki wywiad radiowy (FRA) po raz pierwszy usłyszał wołanie o pomoc w czwartek (16.X.2014 r.) wieczorem. 14 godzin później, około piątkowego południa, zauważono obcy okręt u wysp sztokholmskiego archipelagu.

Szwedzi przechwycili dalszą wymianę sygnałów radiowych już po rozpoczęciu operacji militarnej na wodach koło Sztokholmu, kiedy zakodowane wiadomości były przesyłane pomiędzy nadajnikiem gdzieś w sztokholmskim archipelagu, a rosyjską enklawą w Kaliningradzie – podała SvD. Szwedzcy wojskowi ani nie potwierdzili, ani nie zaprzeczyli tym rewelacjom.

Podwodny pojazd w niebezpieczeństwie może mieć problemy z manewrowaniem, co może wyjaśnić to, że znajdował się na powierzchni. Uszkodzony okręt podwodny może potrzebować pomocy z okrętu wsparcia – twierdzi SvD – dodając, że rosyjski tankowiec TT NS Concord został zaobserwowany jak krążył na międzynarodowych wodach w okolicach Sztokholmu.
- Wiemy o tym tankowcu i mamy oko na niego – SvD cytuje jedno ze swych źródeł.


TT NS Concord i jego dziwny rejs po Północnym Bałtyku

Szwedzcy wojskowi rozmieścili w piątek (17.X) samoloty i okręty na sztokholmskim archipelagu w odpowiedzi na to, co opisano jako „obcą aktywność podwodną”. Operacja trwała całą noc i była kontynuowana w sobotę.
- Będzie to kontynuowane tak długo, jak będzie potrzeba – tak rzecznik prasowy szwedzkiego wojska Jesper Tengroth powiedział szwedzkiej agencji prasowej TT w sobotę (18.X). I dodał – Aktualnie usiłujemy zweryfikować informacje, które otrzymaliśmy wczoraj, które według naszego rozeznania pochodzą z wiarygodnych źródeł i sprawdzić, czy mają one sens czy nie.
Kiedy zapytano go, czy były jeszcze jakieś inne obserwacje w czasie nocy – Tengroth odpowiedział – Nic o tym nie wiem. I dodał, że skala tej operacji pozostała niezmieniona.

Minister obrony Peter Hultqvist powiedział, że otrzymuje regularne meldunki od sił zbrojnych, które informują go o tym, że operacja w którą zaangażowanych jest 200 żołnierzy jest „konieczna i dobrze zorganizowana”.
- Polegam całkowicie na ich zdaniu – agencja TT cytowała go w piątek.

W swoim oświadczeniu na stronie imnternetowych Szwedzkich Sił Zbrojnych oświadczają one, że „wiarygodne źródła” przekazały informację, że na tym akwenie ma miejsce operacja kontrwywiadowcza. [...]



Szwedzkie okręty ZOP w akcji

Tengroth powiedział, że nie może przekazać więcej informacji o naturze tego zagrożenia. Zapytany, jaki kraj jest za nie odpowiedzialny, Tengroth odpowiedział, że nie będzie tego komentował.

SvD donosi, że obcy obiekt zaobserwowano koło wyspy na Kanholmsfjärden – zatoczce zlokalizowanej w odległości 30 mi/50 km od centrum miasta.  Świadek, od którego obserwacji zaczęła się cała operacja – Robert Eriksson powiedział, że właśnie znajdował się w swej łodzi rybackiej nieopodal wyspy Skarpö, o ok. g. 16:00.
- Straż Przybrzeżna przyleciała nad zatokę samolotem i przez długi czas latali nad nią robiąc kółka – powiedział on agencji TT. Wkrótce pojawiła się Flota. To był duży okręt ZOP, który stanął dalej na południe od fiordu Kanholm – powiedział on.

Stefan Ring – ekspert ds. militarnej strategii w Szwedzkiej Akademii Obrony Narodowej powiedział, że ważnym  było wysłanie sygnału, że nie pozostaniemy na to obojętni.

Poza tym Ring powiedział, że jak na razie nie jest w stanie połączyć tego incydentu z Rosją i może powiedzieć coś więcej po przeprowadzeniu głębokich analiz. W ostatnie miesiące Szwedzi widzieli nad Bałtykiem manewry rosyjskich sił powietrznych – wliczając w to incydent z września br., kiedy to dwa szturmowe SU-24 weszły w szwedzką przestrzeń powietrzną, a co minister spraw zagranicznych Carl Bildt nazwał „najpoważniejszym naruszeniem naszej przestrzeni powietrznej przez Rosjan” w ciągu dekady. Szwecja złożyła formalny protest w tej sprawie.
– Jak oświadczył rząd, sprawy wyszły już  poza Morze Bałtyckie – powiedział Wikström w piątek.

Obecność rosyjskich okrętów podwodnych na wodach szwedzkich stało się wielkim problemem w czasie Zimnej Wojny. Najsłynniejszym z tych incydentów było przechwycenie okrętu o numerze taktycznym 137, który wpadł na mieliznę nieopodal tajnej trasy wyjścia szwedzkich okrętów podwodnych w Blekinge (dokładniej w Karlskronie – przyp. tłum.) na południu Szwecji w 1981 roku, co wywołało duży kryzys dyplomatyczny.


Źródła:
„Svenska Dagbladet”, 18.X.2014 r.

Przekład z j. angielskiego i szwedzkiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN.

poniedziałek, 20 października 2014

Megalodon – postrach Wszechoceanu istnieje

Akweny, na których zaobserwowano megalodony

Od pewnego czasu na ekranach naszych telewizorów straszy nas wielki biały… megarekin – megalodon – dokładniej Carcharodon megalogon albo Carcharocles megalodon – czyli rekin z wielkimi zębiskami. Ostatnio obejrzałem dwa programy w kanale TV Animal Planet, w których to programach przedstawiono poszlaki i dowody świadczące za istnieniem ogromnego, 20-metrowego drapieżnika, o masie ciała do 20 ton i niespotykanej żarłoczności, żywiącego się wielorybami i od czasu do czasu ludźmi.

Megalodon atakujący kaszalota w okolicy Wysp Zielonego Przylądka - fragment amatorskiego video 

Nie będę się rozpisywał na temat żarłoczności i dziennego menu tego superrekina poza tym, że żywi się on zapewne wielorybami, które pożera najpierw odgryzając im ogony, co udało się uwiecznić na filmie nakręconym w okolicach Wysp Zielonego Przylądka nocą 11.VIII.2013 roku, a pokazanym w programie pt. „Megalodon – New Evidences” (reż. Douglas Glover). 

Ogromny rekin sfotografowany przez załogę niemieckiego U-boota w czasie II Wojny Światowej 
u wybrzeży RPA. Jego długość wynosi około 21 metrów...

Wprawdzie historia Ziemi zna jeszcze większe potwory morskie – że wymienię tylko Liopleurodona i Mozazaura, które królowały we Wszechoceanie w Mezozoiku i być może gdzieś tam jeszcze ukrywają się przed człowiekiem w zapadłych kątach naszej planety – ale super-rekin wydaje się być czymś żywym i realnym, co może nam realnie zagrozić. Poza tym mamy dowody na ich istnienie…  
Szczątki wieloryba z odgryzionym ogonem wyrzuconego na plażę jednej z wysp Hawajów

W tymże programie pokazano także inne zdjęcia i filmy, na których widać olbrzymiego rekina grasującego u wybrzeży Hawajów, Chile, Brazylii, Azorów, Wysp Zielonego Przylądka, Afryki Południowej, na Oceanie Indyjskim i u wybrzeży Australii Zachodniej. Jego realizatorzy zakładają, że megalodony mogły zostać wygonione na szerokie przestrzenie oceaniczne przez trzęsienia ziemi, które miały miejsce w rowach i uskokach oceanicznych w 2004 roku.

Zdjęcie dwumetrowej płetwy grzbietowej wykonane na miejscu katastrofy łodzi na wybrzeżu RPA w kwietniu 2013 roku. Płetwa ta należy do megalodona...

W tym ostatnim przypadku Australijczykom udało się sfilmować całego super-rekina w jaskrawym świetle dnia! Autorem ujęć filmowych jest dr Martin Issacs. Wykonał je w marcu 2014 r., u wybrzeży Australii Zachodniej. Był to młody okaz, o wielkości żarłacza białego – mierzył tylko jakieś 6-7 m…

Młody megalodon sfilmowany u wybrzeży Australii Zachodniej w marcu 2014 roku

Poza tym ogromnego rekina sfotografowano także z satelity śledzącego rozwój zakwitu drobnoustrojów w rejonie Sao Paulo, Brazylia. Zainteresowanych odsyłam do tego ciekawego programu.   

Zdjęcie satelitarne super-rekina wykonane u wybrzeży Brazylii w okolicach Sao Paulo - jego wielkość szacuje się na 20-22 metry 

Natomiast jeszcze ciekawszą informację na temat odkryć kryptydy z orbity podaje rosyjski magazyn „Tajny XX wieka” w nr 20/2014 na s. 10.[1] Pisze się tam dokładnie, że:


Nessie wykryto z satelity


Poza powszechnie znaną fotografią, na której – jak się twierdzi – zarejestrowano słynnego potwora z Loch Ness, a także wielkiej ilości plotek i legend wciąż podtrzymujących zainteresowanie turystów, o mieszkańcu tego szkockiego jeziora długo nie było żadnych wieści.

Satelitarne zdjęcie potwora z Loch Ness - czy nie przypomina on ogromnego rekina?

No i całkiem niedawno, dwóch angielskich myśliwych – Andrew Dickson i Peter Taine niezależnie jeden od drugiego, przedstawili w oficjalnym klubie miłośników potwora z Loch Ness kolejne potwierdzenie istnienia potwora. Rzecz w tym, że wielu współczesnych myśliwych posługuje się mapami satelitarnymi. Ale właśnie Andrew i Peter przejawili szczególną spostrzegawczość i odkryli w wodach jeziora Loch Ness „coś” podobnego do wieloryba albo wielkiego rekina pływającego blisko powierzchni jeziora.

Ale wieloryby i rekiny w słodkowodnym jeziorze nie zamieszkują. Do łodzi ten obiekt też nie jest podobny. Podobno Nessie wciąż istnieje… 

Ale czy to na pewno Nessie?

W powołanym na początku filmie mówi się o tym, że tak wielkiego rekina, jakim jest megalodon, można namierzyć z wysokości orbity. To oczywiste. Dwudziestometrowe cielsko można sfotografować bez jakiegokolwiek problemu, pod warunkiem, że nie jest zbyt głęboko pogrążony w toni wodnej. Czy to właśnie megalodon wpłynął do szkockiego jeziora? Mimo wieloletnich poszukiwań, jest ono słabo zbadane ze względu na zanieczyszczenie wody taniną z pobliskich lasów. Istnieje możliwość, że ma ono połączenie z morzem, którego jeszcze nie znamy.

Z drugiej strony są to chłodne, słodkie wody, więc taki rekin nie miałby tam czego szukać. Może wpłynął tam przypadkiem? Trudno powiedzieć…


Postrach wielorybów


Natomiast istnienie megalodonów – bo na pewno jest ich kilka – w wodach Wszechoceanu może być jednym z wytłumaczeń niezrozumiałego do dziś dnia zjawiska wyrzucania się na plaże wielorybów i delfinów.

Początkowo sądziłem, że mają rację ci, którzy twierdzą, że winne tego jest wojsko z jego hydrolokatorami, które są bardzo hałaśliwe – ich głośność wynosi ≥320 dB – to hałas mogący rozsadzić czaszkę zwierzętom, które także posługują się echolokacją w życiu codziennym. Ale walenie wyrzucają się na plażę także poza akwenami morskich poligonów, a zatem przyczyna tego dziwnego zjawiska jest być może inna.

Potem postawiłem hipotezę, że walenie zatruwają się uwalnianym z dna morskiego metanem – CH4 i siarkowodorem – H2S, który powoduje u nich utratę orientacji. Metan i siarkowodór ulatniają się ze złóż klatratów metanowych w sprzyjających warunkach temperatury i ciśnienia. Zmiana któregoś z tych parametrów powoduje uwolnienie się metanu do hydro- a potem do atmosfery z wiadomym skutkiem – oszołomienia i utraty orientacji. Coś podobnego występuje w Trójkącie Bermudzkim i Morzu Diabelskim i może odpowiadać za dziwne zachowania się załóg i tonięcie statków oraz katastrofy lotnicze.

Dezorientującym czynnikiem trującym mogą być także różnego rodzaju chemikalia przewożone przez statki, które poszły na dno z tej czy innej przyczyny i/albo bojowe środki trujące - BŚT uwalniające się z zatopionych kontenerów. Do tego można by doliczyć jeszcze bojowe środki zapalające - BŚZ w rodzaju silnie trującego białego fosforu, który uwalnia się z celowo zatopionych bomb zapalających lub z ich niewybuchów pozostałych po wielu konfliktach na wszystkich akwenach Wszechoceanu. Typowym przykładem takiego akwenu skażonego przez BŚT i BŚZ jest nasz Bałtyk… Czego tam nie ma?! Tabun, sarin, soman, iperyt, iperyt azotowy i diabli wiedzą co tam jeszcze. Fosforoorganiczne i arsenoorganiczne BŚT, które mimo 70 lat leżenia na dnie morskim wciąż są groźne dla ludzi i zwierząt w Bałtyku. Ale to nie tłumaczy faktów wyrzucania się tych zwierząt na plaże innych akwenów Wszechoceanu!

Dlatego uważam, że za tym frapującym i niebezpiecznym zjawiskiem mogą stać właśnie megalodony. Wyobraźmy sobie stado wielorybów czy innych waleni zaatakowane przez jednego czy kilka takich potworów. Nie mogąc sprostać takiemu zagrożeniu – wieloryby uciekają instynktownie na płycizny, gdzie są w miarę bezpieczne i… trafiają z deszczu pod rynnę. Fale wyrzucają je na brzeg z fatalnym dla nich skutkiem, a głodny rekin (czy rekiny) odpływa w siną dal.

Ta hipoteza ma sens, ale trudno ją będzie udowodnić, no chyba że objęłoby się obserwacją wszystkie plaże i wybrzeża w strefie równikowej i zwrotnikowej naszej planety. Można by zaangażować do tego satelity szpiegowskie, które wreszcie mogłyby zrobić dobrą robotę!

Megalodony, podobnie jak Syreny i krakeny, istnieją realnie i błędem byłoby zaprzeczać ich istnieniu. Nie zapominajmy, że Wszechocean to niemal ¾ powierzchni naszej Ziemi i może w nim być wszystko – od mega-rekinów po „statki podwodne Obcych” poruszające się z prędkością 300 węzłów – pod wodą!

Największe odkrycia są wciąż przed nami. 

Zdjęcia - Animal Planet  



[1] Przekład z j. rosyjskiego mój. 

sobota, 18 października 2014

Szyfr Księgi Ksiąg



Natalia Trubinowskaja


Owoc zakazany z Drzewa Poznania Dobra i Zła nie jest skonkretyzowany w żadnym tekście biblijnym. W tradycji chrześcijańskiej Zachodu uważano, że było to jabłko – a to z podobieństwa łacińskich słów „zło” (malum, malo) i „jabłko” (malus).

Przez cały czas istnienia Biblii nie ustają wysiłki doszukania się w niej jakiegoś ukrytego sensu. Wielu uczonych i badaczy próbowało odgadnąć zagadkę Księgi Ksiąg, ale bezskutecznie. Ale w XXI wieku pojawiły się możliwości dokonania tego. Badania komputerowe mówią nam, że w Biblii jest odnotowana cała historia Ludzkości, ale także jej Przyszłość.

"Mojżesz" - obraz Jose de Rivery, (1638)


Matematyk z Izraela


Amerykański dziennikarz Michael Drosnin w 1997 roku, opublikował książkę pt. „Kod Biblii”, w której opowiedział on o najbardziej nieoczekiwanych rezultatach badań nad Biblią. Potem napisał on jeszcze inne książki na ten sam temat. Ale przyszło mu przepisywać i przeredagowywać swoje napisane wcześniej teksty. Miało to miejsce po tym, jak odczytywano kolejne biblijne przesłania.

Praca Drosnina nad książką „Kod Biblii” zaczęła się w latach 90. XX wieku. pewnego razu, będąc w Izraelu, Drosnin usłyszał o tym, ze pewien miejscowy matematyk Eliachu Rips odkrył kod, który skrywała Biblia. Rips twierdził, że przy pomocy tego kodu można przewidzieć wszystkie wydarzenia, które Czekają na nas w bliższej lub dalszej Przyszłości. Dziennikarz się tym zainteresował i zaprzyjaźnił się z tym matematykiem.

Trzeba dodać, że niekiedy Eliachu nazywano Eliaszem i mieszkał on w Rydze, Łotwa, skąd wyemigrował do Izraela w 1972 roku. W ZSRR był on znany z tego, że w 1968 roku spróbował samospalenia przy Pomniku Wolności w Rydze, w proteście przeciwko wejściu radzieckich wojsk do Czechosłowacji. Już w Izraelu ten ateista stał się ortodoksyjnym Żydem i zajął się badaniem Tory (Pięcioksięgu Mojżeszowego).

Z początku Drosnin był sceptycznym w stosunku do idei poszukiwania kodu w Biblii. Ale to, co pokazał mu i udowodnił Rips, kazało mu zmienić swe poglądy i nawet napisał książkę, w której on postarał się przekazać idee tego uczonego szerszej publiczności.

Matematyk E. Rips uważa, że odkrył kod ukryrty w Biblii


Boski tajnopis


Co więc przedstawia sobą tajny szyfr, który znalazł Rips w Biblii i jak on go rozpracował?

Wielu wierzących uważa, że to sam Bóg podyktował Pięcioksiąg prorokowi Mojżeszowi, a ten z kolei zapisał wszystko słowo w słowo, jota w jotę. Wychodząc z tego założenia, Rips stwierdził, że Pan pozostawił w tekstach jeszcze jedno przesłanie – tajne i zaszyfrowane nie w słowach, ale literach, a dokładniej – w ich określonym porządku.

Trzeba powiedzieć, że jeszcze sir Isaac Newton był przekonany o tym, że Biblia i cały Wszechświat – to „Boski tajnopis”, i marzył o tym, by „rozwiązać zagadkę Bóstwa, zagadkę przeszłych i przyszłych wydarzeń, naszkicowanych przez Boski zamysł”.

Newton próbował znaleźć biblijny kod do samej swej śmierci, przy pomocy rozlicznych metod matematycznych. Ale jego wysiłki były bezskuteczne.

Drosnin pisze, że odkrycie, którego nie udało się dokonać Newtonowi, dokonał Eliachu Rips, bowiem w jego rękach znajdował się instrument, którego brakowało Newtonowi – komputer. Tajny biblijny tekst był zamknięty na czasowy zamek – jego nie można było odczytać bez pomocy komputera.

Matematyk postarał się otworzyć ten zamek. Przede wszystkim wyrzucił wszystkie spacje pomiędzy słowami Pięcioksięgu. W wyniku tego powstała ogromna literowa matryca, pewnego rodzaju macierz zawierająca 304.805 elementów. W celu znalezienia sensu w tych znakach alfabetu hebrajskiego (wszystkie 22 – od znaku alef do taw – przyp. tłum.) Rips napisał program, który przepuszczał „zbyteczne” litery, i w rezultacie tego, w powstającym w ten sposób szeregu liter można było znaleźć jakieś słowa czy nawet całe zdania.
Mówi Rips:

Jak tylko zaprogramowałem komputer, to rzecz poszła od razu sprawnie. Od razu znalazłem wiele zakodowanych słów, o wiele więcej niż dopuszcza to teoria prawdopodobieństwa. To nie mogło być cos przypadkowego i od razu zrozumiałem, że wpadłem na coś bardzo ważnego. To były najszczęśliwsze minuty mojego życia.

Drosnin pisze, że odkrycie Ripsa potwierdzili znani matematycy z uniwersytetów w Harwardzie i Yale, a także Uniwersytetu Żydowskiego w Jerozolimie. Niektórzy z nich zaczęli twierdzić, że wszystko co było  powiedziane przez Boga Mojżeszowi na górze Synaj, było po prostu programem komputerowym. Odkrycie Ripsa potwierdził także główny szyfrant z Departamentu Obrony USA.

Dziennikarze przyznają także, że równocześnie z Ripsem kod Biblii łamano także w Pentagonie. Wprawdzie ze znakiem minus – przed jednym z największych kryptologów świata Haroldem Hansem postawiono zadanie wykazania, że kod Biblii w ogóle nie istnieje, a dowody przedstawione przez matematyków nie mają żadnych podstaw. Jednakże po kilkumiesięcznym studiowaniu ksiąg Starego Testamentu Hans doszedł do przeciwnego wniosku: kod Biblii faktycznie istnieje! Wprawdzie interpretacja Przyszłości z jego pomocą jest dość trudna, bowiem ten kod można rozszyfrować na wiele sposobów


Strzał w plecy


Jednakże te trudności w interpretacji nie przeszkodziły Eliachu Ripsowi zajmowania się poszukiwaniami ukrytego sensu Biblii. Przy pomocy swego programu matematyk zaczął znajdować w Pięcioksięgu Mojżeszowym różne zaszyfrowane przekazy twierdząc, że niektóre z nich dotyczą wydarzeń z Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości naszej Ludzkości.

Rips odkrył, że w Pięcioksięgu znajdują się zakodowane informacje o zamordowaniu prezydenta Egiptu Anwara Sadata, braci Kennedych, a także inne wydarzenia o światowym znaczeniu: II Wojna Światowa, afera Wategate, atomowe bombardowania Hiroszimy i Nagasaki, lądowanie Amerykanów na Księżycu, zburzenie obu wież WTC, i inne.

Drosnin opisuje taki epizod. Rips powiedział mu, że znalazł w Biblii zapis o tym, że zostanie zamordowany premier Izraela Icchak Rabin. Dziennikarz we wrześniu napisał do premiera list, w którym zawarł to ostrzeżenie. Oto, co napisano w liście:

Pewien izraelski matematyk odkrył w Biblii tajny kod, dzięki któremu można przewidzieć wydarzenia, które na pewno będą miały miejsce w przyszłości, przez tysiące lat, od kiedy je tam opisano. Odkrycie to nie można zlekceważyć. W Biblii są zakodowane informacje o zabójstwach takich ludzi jak Anwar Sadat, John i Robert Kennedy, przy czym w przypadku Sadata jest wymienione imię i nazwisko jego mordercy, data, miejsce i sposób dokonania tej zbrodni. Zgodnie z informacjami zawartymi w Biblii, grozi Panu realne niebezpieczeństwo, ale tragedii można zapobiec.

Jednakże Icchak Rabin nie uwierzył temu ostrzeżeniu i w rok później, w dniu 4.XI.1995 roku, został zamordowany strzałem w plecy. Symboliczne jest to, że mordercą był człowiek, który wierzył w to, że jest narzędziem w ręku Boga, wypełniającym jego wolę.

Dekodowanie przepowiedni biblijnych (w tym przypadku wyboru Baracka Obamy na prezydenta USA) z Pisma Świętego...


Dziwna Syria


Co jeszcze przepowiada biblijny kod, jakie wydarzenia czekają nas w Przyszłości?

Według słów Ripsa, w Pięcioksięgu mówi się o możliwości wybuchu III Wojny Światowej, która się zacznie na Bliskim Wschodzie.

Interesującym jest to, że w wydaniu książki „Kod Biblii” z 1997 roku Drosnin napisał takie słowa:

Słowo „Syria” znajduje się w kodzie obok słów „wojna światowa”. To wydaje się być czymś nieoczekiwanym. Takie nazwy jak „Rosja”, „Stany Zjednoczone”, „Chiny” też spotykane są w kodzie obok „wojny światowej”. Ale to są supermocarstwa, które tak czy owak byłyby zamieszane w globalny konflikt. Syria w tym kontekście wypada dziwnie. Jednakże skoro Armagedon w rzeczywistości się stanie, on może rzeczywiście mieć miejsce tam, gdzie przekazuje to Biblia. W dniu dzisiejszym Syria już nie wygląda tak dziwnie w tym wojennym kontekście.

Ponadto – według Drosnina – w Biblii przewiduje się silne trzęsienia ziemi w USA, a szczególnie w Kalifornii – a w mediach teraz pełno o podwyższonym zagrożeniu sejsmicznym w Ameryce.

Drosnin twierdzi, że świat będzie na progu zagłady, ale zgodnie z zaszyfrowanym przekazem Biblii, do globalnej katastrofy nie dojdzie.

Rzecz jasna można odnieść się do sensacji Ripsa z niedowierzaniem. Po tym, jak ukazała się książka Drosnina, australijski matematyk Brandon Mac Kay w podobny sposób przeanalizował powieść „Moby Dick czyli biały wieloryb” Hermana Melville’a i taż znalazł w niej przepowiednie – np. o zabójstwie Indiry Gandhi, pastora Martina Luthera Kinga i izraelskiego premiera Icchaka Rabina, a także o śmierci księżnej Diany. Tak Mac Kay pokazał, że rezultat nie zależy od samego źródła – przy odpowiedniej ilości liter można znaleźć wszystko, co tylko się zachce. Żeby było smieszniej, Mac Kay odnalazł tam także nazwisko Drosinin, a obok niego słowo „liar” (kłamca). No i kto wie, czy „Moby Dick”, książka napisana w 1851 roku może być szyfrogramem z Przeszłości…?


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 19/2014, ss.12-13

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©