wtorek, 20 lutego 2018

Antyszczepionkowy pierdolec



Dzisiejsza grafika na czerwono. A to dlatego, że powinny się nam zapalić lampki ostrzegawcze. Odmawianie szczepienia dzieci przybrało rozmiary plagi. Zresztą ta, jeżeli trend będzie kontynuował, jest nieunikniona. Nawet najszczersza wiara w bzdury wyczytane w Internecie nie pozwala nam oszukać praw matematyki - a w sumie skuteczność szczepień jeżeli chodzi o ochronę przed chorobami wynika właśnie z takich prostych matematycznych zasad [1].

Niestety proste matematyczne zasady nie mają najmniejszych szans wygrać z dowodami anegdotycznymi. Choroby, na które szczepimy są praktycznie nieznane (ciekawe dlaczego? [2]) natomiast autyzmem można postraszyć zestresowanych rodziców. Smutne w tym wszystkim, że nie dość, że taka strategia powoduje, że wkrótce przypomnimy sobie o chorobach wieku dziecięcego, to dodatkowo tego typu argumentacja stygmatyzuje dzieci z zaburzeniami spektrum autyzmu.

Według Państwowego Instytutu Higieny, w 2017 niemal 30 000 dzieci nie otrzymało szczepień [infografika, 3]. To wzrost o ponad 30% w porównaniu z 2016. Dodatkowo, liczba odmawiających szczepień wzrosła w kolejnym roku z rzędu. Osiągamy już wyniki, które powoli stają się zagrożeniem dla zdrowia publicznego. Żeby oszacować stopień tego zagrożenia sięgnęliśmy po dane z 2016 ,2012 i 2008 (pełen raport z 2017 jeszcze nie jest dostępny, ale nie przejmujcie się - z pewnością was poinformujemy, dane dostępne w [4]). W dodatkowym wykresie pod tekstem (w komentarzu pokazujemy jak zmieniał się odsetek nieszczepionych na odrę - bardzo zakaźną chorobę wieku dziecięcego, która nie dość, że często prowadzi do śmierci (1 na 1000 zachorowań) to dodatkowo może mieć okropne komplikacje, które robią z dziecka kalekę na całe życie.



Wykres (patrz komentarze pod tekstem) pokazuje jaki odsetek dzieci urodzonych x roczników przed badaniem jest nieszczepionych na odrę (czyli przykładowo w 2012 ok. 2% dzieci urodzonych w roku 2010 było nieszczepionych, podczas gdy w 2016 już 4,5% dzieci z 2014 było niezaszczepionych). To przekłada się na konkretne liczby - w 2012 niezaszczepionych na odrę było 8305 dwulatków, podczas gdy w 2016 - już 16476. Zostaje poczekać czy w 2017 ta liczba sięgnie 20000 - dzięki czemu, przynajmniej w kohorcie z 2015, wyszczepialność odry spadnie poniżej progu zapewniającego odporność stadną. Szczęśliwie dane sugerują, że z czasem przynajmniej część rodziców idzie po rozum do głowy i z opóźnieniem ale doszczepia swoje dzieci. Ale wciąż - podczas gdy w 2012 niezaszczepione na odrę było 1,8% dzieci w wieku 1-15 lat, w 2016 jest to już 2,4%.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jedyne co możemy robić to przyglądać się temu z boku i opisywać rzeczywistość. Jak zaczną się epidemie i umrą pierwsze niewinne dzieci nieszczepiący rzucą się hurtowo do przychodni i nadrobią te lata zaniedbań - tylko co to zmieni dla rodziców dzieci, które ucierpią w takiej sytuacji w pierwszej kolejności? A mowa oczywiście o tych, które są zbyt chore, żeby można je było szczepić. O tych, dla których stworzono solidarnościowy system szczepień - dla których odporność stadna jest jedyną ochroną przed chorobami. Warto o nich pomyśleć zanim odmówimy naszemu dziecku szczepionki “bo pani z grzywką na jutjubie mówi, że to zamieni je w cyborga”.

#neuropapolska
#neuropanauka

------------------------------------

poniedziałek, 19 lutego 2018

5 x Megalodon na video


O Megalodonie (Carcharodon megalodon) największą część dostępnych nam informacji uzyskaliśmy dzięki znalezionym zębom tego drapieżnika. Szkielet Megalodona składa się z chrzęści, a nie z kości i to właśnie dlatego tak mało pozostałości w zapisie kopalnym dotrwało do naszych dni. Największe zęby rybie – to właśnie zęby Megalodona. Ich długość dochodziła do 18 cm. Wśród wszystkich nam znanych mieszkańców morza, żaden z nich nie ma tak ogromnych zębów. Podobne zęby u rekina białego są trzykrotnie mniejsze. Najbardziej znane znalezisko kręgosłupa należącego do Megalodona, zostało odkryte w Belgii w 1929 roku. Nie znaleziono całego szkieletu tylko kręgi.


Ślady Megalodonów znajdowano na całej kuli ziemskiej. Ich rozmieszczenie mówi o tym, że był to super-drapieżnik i wskazują na to, że mieszkał tam gdzie chciał i że stał na szczycie piramidy troficznej.

Poza tym Megalodon najbardziej przypominał wielkiego rekina białego – żarłacz biały (Carcharodon carcharias) – a ponieważ nie znaleziono pozostałości kostnych, to uczeni mogą ocenić jego rozmiary na podstawie morfologii żarłacza białego i prowadząc ekstrapolacje jego parametrów. Istnieje kilka wariantów obliczeń rozmiarów Megalodona. Większość metod opiera się na obliczaniu długości drapieżnika na proporcji pomiędzy ciałem rekina a jego zębami. Tak więc zakładana długość ciała Megalodona obliczona w tren sposób waha się od 13 m (wg metody J.E. Randalla) do 16 m (wg metody Gottfrienda) – zaś niektórzy uczeni przypuszczają, że stworzenie to mogło dorastać do jeszcze większych rozmiarów wynoszących 25-30 m. Masa ciała mogła sięgać nawet 47 ton. To plasuje Megalodona jako największą ze wszystkich znanych nauce ryb.


To niesamowite stworzenie o gigantycznych rozmiarach zostało sfilmowane przez głębokowodną kamerę batyskafu w Rowie Mariańskim. Ten ogromny potwór przypominający Megalodona był niepodobnym do żadnego znanego mieszkańca głębin. Uczeni także nie potrafią powiedzieć, co właściwie sfilmowano w największej głębinie świata. Być może był to najbardziej rzeczywisty Megalodon.

[Zob. także Steve Alten – „Meg – potwór z głębin” (1997) – powieść w której Megalodony zamieszkują okolice przydenne Rowu Mariańskiego – przyp. tłum.]


To zdjęcie wykonano w czasie akcji ratunkowej na pełnym morzu. Powoli przepływa tutaj jakieś stworzenie o ogromnych rozmiarach.


Istnieje jeszcze kilka zapisów na video, które ukazują jakichś mieszkańców morza o gigantycznych rozmiarach. Być może miedzy tymi gigantami był sfilmowany i Megalodon.


Na wybrzeżu Morza Karaibskiego, w jednym z kurortów Meksyku zarejestrowano na video jakiegoś ogromnego morskiego stworzenia wyrzuconego przez fale na brzeg.


Ten ogromny, podwodny mieszkaniec morza, podobnie jak na pierwszym zdjęciu, został sfilmowany z pokładu batyskafu. Gigantycznych rozmiarów zwierzę powoli przepływa przed obiektywem kamery.

A co Wy o tym sądzicie? Czy rzeczywiście istnieją Megalodony? Pozostawcie komentarze pod tym postem!

[Polecam Czytelnikowi następujące materiały:
·        http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/syreny-w-mrokach-wszechoceanu.html, i inne – przyp. tłum.]   



Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 

niedziela, 18 lutego 2018

Atomowa wojna w Antyku: kto narzucił nam Przeszłość?



Nasz świat nie jest takim, jak to sugerują nam nasi historycy. Większość autentycznych relacji z naszej Starożytności opowiada o bardzo szczegółowych wydarzeniach. Zawierają one relacje o wysoko rozwiniętych cywilizacjach. O wojnach atomowych przed i po wielkiej powodzi - Potopie. Upadli, którzy stworzyli różne warianty gatunku ludzkiego, między innymi Gigantów. Nasz Pan, który nadzorował zadatki narodu, kim oni byli?

Opowieści starożytnych Hebrajczyków mówią o istotach ludzkich należących do razy znanej jako Anakim w oczach starożytnych Izraelitów widzieli siebie jako szarańczę. Ci Giganci byli najwidoczniej bardzo podobni do ludzi, ale nie gigantycznych. Zgodnie z niektórymi źródłami, ich wzrost wynosił 3,2-4,3 m i zamieszkiwali kraj zanim Izraelczycy w końcu nie wyparli ich z Palestyny. Zapisy Hebrajczyków zadziwiająco milczą na temat ich losów. Niektórzy uważają, że ci ludzie istnieli przed Potopem. Jednakże hebrajskie pisma święte twierdzą, że te stworzenia żyły w okresie przed i po Potopie.

Raport Genesis, tłumaczenie króla Jakuba na temat brakującego wydarzenia, ale jest obecny w wielu rozproszonych odnośnikach - w raporcie Genesis, tłumaczenie króla Jakuba brakującego wydarzenia, ale jest on obecny w wielu rozproszonych odnośnikach w hebrajskim midraszie, w którym omówiono jednego olbrzyma o imieniu Og, o którym mówiono, że jeździł/siedział/unosił się w arce czterech dziesięciodniowych wojennych okresów ulewnego deszczu, które spowodowały powódź, a więc pozwolono mu dołączyć do szeregów innych zwierzęta, uzgodniono, że kiedy arkusz dotrze do suchego lądu i ziemi w wodzie, będzie Noe i jego całym potomstwem sługi. (i prawdopodobnie jego partnerka) byli jedynymi dwoma pozostałymi gigantami powszechnej rasy, który zginął, wszyscy zaangażowani ludzie, z wyjątkiem Noego i jego towarzyszy (w sumie osiem osób) lub, jeśli historia dwóch gigantów jest prawdziwa, to przetrwało 10 „ludzi”. Ośmiu ludzi i dwóch pół-ludzi.

Ta periodyczna katastrofa zdarzyła się ponieważ ludzie z Ziemi nie byli w stanie wykonywać Bożego Planu. Indianie Hopi, zgodnie z legendą, którą przytacza Frank Walters w swej książce „The Book of the Hopi” (1968), że kiedy tamci antyczni ludzie mieli to, co zapragnęli zapragnęli więcej i wojny znów wybuchły. Ludzie ci stworzyli na Ziemi wielkie miasta, narody i cywilizacje i posługiwali się samolotami Patuwvotas, którymi atakowali i niszczyli miasta innych narodów. Ta wojna w poprzednim świecie spauzowała tylko wtedy, gdy kontynenty zatonęły w Ziemi i morza zmieniły swe miejsca, opuszczając Trzeci Świat (aktualnie my żyjemy w Czwartym Świecie) i kładąc się na dnie Wszechoceanu. Te wszystkie miasta z dumnymi Patuwvotas i światowymi skarbami zostały skorumpowane przez zło, którymi były.

To właśnie pisze w starych indiańskich księgach, jednakże znajdujemy w nich dowody na istnienie prehistorycznych wojen, które są przerażająco podobne do dzisiejszych konfliktów zbrojnych, a także takich, które mogą mieć miejsce w Przyszłości. Istnieją dwa możliwe wyjaśnienia:
1.      albo jacyś utalentowani naukowo ludzie w Indiach około 6000 lat temu (lub więcej) potrafili wyobrazić sobie latanie i wymyślić bomby mogące zniszczyć większość świata, albo…
2.     …ten cały koncept przyszedł z… jakiejś szkoły podstawowej, w której przeprowadzało się eksperymenty nad wykorzystaniem destrukcyjnej siły atomu.    
  
W każdym razie cytując tradycyjne, indyjskie teksty takie jak „Vedy”, „Purany”, „Mahabharata”, „Mahavira”, a szczególnie „Mahabharata” zawierają mniej i bardziej poetyckie opisy samolotów Vimana, lotów rakietowych i kosmicznych, a do tego łatwo można się zorientować, że jest tam mowa o myśliwcach, bombardowaniach z powietrza, radarze, i innym sprzęcie lotniczym, artylerii, puszczeniu rakiet, eksplozjach min, a także kosmicznej destrukcji przy pomocy bomb, które przypominają zjawiskowo dzisiejsze bomby nuklearne. Inne części indyjskiej filozoficznej i naukowej literatury mówi o molekułach i atomach – wiedza, która pozwala dojść do techniki wojskowej i stworzyć broń o niewyobrażalnej sile rażenia, co osiągnęliśmy w nasze dni w krótkim okresie czasu. Od czasu, w którym współcześni uczeni zaakceptowali teorię atomu, w 135. rocznicę sformowania tej teorii powstała bomba atomowa, tymczasem w cywilizacji poprzedniego świata, której cykl życiowy jest nieznany była ona używana więcej niż jeden raz.

Kiedy przetłumaczono „Mahabharatę” na początku XX wieku na dwa współczesne języki (angielski – Protap Chandra Roy i niemiecki - Max Müller) to opisy tamtejszej techniki wojskowej porównywano tylko do artylerii – która była powszechnie znana i samolotów. VR Ramachandra Dikshitar w swej książce opisującej hinduskie uzbrojenie pt. „War in Ancient India” (1944) i porównując je do średniowiecznej artylerii twierdzi, że artyleria w antycznych Indiach, w odległej Przeszłości była bardziej efektywna. Poza tym broni on tezy, że istniały wtedy maszyny latające cięższe od powietrza i uzbrojenie morskie, powołując się na cytaty z „Purany” wykazał, jak dobrze i cudownie starożytni Hindusi opanowali sztukę latania w powietrzu. Chociaż Dikshitar pisał o czasie Wielkiej Wojny, to wiele indyjskich urzędów i brytyjskich urzędów w Indiach było świadomych tego, że wiele z tych „wymyślonych” broni w starożytnych Indiach zostało stworzonych i zastosowanych w obu wojnach światowych. Dikshitar opisując I Wojnę Światową opisał Mohanastra – „strzałę nieświadomości”, którą uważano za legendę, póki nie usłyszeliśmy o bombach, które wypuszczają toksyczne gazy.

Cytaty z „Mahabharaty” (6500 r. p.n.e, - ???? r. p.n.e.)

v Gurkha, lecąc swą zwrotną i potężną Vimaną wypuścił pojedynczy pocisk, który zawierał całą moc Wszechświata. Potężna kolumna dymu i płomieni tak jasna jak tysiąc słońc podniosła się w swej krasie…
v …pionowa eksplozja z kłębiącymi się chmurami dymu…
v …chmura dymu rosnąca po pierwszej eksplozji uformowała się w rozszerzający sie krąg jakby otwierającego się gigantycznego parasola…
v …to była nieznana broń, żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, który spopielił wszystko, całą rasę Vrishnisów i Andhaków.
v …Ciała były tak spalone, że aż nie do rozpoznania. Włosy i paznokcie odpadły; gliniane naczynia pękały bez żadnej widocznej przyczyny, a ptaki stawały się białe. Po kilku godzinach cała żywność była zatruta…
v …aby uniknąć śmierci od ognia żołnierze rzucili się do strumieni by obmyć siebie i swój ekwipunek.     

Cytaty z Księgi Rodzaju (Genezis), rozdział 6:[1]

v A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. Wtedy Bóg rzekł: «Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną: niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat». (Rdz 6,1-3)
v A w owych czasach byli na ziemi giganci (Nefilim); a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach. (Byli bohaterami dawnych, sławnych ludzi.) (Rdz 6,4)
v Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: «Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem». (Rdz 6,5-7)

Cytaty z Księgi Rodzaju rozdział 19 – zniszczenie Sodomy i Gomory:

v Owi dwaj aniołowie przybyli do Sodomy wieczorem, kiedy to Lot siedział w bramie Sodomy. Gdy Lot ich ujrzał, wyszedł naprzeciw nich i oddawszy im pokłon do ziemi rzekł: «Raczcie, panowie moi, zajść do domu sługi waszego na nocleg; obmyjcie sobie nogi. a rano pójdziecie w dalszą drogę». Ale oni mu rzekli: «Nie! Spędzimy noc na dworze». Gdy on usilnie ich prosił, zgodzili się i weszli do jego domu. On zaś przygotował wieczerzę, poleciwszy upiec chleba przaśnego. I posilili się. Zanim jeszcze udali się na spoczynek, mieszkający w Sodomie mężczyźni, młodzi i starzy, ze wszystkich stron miasta, otoczyli dom, wywołali Lota i rzekli do niego: «Gdzie tu są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru?» Lot, który wyszedł do nich do wejścia, zaryglowawszy za sobą drzwi, rzekł im: «Bracia moi, proszę was, nie dopuszczajcie się tego występku! Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną, pozwólcie, że je wyprowadzę do was; postąpicie z nimi, jak się wam podoba, bylebyście tym ludziom niczego nie czynili, bo przecież są oni pod moim dachem!»  Ale oni krzyknęli: «Odejdź precz!» I mówili: «Sam jest tu przybyszem i śmie nami rządzić! Jeszcze gorzej z tobą możemy postąpić niż z nimi!» I rzucili się gwałtownie na tego męża, na Lota, inni zaś przybliżyli się, aby wyważyć drzwi. Wtedy ci dwaj mężowie, wsunąwszy ręce, przyciągnęli Lota ku sobie do wnętrza domu i zaryglowali drzwi. Tych zaś mężczyzn u drzwi domu, młodych i starych porazili ślepotą. Toteż na próżno usiłowali oni odnaleźć wejście.
v A potem ci dwaj mężowie rzekli do Lota: «Kogokolwiek jeszcze masz w tym mieście, zięcia, synów i córki oraz wszystkich bliskich, wyprowadź stąd. Mamy bowiem zamiar zniszczyć to miasto, ponieważ oskarżenie przeciw niemu do Pana tak się wzmogło, że Pan posłał nas, aby je zniszczyć». Wyszedł więc Lot, aby powiedzieć tym, którzy jako [przyszli] zięciowie mieli wziąć jego córki za żony: «Chodźcie, wyjdźcie z tego miasta, bo Pan ma je zniszczyć!» Oni jednak myśleli, że on żartuje.
v Gdy już zaczynało świtać, aniołowie przynaglali Lota, mówiąc: «Prędzej, weź żonę i córki, które są przy tobie, abyś nie zginął z winy tego miasta». Kiedy zaś on zwlekał, mężowie ci chwycili go, jego żonę i dwie córki za ręce - Pan bowiem litował się nad nim - i wyciągnęli ich, i wyprowadzili poza miasto. A gdy ich już wyprowadzili z miasta, rzekł jeden z nich: «Uchodź, abyś ocalił swe życie. Nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj się nigdzie w tej okolicy, ale szukaj schronienia w górach, bo inaczej zginiesz!»
v Ale Lot rzekł do nich: «Nie, panie mój! Jeśli darzysz twego sługę życzliwością, uczyń większą łaskę niż ta, którą mi wyświadczyłeś, ratując mi życie: bo ja nie mogę szukać schronienia w górach, aby tam nie dosięgło mnie nieszczęście i abym nie zginął. Oto jest tu w pobliżu miasto, do którego mógłbym uciec. A choć jest ono małe, w nim znajdę schronienie. Czyż nie jest ono małe? Ja zaś będę mógł ocalić życie».  Odpowiedział mu: «Przychylam się i do tej twojej prośby; nie zniszczę więc miasta, o którym mówisz. Szybko zatem schroń się w nim, bo nie mogę dokonać zniszczenia, dopóki tam nie wejdziesz». Dlatego dano temu miastu nazwę Soar.
v Słońce wzeszło już nad ziemią, gdy Lot przybył do Soaru. A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana <z nieba>. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność. Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli.
v Abraham, wstawszy rano, udał się na to miejsce, na którym przedtem stał przed Panem. I gdy spojrzał w stronę Sodomy i Gomory i na cały obszar dokoła, zobaczył unoszący się nad ziemią gęsty dym, jak gdyby z pieca, w którym topią metal.
v Tak więc Bóg, niszcząc okoliczne miasta, przez wzgląd na Abrahama ocalił Lota od zagłady, jakiej uległy te miasta, w których Lot przedtem mieszkał. (Rdz 19,1-29)

I co z tego wynika? a to, że w czasach przedbiblijnych i biblijnych na Ziemi posługiwano się technologiami o wiele przewyższającymi to, co zazwyczaj uważamy za nasze współczesne. Broń jądrowa, samoloty, rakiety, statki i stacje kosmiczne – to wszystko JUŻ BYŁO. A my tylko powtarzamy te wszystkie rzeczy i historię – niestety – w jak najgorszym jej aspekcie: wojen i konfliktów zbrojnych.

Czy nasza cywilizacja też się tak skończy?


Głosy z KKK

Też często zastanawiam się na ten temat, odnośnie powyższego artykułu. Czy nasza cywilizacja jest pierwszą, czy którąś tam z kolei (Hopi - czwartą, Majowie - piątą)? Chciałem napisać coś o Biblii i słowach tam zawartych, ale zmieniłem zdanie. Za dużo pisania i tłumaczenia. Dzisiaj mi się po prostu nie chce. Ale zadam pytanie otwarte, dla wszystkich: Co pozostanie po naszej cywilizacji, gdy znikniemy? Popatrzmy na różne filmy SF, czy gry, które biorą ten temat na warsztat. W nich najczęściej bohater/bohaterka natrafia na stare ruiny wokół których krążą legendy. Skoro te dawne cywilizacje dysponowały taką technologią, jak pisze autor, znały broń atomową itd., pojazdy latające, może i pokonujące kosmos, to coś musiały po sobie pozostawić. Jeżeli po nas na Ziemi pozostanie niewiele, to może jedynym naszym dowodem istnienia mogłoby być rozległe tunele metra. Każde większe miasto w Europie takie posiada. Długie, proste tunele, jakby wydrążone, sugerowałyby naszym następcą, że nie jest to dzieło natury.
A co wy myślicie na ten temat? Znacie jakieś dowody?
PS. Może przychodzą wam na myśl jakieś budowle skalne? Ale dlaczego wysokozaawansowana cywilizacja miałaby je budować, mając pod dostatkiem na Ziemi inne surowce?
Pomyślcie.

Gdybyśmy jako jedyni ocaleli po potopie światowym, ukryci w jakieś supernowoczesnej bazie podziemnej NATO, zaczęlibyśmy wszystko od budowy piramid? Bądź murów, gdzie pojedyncze głazy ważą kilka, kilkanaście ton? (M.K.)


Źródło – „The Ancient Code”
Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 




[1] Według Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań 2003.

sobota, 17 lutego 2018

Zagadka bomby z Tybee Island

Miejsce incydentu z bombą H w okolicy Tybee Island

Martin Hampejs


Amerykanie zgubili w czasie lotu treningowego bombę wodorową i nie mogą ją znaleźć już od 60 lat.

Po kolizji bombowca i myśliwca w czasie lotu treningowego pilot musiał wrzucić do morza trzy- i półtonową bombę wodorową. Ani wojsku, ani amatorskim, prywatnym poszukiwaczom nie udało się jej znaleźć przez te 60 lat, które upłynęły od tego wydarzenia. Poza tym istnieje możliwość, że była to w pełni funkcjonująca i uzbrojona bomba H.

- Bomba z Tybee to jest jedna, wielka zagadka – powiedział w 2001 roku były oficer USAF - płk Derek Duke, który mieszka niedaleko Savannah, GA, na wyspie Tybee, gdzie w 1958 roku zagubiła się 3,5-tonowa bomba wodorowa.

Być może jest ona zakopana w piasku. Nikt nie wie, czy bomba jest aktywna czy nie. Noc 5.II.1958 roku, była – według wypowiedzi i zeznań świadków przez Kongresem – „bardzo chaotyczna”.

Bombowiec B-47, który miał ja na pokładzie przeprowadzał misję treningową. Po tym, jak wystartował z Florydy znalazł się około północy nad stanem Georgia i tam zderzył się z myśliwcem F-86 w czasie symulowanego ataku. Pilot F-86 się katapultował, myśliwiec spadł na ziemię, a na pokładzie B-47 wybuchł pożar. 

Jednakże bombowiec pozostał w powietrzu. Pilot poprosił o zezwolenie wyrzucenia bomby do zatoki Wassau Sound. Chciał zniżyć pułap lotu samolotu by zniżyć możliwość eksplozji bomby przy zaimprowizowanym awaryjnym lądowaniu.


Pilot dostał zezwolenie i wyrzucił swój ładunek na wysokości ok. 2000 m nad ziemią, przy prędkości lotu 370 km/h. Bomba wpadła do wody i do eksplozji nie doszło. Samolot doleciał szczęśliwie do niedalekiego lotniska w Hunter AFB, gdzie bezpiecznie wylądował.  

Poszukiwania bomby zaczęły się już na drugi dzień. Na miejsce wysłano ekipy lotnictwa i marynarki wojennej, by ją znaleźć przy pomocy sonaru i potem wydobyć z wody. Niestety, pomimo 9-tygodniowych poszukiwań wojsko nie było w stanie zlokalizować bomby.


Czy była uzbrojona?


Bomba z Tybee Island miała 4 m długości i ważyła 3400 kg. Zawierała ona ok. 180 kg konwencjonalnego materiału wybuchowego i niesprecyzowaną ilość wysoko wzbogaconego uranu-235. Przedstawiciele USAF zeznali przed Komisją ds. Energii Atomowej, że bomba w czasie lotu nie była w pełni funkcjonalna, i zamiast jej jądra była tylko ołowiana atrapa detonatora[1], tak więc bomba wodorowa nie mogła spowodować eksplozji termojądrowej.

Zastępca sekretarza obrony – W.J. Howard wszakże zeznając przed komisją Kongresu USA w 1966 roku powiedział, że: bomba była kompletna i uzbrojona z atomowym zapalnikiem. Temu stwierdzeniu zaoponowali przedstawiciele wojska, którzy zakazywali transportowania jakiejkolwiek uzbrojonej głowicy jądrowej bądź termojądrowej w misjach treningowych.


Gdyby doszło do przypadkowej eksplozji, to wybuch zniszczyłby wszystko w promieniu 2 km, zaś promieniowanie doprowadziłoby ludzi do poparzeń III stopnia w odległości do 20 km od punktu zero.[2]

Według badań hydrologicznych amerykańskiego Departamentu Energetyki, bomba może znajdować się pod 2-5 metrową warstwą błota. W ciągu 60 lat nikomu nie udało się jej znaleźć.

Poszukiwania bomby prowadzą amatorzy, a jednym z nich jest płk Derek Duke. Wraz z żoną udało się mu ograniczyć obszar poszukiwań do rozmiarów boiska do piłki nożnej. Tym niemniej nadal nie odniósł sukcesu.    

    

Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Detonatorem bomby wodorowej jest ładunek jądrowy składający się z uranu lub plutonu.
[2] Tak określa się epicentrum wybuchu. 

piątek, 16 lutego 2018

HAARP, chemtrails, szczepionki i spiskowy obłęd



Od czasu do czasu niektórzy przedstawiciele gatunku Homo (ponoć) sapiens sapiens dostają coś, co można określić mianem pierdolca pospolitego. Sfrustrowani swymi niepowodzeniami szukają winnych. Bez winnych dla nich się nie obejdzie. Ktoś jest winien ich niepowodzeń i musi za to odpowiedzieć – taki jest tok ich myślenia.

Odkąd zacząłem się interesować różnorakimi katastrofami – a przede wszystkim lotniczymi – to moją uwagę zwróciły wypowiedzi niektórych osób, która zamiast szukać racjonalnych przyczyn, od razu obwiniały o nie rządy USA, Rosji, Chin, krajów NATO, wojskowych, specsłużby, naukowców, szaleńców, Ilumiantów, Różokrzyżowców, Masonów, no i oczywiście samego Szatana in persona, którzy robią wszystko, by tylko dołożyć biednym niedouczonym frustratom. Tak też na tle ich majaczeń powstają całe pola dorodnych i kwitnących teorii spiskowych, co jest o tyle oczywiste, że najbardziej i najlepiej zarabia się na ludzkim strachu i głupocie – dokładnie w tejże kolejności.

No cóż, stronnicy i zwolennicy Spiskowej Teorii Dziejów (STD) żerują na tanich sensacjach i kłamstwach rozpowszechnianych przede wszystkim przez służby specjalne w celu uzyskania takich czy innych efektów wymierzonych w określone osoby czy grupy osób. Internet i inne media są doskonałym przekaźnikiem tych bredni, a ilość „pożytecznych idiotów” je powielająca rośnie w postępie geometrycznym. 


HAARP – Bóg XXI wieku


 Tak więc zaczęło się od HAARP. Nie będę powtarzał o co tam chodzi, bo sprawa jest powszechnie znana. Od siebie dodam tylko, że kiedy przeczytałem listę częstotliwości roboczych i oddziaływania ich na organizm człowieka, to dotarło do mnie, że nie ma sensu tego w ogóle rozpatrywać, boż gdyby to wszystko było prawdą, to Ludzkość albo pławiłaby się w niewysłowionym luksusie Zdrowia Absolutnego lub przestałaby istnieć rozłożona przez różne schorzenia. Tymczasem jak jest – każdy widzi. Ludzie chorują na różne schorzenia, co wynika z ich indywidualnych preferencji i podatności, miejsca zamieszkania, strefy klimatycznej, częstotliwości podróży krajowych i zagranicznych, kontaktów interpersonalnych, nawyków żywieniowych, jakości wody i powietrza w miejscu stałego pobytu, itd. itp. Tymczasem bajeczka o HAARP zakłada, że emituje ono jakieś czarne promieniowanie, które zamienia ludzi w chorujące zombie i w ogóle przypomina promieniowanie sterujące istotami humanoidalnymi z planety Saraksz z powieści Arkadego i Borysa Strugackich pt. „Przenicowany świat”. Powiem tylko tyle – gdyby HAARP był tak wszechmocny, jak zakładają to stronnicy i zwolennicy STD, to wszystka broń z arsenałów wszystkich państw mogłaby pójść na przetopienie, bo byłaby guzik warta. Tymczasem wszyscy się boją i zbroją na potęgę, poza Polakami, którzy – jak zwykle zresztą – liczą na Boską Opatrzność…


Chemtrails – trucizna z nieba


Drugą bajędą z czyjejś głowy niedowarzonej, która zajmuje badaczy i „badaczy” są chemtrails. Wypisano całe morze atramentu i tuszu na temat tego, czym są chemtrails i jakie straszliwe skutki ze sobą przynoszą.

W pewnym momencie ludzie się spostrzegli, że samoloty latające na dużych wysokościach zostawiają za sobą białe smugi kondensacyjne – z angielskiego: contrails. Są to smugi pary wodnej i spalin pozostawione przez silniki odrzutowe w chłodnych i wilgotnych masach powietrza na wysokości przelotowej czyli ok. 12.000 m n.p.m. Nie ma w nich niczego dziwnego: im wilgotniejsze jest powietrze – tym smuga jest dłuższa. Im cieplejsze i suchsze – tym krótsza lub w ogóle jej nie ma. Wszystko wynika z praw fizyki gazów i nie ma w tym niczego dziwnego.

Ale nie dla zwolenników STD, którzy widzą w tym jakieś potworne zagrożenie równie potwornym spiskiem. I tylko nie bardzo wiadomo – czyim. Oczywiście pomawiane są oba Supermocarstwa, Chiny, Korea Pn., NATO no i – jakżeby inaczej – Izrael. Oczywiście ich rządy działają przede wszystkim na rozkaz Iluminatów, Masonów, Różokrzyżowców, Bractwa Czaszki i Kości, czy neohitlerowców z Twierdzy Andyjskiej. Tą ostatnią hipotezę lansuje Daniel Laskowski w swych „Opowieściach łotrzykowskich” na stronie - http://daniel-laskowski.blogspot.com/ - gdzie opisuje on m.in. możliwe wrogie działania pogrobowców nazistów realizujących testament Führera III Rzeszy w andyjskiej Rzeszy nr IV… Pomysł ciekawy, ale na ile realny?

Czym są chemtrails? Są to rozpylane związki chemiczne czy środki biologiczne – jednym słowem zastosowane bronie B i C przez sami-wiecie-kogo przeciwko wszystkim dobrym ludziom z wolnego świata. Próbowałem się dowiedzieć, co właściwie jest rozpylane i jedyne czego się dowiedziałem to to, że niektóre przedsiębiorstwa w ten właśnie sposób pozbywają się – „utylizują” – chemiczne odpady poprodukcyjne.

No w to akurat można uwierzyć – bo chodzi o ciężką kasę. Amerykanie w podobny sposób pozbywali się cholernie radioaktywnych „popiołów” z elektrowni jądrowych i rafinerii plutonu w Hanford, WA. W tym przypadku samolotami wożono je w kontenerach i topiono w naturalnym „mogilniku” w głębinach Pacyfiku i składowano na atolach Wysp Marshalla oraz na Johnston Island, o czym już pisałem w kontekście amerykańskich prób kosmicznych (a tak naprawdę to z broniami rakietowo-jądrowymi) na Oceanie Spokojnym – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2014/10/palmyra-i-johnston-island-opinie.html.

Rosjanie po prostu wlewali płynne odpady do Morza Ochockiego i Karskiego, a pojemniki z odpadami składowali na Nowej Ziemi lub po prostu ładowali na statki, które zatapiali i jej wybrzeży.  

Podobnie postępowali Brytyjczycy na Morzu Irlandzkim. Tam z kolei topiono w jednym miejscu przedatowaną broń chemiczną (co wcale nie znaczy, że nie była szkodliwa) wraz z „popiołami” z elektrowni jądrowych wraz… z przedatowanymi materiałami wybuchowymi.

Francuzi zaś zaświnili Saharę Zachodnią i atol Mururoa swoimi próbami nuklearnymi. Atom w raju, jakim są wyspy Polinezji jest jakimś zbrodniczym nieporozumieniem…

Na temat tych wszystkich zbrodni na biosferze Ziemi zwolennicy STD jakoś dziwnie milczą. Pewnie wychodzą z założenia, że skoro mówią o tym ekolodzy, to ich to już nie dotyczy…

Chemtrails są bajeczką dla społeczeństw złaknionych sensacji, bowiem my – ludzie – bardzo lubimy się bać, szczególnie siedząc przy ciepłym piecu, w kapciach i z książką w ręku.

Broń C była wykorzystywana w czasie Wielkiej Wojny, a chemiczne opryski defoliantami stosowali Amerykanie w Wietnamie, ponoć Rosjanie w Afganistanie czy Czeczenii oraz Irakijczycy przeciwko Kurdom. Czy ktoś wykorzystuje broń chemiczną przeciwko Europejczykom i Amerykanom? Poważnie w to wątpię – prędzej uwierzę w to, co w sposób przerysowany ukazał Stanisław Lem w „Kongresie futurologicznym”, gdzie całą Ludzkość poddano psycho-chemicznemu praniu mózgów i totalnemu zniewoleniu. Idealnie pasuje to do wizerunku Polaków, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi i bijącym w oczy faktom, od 29 lat głosują na jednych i tych samych, totalnie skompromitowanych polityków, wychodząc na tym jak Zabłocki na mydle i Stańczyk na grzybach!

To jednak jest niczym, w porównaniu z najbardziej idiotyczną i szkodliwą…


…krucjatą antyszczepionkową


Od pewnego czasu, w niektórych mediach pojawiły się głosy sprzeciwu wobec systemu powszechnych szczepień ochronnych. Antyszczepionkowcy głoszą o konieczności zaprzestania szczepionkowego ludobójstwa, o przewagach homeopatii nad akademicką farmacją, o odczynach niepożądanych, o autyzmie, o padaczce i ukrywanych faktach, wielkim oszukańczym biznesie wielkich firm farmaceutycznych, itd. itp. Te wszystkie idiotyzmy – jak zwykle – znajdują posłuch w społeczeństwie i – co najbardziej przeraża – wyłączają mu zdrowy rozsądek.

 Wakcynosceptycy zapominają o tym, że gdyby nie szczepionki, to takie choroby jak ospa czarna, dyfteryt, koklusz, błonica, krztusiec, odra, polio czy gruźlica i grypa hiszpanka (H1N1) corocznie zbierałyby swe krwawe żniwo. Ale do nich nie przemawiają żadne argumenty rozumowe czy statystyczne – oni WIEDZĄ, że szczepionki są szkodliwe dla dzieci i lepiej leczyć choroby, niż im zapobiegać. Typowo polskie myślenie, a właściwie bezmyślność, bo Polacy wolą wierzyć – myślenie jak dowodzi tego historia, przyprawia ich o ból głowy…

Ostatnio niektóre środowiska liberalne, łaknące multikulturalizmu, usiłują zdyskredytować twierdzenie, że Europa i Polska jest zagrożona przez rzadkie choroby przywleczone przez „migrantów” i uchodźców z Afryki i Azji. Jak głupie i krótkowzroczne jest to myślenie pokazują wypadki, które miały miejsce w Niemczech, gdzie pojawił się wirus Ebola-Marburg w 1967 roku. Zmarło wtedy 7 zakażonych.

- Co to jest siedem osób? – zapyta ktoś. Faktycznie – niewiele. Ale gdyby nie opanowano sytuacji, to do tej siódemki trzeba by było dopisać wiele zer… Zresztą o czym mówimy? Przypomnę 25-dniową epidemię ospy czarnej we Wrocławiu, która miała miejsce w lecie 1963 roku, zachorowało 99 osób, z czego zmarło 7. Przez ten cały czas zablokowano całe miasto… Przypominam, że to było w czasach, kiedy służba zdrowia jeszcze była w stanie zapobiec epidemii. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego teraz, kiedy „zreformowana” służba zdrowia jest w totalnej ruinie!

W latach 90. w Polsce pojawiła się odra i błonica przywleczone z Ukrainy i krajów byłego ZSRR, a poza tym znów zaczęła się pojawiać gruźlica – przy tym bakterie tej ostatniej okazały się antybiotykoodporne, więc leczenie PAS-em i antybiotykami jest nieskuteczne i chory umiera na suchoty.  Jak podaje Wikipedia - mimo rozwiniętej profilaktyki i stosowania nowoczesnych leków, gruźlica stanowi duży problem zdrowotny na świecie i w Polsce. Także obecnie spotykane są bardzo zaawansowane postacie tej choroby. Według szacunków WHO (2011) gruźlica jest drugą (zaraz po AIDS) przyczyną zgonów na świecie, z czego: ok. 8,7 mln/rok to nowe zachorowania, 1,4 mln chorych rocznie umiera z powodu gruźlicy. Ponad połowa wszystkich chorych (59%) to mieszkańcy Azji. Najwyższe współczynniki zapadalności na gruźlicę występują w Afryce subsaharyjskiej, gdzie duży odsetek populacji jest zakażony HIV. Zakażenie HIV zwiększa wielokrotnie ryzyko zachorowania na gruźlicę. 310.000 osób na świecie zachorowało na gruźlicę wielolekooporną, MDR-TB (multidrug resistant tuberculosis), wywołaną przez prątki oporne jednocześnie na dwa najważniejsze leki przeciwprątkowe, tzn. na izoniazyd i ryfampicynę. Większość chorych na MDR-TB to mieszkańcy Chin, Indii, Rosji, Pakistanu i Republiki Południowej Afryki. W 84 krajach odnotowano już przypadki XDR-TB, czyli gruźlicy wielolekoopornej z dodatkową opornością na kolejne ważne leki przeciwprątkowe, jakimi są fluorochinolony i leki podawane we wstrzyknięciach (amikacyna, kanamycyna, kapreomycyna). Gruźlica nie ustępuje w państwach Ameryki Płd., basenu Morza Śródziemnego – wskaźniki zapadalności 50-80/100.000., natomiast w krajach rozwiniętych (Europa, Ameryka Płn., Australia) 10-15/100.000.

Te dane wkrótce się zmienią na niekorzyść w związku z napływem „migrantów” z krajów Afryki subsaharyjskiej.

A jak sprawy się mają w Polsce? W Polsce brak wystarczającego finansowania służby zdrowia spowodował zaniedbanie wielu programów zapobiegawczych gruźlicy i istnieje ryzyko nawrotu powszechnego występowania gruźlicy w Polsce. W Polsce w 2011 roku zarejestrowano 8478 przypadków gruźlicy. Współczynnik zapadalności wyniósł 22,2/100.000 ludności. Zapadalność na gruźlicę w Polsce jest wciąż wyższa niż średnia w krajach Unii Europejskiej. W większości krajów UE zapadalność jest niska (np. Niemcy – 5,3; Czechy – 5,7; Słowacja – 7,3). Zapadalność na gruźlicę wyższą niż Polska mają: Portugalia (23,9), Estonia (25,4), Bułgaria (32,1), Łotwa (39,7), Litwa (58,7) i Rumunia (89,7). W 2011 roku, podobnie jak w latach poprzednich, zapadalność na gruźlicę w Polsce wzrastała wraz z wiekiem: od 1,5 na 100 000 wśród dzieci do 14 roku życia do 41,9 na 100.000 wśród osób w wieku 65 lat i starszych. Gruźlicę rozpoznano u 111 dzieci. Średni wiek chorego na gruźlicę mieszkańca Polski wynosił 53,3 lat. W 2011 roku, jak w latach wcześniejszych, zapadalność na gruźlicę mężczyzn była wyższa niż kobiet (mężczyźni stanowili 67,4% chorych). Zapadalność na gruźlicę w miastach była wyższa niż na wsi, co jest w Polsce nowym zjawiskiem, obserwowanym dopiero od dwóch lat. W 2010 roku gruźlica była przyczyną zgonu 575 osób w Polsce. Współczynnik umieralności – 1,5 na 100.000 ludności – był niższy niż w roku 2009 (2,0/100.000). Zgony z powodu gruźlicy stanowiły 0,2% ogółu zgonów w Polsce i 20,5% zgonów z powodu chorób zakaźnych i pasożytniczych. Najwyższą zapadalność (na 100.000 ludności) na gruźlicę zarejestrowano w województwach: lubelskim (37,0) i świętokrzyskim (32,3), z kolei najniższą w wielkopolskim (12,8) i warmińsko-mazurskim (13,4).

Tyle Wikipedia. Jak widać, wakcynosceptycy najwyraźniej chcą zwiększyć te liczby, bo najwidoczniej jest za dużo Polaków w Polsce i trzeba sprowadzić na ich miejsce uchodźców i „migrantów”. Takie jest myślenie niektórych  tzw. „Polaków”

Tak nawiasem mówiąc, to przed możliwością ściągnięcia do Polski różnych chorób ostrzegałem już na początku lat 90., kiedy do Polski zaczęli ściągać obywatele krajów b. ZSRR, oraz Cyganie z Bułgarii i Rumunii. Niewiele wskórałem, ale przynajmniej zaszczepiono personel Granicznych Placówek Kontrolnych przeciwko błonicy i kilku innym chorobom. Być może komuś udało się uratować życie…

Za naszymi granicami poza wymienionymi tutaj infekcjami czai się dżuma dymieniczna – Czarna Śmierć, która dziesiątkowała ludność Europy i redukowała jej populację do poniżej 1/3 pierwotnego stanu. Postępujący efekt globalnego ocieplenia i krótkie, łagodne zimy oraz długie gorące lata, zwiększający się ruch transkontynentalny, migracje, zwiększająca się wymiana handlowa – wszystko to są czynniki zwiększające ryzyko przenoszenia się chorób z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent. Ale tego już nie rozumieją fani multi-kulti i temu podobnych idiotyzmów. 

No i nasza opieka lekarska. Nie wyobrażam sobie wybuchu epidemii czy pandemii w kraju, w którym w miasteczku liczącym 5000 mieszkańców jest tylko 1 lekarz i 1 pediatra! To są właśnie rezultaty „przemiany ustrojowej” i kolejnych obłędnych i chorych „reform” służby zdrowia w Polsce po 1989 roku.

Brak szczepień ochronnych spowoduje, że za parę lat powrócą takie dopusty Boże jak m.in. czarna ospa, odra (już powróciła) czy polio. Odmówiło szczepień ochronnych ok. 50.000 ludzi. W takim tempie za 6 lat nasze społeczeństwo będzie zagrożone epidemiami chorób, na które te dzieci nie szczepiono. Ale do rycerzy antyszczepionkowej krucjaty to nie dociera – docierają jedynie plotki i pogłoski umacniające ich w swych poglądach i urojeniach.

A wszystko to działa na zasadzie wiadomości z agencji JPDP – jedna pani drugiej pani naopowiadała głupot. Przypomina mi się historia z chemtrails – głównymi orędownikami ich istnienia i szkodliwego działania są ludzie nie mający zielonego pojęcia o chemii. Podobnie jest z HAARP. Pamiętam, jak zostałem zmieszany z błotem przez jedną panią, która święcie wierzy w omnipotencję HAARP. Okazało się, że pani owa jest gospodynią domową po zawodówce, a swe „rewelacyjne” wiadomości czerpała z kolorowych pisemek dla kobiet i brukowców w rodzaju „Fakt” czy „SuperExpress”… Podobnie jest z wakcynosceptykami, co potwierdza tylko tezę o tym, że najłatwiej zwariować (i zarabiać) nad kimś niedoinformowanym, przestraszonym i niedouczonym.

Pamiętam pewną kobietę, która zmarła w wieku 33 lat na raka piersi. Rak ten jest uleczalny pod warunkiem, że zostanie szybko usunięty i wyleczony chemio- i radioterapią. Owa pani – matka dzieciom – oczywiście leczyła się u jakiegoś szarlatana, który wmówił w nią jakieś leki homeopatyczne i „terapie naturalne”. A guz rósł i rósł, a kiedy urósł do 2 kg, owa pani wreszcie udała się do lekarza. Oczywiście nic już się nie dało zrobić i zmarła pozostawiwszy nieletnie dziecko. Ciekawy jestem, czy ten szarlatan oddał pieniądze, które zainkasował za swe „leczenie”? A ilu takich Harrisów, Kaszpirowskich, Bashoborów i innych hochsztaplerów leczy przede wszystkim swoje portfele naszym kosztem?  Wprawdzie niektórzy ludzie czują się wyleczeni, ale jest to efekt placebo i po jakimś czasie dolegliwości wracają. I to wszystko.

Antyszczepionkowcy popełniają błąd, za który zapłacimy wszyscy, bo jeżeli nawet zaszczepiono dzieci lichymi szczepionkami, to jest wina producentów tego szajsu i tych, którzy tenże zakupili, a nie metody zapobiegania. Komuś ten bałagan jest bardzo na rękę i ktoś za to powinien odpowiedzieć. Ten, który te szczepionki zakupił i ten, który zdecydował o ich użyciu, a także ten, który podżegał ludzi do łamania obowiązującego prawa. Ich nazwiska są znane, więc uważam, że prokuratura powinna się nimi zająć.


Żyjemy w kapitalizmie…


…w którym liczy się przede wszystkim pieniądz. Konkurencja – jak widać z powyższego – kieruje nasze życie na jakieś chore, anormalne tory. Im głupiej tym lepiej. Im bardziej sensacyjnie, tym bardziej przelicza się to na brzęczącą monetę. Prawo popytu i podaży w jakiejś spotworniałej formie. Mikołaj Kopernik miał rację – zły pieniądz wypiera dobry pieniądz. Przekładając na współczesne układy myśl genialnego Toruńczyka można wyrazić tak – głupota wypiera mądrość i wiedzę. Erazm z Rotterdamu miałby niezły ubaw obserwując nasze współczesne życie… - zapewne napisałby „Pochwałę głupoty 2”, a miałby o czym pisać…!   


Opinie z KKK


Najsmutniejsze jest to że w te głupoty wierzą ludzie którzy uchodzą w swoim środowisku za wykształconych i mądrych...  A z tego widać że głupota nie zna granic! A są tacy co na tym robią kasę. I to grubą! (Józefg)   


Niestety masz rację, najgorsze jest to, że w te brednie wierzą ludzie zda się oświeceni i wykształceni, którzy nie tylko pozwalają na propagowanie tych idiotyzmów, to jeszcze popierają oszołomów głoszących te brednie i stają w ich obronie! To właśnie jest niebezpieczne. (Daniel Laskowski)  


Odnośnie najnowszego Pańskiego wpisu dodam coraz popularniejszą teorię o płaskiej Ziemi. Nie umniejszając osiągnięciom naszych starożytnych przodków, cofamy się w rozwoju. I to w czasach Internetu, wszędobylskiej technologii i postępu. Paradoks? Paradoks. I paranoja. Pozdrawiam (M. Kołodziej