wtorek, 21 października 2014

USO w Szwecji? (1)

Zdjęcia rzekomo przedstawiające rosyjski okręt podwodny 

Szwedzi polują na uszkodzony rosyjski okręt podwodny


Rosyjskie wezwanie o pomoc sprowokowało Szwedów do „polowania na obcą aktywność podwodną” w sztokholmskim archipelagu – raportuje „Svenska Dagbladet” (SvD)

Szwedzki wywiad radiowy (FRA) po raz pierwszy usłyszał wołanie o pomoc w czwartek (16.X.2014 r.) wieczorem. 14 godzin później, około piątkowego południa, zauważono obcy okręt u wysp sztokholmskiego archipelagu.

Szwedzi przechwycili dalszą wymianę sygnałów radiowych już po rozpoczęciu operacji militarnej na wodach koło Sztokholmu, kiedy zakodowane wiadomości były przesyłane pomiędzy nadajnikiem gdzieś w sztokholmskim archipelagu, a rosyjską enklawą w Kaliningradzie – podała SvD. Szwedzcy wojskowi ani nie potwierdzili, ani nie zaprzeczyli tym rewelacjom.

Podwodny pojazd w niebezpieczeństwie może mieć problemy z manewrowaniem, co może wyjaśnić to, że znajdował się na powierzchni. Uszkodzony okręt podwodny może potrzebować pomocy z okrętu wsparcia – twierdzi SvD – dodając, że rosyjski tankowiec TT NS Concord został zaobserwowany jak krążył na międzynarodowych wodach w okolicach Sztokholmu.
- Wiemy o tym tankowcu i mamy oko na niego – SvD cytuje jedno ze swych źródeł.


TT NS Concord i jego dziwny rejs po Północnym Bałtyku

Szwedzcy wojskowi rozmieścili w piątek (17.X) samoloty i okręty na sztokholmskim archipelagu w odpowiedzi na to, co opisano jako „obcą aktywność podwodną”. Operacja trwała całą noc i była kontynuowana w sobotę.
- Będzie to kontynuowane tak długo, jak będzie potrzeba – tak rzecznik prasowy szwedzkiego wojska Jesper Tengroth powiedział szwedzkiej agencji prasowej TT w sobotę (18.X). I dodał – Aktualnie usiłujemy zweryfikować informacje, które otrzymaliśmy wczoraj, które według naszego rozeznania pochodzą z wiarygodnych źródeł i sprawdzić, czy mają one sens czy nie.
Kiedy zapytano go, czy były jeszcze jakieś inne obserwacje w czasie nocy – Tengroth odpowiedział – Nic o tym nie wiem. I dodał, że skala tej operacji pozostała niezmieniona.

Minister obrony Peter Hultqvist powiedział, że otrzymuje regularne meldunki od sił zbrojnych, które informują go o tym, że operacja w którą zaangażowanych jest 200 żołnierzy jest „konieczna i dobrze zorganizowana”.
- Polegam całkowicie na ich zdaniu – agencja TT cytowała go w piątek.

W swoim oświadczeniu na stronie imnternetowych Szwedzkich Sił Zbrojnych oświadczają one, że „wiarygodne źródła” przekazały informację, że na tym akwenie ma miejsce operacja kontrwywiadowcza. [...]



Szwedzkie okręty ZOP w akcji

Tengroth powiedział, że nie może przekazać więcej informacji o naturze tego zagrożenia. Zapytany, jaki kraj jest za nie odpowiedzialny, Tengroth odpowiedział, że nie będzie tego komentował.

SvD donosi, że obcy obiekt zaobserwowano koło wyspy na Kanholmsfjärden – zatoczce zlokalizowanej w odległości 30 mi/50 km od centrum miasta.  Świadek, od którego obserwacji zaczęła się cała operacja – Robert Eriksson powiedział, że właśnie znajdował się w swej łodzi rybackiej nieopodal wyspy Skarpö, o ok. g. 16:00.
- Straż Przybrzeżna przyleciała nad zatokę samolotem i przez długi czas latali nad nią robiąc kółka – powiedział on agencji TT. Wkrótce pojawiła się Flota. To był duży okręt ZOP, który stanął dalej na południe od fiordu Kanholm – powiedział on.

Stefan Ring – ekspert ds. militarnej strategii w Szwedzkiej Akademii Obrony Narodowej powiedział, że ważnym  było wysłanie sygnału, że nie pozostaniemy na to obojętni.

Poza tym Ring powiedział, że jak na razie nie jest w stanie połączyć tego incydentu z Rosją i może powiedzieć coś więcej po przeprowadzeniu głębokich analiz. W ostatnie miesiące Szwedzi widzieli nad Bałtykiem manewry rosyjskich sił powietrznych – wliczając w to incydent z września br., kiedy to dwa szturmowe SU-24 weszły w szwedzką przestrzeń powietrzną, a co minister spraw zagranicznych Carl Bildt nazwał „najpoważniejszym naruszeniem naszej przestrzeni powietrznej przez Rosjan” w ciągu dekady. Szwecja złożyła formalny protest w tej sprawie.
– Jak oświadczył rząd, sprawy wyszły już  poza Morze Bałtyckie – powiedział Wikström w piątek.

Obecność rosyjskich okrętów podwodnych na wodach szwedzkich stało się wielkim problemem w czasie Zimnej Wojny. Najsłynniejszym z tych incydentów było przechwycenie okrętu o numerze taktycznym 137, który wpadł na mieliznę nieopodal tajnej trasy wyjścia szwedzkich okrętów podwodnych w Blekinge (dokładniej w Karlskronie – przyp. tłum.) na południu Szwecji w 1981 roku, co wywołało duży kryzys dyplomatyczny.


Źródła:
„Svenska Dagbladet”, 18.X.2014 r.

Przekład z j. angielskiego i szwedzkiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN.

poniedziałek, 20 października 2014

Megalodon – postrach Wszechoceanu istnieje

Akweny, na których zaobserwowano megalodony

Od pewnego czasu na ekranach naszych telewizorów straszy nas wielki biały… megarekin – megalodon – dokładniej Carcharodon megalogon albo Carcharocles megalodon – czyli rekin z wielkimi zębiskami. Ostatnio obejrzałem dwa programy w kanale TV Animal Planet, w których to programach przedstawiono poszlaki i dowody świadczące za istnieniem ogromnego, 20-metrowego drapieżnika, o masie ciała do 20 ton i niespotykanej żarłoczności, żywiącego się wielorybami i od czasu do czasu ludźmi.

Megalodon atakujący kaszalota w okolicy Wysp Zielonego Przylądka - fragment amatorskiego video 

Nie będę się rozpisywał na temat żarłoczności i dziennego menu tego superrekina poza tym, że żywi się on zapewne wielorybami, które pożera najpierw odgryzając im ogony, co udało się uwiecznić na filmie nakręconym w okolicach Wysp Zielonego Przylądka nocą 11.VIII.2013 roku, a pokazanym w programie pt. „Megalodon – New Evidences” (reż. Douglas Glover). 

Ogromny rekin sfotografowany przez załogę niemieckiego U-boota w czasie II Wojny Światowej 
u wybrzeży RPA. Jego długość wynosi około 21 metrów...

Wprawdzie historia Ziemi zna jeszcze większe potwory morskie – że wymienię tylko Liopleurodona i Mozazaura, które królowały we Wszechoceanie w Mezozoiku i być może gdzieś tam jeszcze ukrywają się przed człowiekiem w zapadłych kątach naszej planety – ale super-rekin wydaje się być czymś żywym i realnym, co może nam realnie zagrozić. Poza tym mamy dowody na ich istnienie…  
Szczątki wieloryba z odgryzionym ogonem wyrzuconego na plażę jednej z wysp Hawajów

W tymże programie pokazano także inne zdjęcia i filmy, na których widać olbrzymiego rekina grasującego u wybrzeży Hawajów, Chile, Brazylii, Azorów, Wysp Zielonego Przylądka, Afryki Południowej, na Oceanie Indyjskim i u wybrzeży Australii Zachodniej. Jego realizatorzy zakładają, że megalodony mogły zostać wygonione na szerokie przestrzenie oceaniczne przez trzęsienia ziemi, które miały miejsce w rowach i uskokach oceanicznych w 2004 roku.

Zdjęcie dwumetrowej płetwy grzbietowej wykonane na miejscu katastrofy łodzi na wybrzeżu RPA w kwietniu 2013 roku. Płetwa ta należy do megalodona...

W tym ostatnim przypadku Australijczykom udało się sfilmować całego super-rekina w jaskrawym świetle dnia! Autorem ujęć filmowych jest dr Martin Issacs. Wykonał je w marcu 2014 r., u wybrzeży Australii Zachodniej. Był to młody okaz, o wielkości żarłacza białego – mierzył tylko jakieś 6-7 m…

Młody megalodon sfilmowany u wybrzeży Australii Zachodniej w marcu 2014 roku

Poza tym ogromnego rekina sfotografowano także z satelity śledzącego rozwój zakwitu drobnoustrojów w rejonie Sao Paulo, Brazylia. Zainteresowanych odsyłam do tego ciekawego programu.   

Zdjęcie satelitarne super-rekina wykonane u wybrzeży Brazylii w okolicach Sao Paulo - jego wielkość szacuje się na 20-22 metry 

Natomiast jeszcze ciekawszą informację na temat odkryć kryptydy z orbity podaje rosyjski magazyn „Tajny XX wieka” w nr 20/2014 na s. 10.[1] Pisze się tam dokładnie, że:


Nessie wykryto z satelity


Poza powszechnie znaną fotografią, na której – jak się twierdzi – zarejestrowano słynnego potwora z Loch Ness, a także wielkiej ilości plotek i legend wciąż podtrzymujących zainteresowanie turystów, o mieszkańcu tego szkockiego jeziora długo nie było żadnych wieści.

Satelitarne zdjęcie potwora z Loch Ness - czy nie przypomina on ogromnego rekina?

No i całkiem niedawno, dwóch angielskich myśliwych – Andrew Dickson i Peter Taine niezależnie jeden od drugiego, przedstawili w oficjalnym klubie miłośników potwora z Loch Ness kolejne potwierdzenie istnienia potwora. Rzecz w tym, że wielu współczesnych myśliwych posługuje się mapami satelitarnymi. Ale właśnie Andrew i Peter przejawili szczególną spostrzegawczość i odkryli w wodach jeziora Loch Ness „coś” podobnego do wieloryba albo wielkiego rekina pływającego blisko powierzchni jeziora.

Ale wieloryby i rekiny w słodkowodnym jeziorze nie zamieszkują. Do łodzi ten obiekt też nie jest podobny. Podobno Nessie wciąż istnieje… 

Ale czy to na pewno Nessie?

W powołanym na początku filmie mówi się o tym, że tak wielkiego rekina, jakim jest megalodon, można namierzyć z wysokości orbity. To oczywiste. Dwudziestometrowe cielsko można sfotografować bez jakiegokolwiek problemu, pod warunkiem, że nie jest zbyt głęboko pogrążony w toni wodnej. Czy to właśnie megalodon wpłynął do szkockiego jeziora? Mimo wieloletnich poszukiwań, jest ono słabo zbadane ze względu na zanieczyszczenie wody taniną z pobliskich lasów. Istnieje możliwość, że ma ono połączenie z morzem, którego jeszcze nie znamy.

Z drugiej strony są to chłodne, słodkie wody, więc taki rekin nie miałby tam czego szukać. Może wpłynął tam przypadkiem? Trudno powiedzieć…


Postrach wielorybów


Natomiast istnienie megalodonów – bo na pewno jest ich kilka – w wodach Wszechoceanu może być jednym z wytłumaczeń niezrozumiałego do dziś dnia zjawiska wyrzucania się na plaże wielorybów i delfinów.

Początkowo sądziłem, że mają rację ci, którzy twierdzą, że winne tego jest wojsko z jego hydrolokatorami, które są bardzo hałaśliwe – ich głośność wynosi ≥320 dB – to hałas mogący rozsadzić czaszkę zwierzętom, które także posługują się echolokacją w życiu codziennym. Ale walenie wyrzucają się na plażę także poza akwenami morskich poligonów, a zatem przyczyna tego dziwnego zjawiska jest być może inna.

Potem postawiłem hipotezę, że walenie zatruwają się uwalnianym z dna morskiego metanem – CH4 i siarkowodorem – H2S, który powoduje u nich utratę orientacji. Metan i siarkowodór ulatniają się ze złóż klatratów metanowych w sprzyjających warunkach temperatury i ciśnienia. Zmiana któregoś z tych parametrów powoduje uwolnienie się metanu do hydro- a potem do atmosfery z wiadomym skutkiem – oszołomienia i utraty orientacji. Coś podobnego występuje w Trójkącie Bermudzkim i Morzu Diabelskim i może odpowiadać za dziwne zachowania się załóg i tonięcie statków oraz katastrofy lotnicze.

Dezorientującym czynnikiem trującym mogą być także różnego rodzaju chemikalia przewożone przez statki, które poszły na dno z tej czy innej przyczyny i/albo bojowe środki trujące - BŚT uwalniające się z zatopionych kontenerów. Do tego można by doliczyć jeszcze bojowe środki zapalające - BŚZ w rodzaju silnie trującego białego fosforu, który uwalnia się z celowo zatopionych bomb zapalających lub z ich niewybuchów pozostałych po wielu konfliktach na wszystkich akwenach Wszechoceanu. Typowym przykładem takiego akwenu skażonego przez BŚT i BŚZ jest nasz Bałtyk… Czego tam nie ma?! Tabun, sarin, soman, iperyt, iperyt azotowy i diabli wiedzą co tam jeszcze. Fosforoorganiczne i arsenoorganiczne BŚT, które mimo 70 lat leżenia na dnie morskim wciąż są groźne dla ludzi i zwierząt w Bałtyku. Ale to nie tłumaczy faktów wyrzucania się tych zwierząt na plaże innych akwenów Wszechoceanu!

Dlatego uważam, że za tym frapującym i niebezpiecznym zjawiskiem mogą stać właśnie megalodony. Wyobraźmy sobie stado wielorybów czy innych waleni zaatakowane przez jednego czy kilka takich potworów. Nie mogąc sprostać takiemu zagrożeniu – wieloryby uciekają instynktownie na płycizny, gdzie są w miarę bezpieczne i… trafiają z deszczu pod rynnę. Fale wyrzucają je na brzeg z fatalnym dla nich skutkiem, a głodny rekin (czy rekiny) odpływa w siną dal.

Ta hipoteza ma sens, ale trudno ją będzie udowodnić, no chyba że objęłoby się obserwacją wszystkie plaże i wybrzeża w strefie równikowej i zwrotnikowej naszej planety. Można by zaangażować do tego satelity szpiegowskie, które wreszcie mogłyby zrobić dobrą robotę!

Megalodony, podobnie jak Syreny i krakeny, istnieją realnie i błędem byłoby zaprzeczać ich istnieniu. Nie zapominajmy, że Wszechocean to niemal ¾ powierzchni naszej Ziemi i może w nim być wszystko – od mega-rekinów po „statki podwodne Obcych” poruszające się z prędkością 300 węzłów – pod wodą!

Największe odkrycia są wciąż przed nami. 

Zdjęcia - Animal Planet  



[1] Przekład z j. rosyjskiego mój. 

sobota, 18 października 2014

Szyfr Księgi Ksiąg



Natalia Trubinowskaja


Owoc zakazany z Drzewa Poznania Dobra i Zła nie jest skonkretyzowany w żadnym tekście biblijnym. W tradycji chrześcijańskiej Zachodu uważano, że było to jabłko – a to z podobieństwa łacińskich słów „zło” (malum, malo) i „jabłko” (malus).

Przez cały czas istnienia Biblii nie ustają wysiłki doszukania się w niej jakiegoś ukrytego sensu. Wielu uczonych i badaczy próbowało odgadnąć zagadkę Księgi Ksiąg, ale bezskutecznie. Ale w XXI wieku pojawiły się możliwości dokonania tego. Badania komputerowe mówią nam, że w Biblii jest odnotowana cała historia Ludzkości, ale także jej Przyszłość.

"Mojżesz" - obraz Jose de Rivery, (1638)


Matematyk z Izraela


Amerykański dziennikarz Michael Drosnin w 1997 roku, opublikował książkę pt. „Kod Biblii”, w której opowiedział on o najbardziej nieoczekiwanych rezultatach badań nad Biblią. Potem napisał on jeszcze inne książki na ten sam temat. Ale przyszło mu przepisywać i przeredagowywać swoje napisane wcześniej teksty. Miało to miejsce po tym, jak odczytywano kolejne biblijne przesłania.

Praca Drosnina nad książką „Kod Biblii” zaczęła się w latach 90. XX wieku. pewnego razu, będąc w Izraelu, Drosnin usłyszał o tym, ze pewien miejscowy matematyk Eliachu Rips odkrył kod, który skrywała Biblia. Rips twierdził, że przy pomocy tego kodu można przewidzieć wszystkie wydarzenia, które Czekają na nas w bliższej lub dalszej Przyszłości. Dziennikarz się tym zainteresował i zaprzyjaźnił się z tym matematykiem.

Trzeba dodać, że niekiedy Eliachu nazywano Eliaszem i mieszkał on w Rydze, Łotwa, skąd wyemigrował do Izraela w 1972 roku. W ZSRR był on znany z tego, że w 1968 roku spróbował samospalenia przy Pomniku Wolności w Rydze, w proteście przeciwko wejściu radzieckich wojsk do Czechosłowacji. Już w Izraelu ten ateista stał się ortodoksyjnym Żydem i zajął się badaniem Tory (Pięcioksięgu Mojżeszowego).

Z początku Drosnin był sceptycznym w stosunku do idei poszukiwania kodu w Biblii. Ale to, co pokazał mu i udowodnił Rips, kazało mu zmienić swe poglądy i nawet napisał książkę, w której on postarał się przekazać idee tego uczonego szerszej publiczności.

Matematyk E. Rips uważa, że odkrył kod ukryrty w Biblii


Boski tajnopis


Co więc przedstawia sobą tajny szyfr, który znalazł Rips w Biblii i jak on go rozpracował?

Wielu wierzących uważa, że to sam Bóg podyktował Pięcioksiąg prorokowi Mojżeszowi, a ten z kolei zapisał wszystko słowo w słowo, jota w jotę. Wychodząc z tego założenia, Rips stwierdził, że Pan pozostawił w tekstach jeszcze jedno przesłanie – tajne i zaszyfrowane nie w słowach, ale literach, a dokładniej – w ich określonym porządku.

Trzeba powiedzieć, że jeszcze sir Isaac Newton był przekonany o tym, że Biblia i cały Wszechświat – to „Boski tajnopis”, i marzył o tym, by „rozwiązać zagadkę Bóstwa, zagadkę przeszłych i przyszłych wydarzeń, naszkicowanych przez Boski zamysł”.

Newton próbował znaleźć biblijny kod do samej swej śmierci, przy pomocy rozlicznych metod matematycznych. Ale jego wysiłki były bezskuteczne.

Drosnin pisze, że odkrycie, którego nie udało się dokonać Newtonowi, dokonał Eliachu Rips, bowiem w jego rękach znajdował się instrument, którego brakowało Newtonowi – komputer. Tajny biblijny tekst był zamknięty na czasowy zamek – jego nie można było odczytać bez pomocy komputera.

Matematyk postarał się otworzyć ten zamek. Przede wszystkim wyrzucił wszystkie spacje pomiędzy słowami Pięcioksięgu. W wyniku tego powstała ogromna literowa matryca, pewnego rodzaju macierz zawierająca 304.805 elementów. W celu znalezienia sensu w tych znakach alfabetu hebrajskiego (wszystkie 22 – od znaku alef do taw – przyp. tłum.) Rips napisał program, który przepuszczał „zbyteczne” litery, i w rezultacie tego, w powstającym w ten sposób szeregu liter można było znaleźć jakieś słowa czy nawet całe zdania.
Mówi Rips:

Jak tylko zaprogramowałem komputer, to rzecz poszła od razu sprawnie. Od razu znalazłem wiele zakodowanych słów, o wiele więcej niż dopuszcza to teoria prawdopodobieństwa. To nie mogło być cos przypadkowego i od razu zrozumiałem, że wpadłem na coś bardzo ważnego. To były najszczęśliwsze minuty mojego życia.

Drosnin pisze, że odkrycie Ripsa potwierdzili znani matematycy z uniwersytetów w Harwardzie i Yale, a także Uniwersytetu Żydowskiego w Jerozolimie. Niektórzy z nich zaczęli twierdzić, że wszystko co było  powiedziane przez Boga Mojżeszowi na górze Synaj, było po prostu programem komputerowym. Odkrycie Ripsa potwierdził także główny szyfrant z Departamentu Obrony USA.

Dziennikarze przyznają także, że równocześnie z Ripsem kod Biblii łamano także w Pentagonie. Wprawdzie ze znakiem minus – przed jednym z największych kryptologów świata Haroldem Hansem postawiono zadanie wykazania, że kod Biblii w ogóle nie istnieje, a dowody przedstawione przez matematyków nie mają żadnych podstaw. Jednakże po kilkumiesięcznym studiowaniu ksiąg Starego Testamentu Hans doszedł do przeciwnego wniosku: kod Biblii faktycznie istnieje! Wprawdzie interpretacja Przyszłości z jego pomocą jest dość trudna, bowiem ten kod można rozszyfrować na wiele sposobów


Strzał w plecy


Jednakże te trudności w interpretacji nie przeszkodziły Eliachu Ripsowi zajmowania się poszukiwaniami ukrytego sensu Biblii. Przy pomocy swego programu matematyk zaczął znajdować w Pięcioksięgu Mojżeszowym różne zaszyfrowane przekazy twierdząc, że niektóre z nich dotyczą wydarzeń z Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości naszej Ludzkości.

Rips odkrył, że w Pięcioksięgu znajdują się zakodowane informacje o zamordowaniu prezydenta Egiptu Anwara Sadata, braci Kennedych, a także inne wydarzenia o światowym znaczeniu: II Wojna Światowa, afera Wategate, atomowe bombardowania Hiroszimy i Nagasaki, lądowanie Amerykanów na Księżycu, zburzenie obu wież WTC, i inne.

Drosnin opisuje taki epizod. Rips powiedział mu, że znalazł w Biblii zapis o tym, że zostanie zamordowany premier Izraela Icchak Rabin. Dziennikarz we wrześniu napisał do premiera list, w którym zawarł to ostrzeżenie. Oto, co napisano w liście:

Pewien izraelski matematyk odkrył w Biblii tajny kod, dzięki któremu można przewidzieć wydarzenia, które na pewno będą miały miejsce w przyszłości, przez tysiące lat, od kiedy je tam opisano. Odkrycie to nie można zlekceważyć. W Biblii są zakodowane informacje o zabójstwach takich ludzi jak Anwar Sadat, John i Robert Kennedy, przy czym w przypadku Sadata jest wymienione imię i nazwisko jego mordercy, data, miejsce i sposób dokonania tej zbrodni. Zgodnie z informacjami zawartymi w Biblii, grozi Panu realne niebezpieczeństwo, ale tragedii można zapobiec.

Jednakże Icchak Rabin nie uwierzył temu ostrzeżeniu i w rok później, w dniu 4.XI.1995 roku, został zamordowany strzałem w plecy. Symboliczne jest to, że mordercą był człowiek, który wierzył w to, że jest narzędziem w ręku Boga, wypełniającym jego wolę.

Dekodowanie przepowiedni biblijnych (w tym przypadku wyboru Baracka Obamy na prezydenta USA) z Pisma Świętego...


Dziwna Syria


Co jeszcze przepowiada biblijny kod, jakie wydarzenia czekają nas w Przyszłości?

Według słów Ripsa, w Pięcioksięgu mówi się o możliwości wybuchu III Wojny Światowej, która się zacznie na Bliskim Wschodzie.

Interesującym jest to, że w wydaniu książki „Kod Biblii” z 1997 roku Drosnin napisał takie słowa:

Słowo „Syria” znajduje się w kodzie obok słów „wojna światowa”. To wydaje się być czymś nieoczekiwanym. Takie nazwy jak „Rosja”, „Stany Zjednoczone”, „Chiny” też spotykane są w kodzie obok „wojny światowej”. Ale to są supermocarstwa, które tak czy owak byłyby zamieszane w globalny konflikt. Syria w tym kontekście wypada dziwnie. Jednakże skoro Armagedon w rzeczywistości się stanie, on może rzeczywiście mieć miejsce tam, gdzie przekazuje to Biblia. W dniu dzisiejszym Syria już nie wygląda tak dziwnie w tym wojennym kontekście.

Ponadto – według Drosnina – w Biblii przewiduje się silne trzęsienia ziemi w USA, a szczególnie w Kalifornii – a w mediach teraz pełno o podwyższonym zagrożeniu sejsmicznym w Ameryce.

Drosnin twierdzi, że świat będzie na progu zagłady, ale zgodnie z zaszyfrowanym przekazem Biblii, do globalnej katastrofy nie dojdzie.

Rzecz jasna można odnieść się do sensacji Ripsa z niedowierzaniem. Po tym, jak ukazała się książka Drosnina, australijski matematyk Brandon Mac Kay w podobny sposób przeanalizował powieść „Moby Dick czyli biały wieloryb” Hermana Melville’a i taż znalazł w niej przepowiednie – np. o zabójstwie Indiry Gandhi, pastora Martina Luthera Kinga i izraelskiego premiera Icchaka Rabina, a także o śmierci księżnej Diany. Tak Mac Kay pokazał, że rezultat nie zależy od samego źródła – przy odpowiedniej ilości liter można znaleźć wszystko, co tylko się zachce. Żeby było smieszniej, Mac Kay odnalazł tam także nazwisko Drosinin, a obok niego słowo „liar” (kłamca). No i kto wie, czy „Moby Dick”, książka napisana w 1851 roku może być szyfrogramem z Przeszłości…?


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 19/2014, ss.12-13

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©                 

piątek, 17 października 2014

Słowacy odkryli jaskinię ukrytą przez tysiące lat…

Wnętrze nowoodkrytej jaskini w Słowackim Krasie


…piszą o tym także światowe media!

Tą informację przesłał mi dr Miloš Jesenský:

Bôrka/Barka – Na całym świecie znajduje się wiele miejsc, które nie były odwiedzone przez ludzi. Mamy je także na Słowacji, o czym przekonała się trójka Słowaków. Fotograf Robert Nemeti sfotografował swoich przyjaciół Istvána Gallaia i Tibora Balinta, kiedy odkryli nową jaskinię w lesie, nieopodal wsi Bôrka (Koszycki kraj, powiat Rożniava, 48°37’51” N - 020°45’51” E, 564 m n.p.m. – przyp. tłum.) w Słowackim Krasie. Pisał o tym także zagraniczny dziennik „Daily Mail”.

Mapka Słowackiego Krasu i najważniejsze jaskinie

Lokalizacja wsi Borka

System jaskiniowy znajduje się na 300-metrowej wysokości, niedaleko doliny zwanej  Zádielska Tiesňava. Jaskinia jest ukryta w lesie, tak że wejście do niej jest nie do odnalezienia, jeżeli nie wie się, gdzie go szukać. Według aktualnych informacji, utworzyły ją podziemne wody, które ciekły w dół zbocza przed 100.000 lat.




Być może jaskinia ta może mieć swój ciąg dalszy równie piękny jak jaskinia Domica?

W czasie II Wojny Światowej ludzie używali jej jako ukrycie przed obcymi wojskami. Przejście przez jaskinię tym trzem odkrywcom zabrało nieco ponad godzinę. Po przejściu 20 metrów otwiera się jej serce, najwidoczniej główna sala, w której znajdują się setki stalaktytów i stalagmitów. Trójka odkrywców zgodnie twierdzi, że jaskinia jest dość niebezpieczna i nie jest wskazane, by zwiedzał ja ktoś niedoświadczony. 

Jaskinia Son Doong w Wietnamie - jedna z największych w świecie...


Moje 3 grosze


Czego to dowodzi? Ano tego, że w tak dobrze spenetrowanym małym obszarze, jak Słowacki Kras znaleziono dość dużą jaskinię, która była na dodatek znana miejscowym! Tak więc sprawa Księżycowego Szybu vel Półksiężycowej Jaskini uzyskała kolejny punkt ZA! Osobiście jednak sadzę, że Półksiężycowa Jaskinia znajduje się po polskiej stronie granicy, gdzieś w okolicach Krynicy, bowiem w swym pamiętniku dr Horák nic nie wspomina o forsowaniu rzeki Poprad, którą musiałby przejść, gdyby szedł z kierunku zachodniego na wschód. Co więcej – mógł on przejść granicą ze Słowacji do GG tylko i wyłącznie w rejonie Krynicy, bo innego dogodnego miejsca do przejścia na polską stronę po prostu nie ma…

Tak czy inaczej – jestem pewien, że Księżycowy Szyb istnieje i dotarcie do niego jest tylko kwestią czasu.   



Przekład z j. słowackiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

czwartek, 16 października 2014

AMERYKAŃSKIE STONEHENGE


Marcin Szerenos


Monument znajdujący się w hrabstwie Elbert w Georgii, zwany amerykańskim Stonehenge, uzyskał obecnie aktualizację w postaci dodatkowego bloku opatrzonego bieżącą datą. Fakt ten wzbudził niepokój wśród osób śledzących portale internetowe rozpisujące się na temat zmian zachodzących na naszej planecie. Większość z nich święcie wierzy, że coś złowrogiego ma się wydarzyć i to jeszcze w tym roku.

W Internecie, jak i poza nim, rozgorzały zażarte dyskusje, na temat tajemniczego obiektu. Co może oznaczać ów dodatkowy blok z kamienia z wyrytymi nań cyframi? Czy to początek wielkiego odliczania do końca świata? Mnożą się pytania i wątki. Prawdziwe pole do popisu mają osoby uprawiające blogi i poruszające na ich łamach najróżniejsze teorie spiskowe.   

Monument wybudowano w 1980 roku w amerykańskim stanie Georgia za fundusze człowieka posługującego się pseudonimem R.C. Christian. Ponoć cały koszt wyniósł pół miliona dolarów. Prawdopodobnie inicjały RC oznaczają zakon Rose-Croix, starożytny i mistyczny zakon Różo-Krzyża, łac. Antiquus Mysticusque Ordo Rosae Crucis.

The Ancient Mystical Order Rosae Crucis, to odłam różokrzyżowców i największa światowa organizacja odwołująca się do tradycji tego ruchu, założonego w 1915 roku w Nowym Jorku przez H. Spencera Lewisa. Organizacja przypisuje sobie starożytne pochodzenie od Echnatona i Mojżesza. Ma wywodzić się bezpośrednio z sięgającej XV wieku p.n.e. nieprzerwanej linii nauczycieli duchowych różokrzyża, do której należeć mieli m.in. Salomon, Jezus, esseńczycy, Francis Bacon, Kartezjusz, Isaac Newton i Benjamin Franklin. Jej nauczanie przedstawiane jest jako niereligijne i ponadwyznaniowe poszukiwanie i doskonalenie ukrytych pierwiastków duchowych w człowieku, mających doprowadzić do maksymalnego wykorzystania wewnętrznego potencjału oraz życia zgodnie z prawami natury. W tym celu wykorzystywane są rozmaite praktyki medytacyjne, polegające na wizualizacji szczęścia, bogactwa, zdrowia etc. Wierzą w Boga jako Wielkiego Architekta, który stworzył świat i ustalił rządzące nim niezmienne prawa. Uznają także reinkarnację, twierdząc że człowiek odradza się co 144 lata.



Na jednym z najwyższych wzgórz w Elbert County wznosi się potężny granitowy monument. Na czterech wielkich kamieniach wyryte jest „dziesięć przykazań”, w ośmiu różnych językach. Nazywany jest różnie - Amerykańskie Stonehenge, lub Georgia Guidestone. Dla większości ludzi ma on ważny związek z organizacjami okultystycznymi. Wśród społeczeństwa amerykańskiego istnieje silne przekonanie, że różokrzyżowcy doskonale wiedzą, co ma się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Jednak data – 2014 rok, może być źle interpretowana. Zwłaszcza, gdy nie tak dawno temu skompromitowali się wyznawcy innej daty końca świta - 21 grudnia 2012 roku. Szereg osób spotkało się w tym dniu w różnych miejscach na naszej planecie, aby wspólnie obchodzić ostatnie godziny życia. Zakładanie więc, że koniec świata nastąpi konkretnego roku, wydaje mi się pomysłem poronionym. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że data ta  symbolizuje raczej początek wielkich przemian. Wydaje mi się, że bardzo ważne jest również miejsce umieszczenia nowego bloku kamiennego. Jakoś nikt nie zwrócił na to uwagi. Czyżby był to przypadek? Nie sądzę. Okultyści przywiązują dużą wagę do najdrobniejszych symboli. W dodatku monument nie był tanim przedsięwzięciem. Wątpię, żeby to była nonszalancja budowniczych. Na płycie, gdzie się znajduje, możemy przeczytać przesłanie w językach angielskim i hiszpańskim.

Przesłanie to brzmi:

1.  Utrzymajcie ludzkość poniżej 500.000.000, w nieustannej równowadze z Naturą.
2.      Mądrze kierujcie reprodukcją.
3.      Jednoczcie ludzkość.
4.      Kierujcie namiętnością - wiarą - tradycją - i innymi rzeczami z ważnych powodów.
5.      Chrońcie ludzi i narody sprawiedliwym prawem i słusznymi sądami.
6.      Pozwólcie wszystkim narodom rządzić i rozwiązujcie problemy na forum światowym.
7.      Unikajcie nieistotnych praw i bezużytecznych urzędników.
8.      Balansujcie prawa prywatne z obowiązkami socjalnymi.
9.      Nagradzajcie prawdę - piękno - miłość - szukajcie harmonii w nieskończoności.
10.    Nie bądźcie rakiem dla Ziemi - zostawcie miejsce dla Natury.

Niektórzy ludzie utrzymują, że monument zawiera inskrypcje nakazujące m.in. depopulację ziemi. Argumentem za tym przemawiającym ma być zapis: „Utrzymuj ludzkość poniżej 500.000.000 w wiecznej równowadze z Naturą". Sugeruje się, iż osoby sponsorujące budowlę mają w swych planach masową depopulację ludności świata. A dodanie do tego nowego bloku z napisem „2014" oznacza początek wdrażania satanistycznego planu.

Osoby należące do zakonu głośno się temu sprzeciwiają, twierdzą, że zapisy zostały źle zrozumiane, podobnie jak opacznie został zrozumiany sam cel postawienia monumentu. Ma on nieść pewne wskazówki dla następnej cywilizacji, po zagładzie świata, który ich zdaniem ma już wkrótce nastąpić. I będzie to kataklizm naturalny.

W filmie „Odszyfrowane – Granitowy monument z Georgii”, wyprodukowanym przez amerykański kanał historyczny, na pytanie dziennikarza, czy różokrzyżowcy chcą wymordować 6 mld ludzi, Jay Weidner, amerykański pisarz badający od lat zakon, odpowiada: „Absolutnie, nie. Wiedzą o cyklicznym kataklizmie społecznym, który zniszczy życie na Ziemi. To skutek tak zwanego cyklu słonecznego, trwającego od 11 do 13 tysięcy lat, kiedy następuje przebiegunowanie naszej gwiazdy. Powstają wówczas potężne rozbłyski słoneczne, które spalą powierzchnię Ziemi”.

Dowodem mają być ślady pożarów w Ameryce Północnej sprzed 13 tysięcy lat. Jednakże w tym samym filmie eksperci naukowi przekonują nas, że takie zagrożenie ze strony Słońca jest mało prawdopodobne.

Film o granitowym monumencie powstał przed słynnym 2012 rokiem, zapowiadającym koniec świata. Ten jednak nie nastąpił. Mnie zaciekawił element wierzeń różokrzyżowców dotyczący pewnego cyklu trwającego ok. 13 tysięcy lat. Tyle dokładnie trwa połowa ruchu precesji Ziemi. Oś ziemska wolno zmienia swoje usytuowanie w przestrzeni, zataczając pełny okrąg w czasie ok. 26 tys. lat.

21 grudnia 2012 r. nasz Układ Słoneczny wszedł w tzw. równik Drogi Mlecznej (Galactic Equator), gdzie występują niesamowite oddziaływania pola magnetycznego. Od tego czasu jądro Ziemi staje się coraz bardziej aktywne. Wydaje się więc, że proces, który już się rozpoczął, musi mieć swój skutek. Następnych latach możemy spodziewać się wzrostu aktywności wulkanicznej. I to prawdopodobnie wulkany są odpowiedzialne za pożary lasów, a nie Słońce. A dokładniej pisząc magma.

Podczas kanonady eksplodujących wulkanów, w straszliwym huku, duszącym pyle sypiącym się na nasze głowy, wtórującym im trzęsieniom ziemi, lokalnych potopach, zginie nasza cywilizacja, aby dać początek kolejnej. Zgodnie z przepowiednią Indian Hopi i Majów. Monument z Georgii przetrwa niosąc wskazówki nadchodzącym pokoleniom, niczym piramidy egipskie. Czy jednak ktoś za tysiące lat będzie umiał je rozczytać?

Obym się mylił. Jednakże w mitach i legendach zarówno Starego, jak i Nowego Świata przewijają się plejady bogów i ich licznego potomstwa. Słowo wulkan pochodzi z łaciny (Vulcanus) i oznacza imię rzymskiego boga ognia. Utożsamiany był z greckim bogiem – Hefajstosem. Również Indianom Ameryki Północnej i Południowej nie jest obca taka personifikacja świata przyrody. I wciąż ich wierzenia są na tyle silne, że możemy je porównać jedynie do jakiegoś traumatycznego przeżycia z przeszłości Ziemi. Informacje te na długie tysiąclecia zakodowały się w świadomości plemiennej. Stąd w nas tak wielki szacunek do potęgi Natury.

Warszawa, 11 października 2014 r.




Adnotacja autora (14-10-2014):

Kilka dni po napisaniu tego artykułu dowiedziałem się, że kamienna kostka została zniszczona pod koniec września 2014 roku. Stawia to pod dużym znakiem zapytania rzetelność osób prowadzących portal „Prison Planet”, skąd czerpałem inspiracje. Lecz być może ta informacja do nich jeszcze nie dotarła. W końcu wiadomość o „aktualizacji” pojawiła się zaledwie dwa tygodnie po umieszczeniu tekstu na ich stronie. A może właśnie dlatego uznali informacje o tym wydarzeniu za istotną, aby chociaż o niej wspomnieć.

Na jednym z filmów umieszczonych na popularnym serwisie „You Tube” możemy zobaczyć grupę osób dokonujących demontażu kostki, a następnie rozbicia artefaktu. Dziwi mnie, po co ktoś zadał sobie tyle trudu, aby umieścić przedmiot w danym punkcie konstrukcji, jednocześnie spodziewając się, że może się to komuś nie spodobać. W między czasie okazało się, że na kostce jest wyryte więcej symboli oraz cyfr, co w dodatku komplikuje całą sprawę z jej odszyfrowaniem.

Niestety, nie orientuję się, co mogły oznaczać zagadkowe znaki, jak i nie poznałem przeznaczenia obiektu. Nie rozumiem intencji twórców. Czemu, bądź komu, miało służyć to całe przedstawienie?

Na koniec dodam, że monument znajduje się na terenie prywatnym i po ostatnim akcie wandalizmu w 2008 r. jest pod ciągłą obserwacją kamer.

Link:

Źródła:
1.       „Odszyfrowane - Granitowy monument z Georgii”, film dokumentalny.
2.      Portal „Prison planet”.
3.      Wikipedia.
http://en.wikipedia.org/wiki/Georgia_Guidestones