sobota, 16 listopada 2019

Ślęża – Śląski Olimp czy też Polska Atlantyda (3)




Ogromną tajemnicą jest to, co Niemcy znaleźli na Ślęży i w Górach Sowich (np. w Walimiu). Prawdopodobnie ogromne korytarze, części miast podziemnych, które zaadoptowali i rozbudowali dla swoich celów. Co jeszcze znaleźli we wnętrzu Góry Ślęży? Jakie tajemnice kryje ta góra? Naukowcy hitlerowscy znali prawdę. Być może tam znaleźli coś, co mogłoby poszerzyć wiedzę techniczną i wygrać wojnę.  Musiała to być naprawdę wielka tajemnica skoro 4 tys. hitlerowskich nadzorców, oraz 12 tys. więźniów pracujących pod ziemią - zamordowanych tuż przed zakończeniem wojny- prowadziło prace jeszcze kilka dni po jej zakończeniu, do 6 maja 1945 roku. Z tego też powodu „Twierdza Breslau” wiązała ogromne siły Armii Czerwonej w celu odwrócenia uwagi wroga od prac prowadzonych na Ślęży i na Dolnym Śląsku. Czy twórcą podziemnego miasta na Dolnym Śląsku był któryś z ludów hetyckich czy też protohetyckich a może perskich?, a może starszych o dziesiątki i więcej tysięcy lat.

Zresztą nasuwa się pytanie ile śladów kultur i cywilizacji zostało zniszczonych i startych na proch przez lodowiec na ziemiach polskich.

    Gdy patrzymy na Masyw Ślęży tj. Ślęża, Wieżyca i Gozdnica, z lotu ptaka to przypomina on układ w gwiazdozbiorze Oriona lub też układ piramid w Gizie w Egipcie. Jednocześnie układ ten jest identyczny do tego, jaki można było zaobserwować na Ziemi w 10450 p.n.e. i wcześniej. Czy przypadkiem piramidy nie wskazują, że należy poszukać masywu górskiego podobnego do nich, aby poznać tajemnicę przechowywanego tam archiwum i tajemnic ludzkości?





     Wnioski wysuwane przez niektórych naukowców, że rzeźby w okolicach Ślęży znaleziono, przemieszczono i np. porzucono jak to piszą niektórzy autorzy prac naukowych są nieadekwatne, zbyt uproszczone i niewiarygodne. Rzeźby i ciosy kamienne niejednokrotnie posiadają takie obrażenia, że nie można przyjąć, aby dokonała tego ręka ludzka, ale właśnie świadczą o tym, że dokonały tego żywioły przyrody takie jak lodowiec, woda i wiatr.

Moim zdaniem to właśnie lodowiec zniszczył jakąś prastarą kulturę na Ślęży i jej okolicach, niszcząc i następnie przesuwając się i topniejąc przetransportował poszczególnie elementy. Fragmenty rzeźb jak i rzeźby zostały następnie użyte wtórnie jako materiał budowlany przez inne kultury. Bo tak naprawdę komu by się chciało transportować na kilku lub kilkunastokilometrową odległość np. wielosetkilogramową rzeźbę, po to tylko, aby wmurować go w ścianę kościoła czy też budynku. Przecież po całej okolicy było pełno głazów narzutowych. Wiele obrobionych przed tysiącami lat bloków granitowych spotkał ten sam los, gdyż były łatwo zauważalne wśród zwykłego rumowiska i powodowały zaoszczędzenie czasu na obróbkę.

Przedstawiłem tutaj różne moje koncepcje i teorie, jeżeli je można tak nazwać, dotyczące zachowanych zabytków na Ślęży, resztę pozostawiam do przemyślenia drogim czytelnikom.
Myślę, że badaniami nad tajemnicami Ślęży należy zająć się konkretnie, może tam a są ku temu poszlaki, znajdziemy wiele odpowiedzi na wiele pytań, ale należy na wszystko spojrzeć z innej strony.*


Moje 3 grosze


Ze Ślężą poznałem się bliżej jesienią 1976 roku, kiedy to wraz z kolegami z wrocławskiego Zmechu pracowaliśmy w czynie społecznym przy wyrównywaniu stoku narciarskiego w okolicach Sobótki, a właściwie gdzieś w masywie Raduni – dziś już nie pomnę dokładnie – gdzie. W każdym razie podziwialiśmy ten niezwykły masyw górski, który wynurzał się naraz i niespodziewanie z Doliny Odry i który od razu wydał mi się jakiś taki… niezwykły? Magiczny? Zaczarowany? Później jeżdżąc do i przez Wrocław zawsze podziwiałem z pociągu górę, która zamykała mi południowy horyzont i przyciągała magnetycznie wzrok. Tak więc nie dziwiłem się temu, że nazwano ją śląskim Olimpem, i że ciągnęli tam ludzie od niepamiętnych czasów.

Autor wspomniał tutaj o odkrytych złożach żelazianu tytanu czyli ilmenitu. Otóż machając łopatą na stoku zwróciłem uwagę na dziwne kamienie, których pełno było dookoła. Miały niebieskawo-popielatą barwę i miały biało-zielone włókniste żyłki jakiegoś minerału. Początkowo sądziłem, że jest to jakiś kamień półszlachetny w rodzaju malachitu, ale potem zreflektowałem się, że przecież kamienie półszlachetne nie mogłyby leżeć całymi hałdami nie zwracając niczyjej uwagi… A potem dowiedziałem się, że było to zwykłe gabro z wtrąceniami skaleni. No a teraz okazało się, że jest tam także tytan i być może inne pierwiastki – w tym także niektóre promieniotwórcze.

Przypominam szerokiej publiczności, że tytan to bardzo ważny metal używany w konstrukcjach morskich, lotniczych i kosmicznych ze względu na dużą odporność na czynniki chemiczne i mechaniczne. Buduje się z nich kadłuby okrętów podwodnych, samolotów i statków oraz stacji kosmicznych. Tytan i inne metale był wydobywany przed tysiącleciami przez cywilizacje Atlantydy i wcześniejszej od niej Atlantyki. A po co? – na to pytanie odpowiedź znajduje się w „Bhagavad Gita”, „Mahabharata”, „Ramajana” i innych świętych księgach Wschodu, legendach i podaniach Zachodu, obu Ameryk i Oceanii. Zainteresowanych odsyłam do prac poświęconych Atlantydzie oraz kosmicznym wojnom bogów-astronautów – zob. Al. Mora – „Atomowe wojny bogów”, M. Jesensky – „Bogowie atomowych wojen” – http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html. I oczywiscie Ludwik Zajdler - „Atlantyda”!

Ale to nie wszystko. Jak dowodzą tego badania wyżej wspomnianego prof. dr. hab. Benona Zbigniewa Szałka ze Szczecina, dawno temu – jakieś 20.000 lat p.n.e., na Ziemi posługiwano się jednym językiem i jednym pismem! Prof. Szałek przedstawia na to twarde i mocne dowody w swych pracach, które – jak każda outsiderska praca – zostały zignorowane przez „oficjalną” naukę. Badając języki starożytne i nowożytne wykrył on cały szereg podobieństw, które nie mogą być dziełem przypadku. Podobnie rzecz ma się z pismem. A wszystko to dowodzi, że dawno temu istniała jedna, światowa cywilizacja-matka, która łączyła ludzi poprzez środki masowego przekazu: język i pismo – podobnie jak to ma miejsce dzisiaj. Przypomina to dość dokładnie świat z Ery Hyboryjskiej z opowiadań Roberta E. Howarda i jego naśladowców oraz kontynuatorów, tyle że istniał on naprawdę.

Kolejna rzecz ciekawa – Autor wspomina tutaj słynny system Der Riese w Górach Sowich. Pisze, że Niemcy rozbudowywali jedynie JUŻ ISTNIEJĄCY system korytarzy, komór i szybów wykopanych o wiele wcześniej. I to jest prawda. Pisząc wraz z dr. Milošem Jesenským książkę „Wunderland – pozaziemskie technologie III Rzeszy” natrafiliśmy na żywego świadka – robotnika przymusowego z Dolnego Śląska, który pracował w Osówce i Soboniu – znajdujących się w okolicy Głuszycy Górnej (d. Oberwüstegiersdorf) gdzie znajdowała się jedna z filii KL Groß-Rosen. Świadek ów twierdził, że pracowano tam nad poszerzaniem już istniejących korytarzy, sztolni i komór, które – jak objaśniali niemieccy inżynierowie – zostały wykute przez walońskich poszukiwaczy skarbów z XV-XVI wieku. Ale były one najprawdopodobniej jeszcze starsze. A tak nawiasem, to przecież tyle mówi się o podziemnych tunelach: system podziemnych tuneli Moricza, tunele pod Europą i Uralem, Tunel w Babiej Górze czy Księżycowy Szyb, który także wydaje się być fragmentem większej całości… 

Poza tym świadek był pewien, że Niemcy zamierzali produkować tam pociski rakietowe A-4/V-2 lub głowice do nich, bowiem widział je załadowane na lory kolejowe na bocznicy na stacji kolejowej w Głuszycy Górnej. Rakiety były przykryte plandekami, ale ich charakterystyczne kształty były dobrze widoczne.

Trzecia istotna sprawa to dbałość niemieckich inżynierów o źródła wody. Każde z nich zostało pieczołowicie zabezpieczone, bowiem – jak mówili Niemcy – miała ona posłużyć do rafinacji rudy czegoś metodą flotacji, a jak wiadomo jest to proces pochłaniający wielkie ilości wody. Czy chodziło o rudy uranowe? Być może, bo potem mogłyby one pójść do dalszego wzbogacania do wirówek we Wrocławiu – na pl. Strzegomskim i ul. Ołbińskiej – zob. B. Wołoszański - https://www.focus.pl/artykul/slady-hitlerowskiego-programu-atomowego-w-polsce. To nie były reaktory czy cyklotrony, to były baterie wirówek separujące wybuchowe izotopy 233U*, 235U* od niewybuchowego 238U* zawartych w mieszaninie izotopów uranu w sześciofluorku uranu -  UF6.

Może kogoś dziwi, że Niemcy tak chlapali jęzorami? Nie ma w tym nic dziwnego – byli pewni, że kogo nie zabije praca czy pała nadzorcy, ten zostanie zlikwidowany przez strażników z SS po ukończeniu prac budowlanych i wykończeniowych. Rosjanie uratowali życie wielu jeńcom: Rosjanom, Francuzom, Włochom (od marsz. Badoglio), robotnikom przymusowym i więźniom KL: Ślązakom, Polakom i innym. Ale teraz o tym mówić niepolitycznie… - obrzydliwość! Poza tym Niemcy, a właściwie SS usiłowali znaleźć i wykorzystać pozostałości po dawnych cywilizacjach, artefakty które mogłyby dać im ultymatywną broń masowego rażenia. Na szczęście im się to nie udało, bo za bardzo nie wiedzieli czego mają szukać i kogo o co pytać – a okultystyczne brednie zawiodły ich na manowce.

I wreszcie kolejna zagadka ze Starożytności: przyjrzyj się Czytelniku wizerunkom mezopotamskich bogów – co jest w nich dziwnego? Są skrzydlaci, co oznacza, że mają zdolność latania. To akurat mają wszyscy bogowie, których Ludzkość wymyśliła na przestrzeni milleniów i to nikogo nie dziwi. Dziwi nas to, co trzymają oni w lewej ręce. I to wszyscy: Marduk, Nisroh i Oannes. To coś wygląda jak koszyk czy torebka. Znany polski pisarz Marek Boszko-Rudnicki ze Szczecina założył, że było to coś w rodzaju urządzenia obronnego, które dezorientowało wrogów pozwalając bogom na odlot czy odejście. Opisał to w swej książce pt. „Remedium 111”, którą polecam. Osobiście uważam, że jest to jakaś aparatura osobista podtrzymująca życie Obcych bogów-astronautów, albo Ziemian z nieskażonych po Wielkiej Wojnie Bogów-Astronautów obszarów… Tak czy inaczej, jest to jakieś urządzenie techniczne niezbędne Gościom spoza naszego świata do życia i działania na naszej planecie czy w skażonych enklawach.

Co z tego wszystkiego wynika? Otwiera się całe pole domysłów na temat naszej historii i historii naszej planety. Jedno jest pewne: NIE JESTEŚMY TUTAJ PIERWSI! Na każdym kroku widzimy artefakty wcześniejszych cywilizacji nie rozumiejąc ich – np. piramidy czy budowle megalityczne. Jestem przekonany, że największe odkrycia są jeszcze przed nami…     

--------------------------
* - Andrzej Kotowiecki - "Ślęża – Śląski Olimp czy też Polska Atlantyda" - trzy części...... jest to skrót mojej książki z 2002 roku - Ślęża - polska Antlantyda / (C)Andrzej Kotowiecki.
ISBN : 8391222020
OCLC : (OCoLC)838607333 

piątek, 15 listopada 2019

Czy bezzałogowy dron DARPA zmieni taktykę ZOP (2)





I jeszcze jeden materiał na temat Sea Huntera:


Inicjatywa DARPA czyli Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony polegająca na budowie bezzałogowego okrętu o długiej pływalności, który będzie zatapiał i śledził najcichsze okręty podwodne na Ziemi, doszedł do skutku. Powyższy obraz jest pierwszym rzutem oka na potencjalnie rewolucyjny bezzałogowy okręt wojenny ZOP lub ACTUV, znany również jako Sea Hunter.
Sea Hunter jest rozwijany we współpracy z ONR – Biuro Badań US Navy oraz Space and Naval Systems Warfare Command. Innowator branży inżynieryjnej Leidos i Oregon Iron Works, znany ze swoich egzotycznych i tajnych projektów okrętów, zaprojektował i zbudował egzotyczną jednostkę eksperymentalną.

Okręt zostanie ochrzczony w kwietniu, ale jest już w wodzie w zakładzie budowy i konserwacji statków w Swan Island w Portland, jak niedawno odkrył miejscowy fotograf Paul Carter, który zrobił zdjęcie powyżej.


Zdemaskowano tajemnicze jednostki stealth na rzece Columbia?


Od co najmniej 10 lat obserwuje się bardzo szybkie jednostki pływające patrolujące Columbia River. Automatyczny ścigacz ZOP o długości 132 ft/44 m jest największym stworzonym do tego celu bezzałogowym okrętem. Jak widać na powyższym zdjęciu, na jego pokładzie zamontowano pomocniczą sterówkę w celu przeprowadzenia wstępnych prób. Kadłub trimarana został wybrany ze względu na jego stabilność, wydajność i prędkość, dzięki czemu może gonić okręty podwodne na ekstremalnych odległościach na otwartym oceanie.

Ten niszczyciel jest największym na świecie zdalnie sterowanym pojazdem. To, czego nie widać, to sonar średniej częstotliwości pod kadłubem, zainstalowany w dużym bulwiastym występie pośrodku, a także sonar wysokiej częstotliwości zamontowany w mniejszych podwodnych występach. Będą to podstawowe narzędzia okrętu do wyszukiwania, identyfikowania i aktywnego śledzenia nawet najcichszych okrętów podwodnych wyposażonych w silnik wysokoprężny z napędem elektrycznym (AIP) na długi okres czasu.



Zestaw łączy danych, komputerów i czujników pozwoli mu nawigować autonomicznie, komunikować się z przewodnikami i przewidywać kolejne ruchy okrętu podwodnego.

Sea Hunter zostanie poddany serii coraz trudniejszych prób przez większą część dwóch lat, które mogą doprowadzić do stworzenia floty podobnych nawodnych dronów rozmieszczonych na całym świecie. Biorąc pod uwagę wyzwania, przed którymi stoi US Navy, jeśli chodzi o rosnące zagrożenie ze strony stosunkowo tanich okrętów podwodnych z silnikiem Diesla, nie wspominając o planach Rosji i Chin dotyczących radykalnego rozszerzenia swoich zdolności podmorskich w nadchodzących latach oraz naszego własnego niedoboru zdolności do okrętów podwodnych z bronią atomową, koncepcja ACTUV mogłaby dać Marynarce Wojennej stosunkowo niedrogi sposób kontrolowania podwodnych zagrożeń na całym świecie. Może także zapoczątkować nową erę bezzałogowego żeglowania na pełnym morzu.

Ogromne podziękowania dla Paula Cartera za to zdjęcie Sea Huntera.


Moje 3 grosze


Znowu czuję się jak za moich młodych lat, kiedy śledziliśmy działania szwedzkiej, norweskiej i duńskiej marynarki wojennej wymierzone w tajemnicze okręty podwodne – w większości midgety – po 27.X.1981 roku, kiedy to miał miejsce incydent zwany potem Whiskey on the rocks. Był to dieslowsko-elektryczny okręt podwodny klasy Whiskey o numerze taktycznym 137, z czego media zrobiły potem U-137, choć jego numer taktyczny – ten prawdziwy - brzmiał S-363 (C-363). Potem rozpoczęła się w Szwecji przeciwpodwodna histeria przechodząca w paranoję, czemu trudno się dziwić. Trwała Zimna Wojna i jednym z jej aksjomatów było to, że żeby Sowieci mogli uzyskać powodzenie na kontynencie europejskim, musieli przeciąć linie komunikacyjne na Północnym Atlantyku, a to z kolei mogli osiągnąć opanowując Skandynawię i Islandię oraz najprawdopodobniej Grenlandię. Całość tych działań opisał potem Tom Clancy w „Czerwonym sztormie”. Książka ta, podobnie jak „Polowanie na Czerwony Październik” i „Lodołamacz” Suworowa znajdowały się na czerwonym indeksie do samego końca jego istnienia, a zatem musiały zawierać spory ładunek niewygodnej dla Rosjan prawdy. A zatem nic się nie zmieniło i Zimna Wojna w nowocześniejszym wydaniu trwa w najlepsze…



Źródła:

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

czwartek, 14 listopada 2019

Ślęża – Śląski Olimp czy też Polska Atlantyda (2)




W Masywie Ślęży znajduje się więcej tych znaków, ale nigdy nie zostały dokładnie sklasyfikowane i opisane. Budzą one wśród badaczy ogromne zainteresowanie, gdyż znak ten znany jest we wszystkich kulturach od epoki kamienia łupanego po czasy współczesne. Nawet czytając książkę odruchowo stawiamy czasem przy interesujących sekwencjach znak  „X” i co ciekawe znak ten postawi Polak, Anglik, Chińczyk, Indianin, itd. Znak tego typu stawiano również zamiast podpisu. Znak ten występuje praktycznie we wszystkich znanych na świecie alfabetach.

Znaki ukośnego krzyża można spotkać pozostawione w jaskiniach przez człowieka z epoki kamiennej; jednak najbardziej znak ten był związany z kulturą solarną. Na Śląsku najstarsze znaleziska archeologiczne ze znakiem ukośnego krzyża pochodzą z neolitu oraz przełomu epoki brązu i żelaza, a to: przęślik, dna naczyń glinianych, bransoleta, kamienne toporki z okresu kultury łużyckiej – posiadają one znak ukośnego krzyża. Największą jednak sensacją jest kamienna siekierka odkryta na szczycie Ślęży z zaznaczonym trzykrotnie ukośnym krzyżem.

Z uwagi na te znaleziska wydaje mi się nietrafnym pogląd, że znaki ukośnego krzyża na skałach w Masywie Ślęży oznaczają granice pomiędzy dobrami opactwa ślężańskiego, a dobrami książęcymi. Należy zaznaczyć, że zdaniem J. Rosen-Przeworskiej do rozpowszechnienia tego znaku w Europie przyczynili się Celtowie, u których cieszył się on szczególnym znaczeniem. Zdaniem niektórych badaczy Ślęża była sanktuarium celtyckim.

Warto podkreślić, że znak  „X” był również znakiem magicznym i  runicznym GEBO. Wielu badaczy zgadza się, iż bezspornym faktem jest, że Śląski Olimp – Ślęża była już miejscem kultu co najmniej w 1300 r. p.n.e. Podobne praktyki były odprawiane na pobliskiej Wieżycy, a Księżyc był czczony na Radunii. Prawdopodobnie Śląski Olimp był później adaptowany przez ludy scytyjskie, celtyckie i germańskie.

Najciekawszą z naszego punktu widzenia rzeźbą jest odnaleziony przypadkowo w 1892 roku, przez architekta Rhooniusa, fragment małej figurki przedstawiającej zwierzę podobne do skrzydlatego smoka. Nazwano tę rzeźbę Sfinks. Rzeźba ta została ustawiona przy źródle obok drogi, a potem przewieziono ją do Wrocławia, gdzie zaginęła w czasie II wojny światowej.

W pobliżu rzeźb postaci z rybą i niedźwiedzia, który teraz znajduje się na szczycie Ślęży były prowadzone w latach 1908 do 1910 prace wykopaliskowe. Znaleziono wtedy uszkodzoną głowę zwierzęcia o średnicy około 20 cm z dużymi, okrągłymi oczami. Uznaną ją za głowę sfinksa. W chwili obecnej znajduje się ona w zbiorach Państwowego Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu.

Największym zainteresowaniem badaczy cieszy się rzeźba zwana Postać z rybą. Interpretacje tej rzeźby wywołują najwięcej dyskusji. Jest to najwyraźniej postać męska w długiej szacie, trzymająca oburącz ogromną rybę. Motyw ryby posiada od bardzo dawnych czasów specjalne znaczenie kultowe. Kult ten sięga korzeniami do starej kultury sumeryjskiej w Mezopotamii, gdzie bóstwo symbolizuje żywioł wodny Ea. Legendy Sumerów mówią o bliżej nieokreślonej rasie pół ryb, pół ludzi, którzy przypłynęli w górę rzeki z bogiem Oannesem inaczej Enki na czele. Nauczali oni ludzi sztuki pisania, budowania miast, uprawy roli i wykorzystania metali. Ea nie jest pochodzenia sumeryjskiego, został przez nich przemianowany na Enki. Zresztą wiele miast sumeryjskich jest pochodzenia przedsumeryjskiego należącego do kultury El Obeid. Sumerowie i Babilończycy uważali, że ich cywilizację założyła grupa istot zimnowodnych. Przewodnikiem tej grupy był Oannes, a właściwie Ea, gdyż imię Oannes zostało zhellenizowane przez historyka Berossosa. Pojawia się on pod postacią boga ryby.

 Enki
 Oannes
 Kapłani Oannesa
 Egipskie piramidy
Autor artykułu na tle symboli antycznego Egiptu

Najbardziej zadziwiająca jest jednak historia związana z Graalem. Opiekunem i strażnikiem Graala jest Król Rybak. Czy przypadkiem Graal nie jest ukryty na Ślęży? Czy jest to kraina opisywana przez Parcevala i Von Eschenbacha. Ostrzeżenie zawarte w podaniach o tajemnicy Graala mówią, że ktoś, kto wyda tajemnicę Graala ściągnie na siebie straszliwe nieszczęście. Dlatego tajemnica Graala była jeszcze bardziej groźna i dla ludzi średniowiecza czymś mistycznym i boskim a jednocześnie strasznym.

„Lecz tego cudu, co tu odkrył

Przez który był ze strachu mokry

Nigdy nie wolno mu wyjawić,

Kto zdradzi – nieszczęść się nabawi,

Niechaj się z Graala znaku dowie,

Że uschnie w bólach i chorobie

Ten, kto ów sekret komuś zdradzi.”


Na podstawie badań prof. Szałka dotyczących m.in. Mezopotami, można wysunąć tezę dotyczącą rzeźb odkrytych w Masywie Ślęży, że są one bardzo podobne do rzeźb z kręgu kultury Międzyrzecza i kultury Hetytów. Jaka kultura naprawdę zamieszkiwała Ślężę i okolice? Można to rozważyć na podstawie skąpego materiału dowodowego jakimi są rzeźby, ale nie tylko. Wielu naukowców skłania się do poglądu, że wędrówki ludów były czymś normalnym i to na duże odległości. Takie rzeźby jak sfinks, głowa z Wrocławia, czy też grzyb oraz fragment rzeźby granitowej, a także lwy i niedźwiedzie bardzo przypominają sztukę Hetytów oraz starożytnej Mezopotamii w szczególności Persji.

We wrześniu 2000 roku, kiedy zbierałem kolejne informacje do mojej książki, będąc na Ślęży i w jej okolicach, dowiedziałem się kilka bardzo ciekawych rzeczy od pracowników Ślężańskiego Parku Krajobrazowego. Opowiadali mi wtedy o podaniach o ogromnych podziemiach, o korytarzu prowadzącym z kościoła Św. Jakuba na szczyt Ślęży, czy też o kablach elektrycznych prowadzących studniami w głąb ziemi. Bardzo interesujące były informacje o różnych śladach wysadzania skał (m.in. na przełęczy Tąpadła), a także o Świętym Źródle pod samym szczytem, z którego wypływają małe, gumowe jakby uszczelki. Co znajduje się w środku tej góry i innych zakątkach Dolnego Śląska? Od jednego z pracowników Parku otrzymałem ciekawą mapkę wykonaną przez radiestetę w 1993 roku obrazującą ogromną podziemną fabrykę pod Ślężą.

Heinrich Schliemann (1822 - 1890) od młodzieńczych lat wierzył, iż odnajdzie Troję opierając się na eposie Homera i tak też się stało. Po latach podróży i pracy teksty Iliady i Odysei stały się dla Schliemanna zrozumiałe i doprowadziły do wielkiego odkrycia.

Wydaje mi się, że tak jak on musimy pozbyć się reguł i zasad. Te stereotypy myślenia cofają nas, boimy się myśleć inaczej niż inni, czy też boimy się wysuwać zbyt śmiałe teorie aby nie ośmieszyć się, gdyż większość myśli inaczej. Wydaje mi się, że historię człowieka należy cofnąć co najmniej o kilka milionów lat, a może i więcej. Należy wreszcie na wiele znalezisk na Ziemi popatrzeć inaczej, powiązać je z historią człowieka, z legendami, z opisami utrwalonymi w starożytnych świętych pismach.

Nauka nie powinna trzymać się reguł ustalonych wiele dziesiątków lat temu, powinna się zmieniać i przeobrażać, tak jak następują przeobrażenia cywilizacyjne. Wiele jest faktów przemawiających za poglądem, że kiedyś na Ziemi przed tysiącami lat istniała Supercywilizacja a kontakty pomiędzy państwami, narodami czy też kontynentami były czymś normalnym. 

Wiadomym jest, że szczyt Ślęży wystawał ponad lodowiec, a więc czy nie było tam wejścia do  miasta podziemnego. Niemcy zbudowali w Sudetach wiele tuneli podziemnych, ale czy przypadkiem nie rozbudowali już istniejących starych tuneli po jakiejś zapomnianej cywilizacji?  Przed czym chronili się ci ludzie? Czyżby wybudowane były z uwagi na prowadzone wojny? Czy przypadkiem nie zostały one zbudowane za czasów gwiezdnych wojen, o których wspominają starożytne teksty?


CDN.

środa, 13 listopada 2019

Ślęża – Śląski Olimp czy też Polska Atlantyda (1)




Andrzej Kotowiecki

Góra Ślęża zawsze była otoczona tajemniczością dla ludzi, nawet badania geologiczne nie dają jednoznacznej odpowiedzi skąd ta góra znalazła się w tym miejscu na rozległej równinie, z dala od innych masywów.
 Ostatnio odkryto we wschodniej partii Ślęży oraz w części Wzgórz Kunowskich obfite występowanie minerału ilmenitu - FeTiO3, z którego można uzyskiwać bardzo rzadki i drogi metal tytan. Odkryto ślady jego wydobywania i to przed wiekami!!!

W okresie największych zlodowaceń około 600 000 lat temu, szczyt Ślęży wystawał ponad 200 m ponad powierzchnię lądolodu tworząc tzw. nunatak, który był poddawany dużym wahaniom temperatury. Wahania te spowodowały popękanie skał o różnych odpornościach i powstanie bloków oraz nanosu skalnego. Po ustąpieniu lodowca góra ta została skolonizowana przez florę i faunę zachowując jednak odrębność od reszty Sudetów. Z biegiem czasu Ślęża stała się również Siedzibą Bogów, a dla ludzi Świętą Górą. Nawet klimat, tak jak wszystko na Ślęży, urąga naukowym koncepcjom. Roślinność, która jest okryta Ślęża występuje w takim połączeniu gatunków, w jakim nie powinna się tutaj pojawić.

Zgodnie z najnowszymi badaniami archeologicznymi najstarsze ślady pobytu człowieka na Ślęży sięgają młodszej epoki kamienia, czyli około 4500 do 1900 p.n.e. Powstanie ośrodka kultowego wiąże się z ludnością kultury łużyckiej czyli 1200 do 400 p.n.e. mogły wtedy powstać kamienne kręgi i rzeźby.

Za pierwszych właścicieli Ślęży i okolicznych obszarów uważa się magnatów śląskich z rodu Łabędziów, a później książąt wrocławskich. Przyjmuje się, że klasztor benedyktyński powstał na górze Ślęży około 1110 roku z późniejszym osiedleniem się tam zakonników regularnych z Arrovaise. Niektórzy przyjmują, że był to rok 1090, chociaż sprawa jest naprawdę niejasna. W każdym razie zakon augustianów nie mogąc znieść trudnych warunków atmosferycznych przeniósł się do Sobótki-Górki, a potem do Wrocławia.

Jeszcze przed X w. zbudowano na szczycie Ślęży gród obronny, który jest wymieniany w latach 1242 i w 1247 w źródłach historycznych, a jego kasztelanem był Przedbór. Obecnie, tuż za budynkiem XVIII wiecznego kościoła, znajdują się ruiny XIV wiecznego zamku zbudowanego z łamanego kamienia. Z zamku przetrwały jedynie ruiny muru obwodowego oraz pozostałości dwóch budynków zamkowych na poziomie piwnic. Nazwa Sobótka po raz pierwszy pojawia się w dokumencie papieskim w 1148 roku.
Ślęża - mapka szczytu (Wikipedia)

Od strony południowej szczytu znajduje się dobrze zachowana konstrukcja kamienna w postaci potężnego muru wykonanego bez spoiwa murarskiego, która stanowi nie rozwiązaną zagadkę po dzień dzisiejszy. Pierwsze badania archeologiczne podjęte przez uczonych niemieckich zostały rozpoczęte w 1903 roku i były prowadzone do roku 1926. Na dzień dzisiejszy przetrwał jedynie w stanie szczątkowym mur od strony południowej. Reszta uległa dewastacji dostarczając kamieni do budowy średniowiecznego zamku na szczycie Ślęży, dwóch kaplic ślężańskich, a na początku XX wieku do budowy nowego schroniska na krawędzi łąki szczytowej.

Część badaczy jest zdania, że powstanie grodu ślężańskiego na przełomie epoki brązu i żelaza oraz budowli kamiennych świadczy, że przyczyną sprawczą powstania tych budowli były zagrożenia prawdopodobnie ze strony plemion scytyjskich, które nawiedzały Europę Środkową na początku V w p.n.e. lub też innymi ludami irańskimi osiadłymi na nizinie węgierskiej. Na Ślęży i w jej okolicach znaleziono trójgraniaste scytyjskie grociki do strzał z łuku.

Wśród różnych teorii są również takie, że twórcami budowli były ludy germańskie, a także uznawana przez większość badaczy, że byli nimi Celtowie.

 Kręgiel przy drodze na Wierzycę
 Niedźwiadek na szczycie Ślęży
 Panna z Rybą i Niedźwiedź
 Panna z Rybą
 Bogowie babilońscy
 Bóg Oannes
 Enki
Oannes

Najbardziej reprezentatywnym zabytkiem tej grupy jest niewątpliwie blok granitowy przypominający kręgiel (lub np. rakietę z kapsułą na wierzchu), nazwany przez okoliczną ludność mnichem. Rzeźba ta przed ponad 30 laty została przetransportowana z pól z granicy Garncarska i Wielkiego Mianowa odległej o ok. 8 km od Ślęży  i ustawiona w Sobótce  przy drodze prowadzącej do schroniska „Pod Wieżycą”. W roku 1950  przeprowadzono badania archeologiczne wokół tej rzeźby, gdyż była ona częściowo zakopana w ziemi i nigdy nie było wiadomo jak wyglądała w całości. Po odkopaniu stwierdzono, że ma ok. 2,6 m wysokości. Okazało się również, że rzeźba ta posiada na czubku tj. spłaszczonej kuli znak ukośnego krzyża o wymiarach 20 x 19cm i podobny krzyż znajduje się również na podstawie, której średnica wynosi 0,8m , krzyż tutaj ma wymiary 32 x 31cm. Całość została wykonana na bardzo wysokim poziomie technicznym, z zachowaniem doskonałej symetrii. Aby wykonać taką rzeźbę np. bez urządzeń stalowych, trwałoby to na pewno wiele miesięcy. drugi wilkowi. Za  pomnik wilka uważano lwa znalezionego na początku XIX w. na gruntach  mieszkańca Garncarska, który nazywał się Wolf  (wilk). Zabrał on w roku 1812 tę rzeźbę z pola i postawił przed swoim domem, obecnie lew stoi przy kościele Świętej Anny w Sobótce.

Do końca II wojny światowej okoliczna ludność np. składała u stóp mnicha ofiary z żywności. Ta praktyka była prawdopodobnie pozostałością po dawnych obrzędach pogańskich. Tego typu obrzędy związane były z kultem zmarłych.

Mnich podobny jest do znajdującego się w Koninie starożytnego słupa drogowego. Przepływający przez zachodnią część Sobótki strumyk po ulewie w 1933 r. odsłonił na brzegu granitową kolumnę w formie walca o wysokości ok. 2,4 m i 0,45 m średnicy. Obecnie znajduje się na terenie Muzeum w Sobótce. Znaleziona kolumna jest prawdopodobnie półfabrykatem, gdyż posiada ślady obróbki wstępnej, dokonanej za pomocą grubych ciosów prowadzonych z góry w dół bez śladów gładzenia powierzchni. Chociaż niewykluczone, że mógł spełniać jakąś funkcję, nie posiada on znaku ukośnego krzyża. Największa grupa występuje w murach kościółka na Ślęży i zostały one znalezione w jej okolicach. Wbudowano ich również wiele w narożniki murów kościółka w Starym Zamku, gdzie tkwi również okienko bliźniacze z kolumienką zakończoną okrągłym kapitelem, mała kolumienka, a także szalka do mycia rąk lub misa chrzcielnicy.

Na szczycie Ślęży nadto znaleziono również fragment kolumny, ledwie rozpoznawalny kapitel o średnicy 0,4 m oraz wiele innych ociosanych kamieni wydobytych w czasie budowy schroniska na Ślęży.

W latach 1908 – 1910 w trakcie badań archeologicznych w pobliżu rzeźb postaci z rybą i niedźwiedzia natrafiono na kawałki obrobionych dużych bloków granitowych i płyt  oraz w kształcie półłukowych obramowań okiennych, nadproży oraz walca o średnicy 15cm i długości 22cm, tzw. kolumnę okienną. Znaleziono tutaj również cztery kawałki płyty granitowej pokrytej pismem łacińskim. Nadto tak przy źródle Świętego Jakuba, jak również obok źródła pod szczytem znajdują się dużych rozmiarów  głazy, na których można dopatrzyć się wykutych wyżłobień, które można interpretować jako cieki krwi zabijanych tutaj ofiar.

Znaki te znajdują się również na postaci z rybą (na rybie), na dwóch niedźwiedziach, na „grzybie”, na mnichu (i to dwa) oraz na ciosach kamiennych z Górek, Będkowic i Starego Zamku.

Wykute znaki ukośnego krzyża można spotkać również na skałach i głazach znajdujących się  na zboczach Ślęży. Najłatwiejsze do odnalezienia znaki są ulokowane przy drodze prowadzącej  od północy na Ślężę:

- pierwsze dwa można zobaczyć w odległości ok. 50m od miejsca, w którym łączą się  drogi prowadzące w górę od Sobótki i Strzegomian, jeden jest o wymiarach 23 x 20cm i umieszczony został na wystającym z ziemi głazie, drugi jest uszkodzony w odległości ok. 8m od pierwszego
- idąc dalej w odległości kilku metrów od połączenia drogi prowadzącej z Górki z drogą główną  można spotkać kolejny krzyż o wymiarach 34 x 31cm, jest on na płaskiej skale wystającej z ziemi
- idąc w kierunku szczytu, obok potrójnego muru na bloku skalnym widnieje ukośny krzyż o wymiarach  34 x 31cm, znajduje się w sąsiedztwie skał zwanych kamieniem Grymhildy. W pobliżu znaleziono inny kamień ze znakiem na ruchomym kamieniu, który został przeniesiony do Sobótki; znak krzyża ma wymiary 18 x 17cm
- ostatni ukośny krzyż znajduje się na południowym stoku Ślęży w połowie  drogi prowadzącej do wsi Tąpadło, znajduje się na skale zwanej kazalnicą , jego wymiary wynoszą 44 x 40 cm

CDN.