piątek, 24 października 2014

Odszedł od nas...

Drodzy Przyjaciele!

Pełni bólu zawiadamiamy wszystkich, że w dniu 21.X.2014 roku odszedł od nas LÁSZLÓ KISS mój przyjaciel, znajomy wielu ufologów.

Pozostanie na zawsze w naszych sercach i wspomnieniach!

Dr Gábor Tarcali 

USO w Szwecji? (3)

Zdjęcie miniaturowego okrętu podwodnego, który w rzeczywistości był łodzią wycieczkową po szkierach...


Znowu polowanie na okręt podwodny


Clas Svahn


Pomiędzy rokiem 1981 a 1994 dokonano 4700 obserwacji prawdopodobnych okrętów podwodnych w szwedzkich wodach terytorialnych i wewnętrznych. Kilka z nich zostało później uznane za prawdziwe okręty podwodne. Jeden z nich osiadł na mieliźnie i stał się najoczywistszym przykładem. Liczby, które mogą być przydatne dla przypomnienia tej histerii, kiedy znów powróciła sprawa polowania na okręt podwodny.


"Whisky on rocks" - radziecki okręt podwodny nr 137 na szkierach Karlskrony w październiku 1981 roku

Jest pewnym, że zagraniczny okręt podwodny znajduje się na wodach Archipelagu Sztokholmskiego. Takiej możliwości nie można wykluczyć. I należy upewnić się, że rosyjski statek TT NS Concord który nieco bezcelowo krąży u naszych brzegów, nie ma coś wspólnego z działaniami, które maja miejsce u wschodnich brzegów Szwecji.

Rosyjski tankowiec bazą dla okrętów podwodnych - kadr z jednego z filmów o agencie 007...

Ale to jest chyba przydatne, że mamy z tym duży problem, jeżeli nie zawodzi mnie intuicja.

Latem 1983 roku obserwowałem polowanie na okręt podwodny w archipelagu Töre[1].[2] Doniesienia przybywały codziennie. Ludzie obserwowali toń wodna przez peryskop znajdujący się w miejscu, gdzie woda była płytka tylko na parę metrów. Lokalne radio opisywało jak okręt podwodny został ostrzelany w jednym miejscu tak, jakby na tym akwenie odbyła się cała wojna. Kiedy tam przyjechałem, był tam martwy spokój, ani strzałów, ani helikopterów, i nikt nic nie słyszał ani widział.

Pokazano mi rybaka, który złamał śrubę swej łodzi, a która nie mogła być uszkodzona przez pływający pień drzewa. Poza tym sieci, które założono specjalnie przeciwko podwodniakom zostały przecięte – czego nigdy nie potwierdzono. W końcu dostaliśmy informację, że Obrona Wybrzeża dobrowolnie wypuściła okręt podwodny (rosyjski oczywiście) z krwiożerczą załogą – od poważnej gazety lokalnej.

Dziennikarze z dumą podpisywali specjalne karty członkowskie w SJUNK[3] – „stowarzyszeniu” utworzone przez „Aftonbladet” i „Expressen”[4], którego członkowie często uczestniczyli w polowaniach na okręty podwodne…

Badam fenomen UFO od 40 lat, zjawisko to nie jest podobne do naszych kochanych okrętów podwodnych. Co najmniej 20.000 na temat NOL-i znajduje się w archiwum UFO-Sverige[5]. Z naszego doświadczenia wynika, że zaledwie kilka procent, może więcej, jest tak interesujące iż uważamy, że mamy do czynienia z obiektami fizycznymi. Nie możemy powiedzieć, że wiemy skąd one pochodzą.

Jak dowiedziałem się dzisiaj od moich informatorów w wojsku, którzy są teraz przytłoczeni przez media żądne sensacji, że co godzinę napływa do nich 5-10 telefonów lub emaili ze zgłoszeniami obserwacji obiektów przypominających okręt podwodny. Prawdopodobieństwo, że są to rzeczywiste obserwacje tego rodzaju obiektów jest nikłe.

Właśnie poproszono mnie o to, bym sprawdził zdjęcie zrobione na Djuröbron w sobotę. Na zdjęciu tym ponoć widoczny jest okręt podwodny. Ale po telefonicznej rozmowie okazało się, że nie jest to żaden okręt podwodny, tylko łódź, którą można wynająć na wycieczki po okolicy.

Później, wieczorem, otrzymałem jeszcze jedno zdjęcie, na którym znajdował się rzekomy troll grzejący się do słońca. Ten „tajemniczy człowiek” sfotografowany w okolicach Sandön okazał się być miejscowym rybakiem. Możemy sobie przypomnieć, co wydarzyło się w 1987 roku, kiedy to helikopter i uzbrojona po zęby policja ścigała myśliwego w przekonaniu, że był to jakiś szpieg z okrętu podwodnego.

Właśnie zastanawiam się, czemu nikt nie podszedł do tego mężczyzny i po prostu nie przepytał go na tą okoliczność, a posłał jego zdjęcie do publicznych spekulacji.

Rosyjskie "midgety" i...


..."Sankt Petersburg" okręt podwodny klasy Lada

Ale właśnie w ten sposób ci ludzie pracują, i nic na to nie poradzę. Pamiętam mój raport złożony do UFO-Sverige wiele lat temu. Raport mówi o dwóch osobach, które były w lesie, w pobliżu jeziora, i naraz zobaczyły jasne światło w lesie, w pewnej odległości od brzegu, które się poruszało.

Kiedy para podeszła trochę bliżej, to zobaczyła na biało odzianą istotę, która poruszała się w jasnym świetle jakby tańczyła. Istota miała coś w rodzaju maski na twarzy i broń w każdej ręce. Para świadków nie odważyła się podejść bliżej i odeszła pośpiesznie. Na tym na razie zakończyła się ta obserwacja dla UFO-Sverige.

W wiele lat później znalazło się rozwiązanie tego incydentu, kiedy przypadkowo skontaktowałem się z pewnym uczonym z Uniwersytetu Uppsala. Konkretnie z entomologiem. Mężczyzna ten opowiadał mi, jak to zbiera ćmy w lesie. Umieszcza on białą płachtę na ziemi, a następnie zapala jasna lampę, a sam ubrany w biały strój próbuje łapać ćmy za pomocą siatki na motyle. I to było właśnie to, co widziała ta para!

Gdyby nie powrócili i nie obawiali się, że to Obcy, ta sprawa nigdy nie wyszłaby na światło dzienne.

Teraz czekamy na werdykt odnośnie zdjęcia zrobionego na zachód od Ornö, a którego lokalizacji wojsko nie podaje dokładnie[6]. No i jak zabezpieczyć źródła, które mówią o mechanizmach pozostawionych przez tajemniczy okręt podwodny.

Bez względu jaki będzie wynik tych działań, o których dowiemy się my – dziennikarze – cały czas tańczymy tak, jak nam zagrają. Nie ma powodu, by pamiętać liczny, które przytoczyłem na początku artykułu. W przeciwnym przypadku, okręty podwodne padną ofiarą własnej wiarygodności. Jeżeli jest jakakolwiek sprawa okrętów podwodnych…


Moje 3 grosze


Na tym właściwie sprawę tajemniczego U-boota na Bałtyku u szwedzkich wybrzeży można by zakończyć. Opinia ludzi tego formatu i o takim doświadczeniu, jakim jest Clas Svahn, który zęby zjadł na badaniach dziwnych incydentów, jest w tym przypadku zamykająca sprawę. Jak trzy razy „pas” w brydżowej licytacji.

Z jego opinii jasno wynika, że cała sprawa jest propagandową głupawką puszczoną akurat wtedy, kiedy mamy do czynienia z napiętą sytuacją polityczną w Europie. Szwedzi już raz doznali podobnej histerii po dniu 20.X.1981 roku, kiedy faktycznie radziecki Whiskey został przechwycony w Karlskronie. Potem przez wiele, wiele lat policja, SÄPO[7] i marynarka wojenna miała pełne ręce roboty, bo rozhisteryzowani Szwedzi – a którą to histerię cały czas podsycały i pielęgnowały media, szczególnie kolorowe tabloidy czy nawet pornoszmatławce – sic! – widzieli okręty podwodne w każdej foce czy płynącym kormoranie… Dobrze to pamiętam, bowiem Wydział Zwiadu WOP w Pomorskiej Brygadzie WOP monitorował to, co się tam wyrabiało w te lata i ze zdumieniem czytaliśmy w szwedzkiej, duńskiej i norweskiej prasie o coraz to nowych incydentach z radzieckimi okrętami podwodnymi, „midgetami” czy nawet podwodnymi traktorami vel czołgami, które jeździły po dnie Bałtyku zostawiając ślady swych gąsienic! 

Podobnie jak Clas Svahn nie podzielam histerii medialnej wokół wydarzeń w wodach Archipelagu Sztokholmskiego i jestem podobnego zdania, że jest to odgrzanie starego i ogranego tematu w sprzyjającej chwili tylko po to, by znów nabić kasę mediom.      
              

Tekst i ilustracje – „Dagens Nyheter”  z dn. 21.X.2014 r.
Przekład z j. szwedzkiego – Robert K. Leśniakiewicz ©



[1] Archipelag wysp leżących u wybrzeży Norrbotten.
[2] Autor jest dziennikarzem pracującym dla gazety „Dagens Nyheter”.
[3] W j. szwedzkim dosł.: ZATOPIONY.
[4] Obie te gazety są popularnymi tabloidami przekazującymi przede wszystkim mniej czy bardziej sprawdzone sensacje. 
[5] Jest to największa organizacja ufologiczna w Szwecji o światowej renomie.
[6] To jest zrozumiałe, jako że w pobliskim porcie Muskö znajduje się baza okrętów rozpoznania radioelektronicznego FRA, która była niejednokrotnie celem rozpracowania przez radziecki wywiad.
[7] Szwedzka tajna policja polityczna pełniąca funkcję kontrwywiadu cywilnego.

czwartek, 23 października 2014

USO w Szwecji? (2)


Polowanie na rosyjski okręt podwodny
– czy ten okręt jest uszkodzony?


Tyler Rogoway


Jak na razie nie ma dokładnych danych, ale jedno jest jasne, a mianowicie – u wybrzeży szwedzkich koło Sztokholmu, gdzie aktualnie toczy się operacja kontrwywiadowcza i wielkie poszukiwania w którym udział biorą od niewielkich jednostek rzecznych do korwet klasy Visby, samoloty i 200 żołnierzy. Wszyscy interesują się tym, co jest pod wodą – być może rosyjski okręt podwodny jest w opałach.

Szwedzcy oficjele twierdzą, że ta operacja jest odpowiedzią na „obcą aktywność podwodną”. Tymczasem, jak się powiada, wszystko to za sprawą obserwacji obcego obiektu pływającego na wodach archipelagu u szwedzkich wybrzeży w piątek, 17.X. Mniej więcej w tym samym czasie, jak twierdzą źródła, Szwedzi przechwycili rosyjski radiowy przekaz na kanale zarezerwowanym do wzywania pomocy. Później znowu przechwycono przekaz radiowy, który rozszyfrowano. Jednakże szwedzkie ośrodki wywiadowcze doszły do wniosku, że była to odpowiedź  z drugiej strony, z rejonu Kaliningradu, z bazy rosyjskiej Floty Bałtyckiej.

Rosjanie mają okręty podwodne klasy Kilo o napędzie elektryczno-dieslowskim, które są zaprojektowane do działania na płyciznach Morza Bałtyckiego. […]

Przebieg wydarzeń:  Czwartek, 16.X - wychwycono sygnał radiowy na rosyjskim kanale alarmowym. Piątek, 17.X - 1. Około południa zaobserwowano okręt podwodny w fiordzie Kanholm. Na miejsce w ciągu 2 godzin przybył szwedzki okręt. 2. Około godziny 22, przejęto zaszyfrowany radiosygnał pomiędzy fiordem Kanholm a bazą rosyjskiej floty w Kaliningradzie.  

Sobota, 18.X - 3. Trwa operacja z udziałem poławiacza min, korwety i okrętu podwodnego uczestniczącego w poszukiwaniach. Niedziela, 19.X - 4. Intensywne poszukiwania trwające cały dzień, do akcji włączają sie helikoptery ZOP. 5. Rosyjski okręt rtatowniczy, wyspecjalizowany m.in. w poszukiwaniach podwodnych Profesor Łogaczew wychodzi z St. Petersburga. 
W kapsydzie - należący do Rosji tankowiec NS Concord od kilku dni krąży na otwartym morzu. Być moze jest on bazą dla miniaturowych okrętów podwodnych, albo zaopatruje je w paliwo.   

Drugą częścią tych wszystkich dziwnych wydarzeń na Morzu Bałtyckim są dziwne manewry rosyjskiego tankowca pływającego pod flagą Liberii. Tankowiec ten zaczął krążyć w tym samym czasie u wybrzeży Szwecji, nieopodal miejsca, gdzie się to wszystko działo. Potem, pod koniec weekendu dodał pary i odpłynął na wschód. Jak dotąd przypuszcza się, że ma on związek z tajną operacją rosyjskiego okrętu podwodnego w Archipelagu Sztokholmskim.

Miniaturowe okręty podwodne, które są mniejsze niż normalne torpedowe okręty podwodne z napędem dieslowsko-elektrycznym, mogą być podrzucane do celu ataku na wiele sposobów. Mogą być one transportowane, wypuszczane i przyjmowane na pokład przez duże statki/okręty nawodne.  Są one idealną platformą do krótkodystansowych misji szpiegowskich takich jak wysadzanie/przejmowanie GDR[1] lub zakładanie instalacji podsłuchowych na ważnych akwenach. Rosja jest szczególnie zainteresowana takim rodzajem działań zwiadowczych i zaplanowała oraz wyprodukowała wiele takich urządzeń w ostatnich latach.

To wszystko dzieje się w czasie, kiedy sytuacja w basenie Morza Bałtyckiego stała się napięta w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Rosyjskie myśliwce i myśliwce szturmowe były przechwytywane przez samoloty NATO, w czasie naruszania przez nie granic krajów paktu. Właśnie parę tygodni temu należący do FRA samolot Gulfstream patrolował międzynarodową przestrzeń powietrzną, kiedy rosyjski SU-27 zbliżył się doń na odległość rzutu beretem, co zaowocowało serią zdjęć i przerażeniem załogi.

Szwedzki minister obrony – Peter Hultqvist – opisał szybko eskalującą się sytuację pomiędzy Rosją a jej sąsiadami w ostatnim wywiadzie dla „The Guardian”:
To, co się dzieje na Morzu Bałtyckim, włączając naruszenia przestrzeni powietrznej, pokazuje jak szybko zmienia się sytuacja. Rosja poczyniła nienormalne wydatki na zbrojenia… co teraz podwyższa napięcie, oni teraz ćwiczą więcej i coraz bardziej naruszają nasze poczucie bezpieczeństwa.

Rosyjski okręt podwodny wpłynął niesłyszalnie na nasze wody terytorialne – chodzi o słynny incydent „Whisky on the Rocks”[2] z 1981 roku, kiedy to radziecki geriatryczny torpedowy okręt podwodny klasy Whiskey pływał w szwedzkich wodach. Był to międzynarodowy incydent, który przypomniał Kubański Kryzys Rakietowy, chociaż nie był on tak groźny i nie w takiej skali.

Rosyjska Bałtycka Flota dysponuje bardzo użytecznymi okrętami podwodnymi klasy Kilo o napędzie dieslowsko-elektrycznym, które są bardzo dobre w warunkach płytkich mórz, a także jednym nowoczesnym okrętem klasy Lada. Jest jedynym okrętem tego typu i najbardziej nowoczesnym dieslowskim okrętem podwodnym w całej flocie rosyjskiej Sankt Petersburg posiada system AIP – napędu niezależnego od powietrza atmosferycznego, co pozwala mu pozostawać pod woda o wiele dłużej, niż tradycyjnemu okrętowi podwodnemu z napędem dieslowsko-elektrycznym, i co więcej jest on uważany za najcichszy okręt w całej rosyjskiej flocie. Okręt ten został całkowicie wyposażony i włączony do floty w tym roku.

Ta sytuacja będzie bardzo interesująco się rozgrywała. Rozważając, jak będzie wyglądała sytuacja w Rosji, i jak będzie na nią reagował prezydent Putin, jeżeli ten okręt podwodny zostanie przechwycony na szwedzkich wodach terytorialnych, co może pogłębić szczelinę narastająca pomiędzy Europą a Rosją.

Będziemy śledzić rozwój tej sytuacji.   

          
Źródła: 
"Svenska Dagbladet" z 20.X.2014 r.
Przekład z j. angielskiego i szwedzkiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN. 




[1] GDR – Grupa Dywersyjno Rozpoznawcza.
[2] Gra słów z whisky and rocks – whisky z lodem.  W tym przypadku chodzi o okręt podwodny klasy Whisky, który wpłynął na skały koło portu w Karlskronie, w dniu 20.X.1981 roku.

środa, 22 października 2014

Czarnomorski wąż morski istnieje!

Wąż morski sfotografowany w USA


Michaił Taranow


Dawne legendy i mity starożytnych Greków mówią o tym, że w Morzu Czarnym żyje straszliwy wąż morski. Europejczycy dowiedzieli się o tym, że morze to jest zamieszkałe przez straszliwe morskie potwory z tureckich kronik. W XVI wieku kapitanowie okrętów wojennych i statków handlowych, przemierzający morskie odmęty pomiędzy Istambułem a Azowem opowiadali ze strachem o czarnomorskich gadach, które napadały na mniejsze jednostki. Po tym, jak wojska rosyjskie wkroczyły na Krym i zbudowały swoje własne okręty, z tymi UMA[1] przyszło się spotykać także rosyjskim oficerom marynarki, którzy służyli pod dowództwem admirała Fiedora Uszakowa.

Potwór z Loch Ness z powietrza



Czarnomorskie UMA


Z początkiem XX wieku spotkania z morskimi stworami nie były traktowane jako coś niezwykłego. I tak np. w wydanym w 1916 roku opracowaniu pt. „Czarnomorskie wybrzeże Kaukazu”, opisano jako coś naturalnego wielokrotne relacje o pojawieniu się gigantycznego gada w ujściu rzeki Szache w dzisiejszym Kraju Krasnodarskim. W latach 20. ubiegłego stulecia na czarnomorskim wybrzeżu Krymu ponad dwudziestu ludzi widziało gigantycznego węża morskiego, który mógł zupełnie bez problemów rozprawić się z delfinem. Ale nie wiedzieć czemu nie zainteresowali się tym bliżej.

Wsiewołod Iwanow spotkał się z tym gadem w maju 1952 roku:

Wyjechałem z Koktebiela do Karadagu, a konkretnie do Krwawnikowej Zatoki (Sierdolikowaja Buchta), by poszukać nowych kamyków do kolekcji – pisze on. – I naraz, na środku zatoki, jakieś 50 metrów od brzegu ujrzałem wielki, okrągły „kamień” o średnicy co najmniej 10-12 metrów, porosły brązowymi wodorostami. I naraz stwierdziłem, że ten „kamień” przechyla się w prawo! Znaczy się musiał to być ogromny kłąb wodorostów. Paląc fajkę zacząłem obserwować ten kłąb. Zaczął on tracić okrągłą formę i wydłużać się. A potem… A potem kłąb się rozwinął i wyciągnął. Zaczął poruszać się w kierunku lewego brzegu zatoki. Potwór był wielki, bardzo wielki – miał co najmniej 25-30 metrów długości. Naraz to stworzenie uniosło łeb nad wodą. Miała ona rozmiary na rozciągnięcie rąk i podobna była do wężowej!










Różne warianty wyglądu Nessie


UMA w rejonie Kara-Dag


W maju 1961 roku potwora ujrzało trzech mieszczuchów: rybak M. Kondratiew, dyrektor sanatorium Krimskoje Primorie A. Możajskij i główny buchalter sanatorium W. Wostokow. Wczesnym rankiem wypłynęli oni kutrem w morze na ryby. Odbili od przystani Stacji Biologicznej w Kara Dag[2], popłynęli w kierunku Złotych Wrót. W odległości jakichś 300 metrów od brzegu, rybacy zauważyli jakąś dziwną plamę pod wodą i zdecydowali się popłynąć w tamtą stronę. Kiedy do celu zostało im 50 metrów, z przerażeniem zauważyli na głębokości 3 metrów wielka głowę węża morskiego o wielkości około metra.

Jej górna część porosła krótkim włosem w kształcie grzywy, zaś tułów węża porastały duże, rogowe łuski. W górnej części głowy widoczne były małe oczy, których spojrzenie przyprawiło rybaków o panikę.

Pierwszym otrząsnął się z niej Kondratiew. On zawrócił kuter i popłynął nim z powrotem, w kierunku przystani. Potwór przez kilka minut gonił kuter, ale kiedy do brzegu pozostało około 100 metrów, zawrócił i odpłynął w kierunku otwartego morza. Kuter wrył się z rozpędem w piaszczystą plażę, a rybacy z okrzykami przerażenia pognali w stronę stacji.

Przez 15 lat mieszkanka Krymu – T. N. Zilberman nie opowiadała o tym, jak to zaobserwowała w morzu nieznane stworzenie w sierpniu 1988 roku. Pewnego dnia Tamara Nikołajewa poszła nad morze pooddychać świeżym powietrzem. Dzień był pochmurny, słońce ukrywało się za woalem obłoków. Kobieta przysiadła na betonowym falochronie. Brzeg był pusty.

Naraz z wody, w odległości około 400 metrów od brzegu, ukazała się ciemna sylwetka stojącej pionowo szyi z głową podobną do wężowej, której rozmiary były podobne do owcy – opowiada Tamara Nikołajewa. – Szyja była płaska jak u konia czy żyrafy, nieco zwężona ku górze i była długa na metr. Kolor stworzenia był szaro-czarny z zielonkawym odcieniem. Włosy stanęły mi dęba ze strachu.

18 sierpnia 1990 roku, moskiewskiemu malarzowi A. Kudriawcewowi udało się także zaobserwować UMA. Wybrał się on na nocne wędkowanie koło przystani we wsi Płanierskoje. Naraz poczuł na sobie czyjś wzrok od którego poczuł, jak krew zastyga mu w żyłach. Spojrzał na morze i ujrzał nad wodą, na wysokości dwóch metrów, dwoje świecących się oczu. Przez kilka minut patrzył w nie, a potem skoczył na równe nogi i z przerażeniem odbiegł od brzegu.

12 sierpnia 1992 roku, W. Bielskij - robotnik z Teodozji postanowił pooddychać świeżym powietrzem i wykąpać się w zatoczce na wschodniej stronie przylądka Kiik-Atłam. Nie zdążył nawet odpłynąć daleko od brzegu, kiedy ujrzał w odległości jakichś 30 metrów od siebie ogromną głowę straszliwego potwora, który zmierzał w jego stronę. Przerażony Bielskij zawrócił do brzegu. Kiedy wyskoczył na brzeg, to się obejrzał i zobaczył kilka kroków od niego głowę ogromnego gada, z którego siwej grzywy ściekała woda. Oczy UMA były niewielkie, czerwone, a ciało pokrywały rogowe płytki koloru ciemnoszarego.



Czy potwór z Morza Czarnego jest mezozoicznym gadem, który przetrwał dwa Wielkie Wymierania? 


Car wydał rozkaz…


Takich spotkań z czarnomorskimi UMA było wiele. I niestety, jak dotąd nikomu nie udało się znaleźć materialnego potwierdzenia istnienia tych potworów. Chociaż, nie… W połowie lat 90. ubiegłego stulecia zdarzały się napady na czarnomorskie delfiny stały się przyczyną paniki na południowym wybrzeżu Krymu. Dyrektor już tu wspomnianego Karadagskiej Stacji Oceanologicznej Pietr Siemieńkow opowiedział korespondentowi jednej z krymskich gazet o znalezisku odkrytym w sieciach, które znaleźli rybacy w dniu 7 grudnia 1990 roku.

Sieć postawiona do odłowu czarnomorskich rai (płaszczek) została porwana w kilku miejscach. Kiedy ją podnieśli, to znaleziono w niej delfina afalina o długości 230 cm, którego ogon był zaplatany w sieci, ale brzuch wygryziony jednym kłapnięciem szczęk. Szerokość śladu po ugryzieniu wynosiła jeden metr. Na jego skraju widoczne były na skórze ślady zębów tajemniczego drapieżnika. Średnica zęba wynosiła 40 mm, a ich rozstaw wynosił 15-20 cm. Wszystkiego znaleziono 16 śladów po zębach. Brzuch delfina był wygryziony wraz z żebrami i widać było jego kręgosłup…

Wiosną 1991 roku rybacy w tym samym miejscu znaleźli tak samo pokaleczonego delfina. Był to czarnomorski delfin azowka o długości półtora metra. Według specjalistów, żaden z drapieżnych mieszkańców Morza Czarnego nie mógł spowodować tak straszliwych ran…

A czy były próby naukowych poszukiwań tajemniczego mieszkańca głębin Morza Czarnego? Okazuje się, że były! Dziwne stworzenia straszące rybaków zainteresowały rosyjskiego imperatora, i Mikołaj I rozkazał, by mu donoszono o wszelkich dziwnych wydarzeniach na terytorium Imperium. Kiedy usłyszał o kolejnym przypadku pojawienia się czarnomorskiego potwora, władca oświadczył: Czy nie byłaby najwyższa pora panowie uczeni wyjaśnić naturę tego stworzenia? Czy ono w ogóle istnieje?

Na Krym wyjechała ekspedycja, a że potwora najczęściej widziano w rejonie Kara Dagu, to jej prace zaczęły się właśnie tam. W jej rezultacie znaleziono ogromne jajo, które ważyło 12 kilogramów! Rozbito je i ujrzano głowę z grzebieniem, która najwidoczniej należała do zarodka „smoka”. Niedaleko od jaja znaleziono szkielet gigantycznego ogona z pancerną strukturą. Czy ten morski UMA mógł zrzucać skórę jak węże i jaszczurki?

video


Co na to nauka?


Istnienie tego „smoka” nie spowodowało żadnych konsekwencji. Ale zaczęła się wojna z Anglią i Francją.[3] Rozpoczęła się heroiczna obrona Sewastopola. Oczywiście nie było czasu na poszukiwania czarnomorskich UMA. Jednak mimo szalejącej zawieruchy wojennej, obydwa znaleziska trafiły w końcu do Chersonia, gdzie według niektórych świadectw i relacji, znajdują się do dziś dnia w miejscowym muzeum. A co sądzą współcześni uczeni na temat istnienia w Morzu Czarnym legendarnego potwora? Na to pytanie odpowiada biolog morski W. Sierdiukow:

Dosłownie każdy rok przynosi nam nowe odkrycia. Jest ich więcej w oceanie, niż na lądzie. Problem polega na tym, że nasze statki pływają po określonych trasach i wystarczy tylko nieco zejść z kursu, by zaczęły się niespodzianki. Wiele dzienników okrętowych zawiera zapisy o spotkaniach z jakimiś niezwykłymi stworzeniami… I nie ma się czemu dziwić, jak dochodzimy do wniosku, że we Wszechoceanie mieszkają stworzenia o nieznanej nam biologii. Rzecz w tym, że poniżej 100 metrów głębokości zaczyna się strefa skażona siarkowodorem i metanem. Według niektórych poglądów, strefa ta stanowi zonę w której przebiegają zmiany genetyczne i mutacje, które powodują pojawienie się takich stworów, które potrafią doprowadzić nas do ciężkiego zdumienia.

Jakie z tego wynikają wnioski? Miejscowi mieszkańcy wcale nie przeczą istnieniu dziwnych UMA w wodach Morza Czarnego. Uczeni i specjaliści od kryptozoologii wyrażają się bardzo ostrożnie na temat tego fenomenu. A tymczasem gdzieś tam w głębinach magazynów chersońskiego muzeum znajduje się materialny dowód na istnienie czarnomorskiej kryptydy – jajo o wadze 12 kilogramów i szkielet gigantycznego ogona.




Morskie gady Mezozoiku: Ichtiosaury, Mozazaury czy...

...super-rekin Megalodon?


Moje 3 grosze


Ten artykuł powstał pięć lat temu. Jeszcze wtedy sprawa istnienia wodnych UMA w Morzu Czarnym została nagłośniona i pojawiło się kilka hipotez, co do natury pływającego w nim potwora. A ja zastanawiam się, czy nie mamy tutaj do czynienia nie tyle z wielkim mezozoicznym gadem, ale z kenozoicznym rekinem-gigantem – megalodonem? To akurat by pasowało do ostatnich wydarzeń związanych ze znalezieniem zmasakrowanych zwłok czarnomorskich delfinów.

Jest jednak zasadnicza obiekcja, co do hipotezy megalodona w Morzu Czarnym, a mianowicie: megalodon jest ogromną rybą bytująca na dużych głębokościach, poniżej 2000 m. Problem z nią polega na tym, że w Morzu Czarnym, na głębokości poniżej 200 m znajduje się azoiczna warstwa wody skażonej siarkowodorem. Żadna ryba, choćby nie wiem jak wielka, nie przeżyje tam dłużej niż kilka minut… Tym niemniej, gdyby hipotetyczny megalodon trzymał się blisko powierzchni morza, mógłby polować na delfiny i ludzi także.

Poza tym musiałby on przepłynąć z Atlantyku przez całe Morze Śródziemne, Morze Marmara i Dardanele niespostrzeżony, a coś takiego byłoby chyba niemożliwe, bo zawsze ktoś musiałby go dostrzec – szczególnie na odcinku pomiędzy  Kretą a Dardanelami, gdzie znajdują się archipelagi wysp i wąskie przesmyki. Być może jakiś megalodon odwiedził ten kąt Wszechoceanu i stwierdziwszy, że nie ma tam dla niego pożywienia, po prostu powrócił do Atlantyku…       


Źródło: „NLO” nr 34/2009
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©
Zdjęcia - Internet  




[1] Nieznane Tajemnicze Zwierzę – z ang. Unknown Mysterious Animal – przyp. tłum.
[2] W Zatoce Lisiej – przyp. tłum.
[3] Wojna Krymska w latach 1853-1856.

wtorek, 21 października 2014

USO w Szwecji? (1)

Zdjęcia rzekomo przedstawiające rosyjski okręt podwodny 

Szwedzi polują na uszkodzony rosyjski okręt podwodny


Rosyjskie wezwanie o pomoc sprowokowało Szwedów do „polowania na obcą aktywność podwodną” w sztokholmskim archipelagu – raportuje „Svenska Dagbladet” (SvD)

Szwedzki wywiad radiowy (FRA) po raz pierwszy usłyszał wołanie o pomoc w czwartek (16.X.2014 r.) wieczorem. 14 godzin później, około piątkowego południa, zauważono obcy okręt u wysp sztokholmskiego archipelagu.

Szwedzi przechwycili dalszą wymianę sygnałów radiowych już po rozpoczęciu operacji militarnej na wodach koło Sztokholmu, kiedy zakodowane wiadomości były przesyłane pomiędzy nadajnikiem gdzieś w sztokholmskim archipelagu, a rosyjską enklawą w Kaliningradzie – podała SvD. Szwedzcy wojskowi ani nie potwierdzili, ani nie zaprzeczyli tym rewelacjom.

Podwodny pojazd w niebezpieczeństwie może mieć problemy z manewrowaniem, co może wyjaśnić to, że znajdował się na powierzchni. Uszkodzony okręt podwodny może potrzebować pomocy z okrętu wsparcia – twierdzi SvD – dodając, że rosyjski tankowiec TT NS Concord został zaobserwowany jak krążył na międzynarodowych wodach w okolicach Sztokholmu.
- Wiemy o tym tankowcu i mamy oko na niego – SvD cytuje jedno ze swych źródeł.


TT NS Concord i jego dziwny rejs po Północnym Bałtyku

Szwedzcy wojskowi rozmieścili w piątek (17.X) samoloty i okręty na sztokholmskim archipelagu w odpowiedzi na to, co opisano jako „obcą aktywność podwodną”. Operacja trwała całą noc i była kontynuowana w sobotę.
- Będzie to kontynuowane tak długo, jak będzie potrzeba – tak rzecznik prasowy szwedzkiego wojska Jesper Tengroth powiedział szwedzkiej agencji prasowej TT w sobotę (18.X). I dodał – Aktualnie usiłujemy zweryfikować informacje, które otrzymaliśmy wczoraj, które według naszego rozeznania pochodzą z wiarygodnych źródeł i sprawdzić, czy mają one sens czy nie.
Kiedy zapytano go, czy były jeszcze jakieś inne obserwacje w czasie nocy – Tengroth odpowiedział – Nic o tym nie wiem. I dodał, że skala tej operacji pozostała niezmieniona.

Minister obrony Peter Hultqvist powiedział, że otrzymuje regularne meldunki od sił zbrojnych, które informują go o tym, że operacja w którą zaangażowanych jest 200 żołnierzy jest „konieczna i dobrze zorganizowana”.
- Polegam całkowicie na ich zdaniu – agencja TT cytowała go w piątek.

W swoim oświadczeniu na stronie imnternetowych Szwedzkich Sił Zbrojnych oświadczają one, że „wiarygodne źródła” przekazały informację, że na tym akwenie ma miejsce operacja kontrwywiadowcza. [...]



Szwedzkie okręty ZOP w akcji

Tengroth powiedział, że nie może przekazać więcej informacji o naturze tego zagrożenia. Zapytany, jaki kraj jest za nie odpowiedzialny, Tengroth odpowiedział, że nie będzie tego komentował.

SvD donosi, że obcy obiekt zaobserwowano koło wyspy na Kanholmsfjärden – zatoczce zlokalizowanej w odległości 30 mi/50 km od centrum miasta.  Świadek, od którego obserwacji zaczęła się cała operacja – Robert Eriksson powiedział, że właśnie znajdował się w swej łodzi rybackiej nieopodal wyspy Skarpö, o ok. g. 16:00.
- Straż Przybrzeżna przyleciała nad zatokę samolotem i przez długi czas latali nad nią robiąc kółka – powiedział on agencji TT. Wkrótce pojawiła się Flota. To był duży okręt ZOP, który stanął dalej na południe od fiordu Kanholm – powiedział on.

Stefan Ring – ekspert ds. militarnej strategii w Szwedzkiej Akademii Obrony Narodowej powiedział, że ważnym  było wysłanie sygnału, że nie pozostaniemy na to obojętni.

Poza tym Ring powiedział, że jak na razie nie jest w stanie połączyć tego incydentu z Rosją i może powiedzieć coś więcej po przeprowadzeniu głębokich analiz. W ostatnie miesiące Szwedzi widzieli nad Bałtykiem manewry rosyjskich sił powietrznych – wliczając w to incydent z września br., kiedy to dwa szturmowe SU-24 weszły w szwedzką przestrzeń powietrzną, a co minister spraw zagranicznych Carl Bildt nazwał „najpoważniejszym naruszeniem naszej przestrzeni powietrznej przez Rosjan” w ciągu dekady. Szwecja złożyła formalny protest w tej sprawie.
– Jak oświadczył rząd, sprawy wyszły już  poza Morze Bałtyckie – powiedział Wikström w piątek.

Obecność rosyjskich okrętów podwodnych na wodach szwedzkich stało się wielkim problemem w czasie Zimnej Wojny. Najsłynniejszym z tych incydentów było przechwycenie okrętu o numerze taktycznym 137, który wpadł na mieliznę nieopodal tajnej trasy wyjścia szwedzkich okrętów podwodnych w Blekinge (dokładniej w Karlskronie – przyp. tłum.) na południu Szwecji w 1981 roku, co wywołało duży kryzys dyplomatyczny.


Źródła:
„Svenska Dagbladet”, 18.X.2014 r.

Przekład z j. angielskiego i szwedzkiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN.