czwartek, 21 sierpnia 2014

Czy bóg Bep Kororoti przybył z Kosmosu?

Członkowie plemienia Kayapo - trzeci od prawej w dolnym rzędzie - wódz plemienia


Natalia Trubinowskaja


Nie ma żadnego mostu przez Amazonkę. Tylko w 2010 roku został zbudowany most przez jeden z jej dopływów – Rio Negro. Łączy on post Manaus z miastem Iranduba, a jego długość wynosi 3,6 km.

W górze Amazonki zamieszkuje nieliczne plemię Indian Kayapo. Dziwne rytuały i obrzędy plemienia przypominają: kiedyś tam w tych miejscach przebywali zagadkowi bogowie z kosmosu ze śmiercionośna bronią w rękach…


Nauczyciel z niebios


Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, Erich von Däniken  - znany ideolog teorii paleokontaktów – wiele podróżował po świecie. Poszukiwał on dowodów na to, że naszą planetę w odległym czasie odwiedzali przedstawiciele wysoko rozwiniętych cywilizacji kosmicznych. I znalazł ich mnóstwo – przy czym nie tylko materialnych, ale i ustnych, ukrytych w mitach różnych narodów.

Von Däniken był także w Ameryce Południowej, gdzie wybrał się w długa podróż w górę Amazonki. Przebywał także u nielicznego plemienia Indian Kayapo. W plemieniu tym istnieje ważne święto poświęcone bogu Bep-Kororoti – niebiańskiemu nauczycielowi Indian.

Badacz zaczął dowiadywać się poprzez swego przewodnika szczegółów o Bep-Kororoti i usłyszał zadziwiające rzeczy. A oto, co opowiadali Indianie o swym bogu:
Pewnego razu w górach Poukato-Ti rozległ się straszliwy grzmot, a potem stamtąd przybył tajemniczy Bep-Kororoti. Ubrany był bardzo dziwnie w strój pokrywający jego całe ciało od stóp aż do głowy. W swej ręce trzymał on „kop” – dziwną broń rażącą piorunami. Wszyscy mieszkańcy wioski w przerażeniu skryli się w lesie.
Jednak po pewnym czasie mężczyźni z plemienia zebrali się i powrócili do wioski. Oni postanowili chronić kobiety i dzieci i przegonić dziwnego cudaka z wioski. Jednakże ich oszczepy i strzały łamały się w kontakcie z ubraniem tajemniczego nieznajomego.
Wtedy Bep-Kororoti skierował swoją broń na drzewo i kamień i zniszczył je bez śladu. Po takiej demonstracji siły Indianie zrozumieli, że oni nie są w stanie niczego mu zrobić i zawarli pokój z dziwną istotą. Plemię obwołało Bep-Kororotiego swym władcą. Tym bardziej, że wkrótce się okazało iż nowy wódz jest mądry i sprawiedliwy.

Bep-Kororoti nauczył ludzi budować domy, leczyć się, pokazał nowe sposoby polowania – i rychło ludzie zaczęli uznawać w nim boga – silnego o wszechmocnego.

Także on zbudował specjalny dom-szkołę, w której uczył dzieci. Takie właśnie szkoły są do dziś dniach także w sąsiadujących plemionach – tam dorośli uczą dzieci łowiectwa i wiele innych rzeczy.

Ciekawe, że zgodnie z mitami Indian, jeżeli dzieci nie chciały się uczyć, to Bep-Kororoti przestawał ich słuchać. On posiadał możliwość wywoływania u ludzi paraliżu i mógł odbierać im ich wolę.

Wódz także potrafił zabijać zwierzęta, nie raniąc ich, ale sam mięsa nigdy nie jadał i oddawał całą zdobycz Kayapom.


Bep-Kororoti i jego dziwny ubiór


Latający dom


W Bep-Kororotim zakochała się wkrótce najpiękniejsza dziewczyna z plemienia i oni się w końcu pobrali. Urodziło się im wielu chłopców i jedna dziewczynka – Nio-Pouti. Dzieci boga odróżniały się od reszty dzieci z plemienia swą mądrością i urodą. Potem oni wiązali się z innymi członkami plemienia Kayapo i całe plemię stało się lepszym, niż było.

Ale pewnego nieszczęśliwego dla plemienia dnia, Bep-Kororoti postanowił opuścić wieś. Wziął swoją dziwną broń „kop”, wyrąbał sobie nią przecinkę w lesie i udał się w góry. Tubylcy poszli za nim i ujrzeli, jak bóg wszedł do ogromnego domu, jak zapłonął ogniem, rozległ się straszliwy huk, a dom uniósł się i poleciał do nieba.

Skutki tego ognia były straszne. Wszystkie drzewa dookoła wypaliło żywym ogniem, a wszystkie zwierzęta uciekły w inne miejsca. Plemię zaczęło głodować.

Wtedy to córka Bep-Kororotiego - Nio-Pouti powiedziała swemu mężowi, że wie w jaki sposób znaleźć żywność dla całej wsi. Oni poszli w góry, gdzie długo szukali pewnego szczególnego drzewa. Kiedy je znaleźli, dziewczyna weszła do niego i naraz, ponownie rozległ się wybuch, a Nio-Pouti poleciała wraz z drzewem w niebo.

A potem drzewo powróciło na swe miejsce, a z niego wyszli Nio-Pouti i Bep-Kororoti. Oni przynieśli ze sobą kosze, w których było smaczne jedzenie, poczym Bep-Kororoti wsiadł w cudowne drzewo i odleciał, a Nio-Puti z mężem powrócili do wioski niosąc ze sobą niewidziane nigdy jedzenie. Poza tym Nio-Pouti przyniosła ze sobą nasiona wielu roślin i opowiedziała, jak je posadzić i uprawiać. I tak u Indian pojawiło się wiele nowych roślin – w tym także kłącza manioku – które do dziś dnia są kluczowym elementem wyżywienia w Brazylii.
[Wikipedia podaje nader ciekawą informację na temat pochodzenia i zastosowania tej rośliny, a mianowicie:
Główne rejony uprawy: Brazylia, Boliwia, Paragwaj, Meksyk, Madagaskar, Indie, Malezja, Nowa Gwinea, Wyspy Samoa oraz cała Afryka na południe od Sahary. Najważniejsza i najpospolitsza roślina uprawna tropikalnej Ameryki, Afryki i Azji, stanowiąca pożywienie 2/3 ludności tych obszarów. JEJ UPRAWĘ ZACZĘLI 3000 LAT P.N.E. INDIANIE BRAZYLIJSCY. W XVI wieku trafił do Afryki, później do Indonezji. Stał się odpowiednikiem ziemniaka w strefie klimatu umiarkowanego.
A zatem wynikałoby z tego, że opisane tu wydarzenia miały miejsce ok. 5000 lat temu – uwaga tłum.]


Skafander z łyka


Bep-Kororoti znikł, ale jego obraz przetrwał w rytuałach Indian Kayapo. Kiedy ma miejsce święto ich niebiańskiego nauczyciela, Indianie przygotowują kostium „kosmicznego przybysza”. Oni zdzierają z drzewa szerokie pasma łyka i robią z niego dziwny ubiór. Zakrywa on całkowicie twarz i nie ma w nim otworów dla oczu, ust i nosa. To właśnie tak – wedle Indian – wyglądał ich niebiański nauczyciel. Właśnie w te święta Indianie wkładają takie kostiumy, biorą w ręce pałkę symbolizującą jego broń „kop” i zaczynają rytualne tańce.

Kiedy Däniken zobaczył te pląsy i dziwne rytualne ubiory Indian, to przeżył szok – przecież ten kostium przede wszystkim przypominał skafander!

Być może, że kiedyś przebywał na tym terenie zagadkowy przedstawiciel wysoko rozwiniętej cywilizacji, który pozostawił wyraźny ślad w życiu Indian Kayapo.

Von Däniken opisał to i inne dziwne rytuały indiańskie w swoich książkach i pokazał w dokumentalnym filmie. Po tym wielu ludzi zaczęło się interesować tematem antropologicznych rytuałów w wielu kątach Ziemi. I wielu z nich znalazło ślady przebywania tam bogów w Przeszłości.

W 1980 roku, niemiecki badacz Wolfgang Siebenchar wyjechał do Polinezji. Przeżył szok, kiedy zobaczył u tamtejszych krajowców uplecione ze słomy kostiumy do rytualnych tańców, które były zwieńczone kołpakami bardzo podobnymi do hełmów. Ubiór ten był bardzo podobny do stroju boga Bep-Kororoti Indian Kayapo. Poza tym Polinezyjczycy imitowali dokładnie taki sam dźwięk, jaki miała gromowa broń ich bóstwa o imieniu Maui. Maui potrafił robić wiele dziwnych i zagadkowych rzeczy, podarował ludziom ogień i nauczył ich wszystkiego, co oni potrafili.

Ta zbieżność strojów i mitologii narodów mieszkających o tysiące kilometrów jeden od drugiego może dowodzić, że Maui i Bep-Kororoti to jedno i to samo bóstwo, które było w stanie poruszać się na niebie i nauczać tubylców wszystkiego, co było im niezbędne do przeżycia…

Przedziwne elementy strojów Indian przypominają paraboloidalne talerze anten radiowych...


Postscriptum


Ciekawe jest to, że w czasie pisania tego artykułu, zupełnie przypadkowo natknęłam się na zdjęcia mało co zbadanego plemienia Indian Vauiya/Vauija – mieszkających niedaleko od Kayapów – proszę zwróć Czytelniku uwagę, jakie dziwne stroje mają członkowie tego plemienia – są to bardzo dokładnie uplecione słomiane dyski! I jak dotąd, to żaden entuzjasta paleokontaktów nie postawił sobie pytania, dlaczego ci Indianie wyplatają takie zagadkowe figury i co właściwie mają one symbolizować…?    
[To akurat przypomina mi dość dokładnie… grupę anten radioteleskopów czy stację łączności satelitarnej z paraboloidalnymi czaszami anten radiowych… Osobiście stawiam na to drugie, bowiem znajdujemy się w strefie przyrównikowej, a zatem tam, gdzie w dalekiej Przeszłości Ziemię obiegały sztuczne satelity i stacje kosmiczne zakotwiczone na orbitach geostacjonarnych… - uwaga tłum.]


Moje 3 grosze


Oczywiście Erich von Däniken i stronnicy teorii Paleokontaktu będą mieli argument za tym, że kiedyś Ziemia była odwiedzona przez Kosmitów, którzy wywarli ważki wpływ na ich życie. A jednak mogę im powiedzieć – Panie, Panowie, z całym szacunkiem dla Was: non sequitur! – nie wynika! – istnieją bowiem przesłanki przemawiające za tym, że było inaczej i nie mamy do czynienia z Kosmitami, ale z… ludźmi. Z istotami ludzkimi, które kiedyś zamieszkiwały Ziemię i z niej się wyniosły. Mówią o tym legendy i mity Dogonów i innych ludów afrykańskich. A zatem możemy przypuścić, że mamy tutaj do czynienia z… powrotem z gwiazd!

W tym ujęciu, Bep-Kororoti był po prostu astronautą, który powrócił na Ziemię po podróży kosmicznej z ziemskiej kolonii gdzieś w Kosmosie – np. na Syriuszu C – czyli Emme-ya-tolo – Gwieździe Kobiet. W tym ujęciu Bep-Kororoti pochodził z kolonii Atlantydów, którzy wyemigrowali właśnie tam, na Syriusza C i być może jeszcze wegetują w jego jaskrawych promieniach. Mogliby to być także Ziemianie, którzy skolonizowali układ Alfy Centaura czyli Tolimana A, B i C (Proximy). To zresztą jest najmniej ważne. Ważne jest to, że jakieś 5000 lat temu byli tu wysłannicy z kolonii ziemskiej w Kosmosie i zastali tutaj nieciekawy krajobraz cywilizacji ziemskiej powstającej z gruzów i popielisk Wielkiej Wojny Bogów-Astronautów, która obróciła w niwecz cywilizację Atlantydy, Mu i Lemurii. Taką m.in. możliwość omówiłem szerzej w moim referacie na VI Międzynarodowy Kongres Ufologiczny w Koszycach na Słowacji, w listopadzie 1997 roku oraz w referacie na II Międzynarodową Konferencję Ufologiczną w Pradze, w maju 1998 roku. W referacie tym zasugerowałem także możliwość przybycia do nas Księżyca z układu Tolimana.

Indianin przygotowuje makijaż na uroczystość

Wracając do zasadniczego tematu - gdyby Bep-Kororoti i jego kompani nie był człowiekiem, to nie mógłby tak łatwo się skrzyżować z członkami plemienia Kayapów i pozostawić swe geny na Ziemi. Oczywiście inżynieria genetyczna mogłaby przezwyciężyć i tą trudność, ale wątpię, czy były po temu warunki…

Jest jeszcze jedna możliwość – Bep Kororoti był niedobitkiem po Wielkiej Wojnie Bogów-Astronautów, który po prostu powrócił na Ziemię i nauczał ludzi, jak wrócić do normalnego życia i stworzyć jakąś w miarę prosperującą cywilizację. W pewnym sensie był on Kosmitą, bowiem reprezentował o wiele wyższą cywilizację, niż prymitywne plemiona Indian czy ówczesnych mieszkańców dzisiejszej Polinezji.

I rzecz ciekawa – w tym samym czasie pojawiają się na Ziemi Wielcy Nauczyciele – tacy jak Oannes, Quetzalcoatl i inni. Przylatują, nauczają i… znikają tajemniczo w niebiosach. A zatem może ta pierwsza hipoteza ma sens i gdzieś w Kosmosie istnieje jakaś ziemska kolonia, która nas obserwuje?

I na pewno nie jest zachwycona, jako że powtarzamy stare błędy Ludzkości…


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 12/2014, ss. 32-33
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©      

środa, 20 sierpnia 2014

Gorące punkty Antarktydy

Antarktyczna góra lodowa


Borys Szarow


W ciągu ostatnich dziesięcioleci pojęcie „globalnego ocieplenia” stało się nieomal uniwersalnym straszakiem. Poziom Wszechoceanu się podnosi i to jest naukowo stwierdzony fakt. Rząd Holandii podwyższa tamy, Republika Bangladesz prosi światową społeczność o pomoc, a Malediwy wykupują ziemię w Centralnej Afryce, żeby przemieścić tam 300.000 swoich mieszkańców…


Wody przybywa


W zasadzie, tajanie polarnych lodów, to dla uczonych żadna nowość. Na północy głównym miejscem składowania lodowych mas i oddzielających się od nich gór lodowych jest Grenlandia, na południu – Antarktyda. Góry lodowe wysyłane przez ich lodowce wciąż dodają wody do Wszechoceanu. Tak np. w latach 1870-2004 poziom Oceanu Światowego podniósł się o 20 cm.

Przyjęto, że tendencja ta, choć niesprzyjająca, nie jest całkiem niebezpieczna. Tak czy owak, poziom Wszechoceanu podnosi się stopniowo i nieustannie.

Ale ludzie pomstują na próżno. Wedle prognoz Amerykanów, poziom wody w morzach i oceanach może wzróść w XXI wieku od 50 cm do 2 m! Zagrożenie zatopieniem przez wodę oceaniczną nie dotyczy tylko atoli Oceanu Spokojnego i „perły Oceanu Indyjskiego” Malediwów, ale także gęsto zaludnionych rejonów Europy, Ameryki i Azji. A w szczególności dotyczy to Holandii, Nowego Jorku, Bostonu, Bangladeszu i niektórych przybrzeżnych regionów Indii.

Prezydenci Tuvalu, Kiribati i innych krajów Polinezji biją na alarm. Ich państwa położone są na koralowych atolach, których wysokość ponad poziom morza wynosi 1,5 – 2 m.

Z górami lodowymi Ludzkość jest obznajomiona już od dawna, ale przez ostatnie 20 lat uczeni odnotowali nieduże lodowe kawałki o powierzchniach od 70 do 500 m², ale całe lodowe masywy i pola oddzielające się od lodowców szelfowych. Prymat długo dzierżył lodowy gigant o powierzchni 720 km² (dla porównania powierzchnia Moskwy wynosi 1000 km²). A kilka lat temu od lodowca na Pine Island (w Antarktyce, 75°10’ S - 100° W – przyp. tłum.) oddzieliła się cała „kraina” licząca sobie 11.000 km²! Ona długo dryfowała po morzach południowych, póki nie roztajała.

W rezultacie tego brytyjscy uczeni zatrąbili alarm:
- Pine Island traci więcej lodu niż jakikolwiek inny lodowiec na naszej planecie. Jego wkład w podwyższenie poziomu wód Oceanu Światowego jest większym, niż u jakiegokolwiek innego lodowca i dlatego właśnie warto go badać – mówi prof. David Vonn z Brytyjskiej Służby Badań Antarktycznych.

Brytyjska baza polarna na Pine Island


Jak korek z butelki


Przez długi czas uważało się, że procesy tego rodzaju są cykliczne. To znaczy, że z początku lody Taja przez setki lat, a potem znowu powracają. Ale nowe wnioski brytyjskich polarników nie brzmią pocieszająco. Przez dwa lata badali oni Pine Island po tym, jak na zdjęciach z powietrza znaleziono gigantyczną szczelinę zagrażającą oderwaniem od szelfu pole lodowe o powierzchni 160.000 km² - czyli mniej-więcej 2/3 całkowitego areału Wielkiej Brytanii (albo ~0,511 powierzchni Polski – przyp. tłum.)

W końcu 2013 roku uczeni z antarktycznej stacji Byrd opublikowali referat o swoich obserwacjach. Według ich prognoz, szczelina ta ma głębokość 80-120 m, długość 37 km, szerokość do kilkuset metrów i przybliża się ona do przeciwległej krawędzi szelfu. A wtedy miliardy metrów sześciennych lodu wypłynie w swój wielki rejs.

Lokalizacja Pine Island

Średnia temperatura roczna w rejonie Pine Island wzrosła w porównaniu z początkiem wieku o 2,4°C, a temperatura podwodnych prądów, roztapiających podstawę lodowca o 4,7°C. Uczeni twierdzą, że sprawa leży nie tylko i wyłącznie z Efekcie Globalnego Ocieplenia. W przypadku Pine Island winę ponosi ciepły prąd głębinowy. I nawet jeżeli temperatura powietrza otaczającego przestanie się podnosić lub zacznie spadać, to nic to już nie zmieni – zagłada lodowca stała się bezpowrotna…

Podobnie źle się dzieje z innymi lodowcami Antarktydy. W czasie ostatnich 25 lat, prędkość ich topnienia wzrosła o 50% i nadal wzrasta. Ale to nie jest to główne zagrożenie.

Lodowce szelfowe służą jako swego rodzaju korki, które utrzymują chłodne masy wody znajdujące się poza morzem (te zaś naciskają na lodowce, które przez to stają się, mniej stabilne). Gdyby te „korki” zostały usunięte, to proces spełzania lodowców do oceanu i tajania antarktycznej „czapki” będzie permanentny i postępujący.

Jak pokazały to modele komputerowe rozwoju sytuacji, tylko w czasie „oderwania” od szelfu Pine Island, napływ wody do Wszechoceanu wzrośnie z 20 Gt wody rocznie do 100 Gt! A to już będzie przypominać Potop Powszechny.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 11/2014, s. 3
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz © 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Epidemia EVD: Ebola w Afryce (3)

Do tego wszystkiego prawdopodobnie dwa zachorowania w Europie: w Belgii i Niemczech. To zaczyna być naprawdę niebezpieczne - módlmy się o długą i ostrą zimę...!


Księżycowe miasto barona von Gruithuisena

Księżycowe miasto wg C. Gaudiberta

Miloš Jesenský


Nasi odważni podróżnicy wspominali w swych głębokich rozważaniach pogląd bardzo poważanego astronoma XIX stulecia – Franza von Gruithuisena (1774-1852), który głosił, że Księżyc jest zamieszkały. Był on bardzo wytrwałym i dokładnym obserwatorem, a jego imieniem nazwano dwie księżycowe góry i krater satelitarny obok krateru Mairan – zaś do swego dzieła dołożył on rysunki twierdzy (cytadeli – przyp. tłum.) i budowli Selenitów (mieszkańców Księżyca – przyp. aut.) jakie widział przez swój teleskop. Von Gruithuisen w swej książce napisał tak:
Te istoty prawdopodobnie żyją tak, jak u nas ryby pełzając na dnie ogromnych jaskiń i szczelin, tak jak u nas dżdżownice i krety… Być może właśnie w ich głębinach budują oni swe zamki i miasta, a zatem zupełnie odwrotnie, niż nasi rycerze robili to na szczytach gór. A przecież i u nas podziemny Rzym jest większy niż ten na powierzchni ziemi… Tak więc dlaczego nie moglibyśmy pomyśleć, że ludzie na Księżycu są mniej pracowici i aktywni niż nasze mrówki?
(Zob. M. Jesenský – „Život na Měsici” w „Magazín záhad” nr 4/2000, s. 82 – przyp. aut.)

Księżycowe miasto wg rysunku von Gruithiusena

Na te godne uwagi słowa zwrócił uwagę także słowacki naturalista dr Gustáv Reuss w rękopisie do swego dzieła pt. „Hvezdoveda” z roku 1856, jak dowodzi tego porównanie obu tekstów obydwu autorów.
(Czemu by nie mieszkali pod ziemią, jak nasze ryby pod wodą, albo jak nasze myszy i krety? – parafrazuje Reuss pytanie zadane przez Gruithuisena. – Dlaczegóż by się nie ukrywali przed Słońcem przez 14 dni trwającym dniu księżycowym w swych jaskiniach, a potem nie wychodzili do otwartych miast? Czyż nie mogli wybudować zamki i twierdze w głębinach, tak jak nasi przodkowie na szczytach gór budowali swe zamki?
- Przecież to jest przedziwna rzecz – czytamy dalej u Reussa – dlaczego mieszkańcy Księżyca wielkości naszych mrówek nie mogli być szybcy, żywi i bystrzy i niezmordowani jak nasze mrówki, nie mieszkali w gromadach, nie kopali, nie wyciągali, nie budowali dróg i Bóg jeden wie co jeszcze, prawie tak jak w Revúci, w Zdychavie, czy też w Wiedniu, Paryżu i Londynie? I na koniec te drogi czy kanały, które widziałem przez mój teleskop, nie byłyby ich liniami komunikacyjnymi pomiędzy ich miastami i zamkami? A dlaczego my, żyjący na Ziemi, nie moglibyśmy dopuścić, że gdzieś indziej – a przede wszystkim na Księżycu jego mieszkańcy egzystują pod ziemią?   - zob. G. Reuss – „Hvězdověda”, Bratysława 1984, ss. 54-55, op. cit. – przyp. aut.)

Oprócz tego słowacki badacz nawiązał także do światowego bestsellera – astronomicznej trylogii J. J. Littrowa pt. „Cuda niebios” (J. J. Littrow – „Die Wunder des Himmels – Theoretische Astronomie” [1835], „Beschreibende Astronomie” [1835] oraz „Physische Astronomie” [1836] – przyp. aut.), dzięki której sam obserwował niezwykłe fenomeny na powierzchni Księżyca: częste błyski świetlne na obszarze przyległym do księżycowego Mont Blanc (45° N - 1° E), a także i jakiś obłok, który się zmieniał co godzinę, a który księżycowe powietrze albo obłoki targał w okolicy krateru Mersenius (21°30’ S - 49°12’ W) pomiędzy zachodnim brzegiem Morza Wilgoci (Mare Humorum) a zachodnią krawędzią tarczy księżycowej. Autor zaobserwował tam nasypy czyli wały ziemne bardzo prawidłowe, sztucznie zbudowane i rozłożone tak, że nie można było ukryć, że były celowo postawione. Poza tym zaobserwował on na Księżycu w wielu miejscach drogi, zabudowania podobne do naszych miast i znaki podziału gruntów. Poza tym zauważył ogrodzenia (na 5 i ½ stopnia szerokości północnej i 8 stopni wschodniej długości), plac niezwykle regularny i w jednakowych częściach i prawidłowo rozłożony.
(„Berliner Jahrbuch f.d.G. 1828-29”, Kastner Archiv., t. 1 oraz 10 – przyp. aut.)

Ta właśnie obserwacja doprowadziła dr Reussa do odważnego wniosku, który mogą i dzisiaj przedstawić nowe generacje astronomów: Nędzna, ba! – błazeńska jest myśl każdego, kto wierzy w śmierć a nie w życie takiego ciała niebieskiego, jakim się nam Księżyc przedstawia.
(G. Reuss – op. cit., s. 53 – przyp. aut.)


Księżycowa aglomeracja wg rysunków różnych astronomów


Odkrycie księżycowej aglomeracji przez barona von Gruithuisena wzbudziło niesłychane zainteresowanie w świecie naukowym. Inny astronom – brytyjski uczony Thomas G. Elger (1838-1897) w monografii „The Moon” w roku 1895, w komentarzu do rysunków swego przedmówcy, opublikowanych w czasopiśmie „English Mechanic” nr 18/1874 stwierdza iż przedstawiają one księżycową aglomerację. Z artykułu francuskiego astronoma polskiego pochodzenia – uwaga! kolejne polonicum!Casimira M. Gaudiberta (1823-1901) pt. „Curious Lunar Formation”, możemy przy tej okazji zacytować uwagę wprost dotyczącą tego problemu: Obydwa rysunki bez wątpienia dotyczą tego samego obiektu, dlatego byłoby ciekawe porównać jego stan sprzed pół wieku ze stanem dzisiejszym. Pojawiły się różnice w kształcie wschodnich „żeber”, które – poza północno-zachodniej krawędzi – przestały być widoczne, albo innymi słowy mówiąc – znikły. Wydaje mi się, że została zasłonięta przez ścianę biegnącą w kierunku południowym. Na szczycie dalszego „cypla” na miejscu, gdzie mój przedmówca wyznaczył wywyższenie w formie muru zaobserwowałem wgłębienie terenu, ciągnące się daleko jako przedłużenie tego „żebra”.  Trzeci i czwarty cyple nie są przedłużone, ale dalsze z nich biegnący z północy na południe, są zakończone pogrubieniem. Na ich skraju znajduje się przedłużenie zmienionej ściany, zorientowane na południe. Ta formacja ma dwa wierzchołki na południu i północy, które w środkowej części zanikają.
Interesujące byłoby też porównanie wyglądu wschodniej strony „księżycowej aglomeracji” z rysunku Gruithuisena z dzisiejszym wyglądem, tak i potwierdzenie istnienia trzech niewielkich kraterów, odkrytych na północ od tej niezwykłej formacji, czy są one wciąż widzialne. Kiedy użyłem do zaobserwowania wymienionego tu obiektu teleskopu powiększającego 550 x, to mogłem widzieć teren pokryty małymi pagórkami, z jednym wyższym wzgórzem, na poziomie drugiego „żebra”. W czasie obserwacji linia księżycowego terminatora przebiegała na wysokości krateru Stadius.
Dzisiaj te wszystkie opisy von Gruithuisena i uwagi Reussa o mieszkańcach Księżyca co najwyżej groteskowe, bowiem o Księżycu i jego topografii – dzięki badaniom astronautycznym wiemy więcej, niż o Ziemi.

Okładka książki dr Milosa Jesensky'ego - "Nie jesteśmy pierwsi na Księżycu"


Moje 3 grosze


Tyle dr Miloš Jesenský w jego ciekawym opracowaniu na temat TLP i innych niezwykłych fenomenów Srebrnego Globu pt. „Nejsme první na Měsicí” (AOS Publishing, Ústi n./Labem, 2002). Od siebie dodam tylko, że jednak ludzie zainteresowali się Miastem Gruithuisena, bowiem jeszcze we wrześniu 1966 roku, na powierzchnię Księżyca w odległości 100 km od Miasta spadła amerykańska sonda Surveyor-2 na 5°01’ N - 15°01’ W. Misja Surveyora-2 najprawdopodobniej jednak przekazała na Ziemię zdjęcia powierzchni Księżyca w rejonie Mare Insularum i jego brzegów, więc i krateru Schrötera i okolic na północ od niego. Nawiasem mówiąc, Surveyor-2 miał lądować na Sinus Medii, ale wskutek awarii silnika zboczył z właściwej trajektorii o 200 km. Przypomina mi się dokładnie to, co opisał Jerzy Żuławski w „Na Srebrnym Globie”… Tam też bohaterowie zamiast na Sinus Medii lądują dość twardo na Sinus Aestuum, a zatem także z odchyleniem na N-W. Intuicja to czy prekognicja genialnego pisarza?

Tak już nawiasem mówiąc, poza Żuławskim z tych wszystkich opisów skorzystał przede wszystkim słynny pisarz Jules Verne, który w powieści „Wokół Księżyca” często-gęsto powołuje się na dziewiętnastowiecznych selenologów, a jego selenonauci lecąc po orbicie wokółksiężycowej obserwują ruiny miast i tajemnicze fenomeny na odwrotnej stronie Srebrnego Globu, które sugerują istnienie tam życia i nawet cywilizacji…  

Zdjęcia HD Srebrnego Globu wykonywały także sondy Lunar Orbiter, dzięki którym powstały bardzo dokładne mapy Księżyca. I jak dotąd, udało się na kilku z nich wykryć dziwne ślady sztucznych konstrukcji: ruiny i gigantyczne wieże o wysokości nawet kilku kilometrów… Ile w tym prawdy – trudno powiedzieć. A jednak coś się tam bez wątpienia dzieje i Księżyc nie jest wcale taki pustynny, bezwodny i martwy, jak go opisują, a jego wnętrze może kryć niejedną tajemnicę. Może być tak, jak w opowiadaniu Daniela Laskowskiego, które zamieściłem niedawno tym blogu, w którym wnętrze Srebrnego Globu noże być prawdziwie „wodnym” światem! 

Ale to już temat z innej ballady.    


Przekład z j. czeskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

niedziela, 17 sierpnia 2014

Król i błazen czyli Star Trek w Gdyni! (2)



Post przez Tosza » Wt sie 12, 2014 14:02

(…) Zosiu, Grzesiek i Kalina maja platynową, a Ty złotą kule.
Megalitów nie badałam.
Mamy różne funkcje i różne umiejętności. W tym nasza siła.
Co się stało? Co to znaczy kiedy piszesz: "Kto jest kto i co tutaj naprawdę robi?"
Zebraliśmy się tu żeby ratować ziemię. Bo na pewno Ja, Grzesiek, Kalina, Oti ją kochamy. Nie wiem, czy Remigiusz też, ale on ma swoje dary.

Post przez administrator » Wt sie 12, 2014 16:06
(…) Na razie skonczylismy na tym, ze -wedlug wizji- klucz sluzacy otwarciu dostepu do bazy glownej, w celu zmiany kodow umozliwiajacych dostep do siatki energetycznej Ziemi, ma byc na srebrnej nici. Tym kluczem, jest kod zapisany w DNA przyszlego krola (stary krol odchodzi).
Podsumowuje, co wiemy m.in. z nagran Zosi: Baza glowna w Malych Stawiskach sklada sie z trzech dyskow. Jeden z nich zostal przejety przez Szarakow i Plejadian. Prawdopodobnie przejeli oni w ten sposob kontrole nad siatka energetyczna Ziemi, co umozliwia im programowanie ludzi i trzymanie ich w oglupieniu, nie pozwalajac wybudzic sie z hipnozy i dostroic sie do wzrastajacych czestotliwosci Matki Ziemi i obszaru kosmicznego, w jaki weszlismy.
Zosia chciala by ustalic jakiego koloru jest nic DNA u wchodzacych w rachube kandydatow na nowego Krola. Jak na razie, z braku czasu, Tosia badala kolor warstwy ochronnej duszy i podala, ze u Zosi jest zlota, u Tosi i Iwony G. srebrzysta o mieniacej sie, lekko pofalowanej powierzchni. U Kalinki i u mnie matowo srebrzysta, a u Oti, Wioli i Patryka, koloru kosci sloniowej (kremowa). U Remiga, powloka ochronna widocznie jeszcze nie wyksztalcila sie (na pewno jedynie kwestia czasu). Nie mam pojecia czy kolor nici DNA jest ten sam, co kolor powloki ochronnej duszy i nie wiem, czy Tosia potrafi cos takiego wybadac. Jesli Zosia uwaza to za rzecz wazna, Tosia na pewno sprobuje sprawdzic.

Post przez Zosia » Wt sie 12, 2014 20:28
(…) Kiedys przed laty moi znajomi psychotronicy widzieli u mnie zupełnie inną aurę, ale wy tego nie widzicie tylko złota kulę...
Skoro nagle macie PLATYNOWE KULE - a nie srebrne jak pisaliście wcześniej! - to wszystko juz wiecie i dogadacie się z Królem Lachewe i na 100% jesteście jego ludźmi! Sami nadacie sygnał i ja nic nie muszę juz wam tłumaczyć. Tosia też nic mi nie musi mówić, bo przecież jestem wizjonerką i wiem co mam robić...
Ja już w 2004 roku nadałam sygnał i otrzymałam odpowiedź, a teraz wy sami nadacie sygnał. Czy zrobicie tak samo jak Plejadanie i szaraki w jednej z baz? To jest możliwe, ale beze mnie!

Administrator pisze, cyt.
"Zosia chciala by ustalic jakiego koloru jest nic DNA u wchodzacych w rachube kandydatow na nowego Krola." Czy ja coś takiego napisałam??? Do czego zmierzasz? Sugerujesz ze jestes krolem LESZKIEM? Lepiej przeczytaj sobie co pisze w symbolu proroctwo Apokalipsy i po co w naszej czwartej cywilizacji przyszedł Król Jahwe - Lachwe... Zapowiada ze najpierw będzie SĄD OSTATECZNY nad zdrajcami i mordercami KROLA oraz wrogami cywilizacji. Czy o tym nie wiecie?
Nic tu po mnie...

Post przez administrator » Wt sie 12, 2014 21:49
Zosiu, informacji na ktorych mozemy polegac, mamy tyle, co kot naplakal. Wiekszosc z nich, to domysly i interpretacje wizji. Wizje, czasem mozna interpretowac na rozne sposoby. Niektore na dwa, inne na dziesiec.
Co do nadania sygnalu, tez jeszcze nie znamy konkretow. Piszesz, ze Ty nadawalas sygnal. -Niby w jaki sposob moglas go nadawac? W podobny jak z Piotrem? Przez wbicie miedzianych elektrod w ziemie i nadanie sygnalu radiowego przez wody gruntowe? -Przeciez to smieszne i godne pozalowania. Zadne tego rodzaju zabawy nie beda wchodzily w rachube, bo nie da sie zweryfikowac, kto nadaje taki sygnal. Przypomina mi to tani film sensacyjny.
Jezeli wcielil sie ktos na Ziemi, kto ma nadac sygnal, to nie wcielil sie ze sprzetem elektronicznym pod ramieniem i miedzianymi elektrodami w garsci. SYGNAL MA ZOSTAC NADANY MENTALNIE, a sprzet do nadania tego sygnalu, czlowiek ktory ma go nadac, nosi w sobie. Kody sluzace do zweryfikowania, czy odpowiedni czlowiek nadaje sygnal, sa podczepiane pod mentalny sygnal.
Jednym z programow, jaki ludzie nosza w sobie, to przekonanie, ze zostac krolem wiaze sie z jakims wielkim wyroznieniem i wszelkimi wygodami. -Nic z tych rzeczy! Ten, kto zgodzil sie nim pozostac, musi byc gotow na wszelkiego rodzaju poswiecenia, wyrzeczenia i -jesli zajdzie potrzeba- ryzykowanie zyciem fizycznym i zniewoleniem duszy. Wiem jak to wszystko sie skonczy, bo przewidzialem to. Wiem, kto pozostanie na koncu, aby cos robic.

Zosiu, proroctwa Apokalipsy bazuja w duzej czesci na Starym Testamencie, a ten, zawiera liczne i celowe manipulacje wprowadzone przez naszych wrogow. Stary Testament celowo bazowany zostal na najgorszej interpretacji siedmiu (z dwunastu) Starch Ksiag semickich. Chodzi o interpretacje tyberiadzka. Za celowa dezinformacja w Starym Testamencie, stoja genetyczni kreatorzy Chazarow, czyli Szaraki i ich panowie. Nie odsylaj wiec nas do zmanipulowanych proroctw.
Prosze przestan takze robic to samo odnosnie Twoich ksiazek, bo po pierwsze nie sa dostepne na rynku, a po drugie nikt nie ma czasu przeczytac calej ksiazki, aby dowiedziec sie z niej jednej i to jeszcze nie pewnej informacji. Nie po to zostalas wyznaczona, aby odsylac nas do swoich ksiazek, ale aby podsylac nam konkretne informacje, w odpowiednim czasie i sytuacji.
Co do widzenia kolorow aur, kolorow warstwy ochronnej duszy (ktora tylko niewielu ludzi posiada) i koloru nici DNA, nie mamy nikogo, kto potrafi zobaczyc te czestotlowisci i odpowiednio zinterpretowac jako kolory i to z tak ogromna precyzja, by robic roznice miedzy kolorem srebrnym, a platynowym. U Toszy dopiero niedawno te zdolnosci zaczely sie rozwijac. Ona potrzebuje jeszcze troche czasu. Prosze nie ponaglaj jej i nie krytykuj. Ona nie jest jednym z bio-robotow z FaceBook.
Dziwi mnie jedna rzecz; To, ze ja potrafie rozpoznac kto jest wlasciwym czlowiekiem i kto jest wrogiem i absolutnie wisi mi to, czy znam ta osobe od dwoch tygodni, czy kilku lat, a Ty tego nie potrafisz. Wobec nas jestes nieufna, a na zydowskim FaceBook rzucasz wokol siebie poufnymi wiadomosciami bez wiekszego zastanowienia sie.

Post przez Oti » Cz sie 14, 2014 11:24
(…)Mam kilka pytań do Ciebie-mam nadzieję, że tym razem mi odpowiesz (cały czas czekam na Twoją odpowiedź na poprzedni möj post, ale może moje pytania uznałaś za głupie i nie warte uwagi???).
Nie wiem, co jest przyczynä Twojego milczenia-czy problemy techniczne ze szwankującym internetem czy świadome milczenie? W każdym razie dla mnie osobiście jest ro bardzo niemiłe uczucie-czuję się jak dziecko zaproszone przez Ciebie na wspólną wyprawę do nieznanego lasu, aby "szukać skarbu", a Ty w pewnym momencie nagle znikasz bez śladu i zostawiasz mnie bez mapy,a ja nie wiem, o co chodzi, czy zrobiłam coś nie tak, że mnie zostawiłaś? Czy mam na Ciebie czekać, aż wrócisz? A może mam wrócić do domu i zapomnieć o całej sprawie?  :roll:
Czuję, że już jesteś bardzo zmęczona i zniecierpliona i byc moze tez troche nawet zawiedziona tym, że zbyt wolno posuwamy się do przodu. Jednak postaraj sie zrozumiec, że my jesteśmy "nowi" w tym temacie, a Ty masz przewagę tych kilkudziesięciu lat, poświęconych zgłebianiu tematu. Ja do tej pory błądziłam, czułam, że czegoś szukam-no oczywiście PRAWDY, ale do tej pory napotykałam na wiele sprzecznych informacji, wykluczających się wzajemnie. Teraz po zapoznaniu się z Twoimi badaniami, czuję wewnętrznie, że TO JEST TO! To, co prezentujesz koresponduje z "dziwnymi" przeczuciami, zdarzeniami, które towarzyszyły mi od dziecka np. przekonanie, że urodziłam się w wyjątkowym kraju (a w czasach PRL-u, latach mojego dzieciństwa, takie przekonanie było co najmniej irracjonalne, niczym nie podparte z zewnątrz).
Dość refleksji, teraz do rzeczy :D
Będę Ci wdzięczna, jeśli odpowiesz na moje pytania, te poprzednie. Mam też nowe, które mi się nasunęło-wspominasz,że badaniem św. GÓRY, mają zająć się naukowcy. Ja naukowcem nie jestem :( Zatem, czy Ty jakoś aktywnie obecnie szukasz kogoś związanego z nauką, czy wysyłasz do naukowców różnych dziedzin maile, aby ich zainteresować tematem, czy raczej przyjęłaś postawę oczekiwania, aż ktoś do Ciebie sam się zgłosi?
(…) Zatem czy oczekiwałabyś, abyśmy my także szukali tych "ludzi nauki" w sposób aktywny, czy oni mają znaleźć się sami? (…)

Post przez Kalina » Cz sie 14, 2014 12:54
Oti -w pelni akceptuje to co napisalas . kwestie nauki mamy juz tyle lat nie rozwiazana i nawet nie wiedza jak jest zbudowany nasz universe w ten sposob wprowadzaja tez w blad Zosie . Nie wolno sie opierac na danych naukowych poniewaz to do niczego nie doprowadzi tylko do confusions.
(…) Jeszcze jedno , ostatnim miejscem na , ktore bym sie udala jest facebook . Przeciez to nie jest nasza strona , to jest strona illumiinatii obecnych sil kontrolujacych ziemie . nasze strony sa strony , ktore im nie wpadly w lapy jeszcze .

Itd.


WNIOSKI


Niektóre komentarze na forum mnie zastanowiły, dlatego je podkreśliłam. Grzesiu, miesiąc temu napisałeś do mnie list zaczynający się od słów „Zosiu szanuję ciebie za logikę, odwagę i bezinteresowność…” Zastanawiałam się kim naprawdę jest Grzesiu?  Pisał bardzo mądre i ciekawie maile oraz komentarze, ale gdy zadałam pytanie „kto jest kto i co tutaj robi?” nagle zaczął mówić dziwne rzeczy. Okazało się, że pretenduje do rangi króla, a ja mam jemu podsyłać wszelkie informacje aby mogli je wykorzystać…  Czy nikt z pozostałych osób nie zwrócił uwagi na to co on napisał? Oglądałam jego zdjęcia, które przesłał mailem, kogoś mi przypominał… i nagle zrozumiałam kogo! Grzesiu był bardzo podobny do gościa który schodził z góry, tylko jakby był… 20 lat starszy! To nie była moja wizja, było 6 osób i  wszyscy go widzieliśmy. Nasz kamerzysta na jego widok powiedział „o właśnie wyszedł ze swojej bazy!”, a mnie skojarzył się z gościem z filmu „Star Trek”…  I jak to wszystko zrozumieć?

Przypomniałam sobie wizję o Królu i błaźnie…  Twarz ze zdjęcia, które przesłał Grzesiu, gość na zasypanej piramidzie przy AM oraz twarz w wizji w stroju błazna - to ta sama twarz! Nie… to nie może być przypadek! Siedziałam długie godziny i wszystko analizowałam.

Grześ pisze, cyt. „ Nie po to zostalas wyznaczona, aby odsylac nas do swoich ksiazek, ale aby podsylac nam konkretne informacje, w odpowiednim czasie i sytuacji.”. To właśnie jest ta konkretna sytuacja i czas aby to wszystko zrozumieć! Potem pisze dalej, cyt. „Wiem jak to wszystko sie skonczy, bo przewidzialem to. Wiem, kto pozostanie na koncu, aby cos robic.”

To się nie trzyma kupy! Prawdziwy Król Cywilizacji Człowieka wie jak nadać sygnał, gdyż ma klucze dostępu do bazy jak każdy Dowódca, Prezydent lub Król i nie musi mnie prosić o konkretne informacje! Grześ wie jak to się skończy i kto pozostanie na końcu, ale nie zna kodu dostępu do  bazy króla?? Czyżby GRZESIU był BŁAZNEM KRÓLEWSKIM i przedrzeźniał Króla jak w wizji… ?

Król jest Dowódcą i tylko on zna kody dostępu do BAZY, ale widocznie swojemu błaznowi nie powiedział jak nadać sygnał i on liczy na to że ja to wiem? Czy dlatego zostałam wciągnięta na Forum abym służyła BŁAZNOWI? OK… Słuchajcie co mówi Błazen Królewski, bo mówi o ważnych sprawach, które dzieją się na waszych oczach, a wy znowu nic z tego nie rozumiecie?

Z całym szacunkiem… Grzesiu dziękuję że jesteś!! Ale dzięki tym pierwszym WIZJOM zrozumiałam KIM JESTEŚ, JASKIE MASZ ZADANIE I NIE ZADZROSZCZĘ TOBIE, bo ja mam równie „przechlapany żywot” w tym zakłamanym świecie. Grzesiu… zachowuj się z godnością Błazna Królewskiego!! Ja  już dużo widziałam i przeżyłam, ale nigdy czegoś takiego bym nie wymyśliła! Zobaczyłam to 23 lata temu w wizji i nic z tego nie rozumiałam aż do teraz. Ile wtedy miałeś lat?

 DWÓR KRÓLA to inteligentni ludzie z misją specjalną, dlatego opowiem wam inną wizję, która wiele wyjaśnia. Tę wizje miałam 10 lat temu. Potem były inne tego typu wizje.


Wizję zatytułowaną „Złota i platynowa armia”


Stałam w jasnej i wielkiej jak hangar sali. Nikogo nie było, a ja długo na kogoś czekałam.

Patrzyłam przed siebie i nagle zobaczyłam twarz młodego człowieka w złotym kombinezonie. Stał wyprostowany na baczność z posągową twarzą jak na paradzie. Patrzyłam na niego długo i na jego złoty kombinezon myśląc  – co to za żołnierz i z jakiego oddziału? Po chwili zobaczyłam że obok niego stał następny w takim samym kombinezonie. Zobaczyłam długi szereg żołnierzy w złotych lub platynowych kombinezonach, a za nimi były następne szeregi.

Zobaczyłam obraz z góry. Stałam przed armią żołnierzy w złoto-platynowych kombinezonach. Stali w dwóch wielkich kolumnach, a po środku pomiędzy kolumnami było przejście do końca sali. USŁYSZAŁAM: Znajdź go… Szukaj… Pomyślałam: Ale kogo mam szukać? USŁYSZAŁAM: Będziesz wiedziała.

Patrzyłam na pierwszy szereg, potem na następny, ale nikogo z nich nie znałam. Skupiłam się i nie patrząc na nikogo z opuszczoną  głową ruszyłam  przejściem. Czasami się zatrzymywałam i ruszałam powoli dalej. Dotarłam prawie do końca, nagle skręciłam w prawo, szłam wzdłuż szeregu, zatrzymałam się przy jakieś złotej postaci, podniosłam głowę… patrzył na mnie uważnie i nagle się uśmiechnął! Wiedziałam że to ON, uściskałam go serdecznie, a potem drugiego który stał obok. Tylko tych dwóch, innych tak nie witałam. Kim byli? To się okaże…

Platynowe i złote kombinezony to duchowa aura CZŁOWIEKA, a to oznacza stopień inteligencji CZŁOWIEKA. Widziałam takie aury u wielu osób, w tym ludzi nauki, a nie wyglądali na świętych! To tajna Armia Królewska gotowa do wykonania swojego zadania. To inteligentni ludzie, którzy zrozumieją co mają zrobić, dlatego publikuję ten tekst na Fb, aby to przeczytali.


POINTA


Błazen królewski już jest, więc musi też być prawdziwy Król Lachwe - Jahwe. Ale gdzie? Jak to gdzie? W Gdyni…! A dokładnie? Błazen królewski pojawił się na szczycie piramidy i schodził na dół w kierunku Akademii Morskiej i widzieliśmy go w czasie gdy były tam przedstawicielki Niezależnego Forum Cheopsa. Ich FORUM utożsamia się z Gadzią cywilizacją i to publicznie ujawniła Kiara, a NIKT Z ADMINISTRACJI oraz z członków nie zaprzeczył. Błazen nawet na nie spojrzał i wskazał co trzeba zrobić… szedł na dół. Zrozumiałam i dlatego na koniec filmu „Piramidy gdyńskie” cz.2 mówię o patronacie Akademii Morskiej, bo Król jest pośród nich! On doskonale zna swoich ludzi i już dawno temu wybrał Alexa aby zrobił ten film.  Grzesiu pisze, cyt. „ja potrafie rozpoznac kto jest wlasciwym czlowiekiem i kto jest wrogiem i absolutnie wisi mi to, czy znam ta osobe od dwoch tygodni, czy kilku lat, a Ty tego nie potrafisz.”

Nie potrafię i nie ufam nikomu… dlatego proszę Króla, a nie błazna o DOWODY, że jest pośród nas.

Grzesiu czy sam przewidziałaś takie rozwiązanie i dlatego tak dumnie i szumnie nazwałeś to Forum – „ 3c 123 Czwarta cywilizacja” ?  Forum musi być dostępne dla każdego, a nie dla kilku osób! Czytałeś moje artykuły i dlatego tak nazwałeś, gdyż ma to mieć odniesienie do mojej strony „STREFA 3C 123 na Kaszubach”?

Ta strona  funkcjonuje na Facebooku od trzech lat, a nie od kilku tygodni! Gdyby nie Facebook nigdy bym nie mogła pisać i nikt by nic nie wiedział! Tutaj poznałam wielu ludzi, którzy są wybrani do tej pracy, ale nikt z nich nie rozumie po co, dla kogo ma pracować ani kim naprawdę są!  Nie robią tego dla mnie! A Ty jak przystało na Błazna nagle zacząłeś przedrzeźniać króla, mówisz odwrotnie, dlatego zrozumiałam co mówisz i jako dowód przytoczyłam kilka fragmentów komentarzy z tego Forum. Pozostałe osoby są równie ważne i mówią o innych sprawach. Forum ma być otwarte dla wszystkich, którzy chcą na ten temat dyskutować, ale nie pozwól aby zrobili tam siedlisko GADÓW!

Nie będę odpowiadać na wasze komentarze ani maile, nie mam czasu. Każdy inteligentny CZŁOWIEK z platynowo - złotej armii sam zrozumie co trzeba zrobić. Jak powiada Grzesiu czyli Błazen Królewski najpierw mentalnie – telepatycznie zwróćcie się do szefa czyli Króla Lahwe- Jahwe, a nie do jego Bazy Kosmicznej, a potem już będzie wiedzieli co trzeba zrobić… Ja nie muszę wam tego tłumaczyć, nie jesteście dziećmi. Musicie nauczyć się samodzielnie myśleć i szukać dowodów.



15.08.2014 Gdynia