sobota, 1 sierpnia 2020

Olsztyn: UFO, zamek i podziemia

Ostatnio znów zrobiło się głośno o Olsztynie k./Częstochowy, a to ze względu na odkrycie pod zamkiem tajemniczych podziemi, które być może mają swoją kontynuację w systemie jaskiniowym Jury Krakowsko-Wieluńskiej. Maja się one rozciągać pod tamtejszym zamkiem, o którym tak pisze Wikipedia:

Pierwsza wzmianka o zamku olsztyńskim, wtedy identyfikowanym jako zamek w Przemiłowicach, pochodzi z 1306 r., a zawarta została w aktach drugiego procesu biskupa krakowskiego Jana Muskaty, wytoczonego mu w 1306 r. przez arcybiskupa gnieźnieńskiego, Jakuba Świnkę. Z tego też powodu w 2006 r. obchodzono Jubileusz 700-lecia zamku olsztyńskiego. Wiadomo, że zamek istniał jednak już wcześniej, same ww. akta dotyczą wydarzeń z 1294 roku. XIII-wieczne pochodzenie zamku potwierdziły prowadzone w latach 2010. badania prowadzone przez dr. Czesława Hadamika.

Pierwsza wzmianka o Zbyszku, burgrabim olsztyńskim pochodzi z 1349 r. Istniejącą od drugiej połowy XIII w. strażnicę rozbudował w XIV w. Kazimierz Wielki jako jeden z najbardziej warownych zamków na pograniczu śląsko-małopolskim. Według tradycji za jego panowania więziony był w zamku wojewoda poznański Maćko Borkowic, który zmarł w niej skazany na śmierć głodową za zorganizowanie spisku przeciw królowi. Według podań duch wojewody, jęki, brzęk kajdan i zawodzenia do dziś mają straszyć w okolicy zamku.

W 1370 r. król Ludwik Węgierski przekazał Olsztyn z ziemią wieluńską w lenno swemu kuzynowi, księciu opolskiemu Władysławowi Opolczykowi za popieranie swych planów dynastycznych. W 1391 r. Władysław Jagiełło po tygodniowym oblężeniu zdobył zamek i przywrócił go Koronie. W 1406 r. podgrodowa osada nazywana wówczas Olsztynkiem została siedzibą starostwa. W 1488 r. Kazimierz IV Jagiellończyk nadał jej prawa miejskie.

W XV wieku powstał tzw. dolny zamek, który prawdopodobnie był rozbudowywany w kolejnym stuleciu. W XV w. zamek odegrał znaczącą rolę przy odpieraniu napadów ze strony książąt śląskich. W tym czasie został rozbudowany, potem był kilkakrotnie przebudowywany z powodu kruszenia się murów wskutek osuwania się skał. W 1552 r. Olsztyn uzyskał przywilej na targi i jarmarki. Miasto nigdy nie rozwinęło się ze względu na nieurodzajną, piaszczystą glebę oraz położenie z dala od szlaków handlowych.

Zamek królewski położony był w drugiej połowie XVI wieku w powiecie lelowskim województwa krakowskiego.

W 1587 r. atakowany był przez wojska austriackie arcyksięcia Maksymiliana, pretendenta do tronu polskiego. Dowódcą załogi był wówczas starosta Kasper Karliński. Jego porwany kilkuletni syn wraz z piastunką wystawiony został pod zamek na pierwszą linię ognia. Obrona się powiodła, z poświęceniem jednak życia syna dowódcy. Doszło też do zniszczeń zamku. Wydarzenie to znalazło swój wyraz w twórczości Władysława Syrokomli i Aleksandra Fredry.

Podczas oblężenia zamek został mocno uszkodzony, a jego budową z kierował kolejny starosta, Joachim Ocieski. Po jego śmierci zamek popadł w ruinę, gdyż sprawujący swoje obowiązki od 1613 r. starosta Mikołaj Wolski nie dość dobrze dbał o zamek, koncentrując się na utrzymaniu rezydencji w Krzepicach. Już w czasie lustracji z 1631 roku obiekt był mocno zniszczony.

W czasie potopu Szwedzi zrujnowali zamek i spalili miasto, gdy część sił idących na Częstochowę zaatakowała w październiku 1655 roku zamek w Olsztynie, który po krótkim oblężeniu zamek został zdobyty i zrujnowany. Po zakończeniu wojny zamek był ruiną niezdatną do użytkowania, a wobec rozwoju artylerii zamki starego typu straciły wartości obronne. Królewski fortyfikator Krzysztof Mieroszewski prowadził w tym czasie prace w zamku, ale ich efekt był niewielki i ostatecznie zaniechano odbudowy zamku ze względu na wysokie koszty tego przedsięwzięcia. Podczas budowy w latach 1722-26 kościoła parafialnego rozebrano duże fragmenty dolnych partii zamku. Do końca tego stulecia przetrwało starostwo olsztyńskie.

W XIX w. chłopi stopniowo rozbierali zamek w celu pozyskania budulca.

Do dziś z zamku zachowały się mury części mieszkalnej, wieże: cylindryczna (stołp) i kwadratowa (Starościańska), fragmenty murów budynków gospodarczych, częściowo także piwnice oraz odkryte w czasie badań archeologicznych fundamenty kuźnicy i ślady dymarek. W latach 1992–1993 oraz 1995–1998 odbywał się tu międzynarodowy pokaz pirotechniki i laserów. Po zawaleniu się fragmentu muru zamkowego konserwator zabytków zakazał tego typu imprez. Ruiny zamku udostępnione są do zwiedzania.

W toku badań archeologicznych przebadano w 2015 roku teren zamku dolnego, którego dokładne rozplanowanie nie było wcześniej znane, udało się m.in. opisać położenie trzech filarów mostu prowadzącego od wieży bramnej do górnej części zamku oraz położenie samej wieży bramnej. Cztery lata później w służącej jako spiżarnia jaskini położonej na terenie zamku dolnego odkryto kilkaset krzemiennych narzędzi wykonanych przez Neandertalczyków, a w kolejnym roku opisano nieznaną jaskinię oraz złożony system tuneli i szczelin.[1] 

Miałem okazję zwiedzić to niezwykłe miejsce w lipcu 1997 roku w czasie podróży do jednego z pierwszych piktogramów, który pojawił się w podtoruńskiej Pigży. Zamek interesował nas z dwóch powodów – historycznych i z pewnej osobliwości tego zamku, bowiem rok wcześniej doszło tam do lądowania UFO.

 

A oto metryczka tego niezwykłego wydarzenia:

TYP INCYDENTU: NL/CE2

MIEJSCE: Olsztyn k./Częstochowy, N 50°44’59” – E 019°16’27”, 346 m n.p.m.

DATA: 7.XI.1996 r.

CZAS: 03:45 CET/02:45 GMT

CZAS TRWANIA: 195 min.

ILOŚĆ OBIEKTÓW: 2 lub 3

ŚWIADKOWIE: kilkoro

ZDJĘCIA: nie było

PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: brak

 

Zacytuję tutaj materiał przekazany przez Bronisława Rzepeckiego, który wraz z Marianem Książkiem badał ten incydent:

7 listopada 1996 roku, około godziny 3:45, panią Krystynę K. mieszkającą w odległości około 200 m od ruin zamku obudził huk przypominający wybuch petardy. Musiał on być dość silny, gdyż słyszany był w pokoju wyposażonym w dźwiękoszczelne okna. […]

Kiedy pani K. obudzona hukiem otworzyła oczy ujrzała, że cały pokój jest zalany białym światłem podobnym do „księżycowego”, ale trzykrotnie silniejszym. Patrząc przez okno spostrzegła białe światło tkwiące na wzgórzu u podnóża zamku. […] Miało ono około 3 m średnicy, tkwiło nieruchomo przez kilka minut, po czym przygasło. W tym samym momencie po drugiej stronie wzgórza pojawił się blask, silnie oświetlający skałki – ale nie widać było źródła tego światła.

Po kilku lub kilkunastu minutach blask za wzgórzem przygasł i znów pojawiło się duże białe światło w tym samym miejscu co uprzednio. Tego rodzaju „przeskoki” powtórzyły się trzykrotnie i w sumie trwały 45 minut. Ostatni raz „blask” pojawił się po drugiej stronie wzgórza ok. godz. 04:30 i wtedy pani K. zauważyła coś, co przypominało jej chmurę lub obłok pary, w miejscu skąd wydobywał się blask. Potem światło przygasło, zaczęło się powoli unosić i pojawiło się nad kwadratową wieżą, jakby osiadło na tej baszcie. […]

Kiedy byli w toalecie, usłyszeli znów huk podobny do pierwszego, ale nieco inny. Gdy wrócili na górę, po kilku minutach pojawiło się drugie światło – o wiele mniejsze od tego pierwszego, tak jakby przyklejone do skał, znajdujące się na lewo od miejsca obserwacji pierwszego światła, również w kolorze białym.

Świadkowie twierdzą, że widoczne było także trzecie światło, widoczne po lewej stronie okrągłej baszty. Było malutkie, w kolorze żółtym i wykonywało ruchy w górę i w dół.

W końcowej fazie obserwacji światło środkowe przesunęło się nad kwadratową wieże, a duże w prawo i w górę, po czym już obydwa razem zaczęły się oddalać. Najmniejsze ze świateł (żółte) odleciało powoli w lewo, w kierunku wsi Przymiłowice (N 50°45’09” – E 019°18’39”). [...]

W czasie tego zdarzenia nie nastąpiło żadne oddziaływanie na świadków, pani K. była tylko wystraszona. […] odniosła wrażenie, że jest obserwowana. Gdy po południu udała się na miejsce, gdzie widoczne były światła, u podnóża zamku zauważyła regularne kręgi soczysto-zielonej trawy, wyraźnie odróżniającej się od „tła”, gdzie trawa była już mocno zeschnięta i żółta.

Podobne relacje złożyli inni świadkowie badającemu ten incydent Sławomirowi Lizoniowi. Co najciekawsze, na filmie zrobionym in situ przez Mariana Książka widać liliowe dzwonki i… owocniki grzybów, które oznaczyłem jako wieruszkę zatokową – Entoloma sinutatum,  niejadalny grzyb, który pojawia się na wiosnę...

Podobne kręgi zielonej, soczystej trawy znalazłem na miejscu dziwnego wydarzenia z dnia 13/14.I.1993 roku w nieodległej miejscowości Jerzmanowice, gdzie nieznane „coś” rozwaliło szczyt wapiennego ostańca zwanego Babią Skałą (N 50°12’22” – E 019°45’15”; 486 m n.p.m.) na fragmenty o wielkości pięści i mniejsze. Odłamki te podziurawiły dachy okolicznych domów zaś sam impakt „wyłączył” prąd w całej wiosce. Ślady impaktu znaleziono również na skałce Sikorka odległej o 255 m na SE od Babiej Skały.

Takie same kręgi trawy wraz z trawiastym trójkątem znalazłem badając miejsc CE2 na górze Golgota (N 49°34’50” – E 019°47’45”; 636 m n.p.m.) w okolicy wsi Spytkowice. Na miejscu lądowania UFO, które miało miejsce w nocy znaleźliśmy z Bronisławem Rzepeckim i Anną Leśniakiewicz trzy kręgi i trójkąt równoboczny ze świeżej (wtedy już zmarzniętej) trawy. Całość incydentu tak opisałem w „Projekcie Tatry”:

Grudzień 1995 roku – okres pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Trzy niezależne grupy świadków obserwują Lądowanie NOL-a na szczycie Golgoty!

Pierwsza grupa w składzie mgr Renata K., jej mąż art. malarz Ryszard K. i dwoje dzieci: Magdalena i Bartosz K. obserwują tego NOL-a ze wschodu. Widzą oni trzy czerwone „krzewy” płomieni, które zmieniają konfiguracje w przestrzeni.

Trzecia grupa świadków pod przewodnictwem mgr Aliny L. widzi coś podobnego od zachodu, aczkolwiek konfiguracja trzech czerwonych „krzewów” światła jest zupełnie inna.

Najbardziej niesamowita jest obserwacja drugiej grupy obserwującej NOL-a od południa. Świadkowie – pani Jadwiga S. i mieszkańcy Spytkowic spod Golgoty zauważyli nie grupę świateł w kształcie „krzaków” czerwonych ogni, ale regularne kwadraty emitujące silne biało-żółte światło. Jadwiga S. sądziła początkowo, że jadą na nią czołgi! – choć jak później przyznała, sama nie wie, dlaczego to jej się skojarzyło z czołgami... – bo nie słyszała żadnego ryku silników czy wizgu gąsienic.

Inni mieszkańcy mieli jeszcze ciekawsze wrażenia, bo czuli coś na kształt lekkiego trzęsienia ziemi, grunt lekko dygotał, dzwoniły szyby, kołysały się żyrandole...

W maju 1996 roku, ekipa w składzie: Anna Leśniakiewicz, Robert K. Leśniakiewicz i Bronisław Rzepecki udała się na miejsce tego CE2, by zbadać rzecz in situ. Przeprowadzono rozmowy ze świadkami i sfotografowano ślady Lądowania tego NOL-a w kształcie trzech kręgów trawiastych, w których trawa zmieniła swój kolor z szarobrunatnego na ciemnozielony i równoramiennego trójkąta takiegoż samego koloru. Nawet po pięciu miesiącach trawa zachowała swój odrębny kolor. Nie wykonano badań na radioaktywność, bo roztopy i kwietniowe deszcze zdekontamitowały radioaktywne cząstki w głąb gleby i spłukały je do cieków wodnych. Dokładny raport w tej sprawie sporządził Bronisław Rzepecki.[2]   

Wszystko wskazuje więc na to, że we wszystkich tych przypadkach doszło do uskoku, przesunięcia czy poślizgu w Czasie. To wszystko pozwala mi na wysnucie wniosku, że UFO są przede wszystkim pojazdami poruszającymi się równie dobrze w Czasie jak i w Przestrzeni, co przypomina dość dokładnie pojazd TARDIS, którym podróżuje dr Who z brytyjskiego serialu sci-fi pod tym samym tytułem. A to oznacza, że nie mamy do czynienia z Kosmitami, ale z dalekimi przodkami lub potomkami ludzi, którzy opanowali zasady chronomocji[3] i potrafią się nimi posługiwać.

Ale to już jest temat z innej ballady…

 

Głosy z KKK

 

No i proszę, w parę dni po opublikowaniu tego materiału pojawiła się zajawka o tym, że rzeczywiście – pod Olsztynem znajduje się ogromny kompleks jaskinny, który trzeba będzie zbadać! Zob. - https://dziennikpolski24.pl/sensacyjne-odkrycie-siec-jaskin-pod-zamkiem-w-olsztynie-kolo-czestochowy-archeolodzy-znalezli-jaskinie-zlozony-system-tuneli-i/ar/c15-15108518. (Daniel Laskowski)



[1] Wikipedia.

[2] R. Leśniakiewicz – „Projekt Tatry”, Kraków 2002.

[3] Poruszania się w Czasie.


piątek, 31 lipca 2020

Narzutowce, eratyki, głazy…


Stanisław Bednarz

 

W okolicy gdzie byliśmy jest dużo wielkich głazów narzutowych w tym największy w Polsce i jeden z największych w Europie Triglav. Był miejscem kultu słowiańskiego. Trudno było nie zajrzeć na niego. Jest zlokalizowany w Tychowie w obrębie cmentarza. To gnejs, jego obwód wynosi 44 m, wysokość 3,8 m, długość 13,7 m, szerokość 9,3 m. W ziemi zagłębiony jest na około 4 m, a jego wagę ocenia się na 2000 ton.


Legenda opowiada, że jeden z książąt pomorskich wjechał na niego karetą i jeszcze dał radę zawrócić. Z kolei w okolicach Czaplinka jest głaz Tempelburg – granit, największy na terenie gminy Czaplinek. Obwód 19,5 m, a wysokość nad powierzchnię gruntu: 3,5 m. Na powierzchni głazu wykuty jest napis: „Tempelburg 1858” (Tempelburg to przedwojenna nazwa Czaplinka).


Gdy lądolód cofał się, czyli po prostu topniał, bloki pozostały na miejscu, do którego zostały przetransportowane. Dominują jasnoszare i bladoróżowe granity oraz brązowe i czerwone porfiry. Rzadziej można wśród nich spotkać skały metamorficzne (gnejsy i amfibolity), a także skały osadowe (piaskowce, kwarcyty i wapienie gotlandzkie). Typowe to: porfir Bredvad, granit Vånevik, granit Rapakivi, granit sztokholmski czy piaskowiec Tessini, piaskowiec jotnicki, granit Karlshamn, piaskowiec Kalmar.

Pozostała część głazów narzutowych to najczęściej bliżej nieokreślone skały magmowe i metamorficzne, które pochodzą z Tarczy Bałtyckiej. Ogromne głazy często nazywane są eratykami. Słowo to pochodzi od greckiego wyrazu „errare”, co oznacza „błądzić” i nawiązuje do „zagubienia się” wielkich, skandynawskich litych głazów na obcym dla nich obszarze, pokrytym niegdyś zlodowaceniami. Nazwę tę – blocks erratiques – zawdzięczamy francuskiemu geologowi Aleksandrowi Brogniartowi (1770-1847).

Znając rodzaj skały można często zidentyfikować miejsce pochodzenia poszczególnych głazów i tym samym poznać drogę przemieszczania się lodowców. Duże głazy narzutowe są uznawane za pomniki przyrody nieożywionej. Jest ich w Polsce około 1000 w zachodniopomorskim 100. Im dalej na południe tym, ze zrozumiałych względów, mniej głazów i głazowisk, dlatego w Polsce południowej mogą być spisywane i chronione mniejsze okazy niż te w północnej części kraju.


Największym głazem narzutowym Europy jest głaz Ehalkivi na bałtyckim wybrzeżu Estonii, granit pegmatytowy o obwodzie ok. 50 m i objętości ok. 980 m³. Wybrzeże Estonii jest w ogóle największym skupieniem głazów w Europie. Ze względu na fakt, że w Polsce północnej narzutniaki stanowiły jedynie źródło pozyskania skał, były one powszechnie wykorzystywane do budowy kościołów, zamków i murów obronnych. Dzisiaj poszukiwane są głównie bloki o dużych walorach dekoracyjnych, dlatego ilość narzutniaków stale maleje i konieczną staje się ich ochrona.

 

Moje 3 grosze

 

Mało kto wie, że Czaplinek figuruje w zagranicznych katalogach jako jedno z miejsc, gdzie po raz pierwszy w Polsce zaobserwowano i sfotografowano UFO. Miało to miejsce w 1947 roku. Rzecz ciekawa, że zdjęcie tegoż pojawiło się najpierw na Zachodzie, ale kto w 1947 roku w Polsce zaprzątał sobie głowę Ufiastymi?


Kolejna sprawa – sieć Wilka i Bzowskiego. Według nich, cały świat pokrywa sieć ultradelikatnych wibracji, której węzłami są głazy narzutowe i wychodnie. Są one specjalnie oznakowane – na ich powierzchni znajdują się odciśnięte, (wypalone? wymalowane? wykute?) ludzkie dłonie i stopy. NB, rzecz ciekawa, że ludzkie dłonie uwidocznione są także w Jaskini Obłazowej k./Nowego Targu. Znaleziono tam także najstarszy, bo liczący sobie 30.000 lat bumerang. Dzięki temu są one mianowane jako diabelskie, bowiem w ich okolicach dzieją się niezwykłe rzeczy i widziane są UFO. W praktyce owe głazy i wychodnie tworzą sieć nawigacyjną, wzdłuż której UFO poruszają się na naszym globie.

Ale to już temat z innej ballady…


wtorek, 28 lipca 2020

Antarktyda i Agharta


Dawna mapa Antarktydy - jedna z pierwszych. To gdzieś tutaj ma się ukrywać największa tajemnica naszej planety...



Andrzej Kotowiecki


Czy istnieje mityczna Agartha – legenda, teoria spiskowa czy może jednak... nie?

Fraza „teoria spiskowa” pojawiła się jako  broń w walce informacyjnej i była rozpowszechniona przez CIA po 1967 roku. Istnieje notatka traktująca właśnie o wykorzystaniu tej frazy w walce informacyjnej z dociekliwymi osobami, która została sporządzona w 1967 roku po tym jak opinia publiczna w USA nie wierzyła w Raport Komisji Warrena dotyczący zamordowania Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. W USA 46% obywateli nie wierzyło, że Oswald, który zamordował prezydenta działał sam. Władze a w szczególności Prezydent Lyndon Johnson wraz z FBI i CIA potrzebowali w jakiś sposób przekonać społeczeństwo amerykańskie, aby Raport Warrena stał się wiarygodny. Wspomniany dokument to  – Notatka CIA [1035-960] z dnia 1 kwietnia 1967 roku, pochodzi z jednostki operacyjnej CIA zajmującej się działalnością tajną i oznaczona jest kodem PSYCH (chodzi prawdopodobnie o operacje o charakterze psychologicznym). Innymi słowy, dotyczy działań o charakterze dezinformacyjnym co wynika już z tematu tej notatki.

Bardzo ciekawa, rewelacyjna i zaskakująca wiadomość obiegła Świat, iż – Naukowcy odkryli dwie gigantyczne struktury znajdujące się we wnętrzu Ziemi. Umieszczone są po przeciwległych stronach planety i mają wielkość kontynentów. Każda z tych struktur jest niemal 100 razy większa od Mount Everestu i wspiera się na jądrze Ziemi, na głębokości 2900 km. Zlokalizowane są mniej więcej w połowie planety. Badania sejsmiczne wskazują, że odkryte formacje mają inny skład niż reszta ziemskiego płaszcza. Odkrycie to spowodowało powrót różnych teorii na temat struktury budowy Ziemi a w szczególności mówiących o podziemnych krainach Szambala i Agharta.

Agharta i Szambala, według podań są położone we wnętrzu Ziemi. Są też siedzibami podziemnego państwa zamieszkiwanego przez wysoko zorganizowaną cywilizację z której wywodzi się nasza ziemska cywilizacja lub też druga wersja, że jest to cywilizacja, która podobno miała schronić się w podziemiach uciekając przed kataklizmami. Cywilizacja ta jest pokojowo nastawiona do ludzi mieszkających na zewnątrz. Nawet w 1937 roku wytwórnia filmowa Columbia nakręciła na ten temat ciekawy film fantastyczny pod tytułem „Lost Horizon”.[1] 

Co do tej pory wiedzieliśmy o wnętrzu Ziemi. Otóż najgłębsze wiercenia geologiczne sięgają 12–13 km. Promień naszej planety ma średnio 6371 km, co oznacza, że przewiercono do tej pory mniej niż 0,2% drogi do środka Ziemi i pozostało jeszcze ponad 99,8%. Pomimo tego i tak dużo wiemy o wewnętrznej budowie naszego globu. Wiercenia, zwłaszcza te najgłębsze, dają nam mnóstwo informacji, ale tylko o budowie górnej części skorupy ziemskiej. Najwięcej danych geofizycy uzyskują na podstawie analizy przebiegu fal sejsmicznych powstających w wyniku naturalnych wstrząsów wywołanych trzęsieniami ziemi, a czasem specjalnie przeprowadzanych wybuchów lub stosowania maszyn wytwarzających silne wibracje. Oczywiście większość z nas wie z podręczników szkolnych jak wyglądają warstwy Ziemi aż do jej jądra (https://www.edukator.pl/budowa-wnetrza-ziemi,page,11091.html).

Dlatego skupmy się na temacie jak doszło do tego, że ludzie i niektórzy naukowcy zaczęli uważać, że Ziemia w środku może mieć pustą przestrzeń. Otóż Pusta Ziemia to koncepcja sugerująca, że planeta Ziemia jest całkowicie pusta lub zawiera znaczną przestrzeń wewnętrzną. Ta teoria zasugerowana została w szczególności przez sir Edmonda Halleya pod koniec XVII wieku, pogląd ten jednak został obalony, najpierw wstępnie przez Pierre’a Bouguera w 1740 roku, a następnie ostatecznie przez Charlesa Huttona około 1774 roku. Jednak od połowy XIX wieku nadal jest sporadycznie broniona przez niektórych fantastów a nawet naukowców.

W starożytności koncepcja podziemnej krainy wewnątrz Ziemi pojawiła się często w mitologii, folklorze i legendach. Idea królestw podziemnych wydawała się dyskusyjna i została spleciona z koncepcją życia pozagrobowego, takich jak grecki świat podziemny, czy chrześcijańskie piekło albo żydowski Szeol i to bardzo szczegółowo opisującymi wewnętrzną Ziemię w literaturze kabalistycznej oraz w takich Księgach jak „Zohar” i „Hesed L’Avraham”. Zapisy są również w Biblii w Księdze Rodzaju oraz w Księgach Henocha i Izajasza. (O  tym dalej w jednym z filmów w języku polskim, dlatego polecam je obejrzeć.)

Według jednej z opowieści z tybetańskiej tradycji buddyjskiej, istnieje starożytne miasto o nazwie Szambala, które znajduje się wewnątrz Ziemi. Miasta tego w Tybecie poszukiwało wielu podróżników m.in. Mikołaj Roerich (którego śladami podróżowałem po Indiach i Rosji o czy napiszę w innym artykule). Jest bardzo zastanawiające, że mit o podziemnych królestwach i miastach jest w wielu kulturach narodów wszystkich kontynentów Ziemi, chociaż ludy te nie kontaktowały się przez wiele stuleci. Według starożytnych Greków pod powierzchnią znajdowały się jaskinie, które były wejściami do podziemi, niektóre z nich były jaskiniami w wielu miejscach w Grecji. W legendach trackich i dackich mówi się, że istnieją jaskinie zajmowane przez starożytnego boga zwanego Zalmoxis. W religii mezopotamskiej jest opowieść o człowieku, który po przebyciu ciemności tunelu na górze Mashu wszedł do podziemnego ogrodu. W mitologii celtyckiej istnieje legenda o jaskini zwanej Cruachan, znanej również jako Irlandzka brama do piekła, mitycznej i starożytnej jaskini, z której według legendy wyłaniały się dziwne stworzenia i można je było zobaczyć na powierzchni Ziemi. Istnieją również historie o średniowiecznych rycerzach i świętych, którzy pielgrzymowali do jaskini znajdującej się na wyspie Station w hrabstwie Donegal w Irlandii, gdzie odbywali podróż w głąb Ziemi do miejsca czyśćca. Natomiast w mitologii hinduskiej świat podziemny określany jest jako Patala. W bengalskiej wersji hinduskiego eposu Ramajana przedstawiono, jak to Rama i Lakszmi zostali zabrani przez króla podziemnego świata Ahiravana, brata króla demonów Rawany a później zostali uratowani przez Hanumana. Plemiona Angami Naga w Indiach twierdzą, że ich przodkowie wyłonili się w starożytności z podziemnej krainy wewnątrz Ziemi. Meksykański folklor mówi również o jaskini w górach, pięć mil na południe od Ojinagi, oraz o tym, że Meksyk jest opanowany przez diabelskie stworzenia, które przybyły z wnętrza Ziemi. W średniowieczu starożytny niemiecki mit głosi, że w niektórych górach położonych między Eisenach a Gothą znajduje się portal prowadzący do wnętrza Ziemi. Natomiast rosyjska legenda mówi, że Samojedowie, starożytne plemię syberyjskie, przybyli z jaskiniowego miasta, aby zamieszkać na Ziemi. Włoski pisarz Dante opisuje wydrążoną ziemię w swoim dobrze znanym XIV-wiecznym dziele „Inferno”, w którym upadek Lucyfera z nieba spowodował pojawienie się ogromnego lejka na niegdyś litej i kulistej ziemi, a także ogromnej góry naprzeciw niej o nazwie Czyściec.

W mitologii rdzennych Amerykanów natomiast mówi się, że przodkowie ludu Mandan w czasach starożytnych wyłonili się z podziemnej krainy przez jaskinię po północnej stronie rzeki Missouri.  Istnieje również opowieść o tunelu w rezerwacie Indian San Carlos Apache w Arizonie w pobliżu Cedar Creek, który podobno prowadzi w głąb Ziemi do krainy zamieszkałej przez tajemnicze plemię. Jest również wiara plemion Irokezów, że ich starożytni przodkowie wyłonili się z podziemnego świata wewnątrz Ziemi. Z kolei  starsi ludu Hopi wierzą, że istnieje wejście Sipapu do Wielkiego Kanionu, które prowadzi do podziemi. Indianie brazylijscy, ci, którzy mieszkają nad rzeką Parima w Brazylii, twierdzą, że ich przodkowie wyłonili się w starożytności z podziemnej krainy, a wielu ich przodków nadal pozostawało na Ziemi. Przodkowie Inków podobno pochodzili z jaskiń położonych na wschód od Cuzco w Peru.

Można by tutaj przytaczać jeszcze wiele takich, podań ale skupmy się bliżej czasów nowożytnych. Już sir Edmond Halley w 1692 przypuszczał, że Ziemia może składać się z wydrążonej powłoki o grubości około 800 km, dwóch wewnętrznych koncentrycznych powłok i najbardziej wewnętrznego jądra. Atmosfery oddzielają te muszle, a każda z nich ma swoje własne bieguny magnetyczne. Kule obracają się z różnymi prędkościami. Halley zaproponował ten schemat, aby wyjaśnić anomalne odczyty kompasu. Wyobraził sobie sferę wewnątrz jako świetlistą (i prawdopodobnie zamieszkaną). Le Clerc Milfort w 1781 roku odbył podróż z setkami Indian Creek do szeregu jaskiń w pobliżu Czerwonej Rzeki nad ujściem rzeki Missisipi. Według Milforta uważa się, że pierwotni przodkowie Indian Creek wyłonili się na powierzchnię Ziemi w czasach starożytnych z jaskiń. Milfort twierdził również, że jaskinie, które widzieli, „mogą z łatwością pomieścić 15.000 – 20.000 rodzin”. W 1818 roku John Cleves Symmes Jr. zasugerował, że Ziemia składa się z wydrążonej skorupy o grubości około 1300 km, z otworami około 2300 km w poprzek obu biegunów, z 4 wewnętrznymi skorupami otwartymi na biegunach.[2]n Symmes stał się najbardziej znanym z pierwszych zwolenników Pustej Ziemi, a Hamilton w stanie Ohio ma nawet pomnik za podobne pomysły. Marshall Gardner napisał Podróż do wnętrza Ziemi w 1913 roku i opublikował rozszerzone wydanie w 1920 roku. Umieścił wewnętrzne słońce na Ziemi i zbudował działający model Pustej Ziemi, który opatentował (patent USA 1096,102). Ferdynand Antoni Ossendowski napisał w 1922 roku książkę zatytułowaną „Bestie, ludzie i bogowie”.[3] Ossendowski powiedział, że powiedziano mu o podziemnym królestwie, które istnieje wewnątrz Ziemi. (http://xportal.pl/?p=33030) Buddyści znali ten podziemny świat jako Agharti.

Przed wybuchem II Wojny Światowej Niemcy zainteresowali się Antarktydą. Naziści byli zafascynowani wszystkim, co dotyczyło rasy aryjskiej. Podróżowali po całym świecie, w tym po Antarktydzie, aby dowiedzieć się więcej o rzekomym pochodzeniu. Poszukiwali tam wejścia do wnętrza Ziemi. Niedawno zostało odtajnionych wiele dokumentów na ten temat po upadku ZSRR, które zostały odnalezione w Sektorze Sowieckim (NRD) w Niemczech po wojnie.  Niemcy odcisnęli piętno na biegunie południowym i odkryli tam coś niesamowitego, że jeszcze podczas wojny Hitler specjalnym rozkazem nakazał rekrutację z przeprowadzonej selekcji osób samotnych do zamieszkania na tajemniczym lądzie pod biegunem południowym. To co jednak odkrył, Admirał Richard E. Byrd, w wyprawie na Antarktydę, ten który latał nad Arktyką a także nad  Antarktyką i co zapisał w swoim dzienniku jest niezwykle sensacyjne.

Po wielu osiągnięciach polarnych Byrd zorganizował operację Highjump w 1947 roku. Cel: zbudowanie amerykańskiego ośrodka szkoleniowo-badawczego na biegunie południowym. Nadmieniam, że Byrd pierwszy przeleciał nad Biegunem Północnym, ale pierwszym nad Arktyką był lotnik polski Jan Nagórski o czym pisałem w „Biuletynie Polarnym” z 2003 roku.[4]  (http://www.geol.agh.edu.pl/~bipo/index.php?menu=BiPo_0011)

Największą jednak sensacją była relacja Admirała Richarda E. Byrda. Zresztą cała historia tego człowieka i jego życia jest niezwykle sensacyjna. Otóż dotyczy to jakiegoś odkrycia dokonanego na Antarktydzie przez Byrda w akcji Highjump (tłum. „Wysoki Skok”) w 1947 roku. Odkrył on coś, co spowodowało, że na kilka lat został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym i co ciekawe ponownie powołano go jako jednego z głównodowodzących w następnej operacji o kryptonimie Deep Freeze (tłum. „Siarczysty Mróz”) na Antarktydzie w 1954 roku.  Obie te operacje były operacjami wojskowymi, gdzie Amerykanie np. w 1947 w bitwie z „kimś” stracili połowę samolotów i jeden okręt wojenny. Natomiast w 1954 roku chcieli tam użyć broni jądrowej. Jest to naprawdę bardzo tajemnicze.

Nadchodzi czas, kiedy ludzka racjonalność musi zaniknąć i trzeba zaakceptować nieuchronność Prawdy! Nie mogę ujawnić poniższej dokumentacji podczas tego pisania… być może nigdy nie ujrzy ona światła publicznego, ale muszę wypełnić obowiązek i zapisać ją tutaj, aby wszyscy mogli je przeczytać pewnego dnia. W świecie chciwości i wyzysku ludzkość nie może już dłużej tłumić tego, co jest prawdą.

Admirał Richard E. Byrd, odznaczony Medalem Honoru, rzekomo opisał swoje spotkanie z zaginioną cywilizacją na Antarktydzie. Według teoretyków Pustej Ziemi Byrd spotkał starożytną rasę pod ziemią na biegunie południowym.

Jak pominięto to w misji Byrda w operacji Highjump? Czy to może być jedna wielka mistyfikacja, którą uwielbiają teoretycy spisku. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Highjump)

Zgodnie z „dziennikiem” Byrda, rząd nakazał Byrdowi milczeć na temat tego, czego był świadkiem podczas swojego zadania w Antarktyce:
Właśnie uczestniczyłem w spotkaniu sztabowym w Pentagonie. W pełni przedstawiłem moje odkrycie i przesłanie od Mistrza. Wszystko jest należycie zarejestrowane. Prezydent został powiadomiony. Jestem teraz zatrzymany na kilka godzin (dokładnie sześć godzin, trzydzieści dziewięć minut). Jestem intensywnie przesłuchiwany przez najwyższe siły bezpieczeństwa i zespół medyczny. To była męka !!!! Znajduję się pod ścisłą kontrolą zgodnie z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych Ameryki. ZAPOWIEDZIŁEM ŻE BĘDĘ MILCZEĆ W SPRAWIE WSZYSTKIEGO, CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁEM, W IMIENIU LUDZKOŚCI !!! Niesamowite! Przypomina mi się, że jestem wojskowym i muszę wykonywać rozkazy.

Niektórzy twierdzą, że rząd amerykański wysłał swoje wojska na biegun południowy, aby uzyskać dowody na istnienie niemieckiej Bazy 211 w tzw. Nowej Szwabii[5]  (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Szwabia)[6]

Od tysięcy lat ludzie na całym świecie piszą legendy o podziemnym mieście Agartha (czasami nazywanym Agartą lub Agarthi). Czy Byrd to znalazł?

Spotkał „Mistrza”, przywódcę miasta, który powiedział mu o swoich obawach dotyczących świata powierzchni:

Nasze zainteresowanie zaczęło się słusznie zaraz po tym, jak wasza Rasa eksplodowała pierwsze bomby atomowe nad Hiroszimą i Nagasaki w Japonii. To był niepokojący czas, kiedy wysłaliśmy nasze latające maszyny, „Flugelrady” do waszego świata na powierzchni, aby zbadać, co zrobiła Wasza Rasa… Widzicie, nigdy wcześniej nie ingerowaliśmy w wojny i barbarzyństwo waszej Rasy. Ale teraz musimy, ponieważ nauczyliście się manipulować pewną mocą, która nie jest dla waszego Człowieka, głównie energią atomową. Nasi wysłannicy już przekazali przesłania potędze waszego świata, a mimo to nie słuchają.
Najwyraźniej rząd USA coś wiedział o podziemnym świecie Agartha.
Według Mistrza, takie miejsca jak Tybet, Wielka Piramida w Gizie i Biegun Północny mają tunele prowadzące do Agarthy.

Czego jeszcze Mistrz nauczył Byrda? A co z resztą załogi Operacji Highjump? Byrd nie odkrył podziemnego świata sam? Do tej pory nie zostały wyjaśnione przyczyny śmierci Admirała Byrda, który zmarł w tajemniczych okolicznościach w 1957 roku. Według oficjalnej wersji Admirał Byrd zmarł we śnie na chorobę serca w wieku 68 lat 11 marca 1957 r. W swoim domu przy 7 Brimmer Street w dzielnicy Beacon Hill w Bostonie. Został pochowany na Cmentarzu Narodowym w Arlington. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Richard_Byrd_(lotnik) )

Dodam jeszcze tutaj też wątek Polski, może nie związany z tematem ale bardzo ważny i który opisałem już w jednym z artykułów. (http://pressmania.pl/stacja-antarktyczna-im-a-b-dobrowolskiego/)   Otóż miałem możność współpracować kiedyś z Prof. Jackiem Machowskim (20.06.1923 – 26.03.2004 r.), wybitnym prawnikiem i dyplomatą, który prowadził szereg wykładów (public lectures) na uczelniach amerykańskich i kanadyjskich (1956 – 1962). Jako zastępca Stałego Przedstawiciela Polski przy ONZ w Nowym Jorku, był obecny przy pracach nad Traktatem Antarktycznym. Wraz z drugim radcą ambasady Marianem Dobrosielskim, podjął w czasie trwania Konferencji Waszyngtońskiej nieoficjalne rozmowy kuluarowe z jej uczestnikami, zmierzające do umożliwienia Polsce podpisania Traktatu Antarktycznego w charakterze sygnatariusza pierwotnego, co dałoby jej prawo do uczestnictwa w Spotkaniach Konsultacyjnych Państw – Stron Traktatu od zarania. Od samego początku (tak jak i ja) był gorącym zwolennikiem utrzymania na stałym lądzie Stacji Antarktycznej PAN im. A.B. Dobrowolskiego, którą Polska otrzymała od ZSSR w roku 1959, czyli przed podpisaniem Układu Antarktycznego. A dzięki inicjatywie prof. S. Rakusy-Suszczewskiego w 1977 roku na Wyspie Króla Jerzego położonej na terenie archipelagu Szetlandów Południowych założono polską stację im. Henryka Arctowskiego, dzięki której Polska stała się 13-tym krajem Porozumienia Antarktycznego. Stacja ta działa stale z załogą liczącą ok. 20 do 40 osób. Dobrą wiadomością jest, że rząd Polski docenia badania w rejonach arktycznych i antarktycznych polskich naukowców. W listopadzie 2018 roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło, że przeznaczy dotację w wysokości 88 mln zł na przebudowę istniejącej infrastruktury stacji Stacji Antarktycznej im. H. Arctowskiego. Projekt obejmuje między innymi budowę nowego budynku głównego. Natomiast w grudniu 2018 roku została podana dobra wiadomość o tym, że Polska Akademia Nauk oraz Instytut Geofizyki PAN zawarły z Geoscience Australia porozumienie dot. wspólnych badań w Antarktyce. Elementem kooperacji będzie rewitalizacja nieużywanej od ok. 40 lat polskiej stacji polarnej im. Antoniego B. Dobrowolskiego.

Niezależnie od tego, powracając do tematu, czy cała historia Pustej Ziemi jest faktem czy też fikcją, wspaniale jest sobie wyobrazić, że na świecie wciąż może istnieją ukryte cywilizacje. Tylko prawdopodobnie na wyższym etapie technologicznego. Jeżeli istnieją to mają rację, że się z nami nie komunikują bo po co? Chcą sobie spokojnie żyć bez problemów, ale też szkoda, że jeżeli istnieją to dlaczego nie chcą zmienić systemu panującego w naszym Świecie. Systemu pełnego wojem, zbrodni, nienawiści i pazernego kapitalizmu. Może się jednak kiedyś zdecydują, aby nam pomóc? Może jednak to tylko fikcja lub teoria spiskowa.

Do artykułu dołączyłem  z moich zbiorów oryginalne mapki m.in. z operacji Deep Freeze II zawarte w raporcie dla Kongresu USA z 17 lutego 1957 roku oraz informację o przekazaniu Polsce jednej z baz w Oazie Bungera przez ZSRR (późniejszej Polskiej Stacji im. Dobrowolskiego) z publikacji Roberta D. Haytona – „The Antarctic Settlement of 1959”, zamieszczonej w „The American Journal of International Law”, Vol. 54, No 2, April 1960.




[1] „Zaginiony horyzont” wg powieści Jamesa Hiltona. W 1973 r. nakręcono drugi film z plejadą gwiazd i w oprawie muzycznej Burta Bacharacha, który wylansował w nim takie przeboje jak „Living Together, Growing Together”, „What the World Needs Now Is Love, Sweet Love”, i in. Niestety – film został niezrozumiany i obśmiany przez krytykę…
[2] Jako ciekawostkę można dodać, że niedawno planowano międzynarodową wyprawę do Wejścia Północnego na pokładzie rosyjskiego lodołamacza NS Jamał, która nie doszła do skutku wskutek śmierci jej projektodawcy i animatora.
[3] W wydaniu polskim „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów – konno przez Azję Centralną”, Poznań 1927.
[4] Jako polonicum należy wspomnieć także o radzieckim lotniku polskiego pochodzenia Zygmuncie Lewaniewskim, który latał nad Arktyką i zaginął bez wieści lecąc z Moskwy do Fairbanks AL via Biegun Północny, w dniu 13.VIII.1937 r. w rejonie Bieguna Północnego.
[5] Zob. M. Jesenský, R.K.F. Leśniakiewicz – „Kryptonim Wunderland”, WiS2, Warszawa 2008.
[6] Naziści mieli swój ośrodek szkoleniowy w Karkonoszach, w którym przygotowywali swe załogi stacji polarnych w Arktyce i Antarktyce.

poniedziałek, 27 lipca 2020

Tajemnica tektytów




Andrzej Kotowiecki


Szklane meteoryty czyli tektyty, skąd pochodzą – fantastyka a może jednak nie?


Historia odkrycia tektytów


Wielka zagadka pojawiła się po opublikowaniu w roku 1900 w roczniku Cesarsko-Królewskiego Państwowego Urzędu Geologicznego we Wiedniu pracy F. E. Suessa „0 pochodzeniu mołdawitów i szkieł pokrewnych”.

F.E. Suess napisał w swej pracy: „Kierując się właściwościami ciał, które w przeciwieństwie do pozostałych meteorytów stanowią uprzednio całkowicie stopioną, a później zakrzepłą masę, nadałem całej tej grupie wspólną nazwę tektytów”. W języku greckim tektos znaczy stopiony. Tak więc 100 lat temu wysunięta została teoria o pozaziemskim pochodzeniu tektytów i zaliczenie tej grupy do meteorytów.

Jedyny zarejestrowany w czasach nowożytnych upadek meteorytu szklanego nastąpił w dniu 17 maja 1855 roku w pobliżu miejscowości Jigaste na południu Estonii, spadł po głośnej detonacji. Dopiero profesor John A. O’Keefe 100 lat później zaliczył ten meteoryt do tektytów, gdyż ówcześni badacze doszli do wniosku, że musi on pochodzić z Ziemi.

Mołdawity znane były od 1787 r. i używane często do wyrobu biżuterii. Australity znane były tubylcom i były używane do wyrobu przedmiotów kultu religijnego.

W roku 1930 znaleziono setki okazów tektytów na terenie Indochin.

Pierwsze tektyty na Jawie odkryto w 1907 r. a na wyspie Bilitan wcześniej, bo w roku 1879. Tektyty na Filipinach i Jawie były znane ludom prehistorycznym. Na wyspie Rizal odkryto je w roku 1926.

W pobliżu miejscowości Ahakoumoekrou na Wybrzeżu Kości Słoniowej znaleziono je przy wydobywaniu złota. Karol R. Darwin opisał tektyty australijskie jako pierwszy i dla uczczenia jego pamięci nazwano jego imieniem w 1910 r. odkryte w zachodniej Tasmanii – Szkło Darwina.

Szkło Pustyni Libijskiej zostało po raz pierwszy odkryte i opisane przez Patricka Claytona w grudniu 1932r. Kilkadziesiąt lat temu odkryto w Kazachstanie tektyty Irgizyty o odcieniu niebieskim. Natomiast w Kolumbii odkryto szkliwo w kolorze zielonym i brązowym – Kolumbity, które nie wszyscy naukowcy zaliczają do tektytów. Znajduje się je w kopalniach wydobywających szmaragdy.

W roku 1991 tybetańskie tektyty zostały „odkryte” dla Zachodu, odkryto je w korycie wyschniętej rzeki i są wydobywane przez Draknów, szczep nomadów żyjący w Chang Tang, płaskowyżu w środkowym i północnym Tybecie, w pobliżu jeziora Motsobuhna. W przeszłości były bardzo wysoko cenione przez miejscowych i zostały uznane jako „dar niebios”, są one uważane za talizmany o ogromnej mocy.


Pochodzenie tektytów


Teorii pochodzenia i powstania tektytów zostało wysuniętych dużo, między innymi takie jak poniżej:

·        odpadami prehistorycznego przemysłu szklarskiego,
·        kamieniami stopionymi w wyniku pożaru lasu,
·        deszczem meteorytów szklanych,
·        stopionymi resztkami meteorytów kamiennych,
·        materiałem wyrzuconym z wulkanów księżycowych,
·        kamieniami stopionymi i wyrzuconymi w kierunku Ziemi przez meteoryt spadły na powierzchni księżyca,
·        kamieniami stopionymi i rozrzuconymi przy upadku komety na Ziemię,
·        kamieniami stopionymi przy upadku meteorytu na Ziemię i wyrzuconymi na dużą wysokość, a następnie ponownie spadłymi na Ziemię.

Chryzolity z Tyna nad Wełtawą po raz pierwszy bo w roku 1787 badał profesor Uniwersytetu w Pradze Joseph Mayer i zaliczył je do „Lapis obsidianus” – szkliw wulkanicznych.

Joseph Mayer w swoich badaniach zaznaczył, że zachowują się one odmiennie przy topnieniu. Johann Thadoläus Lindaker niedługo potem uznał, że Moldawity (rzeka Wełtawa po niemiecku to Moldau) są odpadami z hut szkła – prehistorycznego przemysłu szklarskiego. Powyższe teorie przetrwały ok. 100 lat chociaż w międzyczasie Martin Klaproth w roku 1816 na podstawie badań fizycznych ciężaru właściwego oraz składu chemicznego doszedł do wniosku że Mołdawity są jakąś odrębną substancją. Natomiast Georg Ernst Abbe i Otto Schott próbowali otrzymać takie „chryzolity” w warunkach laboratoryjnych i doszli do wniosku iż nie można ich otrzymać w sposób sztuczny. Dopiero obfity zasób pojedynczych obserwacji oraz znalezienie podobnych utworów na Morawach a także obserwacje zebrane i przeprowadzone przez Karola Darwina w czasie podróży dookoła świata na statku badawczym „Beagle” w latach 1832-1837, w czasie której opisał i nadał nazwę tektytom australijskim, dały podstawy do wysunięcia następnych teorii. W roku 1900 słynny geolog austriacki Eduard Suess nadał im wspólną nazwę tektytów i wysunął teorię o kosmicznym pochodzeniu tych ciał. Przez następnych kilkadziesiąt lat jednak nauka nie potrafi uporać się z pochodzeniem tektytów.


Główne teorie pochodzenia tektytów


Większość badaczy jest zgodnych, co do tego, iż tektyty powstały albo na Ziemi, albo na Księżycu i wykluczają ich pochodzenie z innych ciał Układu Słonecznego. Jeżeli chodzi o pochodzenie księżycowe, to najważniejszymi teoriami są, iż tektyty pochodzą z wulkanów księżycowych lub też w wyniku uderzenia meteorytu o Księżyc, przy czym wyrzucony materiał dotarł do Ziemi.

Zwolennikiem teorii „Księżycowego pochodzenia tektytów” jest prof. John A. O’Keefe. Dalszymi ziemskimi teoriami są, iż tektyty pochodzą z ziemskich wulkanów lub też od uderzenia meteorytów w Ziemię. Bardzo łatwo odrzucić teorię uderzenia meteorytów w Księżyc, gdyż w wyniku stopienia skał pokrywających powierzchnię Księżyca nie otrzymamy szkliwa o składzie tektytów.

Prędkość początkowa materii wyrzucanej przez ziemskie wulkany nie przekracza 700 m/sek. czyli za mało, aby porozrzucać tektyty na ogromnym obszarze np. Australii (musiałaby być 10 razy większa prędkość początkowa).

Tak więc pozostają dwie teorie i możliwości, iż tektyty pochodzą:

·        z wulkanów księżycowych,
·        z wielkich kraterów meteorytowych na Ziemi.

Jeżeli chodzi o pierwszą teorię, to aby ją przyjąć trzeba przede wszystkim stwierdzić, że wulkany istnieją na Księżycu lecz nie mogą to być wulkany typu ziemskiego, gdzie gazem wyrzucającym jest para wodna, gdyż prędkość początkowa byłaby za niska. Jeżeli gazem wyrzucającym jest wodór to fragmenty skalne mogą uzyskać prędkość ponad 2,4 km/s – a to wystarczy na opuszczenie Księżyca. Detektory umieszczone na statkach Apollo 15 i 16 stwierdziły występowanie radonu w kraterze Arystarch.

Występowanie radonu na Ziemi jest związane z wulkanizmem. Niemniej jednak obserwacje te są poddane w wątpliwość, chociaż w rejonie tego krateru zauważono „pojaśnienia”. Najwięcej zwolenników posiada teoria zakładająca, że uderzenie dużego meteorytu w Ziemię spowodowało stopienie skał i wyrzucenie ich w powietrze na dość dużą odległość.

Stwierdzono przy tym, że Wełtawity mają taki sam wiek (14,8 mln lat) jak krater meteorytowy Ries na południu Niemiec, a Iworyty taki sam wiek (1,2 mln lat ) jak i krater meteorytowy Bosumtwi w Ghanie. Jednak tylko wiek kraterów jest zbieżny z wiekiem tektytów, ale innych zgodności nie znaleziono – szkliwo znalezione w samym kraterze Ries (średnica 25 km) zawiera wielokrotnie więcej wody i różni się składem chemicznym od Wełtawitów.  Chronologiczna lista ważniejszych teorii pochodzenia tektytów liczy sobie od pierwszej teorii z 1788 roku do chwili obecnej ok. 35 różnych teorii.






Występowanie tektytów


Tektyty występują w kilku miejscach na Ziemi. Najstarszymi, bo liczącymi ok. 35 mln lat są Bediazyty występujące w Teksasie i Georgianity w Georgii w USA (odkryte na Haiti szkliwo sprzed 65 mln lat nie zostało jeszcze uznane za tektyty).

Na pograniczu Egiptu i Libii występuje liczące ok. 28 mln lat Szkło Pustyni Libijskiej w kolorach od żółtego, miodowego przez przeźroczyste i ciemne Szkło Pustyni Libijskiej jest niezwykłym fenomenem natury. Szkło to zawiera bardzo małą ilość pęcherzyków powietrza.

Do wyprodukowania takiego szkła jest potrzebna temperatura wytopu wyższa od 1750°C i na przykład dla kulki szkła o takim składzie i o średnicy 3 cm wymagany jest czas wytopu ok. 50 dni aby usunąć z niej wszystkie pęcherzyki powietrza większe od 2 mm średnicy! Do chwili obecnej nie ma hipotezy, która podałaby okoliczności powstania tego szkła na Pustyni Libijskiej. Szacuje się, iż obecnie całkowita masa szkła libijskiego mimo erozji wynosi ok. 1,4 x 10³ ton i pierwotnie była 10 tys. razy większa. Niewątpliwym jest, że szkło takie występuje tylko w jednym miejscu na Ziemi. W Czechach na zachód od Brna i Budziejowic występują Mołdawity (Wełtawity), których wiek określa się na ok. 15 mln lat, są w kolorze zielonym (tzw. butelkowym). Przy czym różnią się one kolorem i nieznacznie składem. Te z Czech są jaśniejsze i przezroczyste, a te z Moraw ciemniejsze i przeważnie większe. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej w Afryce występują Iworyty, których wiek określa się na 1,2 mln lat (dotychczas znaleziono tylko ponad 200 szt.). Dalsze poszukiwania są utrudnione, ponieważ występowały w kopalniach złota, które już nie są eksploatowane, a znajdują się na terenach niedostępnych w dżungli. Tektyty tybetańskie są jeszcze bardzo mało znane. Z opowieści pierwszego handlarza, który je dostarczył do USA wiadomo, że pochodzą one z koryta wyschniętej rzeki i zostały zebrane przez Drokmów – lud żyjący w pobliży jeziora Motsobuhna na płaskowyżu Chang Tang Większość tektytów jest ciemnoszara lub czarna. Tybetanity są prześwitujące tylko w pewnym stopniu.

W świetle odbitym są czarne, ale pod światłem są prześwitujące i podobne do bardzo ciemnego kwarcu dymnego (morion) o oliwkowo zielonym odcieniu. Tektyty te są przeważnie małe (poniżej 100gramów), a duży procent okazów poniżej 10 gramów. W Azji tektyty występują od Chin i Tybetu, aż po Indochiny, Filipiny, Jawę, Australię i Tasmanię. Obejmują obszar ponad 8.000 km², są w kolorze ciemnym, ich wiek określany jest na ok. 700 tys. lat.  Tektyty w Azji i Australii są bardzo zróżnicowane kształtami. Najcenniejszymi i najbardziej poszukiwanymi są Australity w kształcie owalnym i okrągłym tzw. guziki. Ich ceny kształtują się od kilku do kilkuset dolarów za sztukę. Tektyty z Indochin, np. z Tajlandii są w cenie już od 30 centów za gram. W mniejszej ilości znajdowane są na terenie Kambodży, Wietnamu, Laosu i północnych Chin jak również Jawy, Filipin, Wyspy Billiton (pomiędzy Sumatrą i Borneo-tzw. strzępiaste) oraz Malajskie. Natomiast w Kazachstanie występują bardzo małe tektyty tzw. Irgizyty w kolorze ciemnym do granatowego i niebieskiego. Irgizyty są poszukiwane. Na terenie Ameryki Południowej w Kolumbii znaleziono szkło koloru zielonego i jasnobrązowego, które większość naukowców nie zalicza do tektytów (jak również Szkła Pustyni Libijskiej i Szkła Darwina). Kolumbity są jeszcze mało znane, lecz już docenione na rynkach kolekcjonerskich.

Krater Darwina, gdzie występuje to szkło jest położony 26 km na południe, od Queenstown (42°18’ S – 145°40’ E).







Kształty tektytów, kolor, waga, skład chemiczny i właściwości fizyczne


Tektyty można podzielić na różnego typu kształty, takie jak: kula (a), hantle (b), dyski (c), łzy (d), miski (e), bumerangi (f), owale (g), guziki (h), wydłużone i soczewkowate.

    Kształt jest uzależniony prawdopodobnie od szybkości upadku i jest rzeczywiście taki, jaki przybrałaby kropla rzadkiej masy szklanej pod wpływem pędu powietrza, powstającego w czasie jej spadku na Ziemię.
    Ma kształt kropel spadającej wody, która ulega rozpadowi na małe krople, kuliste, podłużne, zgrubiałe u końców zorientowane wzdłuż linii pędowych
    Najpiękniejszym wytworem są „guziki” – ich przekrój wykazuje wyraźnie, jak kulka szkliwa przy zetknięciu z atmosferą Ziemi uległa zmiękczeniu, a następnie stopieniu od przodu ku tyłowi.

W większości tektyty są ciemne – czarne, brązowe czy też zielone (szkło butelkowe), albo też jak Szkło Pustyni Libijskiej koloru żółtego, miodowego i jasnozielonego.

Kolor tektytów jest uzależniony od składu chemicznego np. mołdawity zawierają więcej potasu i są zielone, bediazyty z Texasu zawierają bardzo mało magnezu i są ciemne.

Tektyty posiadają w składzie chemicznym głównie SiO2 (od 70 – 80%) i tlenku glinu Al2O3 (11 – 15%), mikroskopijnych cząsteczek żelazoniklu oraz zmiennych ilości magnezu, tytanu, baru, chromu, potasu, sodu i niektórych innych pierwiastków. W przeciwieństwie np. do „ziemskiego” obsydianu, który zawiera 1% wody, tektyty są bardzo suche, zawierają poniżej 0,005% wody. Tektyty czasem zawierają we wnętrzu pęcherzyki powietrza lub puste miejsca tzw. kawerny.

Tektyty posiadają twardość 6-7 w skali Moksa i współczynnik załamania 1,48-1,52. Szkło wykonane przez człowieka, a także obsydian mają twardość 5 do 5,5, a szkło współczynnik załamania 1,5 lub wyższy.  Różnią się one więc od wszystkich znanych rodzajów szkła zarówno naturalnego, jak i sztucznego. Ich kształt i wygląd powierzchni wyraźnie sugerują, że ukształtowały się one w stanie częściowo stopionym, podczas przelotu przez atmosferę z wyjątkowo dużą prędkością.





Tektyty i meteoryty ze zbiorów Autora (Fot. R. Leśniakiewicz)


 Wątpliwości wobec teorii pochodzenia


Chyląc czoło przed specjalistami w dziedzinie badania meteorytów i tektytów nasuwają się następujące wątpliwości:

·        Uczeni wykluczyli i nie udowodnili pochodzenia wulkanicznego tektytów.
·        Tektyty na Ziemi występują tylko pomiędzy 50°S i 50°N szerokości geograficznej – dlaczego?
·        Tektyty są tak dobrej jakości „szkłem”, że nie mogą być produktem nagłego wysokiego ciśnienia i temperatury powstałego od uderzenia meteorytów – argumentem jest szkło – tzw. trynityty powstałe w trakcie przeprowadzonych testów wybuchu bomby atomowej. Powstaje szkliwo brudne i nieprzeźroczyste.
·        Znane są tylko tektyty powstałe w Erze Kenozoicznej w przedziale pomiędzy 35 mln lat a 700 tys. lat i tylko w kilku miejscach na Ziemi. (Okres ten może być przesunięty do 65 mln lat po zbadaniu szkliwa „mikrotektytów” z Haiti ).
·        Tektyty przebywały w przestrzeni Kosmicznej jako pojedyncze ciała od kilku tysięcy lat, jak wykazały pomiary metodą potasowo – argonową.
·        Rejon występowania Szkła Pustyni Libijskiej jest o wiele większy, obejmuje od 25°02’N do 26°13’N oraz 25°24’E do 25°55’E, niż areał występowania Mołdawitów, przy czym nie występują w pobliżu niego wulkany czy też kratery meteorytowe.
·        Ślady na tektytach oraz ich występowanie świadczy o tym, że dostały się one do atmosfery Ziemi z ogromną szybkością i pod kątem do horyzontu ok. 30°.
·        W tektytach zostały znalezione sferule zawierające Fe i Ni nie mniej jednak Ganapathy i Larimer wykazują, że kuleczki żelaza z niklem nie są meteorytami.
·        Jeżeli nawet założyć, iż tektyty są pochodzenia ziemskiego, to dlaczego się tak różnią pomiędzy sobą?
·        Na Księżycu został znaleziony szklisty materiał, lecz tylko zbliżony do tektytów – próbka Nr 14425 – 8 mm szklista kulka Ni-Fe.
·        Gdzie są kratery uderzeniowe, które wyprodukowały ogromne ilości tektytów w Azji Południowo-Wschodniej i Australii 700 tys. lat temu?
    Najpoważniejszy argument przeciwko ziemskiemu pochodzeniu tektytów pochodzi od inżynierów przemysłu szklarskiego, dla których nie jest dotąd znany sposób zyskiwania takiej dobrej jakości szkła w tak krótkim czasie, jak to przewidują teorie uderzeniowe.


Gdzie są tektyty lub meteoryty z ponad 150 kraterów uderzeniowych?


Na Ziemi zostało odkrytych ponad 150 kraterów uderzeniowych powstałych w różnych okresach historii. Kratery ulegają szybkiej erozji, dlatego te najstarsze zachowały się w najbardziej stabilnych tektonicznie i klimatycznie regionach.

Co roku jest odkrywanych następne kilka kraterów. Mimo wszystko zachodzi pytanie – to dlaczego tektyty nie są tak popularne w różnych regionach kuli ziemskiej, a znanych jest tylko kilka rodzajów tektytów, w kilku miejscach. Przecież gdyby teoria uderzeniowa, która jest akceptowana przez większość świata naukowego była do przyjęcia, to dlaczego jest tak a nie inaczej. Wydaje mi się, że świat nauki nie chce wysuwać śmiałych teorii powstania tektytów. Tak jak przy większości kraterów uderzeniowych nie znajduje się tektytów, tak przy wielu kraterach brak jest meteorytów lub też materiału zbliżonego do meteorytów. Czy kratery na Ziemi muszą świadczyć tylko o uderzeniach ciał kosmicznych naturalnych, a dlaczego nie np. sztucznych? Przecież najstarsze źródła pisane, te z Indii i Tybetu opowiadają nam o ogromnych wojnach, w których używana była broń jądrowa. Można znaleźć opisy najprzeróżniejszych konstrukcji kosmicznych, od satelitów do ogromnych, wielokilometrowych, gigantycznych miast, z których pochodziły te istoty oraz ludzie, gdzie zgromadzona była żywność i woda, wszelkie wygody oraz straszliwa broń i amunicja. Jedno z tych miast, które obracały się wokół własnej osi nazywało się Hiranjapma, co oznaczało miasto ze złota. Zbudował to miasto Brahma.

W księdze Wanaparwan występują jeszcze inne miasta kosmiczne obracające się wokół własnej osi, a to: Waihajori, Gagankora i Kekara.

Wg. Rygwedy 1.164 – 11 do – 14 :


Niezniszczalne koło Ładu o dwunastu szprychach
obraca się nieustannie wokół nieba.
Na nim stanęli parami synowie , o Agni,
siedem setek i dwudziestu.
Ojca o pięciu stopach, w dwudziestu postaciach
zwą posiadaczem obfitości w górnej części nieba.
Inni zaś zwą [go] dalekowzrocznym, umieszczonym w dolnym
[niebie],
Na owym obracającym się kole o pięciu szprychach
opierają się wszystkie istoty.
Jego oś nie rozgrzewa się, [choć] bardzo obciążona,
i piasta nigdy się nie skruszy.
Niezniszczalne koło obraca się z obręczą,
ciągnie [go] dziesięć zaprzężonych do wyciągniętego [dyszla].
Oko słońca przestworem idzie otoczone,
w nim [są] umieszczone wszystkie istoty.

Czy nasi współcześni naukowcy nie widzą pozostałości tych wojen, pozostałości namacalnych, takich które można wziąć do ręki i zbadać lub zobaczyć np. kratery.

Czy nie ma nikogo, kto odważyłby się tak powiedzieć i nie „ośmieszyć się” przed światem nauki. Czy tektyty nie są tym namacalnym przykładem? Przecież krzem jest jednym z najlepszych półprzewodników do budowy części elektronicznych m.in. komputerów.

Czy zbudowanie miasta kosmicznego może być zrobione głównie z tego składnika, tj. krzemu, tak aby było funkcjonalne do życia, a jednocześnie zawierało wszystkie myśli techniczne?

Dlaczego nie znaleziono do chwili obecnej tektytów np. o wadze kilkuset kilogramów, a tylko kilkudziesięciu, ponieważ przy teorii uderzeniowej bliżej krateru powinny być większe kawałki a nie tak małe. To tak jakby w przestrzeni Kosmicznej rozpadła się od wybuchu i wysokiej temperatury szyba samochodowa w „drobny mak” i przybrała pod wpływem ponownej wysokiej temperatury, przy przelocie przez atmosferę obecny kształt.

Wydaje mi się, że historię człowieka należy cofnąć co najmniej o kilka milionów lat, a może i więcej. Należy wreszcie na wiele znalezisk na Ziemi popatrzeć inaczej, powiązać je z historią człowieka, z legendami, z opisami utrwalonymi w starożytnych świętych pismach. Nauka nie powinna trzymać się reguł ustalonych wiele dziesiątków lat temu, powinna się zmieniać i przeobrażać, tak jak następują przeobrażenia cywilizacyjne.

 Heinrich Schliemann (1822 – 1890) od młodzieńczych lat wierzył, iż odnajdzie Troję opierając się na eposie Homera i tak też się stało. Po latach podróży i pracy teksty Iliady i Odysei stały się dla Schliemanna zrozumiałe i doprowadziły do wielkiego odkrycia. Wydaje mi się, że tak jak on musimy pozbyć się reguł i zasad , iż stworzyliśmy takie a nie inne technologie to też obiekty latające muszą być zbudowane tak samo z takich samych materiałów lub też podobnych. Te stereotypy myślenia cofają nas, boimy się myśleć inaczej niż „inni” , czy też boimy się wysuwać zbyt śmiałe teorie aby nie ośmieszyć się, gdyż większość myśli inaczej.

Wydaje mi się, że potwierdzeniem mojej teorii o pochodzeniu tektytów są występujące w kraterze uderzeniowym Zhamanshin w Kazachstanie tektyty różnowiekowe, a to 0,7; 1,2 ; 5,2 mln lat podczas gdy krater został utworzony tylko 10 000 lat temu. Wydaje się dla mnie oczywiste i wielce prawdopodobne , że sam statek kosmiczny zbudowany został około 5,2 mln lat temu i był modernizowany dwukrotnie to jest 1,2 oraz 0,7 mln lat temu. Katastrofa natomiast nastąpiła około 10 000 lat temu.

Wydaje mi się, iż przyszłe szczegółowe badania tego krateru powinny przynieść więcej odkryć, gdyż po pierwsze katastrofa ta „nie była tak dawno”, a po drugie powinny zachować się z tej katastrofy artefakty. Chyba że zostały zabrane przez ekipy poszukiwawcze.

W roku 1973 została wydana w Indiach książka dotycząca zagadki lotów kosmicznych w starożytnych Indiach. Książka ta została wydana w oparciu o rękopis liczący sobie ponad 350 lat a zatytułowany VAIMANIKA SASTRA, który został odnaleziony w 1918r. w bibliotece Barada Royal Sanskrit w Majsur w Indiach. Pierwszą informację o odkryciu przekazano mediom w roku 1952. Tekst ten liczący sobie 6000 ręcznie pisanych linijek opowiada o prehistorycznym lotnictwie. W roku 1973 ukazał się angielski przekład VYMAANIKA – SHAASTRA OR SCIENCE OF AERONAUTICS. Książka ta została wydana przez profesora G.R. Josyera i jego współpracowników. Tekst ten opisuje aparaty latające typu: „vimana, rukma, sumdra i szokuna”. Tytuły poszczególnych rozdziałów brzmią intrygująco: korytarze powietrzne, elementy maszyny, skafandry, posiłki, o materiałach, punkt topnienia, lustra, moc, maszyny, różne typy samolotów. Wg tekstu odmienną częścią składową były lustra np. dalekiego zasięgu, zbierające energię czy też potęgujące przerażenie, itp. Tekst ten podaje jak zbudować te lustra, wylicza np. 633 „złe wpływy” dla aparatu latającego, jak również jak im zapobiec. Opisuje także soczewki typu laser o nazwie rowdri – darpana, które zmieniają wszystko na co się je skieruje. Do najważniejszych wersetów zaliczyłbym wyjaśnienia budowy vimana, do którego wg tekstu należy użyć 27 różnych rodzajów szkła i to wylicza z czego zbudować ściany, podłogę i piętra. Tekst ten wylicza również 28 rodzajów włókien do sporządzenia kombinezonu pilota oraz 25 rodzajów połączeń do przetworzenia energii słonecznej na użytkową siłę. Do budowy niewielkich obiektów latających używano szkła wg następującego opisu: „owe 12 oczyszczonych składników należy wymieszać w proporcji 5 : 3 : 5 : 1 : 10 : 10 : 11 : 8 : 7 : 2 : 20 : 6 . Umieścić je w piecu do przetapiania mającym kształt lotosu i ogrzewanym węglem drzewnym. Należy go rozgrzewać do temperatury 323 stopni […]. Efektem będzie szitaranjikaadarsa czyli szkło zawierające w sobie chłód”. Nasuwa się przypuszczenie, że chodziło tutaj o to iż praktycznie szkło to, tak jak tektyty, nie zawierało wody czyli było chłodne – suche, a jednocześnie mogło przebywać długi czas w otwartej przestrzeni kosmicznej gdzie panuje temperatura bliska absolutnemu zeru. Wydaje mi się , iż badania nad tym tekstem powinny być rozpoczęte przez poważne laboratoria chemiczne a może już są prowadzone.


Podsumowanie


Do podanych na wstępie hipotez i chronologicznej listy ważniejszych teorii pochodzenia tektytów dodaję moją teorię, która została opublikowana przeze mnie po raz pierwszy w 1999 roku, może fantastyczną a czemu nie. Teoria ta bardzo spodobała się niektórym naukowcom w Indiach a mianowicie tektyty:
Mogą być odłamkami uległych katastrofie stacji orbitalnych i pojazdów typu Vimana budowanych ze szkła i krzemu oraz pozostałościami po wojnach gwiezdnych przed tysiącami i milionami lat a opisanymi w starożytnych hinduskich tekstach i pismach świętych.




Autor: ANDRZEJ KOTOWIECKI
Urodzony w Wadowicach w 1954 roku. Z wykształcenia prawnik, studia w Uniwersytecie Jagiellońskim, z zawodu prokurator, z zamiłowania historyk, archeolog, geolog, paleontolog, religioznawca,  kolekcjoner i podróżnik. 

Ilustracje:

  • H. Carman - „Collecting Meteorites – Starting in your own back yard...”, Melbourne 1995
  • R.K.F. Leśniakiewicz