poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Z archiwum Bronisława Rzepeckiego (7)






Seria zdjęć ukazujących UFO i trafiający weń piorun. 
Zjawisko sfilmowano w miejscowości Kazinbarcik (Węgry) kamerą Panasonic RVC-R50E, w dniu 8.VII.1996 roku.
Szczegóły w raporcie Laszlo Kissa zamieszczonym w "Czasie UFO" nr 2/1997, ss. 33-34 -na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2016/05/czas-ufo-nr-21997.html.  

Kosmiczne bakterie na MKS/ISS


Tajemnicze kosmiczne bakterie (NASA)

W listopadzie 2017 roku w wielu światowych mediach pojawiła się informacja o tym, że na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej -  MKS/ISS – a dokładniej na jej zewnętrznym poszyciu – astronautom udało się odkryć nieznane formy życia.

Rzecz jasna, informacja o organizmie żywym, który w zagadkowy sposób znalazł się na zewnętrznym poszyciu MKS/ISS – i to na „ciemnej”, tj. odsłonecznej stronie – stanowiła swego rodzaju sensację. Ale tylko dla zwykłych zjadaczy chleba. Astronauci niejednokrotnie odkrywali kosmiczne bakterie zamieszkujące ściany stacji. O nawet doszli do wniosku, że większość z nich, to nasze ziemskie mikroorganizmy, które zostały zabrane przez statki kosmiczne w czasie lotu przez atmosferę. Chociaż już sam fakt, że mikroorganizmy były w stanie przeżyć podróż kosmiczną i przeżyć na powierzchni MSK/ISS, budzi zdumienie.

W każdym razie znalezisko zostanie dostarczone na Ziemię i dokładnie zbadane. A nuż wśród naszych ziemskich bakterii trafi się mikro-gość z Kosmosu?


I rzeczywiście. Niedawno media podały, że:

Nowy organizm, forma bakterii został znaleziony tylko na MSK/ISS i nie znaleziono go na Ziemi. Badacze z Laboratorium Napędu Odrzutowego (JPL) czołowego laboratorium NASA pracującego nad lotami międzyplanetarnymi, odkryli nową bakterię na MSK/ISS i nazwali ją Solibacillus kalamii by uhonorować byłego prezydenta A.P.J. Abdula Kalama[1], który rozsławił naukowców zajmujących się lotami kosmicznymi, sama zaś nazwa Solibacillus odnosi się do jej kształtu – lasecznika – powiedział dr Kasthuri Venkateswaran – senior naukowców z Grupy Biotechnologii i Ochrony Planetarnej przy JPL.
- Będąc rodakiem Tamilem, jestem winien wielkie podziękowania za wielki wkład dr. Kalama – powiedział on. Nowa bakteria jak zwykle została więc nazwana od nazwiska znanego naukowca.     


Budowa ziemskiej atmosfery

A także:

Według astronautów orbitujących w MSK/ISS, bakteria tam znaleziona na jej zewnętrznym poszyciu mogła być obcym, nie-ziemskim organizmem.

Astronauci regularnie pobierają próbki i materiały z zewnętrznych części stacji prowadząc tam coś, co nazwano „poza-pojazdową aktywnością”.  Próbki te potem są zabierane do uczonych na Ziemię w celu przebadania ich na możliwość istnienia życia w przestrzeni kosmicznej.

Aktualnie Anton Szkaplerow – rosyjski kosmonauta, który pracował na pokładzie tego laboratorium kosmicznego, powiedział rosyjskiej państwowej agencji informacyjnej, że w czasie tych eksperymentów natknął się na coś interesującego.
- Bakteria, której nie było tam od czasu startu tego modułu MSK/ISS została znaleziona na wymazie – powiedział on dla TASS tak więc one przyleciały skądinąd  w Kosmosie i usadowiły się na zewnętrznym poszyciu stacji.


On wyjaśnił, że „nie stwarzały one zagrożenia”, i że naukowcy pracują nad nimi by dowiedzieć się, czym one są. Powiedział także, że podobna misja znalazła bakterię, która przeżyła temperatury pomiędzy -150 a +150°C. Ta bakteria najwidoczniej przedostała się z Ziemi – i sugeruje, ze mogła ona wytrzymać skrajnie surowe warunki środowiska kosmicznego.

Nie jest całkiem jasne, gdzie te rzekome organizmy zmagazynowano i co naukowcy z nimi robią. Odkrycie bakterii które przybyły spoza Ziemi mogłoby być jednym z największych przełomów w historii nauki – ale trzeba zrobić o wiele więcej zanim ogłosimy to oficjalnie.

Na początku tego roku, rosyjscy uczeni ogłosili, że eksperymenty „Test” wykazały, że istnieje cała masa różnych mikroorganizmów, które zostały zabrane z Ziemi  i przeżyły na powierzchni kadłuba MSK/ISS. Zawierają się w tym organizmy planktonowe i bakterie, które zostały zabrane w górne warstwy atmosfery dzięki pewnemu zjawisku ich wynoszenia w górę.[2]

- Eksperymenty przeprowadzone w różnych latach odkryły tam fragmenty DNA Mycobacterii – markera heterotroficznego morskiego planktonu z Morza Barentsa; DNA ekstremofilnej bakterii z rodzaju Delftria; DNA bakterii blisko spokrewnionej ze znalezionymi w próbkach gleby z wyspy Madagaskar; wegetatywne genomy; DNA z kilku gatunków Archaea i DNA grzybów z gatunku Erythrobasidium i Cystobasidium oświadczyła Rosyjska Agencja Kosmiczna Rozkosmos dla agencji TASS w maju ub. roku.         



Moje 3 grosze


 Coś takiego stało się oczywiste już po wyprawie księżycowej Apollo-12, kiedy to w 1969 roku załoganci tej misji zabrali z Księżyca części księżycowej sondy Surveyor-3, która wylądowała na Mare Cognitum (Morze Pomysłów) w 1967 roku.

Ku wielkiemu zdumieniu badaczy, na powierzchni jej kamery TV znaleziono żywy przetrwalnik bakterii Streptococcus mitis, który przeżył tam ponad dwa lata!

Co to oznacza? Ano to, że przetrwalniki życia są w stanie przebywać w przestrzeni kosmicznej przez całe lata. Stanowi to bardzo mocny argument dla zwolenników teorii panspermii i panspermii ukierunkowanej. Zresztą w tej materii, to mogę tylko powtórzyć za Michaelem Crightonem – Życie zawsze znajdzie sposób…

Dlatego Kosmos kipi życiem!


Źródło – „Tajny XX wieka”, nr 52/2017, s. 16
Zdjęcia - Internet
Przekład z rosyjskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Avul Pakir Jainulabdeen Abdul Kalam (ur. 15 października 1931 w Rameswaram, zm. 27 lipca 2015 w Shillong) – prezydent Indii w latach 2002–2007, inżynier i naukowiec (Wikipedia).
[2] Poza nimi znaleziono także spory grzybów i zarodniki niższych roślin zielonych.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Z archiwum Bronisława Rzepeckiego (6)


Słynne zdjęcie W. Wawrzonka zrobione w dniu 30.VIII.1977 roku w Lublinie

Dżuma – robota bioinżynierów


Bakteria dżumy i...

Pisaliśmy już na łamach „Tajn XX wieka” nr 44/2017 o tym, że na Madagaskarze nie tak dawno odnotowano śmiertelne wybuchy epidemii dżumy płucnej i dymieniczej – Yersinia pestis.[1] Zmarło na nie kilkadziesiąt osób, a setki jest zainfekowanych i oczekują albo na wyzdrowienie, albo na śmierć.

...pchła - wektor jej przenoszenia

Ostatnie wieści z wyspy są przerażające – dżuma przedostała się poza granice Madagaskaru! Eksperci twierdzą, że śmiertelnie niebezpieczne wirusy[2] wkrótce dosięgną terytoriów Europy i Ameryki. Okazało się, że są one w stanie mutować i dlatego walczyć z nimi w najbliższej przyszłości się nie da. Nowy szczep dżumy zabija człowieka w ciągu dwóch-trzech dni i do tego jest odporny na antybiotyki.

Dżuma na Madagaskarze
Dżuma na świecie - ilość zachorowań (różowe kręgi) i ilość zgonów (brązowe kręgi)

Konspirolodzy uważają, że współczesna Czarna Śmierć z Madagaskaru okazuje się być rezultatem pracy „rządu cieni”, który zamierza przy jej pomocy zmniejszyć zaludnienie naszej planety.


Moje 3 grosze


Jak dotąd nie było wybuchu pandemii dżumy, ale zagrożenie istnieje właśnie poprzez migracje Afrykańczyków do Europy i USA. Nawiasem mówiąc, okazuje się, że dżuma już raz była zmutowana – i z nieszkodliwej bakterii stworzono idealną broń biologiczną. Miało to miejsce 2-20 tys. lat temu.  

Zachodzi więc pytanie: kto majstrował przy genach bakterii dżumy w Starożytności? Żadne z istniejących wtedy państw nie dysponowało technologią umożliwiającą manipulacje genetyczne na poziomie molekularnym. Żadne oprócz jednego… - mam tu na myśli legendarne Imperium Atlantydy.


Rację miał Stanisław Lem, kiedy w swej kobylastej powieści „Obłok Magellana” porównał współczesne Stany Zjednoczone do Atlantydy właśnie. Rozwój technologiczny przy równoczesnym zdziczeniu moralnym zawsze doprowadza do katastrofy i to katastrofy w skali całej planety. Tak już raz było – efekty tego odczuwamy do dziś dnia.

Ale to już temat z innej ballady.


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 52/2017, s. 17 
Ilustracje - Internet
Przekład z rosyjskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz   



[1] Istnieje także trzecia niebezpieczna forma dżumy – posocznicowa.
[2] Dżumę przenoszą bakterie – pałeczki dżumy.

sobota, 28 kwietnia 2018

Z archiwum Bronisława Rzepeckiego (5)


Obiekt Dzienny nad Parkiem Gagarina w Symferopolu (Krym) - lato 1993 roku

Mamuty w Krakowie




Zwiedzamy zaułki Krakowa - dziś obozowisko łowców mamutów.

Mój kalendarz: 50 lat temu w kwietniu 1968 roku rozpoczęto prace archeologiczne na ulicy Spadzistej w Krakowie pod kopcem Kościuszki (obecnie ulica ta nazywa się Wlastimila Hoffmana). Odkrycia na skalę światową dokonano tu przypadkowo, jesienią 1967 roku, kiedy pewien człowiek postanowił w tym miejscu wybudować dla siebie dom. Ku zaskoczeniu wszystkich posypały się nagle na Spadzistą ogromne kości, przywodzące na myśl Smoka Wawelskiego. Prace wstrzymano, wezwano naukowców. Okazało się, że znalezisko było tak spektakularne i wyjątkowe, że już wiosną roku kolejnego rozpoczęto regularne badania wykopaliskowe. Ich wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania: odkryto świetnie zachowane pozostałości wielosezonowej osady łowców mamutów.

Prace kontynuowano z przerwami aż do roku 2002. Datowania radiowęglowe potwierdziły, iż stanowisko to powstało około 24 tysiące lat temu. Spośród ponad 20,000 szczątków kostnych znalezionych na Spadzistej ponad 90% kości oraz zębów należy do mamuta Mammuthus primigenius. Znaleziono wszystkie części szkieletu mamuta, m.in. liczne zęby, kości kończyn, łopatki, miednice, kręgi i żebra, również liczne niewielkie kości, jak kości palców, trzeszczki, a nawet bardzo rzadko znajdywane kości podjęzykowe. Na stanowisku odkryto szczątki co najmniej 86 mamutów, które należały do zwierząt w różnym wieku. Na Spadzistej znaleziono pierwszy (i jak dotąd jedyny) w Polsce mleczny cios mamuta.










Oprócz bardzo licznych szczątków kostnych na stanowisku odkryto setki narzędzi krzemiennych (ponad 500) związanych z tzw. kulturą grawecką Podczas prac wykopaliskowych na Spadzistej znaleziono przedmioty sztuki m.in. zdobione żebro mamuta.

Stanowisko Kraków ulica Spadzista jest miejscem, gdzie paleolityczni łowcy polowali na mamuty. Tutaj również ćwiartowali upolowane zwierzęta, a mięso przenosili do swoich Stanowisko na Spadzistej jest największym w Polsce nagromadzeniem kości i zębów mamuta (zarówno pod względem liczby szczątków kostnych jak i liczby zwierząt). Jest pod tym względem jednym z największych w Europie i na świecie. Pod względem archeologicznym jest jednym z najważniejszych stanowisk kultury graweckiej w Europie.

Opracował - Stanisław Bednarz

piątek, 27 kwietnia 2018

Z archiwum Bronisława Rzepeckiego (4)





Obiekt Dzienny w okolicach Wąsosza Grajewskiego z dnia 26.VIII.1993 roku. 
Prawdopodobnie był to prymitywny dron.

Krzemienie i uran




Na trasie naszych wakacyjnych wędrówek znalazły się dwa ciekawe obiekty, które Czytelnikowi polecam. Pierwszym z nich jest Bałtowski Park Jurajski, w którym można zobaczyć realistycznie oddane modele zwierząt z naszej Przeszłości, i to nie tylko dinozaury. Natomiast nieopodal rezerwatu dinozaurów w Bałtowie znajduje się inna osobliwość Ziemi Świętokrzyskiej. Jest to kopalnia krzemienia pasiastego w miejscowości Krzemionka - położona w odległości około 6 km od Bałtowa. Kopalnia ta powstała i doskonale prosperowała ok. 4.500 - 4.000 lat p.n.e. Tak naprawdę, to było to całe zagłębie wydobywcze, bowiem w okolicy znajduje się kilkaset szybów wydobywczych. Kilka z nich połączono podziemną sztolnią i tak właśnie powstało to Muzeum Kopalnia Krzemienia Pasiastego, które teraz zwiedziliśmy.





Kopalnię zwiedza się z przewodnikiem. Na samym początku robi on mały wykład wprowadzający na temat zastosowań krzemieni pasiastych. Okazuje się, że kopalnie Gór Świętokrzyskich zaopatrywały w krzemień praktycznie rzecz biorąc całą ówczesną Europę - narzędzia znaleziono na Nizinie Panońskiej i na Słowacji (skrobaczki i groty strzał  można zobaczyć na ekspozycji w Muzeum Vychodoslovenskeho Kraju w słowackich Koszycach), poza tym artefakty znaleziono w tak odległych krajach, jak Anglia czy Hiszpania! Doprawdy – krzemień był tym kamieniem, który wpłynął w sposób znaczący na historię Ludzkości!






Notabene, zastosowanie i obróbkę krzemienia interesująco pokazał czeski pisarz Eduard Štorch w swej książce „Łowcy mamutów” (Warszawa 1952) z tym, że opisuje on świat jeszcze wcześniejszy, bo sprzed 20.000 lat (Dyluwium, Pleistocen) na terenie dzisiejszego Krasu Morawskiego i ludzi łączących się dopiero w gromady zbieracko-łowieckie – Łowców Libeńskich i Wiestonickich...[1] Według tego autora obrabianie krzemienia wyglądało następująco:

- A tu kamień – zwrócił uwagę Kopacz i dłubał kością dookoła kamienia, by go wydobyć. Żabka pomagała mu gorliwie. Po chwili z jaskini wyleciał kamień wielki jak dwie męskie pięści.
W tym samym czasie wracał do jaskini Kudłacz z upolowanym rysiem. Rzucony kamień uderzył go w nogę. Łowca cisnął rysia i podniósł kamień. […]
Łowca podskakiwał przed jaskinią z nogi na nogę, podrzucał kamień w powietrze i wcale nie był rozgniewany, wprost przeciwnie: twarz miał uradowaną i wykrzykiwał wesoło, jakby się z czegoś cieszył. Dzieci wybiegły z pieczary patrzeć, jak stary Kudłacz tańczy.
- Krzemień, krzemień! – radował się Kudłacz podrzucając kamień do góry i chwytając go w ręce. […]
Teraz będą mieli krzemienne noże, ostre groty, ostre skrobaczki, ostre świdry i ostre szydła. […]

Jak widać, niewiele zmieniło się od tego czasu do czasów uruchomienia zagłębia krzemienia pasiastego. Natomiast obróbka krzemienia i wyrób narzędzi w tym czasie wyglądały następująco:

Oczywiście nikt inny, tylko wódz gromady miał pierwszy spróbować rozłupać krzemień. Sknera ujął go w rękę, uważnie się jemu przyglądał i naradzał z najdoświadczeńszymi łowcami, w jaki sposób rozbić krzemień. Kiedy zauważyli na kamieniu kilka nieznacznych rys, Mamucik objaśnił:
- Krzemień w ogniu… i w wodzie!
Oznaczało to, że krzemień był kiedyś rozgrzany w ogniu i następnie wrzucony do zimnej wody. Tą czynność powtarzano zapewne wielokrotnie, póki zwarte jądro krzemienne nie popękało.

Teraz bardzo to im ułatwi sprawę. Sknera wziął krzemień do ręki i ruszył między skały. Łowcy poszli za nim otaczając go zwartym kręgiem. Wódz podniósł kamień obu rękami wysoko ponad głowę i z całej siły uderzył nim o skałę. Krzemień odskoczył w stronę Pazura. Pazur stanął na miejscu Sknery i również rzucił krzemieniem o skałę. Z kolei rzucali nim Zabijaka, Ukmas a na końcu Mamucik. Wreszcie kamień rozpadł się na trzy kawałki.

Wódz Sknera, Kudłacz i Mamucik wzięli po kawałku i usiadłszy na zrębie skalnym obtłukiwali z krzemienia ostre płytki. […] Przy zręcznym obtłukiwaniu, z krzemiennej buły odłupywały się cienkie ostrza nożów i kanciaste przeświecające na brzegach ostrosłupy, które doskonale mogły służyć jako skrobaczki do kości i skór.

(E. Štorch  - „Łowcy mamutów” – op. cit. ss. 104-106)






Tak było w roku 20.000 – 30.000 p.n.e. Metody obróbki krzemienia niewiele się zmieniły, ale rzecz w tym, że w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego 6000 lat temu pełną parą szła produkcja na skalę przemysłową narzędzi i biżuterii z krzemienia pasiastego! A potem nastała era metali…  

Weszliśmy w podziemia. Tunele kopalni przebiegają ok. 12 m pod ziemią. Wykute są w białej, wapiennej skale. Strop od spągu dzieli około 2 metrów, dzięki czemu można tam chodzić nie schylając się. Ówcześni górnicy musieli przeciskać się w korytarzach i sztolniach o rozmiarach 50 x 50 cm. Prace prowadzono głównie zimą. W korytarzach panuje stała wilgotność i temperatura +7°C. Cisza i chłód. Ciemność w owym czasie rozświetlały tylko blade światełka kaganków.

Po wyeksploatowaniu jednego szybu zasypywano go urobkiem - białą skałą wapienną. Właściwy surowiec - potężne buły krzemienia, o masie kilku kilogramów, dzielono na mniejsze części, które stanowiły podstawę do produkcji właściwej: ostrzy noży i siekier, grotów strzał, skrobaczek do wyprawiania skór a także... ozdób. Tak już nawiasem mówiąc, zastanawiam się, czy w tych pokładach skał zasadowych nie znalazłoby się jeszcze jakichś meteorytów żelaznych i kamiennych, które spadły wtedy, kiedy te osady się formowały, a zatem w Triasie? Gdyby tak dobrze poszukać, to zapewne znalazłby się niejeden! Kto wie, czy takie znaleziska nie natchnęły naszych Pra-pra-pra-przodków do wytapiania żelaza? Wszak niedaleko leży staropolskie centrum hutnicze, w którym wytapiano żelazo domowym sposobem, przy użyciu dymarek. Metoda ta jest prymitywna, ale skuteczna. Jeszcze nie tak dawno stosowana na skalę przemysłową w Chinach!
Poza tym nie zapominajmy, że w ziemi świętokrzyskiej znajdują się poza krzemieniem pasiastym także pokłady rud żelaza {chalkopiryt – CuFeS, piryt – FeS2, syderyt – Fe[CO3], rzadko wezuwian – Ca10(Mg,Fe)2Al4[(OH)4](SiO4)3|[(Si2O7)2] i ruda darniowa: limonit – FeO(OH)), pokłady miedzi (miedź rodzima – Cu,  kowelin – CuS, kupryt – Cu2O, azuryt – Cu3[OH|CO3]2, malachit – Cu2[OH|CO3], chryzokola – Cu[SiO3] · nH2O, konichalcyt – CaCu[OH|AsO4]}. I uran!




Poza Sudetami obecność uranu stwierdzono jedynie właśnie w Górach Świętokrzyskich. W latach 1958-1965 Zakład Pierwiastków Rzadkich i Promieniotwórczych prowadził w tym regionie badania uranonośności osadów paleozoicznych i mezozoicznych. Stwierdzono wiele anomalii oraz kilka punktów mineralizacji uranowej. Z ważniejszych złóż uranu w Górach Świętokrzyskich wymienić należy rejon Rudek, Miedzianej Góry, Miedzianki, Daleszyc i Winnej. Wystąpienia o wyraźnie zwiększonej zawartości uranu mają charakter gniazdowy i związane są zawsze ze strefami dyslokacji waryscyjskich. Wydobycie na niewielką skalę prowadzono jedynie w Rudkach k. Nowej Słupi. (W. Rejman – „Kopalnie uranu w Polsce” w „Wiedza i Życie” nr 9/1996). W tym rejonie występuje autunit – CaO(UO3)P25 · 12H2O, pitchblenda – UO2, carnolit – K2(UO2)2(VO4)2 · 3H2O i sklodowskit – Mg(UO2)2(HSiO4)2 · 5H2O. (IEA, wykład „Cykl paliwowy w energetyce jądrowej” - http://www.iea.cyf.gov.pl/rysunki/energetyka/energetyka_03.ppt)
Nawiasem mówiąc, rudy uranu w tym regionie Polski odkryli Rosjanie, zaś Niemcy w czasie II Wojny Światowej zamierzali je eksploatować i być może wykorzystać do budowy swych bomb atomowych i innych „urządzeń jądrowych”…    

A w ogóle zastanawia mnie jedno: KTO, KIEDY i JAK wskazał ludziom, że to właśnie tutaj należy wykopywać ten cenny (dla nich) surowiec, który decydował o ich przeżyciu? Komu ci ludzie to zawdzięczają? Bo dla mnie, to jest taki „daenikenowski cud”, dzięki któremu Ludzkość przetrwała w zmaganiach z twardymi prawami Natury. Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy poglądami Ericha von Dänikena, a moimi. Von Däniken twierdzi, że jest to wiedza, którą Ludzkość otrzymała od naszych Kosmicznych Braci, i która została zastosowaną przez ludzi w ich życiu codziennym. Ja sądzę, że jest to wiedza nabyta przez długoletnie doświadczenia, które były warunkiem sine qua non przeżycia Ludzkości po katastrofie Atlantydy.


Otóż nie było żadnych Kosmitów. Była natomiast dorównująca naszej, a może i ją nieco przewyższająca cywilizacja Atlantydy, która zginęła w wyniku nie jednego – jak twierdzi Platon (Arystokles), ale dwóch kataklizmów. (Inni autorzy, jak np. sir Brinsley le Poer-Trench twierdzą, że była to cała seria kataklizmów, z których ostatni spowodował zatopienie Poseidii – ostatniej wyspy Atlantydy.) Pierwszym z nich było przesunięcie się pióropusza gorącej magmy spod Atlantydy i w rezultacie jej zatonięcie wskutek obniżenia się dna Atlantyku, zaś drugim – kolizja komety z Ziemią nad Ameryką Północną. Obydwa te wydarzenia miały miejsce krótko po sobie około 13.000 lat temu. Niedobitki Ludzkości musiały sobie jakoś radzić. Te katastrofy cofnęły je do stanu kamienia jeszcze nie rozłupanego i w rezultacie po wspaniałej cywilizacji pozostały tylko legendy. Zainteresowanych odsyłam do doskonałej monografii Ludwika Zajdlera – „Atlantyda”. Ludzie musieli zacząć wszystko od nowa. Wiedza o świecie i Wszechświecie stawała się stopniowo zbiorem mitów religijnych i dotrwała do dnia dzisiejszego jako różne religie świata. I nie tylko. Pozostały po niej nie tylko wspomnienia, ale również konkretne informacje użyteczne dla potomków Atlantów. Niektóre z nich rozumiemy dopiero dzisiaj, w XXI wieku. W tym kontekście jest zrozumiałe paranoiczne zainteresowanie hitlerowskiej „wierchuszki” wiedzą i religiami Wschodu. Po prostu szukano konkretnych przekazów z przeszłości w kwestii uzyskania nowych źródeł energii. Nowe bronie i środki masowej zagłady stanowiły margines tych poszukiwań. Najważniejsza była energia! Bez niej III Rzesza nie mogłaby prowadzić wojny i podboju świata, co zakładała jej obłędna ideologia.

Ale powróćmy do Krzemionek. Wrażenia są niezapomniane, szczególnie dotyczy to postaci górników pracujących przy pomocy prymitywnych narzędzi z drewna, kamienia i kości zwierzęcych. Z białych ścian wystają ciemne buły krzemienia, niektóre z nich przypominają huby. I nie chce się wierzyć, że 6.000 lat temu ludzie potrafili sobie poradzić z takimi problemami, jak szalowanie ścian i wzmacnianie ich sztucznymi filarami. I to nie drewnianymi, bo te łamały się pod ciężarem nadkładu, ale z misternie ułożonych kamieni, dzięki czemu były one bardzo trwałe i stosunkowo bezpieczne. Dlatego uważam, że mówienie o nich „ludzie pierwotni” czy „ludzie prymitywni” brzmi pejoratywnie, bowiem niejednego moglibyśmy się od nich nauczyć. Nawet dzisiaj - w XXI wieku!

Naprawdę nie mamy się czego wstydzić, nasi przodkowie nie byli w niczym gorsi od budowniczych piramid czy innych budowli megalitycznych, które są chlubą innych narodów. Co więcej, nasze kopalnie zaopatrywały w narzędzia ludzi na całym niemal kontynencie i to właśnie dzięki nim mogło dojść do pierwszej rewolucji naukowo-technicznej. Brzmi to może bombastycznie, ale taka jest prawda… Krzemionki i inne miejscowości, gdzie wydobywano krzemień pasiasty były ówczesną Doliną Krzemową, która napędzała postęp w czasie świtania naszej cywilizacji.



[1] Nazwy te pochodzą od stanowisk archeologicznych w Libni i Vestonicach na terenie dzisiejszej Republiki Czeskiej.