Powered By Blogger

czwartek, 30 kwietnia 2026

Kiedy Tribeč uwięził mnie w innym czasie

 


František Kovár

 

Relacja świadka

 

Zawsze lubiłam chodzić sama do lasu. Góry Tribeč były moim schronieniem, a miejsca przez które przechodziłam znałam niemal na pamięć. Wierzyłam, że nie ma mnie tam co zaskoczyć - aż jeden letni spacer zamienił się w coś, czego nie potrafię racjonalnie wyjaśnić.

 

Dzień, który zmienił świat

 

To było piękne lato, las był zielony i pełen życia. W jednym znanym mi dobrze obszarze przyciągnęły mnie kwiaty w trawie. Przyglądałam się z nimi tylko na chwilę. Ale kiedy wstałam i się rozejrzałam, nie poznałam tego miejsca.

Wszystko się zmieniło. Las nagle nie wyglądał letnio, ale jak głęboką jesienią. Wszędzie była nienaturalna cisza, nawet listek się nie ruszył. Poczułam dziwny, gorzki chłód, a niebo nade mną miało ciężki, szary kolor. To był zupełnie inny świat niż ten, z którego chwilę temu patrzyłam na kwiaty.

 

Wędrując po innym świecie

 

W panice zaczęłam szukać drogi do domu. Nie mam pojęcia jak długo wędrowałam po tym obcym lesie. Czułam się uwięziona w przestrzeni bez czasu, gdzie nic nie ma sensu. Wszystko na raz, tak niespodziewanie jak wcześniej, las znów się zmienił. Wokół mnie nagle znów była letnia pogoda i poczułam ciepłe powietrze.

Kiedy w końcu wróciłam do domu i spojrzałam na zegarek, byłam w szoku. Czułam się jakbym była na krótką chwilę nieobecna, ale naprawdę byłam zagubiona na 6 godzin. Gdzie ten czas zniknął i co dokładnie się wydarzyło w tym lesie, nadal nie mam pojęcia.

 

Macie podobne doświadczenie?

 

Ta historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach osób, które doświadczyły czegoś tajemniczego w górach Tribeč.

 

Moje 3 grosze:

 

No mamy podobne doświadczenia także z polskich gór: Tatr, Karkonoszy i Beskidów. Odnoszę wrażenie, że zjawisko to nie jest aż tak unikalne, jak się wydaje. Fenomeny pętli czy zawrotek w Czasie obserwuje się także w Alpach Wapiennych – w masywie Mt. Untersberg (1973 m n.p.m.). NB, niedaleko od niego znajdował się dom wypoczynkowy Adolfa Hitlera na Berchtesgaden. Czyżby złowrogi wpływ tej góry odbijał się na zdewiowanym umyśle tego arcyzbrodniarza? A może to było odwrotnie? – może to umysł tego potwora aktywizował ciemne, demoniczne siły w pobliskich górach…? Kto wie?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 29 kwietnia 2026

CE2 z NOTSUB: Przypadek USS „Monrovia”

 

Emile Kelly Gauthier

 

Raport z obserwacji Narodowego Centrum Zgłaszania Obserwacji UFO

Zdarzenie: 23.05.1968, 21:00 (Wprowadzono jako: 23.05.1968, 21:00)

Zgłoszono: 22.01.2007, 22:23:27, 22:23

Wysłano: 01.02.2007

Lokalizacja: Atlantyk okolice Azorów (USS Monrovia),

Kształt: Owal

Czas trwania: 90 min

Obserwacja USO w pobliżu Azorów po zatonięciu USS Scorpion

Niniejszy raport ma na celu ewentualne potwierdzenie zgłoszenia obserwacji UFO/USO z 05.08.1968 w pobliżu Azorów, po zgłoszonym zatonięciu USS Scorpion i późniejszej operacji poszukiwawczej.

„Byłem na pokładzie okrętu USS Monrovia APA-31, który płynął do Norfolk w Wirginii po sześciomiesięcznym rejsie na Morzu Śródziemnym. Około godziny 21:00 AZOST na prawej burcie, tuż za rufą, zauważono duży, zanurzony obiekt.

Obiekt miał wydłużony, owalny kształt, luminescencyjny pomarańczowy kolor i wydawał się półprzezroczysty.

USO wykonał kilka zmian kursu i prędkości, unieruchamiając kompas, radar i sprzęt radiowy.

Obiekt zniknął równie szybko, jak się pojawił.

Obserwacja trwała około 90 minut i była obserwowana przez 11 członków załogi oraz kontyngent piechoty morskiej USA.”

((UWAGA OD ODWIEDZAJĄCEGO STRONĘ NUFORC))

„Byłem na pokładzie USS Zellars DD777, a mój okręt wypłynął 4 kwietnia 1968 roku. Mój okręt dotarł do Morza Śródziemnego, zanim okręt podwodny USS Scorpion eksplodował i zatonął. USS Monrovia został zboczony z kursu i brał udział w poszukiwaniach Scorpiona.

Wciąż wiele tajemnic pozostaje na temat zatonięcia okrętu. Może ma to związek z obiektem, który widzieli członkowie załogi Monrovii?

„Pomyślałem, że to może być interesujące. Na otwartym morzu można zobaczyć wiele rzeczy”.

 ((Uwaga NUFORC: Wyrażamy wdzięczność źródłu za powyższy komentarz i miłe słowa o naszej pracy. PD)) źródło: Narodowe Centrum Zgłaszania Zdarzeń o UFO (NUFORC)

 

Moje 3 grosze:

 

Jest to jeden w przypadków obserwacji USO w okolicy katastrofy nuklearnej – w tym przypadku zatonięcia SSN USS Scorpion. Jak wiadomo, na pokładzie Scorpiona znajdował się trakcyjny reaktor jądrowy typu S5W oraz 24 torpedy typu Mk XIV, Mk 16, Mk 45 Astor – te ostatnie z głowicami nuklearnymi W34, o mocy 11 kt każda. Cały ten arsenał spoczywa na dnie Atlantyku na głębokości 3600 m.

Z materiałów przedstawionych przez autorów amerykańskich wynika, że UFO i Ufiaści interesują się miejscami ziemskich katastrof jądrowych – czego dowodzą obserwacje z Three Mile Island, Czarnobyla i Fukushimy, gdzie wydarzyły się te największe i najbardziej spektakularne katastrofy nuklearne. Opisaliśmy je w książce pt. „Piekielne katastrofy nuklearne” (Jordanów 2021).

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz  

wtorek, 28 kwietnia 2026

CE4X(?) z Nimfami w ZSRR

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Cłaczetczwo, obwód moskiewski, Rosja

Data: 28.VI.1980

Godzina: 14:00 MSK

Opis incydentu:

W sierpniu 1979 roku Władimir Pawłowicz Bogaczew natknął się na dziwną, niewidzialną barierę na polu niedaleko domu. Wcześniej tego dnia siedział na zewnątrz z młodą córką, gdy oboje usłyszeli głośny dźwięk przypominający helikopter przelatujący nad pobliskimi drzewami. Nic nie widzieli. Później, idąc polem w pobliżu wioski, ponownie natknął się na niewidzialną barierę i zmęczył się, a w gardle zaschło mu w gardle. Usiadł na polanie i nagle usłyszał donośny, piskliwy głos po rosyjsku: „Chcesz zobaczyć dziewczyny?”.

Spojrzał w górę i zobaczył bardzo wysoką, męską postać ubraną w coś, co przypominało ciężki strój mnicha. Postać uśmiechnęła się do Bogaczewa, a on wstał. W tym momencie humanoidalny stworek zaczął znikać mu z oczu, najpierw zmieniając się w pionowe pasy, a potem całkowicie znikając. Chwilę później humanoid pojawił się ponownie, tym razem ubrany w coś, co wyglądało na obcisły, błyszczący, zielony „skafander kosmiczny”. Skafander zakrywał go całkowicie, z wyjątkiem głowy. Nieznajomy był tęgi i miał europejskie rysy twarzy. Miał spiczasty podbródek, wysokie kości policzkowe i coś, co wyglądało na rzadki zarost. Powtórzył swoje pierwotne pytania o dziewczyny i znów zniknął. W jego miejscu świadek mógł teraz zobaczyć łąkową panoramę, niebiesko-białą, przypominającą prostokątny ekran. Na nisko przystrzyżonej trawie stała grupa uroczych dziewcząt, ubranych w cienkie, białe ubrania i nakrycia głowy. Miały piękne, długie, czarne włosy i były bose. Ich skóra była śnieżnobiała, a wszystkie miały cudowne, proporcjonalne i zmysłowe ciała. Przypominały nieco Japonki, ale o europejskich rysach twarzy, w wieku około 17 lat.

Jedna z nich przemówiła melodyjnym, lecz niezrozumiałym językiem. Świadek usłyszał syk i scena zniknęła. Ogarnęła go mgła i zdawał się tracić przytomność. Wkrótce znalazł się w obiekcie o ścianach pokrytych białym linoleum. Na ścianie wisiał plakat, podobny do ręcznie malowanego rysunku; na nim znajdowała się pięcioramienna gwiazda. Po prawej stronie pokoju zobaczył duże zielone zasłony prowadzące do większego pomieszczenia. Za zasłonami natknął się na dwa urządzenia przypominające aparaty i stół pośrodku, a po obu stronach na coś, co wyglądało na wygodne sofy. Na suficie znajdowała się okrągła lampa z jasnym światłem. W tym pokoju zobaczył bardzo wysokiego mężczyznę, około 2 metrów wzrostu, z krótkimi czarnymi włosami po bokach i łysiną na czubku głowy, ubranego w wąskie spodnie z paskiem i brązową koszulę w paski z krótkim rękawem. Po prawej stronie stał inny mężczyzna w szarym ubraniu, który całkowicie ignorował świadka. Wysoki Kosmita zwrócił się do Bogaczewa, pytając go, czego najbardziej się boi, a świadek natychmiast odpowiedział: „Wojny nuklearnej”. Kosmici obiecali zaangażować się w sprawy ludzkie i zapobiec katastrofie. Po obietnicy skontaktowania się z lokalnym środowiskiem naukowym Bogaczew został oddelegowany z powrotem na to samo pole. Potem nie widział już Kosmitów.

Dodatek HC nr 1468

Źródło: Boris Szurinov, „Cuadernos De Ufologia” tom. 15 # 2 1993 & Viktor Orlov, „Contact & Contactees” 1990. Archives of Felix Zigel https://cloud.ufo-forschung.de/s/cEqcmy3x55feHyJ?dir=undefiniowane&path=%2FRussia%2FAIAUFO&openfile=767156  

Typ: G

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Puste wzgórze Mnich: Czy liptowska góra kryje zaginioną twierdzę Templariuszy?

 


 

František Kovár

 

    Nasze poszukiwania templariuszy na Słowacji po Sitnie i Ludrowej doprowadziły nas do kluczowego dla liptowskich zagadek miejsca. Wzgórze Mnich, wznoszące się nad Rużomberkiem, to nie zwykłe wzgórze. Według badań Miloša Jesenskégo i dawnych legend jest to masywny, w którego wnętrznościach zapisano niegdyś sekretną historię rycerzy z Czerwonym Krzyżem.


    Zaginiony klasztor: Troja Słowacka

    Największą tajemnicą mnicha jest jego "niewidzialny" klasztor. Miloš Jesenský w swoich dziełach podąża za wskazówkami historyka Stefana Nikolaya Hýroša i pracuje z teorią, że na dole wzgórza znajdowała się ogromna, strategicznie ważna siedziba Templariuszy (zwana czasem Gisernem). Pozostaje zagadką, dlaczego dziś nie widzimy z niej żadnych naziemnych ruin.

    Czy po oficjalnym zniesieniu Zakonu w 1312 roku centrum to celowo rozebrano, aby wymazać każdy pomnik jego właścicieli? Jesenský sugeruje, że Mnichovo było nie tylko kwestią religijną, ale kluczowym centrum kontrolującym ważną trasę biznesową, a jeśli klasztor naprawdę tu stał, to pełnił rolę niezwyciężonej twierdzy wojskowej.


    Labirynt w głębi: Czy szczyt naprawdę jest pusty?

    Większość fantazji badaczy i miejscowych drażni plotka, że cały masyw Mnicha przewierca system korytarzy. Musieli połączyć wzgórze z kościołem w Ludrowej, zamkiem Likawskim i dosięgać w głębokie wnętrza jaskini Liskowskiej.

    * Jesienny widok: Autor wskazuje, że Templariusze byli mistrzami w użytkowaniu terenu. Dla rycerzy, którzy w czasie prześladowań potrzebowali potajemnie przenosić mienie lub osoby, wykorzystanie naturalnych jaskiń i podłączenie ich do sieci tuneli byłoby logicznym krokiem

    * Racjonalny rdzeń: Geolodzy w masywie Mnicha naprawdę potwierdzili istnienie przestrzeni jaskiń i głębokich ubytków. Legenda o "pustej górze" może być więc ludową interpretacją prawdziwego, stworzonego przez człowieka systemu ucieczek i przechowywania.


    Legenda o klątwie: „Mnichu, żebraku, idź!”

    Przywiązana do szczytu to również fascynująca reputacja etymologiczna, która może nieść zniekształcone wspomnienie upadku zakonu. Mówi o trzech fałszywych mnichach, których zaczarował stary pustelnik za swoje zło. Jego słowami: Mnichu, idź błagać! mnisi skamieniali i zamienili się w trzy dominanty regionu, góry: Mnich, Čebrať (z ludowego „żebrać”) i Choč (lud. „idź”).

    Choć historia brzmi jak bajka, badacze widzą równoległość z losem Templariuszy. Po 1312 roku "Czerwoni Mnisi" zostali siłą pozbawieni własności i władzy - z dnia na dzień potężni władcy stali się żebrakami. Nazwa góry Mnich to być może stały pomnik nagłego i tragicznego zakończenia tego zakonu na Liptowie.


    "Czerwoni mnisi" jako firewall psychologiczny

    Dlaczego ludzie w Mnichovie od wieków boją się nocnych duchów? Podobnie jak poprzednie lokalizacje, legendy o przerażających mnichach wyłaniających się z wnętrz gór prawdopodobnie służyły jako protokół bezpieczeństwa. Jesenský interpretuje te zjawiska jako formę tajnej ochrony. Strach przed nadprzyrodzonym zniechęcił ciekawskich do poszukiwań działań skuteczniej niż jakakolwiek kamienna brama.


    Wnioski: Mapa tajemnic pozostaje otwarta

    Góra Mnich to ważny punkt na słowackiej mapie Templariuszy, który wraz z Sitno i Ludrową tworzy logiczną sieć punktów wsparcia. To właśnie badania Miloša Jesenskiego pozwala nam dostrzec w tych miejscach więzi, o których dotychczas zapominała oficjalna nauka. Nasze poszukiwania się jednak nie kończą - słowacka historia kryje kolejne miejsca oczekujące na ich odkrycie.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 26 kwietnia 2026

Jaskinia Deravá skala: Kamienne sanktuarium w cieniu rytualnych ofiar

 


František Kovár

 

W sercu Małych Karpat istnieje ogromny portal, który przez tysiące lat pochłaniał światło i powracał tylko echa rytuałów. Jaskinia Deravá skala to nie tylko geologiczny rarytas - to kamienna katedra, której zakurzona ziemia w głębi ukryła kości tych, którzy nigdy nie wrócili do domu.

W ciszy Mokrej Doliny, gdzie korony bukowe kłaniają się nad wapiennymi murami, znajdziesz wejście do innego świata. Skała jaskini Deravá z majestatycznym, około 40 metrów długości korytarza jaskini przypomina otwartą ranę w masywie Javorinky Choć nie znajdziecie w nim błyszczącej dekoracji, to zimne ściany oddychają czymś znacznie bardziej chłodzącym - wspomnieniem krwi i poświęcenia.

 

Pionierzy w kurzu i cieniu

 

Archeolodzy od ponad stulecia próbowali rozszyfrować ciszę tej jaskini. Pierwszym, który obudził cienie przeszłości w 1913 roku był węgierski paleontolog Jenö Hillebrand (1884-1950). W popiołach ze starych pożarów zaczął odkrywać historię, którą później opracował w 1950 roku František Prośek. Obaj mężczyźni w kurzu jaskini szukali odpowiedzi na pytanie dlaczego ludzie wrócili właśnie w to miejsce, mimo że nie zapewniło im to pełnego bezpieczeństwa przed zimnem i drapieżnikami.

 

Rzucone w ciemność: Dziecko, które pozostaje

 

Jaskinia ujawniła najczarniejszy sekret podczas badań rewizji. W jej wnętrznościach znaleziono grób dziecka w krzywej pozycji, pochodzący z okresu neolitu. Dlaczego właśnie tutaj? Dlaczego w ten sposób? Interpretacja ekspertów sugeruje, że jaskinia była nie tylko domem, ale mogła służyć jako rytualna ofiara.

Teorię tę potwierdzają również odkrycia obiektów miedzianych z okresu eneolitu (późna epoka kamienia). Ich los został przypieczętowany w czasach prehistorycznych - celowo zostały uszkodzone, metaforycznie "zabici" w rytuale Każdy taki przedmiot, oddany na głębię, miał zyskać przychylność niewidzialnych sił, które według naszych przodków znajdowały się pod skarbcem skały Derava.

 

Kuchnia myśliwych i duchy niedźwiedzi

 

Obłąkana skała była miejscem przez kilkadziesiąt tysięcy lat, gdzie śmierć była częścią przetrwania. Znaleźli się w jej warstwach:

• Wskazówki z pazurka mamuta - unikalna broń „typu młodzieżowego”, która służyła do treningu największych stworzeń epoki lodowcowej.

• Noże i drapaczki z pazurem, które używali myśliwi w jaskini Sher 40.000 lat temu porcjowali swoją ofiarę.

• Szczątki gigantycznego niedźwiedzia jaskiniowego, którego warczenie odbiło się od wapiennych ścian na długo przed tym, jak pierwszy człowiek przybył do jaskini.

 

Miejsce, gdzie cisza zamarza

 

Deravá skała jest dziś pusta. Jej armatura została wygaszona tysiące lat temu, a kości dziecka spoczywają w muzeum. Mimo to gość odczuwa dziwny niepokój. Monumentalna przestrzeń, bez jakiejkolwiek naturalnej ozdób, wygląda jak opuszczona scena po brutalnym przedstawieniu. To miejsce, gdzie czas zatrzymał się w miejscu, aby zachować pamięć o epoce, kiedy człowiek był na łasce ciemnych sił podziemnych katedr.

 

Praktyczne informacje: Jak się tam dostać?

 

Droga do ofiarnego miejsca prowadzi z Plaveckého Mikołaja przez cichą Dolinę Mokrą. Podążajcie zielonym znakiem turystycznym (szlak naukowy Plavecký kras), który w niecałą godzinę lekkiej wspinaczki poprowadzi Was bezpośrednio pod ogromny skarb. Jaskinia w okresie letnim pokryta jest roślinnością i trzeba uważać, bo inaczej może Cię ominąć. Przygotujcie się, że pod skarbcem skały Derava nawet najdzielniejszy turysta zatrzyma się na chwilę i posłucha ciszy, która trwa od tysięcy lat.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 25 kwietnia 2026

CE2: UFO nad torami w Rosji

Albert Rosales

 

(Kolejna relacja z cyklu UFO nad torami.)

Miejsce: Kowyłkino, Republika Mordowii, Rosja

Data: grudzień 1989

Godzina: 21:00 MSK

Opis incydentu:

Świadek zgłosił, że widział trójkątny obiekt lecący nisko nad okolicą. Nagle usłyszał głośny trzask, a obiekt gwałtownie skręcił na północ. Po 15 minutach pojawił się cylindryczny UFO. Przeleciał nisko nad torami kolejowymi, kierując się na zachód. Z przodu obiektu znajdowało się duże okno obserwacyjne, z którego padało delikatne światło. Świadek widział kilka „osób” za oknem, które najwyraźniej przyglądały się czemuś na torach. Postacie były ubrane w pomarańczowo-żółte kombinezony. Miały blond włosy i można było odróżnić kobiety od mężczyzn. Obiekt wydawał się składać z dwóch poziomów. Powoli zniknął z pola widzenia.

Dodatek do HC

Źródło: UFOSeti (https://ufoseti.org/.../3327-sigaroobraznyy-nlo-russian...)

Typ: A

Opracował - (C) R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 24 kwietnia 2026

Brama do krwawej prehistorii: Co kryje wzgórze Hrádok nad Sásową?

Franciszek Kovár

 

Myśleliście, że Sásová Banská Bystrica to zwykłe osiedle? Kilka metrów nad głowami, w głębinach wapiennych skał, rozegrały się sceny jakby były z horroru. Odkryjcie z nami mroźną przeszłość jaskiń, gdzie archeolodzy znaleźli ślady kanibalizmu i rytuałów, które miały pozostać na zawsze zakopane w ciemności.

Nad Sásową wznosi się góra Hrádok - miejsce, które w ciągu dnia przyciąga turystów do widoków, ale po zmroku zamienia się w cichą pamiątkę grozy. Jeśli wierzysz, że skały mają pamięć, jaskinie w tej tablicy mogą opowiadać historie, które sprawiają, że krew gotuje. Wejdź do świata, w którym dym z rytualnych pożarów mieszał się z zapachem śmierci tysiące lat temu.

 

Kaplnka: Gdzie bogowie mieli dość ludzkiego ciała

 

Kiedy stoisz przed jaskinią Kaplnka - Kaplica, jej monumentalne wejście pochłania Cię jak gardło ogromnej bestii. Okna skalne, przez które widzą blade promienie światła tworzą iluzję świętej przestrzeni. Ale zamiast pokoju archeolodzy znaleźli tutaj dowody niewyobrażalnej brutalności.

W epoce brązu były tu najciemniejsze wierzenia. Znalezione ludzkie czaszki z rytualnymi dziurami i kośćmi niosącymi ślady po krojeniu noża są jasnym dowodem - według ekspertów jaskinia była miejscem rytualnych mordów. Wyobraź sobie grupę ludzi w transie, którzy wierzą, że jeśli zjedzą mózg wroga, to ukradną mu duszę i moc. Szepcze się, że od zakamarków Kaplicy do dziś czuć ciężkie zamieszanie, jakby cienie poświęconych dzieci i wojowników nigdy nie zaznały spokoju.

 

Jaskinia Nietoperza: labirynt strachu i ostatni oddech

 

Jeszcze trochę dalej Jaskinia Nietoperza rozciąga się na głębokość 60 metrów. To mokry, czarny labirynt, w którym czas się zatrzymał. Dawno, dawno temu czaiły się tu w ciemności ogromne niedźwiedzie jaskiniowe, których kości znajdowały się również w jaskini Później jednak jaskinia stała się miejscem desperackiej walki o życie ludzi.

W zimnych, ciemnych wnętrzach kobiety i dzieci w absolutnej ciszy podczas najazdów tureckich. Każde pęknięcie gałązki na zewnątrz oznaczało zagrożenie, że ich kryjówka zostanie ujawniona, a oni skończą w niewoli lub na czubku szabli. Ten sam strach tchnął na partyzantów podczas Słowackiego Powstania Narodowego, którzy w zimnym podziemiu leczyli rany swojego typu. Ciemność w tej jaskini nie jest pusta – jest gęsta od wspomnień tych, którzy szukali tutaj ratunku.

 

Zimowa kraina czarów

 

Jeśli odwiedzicie Hrádok w mroźne dni, jaskinie przygotują straszną scenerię. W Kaplnce z ziemi zaczną wyrastać lodowe stalagmity przypominające białe postacie bez twarzy, które po cichu strzegą tego przeklętego miejsca. Lokalni wrażliwi twierdzą, że to właśnie wtedy "kurtyna" pomiędzy naszym światem a mroczną przeszłością Hrádka jest najcieńsza.

 

INFOBOX DLA ODWAŻNYCH: Co zawierają głębiny Hrádku?

 

* Rytualne kubki z czaszek: Fragmenty ludzkich czaszek niosą ślady celowego rzeźbienia. Według naukowców mogłyby służyć jako rytualne naczynia do picia "esencji życia" wroga.

* Pękanie kości dzieci: Znalezienie kości młodych osobników ze śladami celowego zgniatania w celu uzyskania szpiku kostnego to mocny argument dla teorii rytualnego kanibalizmu.

* Zmarłe przedmioty: W szczelinach znaleziono brązowe igły i broń, które zostały celowo zgięte lub złamane przed ofiarą, aby tylko duchy mogły z nich korzystać.

* Pozostałości potworów: Kości wymarłego niedźwiedzia jaskiniowego dowodzą, że jaskinia była niebezpiecznym miejscem na długo przed przybyciem pierwszych ludzi.

 

Jak się tam dostać?

 

Niebieski znak turystyczny poprowadzi Was do jaskiń bezpośrednio z osiedla Sásová (początkując ul. Pieninskiej), którymi prowadzi Was szlak edukacyjny Permona Banskobystric. Długość trasy to prawie 3 km z przewyższeniem 300 m, co stanowi niespełna godzinę wejścia do kompleksu jaskiń Sásowskich.

Uważajcie jednak na orientację - niebieski znak nie idzie prosto wzdłuż wejść do podziemi. Podążaj małym zakrętem, aby dotrzeć do jaskiń w 15 minut. Aby poznać wnętrzności jaskini Netopiere, solidne buty i wysokiej jakości kurtka to podstawa!

Opracował - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz 


czwartek, 23 kwietnia 2026

Szyfr templariuszy na polach: Przekleństwo Mistrza Liptova

 


 

František Kovár

 

Po sukcesie naszej podróży do tajemniczego Sitna ruszamy na północ, do serca Liptova. Tutaj, na środku pól pod Ružomberkiem, stoi wczesnogotycki kościół Wszystkich Świętych w Ludrovej-Kút. Na pierwszy rzut oka cicha wiejska świątynia, ale pod powierzchnią miejsce pełne wyjątkowej symboliki i legend, które wciąż fascynują takich odkrywców jak Miloš Jesenský.

 

Sanktuarium w cieniu tajemnic

 

Według takich badaczy jak Miloš Jesenský, położenie tego kościoła na dawnym rozdrożu nie jest przypadkowe. Kościół powstał w ostatniej części XIII w. i przez wieki, według hipotez, które działają z alternatywną historią, mogły służyć jako duchowa brama do pobliskiej góry Mnich. Według plotek mieściło się główne centrum energetyczne liptowskich „czerwonych mnichów”. Gdyby Sitno było ich siedzibą, to Ludrová była ich "sanktuarium".

 

Grób rycerza i psychologia legendy

 

Największym magnesem Ludrowej pozostaje legenda o śmierci wysokiego rangi Templariusza Johannesa Gottfrieda von Herbersteina. Krążą plotki, że podczas swojej wizytacji w 1230 roku zmarł nagle i został pochowany w pełnej zbroi w krypcie pod ołtarzem.

Należy podkreślić, że legenda o tym grobowcu, jak również faktyczna aktywność Templariuszy w tym miejscu, nigdy nie zostały oficjalnie potwierdzone naukowo ani potwierdzone badaniami archeologicznymi. Niemniej jednak w średniowieczu wystarczyło rozpowszechnić przesłanie „Klątwy Umarłego Rycerza”, aby krypta i jej potencjalne sekrety pozostały nietknięte przez ciekawskich przez wieki.

 

Kod na zdjęciach: freski bez kropki

 

Wnętrze kościoła jest cennym świadectwem średniowiecznego muralu, który zalicza Ludrową do najważniejszych zabytków Słowacji. Symbolika na ścianach działa jak szyfr wizualny, w którym głęboka wiara miesza się z elementami, których nie znajdziesz gdzie indziej:

* Największy cykl: Sanktuarium zdobi cykl chrystologiczny z 34 manifestacjami z życia Jezusa Chrystusa (ok. r. 1420), czyli największy tego typu zestaw w naszym kraju.

* Podwójny Chrystus: W scenie łączenia Ostatniej Wieczerzy z umyciem stóp figura Jezusa pojawia się dwukrotnie na tym samym obrazie – fascynujący szczegół, który oddala się od zwykłego przedstawienia czasu.

* Fresk z Judaszem: Kościół skrywa fresk powieszenia się Judasza, który jest wyjątkowy na Słowacji. Obecność tego rzadkiego motywu tylko podkreśla wyjątkową wartość ikonograficzną i tajemniczą atmosferę tego miejsca.

* Duchowy firewall: Niezwykłe artefakty połączone z plotkami na temat nocnych rytuałów "czerwonych mnichów" stworzyły wokół Kościoła aurę nienaruszalności, która służyła jako doskonała ochrona przed złem.

 

Wnioski: Szyfr, który przetrwał

 

Chociaż wpływ Templariuszy w Ludrowej pozostaje w linii spekulacji i nie potwierdzają go dokumenty archiwalne, kościół Ludrowej udowadnia, że pamięć historyczna często jest zachowana poza dokumentami urzędowymi. Niezależnie od tego, czy chodzi o dziedzictwo Joannitów, którzy przejęli schedę po Templariuszach, czy ukryty ślad rycerskich zakonów, unikalna ikonografia i legendy stworzyły miejsce, w którym ich dziedzictwo przetrwało od wieków - zakodowane w ciszy liptowskich kościołów.

 

Następnym razem: Wzgórze Mnich - utracone centrum Liptowa

Dokąd prowadziły podziemne korytarze z Ludrowej? Gdzie dokładnie był klasztor, który zniknął z map i dlaczego mówi się, że całe wzgórze jest puste? Dowiecie się tego w kontynuacji mojej serii o Templariuszach!

 

Moje 3 grosze

 

Byłem tam parę lat temu i relacja z tej podróży uczonej jest w Internecie – zob. https://wszechocean.blogspot.com/2012/06/podroz-uczona-do-ludrovej-martinczyka-i.html. Polecam serwis zdjęć kościółka, eksteriery i interiery. Ten obiekt jest wart zwiedzenia ze względu na panującą tu atmosferę sacrum. Tego nie ma w szklano-betonowych molochach budowanych współcześnie!

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 22 kwietnia 2026

CE1 w ZSRR

 


Albert S Rosales 

 

Miejsce: Konancewo, obwód wołogodzki, Rosja

Data: 6 czerwca 1989

Godzina: 14:30 MSK

Opis incydentu:

Uczniowie: Sierioża Belewski, Swieta Katerina, Ira Bawszewa, Marina Szirajewa i Luda Rybakowa spacerowali w pobliżu swojej wioski Konancewo, gdy nagle zauważyli żółty błysk na czystym, bezchmurnym niebie. W międzyczasie świecąca plamka zaczęła opadać ku ziemi, stając się coraz większa. Kula przeleciała nad malowniczymi domami Konancewo, a następnie potoczyła się po pobliskiej łące. Zatrzymała się w pobliżu kępy zarośli, około 50 metrów od łąki. Na polach ani w wiosce nie było żywej duszy. Młodsze dziewczęta – Swieta, Katerina i Ira Bawszewa – zbiegły z niewielkiego wzgórza, płacząc z przerażenia.

Kula okazała się masywna – większa niż samochód, miała około trzech do czterech metrów średnicy. Niespodziewanie rozdzieliła się na dwie połowy; połowy te rozstąpiły się, a z przestrzeni między nimi wyłonił się ciemny stwór. W tej samej chwili latający pojazd zdawał się rozpływać w powietrzu. Gość miał wzrost znacznie wyższy od człowieka, a jednocześnie krótkie, krępe ciało. „Ręce” – długie i zwisające – zwisały poniżej kolan, sięgając aż do trawy. Ale najbardziej uderzający był obszar, w którym człowiek zazwyczaj ma ramiona i głowę: stworzenie to miało owalny, zaokrąglony występ na szczycie tułowia, z którego ręce biegły prosto w dół. I jeszcze jeden szczegół: gdy stworzenie zbliżało się do Konancewa na sztywnych, nieugiętych nogach, świadkowie byli zdumieni faktem, że widziane z profilu, istota wydawała się całkowicie płaska – jak deska. Co więcej, na jego „piersi” jarzył się dysk emitujący to samo oślepiające światło, co kula, która zstąpiła z nieba. Wkrótce potem na niebie pojawił się drugi obiekt, dokładnie w tym samym miejscu. Cała sekwencja powtórzyła się: wylądował na skraju Konancewa, potoczył się po łące i dotarł w innym miejscu. Półkule ponownie się rozstąpiły i wyłoniła się z nich istota. Kula zamknęła się, zamigotała na chwilę i zniknęła bezszelestnie. Istota, po zrobieniu kilku kroków w kierunku pobliskich linii energetycznych, również zniknęła. Wszystko działo się w absolutnej ciszy. Trzeci obiekt pojawił się w tym samym punkcie nieba. I znów rozegrał się podobny scenariusz – lądowanie i późniejsze zniknięcie kuli i jej „pasażera”. Z czwartego, UFO, które wylądowało zaraz potem, nikt się nie wyłonił; po otwarciu i zamknięciu – ono również zniknęło. Odległość między młodzieżą a wylądowanymi kulami wahała się od pięciuset do stu pięćdziesięciu metrów. Trudno dokładnie określić, ile minut spędzili na obserwowaniu tej fantastycznej sceny; najprawdopodobniej około pół godziny.

Dodatek HC nr 542

Źródło: Timothy Good, Raport UFO 1991, „Komsomolskaja Prawda” (25 lipca 1989) i Magazyn „Junyi Tiechnik” (nr 10, 1989)

Typ: B

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 21 kwietnia 2026

Noc horrorów Tribeczu…

 


František Kovár

 

…czyli co nas obserwowało przy ognisku i dlaczego musiał spaść strzał?

    Mówią, że Tribeč wybiera kogo ma straszyć. Zawsze odnosiłem się do tych historii z rezerwą, dopóki jednej nocy nie usiadłem z przyjaciółmi przy ognisku na skraju lasu. Tamten wieczór zmienił moje spojrzenie na to, co wszystko może ukrywać w cieniu drzew, kiedy myślisz, że jesteś bezpieczny.

 

    Chłód zastąpiony szokiem

 

    Siedzieliśmy w kółku. Ja i mój przyjaciel byliśmy po jednej stronie ogniska, reszta obozu siedziała naprzeciwko nas. Śmiali się i debatowali, odwracając się plecami do ciemnego lasu. Patrzyliśmy we dwójkę prosto przed siebie - przez płomienie i w ciemność za nimi.

    To kontrast światła i cienia sprawił, że to dostrzegliśmy. Ni stąd ni zowąd w ciemności, tuż za plecami naszych niczego nie podejrzewających przyjaciół, pojawiło się coś, co od razu sprawiło, że krew mi się ścięła…

   

Coś nas obserwowało

  

To nie było zwykłe zwierzę. Miał cztery nogi, ale figura była dziwna. Najbardziej zszokowała mnie nienaturalnie duża głowa i dwa wielkie, świecące oczy w kształcie migdałów. To nie był zwykły przypadkowy błysk od ognia. Te oczy były skierowane na nas. To był inteligentny, fajny wygląd, który po prostu tam nie pasował.

    Czułem, że moje ciało zdrętwiało ze strachu. Wiedziałem w tym momencie, że nie patrzę na jelenia czy dzika. Proporcje głowy i wyraz oczu były zbyt obce.

 

    Strzał w nieznane

   

Kolega, który siedział tuż obok mnie zareagował, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Wyciągnął pistolet gazowy i strzelił w stronę zjawiska. Ostry huk przeciął nocną ciszę i przestraszył wszystkich wokół ognia. Przyjaciele z naprzeciwka nie mieli pojęcia, co się dzieje, dopóki im nie powiedzieliśmy.

    Jednak cud zniknął bez śladu w tym samym ułamku sekundy. Żadnych szeleszczących liści, żadnych pękających gałęzi, nic. To tak, jakby się rozpłynęło w powietrzu, gdy tylko mu przerwaliśmy.

 

    Co to było?

 

    Przez resztę wieczoru analizowaliśmy to, co naprawdę widzieliśmy. Do dziś nie mogę znaleźć na to racjonalnego wyjaśnienia. Ta wielka głowa i migdałowe oczy wciąż są w mojej głowie. Tribeč zostawił nas w spokoju tej nocy, ale uczucie, że z ciemności obserwuje nas coś niewytłumaczalnego, zostanie we mnie na zawsze.

 

Uwagi:

 

Myślę, że mogło to być jedno z tych międzywymiarowych stworzeń, które obserwuje się tu i ówdzie na całym świecie.

Z drugiej strony znów powraca myśl o Neodinozaurach i Dinozauroidach, które kryją się we wnętrzu Ziemi i od czasu do czasu pokazują się na powierzchni – stąd poszła fama o smokach i diabłach zamieszkujących jaskinie i interior naszej planety. Jedno jest pewne – w Tribeczu i innych górach coś się dzieje i to coś ma związek z nami.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

CE4X - Porwanie na Buff Ledge, VT

 


Emile Kelly Gauthier

 

Lokalizacja: Obóz Buff Ledge, Vermont, Stany Zjednoczone

Data: 7.VIII.1969

Opis incydentu:

 Michael i Janet, dwoje nastoletnich pracowników letniego obozu w Buff Ledge, siedzieli na pomoście, gdy zbliżyło się do nich UFO. Wewnątrz statku było widać dwóch pasażerów. Kiedy statek znalazł się bezpośrednio nad nimi, z pojazdu wystrzelił promień światła. Następną rzeczą, jaką pamiętali, było siedzenie na pomoście i obserwowanie odległego już światła. Dziesięć lat później, pod hipnozą, Michael i Janet opowiedzieli podobną, szczegółową historię porwania, badania lekarskiego i zabrania na pokład „statku-matki”.


Rysunek Michaela przedstawiający UFO i inne istoty widziane z pomostu. (Źródło: Ronald Story)


Rysunek Michaela przedstawiający jedną z obcych istot. (źródło: Ronald Story)


Klasyfikacja i cechy

Rodzaj sprawy/raportu: Sprawa główna

Klasyfikacja Hyneka: CE4

Kształt obiektu/obiektów: Dysk

Liczba świadków: Wielu

Cechy szczególne/charakterystyka: Porwanie, Szkic świadka, Związane z wodą, „Statek zwiadowczy Dyad”, Dzieci

Pełny raport/artykuł

Źródło: Loy Lawhon, About.com

Buff Ledge (Porwanie w Vermont)

„7 sierpnia 1969 roku na letnim obozie dla dziewcząt Buff Ledge nad brzegiem jeziora Champlain na północ od Burlington w Vermont doszło do porwania. Sprawę badał Walter N. Webb, który spędził 32 lata w Planetarium Charlesa Haydena w Bostonie jako starszy wykładowca, asystent dyrektora i kierownik operacyjny. Pan Webb, który od zawsze interesował się UFO i współpracował z J. Allenem Hynekiem, napisał książkę o swoim śledztwie zatytułowaną „Spotkanie w Buff Ledge: Historia przypadku UFO”.

Dwóch nastoletnich pracowników obozu, szesnastoletni chłopiec o imieniu „Michael” i dziewiętnastoletnia dziewczyna o imieniu „Janet”, siedzieli późnym popołudniem na pomoście dla łodzi. Obóz był prawie pusty, ponieważ większość ludzi pojechała do Burlington na zawody pływackie. Gdy słońce zachodziło, a niebo pociemniało, nagle pojawiło się jasne światło. Michael powiedział, że początkowo myślał, że to Wenus. (To nie mogła być Wenus. Wenus była tego dnia gwiazdą poranną, wschodzącą około 2:00 nad wschodnim horyzontem, niewidoczną późnym popołudniem nad jeziorem Champlain. - Loy)

Gdy obserwowali, światło zdawało się stawać jaśniejsze i przybliżać. Następnie, ku ich zaskoczeniu, trzy mniejsze światła oddzieliły się od niego i zaczęły wykonywać manewry na ciemniejącym niebie nad jeziorem Champlain. Po chwili dwa z nich zniknęły, ale jedno z nich poleciało prosto w górę, a następnie zanurkowało do jeziora.

Kilka minut później obiekt wynurzył się i zaczął zbliżać się do dwójki nastolatków. Michael później powiedział, że widział w środku dwie małe istoty. Statek zbliżał się, aż znalazł się bezpośrednio nad nimi. Nagle z pojazdu wyłonił się promień światła. Michael krzyknął: „Nie chcemy iść!” i objął Janet. Michael później przypomniał sobie wrażenie unoszenia się w powietrzu, a potem przez nieokreślony czas nic się nie działo. Słysząc odgłosy innych wracających z zawodów pływackich, wydawało się, że oprzytomnieli. Znaleźli się siedząc na pomoście i obserwując odległe światło, które od czasu do czasu błyskało, aż całkowicie zniknęło. UFO mogło zostać dostrzeżone, gdy odlatywało, przez trzy osoby wracające z zawodów pływackich.

Michael i Janet nie rozmawiali o swoich przeżyciach tamtego lata. Później Michael odkrył, że Janet nie pamięta niczego poza dziwnymi światłami na niebie.

Dziesięć lat później, dręczony koszmarami i po przeczytaniu o podobnych doświadczeniach innych osób, Michael skontaktował się z CUFO (Centrum Badań nad UFO). Walter Webb zbadał sprawę i zasugerował hipnozę regresyjną. Pod wpływem hipnozy Michael opowiedział szczegółowo historię porwania, badania lekarskiego i zabrania na pokład „statku-matki”. Po tym, jak historia Michaela o tym, co się wydarzyło, została ujawniona podczas hipnozy, Janet również została odnaleziona i zahipnotyzowana. Chociaż świadomie pamiętała jedynie, że widziała jakieś światła na niebie, pod wpływem hipnozy opowiedziała podobną historię porwania do tej, którą opowiedział Michael, choć nigdy jej nie słyszała.

„Pełną historię można znaleźć w książce Waltera N. Webba „Spotkanie na Buff Ledge: Historia przypadku UFO”.

----------------

Dalsze informacje dotyczące doświadczenia porwania, przywołanego podczas hipnozy regresyjnej, pochodzą z książki B. J. Bootha „UFO Casebook”:

Podczas hipnozy Michael żywo przypomniał sobie swoje przeżycia z tamtej sierpniowej nocy 1968 roku. Pamiętał, jak promień światła uniósł go do wnętrza statku; Jak wszedł do większego statku i jak zobaczył Janet leżącą na stole i poddawaną badaniom. Małe istoty świeciły jej w oczy, drapały skórę i pobierały płyny z jej ciała. „Wszyscy kosmici wyglądali tak samo, wspominał Michael, i mieli te duże oczy, usta bez warg, bez uszu i dwa małe otwory zamiast nosa”. Michael opisał również istoty jako mające trzy spiczaste, przypominające błonę palce zamiast palców, a ich ciała były „wilgotne i lepkie”. Kosmici opowiedzieli Michaelowi, że Ich misją było uczynić życie podobnym do naszego… w innych miejscach.

Janet również przeszła regresję, a jej opisy jedynie potwierdziły opis Michaela. Wspominała, że ​​czuła zimno na stole zabiegowym, coś ciągnęło ją za włosy i ściskało w karku. Porwanie Michaela Lappa i Janet Cornell z pewnością wpisuje się w ogólny schemat porwań zgłaszanych przez wielu innych. Aby potwierdzić fakty z ich fantastycznej historii, Webb odnalazł kilku innych członków obozu, którzy byli świadkami dziwnych świateł nad jeziorem Champlain tej samej nocy porwania! Dwóch innych pracowników zgłosiło podobne zdarzenie, które miało miejsce wcześniej tego samego lata, kiedy to obserwowali niezidentyfikowane obiekty latające unoszące się nad jeziorem przez około dwadzieścia minut. Chociaż o doświadczeniu Michaela i Janet nie poinformowano przez dziesięć lat, wciąż jest to dobrze udokumentowany przypadek porwania przez kosmitów.” – B. J. Booth

Komentarz:

A więc ponownie porwanie kobiety, badania lekarskie i skasowanie wspomnień. I znów sugestia budowy takiego samego świata gdzieś indziej. Jak napisałem to w „UFO o Czas” Obcym chodziło o przywrócenia naszego wyglądu istotom ludzkim z Przyszłości, zdegenerowanym wskutek zmian środowiskowych wywołanych skażeniem chemicznym, manipulacjom genetycznym i napromieniowaniu po wojnie/wojnach atomowych. A to oznacza także i to, że naszym Potomkom udało się zapanować nad Czasem i to właśnie wykorzystują w procesie restauracji gatunku Homo sapiens sapiens… Wygląda na to, że nie ma Kosmitów, są tylko ludzie.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz