Powered By Blogger

niedziela, 12 kwietnia 2026

Pętla Tribečka: Kiedy jasny letni dzień wciąga Cię w nieznane


František Kovar

 

Góry Tribeč są dla wielu synonimem tajemnic. Wybraliśmy jednak wędrówkę ze zdrowym sceptycyzmem. Naszym celem była trasa ze Skýcova do Ješkowej Ves. To był jeden z tych pięknych, zwykłych letnich dni, kiedy niebo bez jednej chmury, a słońce przyjemnie grzeje w koronach drzew. Nic nie wskazywało na to, że ta wycieczka powinna być z drogi.

 

Komfort zastąpiony dzwonieniem w głowie

 

Przez pierwsze dwie godziny cieszyliśmy się klasyczną letnią wędrówką. W lesie pachniało igłami, światło padało na chodnik i szybko szliśmy do przodu. Jednak komfort stopił się w jednej chwili. Nagle wszyscy zaczęliśmy czuć się słabi, ale bardzo nieprzyjemnie gwizdać w uszach. To nie był dźwięk z otoczenia, a raczej dziwny ciśnienie, który od razu wyprowadził nas z równowagi.

W tym momencie przeżyliśmy kolejny szok. Wyjęliśmy telefony, żeby sprawdzić lokalizację, ale nawigacja kompletnie oszalała. Pokazywała absurdalne współrzędne, a strzałka na mapie skoczyła chaotycznie, jakbyśmy w sekundę przesuwali się setki metrów dalej. Pomimo tego, że jeszcze było słonecznie i jasno, opanowało nas intensywne uczucie dezorientacji i niepokoju. Las, który jakiś czas temu był przyjazny, nagle stał się dziwny i zagmatwany.

 

Spotkanie z rzeczywistością na skraju lasu

 

Nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy ani w jakim kierunku iść. Postanowiliśmy zrobić jedyną logiczną rzecz - zejść ze wzgórza w nadziei, że trafimy na jakąś ścieżkę. Kiedy wreszcie wyszliśmy z gęstego zarośla na łące zobaczyliśmy starszego mężczyznę, który piłuje drewno. To spojrzenie dało nam ogromny spokój. Podeszliśmy do niego i trochę zaskoczeni zapytaliśmy: „Proszę p[owiedzieć, gdzie jesteśmy? Zgubiliśmy się, jak trzeba iść do Ješkowej Vsi.” Facet wyłączył piłę, spojrzał na nas i całkowicie spokojnym głosem odpowiedział: „Gdzieś ty był? Jesteś w Skýcovie”.

 


Tajemnica, która pozostaje w lesie

 

Mieliśmy poczucie jakbyśmy zostali pokonani. Szliśmy dwie godziny z rzędu, zgodnie z wskazówkami i naszymi szacunkami, w kierunku dalej, ale góry po prostu zawróciły nas w ten jasny letni upał i wróciły do miejsca, w którym zaczęliśmy wycieczkę. Nie wiemy, czy była to anomalia magnetyczna, która pomyliła nie tylko nasze urządzenia, ale i zmysły. Ale od tamtego dnia legend Tribeč już nie traktujemy lekko.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz