Powered By Blogger

sobota, 16 maja 2026

Mistyczny Smoczy Zamek: miejsce ze smoczą energią i tajemnicą elitarnego zakonu


    Franciszek Kovár

 

    Podczas gdy historycy kłócą się o daty, miłośnicy zagadek i ezoteryka mają jasno: Zamek Smoka to nie tylko sterta kamieni. Ta niepozorna ruina w Małych Karpatach nad Borinkou kryje atmosferę, która od razu pochłania człowieka. Dlaczego ludzie wrażliwi na energię przychodzą tu, aby „naładować” i co mówią współczesne legendy?

 

    Tajemnica nazwy: Ukryta symbolika Zakonu Smoka?

 

    Nazwa "Smok" może być o wiele więcej niż tylko przypadkowe imię. Rada Smoków (Ordo Draconis), założona w 1408 roku przez króla Zygmunta Luksemburczyka, nie była tylko stowarzyszeniem politycznym. Został okradziony przez legendy o ochronie wiary i rycerskim mistycyzmie.

    Choć brakuje bezpośrednich dowodów, jedna z najpopularniejszych współczesnych teorii mówi, że ten odległy zamek mógł służyć jako tajne miejsce rytuału najpotężniejszych osobistości ówczesnych Węgrzech. Być może to właśnie tutaj, z dala od oka społeczeństwa, odbył się rekrutacja nowych członków do tego elitarnego społeczeństwa.

 

    Miejsce gdzie powietrze "kciuk w górę"

 

    Według osób, które borykają się z postrzeganiem energii, Smoczy Zamek znajduje się na skrzyżowaniu niewidzialnych linii. Odwiedzający często opisują tutaj dziwne zjawiska:

    • Wybuch spokoju: Natychmiastowe gaszenie myśli zaraz po wejściu na teren nieistotnej wieży.

    • Mrowienie w dłoniach: Typowy znak obecności silnego pola energetycznego, które wielu odczuwa z pozostałością muru.

    • Zmienione postrzeganie czasu: Krótki przystanek na placu zabaw często przypomina godziny głębokiego relaksu.

 

    Współczesne legendy o śpiącym smoku

 

    Ponieważ na zamku brakuje klasycznych średniowiecznych legend, ludowa fantazja stworzyła własne:

    • Mityczny Zamek Węża: Starsze mapy pamiętają go jako Zamek Węża. Legenda głosi, że w głębokim rowie wyrzeźbionym w skale mityczne węże strzegą skarbów ukrytych głęboko pod ziemi

    • Smoczy ząb: Jedyny fragment ściany, który wciąż leje z ziemi, otrzymał przydomek Smoczy ząb. Według jednej ze współczesnych legend jest to jedyna widoczna część kamiennego smoka, który drzemie pod szczytem zbocza i swoim oddechem „ładuje” cały otaczający las.

    • Klątwa z ogniem: Archeologicznie potwierdzony niszczący pożar, który zniszczył zamek, postrzegany jest jako nagły wybuch energii. To wydarzenie ma pozostawić silny ślad emocjonalny w miejscu, które bardziej wrażliwa natura postrzega jako delikatne zamieszanie w powietrzu.

 

    Jak naładować energię Smoczego Zamku?

 

    Jeśli chodzisz tu po tajemnice, wypróbuj te wskazówki, aby uzyskać autentyczne doświadczenie:

    1. Odwiedź ją podczas „złotej godziny”: Wczesnym porankiem lub przed zachodem słońca, kiedy cienie podkreślają ziemskie nierówności, a atmosfera jest najspokojniejsza.

    2. Milcz: Wyłącz telefony i usiądź na miejscu dawnej wieży. Spróbuj dostrzec genius locii - ducha tego miejsca.

    3. Obserwuj przyrodę: Zwróć uwagę na kształty drzew wokół gruzu. Ich pokręcone szczepy często wskazują na obecność stref energetycznych na Ziemi.

    Niezależnie od tego, czy wierzysz w smoczą moc, czy po prostu szukasz cichego schronienia przed światem, Smoczy Zamek przekaże dokładnie to, czego potrzebujesz w danym czasie.

    ------------------------------



    Szybkie informacje dla poszukiwaczy tajemnic:

    • Lokalizacja: Nad Borinkou, góra Boč.

    • Dostępność: 30 minut po żółtym znaku (trasa nie wymagająca).

    • Największa zagadka: Dlaczego zamek po pożarze w XV w. nigdy nie odnowili przez stulecia?

    Przeczytaj również mój artykuł turystyczno-informacyjny https://www.inovinky.sk/draci-hradok-je-lokalita-ukryta.../

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 15 maja 2026

Żibrica: Piramida strachu i brama do podziemi Tribeča

 


Franciszek Kovár

 

Góry Tribeč, zwane również „Słowackim Trójkątem Bermudzkim”, mają wiele twarzy. Jednym z najbardziej niezwykłych jest Góra Żibrica. Swym nienaturalnie regularnym kształtem piramidy budzi szacunek z daleka, ale prawdziwe sekrety kryje tylko pod zalesionym szczytem.

 

Tajemnica podziemnego morza i echa wapienia

 

Choć szczyt jest bez widoków, to inne zmysły są tu bardziej intensywne. Od dziesięcioleci przybysze mówili o niewytłumaczalnym brzmieniu, dochodzącym z głębi. Legenda o morskim oku w wnętrznościach Apibrycji ma zaskakująco realistyczne bazy. Masyw samej góry składa się z wapiennych osadów oceanu Tethys. Naukowo wzięte, chodzi się po dnie prehistorycznego oceanu, którego pozostałości słonej wody nadal mogą być uwięzione głęboko w pęknięciach wapieni.

Teorię tę ożywiły wydarzenia z lat 70. - 80. lata ubiegłego stulecia. W pobliskim kamieniołomie w Neiranach mówi się, że wydobycie przez pewien okres ograniczono z powodu obaw hydrogeologów. Był prawdziwy strach przed podziemnymi zbiornikami wodnymi, które mogłyby niekontrolowanie zalać kamieniołom i okolice. Czy chodzi o ruch wód podziemnych w ubytkach skał, czy inne zjawisko fizyczne, burczenie w wielu do dziś rodzi pytanie: Co jeśli prehistoryczne morze naprawdę nadal tam "oddycha"?

 

Botaniczny strażnik wyjątkowej energii

 

Rzadki groszek wenecki rośnie na stokach Żibrycy, którego nie ma nigdzie indziej na Słowacji. W tym kontekście zachowuje się niemal jak "opiekun botaniczny". Jakby ta gleba, odżywiona osadami prehistorycznego morza i z powrotem z tajemniczym podziemnym, urodziła życie, które nie może przetrwać nigdzie indziej. Wraz ze storczykiem jazýčkevec uzupełniają obraz miejsca wybranego przez naturę i nadprzyrodzone.

 

Cisza grobowa i kultura popielnic

 

Atmosferę miejsca podkreślają pozostałości ufortyfikowanej posiadłości z późnej epoki brązu. Miejscowość zamieszkała niegdyś przez łużyckiej kultury urn glinianych. Sama nazwa kultury – wywodząca się z nawyku palenia zmarłych i przechowywania prochów w urnach – nadaje zamkowi o powierzchni 4,5 hektara dziwny wydźwięk. Kamienno-ziemna ściana, która wciąż piętrzy swój szczyt, jakby trzymała dusze przodków wciąż w jednym miejscu.

 

Krople jak z innego świata

 

Pod powierzchnią znajduje się 62 metrowa przepaść piękna, niedostępna dla normalnego turysty. Ci, którzy poznawali jego wnętrze opisują wyjątkową dekorację: żółte kropelki w kształcie kalafiora. Ten specyficzny, niemal pozaziemski wygląd podziemia tylko podkreśla wizualną i geologiczną wyjątkowość góry.

 

Rozdarcie w rzeczywistości

 

To nie przypadek, że filmowcy wybrali Żibrica do kręcenia kluczowych scen tajemniczego thrillera pt. "Trhlin". Historia niewyjaśnionego zaginięcia osób w Tribeczu, inspirowana powieścią Jozefa Karika, ożywa tu w każdym szeleście liści. Legendy mówią, że to właśnie na stokach Legibrycy ugina się rzeczywistość, a ludzie tu tracą orientację. Niezależnie od tego, czy są to nieznane zjawiska geofizyczne, czy siły poza naszym pojmowaniem, Żibrica pozostaje jednym z najbardziej mistycznych punktów na mapie Słowacji.

 

Komentarze:

Iveta Harvanová: Na tym zdjęciu Žibrica naprawdę wygląda jak piramida. Z boku ma nieco inny kształt, przypomina garb wielbłąda jednogarbnego.

Niedawno odwiedziłam kamieniołom, który znajduje się kilkaset metrów przed kamieniołomem Žirina. Nie jest głęboki, byłam w głębszych. Na dnie było małe jezioro. Więc coś w tym musi być, że wody pradawnego morza znajdują się gdzieś w głębi góry. Znaleźliśmy też dziwne kamienie, których nigdy wcześniej nie widziałam.

František Kovár: Iveta Harvanová:Być może jest to ten kamieniołom, gdzie w przeszłości porzucili wydobycie?

Iveta Harvanová: František Kovár - Piszą o nim, jakby był stary, ale tam są maszyny, wagi, koparki... Nie wiem, nie udało mi się dowiedzieć więcej. Ale poza tym wygląda na opuszczony, bo nikt go nie pilnuje, jest tylko prowizoryczna bariera.

Robert Leśniakiewicz: Na Słowacji wiele gór - szczególnie tych wapiennych - ma kształt piramidy. Może to ma jakieś drugie czy nawet trzecie znaczenie, którego się jeszcze nie domyślamy...? Ciekawy jestem, jaki jest smak wody tego jeziorka? Jeżeli słony, to rzeczywiście mogłaby to być woda postoceaniczna. Trzeba się tam jeszcze raz wybrać…

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 14 maja 2026

Tajemnice Pajsztuna: Co widzą ciemne kamienne twarze, które obserwujecie z zamkowych murów?

 


Franciszek Kovár   

 

Ruiny zamku Pajštún mają tajemniczy wpływ na wielu odwiedzających. To nie tylko jego pozycja na stromym moście nad Borinkou, ale szczególnie poruszona historią i dziwną energią pozostawała tu od wieków. Pierwszy raz odwiedziłem ten zamek jako uczeń w 1975 roku, a już wtedy jego masywne mury napełniły mnie dziwnym szacunkiem.

    Miejsce o niejasnym pochodzeniu

    Początkowa historia zamku owiana jest mgłą, a literatura opisuje różne początki. Chociaż zakłada się, że jego fundamenty zostały położone przez Rugeriusa z Tallesbrunn w XIII stuleciu pod nazwą Peilenstein, dane historyczne mogą przeplatać się z dawnym zamkiem wodnym Stupawa. Pewne jest tylko, że od 1390 roku, kiedy król Zygmunt przekazał Pajštún na własność dziedziczną hrabiom ze Św. Jerzego i Pezinka, zamek stanowił kluczowy element kompozycji granicznych fortec chroniących północno-zachodnią granicę.

    Kamienni świadkowie i ponura atmosfera

    Dzisiaj w zamku największą uwagę przyciągają gigantyczne kamienne głowy - maszkarony, które wyróżniają się z gzymsu głównego pałacu. Te lwy, dzieło włoskich mistrzów z czasów rekonstrukcji Pawła Pálffy’ego w XVII stulecia, działają w ciszy ruin bezpośrednio niepokojąco.

    Chociaż Pajštún nigdy nie był celem oficjalnych łowców duchów, jego atmosfera jest naturalnie wszechobecna. Kiedy człowiek stoi pod wysokimi murami późnym popołudniem, czuje się, jakby te ciemne kamienne twarze nieustannie Cię obserwowały. Pierwotnie było ich dziewięciu, ale tylko sześć przeżyło zniszczenie zamku. Jeden z nich leży w gruzach pod murami i działa jak pamiątka starożytnej chwały, którą zastąpiła ruina.

    Rok 1809: Nagły koniec starego świata

    Losy zamku spełniły się w czerwcu 1809 roku podczas wojen napoleońskich. Wojska francuskie zdobyły Pajštún podczas bitwy z Wiedniem. Przed wyjazdem żołnierze postanowili jednak zlikwidować zamek i wysadzili go w powietrze. Od tego czasu budynek był po prostu jałową ruiną, ale jego wnętrza zachowały legendy, z których występują:

    • Rycerz na białym koniu: Mówi się, że o północy rycerz jeździ na dzikim koniu wokół zamku, który potem znika w otchłani. Jeśli należycie do tych, którzy chcieliby zobaczyć tego ducha na własne oczy, legenda mówi, że trzeba spać w zamku i czekać na godzinę północy.

    • Odwet piekielny: Gašpar Serédy, zwany „Smutny”, zanurzył się w melancholii tak głęboko, że jego kasztelan Streichel nie zawahał się poprosić o pomoc samego piekła. Diabeł Rumo rozśmieszył zamkowych, ale ostatecznie zabrał wszystkich obecnych ze sobą na swoją służbę.

    • Okrutny Kastelán Tupík: Historia wieśniaka Braku i bezdusznego administratora przypomina, że zło nigdy się nie opłaciło w Pajštúnie. Głupek, który odmówił pomocy chorej dziewczynce, miał według świadków zabrać czarny rydwan prowadzony przez diabła.

    Pajštún to miejsce, które natura cofnie, ale ludzkie historie pozostają zamrożone w czasie. Te kamienne twarze nie spuszczą cię z oczu, dopóki nie opuścisz jej bram.

    Sprawdź mój przewodnik z trasami i praktycznymi wskazówkami na wycieczkę: https://www.inovinky.sk/zrucanina-hradu-pajstun-posobi.../

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 13 maja 2026

Klasztor pod Zniewem: Templariusze jako elitarna straż króla i szyfr władzy w Turczy

 


Franciszek Kovár

 

Po rycerskiej tajemnicy w Błatnicy przenosimy się do samego serca potęgi templariuszy w Turcji. Klasztor pod Znievem to nie tylko jedna z najstarszych wsi regionu, ale według badań Milosza Jesenského jest to także miejsce, gdzie w XIII osiedli Templatiusze. Od wieków piszą historię królestwa. Właśnie tutaj, pod ochroną niezdobytego zamku Znieva, Templariusze znaleźli idealne warunki do swoich działań politycznych i wojskowych.

 

Zbawcy Króla: Tarcza Białego IV

 

Kluczowe wskazanie łączące Zniew z „czerwonymi mnichami”, pochodzi z najtrudniejszego okresu w historii Węgier - inwazji Tatarskiej (1241). Po miażdżącej porażce nad rzeką Slaną król Bela IV znalazł bezpieczne schronienie w zamku Zniev, aby uciec przed Tatarami.

• Jesienna hipoteza: Nikt nie eskortował króla w ucieczce. Najprawdopodobniej jego elitarną gwardię osobistą utworzyli Templariusze, wówczas najlepiej wyszkolone siły wojskowe w Europie. Zniew, dzięki swojej ekstremalnej lokalizacji i niedostępności, był dla nich idealnym „bezpiecznym domem” do ochrony monarchy.

 

Pustelnik i pstrąg: Broń psychologiczna Zniewy

 

Podobnie jak inne miejsca, Zniev chronił legendy, które miały racjonalne podstawy w strategii:

• Legenda o świeżych rybach: Kiedy Tatarzy oblegali zamek i czekali aż załoga umrze z głodu, obrońcy zrzucili świeżego pstrąga ze ścian. Tatarzy, zdezorientowani tym, gdzie wzięli ryby na suchym wapieniu, zrezygnowali z oblężenia Ta legenda sugeruje istnienie tajnej drogi zaopatrzenia znanej tylko Templariuszom - czyli typowy rękopis logistyki Templariuszy.

• Strażnik pustelnika: Krąży plotka, że po zniknięciu klasztoru w ruinach zamieszkał pustelnik, który strzegł tajnych wejść do podziemi. Jesenský widzi wypaczone wspomnienie „nadzorca”, który po oficjalnym odwołaniu lubił nadzorować ukryte archiwa czy kosztowności i zniechęcać dociekliwych.

 

Siedziba mocy: Notariusze w białych płaszczach

 

Klasztor pod Zniewem był tzw. miejscem wartościowym - średniowiecznym urzędem notarialnym z prawem do wydawania i weryfikacji dokumentów urzędowych.

• Władza administracyjna: Templariusze doskonalili się w finansach i administracji prawa. Miloš Jesenský wskazuje, że po zniesieniu nakazu, ich agendę przejęli inne mnisi (szczególnie premonstraci), co jest częstym sposobem w naszej historii, jak ślady panowania Templariuszy wymazano z oficjalnych kronik. Zniew był nie tylko twierdzą, ale także centrum, mózgiem regionu.

 

Wniosek: Punkt, w którym tworzyła się historia

 

Klasztor pod Zniewem pokazuje nam Templariuszy w roli wpływowych sojuszników korony i administratorów państwa. Jeśli Błatnica była o honorze rycerskim, to Zniew o strategiczną władzę. Potwierdza się tutaj, że „czerwoni mnisi” nie tylko gościli na Słowacji, ale byli kluczowymi architektami jej bezpieczeństwa w najczarniejszych czasach naszej historii.

 

Następnym razem: Martinček – „Święty Graal” słowackiej templarologii

 

Wyjeżdżamy z Turca i ruszamy na Liptov. Co kryją freski w odizolowanym kościele i dlaczego to miejsce uznawane jest za najjaśniejszy dowód Ich obecności porządku w naszym kraju?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 12 maja 2026

CE0 z dwoma Alfurami w USA

 


 

Albert Rosales

 

Lokalizacja: Okolice Boscobel, WI

Data: czerwiec 1995

Godzina: dzień

Opis incydentu:

Daniel Klemsrud spacerował z dziewczyną po zalesionym terenie niedaleko miasta, gdy nagle zawrócili i zgubili się. Chociaż dzień był pogodny i słoneczny, teraz nagle niebo wydawało się ciemne i zachmurzone, przez co zalesiony teren, po którym szli, stał się mroczny, ponury, jakby zapadała noc. Pojawiła się również gęsta mgła, która niezwykle utrudniała trzymanie się szlaku. Nagle zewsząd dobiegały odgłosy chichotu, przypominające śmiech i zabawę małych dzieci. Śmiech był niemal melodyjny. Klemsrud podszedł do kępy krzaków, które drżały, jakby kryły podsłuchujących. Odgarniając gałęzie, dostrzegł dwóch niewielkich, lecz idealnie zbudowanych mężczyzn w zielonkawych kombinezonach, którzy wpadali do dziury. Mieli zaledwie około metra wzrostu, a gdy zanurkował w coś, co wyglądało na tunel, zobaczył błyszczącą klamrę na bucie jednego z nich. Wtedy właśnie zauważył, że stoją u podnóża dość dużego kopca ziemi, całkowicie pozbawionego roślinności. Odpowiadając na wewnętrzny sygnał, Daniel sięgnął do kieszeni i znalazł drobne. W chwili, gdy wrzucił monety do otworu kopca, niebo się rozpogodziło, ciemna mgła uniosła się i teraz mógł bez trudu dostrzec ścieżkę, którą przegapił zaledwie kilka minut wcześniej.

Dodatek HC

Źródło: Brad Steiger – „Out of The Dark”

Typ: E

Moje 3 grosze

Co nam to przypomina? Oczywiście wydarzenia w lasów Tribecza na Słowacji i w kilku innych miejscach także naszego kraju. I znów – nagła zmiana pogody, widoku lasów i tajemnicze istoty w pobliżu. Jestem coraz bardziej przekonany, że Oni nie pochodzą z Kosmosu ale z wnętrza naszej planety…

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 10 maja 2026

Cienie Skały Kata i zamku Sklabińa: Miejsca, w których ożywają mroczne legendy


 

František Kovár.

 

W samym sercu turčianskiego ogrodu, gdzie masyw Vel’ka Fatra pochyla się w stronę Sklabińskiego Podzámka, są dwa miejsca, w których strach zamraża do dziś: Katowa Skala i zamek Sklabińa. Tworzą parę, która skrywa wielowiekowe sekrety - sekrety o krwi, okrucieństwie i siłach, których współczesna nauka nie potrafi całkowicie wyjaśnić.

 

Kamień Kata: miejsce, gdzie kamień pije krew

 

Chociaż historyczne dowody oficjalnych egzekucji są rzadkie, pamięć powszechna jest jasna. Skała Kata (901 m n.p.m.) nie była zwykłą bramą. Uważa się, że służył jako naturalny teren egzekucji zamku Sklabińa. Tych, których nie połamano w lochach zamkowych, doprowadzono do tego stromego stoku i wyrzucono do głębiny.

Spojrzenie w otchłań było ostatnią rzeczą, jaką widzieli skazani. Mówi się, że szczyt skały nawet w słoneczne dni nieco cichy - jakby same bramy strzegły energii tych, którzy znaleźli tam swój koniec.

 

Zaklęta w kamieniu: Co stuletnie wołanie

 

Mistyczny wymiar miejsca dopełnia reputacja dziewczyny uwięzionej w skale. Za odrzucenie ręki okrutnego władcy zamku została przeklęta i uwięziona w wnętrznościach góry. Legenda głosi, że raz na sto lat kamień otwiera się na chwilę i słychać desperacki krzyk: Uwolnij! Wielu wierzy, że dziewczyna nadal siedzi tam na stosach złota i czeka na odważnego kawalera, ale cena za jej wolność może być zbyt wysoka.

 


Zamek Sklabinia: Epicentrum zjawisk paranormalnych

 

Zamek Sklabińa to nie tylko cicha ruina. Wielu odwiedzających zgadza się, że mury zamku niosą niezwykle ciężką i ciemną energię Nie tylko łowcy duchów zauważają tutaj coś niezwykłego. Nawet zwykli, ale bardziej wrażliwi i mniej wrażliwi odwiedzający często opisują nagłe uczucia niepokoju, niewytłumaczalnego chłodu w zamkniętych przestrzeniach, czy intensywne uczucie obserwowania przez cienie dawnych Ta niepokojąca atmosfera jest, według wielu, dowodem na to, że dawne krzywdy i cierpienie zamkowych męczenników w kamieniu, trwają do dziś.

To dzięki tym licznym świadkom zamek stał się przedmiotem zainteresowania ekspertów od zjawisk paranormalnych. Słowacka grupa Łowców Duchów uchwyciła tutaj fascynujące dowody podczas swoich nocy. Ich badania w ruinach zamku i podziemiach doprowadziły do:

• Nagrania EVP (zjawisko elektronicznego głosu, głosy Jurgensona): Uchwycone szepty i dźwięki w miejscach, gdzie fizycznie nikogo nie było.

• Anomalie na urządzeniach: Ostre wahania pola elektromagnetycznego wskazujące na obecność obcej energii.

• Zjawiska wizualne: Kamery termowizyjne zarejestrowały zmiany temperatury, które nie odpowiadają żadnym zjawiskom naturalnym.

Więcej o ich ustaleniach bezpośrednio z terenu możecie zobaczyć w reportażu ze śledztwa w Sklabińi -  https://youtu.be/aU9J4LbhjkQ?si=X7O80YZSviVkGb7G

 

Strażnik głębin: wąż Korhel

 

Chłodną atmosferę dopełnia legenda o ogromnym wężu Korhelski had, który ma zamieszkać w głębokich, niezbadanych piwnicach pod zamkiem. Ma strzec skarbów, ale i bram do miejsc, których nigdy nie zostaną odkryte. Niektórzy badacze zastanawiają się, czy podziemia zamkowe były kiedyś miejscem odprawiania rytuałów, których odciski w kamieniu przetrwały do dziś.

 

Przeklęte miejsce z piękną twarzą

 

Skała Kata i Sklabińa łączą nie tylko geograficzne, ale także niewidzialne wątki tajemnic. Jeśli zdecydujesz się odwiedzić te miejsca, wiedz, że nie tylko wchodzisz na teren Parku Narodowego. Wkraczasz na teren, gdzie historia pisze się nie tylko piórem, ale także krwią i zjawiskami, które do dziś fascynują miłośników tajemnic na całym świecie.

 

Co o tym myślisz?

 

Wierzycie, że w takich miejscach jak Katova skala i zamek Sklabińa naprawdę trwa ciemna energia z przeszłości, czy też uważacie, że to tylko gra naszej fantazji i siła autosugestii? Pochwalcie się w komentarzach o swoich doświadczeniach, jeśli odwiedziliście te miejsca!

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 9 maja 2026

CE4 i kosmiczny pies w Rosji

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Kirow (d. Wiatka), Rosja

Data: Lato 1991

Godzina: noc

Opis incydentu:

Siedmioletni chłopiec z okolicy, Aliosza Kowalenko, nagle obudził się w środku nocy. Jego okno było szeroko otwarte z powodu letniego upału. Za oknem unosił się okrągły obiekt w kształcie dysku; przypominał bezskrzydły samolot. Nie pamięta, jak został zabrany na pokład UFO, ale w środku zobaczył pięć humanoidalnych istot ubranych w skafandry kosmiczne i generalnie przypominających ludzi. Jeden z kosmonautów zapytał chłopca, czy chciałby się z nimi przejechać, a chłopiec szybko odpowiedział twierdząco. W tym momencie zauważył zdumiewający szczegół: za kosmitami zobaczył ogromnego „psa” siedzącego na podłodze. Był to piękny, kudłaty, przyjazny pies, nie rasowy, lecz najwyraźniej kundel. Na ścianach obiektu w kształcie dysku znajdowały się liczne okna. Chłopiec usiadł na głębokim krześle przy jednym z okien. Statek zaczął latać. Wkrótce dotarli do celu. Jeden z kosmitów powiedział: „To jest żółta planeta”. Chłopiec wyjrzał przez okno i zobaczył opustoszałą powierzchnię pokrytą niemal wszędzie śniegiem. Na powierzchni rosły dziwne drzewa pokryte kolcami, a także wiele ostrych skał. Statek kosmiczny poleciał w kosmos w inne miejsce. Chłopiec dowiedział się, że to zielona planeta. Zobaczył długie, dwupiętrowe, wielokolorowe domy wzdłuż bardzo wąskich uliczek. Po ulicach poruszały się pojazdy, przypominające samochody pancerne. Liczne latające pojazdy w kształcie dysków unosiły się i przelatywały nad miastem kosmitów w kolumnach. Kilka minut później wrócili na Ziemię. Podeszli do szeroko otwartego okna i posadzili chłopca na parapecie. Następnie zeskoczył na podłogę, położył się do łóżka i zasnął.

Dodatek do HC

Źródło: Aleksiej K. Priyma, „UFO Świadkowie Nieznanego”

Moskwa 1997

Typ: G

Komentarze:

Brzmi jak opowieść o Piotrusiu Panu, ale według źródła chłopiec był nieugięty i bardzo emocjonalny w tym, co, jak twierdził, było prawdziwym doświadczeniem. Obcy wydawali się być życzliwi. Na myśl przychodzi porwanie Alana Godfreya w 1980 roku, podczas którego na pokładzie statku kosmicznego również napotkał kudłatego psa, a także psa wenusjańskiego, o którym donosił Buck Nelson.

Moje 3 grosze:

W żadnej z relacji o CE w Polsce nie napotkałem informacji o zwierzętach towarzyszących Obcym, co nie znaczy, że takowych nie było. To jest bardzo ciekawe, jako że w innych relacjach mówi się o istotach wilkołackich, ale nie wiąże się ich z Obcymi.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 8 maja 2026

Las malowany: Kiedy rzeczywistość w Tribeču zamieniła się w kurtynę teatru

 


Franciszek Kovár

 

Ta historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach osób, które doświadczyły czegoś tajemniczego w górach Tribeč.

Wycieczki od Zlatnie do Czarnego Zamku to jedne z moich ulubionych, ale jedno szczególne doświadczenie z dziewczyną zmieniło nasz widok na tribeczskie lasy. Był taki moment, kiedy czuliśmy się, jakbyśmy przekroczyli niewidzialną granicę, a otaczający nas świat zamienił się w płaskie tło.

 

Lęk bez widocznej przyczyny

 

Spacerowaliśmy całkowicie spokojnie z moją dziewczyną i cieszyliśmy się ciszą lasu. Ale w pewnym momencie, gdy zbliżaliśmy się do pewnej części trasy, uderzył mnie nagły i niewytłumaczalny przypływ niepokoju. Nagle poczułem ogromny wewnętrzne zdenerwowanie i rozpacz. To nie był strach przed dzikim zwierzęciem czy burzą - to było głębokie, bezpośrednie fizyczne uczucie, że tam, gdzie chodzimy, jest coś bardzo nie tak.

 

Świat jakby na dużym ekranie

 

Kiedy patrzyłem na tę część lasu, do której się zbliżaliśmy, stałem w miejscu oszołomiony. To, co zobaczyłem, zaprzeczyło moim zmysłom. Las nagle stracił głębię i naturalną przestrzeń. Wyglądał jakby został namalowany na ogromnym płótnie. Cały krajobraz przed nami wydawał się płaski i nienaturalny. Porównałbym to do teatralnej kurtyny, która powinna dawać tylko iluzję rzeczywistości. To było coś niezwykle dziwnego i niepokojącego, jakby rzeczywistość się w tym momencie „utknęła”.

 

Bieg przed nieznanym

 

Na początku trzymałem swoje uczucia dla siebie, ale potem zauważyłem, że moja dziewczyna też zaczęła się dziwnie zachowywać. Nagle, na środku podejścia, stanęła blada, a w głosie nieskrywaną paniką, krzyknęła: „Wynośmy się stąd szybko! Nie będzie nas tu za jakiś czas!”

Odwróciła się i zaczęła biec z powrotem, a ja od razu podążałem za nią. Kiedy w końcu dotarliśmy do samochodu, po prostu po cichu patrzyliśmy na siebie. Weszliśmy bez słowa i natychmiast opuściliśmy to miejsce. Tą ciężką, niepokojącą atmosferę przetwarzaliśmy w ciszy przez długi czas w drodze do domu.

Byłem w tej części Tribeč, i w wielu innych, kilka razy przed i po, ale nic takiego mi się już nie przydarzyło. Moment, kiedy las zamienił się w płaskie płótno, pozostaje jednak w mojej pamięci jako mrożące przypomnienie, że w tych górach nie zawsze my rządzimy.

 

Macie podobne doświadczenie?

 

Jeśli masz podobne doświadczenie, którym chciałbyś się podzielić, napisz do nas w komentarzu lub skontaktuj się ze mną przez wiadomość prywatną. Sekrety Tribeczy zasługują na wysłuchanie.

 

Moje 3 grosze

 

Oczywiście, że miałem takie doświadczenie. To było w październiku 1973 roku, kiedy to wraz z kolegą zagubiliśmy się w lasach w okolicach Połomii, w Nadleśnictwie Brynek. Przez kilka godzin błąkaliśmy się przy kompletnej utracie orientacji przestrzennej i dopiero koło 16-tej udało się nam dotrzeć do drogi, którą wróciliśmy do Brynku.

Drugim przypadkiem był przypadek zabłąkania się mojego ojca Adama Leśniakiewicza, który poszedł do lasy na górze Kamionka (610 m n.p.m.) po choinkę. To był grudzień, niepewne światło pochmurnego dnia… Nagle Tata poczuł, że robi się słabo, a las wygląda jak dekoracja teatralna. Otaczały go potężne grube sosny i dęby. Stracił całkowicie orientację. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy i Tato poczuł się lepiej – i już bez sensacji wrócił do domu…

Kolejny dziwny przypadek zdarzył mi się w lasach pomiędzy Podwilkiem a Sidziną. Tam też w piękny czerwcowy dzień wszedłem w strefę mgły, przez którą słabo przeświecało słońce. Otaczające mnie drzewa sprawiały wrażenie chorych. Uschnięte gałęzie zwisały bezwładnie, a z bagnistej gleby unosił się zgniły opar. To wszystko trwało parę sekund, a potem wszystko wróciło do normy. Mgła zniknęła, rozbłysło słońce. Zamiast zgniłych brzóz i wierzb pojawiły się świerki… Co to było? Inna rzeczywistość? Od tej pory wcale się nie dziwię romantycznym poetom, którzy opisywali takie mgły i oparzeliska w swych utworach…    

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 7 maja 2026

19-metrowe ośmiornice rządziły w morzach kredowych 100 mln lat temu

 


Jack Guy

 

Gigantyczne ośmiornice mierzące do 19 metrów długości należały do ​​największych drapieżników oceanicznych około 100 milionów lat temu, jak wynika z nowych badań, w których odkryto rzadkie skamieniałości ukryte w litej skale.

Zdumiewająco dobrze zachowane okazy potężnych szczęk ośmiornic noszą ślady intensywnego zużycia spowodowanego miażdżeniem twardych ofiar, w tym muszli i kości, donosi badanie opublikowane w czwartek w czasopiśmie „Science”.

- Sugeruje to, że te gigantyczne ośmiornice mogły pełnić funkcję drapieżników szczytowych w morzu kredowym – powiedział CNN współautor badania, Yasuhiro Iba, profesor nadzwyczajny nauk o Ziemi i planetach na japońskim Uniwersytecie Hokkaido.

- Byliśmy zaskoczeni. Zapis kopalny ośmiornic jest niezwykle ograniczony, więc znalezienie tak dużych i ważnych ekologicznie zwierząt w oceanie kredowym przerosło nasze oczekiwania – dodał.

 

Diagram pokazuje, jak kolosalne rozmiary Nanaimoteuthis wypadają w porównaniu z rozmiarami innych zwierząt. (Uniwersytet Hokkaido)

Wymarłe zwierzęta, naukowo nazwane Nanaimoteuthis, miały od 7 do 19 metrów długości. Naukowcy oszacowali ich całkowitą wielkość, ekstrapolując ją na podstawie rozmiarów okazów dziobów.

Zgodnie z wynikami badań, te kolosalne stworzenia należały do ​​najwcześniejszych ośmiornic płetwiastych, które mają płetwy w kształcie wioseł na głowach, znanych z zapisów naukowych.



Rzadkie skamieniałości ośmiornic

 

Iba wyjaśnił, że ośmiornice rzadko ulegają fosylizacji, ponieważ większość ich ciał jest miękka, a jedynie kilka twardych części, takich jak szczęki, prawdopodobnie zachowa się po ich śmierci. Naukowcy przeprowadzili nową analizę 15 ogromnych skamieniałości szczęk, znalezionych wcześniej na japońskiej i kanadyjskiej wyspie Vancouver. Ale naukowcy na tym nie poprzestali.

Zespół odkrył również 12 skamieniałych szczęk ośmiornicy, zamkniętych w skałach osadowych z okresu kredowego, datowanych na 100–72 miliony lat. Autorzy badania odnaleźli okazy, wykorzystując technikę obrazowania 3D zwaną tomografią szlifierską, do tworzenia zestawów danych o wysokiej rozdzielczości oraz modelu sztucznej inteligencji, zgodnie z wynikami badań.

Iba opisał tę metodę jako podejście do „cyfrowego wydobywania skamieniałości”, które pozwoliło na stworzenie trójwymiarowych modeli skamieniałości szczęk.

W okresie kredy dinozaury, takie jak Tyrannosaurus rex, Triceratops i Welociraptor, dominowały na lądzie.

Do tej pory uważano, że drapieżne kręgowce, takie jak duże gady morskie, rekiny i ryby, dominowały w morzach, powiedział Iba, ale skamieniałości sugerują, że ośmiornice mogły również zajmować szczyt łańcucha pokarmowego.

- To wskazuje, że morskie ekosystemy kredy były bardziej złożone i obejmowały szerszy zakres drapieżników szczytowych, niż wcześniej sądzono – powiedział.

- W tym ekosystemie Nanaimoteuthis prawdopodobnie wykorzystywał swoje duże ciało i długie ramiona do chwytania ofiar, a potężne szczęki do przetwarzania twardego pokarmu – dodał Iba. - Podobnie jak współczesne ośmiornice, mógł polegać na inteligencji, aby znaleźć, schwytać i skonsumować swoją ofiarę.

Skamieniała żuchwa jest widoczna z twardą, przypominającą dziób strukturą zwaną rostrum (u góry po lewej). (Uniwersytet Hokkaido)

Iba planuje teraz rozszerzyć cyfrowe badanie skamieniałości, które jego zdaniem może pomóc w odkryciu organizmów, które wcześniej były niewykrywalne w zapisie kopalnym.


- Naszym celem jest ujawnienie ukrytych elementów starożytnych ekosystemów i stworzenie znacznie pełniejszego obrazu tego, jak naprawdę funkcjonowały dawne ekosystemy – powiedział. Tim Coulson, profesor zoologii na Uniwersytecie Oksfordzkim w Anglii, który nie brał udziału w badaniu, powiedział CNN, że „praca przedstawiona w artykule jest fascynująca i ekscytująca”.

- Te zwierzęta żywiły się innymi zwierzętami i mogły przegryzać kości dużych ryb, a być może także gadów morskich, a także muszle. Ich rozmiary sugerują, że były drapieżnikami szczytowymi, zajmującymi szczyt łańcucha pokarmowego – powiedział.

- Autorzy twierdzą, że asymetryczne wzory zużycia na szczękach ośmiornic wskazują na istnienie inteligencji – dodał Coulson. - Chociaż jest to prawdopodobne, nie da się jednoznacznie określić, jak inteligentne były te zwierzęta.

Jakob Vinther, profesor nadzwyczajny makroewolucji na Uniwersytecie w Bristolu w Anglii, który również nie brał udziału w badaniu, powiedział, że badania opierają się na „naprawdę niesamowitym odkryciu”.

Twierdził jednak, że skamielina nie dowodzi definitywnie, iż Nanaimoteuthis był drapieżnikiem szczytowym, polującym i zjadającym niektóre z dużych gadów morskich, z którymi dzielił ocean.

- Pytanie brzmi, czy miałoby sens, aby takie zwierzę upolowało tak dużą ofiarę – powiedział Vinther.

- Rozłożenie i połknięcie dużych zwierząt zajęłoby ośmiornicom dużo czasu, a mogły one zaspokoić swoje potrzeby energetyczne, żywiąc się stosunkowo niewielką ofiarą – wyjaśnił.

- Ale to nie umniejsza faktu, że były to najprawdopodobniej groźne drapieżniki i prawdopodobnie znaczący drapieżnik polujący na pewne większe ofiary, które istniały w tamtych czasach – powiedział Vinther.

Źródło - https://edition.cnn.com/2026/04/23/science/giant-octopus-cretaceous-study-scli-intl?iid=cnn_buildContentRecirc_end_recirc&recs_exp=up-next-article-end&tenant_id=related.en     

 


Moje 3 grosze

 

Nie tak dawno przełożyłem artykuł Kelsey’a Nighthawka pt. „Ośmiornice z Kosmosu” – zob. https://wszechocean.blogspot.com/2021/06/osmiornice-z-kosmosu.html w którym autor stawia śmiałą tezę – ośmiornice nie są istotami z tej Ziemi. One przybyły z Kosmosu i pozostały na naszej planecie, gdzie znalazły idealne warunki do swego rozwoju – a także artykuł Ciarana McGratha pt. „Ośmiornice przybysze z Kosmosu?” - https://wszechocean.blogspot.com/2018/05/osmiornice-przybysze-z-kosmosu.html oraz artykuł prof. dr filozofii Kristin Andrews pt. „Cywilizacja ośmiornic” na stronie https://wszechocean.blogspot.com/2022/04/cywilizacja-osmiornic.html. Wszyscy powołani autorzy twierdzą, że ośmiornice odbiegają od tego, co ewolucja stworzyła na naszej planecie. Radzę przeczytać.

Z kolei w latach 60. XX wieku spółka autorska Strugaccy Bros napisała bardzo ciekawe opowiadanie pt. „O odkrywcach i podróżnikach” w którym opisują ni mniej ni więcej tylko inwazję… siedmiornic. Siedmiownic, czyli odmiany głowonogów z większym mózgiem i siedmioma ramionami. Te głowonogi wyszły z Wszechoceanu i idąc/płynąc w górę rzek opanowywały wewnątrzlądowe zbiorniki wodne. Kto wie, czy może bracia Strugaccy nie mieli wizji przyszłości i inteligentne głowonogi i wyjdą z mórz…?

I jeszcze jedna literacka parantela – ogromny głowonóg Percy z powieści „Kowboje oceanu” sir Arthura C. Clarka. Ten stwór mieszkał w strefie hadalnej Wszechoceanu, był wielki i całkiem biały…

Kiedyś tak zrobiły ryby, no bo kto powiedział, że ewolucja się zatrzymała?     

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz