Świadkowie: Kapitan Ardanza i załoga, SS Naviero,
Lokalizacja: 120 mil od przylądka Santa Maria
Grande, Brazylia;
Data: 30.VII.1967[1]
Czas: 18:15 BRT
Podsumowanie raportu:
„...Kapitan Ardanza
dostrzegł świecący obiekt na morzu, nie dalej niż około 15 metrów od prawej
burty. Miał kształt cygara, a jego długość oszacował na około 32-33 metry. Miał
silną niebiesko-białą poświatę, nie wydawał żadnego dźwięku i nie pozostawiał
śladu na wodzie. Nie było śladu peryskopu, relingu, wieży ani nadbudówki…
żadnych powierzchni sterowych ani wystających części… [to] krążyło [wokół
statku] przez 15 minut… [szacowana prędkość] do 25 węzłów. [To] nagle
zanurkowało i przeszło tuż pod [statek], po czym szybko zniknęło w głębinach z
dużą prędkością. Podczas ruchu jasno świecił pod wodą… Wykluczono możliwość, że
widziany obiekt był wielorybem lub konwencjonalnym okrętem podwodnym… Przypadek
został sklasyfikowany przez argentyńskie władze morskie jako „Niezidentyfikowany
Obiekt Podwodny”.
„Phenomenes Spatiaux” nr 15 (marzec 1968), s. 30
W barcelońskim wydaniu
„Vanguardia” z 1 października 1967 roku ukazała się informacja przesłana nam
przez pana Joana Crexellsa, któremu
dziękujemy. Oto tłumaczenie:
„Spodek morski”. Do
komentarzy i domysłów na temat rzeczywistego istnienia latających spodków
dodano teraz poważne i wiarygodne świadectwo Juliana Ardanzy, kapitana
argentyńskiego (sic) statku handlowego „Naviero”. Po przybyciu do Buenos Aires
w pełni potwierdził on to, co powiedział już w swoim komunikacie radiowym
wysłanym z morza: „Na wysokości Brazylii zaskoczył go dziwny obiekt, który
emitował silną niebieskawą poświatę i płynął równolegle do jego statku przez 18
minut. W pewnym momencie obiekt zanurkował i wpłynął pod statek, by wynurzyć
się po drugiej stronie. Miał kształt cygara. Przypominał okręt podwodny, ale
bez wieży dowodzenia ani żadnej wystającej części na powierzchni. Zaobserwował
go również pierwszy oficer Julio Montoya
i kilku marynarzy, co wywołało alarm. Do spotkania doszło na wysokości Zatoki
Santa Catarina[2],
naprzeciwko brazylijskiego wybrzeża. Kapitan zaprzeczył, że to okręt podwodny.
A tym bardziej wieloryb. Z prędkością 25 węzłów obiekt oddalił się,
pozostawiając za sobą intensywne światło. „Po przybyciu kapitan Ardanza został
oblężony przez dziennikarzy, a jego zeznania wzbogaciły i tak już bogatą
kronikę podobnych wydarzeń, które miały miejsce w Argentynie w ostatnich
dniach”.
Komentarz:
Co najciekawsze – podobny
obiekt zaobserwowano w czasie katastrofy MF Estonia na Bałtyku w nocy
27/28.IX.1994. Wedle oświadczenia naocznego świadka – obiekt taki zderzył się z
promem wybijając dziurę w kadłubie, co stało się faktyczną przyczyną jego
zatonięcia. I co najciekawsze – obiekt ten był całkiem biały i wydawało się, że
świecił delikatną poświatą. Oczywiście, jak zwykle w takich wypadkach, nikt
temu Szwedowi nie dał wiary póki nie dokonano oględzin wraku, podczas których
ujawniono dziurę w sterburcie o rozmiarach 3 x 5 m. No i oczywiście wszystko
utknęło w martwym punkcie – jak zwykle…
Opracował - ©R.K.Fr.
Sas - Leśniakiewicz

