Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juliusz Verne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juliusz Verne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 lutego 2022

Gdzie znajdował się „Tajemniczy zamek w Karpatach”?

 

Jules Verne

Mirek Brát

 

Jest sierpień 1892 roku. Pod ogromnym skalnym masywem z ruinami zamku stoi dwóch mężczyzn. Obaj mówią po francusku. Obaj cieszą się widokami na okolicę, gdzie w wodach potężnej rzeki odbijały się mury starożytnej fortecy. Kim była ta para turystów z Belle Epoque i co ich tam przyciągało?

Naukowcy od dawna spierali się o miejsce, które zainspirowało francuskiego pisarza Julesa Verne’a do napisania powieści science fiction pt. „Tajemniczy zamek w Karpatach”. Zamek Devín pod Bratysławą jest tutaj poważnym kandydatem.

Słynny pisarz odwiedził Bratysławę (wówczas Prešpurk)[1], w 1892 roku w ramach swoich podróży studyjnych po Austro-Węgrzech.

 





Podróż uczona

 

Podczas jego pobytu komfortową bazę noclegową zapewnił mu słynny Carlton Hotel. Jego przewodnikiem i znawcą lokalnych realiów był jego przewodnik i filozof Ján Malárik. Słowacki historyk Miloš Jesenský, który zajmuje się tematem pobytu Juliusza Verne’a na Słowacji, przytacza także inne argumenty przemawiające za Devínem jako inspiracją dla powieści „Tajemniczy zamek w Karpatach”, która ukazała się kilka miesięcy po powrocie Vernego ze Słowacji.

W rozmowie z duńską gazetą Verne rzekomo wyznał, że sceneria Devína dosłownie go urzekła i stała się podstawową inspiracją do zobrazowania tajemniczego karpackiego zamku.

 

Ślad Devina znika

 

Pewną komplikacją dla uznania takiej teorii jest jednak fakt, że opisując miejsce wydarzeń w powieści, nie ma wzmianki o Devínie. Przeciwnicy porównania Devína do motywu Verne'a twierdzą, że genius loci Devína przyćmiły w umyśle pisarza wrażenia z wizyty w ruinach zamku w Transylwanii. Zamek Newski pod Użgorodem na Ukrainie Zakarpackiej również domaga się swoich praw.

 




Epilog Dunaju

 

Pewne jest jednak, że Verne mógł być pod wrażeniem nie tylko znanego zamku, ale także koryta Dunaju, w które u podnóża zamkowej skały wpadają wody Morawy. W 1901 Verne napisał powieść „O pięknym żółtym Dunaju” czyli „Pilot na Dunaju” albo „Tajemniczy pilot”.[2] Tytuł książki był ironiczną kpiną przeciwko obrazowi tej rzeki opiewanej przez Johanna Straussa w walcu „Nad pięknym modrym Dunajem”.

Po śmierci pisarza powieść została przerobiona przez jego syna i wydana u nas w 1908 roku pod tytułem „Lodivod dunajský”. Niewątpliwie w tej książce jest więcej Dunaju niż Devína w powieści „Tajemniczy zamek w Karpatach”. Pewien niesmak z tego odkrycia został częściowo wymazany w 1981 roku przez czechosłowackich filmowców, którzy wybrali główną lokalizację filmu „Tajemnica zamku w Karpatach”. Stały się nim ruiny zamku w Čachticach. To nie był Devín, ale tym razem wyimaginowana piłka ewidentnie pozostała na boisku słowackim.

 

Moje 3 grosze

 

Kilka lat temu dr Jesenský napisał artykuł o tym, że Jules Verne mógł być w północnej Słowacji i nawet zawadzić o południową Polskę, które wtedy były w jednych granicach CK Monarchii Austrowęgierskiej, co ujęliśmy w artykule pt. „Sprawa nr 015H – Juliusz Verne w  Karpatach” -   https://wszechocean.blogspot.com/2012/03/sprawa-nr-015h-juliusz-verne-w.html co wywołało stanowczy protest Polskiego Stowarzyszenia Vernowskiego, którego besserwisserzy energicznie odrzucili tą hipotezę. Według nich, Jules Verne nigdy w Polsce nie był i być nie mógł. No i oczywiście nie przedstawili żadnego kontrargumentu poza zwyczajowym „nie – bo nie”.

Tymczasem ta sprawa jest coraz ciekawsza, bowiem Verne na pewno w Karpatach przebywał, a do lokalizacji podanych przez Pana Bráta można dodać jeszcze dwie: zamek Dunajec w Niedzicy i malownicze ruiny zamku w Czorsztynie. Oba zamki znajdują się nad Dunajcem, który mógł się pisarzowi skojarzyć z Dunajem! Hipoteza zwariowana, ale wcale nie taka głupia, jakby to się komu wydawało… Zainteresowanych odsyłam do powołanego artykułu na blogu „Wszechocean”.  

 

Źródło: https://enigmaplus.cz/kde-staval-tajemny-hrad-v-karpatech/?fbclid=IwAR2ilJT_EiHFFaAVMR0ifRVf-V7H9Bs8yF0873uA_YWx3NVlC3SPtmTOJTI

Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Węg.: Pozsony, niem.: Pressburg, a po staropolsku Preszburg albo Pożoń.

[2] W oryginale „Le Beau Danube jaune”.

piątek, 9 marca 2012

SPRAWA NR 015/H – JULIUSZ VERNE W KARPATACH (2)

Wywiad z inż. Ducárem

Dr Miloš Jesenský: W czasie naszego ostatniego spotkania wspominał pan o jakimś drakulowskim śladzie, który odkrył pan w Zakarpackiej Ukrainie. Czy może pan powiedzieć o tym coś więcej?
Inż. Ján Ducár: Tak. Przed rokiem byłem uczestnikiem trzyosobowej delegacji cyklistów z Preszowa na lustracji trasy Karpackiego Szlaku Turystycznego w Użgorodzie. Współpracowałem przy tworzeniu przewodnika dla turystów rowerowych po tej trasie, która ma przebiegać także do Rumunii przez Węgry. W Użgorodzie czekał na nas nasz ukraiński współpracownik Aleksandr Riszko, który nas oprowadzał po Użgorodzie i okolicy. Po powrocie do domu, przefaksował nam materiał o wsi Newickie. W tym materiale rzuciła mi się w oczy wzmianka, że tameczny zamek odwiedził w 1892 roku sam słynny pisarz Juliusz Verne. Piękno okolic tego zamku stało się dlań inspiracją do napisania powieści „Tajemnica Zamku Karpaty”.
M. J.: Przepraszam, ale co z tym ma wspólnego hrabia Drakula?
J. D.: Wszystko to jest nieco zamotane. Bram Stoker nie był nigdy na terenie dzisiejszej Rumunii, Węgier czy Słowacji, ani w żadnej z miejscowości 100 lat temu, które miały zupełnie inne nazwy.[1] Prawdopodobnie przy pisaniu swej powieści zainspirował się i posiłkował opisami z książki Verne’a.[2] Hrabia Drakula mieszkał i działał na obszarze oddalonym od Newickiego Zamku o setki kilometrów, a zatem Bram Stoker zapożyczył od Verne’a opis okolic Zamku Karpaty.
M. J.: A jak to wygląda teraz?
J. D.: Do przełęczy pod zamkiem wiedzie leśna asfaltowa droga do jakiegoś turystycznego centrum z domkami campingowymi, kortami tenisowymi, restauracją i parkiem. Potem chodnik wiedzie wzdłuż zamkowego muru aż do głównej bramy. Zamek, a raczej jego ruiny, służą za cel turystycznych wycieczek i miejsce schadzek dla miejscowej młodzieży. Widać także, że w przeszłości były tam dokonywane badania archeologiczne i częściowa konserwacja murów. Świadczą o tym resztki jakiejś kolejki linowej, którą wywożono na zamek materiał budowlany i zwożono gruz, a także nowy dach na centralnej wieży zamkowej. Może jest to ta sama wieża, o której tyle się pisze w powieści.
Zamek jest bardzo przestrzenny i otacza go wał, na którym mieściło się kilka baszt ze strzelnicami. Za nimi jest głęboka fosa, archeolodzy twierdzą, że miała ona głębokość aż 14 metrów! Fosa i wał chroniły zamek od północy, wschodniej i południowej strony i były ograniczeniem centrum zamku. Od zachodu zamek był niedostępny, bowiem jest tam stromy stok, a właściwie urwisko. Potem następuje pierścieniowy wał, na którym postawiono zamek, mur obronny z trzema basztami. Z wewnętrznego grodziska pozostały jedynie resztki pałaców, wież i budowli gospodarskich. Ciekawe są niektóre detale, np. otwory do schodni do wież w murze itp.
M. J.: A co z otoczeniem zamku?
J. D.: Najpierw zwiedzałem zamek, a potem przeczytałem powieść Vernego, co pozwala mi zachować obiektywizm. Opis z książki Vernego zgadza się detalicznie z tym, co tam widziałem. Także opis doliny Ugu. Co do miejscowości, w której mieszkał upiorny wielbiciel operowej śpiewaczki, to trudno mi jest coś powiedzieć. Przed wiekiem wszystko wyglądało inaczej, niż dzisiaj, a ja byłem zbyt krótko, by pozwolić sobie na takie porównania.
M. J.: O ile dobrze pamiętam, to jakiś nieopierzony młodzieniec doznał porażenia prądem elektrycznym...
J. D.: Tak, kiedy czytałem tą powieść, to mogłem przedstawić sobie to miejsce, gdzie to się mogło ewentualnie stać. Ale to wszystko kwestia fantazji autora, a nie tylko opisu miejsca akcji.
M. J.: Trochę się nam zagubił wątek hrabiego Drakuli...
J. D.: Dalsza osobliwość potwierdzająca hipotezę o wpływie Vernego na powieść Stokera jest to opis Słowaków. Pasuje on bowiem do Słowaków z okolic Użgorodu i Newickiego Zamku, niż z okolic Valasszku w dzisiejszej Rumunii.[3] Przecież Użgorod znajduje się zaledwie o kilka kilometrów od słowacko - ukraińskiej granicy, a Słowacy stanowią tutaj mniejszość narodową, np. we wsi Storożnica.
M. J.: Co jeszcze ciekawego znajduje się na tym zamku? Co mógłby pan polecić nam, albo innym łowcom tajemnic?
J. D.: Podróż do Newickiego bardzo mile wspominam, i chciałbym tam jeszcze raz wpaść na parę dni, bo chodzi o nader ciekawy kraj w okolicach Użgorodu. O samym zamku dowiedziałem się z materiałów Aleksandra Ryżka kilka innych szczegółów, a to np., że nazwa Newickie pochodzi od czasów, kiedy na zamku chowały się młode dziewczęta, niewinne panny przed atakami nieprzyjaciół. Dziejami Zamku Newickiego zajmował się swego czasu także czeski uczony Gabriel František, który twierdził, że pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1343 roku. Zamek należał do rodu Omodejovców, ale po bitwie pod Rozhanowicami przeszedł on w ręce króla Karola Roberta Andegaweńskiego, który podarował go Janowi Drugethowi. Na zamku bito fałszywe monety, służył on jako schronienie różnym powstańcom, i zburzono go w czasie Wojny Trzydziestoletniej.
M. J.: O ile wiem, sądzi się, że Jules Verne w swej powieści opisał inny zamek z obszaru Karpat?
J. D.: Tak, wiem o tym. W posłowiu do tego wydania, które czytałem, pisze się o tym, że chodziło tutaj o Zamek Devin w widłach Morawy i Dunaju, a lansował tą tezę historyk Ivan Rumanovský - który swe wyniki badań opublikował kilka lat temu. Na podstawie tego wysnuł on hipotezę, że podstawą opowieści Verne’a był właśnie ten zamek. Hipoteza ta jednak jest obalona, na zasadzie tego, o czym tutaj mówiłem - a o ile dobrze mi wiadomo - informacje o tym nie są znane ani u nas, ani w Czechach.
M. J.: A zatem co pan proponuje?
J. D.: Sądzę, że dobrze byłoby w Użgorodzie i Zamku Newickim dokonać przeszukania archiwów, czy nie znajdą się tam jakieś gazety z 1892 roku - wszak wizyta tak słynnego pisarza nie pozostałaby bez echa. Trzeba by  porównać opisy zamku z tym, co mamy na miejscu. Być może ktoś to wszystko już za nas zrobił, tylko my o tym nie wiemy... - przecież w czasach pierwszej Czechosłowackiej Republiki[4] przebywało tam wielu ciekawych ludzi, a i po II wojnie światowej byli tam ludzie, którzy zajmowali się podobna problematyką. Mogę sobie wyobrazić nawet pamiątkową tablicę w hotelu czy na zamku, gdzie przebywał Juliusz Verne. To jest jego działka - działka fantazji i marzeń, ale teraz, po stu latach widzimy, ile jego wizji się spełniło - może zatem  spełni się i moja wizja?... Z przyjemnością mógłbym udzielić pomocy czy porady innym entuzjastom tego tematu.
M. J.: Dziękuję za wywiad.


---oooOooo---


Tyle dr Jesenský i jego rozmówca. Przyznam się, że idea pod tytułem „Verne a Słowacja” mnie ujęła. Hipotezy tutaj przedstawione wyjaśniają wiele, a przecież literatura romantyczna żywiła się, żywi i będzie żywić właśnie pomysłami rodem ze Stokera, Verne’a, Radcliffe, Le Fanu, Lewisa, czy naszych polskich autorów od Mickiewicza czy Wiśniowskiego, Tripplina, Żuławskiego i Majewskiego do Sękowskiego oraz Urbanowskiej i wielu im podobnych. W dniu 26 października 2000 roku, spotkałem się w Żylinie z dr Jesenskim, któremu zwróciłem uwagę na jeszcze jeden aspekt tej niezwykłej sprawy - a mianowicie -

Juliusz Verne a sprawa polska.


Juliusz Verne nigdy nie był w Polsce, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. W jego książkach znalazłem tylko jedno polonicum, a mianowicie: portret Tadeusza Kościuszki w salonie kapitana Nemo na pokładzie Nautiliusa. I to wszystko. Zresztą nie dziwota, Polska dla zapatrzonej w siebie Francji była i nadal jest jakąś abstrakcyjną krainą na północy Europy, gdzie po ulicach chodzą białe niedźwiedzie... Nie inaczej było za czasów Verne’a. Francuzi jak najszybciej chcieli zapomnieć o straszliwym laniu, jakie wzięli od Rosjan w 1812 roku i o sromotnym powrocie Wielkiej Armii, której odwrót osłaniali Polacy - zdradzeni przez Napoleona i - co paradoksalne - wierni mu do ostatka...

Zastanawialiśmy się z dr Jesenskim nad tym, czy Juliusz Verne   m ó g ł   być także na północy Słowacji - na Spiszu i tam czerpać inspirację dla swej powieści o Zamku Karpaty.

No właśnie tytuł - ten oryginalny tej powieści - brzmi dokładnie „Zamek Karpaty”, a nie „Zamek w Karpatach”, jak podał go dr Ludvik Souček czy „Tajemnica zamku Karpaty”, jak podają to inni autorzy. A zatem chodzi tutaj o   n a z w ę   zamku, a nie o jego usytuowanie! Tak jak zamek w Niedzicy nazywa się Zamek Dunajec, zaś zamek w Krakowie nazywa się Wawel... A zatem chodzić może o Zamek Karpaty, który wcale   n i e   m u s i   znajdować się w Karpatach! Może znajdować się np. w Pieninach.

Sprawa druga: nazwiska obu protagonistów powieści - baron Rudolf de Gortz i Franciszek hr. de Télek. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że Autor sfrankonizował je w celu lepszego odbioru we Francji, zaś tłumaczom nie wydawało się to takie dziwne, jako że francuszczyzna była w modzie aż do I wojny światowej. Jeżeli akcja toczyła się na obszarach ck imperium Austro-węgierskiego, to poprawnie ich nazwiska powinny brzmieć: Rudolf von Gortz i Frantz von Telek(i) lub - jeżeli wywodził się z Siedmiogrodu - Ferenc Tölöky. Nazwisko czysto węgierskie. Nazwisko Gortz wymawiane fonetycznie „Gorc” dziwnie kojarzy się z Gorcami - a zatem Rudolf z Gorców???...  A Gorce mają swe przedłużenie w Pieninach...

Jeżeli rację ma rozmówca dr Jesenský’ego i Jules Verne był w okolicach Użgorodu, to ciekaw jestem, jak się tam dostał? Czy z Bratysławy przez Rożniawę i Koszyce, a może - co jest równie prawdopodobne - z Bratysławy do Popradu, a potem na wschód via Spisz do Preszowa i dalej do Użdorodu? Jeżeli tak, to musiał on widzieć cudowną panoramę Tatr Wysokich od południowej strony oraz Tatry Bielskie, a także nasze Pieniny... - a w Pieninach Zamek Czorsztyn, Zamek Dunajec - i... tajemne połączenie podziemnym zespołem jaskiniowym z zamkiem w Spiskim Podehradzie. I kto wie, czy nie wpadł tam na chwilę incognito i nie usłyszał o przebywających tam potomkach Inków!? Hipoteza szalona, ale czy bez sensu? Topografia zespołu zamkowego pasuje także do opisu w książce Vernego...

A zatem do koncepcji Verne na Słowacji należałoby dodać także hipotezę o pobycie Juliusza Verne’a także na polskim Spiszu. A dlaczegóżby nie? Niedaleko znajdowało się przecież Zakopane, wtedy jeszcze wioska zabita dechami, ale to była stolica polskiej kultury i ostoja polskości! To tutaj od roku 1890 pracuje i odpoczywa polska pisarka - jakże dziś niedoceniona w wolnej Polsce Zofia Urbanowska, która pisząc swą „Różę bez kolców” (Warszawa 1903), propaguje w niej nie tylko treści patriotyczne, ale także umiłowanie nauk przyrodniczych i piękno gór, a w szczególności Tatr, zaś na stronach tej jej powieści znajdujemy tak bardzo znane nam z kart Vernego postacie ludzi prawych, mądrych i dzielnych, którzy znajdują największe wartości nie za granicą, a właśnie tutaj - w górach i reglach, w góralskich chatach i wśród pasterzy tatrzańskiej - jakże surowej - Arkadii. I co ciekawe - w tej niezwykłej powieści o stricte vernowskim charakterze i klimacie tak naprawdę, to nie ma ludzi złych! Jest tylko cudowne dzieło Boże - Tatry i inne polskie góry, a w nich ludzie: prości i nieskomplikowani, nieskażeni cywilizacją i jej negatywnymi czynnikami, którzy poprzez prostotę bliżsi są Bogu, niż ich utytułowani, bogaci goście. Kto wie, czy Verne nie spotkał się potajemnie z naszymi intelektualistami, a przynajmniej z Zofią Urbanowską, która uwieczniła go w swej powieści nadając pewne jego cechy swemu bohaterowi - baronetowi na Rochdale?... Nie zapominajmy, że Zofia Urbanowska pisała w warunkach terroru carskiego i nie mogła napisać zbyt wiele, ale i tak napisała wystarczająco dużo, by można to było wyczytać między wierszami. Jaka szkoda, że „Róża bez kolców” nie doczekała się wznowienia w wolnej Polsce...[5] - czyżby była ona za mądra dla sprymitywizowanego i odhumanizowanego, okrutnego dla słabszych i wrażliwszych, świata końca XX i początku XXI wieku???...

Ta sprawa wymaga gruntownego zbadania i to jest zadanie dla historyka literatury. Z twórczości Juliusza Verne czerpali pełnymi garściami polscy autorzy powieści fantastyczno - naukowych i fantastyczno - mistycznych, że wspomnę tylko Tadeusza Micińskiego i jego niesamowite dzieło - stanowiące mieszaninę powieści przygodowo - fantastycznej w vernowskim stylu, z mistyczno - religijnymi - symbolicznymi pierwiastkami chaldejsko - judaistyczno - chrześcijańskimi, mesjanizmem i romantyczną wizją Polski odrodzonej - to właśnie jest „Nietota, księga tajemna Tatr” (Warszawa 1910). Gdyby udało się udowodnić bytność pana Juliusza na terenach konwergencji wpływów kulturowych, politycznych i innych byłego Imperium Austro-Węgier, to z całą pewnością do jego biografii należałoby dopisać także i ten epizod.



[1] Zgodnie z wolą cesarza wszystkim miejscowościom na terenie imperium austro-węgierskiego nadawano nazwy niemieckie bądź węgierskie, stąd nazwy niektórych miejscowości na terenie polskiego Spiszu brzmią z niemiecka, np.: Czorsztyn, Tropsztyn, Dursztyn, Falsztyn, Waksmund, i in.
[2] I nie tylko on, bo ślady verne’owskich opisów można napotkać u Ann Radcliffe - Italczyk, albo konfesjonał czarnych pokutników, Josepha Sheridana Le Fanu - Carmilla i innych autorów powieści gotyckich. A gdzie toczy się akcja mickiewiczowskiego Pana Tadeusza? - też w pobliżu starego, romantycznego zamku!... - dlatego podejrzewam, że i Verne i Stoker powielili pomysł Adama Mickiewicza, który jak widać, był prekursorem wykorzystania ruin zamku jako miejsce akcji upiornych wydarzeń...
[3] Właściwie w Siedmiogrodzie, pod granicą z Węgrami.
[4] Po I wojnie światowej, w 1918 roku.
[5] Wznowienie było na początku lat 90. XX wieku w śladowym nakładzie.

czwartek, 8 marca 2012

SPRAWA NR 015/H – JULIUSZ VERNE W KARPATACH (1)

 Autorzy na tle Zamku Dunajec w Niedzicy
 Krzysztof Piechota, Ryszard Fiejtek i Robert Leśniakiewicz na tle ruin Zamku w Spiskim Podehradiu, który najprawdopodobniej zainspirował Brama Stockera do napisania "Drakuli"...
 Te same ruiny od strony południowej - jakże przypominają one opis Zamku Karpaty z powieści Julesa Verne'a!
Ruiny zamku w Plavcu. Także i te ruiny mogły stanowić inspirację autorów „Zamku Karpaty” i „Drakuli”... - i nie tylko, bo można do tego śmiało dodać lorda Byrona, Adama Mickiewicza, Josepha Sheridana le Fanu, Jana Potockiego i legion innych autorów romansów grozy! 

Miloš Jesenský,  Robert K. Leśniakiewicz

Historia ta nie jest wcale baśnią, jest ona jedynie romantyczna. Czyż jednak jej nieprawdopodobieństwo upoważnia do wyciągania wniosku, że jest równie nieprawdziwa? Nic bardziej błędnego. Żyjemy przecież w czasach, w których wszystko zdarzyć się może, nieledwie mamy prawo powiedzieć, że wszystko się już zdarzyło. Jeśli więc opowieść nasza dziś jest nieprawdopodobna, to dzięki możliwościom nauki jutro stanie się zupełnie wiarygodna i nikt nie ośmieli się zaliczyć ją do baśni.[1]

 Tymi słowy zaczyna się powieść słynnego francuskiego pisarza SF - Juliusza Verne’a (1828 - 1905) pt. „Tajemniczy zamek w Karpatach” (tytuł oryginału francuskiego: „Le château des Carpathes”, w wydaniu polskim „Tajemnica zamku Karpaty”, Łódź 1988), wedle której w 1981 roku została nakręcona czeska komedia filmowa w reżyserii Oldřicha Lipsky’ego pod tym samym tytułem z Michalem Dočolomanskym, Milošem Kopeckým i Rudolfem Hrušinským w rolach głównych. Przytoczony tutaj cytat posłużył mi jako motto dla moich badań tego, co było właściwa inspiracją autora tej nietypowej dla twórczości Juliusza Verne’a powieści, a który mnie zaprowadził dalej, niżbym sobie to śmiał wyobrazić!

Baron Gortz i hrabia Drakula

Akcja tej powieści zaczyna się w przedstawieniem w Operze San Carlo w Neapolu, gdzie śpiewa słynna diwa operowa o nazwisku La Stilla: kobieta niecodziennej urody, z długimi złocistymi włosami, głębokimi czarnymi oczyma płonącymi ogniem, a której postaci nie byłoby w stanie doskonalej oddać dłuto Praxitelesa. La Stilla ma dwóch zwaśnionych ze sobą wielbicieli: potężnego, demonicznego barona Rudolfa Gortza[2] i młodego hrabiego Franciszka Teleka[3], którzy siedzą na widowni w chwili, kiedy słynna śpiewaczka umiera na scenie, śpiewając: Innamorata, mio cuore tremante, voglio morire... Na zamku w sąsiedztwie należącej do barona Gortza wsi, dzieją się dziwne rzeczy. Wpółobłąkany uczony Orfanik sporządził swemu panu niezwykły przyrząd, przy pomocy, którego w bliżej nieokreślony sposób ukazywał baronowi postać i głos słynnej i (jakżeby inaczej) pięknej śpiewaczki w romantycznych ruinach zamku, gdzieś pośrodku karpackich lasów. Technologię tego „cudu” wyjaśniono w ostatnim rozdziale i chociaż bardzo narusza to konstrukcję tej gotyckiej powieści, to jednak robi z niej materiał godny pióra francuskiego wizjonera.

Mimo tego, dzieło Verne’a przez cały czas utrzymuje we wszystkich rozdziałach atmosferę mrocznego horroru odgrywającego się w średniowiecznych ruinach, i doszło do tego, że słynny czeski badacz rzeczy niezwykłych dr Ludvík Souček sformułował swego czasu hipotezę, wedle której ta powieść Verne’a w 1892 roku posłużyła Bramowi Stokerowi (1847 - 1912) za wzorzec do napisania słynnej powieści wampirycznej „Dracula”, którą wydał w pięć lat później.

Wynika z tego pierwsze pytanie - pisze dr Souček w studium „Draculova rehabilitacia sa zamieta” - czy jest stokerowy Dracula tylko wynikiem inspiracji dziełem Verne’a, w którym transsylwański magnat Rudolf Gortz i szalony naukowiec Orfanik stopili się w jedną postać atrakcyjniejszego hrabiego-wampira, a techniczne rekwizyty vernowskiej powieści na magiczne i wampiryczne artefakty - bliższe niskim gustom czytelniczym, zaś młody i stateczny Franciszek z Teckov na niemniej młodego i niemniej bohaterskiego Jonathana Harkera?...

Miejsce akcji powieści Verne’a pasowało jak ulał do akcji powieści Stokera, co czytamy w drugim rozdziale:
 Zamek opuszczony, zamek nawiedzany przez zjawy, zamek duchów. Żywa i rozpalona wyobraźnia zaludniła go wkrótce ukazującymi się upiorami, potępieńcami - duchami, które pojawiają się o północy. Takie rzeczy zdarzają się jeszcze w niektórych zabobonnych rejonach Europy, a Transylwania może pretendować do jednego z pierwszych wśród nich.

... Nigdy żaden zamek nie był takim przytulnym, miejscem spoczynku dla gości z zaświatów, jak Zamek Karpaty. Stał on na samotnej i niedostępnej skale, dojście możliwe było jedynie od przełęczy Vulkan, i musiały w nim mieszkać smoki, strzygi, wiły, upiory południce i jakaś dusza potępiona z rodu Gortzów. Te straszne opowieści szerzyły się, jak czarny mór. Wystarczyło podejść doń na pół kilometra, a człowiek zaczynał obawiać się o własne życie...

Podobnież Bram Stoker nie ryzykował spotkania z karpackimi upiorami, widmami i zagadkowymi wydarzeniami, które tak dokładnie opisuje w swej książce. To jest nieco dziwne, kiedy sobie uświadomimy, że podróż Jonathana Harkera z Monachium, którą odbył w dniach 1 - 5/6 maja, od hotelu „Złota Korona” do zamku Drakuli na Borgskiej przełęczy, opisuje dokładnie krok po kroku.

Opis podróży Harkera nie powstał w wyobraźni Stokera, czy według danych zawartych w turystycznych przewodnikach, a także nie wyjaśnia tego przyjaźń pisarza z budapeszteńskim orientalistą i historykiem Arminem Vamberym. I chociaż atmosfera powieści autentycznie oddaje genius loci tego miejsca, to rzecz w tym, że w okolicy Borgskiej Przełęczy nigdy nie było zamku Drakuli. Co więcej, wygląda na to, że Stoker użył tego samego materiału faktograficznego, jak Verne, albo po prostu „zrzynał” z jego karpackiej powieści.

Juliusz Verne na Słowacji


Chociaż większość badaczy literatury domniemywa, że zamku Gortzów należy szukać w miejscu akcji książki - w Rumunii - to od kilku lat skłaniam się ku hipotezie, wedle której Jules Verne dokończył pisanie swej powieści już po zwiedzeniu Prešporku (dziś Bratysławy[4]), a także dalszych ziem słowackich w 1892 roku, co jest faktem, który do dzisiejszego dnia przeszedł bez echa. Ten słowacki epizod z życia Vernego zainspirował także Brama Stokera do umieszczenia Słowaków w dzienniku podróży Harkera, w swej słynnej powieści, gdzie pod datą 3 maja powołanego dziennika, czytamy:

Słowacy sprawiają barbarzyńskie wrażenie: noszą wielkie pasterskie kapelusze, szerokie brudnobiałe spodnie, białe lniane koszule oraz olbrzymie, szerokie na piędź, skórzane pasy nabijane mosiężnymi ćwiekami. Na nogach mają wysokie buty, na głowie czarne włosy, a pod nosem długie, czarne i gęste wąsy.

Verne dostał się na Słowację w czasie podróży po K. und K.[5] Monarchii Austro - węgierskiej, której szczegóły podał do publicznej wiadomości pewien duński dziennikarz po wywiadzie, jaki uzyskał od słynnego pisarza:

Kiedy zwiedziłem obie stolice ck Monarchii[6], udałem się do mniejszego, ale równie starego miasta Prešpork, gdzie się miałem spotkać z pewnym węgierskim pisarzem, który mnie miał oprowadzać po karpackich wierchach. Z powodów rodzinnych nie mógł on tam przybyć, i tak pozostałem w hotelu całkiem sam.
Dzisiaj wiemy, że miał on tam zabezpieczony nocleg i przebywał pod innym nazwiskiem w hotelu Palugyay’ego „Pod Trzema Zielonymi Drzewami” - dzisiejszym „Carltonie”. Jego podróż po Słowacji nie zaczęła się łatwo i prosto, ale Verne zdecydował się skorzystać z okazji i zwiedzić nieznany mu kraj. Cytujemy dalej duńskiego publicystę:

Wszyscy wokół mnie mówili po węgiersku, niemiecku i słowacku, a ja z tego nie zrozumiałem ani słowa. Bezskutecznie prosiłem w recepcji, by mi załatwili jakiś  przewodnik - czegoś takiego tutaj w ogóle nie znali i nie mieli. Ale w pewnej kawiarni spotkałem jakiegoś młodzieńca, który czytał francuską gazetę. Pozdrowiłem go i zapytałem, czy za wynagrodzenie nie posłużył jako przewodnik w moich podróżach. Zgodził się. To był Słowak imieniem Janko. Naprawdę nazywał się Ján, ale jego przyjaciele wołali nań Janko. Powiedział mi, że to jest zdrobnienie jego imienia, a ja pomyślałem, że gdybym był Słowakiem, to moi przyjaciele nazywaliby mnie Julko.

No i co też robił i gdzie się wybrał Juliusz Verne na Słowacji?

Celem naszej pierwszej wycieczki była miejscowość w pobliżu Prešporka. Muszę dodać tutaj, że nie zapamiętałem tych wszystkich nazw słowackich i węgierskich miast, ale nazwa Devin pozostała mi w pamięci, bowiem to słowo miało takie greckie brzmienie. Miasteczko to leży w ostrym kącie, który tworzy rzeka Morawa wlewając się do Dunaju. Od pierwszej chwili byłem nim urzeczony. Cicha, niezbyt szeroka, płynąca spokojnie Morawa i szybko rwący Dunaj! Tam cichy, spokojny świat, a tutaj szybko rwąca rzeka, która w górę i w dół wiedzie do szerokiego, gwarnego świata!

Widok jednego z najsłynniejszych słowackich zamków musiał podziałać na wyobraźnię Verne’a i jego podziw dla Dunaju musiał zaowocować w postaci powieści „Dunajski pilot”, którą czytelnicy dostali do rąk w cztery lata po śmierci pisarza.

Tymczasem w ciągu dalszych dni verne’owskie wycieczki trwały nadal:
Mój miły młody przyjaciel Janko załatwił dobrze resorowany powozik. Dwa konie były mocne i szybkie. W każdy dzień o dwunastej czekałem na Janka przed skromną budowlą jego teologicznego uniwersytetu. Potem robiliśmy bliższe i dalsze wycieczki w okolice miasta. Chodziliśmy nie tylko po górach, ale także wpadaliśmy i w doliny. Wrażenia były mocne!

W wypowiedziach Verne’a  znajdujemy także emocjonalne wypowiedzi na temat słowackiej przyrody:

Te wspaniałe pola żyta, których pozazdrościć słowackim wieśniakom mogliby francuscy farmerzy! To żółtawe morze dojrzewającego żyta było tak piękne, że oczy me pokryły się wilgocią łez, jak to zawsze bywa, kiedy oglądam piękno przyrody. Janko dojrzał je i powiedział: C’est la Slovaquie, monsieur! I te nasycone barwy owoców! C’est la Slovaquie, monsieur! - powiada znowu Janko. Tu i ówdzie na popasie pod gołym niebem piliśmy stare wino w cieniu prastarych drzew, a mój przewodnik znów powtarzał swe C’est la Slovaquie, monsieur! Jego miłość do ojczyzny była tak dogłębna, że wzruszyła ona nawet mnie - cudzoziemca...[7]

64-letniego pisarza ujął także widok słowackich chłopów i ich tężyzna fizyczna oraz uroda Słowaczek:

Naturalnie, że przyjrzałem się także słowackim wieśniakom. W niejednej wsi, do której dostawałem się wraz z Jankiem miałem możność patrzeć w oczy słowackich chłopów i widzieć wysmagane wiatrem twarze słowackich kobiet. Rad bym zawołał tutaj naszych malarzy: Przybądźcie na Słowację, a tam znajdziecie najpiękniejsze modelki dla swych Madonn! Większość z nich nie uwierzyłaby mi, ale u nas nie znają ani tej krainy, ani tego narodu. A i w naszych encyklopediach poświęcono im tylko kilka linijek tekstu.

Swój wywiad z duńskim dziennikarzem Verne zakończył tymi oto słowami:

Kiedy udaję się w moje podróże naukowe, zawsze podaję w hotelach nieprawdziwe nazwisko. Jednakże kiedy powróciłem do Amiens, to posłałem temu młodemu studentowi Jankowi kilka moich książek z krótkimi dedykacjami.

Tego roku wydawnictwo Hetzela wydało powieść „Le château des Carpathes”. O ile wiadomo, to Autor pracował nad tą powieścią aż sześć lat i uznał swe dzieło za gotowe dopiero po wizycie na Słowacji w roku 1892. Akcja tej książki nie odgrywa się na słowackim Devinie u ujścia Morawy do Dunaju, ale gdzieś w tajemniczym Zamku w Karpatach. Jedno z możliwych wyjaśnień tej zagadki podaje dla Czytelników „Nieznanego Świata” badacz tajemnic słowackiej przeszłości inż. Ján Ducár.

CDN.


[1] W przekładzie Wacława Leszka Kobieli.
[2] W polskim wydaniu: Rudolf de Gortz.
[3] W polskim wydaniu: Franciszek de Télek.
[4] Węgierska nazwa Pozsony.
[5] K. und K. - Cesarsko-królewska.
[6] Wiedeń i Budapeszt.
[7] W tym czasie Słowacja, podobnie jak południowa część Polski - tzw. Galicja i Lodomeria, wchodziła w skład imperium austro-węgierskiego i wszelkie przejawy słowackiego patriotyzmu były tłumione, niejednokrotnie krwawo.