Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meteoryt Tunguski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meteoryt Tunguski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lipca 2025

Peter Krassa - Największa zagadka stulecia (15)

 

15. Literatura pomocnicza.

 

I tak drogi Czytelniku dobrnęliśmy do końca tej zajmującej opowieści. Gdybyś chciał się dowiedzieć nieco więcej o sprawie Meteorytu Tunguskiego i innych dziwnych tajemnicach naszej Rzeczywistości, to polecam Tobie niżej wymienione materiały medialne:

Alex S. P. – „Ufobia”, Budapeszt-Nitra 2000

Alvarez Walter – „Dinozaury i krater śmierci”, Warszawa            1999

-         „Astronomia popularna”, Warszawa 1973

-  „Bolid Syberyjski” – antologia pod redakcją R. K. Leśniakiewicza, Jordanów 2024

Brzostkiewicz Stanisław Ryszard – „W kręgu astronomii”, Warszawa 1982

Brzostkiewicz Stanisław Ryszard – „Komety – ciała tajemnicze”, Warszawa 1985

Chapman Clark & Morrison David – „Kataklizmy w historii Wszechświata”, Warszawa 1999

Desonie Dana – „Kosmiczne katastrofy”, Warszawa 1997

Hurnik Hieronim – „Kometa Halley’a”, Warszawa 1995

Grobicki Aleksander – „Niezwykłe katastrofy XX wieku”, Warszawa 1990

Jesenský Miloš – „Bogowie atomowych wojen” Ústi n/Labem 1998, Kraków 2003 (przekład R. K. Leśniakiewicz – dostępne na www.wszechocean.blogspot.com)

Korzun Mikołaj – „Kariera wybuchu”, Warszawa 1980

Krass Lawrence M. – „Fizyka podróży międzyplanetarnych”, Warszawa 1996

Marks Andrzej – „Pod znakiem komety”, Katowice 1985

Marks Andrzej – „Na tropach Kosmitów”, Warszawa 1980

Martinson G. G. – „Что мы знайем об динозаврах?”, Sankt Petersburg 1990

- „Meteoryt” – kwartalnik Polskiego Towarzystwa Meteorytowego, Olsztyn 2000-2003

Mora Aleksander – „Bogowie atomowych wojen”, Lublin 1979-80, Kraków 2003

Niedzicki Wiktor – „Tajemnice Ziemi”, Warszawa 1985

- „Nieznany Świat” – cykl artykułów z serii „Okruchy Wszechświata”, Warszawa 2001-2003

Pilski Andrzej S. – „Nieziemskie skarby”, Warszawa 1999

Tollmann A. & Tollmann E. – “A jednak był Potop”, Warszawa 1999

Yeomans Donald – „Komety”, Warszawa 1999

Zajdler Ludwik – „Atlantyda”, Warszawa 1980

Znicz-Sawicki Lucjan – „Katastrofa tunguska – Trójkąt Bermudzki – Obce ślady”, Gdańsk 1982

 

---oooOooo---

 

Jordanów, dn. 2003-11-22

środa, 16 lipca 2025

Peter Krassa - Największa zagadka stulecia (14b)

 

14.8. Dodatki.

 

Oczywiście chciałbym dodać coś od siebie do tej pracy, ale już poza przypisami, bowiem w ciągu tych 8 lat od wydania tej książki wiedza poszła do przodu i pojawiły się nowe teorie.

Także moja siostra Wiktoria Leśniakiewicz i ja zabraliśmy nasz głos w tej sprawie, a oto nasze przemyślenia, które znalazły się na łamach japońskiego periodyku „The UFO Researcher” nr 1/2003:

 

 

W „Kanonie hipotez o pochodzeniu Meteorytu Tunguskiego” sformułowanym jeszcze na początku lat 60. XX wieku przez P. I. Priwałowa znajduje się około 80 hipotez i teorii na temat tego, czym był i skąd pochodził Tunguski Fenomen, który w dniu 30 czerwca 1908 roku, o godzinie 07:17.11 IRKT, czyli 00:17.11 GMT, potworną eksplozją o mocy szacowanej od 13 do 130 Mt TNT spustoszył obszar tajgi o powierzchni równej powierzchni Belgii. Jedną z tych hipotez, oznaczoną jako A-12 jest oryginalna hipoteza kosmolotu-kontromota sformułowana przez dwóch radzieckich pisarzy-fantastów Arkadego i Borysa Strugackich w powieści pt. „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, na podstawie, której nakręcono w Związku Radzieckim film pt. „Czarodzieje”, NB w stylu najlepszych komedii Leonida Gajdaja...

Nie wdając się w szczegóły – bo zainteresowanych odsyłamy do lektury tej bardzo ciekawej powieści – powiemy tylko tyle, że według tu powołanych autorów w dniu 1 lipca 1908 roku, w pobliże Ziemi zawitał kosmolot pilotowany przez Istoty-kontromoty, dla których czas płynął odwrotnie w stosunku do naszego – tak, że nasze jutro było Ich dniem wczorajszym, zaś nasze wczoraj było Ich jutrem...

W czasie próby lądowania na powierzchni naszej planety doszło do katastrofy. Efekty znamy. W okolicach punku na kuli ziemskiej, opisanego współrzędnymi 60°55’N i 101°57’E, fale uderzeniowe i pożary zniszczyły 80.000.000 drzew. Zginęło też wielu ludzi – głównie wędrownych Ewenków (Tunguzów) i niepoliczona ilość zwierząt, w tym hodowanych przez nich reniferów.

Do dziś dnia nie znaleziono żadnych szczątków kosmicznego „gościa”. No, może nie całkiem tak, bo znaleziono kilka dziwnych lejów wypełnionych brunatną wodą i ogromne Bagno Południowe o średnicy 7 x 10 km, które to formacje znajdowały się w pobliżu epicentrum wybuchu. Roboczo założono, że znajdują się w nich odłamki meteorytu i  zaczęto ich szukać. Nie znaleziono niczego. Zakładając, że Bagno Południowe jest astroblemem po impakcie ogromnego meteorytu poszukano i tam. Bezskutecznie. Podejrzewamy więc, że ten brak szczątków Tunguskiego Ciała Kosmicznego stanowi klucz do zrozumienia tajemnicy tej katastrofy, i kilku innych – równie niewyjaśnionych – też.

Co się stało ze szczątkami dziwnego „gościa”? Oczywiście wyparowały od udaru termicznego eksplozji – odpowie sceptyk i na tym zakończy dyskusję. Jest dlań oczywiste, że skoro temperatura eksplozji osiągnęła 100.000 – 1 mln K, to tak musiało się stać. Oczywiście, tylko że nie zapominajmy o małym, ale znaczącym drobiazgu, a mianowicie – ów TF poruszał się ze znaczną prędkością, która wynosiła około 20 km/s w atmosferze. A zatem masywne odłamy TF zanim wyparowały od promienistego uderzenia wybuchu, musiały przelecieć co najmniej kilka kilometrów – i najprawdopodobniej wbiły się w ziemię – a raczej w wieczną zmarzlinę tunguskiej tajgi, która nie pozwoliła im wyparować, gwałtownie odbierając im ciepło i tając – stąd powstał astroblem Bagna Południowego i leje poimpaktowe. A zatem odłamy te powinny tam tkwić in saecula seculorum. Amen. A jednak nie tkwią. Nawet gdyby doszło do ich rozłożenia chemicznego czy sproszkowania wskutek wtórnych eksplozji pary wodnej, to ślad chemiczny po tym TCK pozostałby i znaleziono by go w trakcie analiz mikrochemicznych i fizycznych. Nie znaleziono niczego. Wprawdzie niektórzy uczeni podają, że znaleziono jakieś anomalie chemiczne, ale wyniki mieściły się w granicy błędu, co może znaczyć albo nic, albo bardzo wiele.

Tak zatem narodziła się hipoteza nie tyle kosmolotu-kontromota, ale czasolotu (NB, każdy kosmolot jest ex definitio także i czasolotem, ale tutaj chodzi o pojazd mogący poruszać się swobodnie w czterowymiarowej czasoprzestrzeni). Czasolot ten poruszał się w przestrzeni i czasie – dzięki czemu świadkowie tego wydarzenia mogli go widzieć. Awaria jakichś urządzeń spowodowała, że spadł on w okolicach Podkamiennej Tunguskiej i tam uległ awarii. I teraz stało się najciekawsze – otóż odłamki czasolotu dosięgły Ziemi, wybiły w niej astroblemy – które możemy widzieć – ale same poruszając się nadal w czasie – znikły z naszego continuum czasoprzestrzennego. Znikły dla nas, bo one wciąż tam są – w Przyszłości lub Przeszłości w poślizgu czasowym wynoszącym – dajmy na to -  tylko 1 as. As to attosekunda czyli 10-18 sekundy. Dla nas jednak jest to przepaść – jak na razie – nie do przebycia. Zawsze jesteśmy obok tych odłamków, chodzimy być może po nich, ale zawsze o 1 attosekundy za wcześnie lub za późno!!!...

Inny wariant tej hipotezy zakłada, że TCK eksplodując z mocą 130 Mt TNT spowodowało energią tej eksplozji „wepchnięcie” odłamków albo w równoległy do naszego świat innych wymiarów, albo w inny czas. Jak dotąd na Ziemi zdetonowaliśmy tylko 58...62 Mt TNT (Rosjanie odpalili ją na poligonie Cziornaja Guba na Nowej Ziemi w latach 60. XX wieku – była to tzw. „superbomba”) i nie zauważono żadnych zawichrowań czasoprzestrzeni – z drugiej jednak strony chodzi tutaj o eksplozję o mocy dwukrotnie większej i najprawdopodobniej termojądrowej, wywołanej sztucznie! No i nikt nie badał metryki przestrzeni w momencie wybuchu atomowego czy wodorowego w punkcie zero, bo uczonych i wojskowych interesował tylko i wyłącznie efekt niszczący tych eksplozji.

Wszechświat zna jeszcze potężniejsze eksplozje – ot chociażby gwiazd Nowych czy Supernowych. To prawda, ale te wybuchy są naturalnymi procesami w toku ewolucji gwiazd, zaś ziemskie wybuchy nuklearne są sztuczne. Każdy wybuch nuklearny nie-naturalnego pochodzenia stanowi naruszenie równowagi pomiędzy wymiarami i dlatego być może – to już jest kolejny wariant tej hipotezy – jakaś równoległa do naszej Cywilizacja Naukowo Techniczna – dalej CNT – owego fatalnego dla Syberii dnia 30 czerwca 1908 roku, dokonała próby z jakimś urządzeniem jądrowym na „ichniej” pustyni Gobi, czy też Takla-Makan... Eksperyment wymknął się spod kontroli z wiadomymi skutkami. Nie musiała to być od razu bomba, ale kosmolot czy czasolot z napędem jądrowym, który wskutek awarii wpadł do naszej Rzeczywistości i tutaj dokonał swego żywota w fantastycznym fajerwerku, który zmiótł z powierzchni Ziemi parę milionów drzew...

Wiecie, co nas najbardziej dziwi w tej niesłychanie skomplikowanej sprawie? To, że do czasów zainteresowania się tym wydarzeniem Leonida Kulika   n i k t   nie przywiązał żadnej wagi do tego fenomenu!!! To jest największa zagadka TF! Czy może była to robota „zaciemniaczy” z   t a m t e j   CNT, którzy po prostu trzymali ludzi z daleka od tego miejsca, a sami cichcem, boczkiem, drobnym kroczkiem udali się w tajgę i posprzątali po sobie. To, co pozostało po Ich statku czy eksperymencie zabrali i wywieźli ciupasem do siebie – do swego wymiaru, zaś potem zaczęli akcję dezinformującą i zaciemniającą sprawę, w wyniku której badacze zainteresowali się tajemnicą tajgi dopiero po niemal dwudziestu latach! Ekspedycje szły w tajgę, rozkopywano leje i bagna, wiercono w wiecznej zmarzlinie, przebywano setki kilometrów z magnetometrami niczego nie znajdując, zaś Oni śmiali się z nas w kułak, po kryjomu, a złośliwie i dolewali oliwy do ognia dyskusji. Musieli mieć niezły ubaw, kiedy czytali artykuły pisane przez luminarzy matematyki, fizyki, aerodynamiki, geologii, astronomii, meteorytyki i innych nauk, w których udowadniano, że TF to był meteoryt albo kometa.

Alternatywna hipoteza, co do natury TCK narodziła się, kiedy Robert robił przekład książki dr. Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (Ústi nad Labem 1998, będzie dostępna w Internecie w tym blogu), w której autor udowadniał, że dawno temu miał na Ziemi miejsce straszliwy konflikt zbrojny wewnątrzcywilizacyjny, bądź pomiędzy cywilizacją Ziemian a Kosmitów, wskutek którego cywilizacja została cofnięta w rozwoju do epoki kamienia jeszcze nie rozłupanego...

Rzecz polega na tym, że TCK był de facto jakąś wielogłowicową rakietą – takim OMIRV czy ONM – którego zadaniem było uderzenie w okolice Podkamiennej Tunguski i spowodowanie tam wybuchu wulkanu! Brzmi to fantastycznie, ale...

W Dolnym Triasie – czyli około 210-220 mln lat temu – całe Tunguskie Plateau było ogromną krainą wulkanów – o czym wiemy dzięki istniejącym tam trapom bazaltowym - z centrum położonym w rejonie punktu opisanego współrzędnymi 70°N i 90°E. Dzisiaj jest to Dolna Tunguska. Kto wie, czy w czasach Wielkiego Konfliktu Bogów-astronautów 12.000 lat temu, ktoś chciał obudzić te wulkany i uaktywnić leżący pod nimi „pióropusz gorąca” czyli „gorący punkt”. Wyobrażamy to sobie tak: w omawiany teren z orbity wstrzeliwuje się serię 3-5 pocisków termojądrowych o mocy 25-30 Mt TNT każdy. Pierwszy uderza w Ziemię i tworzy krater, a następne padając w to samo miejsce pogłębiają go aż do magmy „gorącego punktu”. Następstwem jest straszliwa erupcja wulkaniczna,  przy której wybuchy Krakatau (1883), Mt. Katmai (1906) czy Mt. St. Helens (1981), to śmieszne fajerwerki!...

Oficjalnie nauka nie znalazła „plamy gorąca” pod Tunguskim Plateau, ale czy ktoś jej tam szukał? Jak nam wiadomo, to nikt... Tak czy inaczej, hipoteza ta jest dobra, jak każda inna. Hipotezy temporyczne – że tak je nazwiemy – mają to do siebie, że będzie można je zweryfikować, kiedy Ludzkość będzie mogła podróżować w czasie i nie wcześniej. Hipoteza wulkaniczna jest do zweryfikowania już dzisiaj, i to przy pomocy sztucznych satelitów – tylko trzeba wiedzieć, czego szukać.

Hipoteza Wielkiej Wojny Bogów-astronautów ma to do siebie, że tłumaczy dokładnie wszelkie anomalie historyczne bez uciekania się do hipotez temporycznych – chronomocji czy kontromocji... Osobiście stawiamy ją na drugim miejscu po hipotezie statku kosmicznego. Zainteresowanych odsyłamy do zbiorku esejów i artykułów polskich, rosyjskich i słowackich autorów pt. „Bolid Syberyjski” (Jordanów 2002 – na prawach rękopisu).

 

 

We wrześniu 2002 roku, w tajgę wpadł następny meteoryt, który przypomina mi to, co wydarzyło się 95 lat temu. Nazwano go Meteorytem Witimskim, i prasa rosyjska pisała na jego temat m.in., że:

W nocy 24/25 września 2002 roku, gdzieś w głuchą tajgę syberyjską Mamsko-Czujskiego Rejonu Irkuckiej Obłasti spadł ogromny meteoryt (bolid), którego nazwano Meteorytem Witimskim – od rzeki Witim – pisze Jewgienia Jewriemienko. Dokładnego miejsca jego spadku nie ustalono do dziś dnia. A oto wspomnienia tamtejszych mieszkańców, które opublikowano na łamach czasopisma „Argumenty i Fakty” nr 28/2003.

 

Mówią świadkowie.

 

Siergiej Chamidow – rybak:

Łowiłem ryby w odległości jakichś 6 km w dół rzeki od osiedla Mama. Była druga w nocy. Naraz dookoła stało się tak jasno, jak w dzień i zza chmur pokazał się oślepiająco jasny obiekt o rozmiarach Księżyca w pełni, przypominający kulę z ogonem. Trudno było nań patrzeć. Rozległ się donośny dźwięk jak szelest i obiekt wyglądał, jak ogień bengalski. Obiekt skrył się za górą, a po kilku sekundach rozległ się ogłuszający wybuch.

 

Jewgienij Jarigindyżurny elektrowni:

Tej nocy miałem dyżur. Naraz zobaczyłem jaskrawe światło, od którego płonęło całe niebo – początkowo białe, które potem zmieniło kolor na bordowe. Usłyszałem najpierw huk grzmot balistyczny, a potem jak nie rąbnie! Ze ścian posypał się tynk, potem posypało się z sufitu i żałośnie zawyły psy.

Miejscowych zdjęła panika. Poszły plotki o rozbitym aparacie latającym Przybyszów z Kosmosu: >>To Kosmici. To ONI przylecieli. Oni przylatują do nas, jak do siebie do domu<< - szeptały babcie. We wioskach ludzie opowiadali o czarnych ludziach, którzy chowali się za drzewa na widok miejscowych... Sytuacje wszechobecnej paniki podgrzał fakt, ze przez tydzień w tym rejonie widziano dziwne światła - >>znak<< z nieba, jak stwierdzili miejscowi mieszkańcy. Oliwy do ognia dolały informacje o podwyższonej radioaktywności na tym terenie...

 

... wszystko są to normalne brednie twierdzi dr n. mat.-fiz. Siergiej Jazer – dyrektor obserwatorium astronomicznego z Narodowego Irkuckiego Uniwersytetu – Już od dawna udowodniono, że meteoryty nie są radioaktywnymi ciałami niebieskimi. Na dzień dzisiejszy niczego takiego nie wykryto i żadnych anomalii nie stwierdzono. Tak, to prawda, że z tajgi uciekły zwierzęta w pierwszej chwili, ale – jak twierdzą zawodowi myśliwi – już powróciły na swe miejsca. A zaś co się tyczy świecenia, to była to zwyczajna zorza polarna, a nie żadne UFO – gadać się nie chce...

Poza tym spadek tego meteorytu zaobserwował amerykański satelita szpiegowski, który zarejestrował świecenie tego bolidy na wysokości od 60 do 30 km, kiedy to Meteoryt Witimskij świecił najbardziej intensywnie.

 

Poszukiwania „przybysza”.

 

Pierwsza ekspedycja poszukiwawcza „przybysza z Kosmosu” poszła w tajgę w październiku. Organizatorem tej wyprawy był Syberyjski Oddział Rosyjskiej Akademii Nauk. W ekspedycji tej wzięli udział przedstawiciele kilku irkuckich instytutów: Słoneczno-Ziemskiej Fizyki, Geofizyki i Skorupy Ziemskiej. Udało się im odkryć złamane drzewa, zaś przy rzece o nazwie Tachtyga, las okazał się być zupełnie powalonym.

Wedle obliczeń specjalistów, jeżeli przy prędkości 11 km/s do Ziemi mogły dolecieć odłamy skalne o masie 50 ton, to masa całego meteorytu równałaby się 160 ton. Jeżeli on ważył mniej – jakieś 30 ton, to do Ziemi mogły dolecieć, przy tejże prędkości, odłamki o masie 70-80 kg. Eksplozja, które poraziła wszystkich wkoło, miała ekwiwalent równy 2.000 ton 2,4,6-trinitrotoluenu – czyli 2 kt TNT. Dla porównania – amerykańska bomba atomowa, która poleciała na Hiroszimę miała moc około 20 kt.

Nie patrząc już na ogrom zjawiska, które porównuje Witimski Meteoryt z Tunguskim Meteorytem, przede wszystkim ten ostatni miał masę około 1 mln ton, zaś energię jego wybuchu szacuje się na 15-40 Mt TNT, co byłoby porównywalne do detonacji najsilniejszej bomby termojądrowej.

Uczestnicy aktualnej – kwietniowej ekspedycji – wzięli próbki śniegu, w celu znalezienia w nich pyłu meteorytowego. Pobrano 13 próbek, i udało się – znaleziono w jednej z nich pył meteorytowy: żelazo - Fe, nikiel – Ni, a także cząsteczki enstatytu – Mg2[Si2O6] i cristobalitu – SiO2, który jest zwykłym kwarcem poddanym obróbce przez wysokie temperatury. Wszystkie te pierwiastki są i na Ziemi,  a zatem można śmiało założyć, że Meteoryt Witimski należy do kamiennych. W czerwcu wystartowała kolejna ekspedycja Towarzystwa Eksploracyjnego „Kosmopoisk”. Jej członkowie powierzchnię około 100 km2, pokrytą drzewami i doszli do wniosku, że jest to epicentrum spadku. Jednakże irkuccy uczeni odnieśli się do tego wniosku sceptycznie, tak jak do relacji bezpośrednich świadków naocznych lądowania „przybysza” – który spadł w zupełnie innym kierunku.[1] A ta tajemnicza strefa, to po prostu strefa dawnego leśnego pożaru, albo dawny wiatrołom. Na korzeniach drzew nie ma ziemi, która powinna tam być w przypadku gdyby to był świeży wywał drzew, były one okorowane – czego nie powinno być, jeżeli mamy mówić o meteorycie.

 

I znowu nie trafił...

 

W lipcu br. pozaplanetarnego gościa, a właściwie tego, co po nim zostało, będą szukać cztery grupy: specjaliści - meteorytolodzy z Krasnojarska, Irkucka, Jekaterinburga i przedstawiciele Moskiewskiego Komitetu ds. Meteorytów. Oni zamierzają przeszukać strefę wzdłuż trajektorii i mają nadzieję znaleźć szczątki kosmicznego „gościa”.

To, że meteoryt spadł na tajgę, a nie na pobliską elektrownię jądrową czy na zakłady chemiczne, to ogromne szczęście. Zdecydowana większość meteorytów spada do Wszechoceanu czy na góry, i według teorii prawdopodobieństwa mogą one także spaść na miasta. I tak np. w swoim czasie, na Chicago spadły z nieba kamienie o masie do kilku kilogramów.[2] W 1998 roku, w Turkmenistanie na pole runęła z nieba bryła o masie kilkuset kilogramów.[3]

I jeszcze jeden materiał w tej samej sprawie.

 

Rok temu wszystkie agencje prasowe podały elektryzującą informację: Zagadkowe ciało kosmiczne powaliło 100 km2 lasu w syberyjskiej tajdze. Poniższy artykuł pióra Dimitrija Pisarenko  pochodzi z gazety „Argumenty i fakty” nr 32/2003.

Oczywiście została natychmiast zawiązana ekspedycja Towarzystwa Naukowo-Badawczego „Kosmopoisk”[4], która przeszukała miejsce spadku Meteorytu Witimskiego, który spadł na Ziemię we wrześniu 2002 roku. Uczeni twierdzą, że jest im jasna natura i pochodzenie tego zagadkowego ciała kosmicznego. Przypominamy, że kosmiczny pocisk eksplodował w tajdze pod Irkuckiem, w nocy 24/25 września 2002 roku. Po tym incydencie, w ciągu kilku dni miejscowi mieszkańcy  obserwowali na niebie dziwne świecenie, cierpieli na bóle głowy i kichanie. Niektórzy z nich pośpieszyli się z powiadomieniem mediów, że w tajdze rozbił się UFO.

- We wskazanym punkcie las okazał się czystym – mówi szef „Kosmopiska” Wadim Czernobrow. – Zrobiwszy standardowe badania i obliczenia, postanowiliśmy udać się na południowy-wschód i po kilku dniach zobaczyliśmy pierwsze złamane drzewa. Wkrótce badacze zobaczyli następujący obraz – na obszarze o powierzchni około 100 km2 leżały drzewa opalone ogniem i powyrywane z korzeniami. Na koniec znaleźli oni około 20 niewielkich kraterów. Niektóre z nich mierzyły 20 m średnicy.

- To dało nam możliwość założyć, że ciało to rozpadło się w atmosferze na wiele odłamków. Wybuch miał miejsce na wysokości około 5 km, przy czym nad tym spokojnym krajobrazem doszło do efektu kumulacyjnego eksplozji – mówi Czernobrow - epicentrum eksplozji okazało się być nad ziemią. Sądziliśmy początkowo, że ów tajemniczy bolid nie był meteorytem, ale kometą. Świadczy o tym cały szereg poszlak, a w pierwszym rzędzie – promieniowanie. W czasie spadków meteorytów, poziom promieniowania radioaktywnego tła Ziemi nie podnosi się. Natomiast w opisywanym przypadku, radioaktywność wzrosła dwukrotnie!

Ekspedycja „Kosmopoiska” przywiozła do Moskwy próbki kometarnej materii – w gałęziach drzew znaleźli oni jednorodne krople szkliwa, odłamki i pyły, w kraterach znaleziono kry lodowe z anormalnie podwyższoną zawartością radioaktywnego izotopu wodoru – 3H - trytu (T).

- Tryt spotyka się w Przyrodzie, ale jego koncentracja jest zazwyczaj setki razy mniejsza. Taką koncentrację tego izotopu można napotkać tylko w okolicach elektrowni atomowych – mówi pracownik naukowy Instytutu Fizyki Rosyjskiej AN dr Rusłan Sarimow. – We wziętych stamtąd próbkach wody znaleźliśmy kobalt (Co) i selen (Se) – pierwiastki, które w warunkach ziemskich szybko rozpadają się. A zatem, spadłe ciało kosmiczne nasiąkało pierwiastkami radioaktywnymi w czasie podróży przez kosmiczne przestrzenie.

Badacze wspominają, że roztopiony śnieg, którego oni używali do picia i przyrządzania jedzenia, miał gorzki smak. Wadim Czernobrow uściśla: po spadku Meteorytu Tunguskiego w czerwcu 1908 roku, zamieszkujący tajgę Ewenkowie twierdzili, że śnieg miał gorzki smak. Uczeni nie zwrócili wtedy uwagi na to spostrzeżenie.

Według opowiadania Czernobrowa, miejsce epicentrum eksplozji pozostawia przygniatające wrażenie i ponure wspomnienia. Z tego miejsca uciekły zwierzęta, nie ma nawet kleszczy i komarów! – tego przekleństwa syberyjskich lasów i mokradeł.

- To martwa strefa. Przy tym nie bardzo wiadomo, dlaczego niektóre drzewa są spalone, zaś niektóre stoją całe i nienaruszone – opowiada jeszcze jeden uczestnik ekspedycji, geolog dr Aleksandr Solenyj. – Zdarzały się także zupełnie anormalne rzeczy – np. dziwne gubienie się czasu. Zostawiliśmy na drzewie plecak, żeby obejrzeć i opisać miejsce postoju, a potem go zabraliśmy. W tym czasie, kiedy plecaka na drzewie już nie było, druga grupa naszej ekspedycji nie wiedzieć dlaczego, go tam widziała...!

A tak w ogóle, to Irkutskaja Obłast’ jest słynna ze swych anomalii. Naoczni świadkowie opowiadają, że to właśnie tutaj często obserwuje się chronomiraże – na niebie pojawiają się cudowne miasta, zaś na wiejskich drogach pojawiają się karety i powozy z XIX wieku. Wielokrotnie spotyka się relacje o obserwacjach UFO i piorunów kulistych. I na dodatek teraz Witimskij Fenomen – nie zjawisko anomalne, ale bezsporny fakt naukowy, przy badaniach którego nie postawiono jeszcze kropki nad i. Uczeni wyliczają na podstawie zniszczeń lasów, że moc tego wybuchu równała się mocy eksplozji lotniczej bomby wodorowej o mocy 1 Mt TNT.

- Gdyby coś takiego spadło na centrum Moskwy, to do obwodnicy Sadowoje Kolco byłaby kompletna pustynia, a poza nią – ruiny – twierdzi Wadim Czornobrow.

 

---oooOooo---

 

I jeszcze jedna mała dygresja, pozwól Czytelniku. Jak twierdzą „uczeni”, UFO nie istnieją. Po prostu ich nie ma. Czyżby? A zatem co to za obiekt śledził samolot rosyjskich uczonych, którzy lecieli w tajgę badać miejsce spadku Witimskiego Meteorytu???

A więc jednak Obcy?

Aleksiej Golikow napisał swego czasu artykuł pt. „Katastrofa nad Tunguską dziełem rąk Przybyszów?”, który zamieszczono na łamach „Kalejdoskopu NLO” nr 6(273),2003 z dnia 3 lutego 2003 roku. A oto mój przekład tego materiału:

 

Dnia 8 sierpnia 1945 roku, na miasto Hiroszima, w którym znajdowało się stanowisko dowodzenia i sztab japońskiej 5. Armii, została zrzucona pierwsza w historii Ludzkości bomba atomowa. Wybuch jej nie tylko spowodował śmierć 140.000 spokojnych mieszkańców miasta – ziemska atmosfera ucierpiała także wskutek znaczących zmian. Sejsmolodzy odnotowali cały szereg zjawisk, z których wiele do dziś dnia pozostaje zagadką.

Jednakże mało kto zastanawia się nad tym, że pierwsza „bomba A”, która eksplodowała na naszej planecie, nie była tworem rąk ludzkich. Ona przyleciała z Kosmosu – tak krótko i obiektywnie można objaśnić zjawisko z dnia 30 czerwca 1908 roku. Rzecz idzie o upadek słynnego Meteorytu Tunguskiego.

 

Z okna pociągu.

 

W tym pamiętnym dniu, nie przeczuwający czegokolwiek niezwykłego, kupiec Andriej Awdiejew podróżował pociągiem po Magistrali Transsyberyjskiej. Wybrał się on do pewnego niewielkiego miasteczka na brzegu Bajkału, gdzie miejscowy myśliwy zamierzał sprzedać mu cały zapas sobolowych skórek, które pozyskał on zimą. Jedząc wyborne śniadanie, Andriej patrzył w okno na „zielone morze tajgi”, i naraz stało się to niewiarygodne.

Pociąg podskoczył na szynach, zatrząsł się i zaczął ostro hamować. Nieoczekiwany błysk jaskrawego światła oślepił Andrieja, zaś w chwilę później świat pogrążył się w ciemnościach. Kolejny błysk – i cedry za oknem oświetlone zostały ponurym pomarańczowo-czerwonawym światłem. Uderzył niewiarygodny żar, ale okna nie pokryły się parą.

Sąsiedzi z wagonu z przerażeniem patrzyli w okna. Wielu z nich zauważyło dziwny wrzecionokształtny obiekt, przemieszczający się na niebie, w czasie czego rozlegał się grzmot i wstrząsy ziemi. Doszedłszy do wniosku, że nastał koniec świata, ludzie zaczęli się modlić i krzyczeć. Kiedy jednak pociąg znowu powoli ruszył w swoją drogę, panika opadła i zastąpiła ją tępa apatia.

 

Pierwsza ekspedycja.

 

Pierwsza ekspedycja po śladach „Tunguskiego nieproszonego gościa” została zorganizowana - paradoksalnie – dopiero w 1927 roku, w 19 lat po wydarzeniu. Kierował nią badacz L. A. Kulik.

Po przybyciu w rejon Podkamiennej Tunguskiej członkowie ekspedycji ujrzeli coś niewiarygodnego. Po obu stronach rzeki, do samego horyzontu, ciągnęły się całe aleje powalonych drzew. Jak powalona burzą trawa, leżały one wskazując koronami i korzeniami jeden kierunek. Gałęzie były oberwane, kora opalona ogniem. W środkowej części tego rejonu, Kulik znalazł dziwne, niemal idealnie okrągłe jamy, wypełnione wodą.

Pierwszym wnioskiem, do jakiego doszli uczestnicy ekspedycji było to, że: żaden meteoryt nie spadł na tajgę. Na miejscu impaktu nie znaleziono żadnego śladu po kosmicznym gigancie. W centrum tego rejonu ludzie znaleźli duży obszar nie przewróconych drzew z odłamanymi gałęziami i odarte z kory.[5]

 

A zatem UFO?

 

Rezultaty badań ekspedycji z 1927 roku stanowiły podstawę dla dalszych badań tego fenomenu. W latach 80. ubiegłego stulecia, prof. W. K. Żurawlow wysunął hipotezę, że z Ziemią zderzył się zgęstek plazmy, który powstał w Kosmosie pod wpływem słonecznego promieniowania. W ziemskiej atmosferze plazma stała się silnie zjonizowanym gazem[6] – czymś w rodzaju pioruna kulistego o gigantycznych rozmiarach. Tym sposobem da się objaśnić dwa zagadkowe fakty: „wrzecionowaty” kształt obiektu i brak śladów na powierzchni Ziemi.

Innym badaczom zaświtała tymczasem inna, ciekawa „kosmiczna” teoria: w roku 1908, na Ziemi próbował wylądować statek kosmiczny Przybyszów z Kosmosu, z napędem nuklearnym. Z jakichś bliżej nieokreślonych powodów nie udało się Im wylądować. Wchodząc w gęstsze warstwy atmosfery, silnik pojazdu eksplodował i statek kosmiczny wyparował wraz z załogą w udarze termicznym wybuchu jądrowego. Pisarz-fantasta dr Aleksander Kazancew przypuszczał, że to, co eksplodowało nad tajgą, było tylko modułem ogromnego kosmicznego wahadłowca, który tymczasem poruszał się na orbicie wokółziemskiej. Statek ten nie schodził z orbity przez 47 lat, po śmierci jego załogi, i w roku 1955 uległ on samolikwidacji, zaś jego szczątki nadal krążyły wokół naszej planety. Dziewięć nowych „satelitów” Ziemi pojawiło się naraz na orbicie wokółziemskiej i zaobserwowali je astronomowie.[7]

 

W tajgę nic nie spadło?

 

Faktem popierającym tą „kosmiczną” teorię jest także to, że w basenie Tunguski stwierdzono także ślady skażenia radioaktywnego. Tak jak w Hiroszimie w 1945 roku, spadł tam czarny deszcz. Obraz szkód uczynionych następstwami przejścia fali uderzeniowej był identyczny z tymi, jakie miały miejsce w tym japońskim mieście, kiedy rozerwała się nad nim bomba atomowa. Podobnie drzewa i budynki w punkcie zero wyglądały identycznie tak, jak drzewa w centrum impaktu syberyjskiego „meteorytu”. Promieniowanie przenikliwe spowodowało mutacje roślin i zwierząt w obydwu przypadkach. W rejonie tunguskiej eksplozji zaczęły rosnąć drzewa z niezwykłymi liśćmi. Obserwowano także inne anomalie.

Z ciekawą hipotezą wystąpił polski pisarz Krzysztof Bochus, który w swej powieści sensacyjno-kryminalnej „Kamień tunguski” (Skarpa Warszawska, Warszawa 2024) twierdzi, że wskutek eksplozji o mocy wielu megaton szczątki meteorytu rozleciały się we wszystkie strony i upadły daleko poza obszarem powalonych drzew i tam je można znaleźć.  

Jednakże na największe zainteresowanie zasługuje trzecia teoria. Jej twórcą jest uczony - prof. Siergiej Bożicz, który założył, że katastrofę spowodowało nie lądowanie, ale start pozaziemskiego statku kosmicznego, którego silniki pracowały na paliwie złożonego z silnie zjonizowanego gazu. Tym sposobem można objaśnić pojawienie się tych okrągłych kraterów wypełnionych wodą – one akurat znajdowały się pod dyszami silników rakietowych startującego pojazdu. Start zapoczątkowało potężne wyładowanie elektryczne, którego huk słyszeli świadkowie wokół miejsca wzlotu.

Istnieje także i taka możliwość, że był to wieloczłonowy pojazd kosmiczny i przy starcie z naszej planety stopnie te były odrzucane jeden za drugim, częściowo paląc się w powietrzu. W syberyjskiej tajdze przez wiele dziesięcioleci później znajdowano „metaliczne samorodki”, składające się z skomplikowanego stopu ceru (Ce), lantanu (La) i neodymu (Nd). Szczątki te przypominają fragmenty jakichś urządzeń w kształcie koła o średnicy 1,5-2 m, jednakże przynależność tych znalezisk do katastrofy tunguskiej wciąż stoi pod znakiem zapytania, jednakowoż S. Bożicz rozpatruje ten fakt, jako możliwy.[8]

Takie same odłamki znalezione zostały w pniach powalonych drzew, glebie i kamieniach z rejonu impaktu. Niektóre z nich zostały znalezione nawet w górach Kazachstanu – miejscowi sami zaprowadzili uczonych na miejsce znalezienia „diabelskich kopyt” – jak Kazachowie nazywali te obce inkluzje.

Można zatem założyć, że Kosmici odwiedzili naszą planetę zwabieni jej atmosferą i wodą. Ich statek kosmiczny wylądował na brzegu syberyjskiej rzeki, gdzie powietrze było najczystsze. Zaś czysta woda mogła mieć zastosowanie w silnikach tego kosmolotu, jeszcze większe, niż woda destylowana w naszych akumulatorach.

Jednak Przybysze mogli mieć na oku jeszcze inny cel, niż tylko wzięcie zapasów na dalszą drogę. Wreszcie komu, jak nie załodze tego startującego kosmolotu należałoby przypisać winę za to, co się stało? Moc uderzenia gazami wylotowymi była setki razy większa, niż ta, której użyto w celu zniszczenia dwóch japońskich miast w czasie wojny.

... I tak czy owak Ziemi się upiekło. Następnym razem może być o wiele gorzej... 

 

 

Hmmm... – no i skąd my to znamy?

Ostatni numer „Nieznanego Świata” 12/2003 przyniósł informację na temat asteroidy 2003 QQ 47, która zbliża się do Ziemi po kolizyjnej trajektorii. Ta planetka o masie 2,6 mld ton ma trafić w naszą planetę w dniu 21 marca 2014 roku. Czy będzie nam dane ujrzeć podobny spektakl, jak ten, który stał się udziałem Ewenków owego słonecznego ranka 30 czerwca 1908 roku?

 

 

a



[1] Nawiasem mówiąc, to identyczne rozbieżności stwierdzono badając relacje o spadku Meteorytu Tunguskiego.

[2] Niektóre wielkie pożary miast mogły zostać spowodowane przez spadek meteorytów, np. jak to miało miejsce w przypadku właśnie Chicago w 1871 roku.

[3] W dniu 28 września 2003 roku, na jedną z wiosek w prowincji Orissa, Indie, spadł deszcz meteorytów zabijając 1 i raniąc 20 osób oraz wyrządzając znaczne straty materialne.

[4] Dosł. „Kosmiczne poszukiwania”.

[5] Był to tzw. „Las telegraficznych słupów” znany z literatury tego faktu.

[6] Plazma ex definitio jest już silnie zjonizowanym gazem, bez względu na środowisko, w którym się znajduje.

[7] Chodzi tutaj o fenomen nazwany przez astronomów „Czarnym Baronem” lub „Czarnym Księciem”, którego pojawienie się łączono z Tunguskim Ciałem Kosmicznym.

[8] Chodzi tutaj o tzw. znalezisko waszkijskie z lat 70. odkryte nad rzeką Waszka w Republice Komi.

poniedziałek, 14 lipca 2025

Peter Krassa - Największa zagadka stulecia (13)

 

13. Nie tylko hipotezy

 

13.1. O Tunguzce można bez ustanku

 

W minionych dziesięcioleciach na temat katastrofy tunguskiej powstało ponad 1.000 artykułów i innych prac, z których większość pochodzi z byłego ZSRR i dzisiejszej Rosji. Żadne wydarzenie nie wzbudziło takiego zainteresowania, żadne wydarzenie nie stało się takim wyzwaniem dla naukowców i laików, i żadne nie stanowi takiego tematu nieustannych sporów, jak ta katastrofa...

Ogromna mnogość hipotez bierze się stąd, że na ten temat może pisać i pisze każdy, kto ma jakiś pomysł na wyjaśnienie przyczyn tego wydarzenia. Bez względu na profesję i wykształcenie każdy chciałby podać swe wyjaśnienie problemu Meteorytu Tunguskiego. Poglądy zatem są szalenie zróżnicowane. Ludzie niezaangażowani w ten problem niejednokrotnie dziwią się widząc, jak uporczywe i jadowite są spory toczone wokół tego problemu.

Nie mam zamiaru ukazywać wszystkich hipotez, których jest niemal setka. Wystarczy, że ograniczę się do pokazania tych, które są najbardziej sensowne. Zajęliśmy się swego czasu pięcioma hipotezami: o meteorycie, o głowie komety, o antymaterii, o kolapsarze czy mikrokolapsarze oraz o eksplozji kosmolotu – ta ostatnia sugeruje, że przed niemal wiekiem w pobliże Ziemi dostali się kosmolotem jacyś Kosmici, którzy ulegli awarii przy próbie lądowania z wiadomym skutkiem. Jednakże istnieje kilka innych hipotez sformułowanych przez outsiderów, a które należałoby tutaj także wymienić.

Za to, żeśmy o tym wszystkim się w ogóle dowiedzieli, jesteśmy winni swoją wdzięczność mineralogowi i meteorytologowi Leonidowi Kulikowi, który w 1927 roku – czyli bez mała dwie dekady po tym wydarzeniu – jako pierwszy wkroczył na teren eksplozji. Co to był za obiekt, który potrafił połączyć w sobie tyle przeciwności? Który świecił silniej od Słońca? Którego trajektoria jest do dziś dnia sporna? Którego eksplozja spustoszyła co najmniej 6.000 km2 tajgi? Który miał niszczycielską siłę kilkunastu bomb wodorowych? ... – a porównanie to jest o tyle adekwatne, bo znaleziono przecież ślady radioaktywności w epicentrum katastrofy!?...[1]

Bądźmy cierpliwi, najpierw zajmijmy się hipotezami, które po upływie ostatnich 40 lat narobiły wiele hałasu, a o których w czasie mej wizyty w Moskwie mówił dr Zotkin.

 

13.2. Wiadomość z konstelacji Łabędzia?

 

I tak np. w 1964 roku, dwoje radzieckich uczonych – G. Altow i W. Żurawliowa opublikowali w marcowym numerze „Zwiezdy” artykuł, który wzbudził znaczne zainteresowanie Czytelników i szerokiej opinii publicznej. Oboje autorzy twierdzili w nim, że tunguska eksplozja jest de facto odpowiedzią ze strony pozaziemskiej CNT, która mylnie zrozumiała ogromny wybuch wulkanu Krakatau i następujące po niej atmosferyczne fenomeny. Owi Pozaziemianie – jak to założyli Altow z Żurawliową – zamieszkują planety w konstelacji Łabędzia (Cygnus), oddalone od Ziemi o 13 ly[2] i wzięli atmosferyczne fale radiowe wybuchu rzeczonego wulkanu za sztuczne rozumne posłanie radiowe Ludzkości! Według hipotezy obojga Rosjan – odpowiedzieli Oni wysłaniem laserowego impulsu, który doleciał do Ziemi z prędkością światła. Aby nie wyrządzić na Ziemi większych szkód, i nie zagrozić ludziom, Pozaziemianie wycelowali ten impuls w niezamieszkałe rejony Syberii.[3] Ziemianie albo nie dostrzegli odpowiedzi, albo ja w ogóle zignorowali. Drażliwa science fiction? – a może w tej idei jest jakieś racjonalne jądro? Dr Zotkin wkłada tą hipotezę między bajki.

W kręgach naukowców stale dyskutuje się nad jednym pytaniem innego rodzaju, a mianowicie – czy eksplozja tunguska była jedna jedyna i niepowtarzalna – i czy w przeszłości naszej planety możemy znaleźć podobne wydarzenia?

Stronnicy tej hipotezy zawsze stwierdzą, że spadek jakiegoś ciała kosmicznego na Ziemię jest ex definitio niepowtarzalne. Inni specjaliści wręcz na odwrót – twierdzą, że podobnymi do nich są eksplozywne erupcje wulkaniczne, przy których dochodzi do gwałtownego uwolnienia się gazów, popiołów i bomb wulkanicznych, ale nie do wylewów ogromnej ilości lawy.[4]

Typowym przykładem był tutaj wybuch azerbejdżańskiego wulkanu Wielikij Kwanizadag, który w roku 1950 wyrzucał gorące gazy, popiół i niewielkie ilości pyłu. Ognisty słup sięgał wysokości 1.800 m i to pod kątem 55o w stosunku do poziomu, a potem zamieniał się w ciemny obłok. Z krateru wystrzelał płomień w kształcie kul ognistych. Kula ognista była widziana przez świadków tego czerwcowego poranka 1908 roku, jak leciała z ogromną prędkością nad Syberią. Czy to tylko przypadek?

Swego czasu największym wybuchem była erupcja wulkanu Krakatau na Jawie.[5] W krytycznych sierpniowych dniach 1883 roku, do stratosfery została wystrzelona ogromna ilość popiołu wulkanicznego, pumeksu i tefry. Podobnie, jak w przypadku Podkamiennej Tunguskiej, nie powstał tam także żaden krater.[6] Jedynym świadectwem kataklizmu była spalona ziemia i zagłębienie w gruncie.[7] Główna eksplozja spowodowała falę uderzeniową w atmosferze, która obiegła cały świat dookoła i była zarejestrowana prawie wszędzie. Wyrzucona materia zawisła na wysokości 60 km, a huk eksplozji słychać było w odległości 3.000 km!

Wiemy już, że Leonid Kulik w okolicach Bagna Południowego (możliwego epicentrum) znalazł kilkanaście kraterów otoczonych pagórkami. Wszystkie one były wypełnione czarną cieczą. Pagórkowata kraina przypominała badaczowi „fale”, które rozbiegały się od punktu środkowego ku skrajom. Jego rodacy najbardziej czepiali się go za to, że po pamiętnej eksplozji w 1908 roku w tamtej okolicy nie powstało już żadne inne bagno, a grunt stał się tak pewnym, że uniesie każdego człowieka nie narażając go na niebezpieczeństwo utonięcia.

Grupa młodych radzieckich uczonych, która w 1968 roku dotarła do krytycznego obszaru w celu wyjaśnienia tunguskiej zagadki doszła do wniosku, że eksplozja ta została spowodowana przez olbrzymią erupcję gazów wulkanicznych i gazu ziemnego. Małą ilość próbek, którą zebrano z powierzchni ziemi, należy wyjaśnić tym, że centrum aktywności wulkanicznej należy szukać głęboko w tunguskim basenie

Rzeczywiście – dzięki naszej wiedzy geologicznej jesteśmy w stanie dowiedzieć się, co naprawdę dzieje się w najgłębszych warstwach skorupy ziemskiej. Stronnicy hipotezy wulkanicznej zakładają, że fatalnego dnia z głębi ziemi wydostały się pod ogromnym ciśnieniem gazy wulkaniczne; wedle nich pod obszarem tunguskim powinny znajdować się ogromne pokłady ropy naftowej i gazu ziemnego. Faktycznie – mamy do dyspozycji zeznania naocznych świadków, wedle których po wybuchu zaobserwowali oni wytrysk olbrzymiej fontanny, której podstawą byłaby tryskająca ropa naftowa.

Czyżby ta brudna i czarna ciecz, którą odkrył Kulik w rozpadlinach epicentrum eksplozji, była niczym innym, jak ropą naftową???...[8]

 

13.3. Złota kula.

 

Naoczni świadkowie nie występowali jedynie na Syberii. Jeden z moich przyjaciół przysłał mi list, który napisała doń pewna bez mała 80-letnia kobieta z Wülferhausen. Ta pani – Leopoldine Kunz – mieszkała za młodu w Czechosłowacji i w swym liście bardzo dokładnie wspominała, że:

... to widowisko podziwiałam mając 8 lat. Było to 30 czerwca 1908 roku, wieczorem, około godziny 10. siedziałam z rodzicami i braćmi w ogródku, kiedy naraz ujrzałam, jak pomiędzy dachami dwóch domów naprzeciwko ukazała się złota kula, wielka jak Księżyc w pełni. Leciała ona w kierunku NW i zniżała swój lot.

Pani Kunz nie omieszkała podać także położenia geograficznego tej wioski: 50°N - 18°E.

W jednym z poprzednich rozdziałów wspomniałem hipotezę Jacksona i Ryana o tym, że katastrofę na Syberii sprawił mikrokolapsar, a co wyłożyli na łamach „Nature” w 1973 roku. W świecie naukowym panuje przekonanie, że takie miniaturowe czarne dziury rzeczywiście istnieją!

Dla Stephena W. Hawkinga ta myśl wyrażona przez obu Amerykanów stała się podnietą do skrytykowania obowiązującego modelu teoretycznego. Opublikował on w „Nature” nr 248/1974 wyniki swych przemyśleń i wniosek, że miniaturowy kolapsar jest jako przyczyna katastrofy z 1908 roku, co najmniej nieprawdopodobny:

Czarne dziury o długiej żywotności muszą znajdować się ponad krytyczna granicą, a zatem muszą być większe od Ziemi. Mniejsze Black Holes istnieją – z geologicznego punktu widzenia – bardzo krótko, najwyżej milion lat. Czym one są mniejsze, tym czas ich istnienia jest krótszy.

Okoliczność ta jest tym błędem teorii wiążącej eksplozję tunguską z czarna dziurą. W takim zderzeniu, jakie miało miejsce w 1908 roku, ten kolapsar musiałby być już bardzo stary i nie poczyniłby takich szkód, jakie uczynił, ale zniszczyłby Ziemię, jako ciało astronomiczne...

Czy był to przysłowiowy gwóźdź do trumny hipotezy o kolapsarze? Ależ w żadnym wypadku!...

 

13.4. Kuliste pioruny z antymaterii?

 

Istnieje jeszcze kilka innych propozycji, które można rozpatrywać jako alternatywne teorie. Najciekawsze z nich są te, które utożsamiają „ogniste kule” z piorunami kulistymi.

Naukowy magazyn „Nature” w wydaniu z kwietnia 1976 roku opisuje kilka przypadków obserwacji tego fenomenu. [...] Szukając przyczyn powstawania tych zjawisk atmosferycznych, dwaj fizycy atomowi David Ashby i Colin Whitehead z Instytutu Badań nad Energią Atomową w Harwell, Anglia, pozwolili sobie odgrzać sporną tezę. Założyli oni bowiem, że pioruny kuliste powstają wskutek gromadzenia się cząstek antymaterii w górnych warstwach atmosfery. Postulowali przy tym wzięcie pod uwagę „hipotetycznej bariery” oddzielającą materie od antymaterii. Wskazują przy tym na to, ze mniejsze cząstki antymaterii mogą być bardzo stabilne, gdy poruszają się z prędkościami nierelatywistycznymi.[9] Jeżeli po wpadnięciu do ziemskiej atmosfery dojdzie do zderzenia z molekułami powietrza, to cząsteczki te nie są w stanie pokonać tej „hipotetycznej bariery”. Cząsteczki antymaterii są w stanie za to – wg Ashby’ego i Whiteheada – wchłonąć dostateczną ilość energii, co może doprowadzić do potężnych zaburzeń atmosferycznych. Dochodzi w czasie nich do potężnych wyładowań energii elektrycznej i powstania kul czystej energii – czyli tzw. piorunów kulistych...

David Ashby i Colin Whitehead zakładają, że mają do swej dyspozycji dostateczną ilość faktów na dowiedzenie swej hipotezy, i w dyskusjach wskazują na fakt obserwacji silnych i krótkotrwałych błysków promieniowania γ. Obydwaj są przeświadczeni, że fenomen ten ma ścisły związek ze zderzeniami materii i antymaterii, i w tym kontekście mówi się o przyczynach tunguskiej katastrofy.

Około 70% eksplozji piorunów kulistych zaobserwowano w czasie burz. Te atmosferyczne turbulencje są na Syberii bardzo częstym zjawiskiem. Są one intensywne, szczególnie w letnich miesiącach.

Jack Stoneley i A. T. Lawton wskazali w swej książce pt. „Tunguska – Cauldron of Hell” na przypadki zagadkowych zniknięć samolotów na trasie Moskwa – Władywostok i vice-versa. Ostatni kontakt radiowy z samolotami mówił kontroli naziemnej, że do samolotu zbliża się „żarząca się, świetlna kula” – a potem kontakt radiowy urywał się na zawsze. Po kilku dniach znajdowano wraki samolotów w niezamieszkałej okolicy, ale nigdy nie udało się dociec przyczyn katastrof. Nikt ich nie przeżywał...

Stoneley przedstawił pogląd, że podobne tajemnicze przypadki można wyjaśnić działaniem piorunów kulistych, przy czym powołuje się na wyniki badań akademika prof. Piotra Kapicy. Ten renomowany uczony udowodnił, że w laboratorium można wytworzyć sztucznie pioruny kuliste, co udało mu się uzyskać kosztem wyłączenia z sieci prądu elektrycznego połowie miasta. Piorun kulisty był malutki, i:

Tylko na kilka milionowych części sekundy udało mi się uzyskać błyskawice o mocy 1.000 MW. W ten sposób powstała mała kulka, która podskakiwała koło źródła elektryczności; po kilku sekundach znikła z ogłuszającym trzaskiem. Gdyby to był normalnej wielkości piorun kulisty, to laboratorium byłoby zdewastowane.

 

13.5. Tajemnicze błyskawice.

 

Akademik Piotr Kapica jest przeświadczony o tym, że w czasie burz są wytwarzane dziwne kule, które obracają się wokół własnej osi i świecą różnymi barwami – na niebiesko, fioletowo, różowo i zielono. Człowiek musi nauczyć się schodzić im z drogi – są śmiertelnie niebezpieczne!!! Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia w ciągu kilku sekund następuje silny wybuch, który w zamkniętej przestrzeni może poczynić znaczne szkody.

Prof. Neil Charman, wykładowca z University of Manchester, opublikował w lutym 1976 roku na łamach czasopisma „New Scientist” zeznania ludzi, którzy widzieli pioruny kuliste w akcji i przeżyli to.

Neil Charman zestawił na bazie zgromadzonych danych cechy wspólne piorunów kulistych i opublikował swe sprawozdanie w „New Scientist” – i tak przy spotkaniu z piorunem kulistym należy zwrócić uwagę na następujące okoliczności:

v Pioruny kuliste mają kształt kulisty lub gruszkowaty i rozmazane kontury. Ich średnica zawiera się w przedziale od kilku cm do 1 m;

v Występują one w wielu barwach, przy czym najwięcej w kolorze czerwonym, pomarańczowym, różowym bądź żółtym;

v Ich okres trwania zawiera się pomiędzy 1 sekundą a 1 minutą;

v Piorun kulisty może poruszać się poziomo, pionowo albo zawisać nieruchomo w powietrzu;

v Wiele piorunów kulistych rotuje wokół własnej osi;

v W wielu przypadkach ich zniknięciu towarzyszy wyzwolenie energii;

v Pioruny kuliste przyciągają przedmioty metalowe i poruszają się wzdłuż metalowych przewodników: drutów, kabli, itp. – w wielu przypadkach pojawiają się w budynkach i przenikają przez zamknięte okna;

v Bardzo często pojawiają się w okolicach przewodów kominowych i palenisk, kominków, itp.;

v Mogą one znikać cicho i wybuchowo. Często pozostawiają za sobą woń ozonu lub siarki. W jednostkowych przypadkach pozostawiają trudne do zidentyfikowania zapachy lub inne rzeczy.[10]

 

 

13.6. Czy pioruny kuliste to UFO?

 

W związku z powyższym, chciałbym przypomnieć, że rzeczywista przyczyna powstawania piorunów kulistych jest dotąd nieznana. A piszę to dlatego, że fenomen ten w ogólnych zarysach przypomina inny fenomen – fenomen Nieznanych Obiektów Latających – czyli UFO.[11] Trudno stwierdzić, czy pioruny kuliste i NOL-e są tym samym zjawiskiem – albo czy mają wspólny mianownik.

Powróćmy na ziemię. Dotychczas poszukiwaliśmy przyczyn tunguskiej katastrofy w Kosmosie lub w górnych warstwach atmosfery, natomiast w 1978 roku, słynny francuski fizyk i literat Jacques Bergier wystąpił z inną propozycją. Nie był on bynajmniej samoukiem, a jego propozycje miały zawsze ręce i nogi. Mogę to spokojnie napisać, bo znałem go osobiście i wiem, że przez całe życie zajmował się największymi zagadkami świata.

Bergier był (wbrew francuskiemu brzmieniu nazwiska) rodowitym Rosjaninem urodzonym w Odessie. Jako fizyk i chemik pracował w czasie II Wojny Światowej i po niej we Francji. Interesowały go takie zagadnienia, jak np. „ciężka woda – D2O”, „promieniowanie radioaktywne” czy „budowa stosu atomowego”. Jacques Bergier był wielokrotnie nagradzany, a jego książki i publikacje przekładane na wiele języków zyskały wielki rozgłos i zainteresowanie na całym świecie.[12] Swoją hipotezę na temat katastrofy tunguskiej przedstawił w książce pt. „Mysteries of the Earth”, którą wydał w USA w 1973 roku.

Autor na początku zastanawia się nad zasięgiem eksplozji, która wstrząsnęła tajgą w ów czerwcowy poranek 1908 roku na Syberii. Porównuje dokładnie jej niszczący potencjał z eksplozjami w Hiroszimie i Nagasaki, a potem przechodzi do świetlnych zjawisk na nocnym niebie. Bergier nie jest pewien, czy te dwa fenomeny mają ze sobą coś wspólnego...

... ale być może te świetliste ślady mają coś wspólnego z tym obiektem, który eksplodował w 1908 roku, bowiem obiekt ten, jak wykazują to komputerowe obliczenia, wykonał manewry zarówno w płaszczyźnie poziomej, jak i w pionowej. Po wybuchu, na całej Ziemi odnotowano sejsmiczne fale uderzeniowe oraz elektrostatyczne i elektromagnetyczne zaburzenia, które pojawiły się także po wybuchach atomowych.

Także i on wskazuje na to, że radzieccy uczeni nie zbadali tego wydarzenia tuż po wystąpieniu, tylko w 20 lat potem. Szczególną uwagę zwraca na relacje naocznych świadków, w których opisuje się powstały tuż po wybuchu obłok, który przypomina dość dokładnie grzyb atomowy!!! Przywołuje w niej także wypowiedzi mieszkańców tajgi, którzy opisywali następującą po tym wydarzeniu chorobę, która w swych symptomach jako żywo przypominała białaczkę...

 

13.7. Nieudana próba?

 

Co mogło spowodować tą straszliwą katastrofę, co mogło wywołać takie kosmiczne piekło? Pytanie to postawił także i Jacques Bergier.

Pojawiło się ponad 80 hipotez. Opowiem teraz o mojej, ale nie dlatego, że oparta jest o bezsporne dowody, ale dlatego, że nie odwołuje się ona do pozaziemskich sił byłoby to definitywnym potwierdzeniem tego, że nie próbuję systematycznie wykluczyć nie-ziemskie wpływy do wyjaśnienia tego problemu.

Ówcześni więźniowie polityczni zsyłani na katorgę, nie byli zamykani w koncentracyjnych obozach pracy, jak robili to potem komuniści tworząc „archipelag GUŁag”, ale cieszyli się oni względną swobodą. Wielu z nich było w stanie wyprodukować materiały wybuchowe.[13] Potrafię sobie wyobrazić, jak grupa katorżników w czasie badań nad radioaktywnością odkryła także prostą technicznie metodę uwalniania energii jądrowej. Według mojego poglądu, cała grupa dokonała próby eksplozji nuklearnej, korzystając przy tym z balonu. Eksplozja przeszła wszelkie oczekiwania i wszyscy katorżnicy-atomiści zginęli. W tych czasach zniknięcie całej grupy katorżników nie zwracało niczyjej uwagi.[14]

Bergier nie ukrywał swych wątpliwości, co do poprawności teorii kometarnej. Kometa podlatująca do Ziemi musiałaby być widzialna – wszak właśnie wtedy najbardziej ujawniał się u ludzi strach ludzi przed kometami zwiastującymi wojnę i inne nieszczęścia!

Mogli to zrobić niektórzy astronomowie, którzy w zderzeniu Ziemi z kometą Halley’a upatrywali końca świata. Bergier udowadnia, że nieznana kometa zbliżając się do Ziemi niechybnie wywołałaby panikę, ale w tamtym czasie   n i k t   nie alarmował o takim zagrożeniu z Kosmosu!...

Bergier nie podzielał także poglądów amerykańskich noblistów o zderzeniu materii i antymaterii:

Słabość tej hipotezy zasadza się w tym, że antymateria nie mogłaby przeniknąć tak głęboko w atmosferę i przy tym się nie rozpadła. A przecież atmosfera Ziemi jest zbudowana z materii i jak dotąd nikt nie obalił tego stwierdzenia...[15]

Jak się okazuje, Bergierowi najbardziej przypadła do gustu hipoteza Kazancewa, jako najbardziej logiczna i tłumacząca wszystkie znane fakty i anomalie. Bergier tak odparowuje zarzuty przeciwników hipotezy o awarii kosmolotu:

Hipoteza Kazancewa najbardziej mi odpowiada z niemal 80 przestudiowanych przeze mnie hipotez, zamieszczonych w radzieckim czasopiśmie >>Priroda<< oraz francuskim magazynie >>Planéte<<...

Wszystkie hipotezy, poza teorią Kazancewa, możemy wyrzucić do kosza na śmieci. Koncepcja Kazancewa – mimo tego, że jest ona najfantastyczniejszą z nich wszystkich – przewyższa te wszystkie teorie, mimo tego, że nie znaleziono żadnych szczątków tajemniczego obiektu.

 

13.8. Statek kosmiczny z... Chin?

 

Tłumaczka niżej przytoczonej informacji pani Margaret Schneider z Bonn, mimo woli sama stworzyła kolejną hipotezę o etiologii tunguskiego fenomenu. Pracując w Ambasadzie byłej Republiki Federalnej Niemiec w Pekinie, doskonale znała język chiński w mowie i piśmie. W pewnym liście do mnie napisała tak:

Nie zawahałabym się stwierdzić, że jeżeli był to kosmolot, to najprawdopodobniej mógł on pochodzić z Chin. Istnieje możliwość, że chińscy uczeni skonstruowali taki środek lokomocji w celu ucieczki przed ówczesnym powstaniem w tym kraju...[16]

Mam do dyspozycji trójstronny słownik chińsko-niemiecko-angielski Richarda Wilhelma wydany w 1912 roku, który zawiera wszystkie podstawowe wyrazy i pojęcia fizyki jądrowej w chińskich ideogramach.[17] Pokłady uranu znajdują się w Mongolii (Ulaanbaatar).[18]

Margaret Schneider nie ukrywała, że jej teoria ma swe słabe strony, ale w porównaniu z ostatnimi hipotezami można ją uważać za poprawną. Przypomnijmy sobie hipotezę o wybuchu gazu bagiennego...[19]

Do dopełnienia obrazu, chciałbym jeszcze wspomnieć o dwóch innych hipotezach traktujących o syberyjskim piekle. Rosjanie A. Dimitriew i W. Żurawliow szukali związku pomiędzy wybuchem w tajdze a wzajemnym położeniu Słońca i Ziemi, co opisali na łamach magazyny „Geologia i geofizyka”. Potężny wybuch na Słońcu miał wyrzucić w stronę Ziemi obłok plazmy słonecznej, który wpadł w ziemską atmosferę z wiadomymi skutkami. Obłok ten istniał dzięki „wmrożonemu” weń polu magnetycznemu i zachowywał się, jak naładowany elektrycznie gazowy obłok.[20]

Z inną teorią wystąpił rosyjski fizyk – Aleksander Newskij, który opisał ją na łamach moskiewskiej „Tiechniki Maładioży”. Wedle niego, przyczyną tunguskiego wybuchu było potężne wyładowanie atmosferyczne spowodowane przez meteoryt. Meteoryt ten wchodząc w atmosferę ziemską spowodował powstanie pola elektrycznego, a następnie przemianę energii kinetycznej w energię elektryczną, która następnie wyładowała się, jako potężny piorun... – co wyjaśnia, dlaczego nie znaleziono żadnego astroblemu. Podobnież dalsze badania naukowe potwierdzają teorie Newskiego, a niektórzy uczeni twierdzą, że znaleźli na miejscu katastrofy ślady działania super-silnego pola magnetycznego.

Niestety – tym, czego jeszcze brakuje wciąż - jest definitywny i nieodparty   d o w ó d !

Czy był on znaleziony?

 

13.9. Odkrycie Witalija Woronowa.

 

Badacze, którzy zajmują się fenomenem tunguskim nie mogą pogodzić się z faktem, że to wydarzenie liczące sobie niemal 100 lat wciąż broni się przed próbą zamknięcia go w ramki naukowych standartów, zdumieli się na wieść o odkryciu dokonanym przez pewnego myśliwego, który polował na zwierzęta futerkowe.

Tym człowiekiem był Witalij Woronow, który – jak oznajmiła to zdumionemu światu APN – natrafił w odległości około 150 km na NW od epicentrum katastrofy z 1908 roku na   d r u g ą   wielką powierzchnię wywalonych drzew!!!

Specjaliści od tej zagadki byli zrazu nastawieni sceptycznie. Opowiadanie myśliwego zrazu wydało się im nieprawdopodobne, a potem musieli mu przyznać rację i zmienić swe nastawienie – fotografie satelitarne jednoznacznie pokazały, że rzeczony wywał lasu znajduje się dokładnie na przedłużeniu trajektorii lotu nieznanego ciała, które tam spadło...

A to zmieniało całkowicie obraz sytuacji!

Długo przedtem wydawało się badaczom, że naoczni świadkowie mówili o   d w ó c h   eksplozjach. Gdyby tak było naprawdę, to dlaczego drzewa były wywrócone tylko w   j e d n y m  miejscu? Nie pozostało zatem nic innego, jak pogodzić się z myślą, że kosmiczny pocisk rozpadł się w atmosferze na co najmniej dwie części. Byłby to również dowód a to, że obiekt ten odznaczał się wielką masą – obliczenia wahają się pomiędzy 70 a 250 mln ton, jego średnica wynosiłaby zatem ok. 1 km, a siłę eksplozji można by porównać z mocą eksplozji małej bomby wodorowej.[21]

Odkrycie syberyjskiego myśliwego rzuca nowe światło na dziwne rejestraty sejsmografów, które zapisano w różnych stacjach sejsmicznych w dniu 30 czerwca 1908 roku. Same fale uderzeniowe nie zdołałyby wywołać takiego trzęsienia ziemi, a zatem – patrząc na te zapisy – należałoby stwierdzić, że doszło jednak do silnego uderzenia o ziemię. No właśnie, ale co się stało z samym obiektem? Gdzie astroblem, czy nawet kilka kraterów impaktowych???...

Czy znalazł je syberyjski myśliwy Woronow?

Wedle informacji opublikowanej przez APN, można by sądzić, że tak. W czasie polowania natknął się on na okrągły krater, o rozmiarach 200 m średnicy i 15-20 m głębokości. Uczeni z zaskoczeniem dowiedzieli się, że krater ten znajduje się jeszcze poza drugim wywałem drzew![22] Podobne małe kratery o średnicy do 10 m znalazł swego czasu Leonid A. Kulik w miejscu epicentrum eksplozji. Odkrył je w 1927 roku, kiedy spełnił się jego sen o wyprawie z tajgę. Witalij Woronow, który odkrył wywalone drzewa i krater w pierwszej połowie 1991 roku zainspirował wielu uczonych do tego, by udali się w jego ślady. Dziennikarze z APN przedwcześnie prorokowali, że zagadka stulecia rychło znajdzie swoje rozwiązanie!

I co? I to, że od chwili odkrycia tego astroblemu minęło już 12 lat i ja dotąd oficjalna nauka milczy na ten temat, jak zaklęta! A zatem odkrycie Woronowa byłoby kolejną ślepą uliczką? Czy nie zawiodło ono nadziei uczonych, które w nim pokładano?...

Czy w 1908 roku nie zaktywizowały się jakieś paranormalne siły?

To jest następna hipoteza, która wychynęła skądinąd i wcisnęła się między ludzi, a której nikt nie brał pod uwagę. Wyglada bowiem na to, ze ten obiekt, który zstąpił z nieba w dniu 30 czerwca 1908 roku, uderzył dwukrotnie w Ziemię – najpierw uderzył w środek Kulikowskiego Wywału, potem w środek Sziszkowskiego Wywału, aż wreszcie zarył się w ziemię w Woronowskiej Woronce – w miejscu, które odkrył Woronow w 1991 roku.

A zatem wyglądałoby na to, że nastąpił tam   r y k o s z e t   nieznanego ciała na powierzchni Ziemi. Obiekt uderzył w Ziemię, zrykoszetował i przeleciał 150 km i uderzył w ziemię po raz wtóry, gdzie definitywnie zakończył swój lot.[23]

Niekiedy wydaje mi się, że odkrycia uczonych są bardziej fantastyczne od niejednej powieści science-fiction...

 

13.10. Teoria pozytywna i...

 

Trwa wciąż walka na argumenty „pro” i „kontra”. Według informacji podanej przez stację TV – Niezawisimoje Tielewidienie (NTW) – pewnemu inżynierowi z Krasnojarska udało się znaleźć w tajdze 5-tonowy blok skalny z Kosmosu. Niestety nie podano miejsca lokalizacji tego znaleziska. Dziennikarz NTW podał w swej informacji, że może tutaj chodzić o odłam tunguskiego super-meteorytu. [...] Niestety, po bliższym zbadaniu sprawa okazała się być zwykłym humbugiem, ale za to jakże znakomicie się sprzedającym!... NB, nie pierwszym i nie ostatnim w Rosji.[24]

 

13.11. Ponura perspektywa.

 

 Co każde 21 lat należy liczyć się z perspektywą zderzenia, w czasie którego zostanie uwolniona energia 680 kt TNT. Asteroidy z energią uderzenia 20 kt powinno się oczekiwać każdorocznie! Ta energia odpowiada energii wybuchu bomb atomowych, które zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki!

To są słowa jednego z czołowych ekspertów od meteorytów, który swe poglądy opiera o znajomość ruchów asteroidów w przestrzeni ziemskiej orbity wokółsłonecznej. Autor tego stwierdzenia doszedł do takiego wniosku po długich obliczeniach – jak widać istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo zderzenia się Ziemi z takim asteroidem... Można tylko Bogu dziękować za to, że do powierzchni Ziemi dolatuje tylko ich znikomy ułamek procenta!

Okazało się, że tak naprawdę niebezpieczne dla Ziemi (a zatem i dla nas) są żelazno-niklowe asteroidy, których jest wprawdzie tylko 6% ogółu, ale jedna z nich może co 1.400 lat spaść na Ziemię, co spowodowałoby wybicie astroblemu o średnicy co najmniej 500 m!

Niestety, to niczego nie zmienia w sprawie tunguskiej tajemnicy, która liczy sobie prawie 100 lat. Możemy tylko mówić o szczęściu, że jak dotąd nie mieliśmy jej powtórzenia![25]

a



[1] Do tego problemu powrócimy jeszcze w podrozdziale 14.8.

[2] Autorowi chodzi o podwójną gwiazdę znana jako 61 Cygni skladającej się ze słońca A o jasności obserwowanej +5m,19 o klasie widmowej K5V oraz o mocy promieniowania równej 0,085 mocy Sol i słońca B o jasności +6m,02 i klasie widmowej K7V o mocy promieniowania równej 0,04 mocy Sol. Ich temperatura powierzchniowa wynosi ok. 3.500 K, zaś odległość od Ziemi – 11,16 ly. 

[3] Stwierdzenie to jest co najmniej dyskusyjne, bowiem drzewa i inne rośliny i zwierzęta tajgi   s ą   de facto istotami żywymi i ewentualni Cygnici musieli liczyć się z tym. Trudno nazwać „nieszkodliwą odpowiedzią” wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy sosen, świerków, cedrów i modrzewi, zwierząt i innych roślin na rażonym laserem obszarze...

[4] Są to tzw. „suche” eksplozywne erupcje wulkanów typu Krakatau, Katmai czy Mt. St. Helens, w czasie których dochodzi do częściowego lub całkowitego zniszczenia stożka wulkanicznego i emisja ogromnych ilości rozpylonych materiałów piroklastycznych w atmosferę. 

[5] Dokładnie w Cieśninie Sundajskiej.

[6] Nieścisłe – eksplozja rozpyliła znaczną część stożka wulkanicznego Rakata o objętości  18 km3, więc krater jako taki   n i e   m ó g ł   powstać.

[7] Nieścisłe – po wybuchu pozostała quasi-kaldera wulkaniczna pod powierzchnią wód Cieśniny Sundajskiej.

[8] Kulik jako geolog nie mógłby zignorować takiego odkrycia, zwłaszcza, że zaczął się naftowy boom na Zachodzie w Teksasie i Kalifornii. Po drugie – nie wyobrażam sobie, jak ten gigantyczny (podobno) pożar ropy naftowej mógł zgasnąć samoczynnie bez pomocy ludzi?

[9] Tzn. z v < 0,5...0,75 c.

[10] Na przykład kamienie, piasek czy nawet... wodę!

[11] Taksonomicznie rzecz ujmując, to pioruny kuliste   s ą   de facto UFO, bowiem ich pochodzenie i natura są w dalszym ciągu    n i e z n a n e !

[12] Poza – oczywiście – Polską, gdzie jego prace są znane jedynie wąskiemu gronu ekspertów.

[13] Jak np. Kamil Giżycki i Ferdynand Antoni Ossendowski!

[14] Poza oczywiście carską tajną policją – Ochraną, która inwigilowała katorżników i ich rodziny.

[15] Przeniknięcie w atmosferę także promienia świetlnego – np. laserowego – jest także bezsensowną hipotezą, a to dlatego, że zakładaną odległość 500 km, jaką przeleciał Meteoryt Tunguski w atmosferze, promień lasera przebyłby w ciągu ok. 0,0017 sekundy, a nie w ciągu 2-3 minut!

[16] Chodzi tutaj o powstanie Sun Yat-sena, które w 1911 roku zakończyło się proklamowaniem republiki.

[17] Nasuwa się tutaj ciekawa uwaga, a mianowicie – czy język chiński nie przechował w swej strukturze pradawnej wiedzy o budowie atomu, lotach kosmicznych, itd. z poprzednich ziemskich Cywilizacji Naukowo-Technicznych? Byłby to zatem kolejny dowód na prawdziwość hipotez Aleksandra Mory i innych na temat atomowych wojen bogów-astronautów sprzed 12.000 lat...

[18] Ówczesna Urga – dzisiaj Ułan Bator. Nieścisłość: pokłady rud uranowo-torowych znajdują się na obszarze federacji Rosyjskiej w okolicy miasta Zakamieńsk na rosyjsko-mongolskim pograniczu. W samej Mongolii niewielkie pokłady rud uranu towarzyszą rudom ołowiu w Ajmaku Wschodniogobijskim.  

[19] Jest to mieszanina siarkowodoru – H2S z metanem – CH4, która w sprzyjających warunkach ulega samozapłonowi na wolnym powietrzu.

[20] Jest to hipoteza „plazmidów” słonecznych, którą usiłuje się także wyjaśnić istnienie NOL-i. W Polsce jej stronnikiem jest znany warszawski ufolog Krzysztof Piechota.

[21] A raczej bardzo wielu bomb wodorowych, co łatwo obliczyć ze wzoru na energię kinetyczną (Ek) takiego kosmicznego pocisku.

[22] Według uczonych rosyjskich istnieją tam trzy obiekty poimpaktowe: Kulikowskij Wywał, Sziszkowskij Wywał i Woronowa Woronka – rosyjskie słowo воронка oznacza niewielki krater, lej po bombie.

[23] Ostatnio wypowiedział się w tej sprawie prof. Jordaniszwili, który udowodnił, że nieznany obiekt tunguski odbił się od Ziemi nie raz, ale dwa razy tworząc dwa wywały drzew i astroblem Woronowa, w rozstawie 150 km jeden od drugiego.

[24] Można tutaj wspomnieć humbug z katastrofą UFO na Kaukazie czy opowieści o tajnych bazach Kosmitów pod Krymem sprokurowane przez żądnych sławy i pieniędzy pseudo-ufologów, w tym także niektórych autorów, którzy dla zysku pisali niewiarygodne brednie będące plagiatami utworów z Zachodu, co swego czasu zdemaskował w Polsce znany krakowski ufolog – prof. Bronisław Rzepecki.

[25] To stwierdzenie jest co najmniej problematyczne, o czym będzie w podrozdziale 14.8.