Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spitzbergen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spitzbergen. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2022

Może węgla ze Svalbardu…?

 


Stanisław Bednarz

 

Czytam  świetną powieść Szczepana Tawardocha „Chołod”. Ponieważ początek akcji ulokowany jest w byłej radzieckiej kopalni  węgla  Pyramiden  na Svalbardzie  musze temat rozwinąć. Na początku XX wieku Svalbard (wtedy nazywany Spitsbergenem) wciąż był ziemią niczyją. Każdy, kto miał środki, mógł się tam zjawić i po prostu zająć interesujące go tereny lub zasoby. Wystarczyło przyjechać i wbić tabliczki oznaczające "swój" teren. Tylko węgiel wart był wydobycia. To z powodu górnictwa powstały główne osiedla na Spitsbergenie, początkowo jako prywatne: Longyearbyen, Barentsburg oraz Pyramiden. W Longyearbyen pierwszą kopalnię węgla postawili Amerykanie, Szwedzi zaczęli kopać w Svea i Pyramiden, Holendrzy w Barentsburgu, a Rosjanie w Grumant (później właściciele się zmieniali).

Traktat Svalbardzki z 1920 roku stanowił, że archipelag  jest Norwegii. Jednak każde z sygnatariuszy ma dostęp do surowców. Dziś tylko w dwóch miejscach trwa wydobycie, już w ograniczonym zakresie: w okolicach Longyearbyen norweska Kopalnia 7 (Gruve 7) mają ją zamknąć w 2023 i rosyjska w Barentsburgu.

Gwałtowny rozwój górnictwa na Spitsbergenie nastąpił z początkiem XX wieku. W latach dwudziestych ubiegłego wieku drobne spółki górnicze wykupił rząd norweski, a inne na początku lat trzydziestych przejęło radzieckie przedsiębiorstwo Arktikugol. Po zakończeniu działań wojennych w 1946. roku powrócono do wydobycia węgla. Norwedzy skoncentrowali wydobycie w rejonie Longyearbyen, a Rosjanie w rejonie Pyramiden i Barentsburga.

Na Spitsbergenie występują złoża węgla o różnorodnym wieku i stopniu uwęglenia. Największe znaczenie mają złoża węgla formacji najstarszej, datowanej na karbon. Łączne zasoby węgli Spitsbergnu szacowane są na ponad 8 mld t, w tym 1,5 mld t węgli karbońskich, 1,5 mld t kredowych i 5,02 mld t trzeciorzędowych (paleoceńskich). Największą i najstarszą osadą górniczą na Spitsbergenie jest Longyearbyen, gdzie od 1906 do 1998 roku Norwedzy eksploatowali złoża węgla. W drugiej połowie XX wieku w okręgu Longyearbyen wydobywano ok. 200–500 tys. t węgla rocznie. W 1998 roku norweska spółka górnicza podjęła decyzję o likwidacji kopalń w rejonie doliny Longyeardalen.

Najbardziej rzucającymi się w oczy obiektami pogórniczymi w Longyearbyen są drewniane wieże kolejki linowej służącej do transportu węgla. Zostały one zachowane jako element dziedzictwa kulturowego. W roku 1911 rozpoczęto eksploatację karbońskiego węgla w polu górniczym Pyramiden. Była to wysunięta najdalej na północ czynna kopalnia na świecie około 80 stopnia N... Od 1931 roku pole górnicze przejął  radziecki Arktikugol, który rozbudował kopalnię. Nazwa pochodzi od pobliskiej góry w kształcie piramidy.

W latach 60-tych wydobycie w Pyramiden osiągało 235 tys. ton antracytu i węgla kamiennego rocznie. Eksploatację kopalni zakończono w marcu 1998 roku, Część pracowników wróciła do Rosji, część przeniosła się do Barentsburga. Cała infrastruktura osady została zachowana jako obiekt dziedzictwa przemysłowego. W czasach świetności mieszkało tutaj ponad 1000 osób, głównie Rosjan. Wśród nich były również rodziny z dziećmi, dlatego funkcjonowała szkoła, a także hala sportowa, basen, centrum kultury. Całości przyglądał się pomnik Lenina.

W roku 1912 w zachodniej części Isfjordu powstała norweska kopalnia i osada górnicza Barentsburg. Od 1932 roku właścicielem jest  radziecki Arktikugol, który po wojnie rozbudował infrastrukturę kopalni. W pierwszej dekadzie XXI wieku kopalnia Barentsburg produkowała rocznie ponad 300 tys. t węgla przeznaczonego na eksport oraz dla miejscowej elektrowni. Oprócz tego wysokoenergetyczny węgiel był wykorzystywany do radzieckich  lodołamaczy parowych w latach 30-tych.













W roku 1996 w Longyearbyen nastąpiła katastrofa samolotu wiozącego 130 górników do Barentsburga. 29 sierpnia 1996 w Longyearbyen nastąpiła katastrofa samolotu wiozącego 130 górników do Barentsburga. Tu-154M wystartował z lotniska Wnukowo w Moskwie o godzinie 4:44 GMT. Problemy rozpoczęły się w czasie podchodzenia do lądowania na lotnisku w Longyearbyen o godzinie 7:56 GMT. W tym czasie w okolicy panowały złe warunki pogodowe – wiał silny wiatr. Personel latający poprosił o pozwolenie na lądowanie na pasie nr 10. Kontroler lotu miał problemy ze zrozumieniem tego, co mówią piloci, więc nie wydał zgody. Piloci postanowili lądować na pasie nr 28, co wymagało korekty kierunku lotu. O godzinie 8:19 GMT drugi pilot stwierdził, że maszyna zboczyła z kursu. W tym samym czasie kontroler lotów poinformował załogę samolotu, że maszyna leci za wysoko i domagał się natychmiastowego zmniejszenia wysokości lotu. O godz. 8:22:17 GMT system ostrzegawczy w kokpicie dał sygnał, że maszyna znajduje się zbyt nisko. Chwilę później kapitan lotu krzyknął „horyzont!”. Piloci nie mieli już czasu na reakcję i o godz. 8:22:23 GMT (10:22:23 czasu lokalnego) maszyna uderzyła o zbocze góry Operafjellet na wysokości 907 metrów, 14 kilometrów od lotniska. Zginęło 141 osób. Do dziś jest to największa katastrofa lotnicza, jaka wydarzyła się na terenie Norwegii.

Dziesięć lat później w kopalni wybuchł duży pożar. Kopalnia Barentsburg jest jedną dwóch  czynnych kopalni na Spitsbergenie. Na przełomie kredy i paleogenu   Spitsbergen znajdował się niewiele na południe od swego obecnego położenia, ale średnia roczna temperatura w tym rejonie była znacznie wyższa od dzisiejszej. Stąd lasy z których powstał węgiel   kredowy i paleogeński.  Z kolei w karbonie  obszar obecnego Spitsbergenu znajdował się w pobliżu równika w strefie klimatu wilgotnego tropikalnego. Lokalizacja wychodni pokładów węgla  jest nietypowa. Znajdują się one bowiem na stokach, wysoko ponad dnami dolin. DOTARCIE DO PRACY WYMAGA OD GÓRNIKÓW WSPINACZKI PO STROMYCH I  OBLODZONYCH ZBOCZACH, PODCZAS NOCY POLARNEJ POGRĄŻONYCH W CIEMNOŚCIACH. Średnia miąższość pokładów węgla nie przekracza jednego metra. Warunki  niewolnicze…

 

Moje 3 grosze

 

Ze swej strony pragnę dodać to, że Svalbard miał poważne znaczenie dla nazistowskich Niemiec w czasach II Wojny Światowej. Znajdowała się tam stacja polarna, która opracowywała prognozy pogody dla Wehrmachtu, Luftwaffe i U-bootwaffe, co miało niebagatelne znaczenie choćby w Bitwie o Ardeny czy działaniu „wilczych stad” adm. Dönitza. Nawiasem mówiąc, załogi stacji polarnych były szkolone w… Karkonoszach, gdzie były warunki pogodowe zbliżone do szpicbergeńskich!

W 1953 roku miała miejsce ufologiczna Afera Szpicbergeńska, gdzie ponoć został znaleziony rozbity Latający Spodek, którego wydobyto i przewieziono ciupasem do USA. Cała sprawa jest humbugiem, ale wspominam o niej bo wywołała wiele huku w świadku ufologów i mediach. Teraz wspomina się ją od czasu do czasu. Swego czasu rozprawiłem się z nią na łamach kwartalnika "UFO".

Svalbard ma swoją unikalną przyrodę, która powinna podlegać najwyższej ochronie. Niestety – efekt globalnego ocieplenia (którego nie ma…) i działalność wydobywcza powoduje jej zanik.

Poza tym pragnę polecić Czytelnikowi sensacyjny eko-thriller autorstwa brytyjskiej pisarki Laline Paull pt. „Lód”, którego akcja toczy się na Spitzbergenie w niedalekiej przyszłości.   

sobota, 10 lutego 2018

Wizyta na Svalbardzie

Mapa Spitzbergenu

Odwiedźmy Spitsbergen, a jest po co.

Mój kalendarz – 98 lat temu 9 lutego 1920 roku Spitsbergen i cały archipelag Svalbard przyznano Norwegii. – Spitsbergen jest to największa wyspa Norwegii, w archipelagu Svalbard, na Morzu Arktycznym. Powierzchnia ok. 39 tys. km², górzysta, pokryta lodowcami. Odkryta w 1596 roku przez Barentsa. Populacja około 3 tys. mieszkańców, rozwinięte rybołówstwo, kiedyś wielorybnictwo. Największe miejscowość to Longyearbyen około 1,8 tysięcy mieszkańców.

Na wyspie znajduje się Polska Stacja Polarna Hornsund.

W wieku XVII wyspy Svalbardu były celem podróży wielorybników. Spitsbergen odegrał wielką rolę jako punkt startowy ważniejszych wypraw podbiegunowych w XIX i XX wieku. Początek XX wieku przyniósł odkrycie znaczących złóż węgla. Na mocy umów międzynarodowych z 1920 wyspy te są pod zwierzchnictwem Norwegii. Umowy te zagwarantowały jednocześnie prawo do eksploatacji występujących tu kopalin, łowiectwa i prowadzenia badań naukowych państwom-sygnatariuszom w tym Polsce. Obecnie Polska korzysta głównie z prawa do prowadzenia badań naukowych.

Noc polarna skończy się 15 lutego. 18 kwietnia zaczyna się dzień polarny który trwa do 23 sierpnia. 27 października zaczyna się noc polarna.

Sama nazwa – Spitsbergen (Szpiczaste góry) wzięła się od ostrych i poszarpanych szczytów. Najwyższy szczyt Svalbardu ma 1713 m n.p.m.. Svalbard leży w strefie klimatu polarnego, jednakże zachodnia część znajduje się pod wpływem łagodnych mas powietrza przez ciepłe prądy morskie będące odnogą Prądu Zatokowego – Golfsztrom...








Wody wzdłuż zachodnich wybrzeży Spitsbergenu są wolne od lodu przez większą część lata, co sprawia, że jest dostępny dla statków, czego nie można powiedzieć o wschodniej części....

Absolutnie minimalną temperaturę -46,3°C zanotowano w marcu 1986 roku w Longyearbyen. Maksymalną temperaturę +21,3°C w lipcu 1979.

Na lądzie żyją tylko dwa gatunki typowo lądowe: renifer – oraz lis polarny. Poza nimi są niedźwiedzie polarne, gdzie występuje ich duża populacja. Żyjące tu renifery uznaje się za odrębny podgatunek – renifer spitsbergeński. Bogaty jest świat ssaków żyjących w bezpośrednim sąsiedztwie wody, a mianowicie fok. W regionie Svalbardu żyją: biełuchy, foki pospolite, nerpy obrączkowane, foki grenlandzkie, foki wąsate i morsy. Bardzo bogaty jest świat ptaków.

Od 1957 działa polska stacja badawcza Instytut Geofizyki PAN. 19 czerwca 1989 roku statek pasażerski TSS Maksim Gorki zderzył się z górą lodową. Była to największa katastrofa morska w Arktyce, ale obyło się bez ofiar.


Istnieje legenda głosząca, że na Spitzbergenie doszło do ufokatastrofy w latach 50-tych ubiegłego stulecia, aczkolwiek udowodniono, że był to zwyczajny humbug wymyślony i rozpowszechniony przez CIA w ramach wojny psychologicznej z Układem Warszawskim i ZSRR.  



Opracował – Stanisław Bednarz

niedziela, 19 maja 2013

Lato 1952, Spitzbergen: Europejskie Roswell?



Dywersja ideologiczna, to wroga działalność, które polega na manipulowaniu faktami w celu dezinformacji obywateli kraju będącego obiektem jej działania.

Zbigniew Ciećkowski -  „Wojna psychologiczna”



Introdukcja.


Wczesne lata 50. XX wieku, to szybkie postępy Zimnej Wojny - globalnej konfrontacji dwóch systemów i dwóch bloków państw. W Polsce historia spitzbergeńskiej ufokatastrofy jest znana z relacji norweskiego ufologa - Ole Jonny Brænne’a z Drammen, którą przedstawiłem na łamach kwartalnika „UFO”. Ponadto wzmianki o tym wydarzeniu znaleźć można w Biblii polskich ufologów - książkach z cyklu „Goście z Kosmosu - NOL” Lucjana Znicza-Sawickiego i naszej wspólnej z dr Milošem Jesenským pracy pt. „WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie w III Rzeszy”.

Raport O. J. Brænne’a rzuca nowe światło na ten niezwykły incydent, a także kilka innych, z których jeden - CE2 miał miejsce na wyspie Wolin w lecie 1953 roku. O.J. Brænne w swej pracy stawia tezę, że jest to zwyczajny UFO-hoax[1], ale to nie jest cała prawda. Podejrzewam bowiem, że ten UFO-hoax był potrzebny konkretnym siłom w celu osiągnięcia konkretnych celów i wymierzony był w konkretne osoby i instytucje.


Tak powstała Legenda...


Ta historia liczy sobie niemal pół wieku i wokół niej narosło wiele plotek i nieporozumień, które razem tworzą Legendę tej ufokatastrofy. Miała ona miejsce na odległej od cywilizacji, norweskiej wyspie - a właściwie archipelagu - Spitzbergen. Na tej właśnie wyspie, norwescy piloci odrzutowych myśliwców w czasie ćwiczeń znaleźli wrak UFO, który później został przewieziony do Narwiku w Norwegii, w którym dalsze badania ujawniły różne dziwne stopy metali i ich pozaziemskie pochodzenie...

Co naprawdę zdarzyło się na tej wyspie w czerwcu 1952 roku? W artykule, który ukazał się wiosną 1993 roku w „CUFORN Bulletin” O. J. Brænne ukazał historyczny rozwój legendy w 38-stronicowym artykule, który w Norwegii opublikowano w czasopiśmie „UFO”.[2]

Pierwszą gazetą, jaka opublikowała tą informację była niemiecka gazeta „Saarbrücken Zeitung” z dnia 28 czerwca 1953 roku, w artykule „Auf Spitzbergen landete Fliegende Untertasse”. Opisuje się w nim odnaleziony na arktycznej wyspie Nordanslandet przy cieśninie Hinlopen latający srebrzysty dysk z kopułką z pleksiglasu i 46 silnikami odrzutowymi na obwodzie. Sądzono, że pochodził on z ZSRR. Dysk miał około 60 m średnicy. NOL ów był wyposażony w silne urządzenie zagłuszające radiokomunikację na częstotliwości 934 Hz, której nie używa się w żadnym kraju.


Wyniki pierwszych badań.



Dokładne badania dysku wykazały, że:
v Dysk był zdalnie sterowany.
v Miał on średnicę 48,88 m i był bezzałogowy.
v Pancerz NOL-a wykonano z nieznanego nauce stopu metali. Po odpaleniu wszystkich 46 automatycznych silników odrzutowych, umieszczonych w równych odległościach na obwodzie, dysk obracał się wokół swej osi i pleksiglasowej kopułki, która zawierała przyrządy pomiarowe i urządzenia zdalnego sterowania.
v Instrumenty pomiarowe posiadały rosyjskie oznakowania!
v Promień działania dysku wynosił około 30.000 km na wysokości około 160 km - czyli LEO.
v Latający dysk miał także luk do przenoszenia bardzo ekslozywnych bomb - prawdopodobnie bomb jądrowych...

Jeden z niemieckich konstruktorów i współtwórca broni V - niejaki inż. Riedel na jego widok zawołał: Toż to jest typowa V-7, nad której seryjną produkcją pracowałem osobiście!!!

Teraz już chyba nikogo nie dziwi, że wszystkie informacje trafiły od razu do kartotek CIA po opublikowaniu tych danych przez „Berliner Volksblatt” w dniu 9 lipca 1952 roku, a następnie w „Der Flieger”, gdzie opublikował je w swym artykule dr Waldemar Beck. Podchwyciła to od razu AFP, a stąd już była krótka droga do Langley...

Jak dotąd wszystko to brzmi dość wiarygodnie. Potem zaczyna się stopniowe zafałszowywanie danych i nadawanie Legendzie kosmicznych wymiarów, a im dalej, tym więcej - czyli dokładnie tak samo, jak w przypadku Legendy Roswell czy Legendy Eksperymentu Filadelfijskiego... Pojawiają się informacje o superbroni promienistej, pastylkach żywnościowych i ekstra twardym metalu pancerza pojazdu. Pojawiają się doniesienia o czterech zwłokach Kosmitów. Liczba ich z czasem wzrosła do siedmiu! Przyczyna ich śmierci miał być udar promienisty spowodowany bliską eksplozją atomową. Latający talerz nie został przy tym znaleziony na Spitzbergenie, ale na Helgolandzie... Kolejne doniesienia są coraz bardziej sensacyjne i coraz mniej sensowne. Legenda przerosła samą siebie...


Norweskie samoloty


Tymczasem okazało się, że norweskie samoloty myśliwskie, które posiadali Norwegowie - DH-100 De Havillant Vampire , F-84-E oraz F-84-G nie były w stanie przelecieć z baz położonych w środkowej Norwegii do Spitzbergenu, latać nad nim godzinę i polecieć z powrotem. Zapas paliwa - nawet przy dodatkowych zbiornikach nie umożliwiał im na pokonanie nawet połowy tej drogi!!! I to rozwala wiarygodność - wszelką wiarygodność - Legendy Szpicbergeńskiej!

Końcowy wniosek Raportu O. J. Brænne’a i szwedzkiego ufologa Andersa Liljegrena jest całkowicie bezsporny i ostateczny: Legenda jest po prostu jedną wielką UFOBREDNIĄ, a jej autorzy - J.M.M. i Sven Thygesen w ogóle nie istnieli!

Nawet, jeżeli ta Legenda jest prawdziwa, to dotyczyć ona może nie ufokatastrofy, ale katastrofy jakiegoś pojazdu latającego - wybudowanego w ZSRR w oparciu o plany V-7 Vril/Haunebu latającego talerza, który uległ katastrofie na jednej z wysp archipelagu Spitzbergen...


Komu to było na rękę?


No cóż, do końcowych wniosków Raportu Brænne’a nie można się doczepić. Wniosek jest uzasadniony, a samo uzasadnienie stanowi przykład przeprowadzonego drobiazgowo dochodzenia ufologicznego w sprawie ufokatastrofy. Ufokatastrofa ta - podobnie jak ta z Roswell - miała posłużyć komuś do określonego celu, innymi słowy mówiąc, była ona komuś wybitnie na rękę.

Legenda była humbugiem, UFO-hoax’em dlatego, że:
v UFO ponoć emitowało fale radiowe o innej częstotliwości, niż fale radiowe, na których pracowały radia pokładowe norweskich samolotów, a zatem nie mogły one ich zagłuszać.
v Nadajnik radiowy NOL-a emitował fale o częstotliwości 934 Hz, czyli w paśmie VLF. Dla przypomnienia dodam, że stacja Warszawa I pracuje na fali o częstotliwości 225 kHz w zakresie fal długich - LF. Tego rodzaju częstotliwość mogłaby posłużyć temu UFO do łączności z zanurzonymi do 30 m okrętami podwodnymi, aliści do tego celu używa się częstotliwości ELF - a więc jeszcze niższej...
v W Legendzie czytamy, że pułap lotu dysku wynosił 160 km, co czyni jego zasięg praktycznie nieograniczony, bowiem ta wysokość, to jest wysokość niskiej orbity wokółziemskiej!
v Znaleziona we wraku UFO ciężka woda i pigułki żywnościowe są kolejnym punktem wątpliwym, jako że ciężka woda jest szkodliwa - ze względu na swą radioaktywność - dla każdej żywej istoty zbudowanej z białek węglowych. Pigułki żywnościowe zaś w latach 50. ub. wieku były swoistym hitem futurologów - że wspomnę tylko utwory zamieszczone w antologii „Przygody z tej i nie z tej Ziemi, czyli świat za wiele, wiele lat” pod redakcją Stanisława Aleksandrzaka - w której to antologii zamieszczono opowiadania pisane przez dzieci, a których horyzontem czasowym były lata 2000 - 2100. We wszystkich wspomina się o sproszkowanej i spigułkowanej żywności!
v Fałsz legendy pod względem politycznym wykazał także inny norweski badacz - Jon Ingvar Haltuff w 1978 roku. Wyszedł on z założenia, że poza Norwegami Svalbard jest zasiedlony także przez Rosjan, a co za tym idzie - cały archipelag był „pod lupą” radzieckich służb specjalnych - KGB (wtedy jeszcze NKGB) i GRU.  I taki „smakowity kąsek” jak latający talerz na pewno nie umknąłby uwadze obu tych służb - nie mówiąc już o tym, że same manewry lotnicze na pewno ściągnęły na Spitzbergen dodatkowych „badaczy” i „polarników” z „misją specjalną” - czytaj: szpiegowską...

Wszystko powyższe dowodzi tego, że:
Ø Twórcy Legendy operowali pojęciami i wiedzą ludzi swego czasu i nie wymyślili nic nowego, czego nie wymyśliliby pisarze SF i futurolodzy w latach 50.
Ø Katastrofa szpicbergeńska nie miała ani jednego świadka, który potwierdziłby jej istnienie.
Ø Żadna służba wywiadowcza ZSRR nie zdobyła informacji na ten temat, co jest kolejnym dowodem przeciw.
Ø Fakt ukazania się Legendy w prowincjonalnej gazecie dowodzi tylko tego, że chodziło tutaj o to, by informacja ta dotarła do służb specjalnych Wschodu lub Zachodu...

A zatem wynika z tego, że nadawcą mogła być CIA a odbiorcą NKGB, a chodziło znów o zastraszenie Rosjan - dokładnie tak, jak w przypadku ufokatastrofy w Roswell. Pamiętajmy, że trwała wojna w Korei, a to dokładnie uzasadnia powstanie Legendy i jej cel użyteczny!... Kto wie, czy decyzji o puszczeniu jej w obieg nie podjął gen. Douglas McArthur. Bomby atomowe i wodorowe były bronią zbyt ciężką i ultymatywną i w tego rodzaju działaniach nie mogły one rozstrzygnąć o powodzeniu. Dlatego potrzebne było coś nowego, coś nieznanego, tajemniczego i zatem ex definitio groźnego - a cóż może być groźniejszego od plazmowej czy anihilacyjnej broni Kosmitów???...


Polski akcent Legendy!


Ta Legenda stanowi zlepek przewidywań futurologicznych, danych naukowych i ufologicznych - co stanowi o jej sensacyjności i nośności. Jest właściwie pewnym to, że chodzi tutaj o:
·        Test nowego amerykańskiego, brytyjskiego, radzieckiego lub nawet chińskiego pojazdu latającego, zbudowanego w oparciu o technologię Obcych względnie technologie rodem z III Rzeszy, albo...
·        ... rezultat nieudanej próby z rakietami kosmicznymi wyprodukowanymi w ZSRR czy USA - czego też się nie da wykluczyć, bowiem i Rosjanie i Amerykanie pracowali nad takimi rakietami, zaś Rosjanie pierwsi osiągnęli powodzenie, czego dowodem był lot Sputnika 1.

Jest w tym wszystkim pewien zagadkowy aspekt polski, a mianowicie - na Gwiazdkę 1961 roku od rodziców dostałem uroczą książeczkę Krystyny Korewicko-Adamskiej pt. „Podróż na Księżyc”. Podobało mi się w niej wszystko: ilustracje i tekst. Jaka szkoda, że książeczka ta nie doczekała się drugiego wydania - jest o całe niebo mądrzejsza od durnowatych Pokemonów, Szkieletorów i innych stworów wylęgłych w chorej wyobraźni zachodnich autorów. Zaczytałem ją na śmierć i pozostały mi po niej tylko czcigodne szczątki. Zainteresowały mnie ponownie jej ilustracje, kiedy czytałem o danych technicznych tego UFO ze Spitzbergenu. Spójrz Czytelniku na ilustracje - czy nie pasują one do tego, co pisze O. J. Brænne w swym Raporcie!?

Te latające talerze Księżyczan też mają silniki główne do lotu wznoszącego i na obwodzie dysze silniczków korygujących kierunek lotu. Do tego kopuły z pleksiglasu, anteny radiowe jak w pojazdach Jetsonów - Odrzutowskich z kreskówek Hana-Barbera oraz wsporniki do pozycji spoczynkowej na ziemi... Jeżeli to tylko czysty przypadek, to jest zastanawiające to, skąd ilustrator tej książeczki wziął pomysł na latający talerz? Czyżby z niemieckiej czy zachodniej prasy opisującej UFO ze Spitzbergenu??? A może sam kiedyś widział podobne w latach wojny nad naszym Wybrzeżem?

Pojazdy te - jak widać na innej ilustracji - poruszają się w przestrzeni kosmicznej i w atmosferze bez problemów, a zatem tak - jak rakiety, a nawet o wiele bardziej swobodnie! Bardzo chciałbym wiedzieć, skąd rysownik wziął pomysł na przedstawienie tych księżycowych UFO? To jest naprawdę zagadka do rozwiązania!
 Legenda szpicbergeńska jest ufologicznym evergreenem, który będzie jeszcze przez długi czas straszył na łamach bulwarowej prasy. Sądzę, że im szybciej ją pożegnamy, tym lepiej dla nas.



[1] Dosł.: UFO-żart - tym terminem oznacza się wszelkie fałszywki UFO.
[2] Jest to periodyk wydawany przez organizację UFO Norge.