Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepowodzenia misji kosmicznych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepowodzenia misji kosmicznych. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2012

Oczekiwane niepowodzenie

 Sonda międzyplanetarna Mars-4
Pamiątkowa plakieta misji Mars-4 i Mars-5

Władimir Grakow



Lodowa pokrywa na Biegunie Południowym Marsa jest tak duża, że gdyby ja roztopić, to powierzchnia Czerwonej Planety pokryłaby się 11-metrową warstwą wody. Mniej więcej tyle samo lodu jest na północnej czapie biegunowej Marsa.



Każdy start aparatu kosmicznego w przestrzenie Wszechświata jest zawsze przyjmowane z zadowoleniem. To jest zrozumiałe – kosmiczny aparat to przedmiot dumy z osiągnięć ojczystych, demonstracja potęgi technicznej i ekonomicznej władzy. No i każde włączenie silników boostera stanowi spełnienie marzeń i wizji naukowców, budzi ich nadzieję, że lot przebiegnie pomyślnie. No bo przecież zadania, jakie ma do spełnienia ten kosztowny niebieski posłaniec, powinny być wykonane i przynieść określone korzyści. Ale okazuje się, że był w historii kosmonautyki epizod, kiedy to nikt z wąskiego grona ludzi związanych z programem kosmicznym nie liczył na powodzenie…



Mars – twardy orzech



Badania Marsa były dla nas od samego początku – podobnie jak w USA – bardzo trudne, a szczególnie lądowanie na Czerwonej Planecie. Jest na niej atmosfera – wprawdzie rozrzedzona, ale jest. Wieją w niej bardzo silne wiatry. Dlatego lądować na niej jest o wiele trudniej, niż na Księżycu, z jego bezpowietrzną przestrzenią, gdzie aparatowi wystarczy tylko silnik hamujący, czy na Wenus – gdzie znajduje się gęsty woal atmosfery też pomaga w lądowaniu i wyładowaniu ładunku na powierzchnię planety na niewielkim spadochronie. Na tle powodzenia w badaniu tych ciał niebieskich, zupełnie inaczej przedstawia się sprawa badań Marsa.



Żeby mieć pewność, że sprawa wypali, w ZSRR w 1973 roku przygotowano całą partię bezpilotowych maszyn – cztery automatyczne stacje międzyplanetarne. To bardzo dużo, bo zazwyczaj budowano jedną, góra dwie na rok.



Gwiezdna eskadra



Ogólnie rzecz biorąc, to program lotów na Marsa wyglądał tak: Mars-4 i Mars-5 miały stanowić sztuczne satelity Marsa i miały prowadzić wiele ciekawych badań naukowych, ale przede wszystkim fotografowanie jej powierzchni. A Mars-6 i Mars-7 wypuszczają aparaty do sondowania atmosfery i lądowania na powierzchni Czerwonej Planety. Poza trym wszystkie te stacje miały za zadanie badać warunki w przestrzeni międzyplanetarnej. […]



Przygotowania do lotu przebiegały mniej czy więcej sprawnie od momentu wyprawienia stacji na kosmodrom w Bajkonurze. Wszystkie cztery aparaty (a z lądownikami sześć) cierpliwie czekały na start. I naraz miało miejsce niezwykłe wydarzenie. A tak naprawdę to katastrofa.



Szybko nie znaczy dobrze



Okazało się to, kiedy w fabryce, w której wyprodukowano sondy, testowano niesprawną mikroelektronikę, i wyjaśniło się w czym leżała przyczyna katastrofy. Okazało się, że istniała pewna niedokładność w jej konstrukcji i to nie tylko w tym, ale w całej serii aparatów kosmicznych. W ciągu 6-12 miesięcy usterka ta dawała o sobie znać i aparaty te oczywiście zawodziły… A wszystkie Marsy miały aparaturę złożoną m.in. właśnie z tych felernych części!



A to oznaczało, że nie pomoże nawet ich dublowanie czy potrajanie – wszak zero pomnożone przez dowolną liczbę stanowi zawsze zero… Sytuacja klasycznie patowa, bez wyjścia. Odpalać boostery? I potem czekać, kiedy wcześniej czy później stacje przestaną odpowiadać na komendy z Ziemi i zamienią się w bryły martwego metalu? Czy zatem odwołać starty? A to przecież koszty dziesiątki milionów rubli, które za czasów ZSRR przeliczało się z dolarem amerykańskim po kursie  niemal 1 : 1, wyrzuconych na wiatr, a same stacje kosmiczne – pod młotek…? Koszmarny dylemat. Rozgorzały spory nie na żarty. I wszystkie te Marsy w lipcu i sierpniu 1973 roku zostały wystrzelone w kierunku Czerwonej Planety. W ZSRR mieli nadzieję, że kosmiczne maszyny zdołają przysłużyć się nauce.



Częściowe powodzenie



Już we wrześniu, według oświadczenia TASS:



…uczeni przedsięwzięli pewne środki po utraceniu łączności z systemami telemetrycznymi jednej z sond kosmicznych…



Jednak zlikwidować awarii się nie udało i TASS była zmuszona do przekazywania sucho i beznamiętnie relacji i utracie łączności ze wszystkimi sondami kosmicznymi.



…stacja kosmiczna Mars-4 przybliżyła się do planety 10 lutego 1974 roku. Wskutek uszkodzenia pokładowych systemów silników hamujących nie włączyły się one, i stacja przeleciała w odległości 2200 km od powierzchni Marsa.



Stacja przeleciała koło Marsa i znikła gdzieś bez śladu w przestrzeni kosmicznej. Ale nie opuściła ona Układu Słonecznego, bowiem jej prędkość na to była za mała (przypominam, że VIII = 16,7 km/s – uwaga tłum.) Najprawdopodobniej teraz krąży ona gdzieś pomiędzy orbitami Jowisza i Marsa, jeżeli – rzecz oczywista – nie została zniszczona w zderzeniu z jakimś meteoroidem czy asteroidą.



…lądownik stacji kosmicznej Mars-6 dokonał w dniu 12 marca lądowania na powierzchni planety. Niestety, w niewielkiej odległości od powierzchni Marsa urwała się z nim łączność…



…lądownik stacji Mars-7 po oddzieleniu się od orbitera stacji wskutek zakłócenia pracy pokładowych systemów przeleciał koło planety w odległości 1300 km od jej powierzchni…



Wygląda na to, że jedynie Mars-5 do końca wypełnił swe zadanie, ale na dłuższą metę była to klęska całego programu gwiezdnej eskadry. Jej wyniki były mizerne. Uczonym udało się zbadać atmosferę Marsa: zmierzyć temperaturę, ciśnienie, skład chemiczny (znaleziono m.in. ślady warstwy ozonowej) i określono parametry pary wodnej. Mars-5 przekazał barwne obrazy powierzchni o rozdzielczości do 100 m, zbadał magnetosferę Marsa – ok. 1000 razy słabsze od ziemskiego i 7-10 razy silniejsze od międzyplanetarnego, i zbadał relief planety. […]



…Mina wieki. Ludzkość opanuje cały system słoneczny i poczesne miejsce w muzeach na Księżycu i Marsie zajmą Łunochody, stacje Mars i inne aparaty kosmiczne, które krążą teraz gdzieś w Kosmosie. Śmieszne, prymitywne maszyny z XX wieku. I jakiś ciekawski maluch zobaczywszy dziwny proporczyk z jeszcze dziwniejszym herbem nieistniejącego już kraju zapyta ojca:

- A co to takiego to CCCP?

Ciekawe, jak na to pytanie odpowie ojciec…?



Źródło: „Tajny XX wieka” nr 3/2012, ss. 4-5



Przekład z j. rosyjskiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©