Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samolot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samolot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Samolot-widmo w biały dzień?




O ile mi wiadomo, to widma można zobaczyć w nocy czy na przełomie dnia i nocy, ale w pełnym świetle dnia? – tego jeszcze nie było. To się nazywa bezczelność. A jednak!

Wracałem właśnie ze spaceru, w czasie którego – korzystając ze słonecznej pogody – fotografowałem obłoki i przelatujące samoloty. Miałem nadzieję, że zobaczę jakieś chemtrails ciągnące się za nimi. Było ich dużo – samolotów właśnie. Wiadomo, że nad Europą w czasie tylko jednego dnia przelatuje nie mniej nie więcej, tylko 30.000 samolotów pasażerskich i transportowych.

Jak już powiedziałem, warunki pogodowe były wymarzone do spacerów i fotografowania obłoków i innych obiektów na niebie:

TEMPERATURA POWIETRZA: +4°C
WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 40%
WIATR: umiarkowany do silnego z kierunku południowego, halny
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 960 (1013) hPa, rosnące
ZACHMURZENIE: 0,1
WIDZIALNOŚĆ: nieograniczona (CAVU)

Wykonałem kilka zdjęć Altocumulusów i samolotów i wracałem do domu, kiedy postanowiłem wykonać zdjęcie domów wyposażonych w tzw. „solary” – nagrzewnice słoneczne do wody.

Zrobiłem to zdjęcie i przeniosłem wzrok na biały punkt, który ukazał się na niebie. Spojrzałem uważniej i zobaczyłem, że ten punkt przesuwa się na niebie z prędkością lecącego samolotu pasażerskiego, ale nie zostawia za sobą smugi kondensacyjnej. Wycelowałem kamerkę, ustawiłem maksymalny zoom i wykonałem zdjęcie. Była godzina 14:35 CET.  
- To na pewno samolot – pomyślałem – odwróciłem się, by sfotografować prześwietlone słońcem obłoki znajdujące się na kierunki SW ode mnie. Zdjęcie wykonałem o godzinie 14:36. Odwróciłem się, by poszukać wzrokiem rzekomego samolotu, ale ten… znikł.



- No i znów ufo-pasztet – pomyślałem, a wyglądałby on tak:

TYP INCYDENTU: DD/RV
MIEJSCE: Jordanów -  49°40′ N - 019°50′ E
DATA: 30.XII.2012 r.
CZAS: 14:35 CET (13:35 UT)
CZAS TRWANIA: ok. 1 min.
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1 – kierunek lotu z NW na E-SE
ŚWIADKOWIE: 1
ZDJĘCIA: 1
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: przelot samolotu nieznanego typu (???)

Przejrzałem cały widnokrąg na kursie lotu tego „czegoś”, ale nie zauważyłem żadnego białego punktu lecącego w kierunku E-SE. Za to z tego właśnie kierunku leciały dwa samoloty ciągnące za sobą smugi kondensacyjne, białe i bardzo wyraźne. Co ciekawsze – obie te maszyny leciały mniej więcej na tym samym pułapie, co ów tajemniczy „samolot”, czy cokolwiek to było…


A zatem kolejny „samolot-widmo”. Być może był to zwykły samolot lecący na niskim pułapie i małym ciągu silników, że go nie było słychać i wydzielał minimalne ilości spalin, które szybko rozwiewane wiatrem halnym nie tworzyły smugi kondensacyjnej. Mógł on lecieć – według mojego rozeznania – na wysokości maksymalnie 3000 m, ale wydaje mi się to zbyt ciągnięte za włosy, bo musiałby on walczyć z silnym wiatrem wiejącym z prawej burty, z kierunku południowego – a jak już tu napisałem – zmierzał on na wschód z lekkim odchyleniem na południe. Czy któryś z Czytelników jest w stanie podać jakieś sensowne wyjaśnienie?


Rozesłałem powyższe info do znajomych. No i w skrzynce znalazłem dwie odpowiedzi:

Cześć,

Rzeczywiście ciekawe zjawisko. Wygląda to na mały samolot pasażerski, natomiast powiększenie - nie ma się chyba co ekscytować dziwnością kształtu bo przy powiększeniach zawsze się zniekształca to co powiększamy (niedoskonałość programu obrabiającego jak i jakość tego co zostało na matrycy aparatu). Jeśli znikający pojazd obcych miałby przybierać formy samolotu to już jest daleko idąca interpretacja kamuflażu, chyba, że założymy podróże w czasie i podróżnicy w czasie dopracowali już takie formy aby dostosować je do aktualnie panującej epoki. Mogłoby to tłumaczyć np. pojawienia się "sterowców" w latach, gdy jeszcze nie istniały itp. Można by tylko zastanawiać się czy mogą ingerować w nasze życie, czy też tylko "zwiedzają". To ostatnie wydaje mi się trudne do akceptacji, mając na uwadze nasze ludzkie wrodzone skłonności. Chyba, że zmienią się one za kilka tysięcy lat, w co wątpię. Zejdźmy zatem na ziemię i przyjmijmy zdarzenie bardziej prawdopodobne czyli "zabawy" wiadomych "chłopców w mundurkach". Wszak bawią się w to od dawna, a dzisiejsze Iphony i inne zabawki, które wymyślono wiele lat temu, lud dziś kupuje jak ciepłe bułki, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że im nie są już potrzebne, lub zostały przekształcone w takie zabawki, które obecnie nawet trudno sobie wyobrazić.

Pozdrawiam serdecznie

Z. Ś.

I kolejna wypowiedź:

Jak to ma być UFO, to w Gdyni faktycznie mieszka stado szaraczków ;)
Ludzie, przecież to normalne samoloty i chmury, czy tu się ekscytować??

Szczęśliwego Nowego Roku! :)

A.   A. M. 


Jeszcze jedna opinia:

Opowiadałam Tobie o widmie helikoptera jaki widziałam kilka lat temu w pobliżu domu.... Obserwowałam go kilka minut i nagle włączyli (??) typowy dla tego typu ryk silników i bardzo powoli odleciał na północ. Co to było? Na pewno nie helikopter!


Z.P.


Opinia z Japonii:

Tak w ogóle to zapewne jest to samolot. Jednakże jego kształt jest nieco dziwny. Być może ma on specjalny kadłub.

K. A.

Czekam na dalsze opinie - cbza.poczta@gmail.com

wtorek, 12 lipca 2011

Ekip: Czy UFO startują z Newady?



I jeszcze à propos radzieckich przygotowań do programu anty-SDI, które tylko pozornie odbiegają od tematu tajemniczego Skifa. Odtajnione dokumenty Sztabu Generalnego Armii Rosyjskiej rzucają światło na problematykę Latających Talerzy i belgijskich Czarnych Latających Trójkątów. W przypadkach, o których będzie tu mowa, zaszły mniej więcej w tym samym czasie, tylko w różnych regionach naszej planety: pod Moskwą, w Belgii i na amerykańskiej pustyni Newada. Punktem wspólnym tych zdarzeń jest to, że ich świadkowie i obserwatorzy odnotowywali niezwykłe Nieznane Obiekty Latające, a które nie miały niczego wspólnego z „pozaziemskim rozumem”. A oto artykuł z internetowej edycji gazety Trud.ru nr 49 z dnia 16.03.2001 r..

Dzienny Dysk nad Pierejesławem-Zaleskim

Wieczorem, 21 marca 1990 roku, z posterunków radiolokacyjnych Moskiewskiego Okręgu OPLot zaczęły napływać sygnały o pojawieniu się NLO, a dokładniej obiektu latającego z białymi światłami, który porusza się z prędkością o wiele przewyższającą prędkość samolotu. W powietrze poderwano dyżurnego myśliwca przechwytującego.

Z meldunku ppłk A. Semenczenko:

O godzinie 21:38 otrzymałem rozkaz startu na przechwyt. Już w powietrzu otrzymałem zadanie – w rejonie Pierejesławia-Zaleskiego odnaleźć i rozpoznać cel na wysokości 2000 metrów. […] O godzinie 22:05 odnalazłem cel na optycznej, charakteryzował się on dwoma białymi błyskającymi światłami. Cel zmieniał wysokość i kierunek lotu w przedziale 1000 metrów. Na rozkaz ze Stanowiska Dowodzenia (SD) włączyłem systemy uzbrojenia […] Obserwowałem cel na ekranie radiolokatora i na pytanie urządzenia IFF (IFF z ang. Identify: Friend or Foe - identyfikator swój-wróg – przyp. tłum.) cel nie odpowiadał.

Na kolejny rozkaz z SD wykonałem wiraż. Obserwowałem na północy i północnym-zachodzie zjawisko świetlne przypominające słabą zorzę polarną. Najpierw zbliżyłem się do celu na odległość 500-600 metrów, a potem przeleciałem nad celem, starając się rozpoznać, co to takiego. Widziałem tam tylko dwa jasne, migające białe światła. Przez chwilę udało mi się na tle oświetlonego miasta zobaczyć sylwetkę celu. Nie udało mi się ustalić rodzaju i przynależności tego celu z powodu niedostatecznego jego oświetlenia.

Ktoś mógłby zapytać, a dlaczego pilot nie poszedł na zbliżenie do celu? W Głównym Sztabie Wojsk OPLot dali taką odpowiedź: Zasady bezpieczeństwa lotów nie pozwalają na podchodzenie do drugiego obiektu latającego na odległość nie przekraczającą pół kilometra. I tak ppłk Semenczenko obserwował cel na ekranie radiolokatora, a tymczasem aparatura pokładowa w ogóle nie zarejestrowała tego obiektu! A jak reagowały inne środki techniczne na obecność UFO? Na ekranach niektórych stacji radiolokacyjnych obiekt był widoczny, jeden radiolokator nie wykrył celu, chociaż został on doprowadzony on gotowości N-1 do wykrycia obiektu.

Analizując dane na temat trajektorii lotu obiektu uzyskane z naziemnych stacji radiolokacyjnych oraz relacji świadków – w tym wielu wojskowych – sztabowi specjaliści doszli do następującego wniosku: UFO wyglądał jak dysk o średnicy 100-200 metrów z dwoma pulsującymi światłami. Prędkość jego lotu zależała od migotania jego bocznych świateł – im wyższa była ich częstotliwość, tym większa była prędkość UFO. Należy dodać, że była ona większa od prędkości samolotu myśliwskiego. Lot UFO był bezgłośny. I wniosek końcowy: Żaden znany nam w świecie aparat latający nie dysponuje takimi możliwościami, co oznacza, że było to zjawisko naturalne.  

Brukselski trójkąt

Od listopada 1989 roku, siły powietrzne Belgii odpowiedzialne za tamtejszą obronę przeciwlotniczą odczuły znaczny dyskomfort za sprawą zmasowanych doniesień o obserwacjach UFO. W nocy 30 marca 1990 roku, wojskowi postanowili sprawdzić napływające sygnały. Natowski radiolokator w Glone (na południowy-wschód od Brukseli) i belgijski radiolokator w Zedelgem (na północy-zachód od stolicy Belgii) kontrolujące cywilny i wojskowy ruch w korytarzach powietrznych Belgii, złapały echo od jakiegoś niezidentyfikowanego obiektu latającego. Sztab Sił Powietrznych wydał rozkaz natychmiastowego skontrolowania sytuacji. Dwa radiolokatory pokazywały jeden i ten sam obiekt w belgijskiej przestrzeni powietrznej.  

Przepisy wymagają od dyżurnych Sił Powietrznych przechwyt nierozpoznanych obiektów latających z przestrzeni powietrznej kraju. Dlatego też piloci dwóch myśliwców F-16 Fighting Falcon otrzymali rozkaz startu i przechwycenia „nieznanego”. Lotnicy nie odrywali oczu od pokładowych lokatorów. Naraz na ekranach stacji radiolokacyjnych obu samolotów pokazał się obiekt w kształcie poruszającej się kropki. Radiolokatory trzymały cel na namiarze przez 6 sekund.

Środki kontroli obiektywnej ujawniły, co następuje: NOL lecący z prędkością 280 km/h w czasie 1 sekundy rozwinął prędkość 1800 km/h i zniżył swój lot z wysokości 3000 metrów do 1700 metrów. Takiego gwałtownego, skokowego przyspieszenia nie byłby w stanie znieść żaden lotnik. (W opisywanym przypadku przyśpieszenie wyniosło ok. 43 g, co oznacza, że ciało pilota ważące np. 75 kg w ciągu 1 s zwiększyłoby swą wagę [ale nie masę, bo ta pozostaje zawsze taka sama] do 3225 kg – uwaga tłum.) Co jeszcze zdumiało specjalistów? A to, że z wysokości 1700 metrów UFO błyskawicznie zszedł na wysokość poniżej 200 metrów i znikł obu myśliwcom z radiolokatorów. (Jest to klasyczny manewr unikowy stosowany przez lotników po to, by nie można ich było namierzyć przy użyciu radiolokatorów naziemnych i napowietrznych – przyp. tłum.)

Wygląda na to, że piloci tego UFO znali doskonale możliwości taktyczno-techniczne myśliwców F-16 i rozgrywali swój spektakl na niebie. Oni szybko zeszli na wysokość, gdzie F-16 nie mogą latać ze swą normalną prędkością bojową i muszą wznieść się w górę, a zatem UFO uciekało w kierunku migających świateł przedmieść Brukseli, które zlewały się z nimi. W oficjalnym oświadczeniu rzecznika prasowego Belgijskich Sił Powietrznych mówiło się, że: Lotnikom w trzech przypadkach udało się namierzyć cel przy pomocy radiolokatorów na kilka sekund i za każdym razem prowadziło to do gwałtownej zmiany parametrów lotu UFO.

Zaczęły pojawiać się pytania: Czy te UFO nie były amerykańskimi samolotami zbudowanymi w oparciu o technologię stealth, które miały tam swe loty doświadczalne? Jednakże Amerykanie oświadczyli, że nie mają z tymi incydentami niczego wspólnego.

Specjaliści sprawdzili charakterystyki amerykańskiego „niewidzialnego” samolotu F-117 Nighthawk. Jego minimalna prędkość wynosi 287 km/h, zaś prędkość minimalna tego UFO wynosiła tylko 40 km/h. F-117 nie posiada takich silników odrzutowych, które pozwoliłyby mu lecieć tak wolno. Ponadto żaden samolot nie jest w stanie lecieć tuż nad ziemią z prędkością 1800 km/h (ok. 1,7 Ma) nie wywołując tym tzw. balistycznej fali uderzeniowej, dźwiękowego gromu – sonics boom. 

Co się wydarzyło w Newadzie?

W czasie, kiedy belgijscy i rosyjscy specjaliści dochodzili do wniosku, że takich aparatów latających z takimi charakterystykami i osiągami na świecie jeszcze nie ma, do prasy przedostały się przecieki o nowych generacjach lotniczo-kosmonautycznych technologii. Wygląda zatem na to, że „niewidzialne” samoloty F-117A skonstruowane w oparciu o technologie stealth, to już dzień wczorajszy.   

Autorytatywne czasopismo lotnicze „Aviation Week & Space Technology Magazine” oznajmił, że w okolicach całego rzędu tajnych obiektów wojskowych w USA na pustyni Nevada i Mojave pojawiły się latające aparaty o niemożliwej wprost konstrukcji. Wykazano przy tym, że chodziło o najnowsze typy wojskowych konstrukcji lotniczych, które byłyby w stanie rozwinąć prędkość rzędu 10 Ma. Ich dane taktyczno-techniczne wykazują, że biją one na głowę wszystkie charakterystyki samolotów stealth w rodzaju F-117A.

Jak opisywali naoczni świadkowie te dziwne aparaty latające? Mają one kształt płaskiego trójkąta. No i po pierwsze – „zupełnie bezgłośnie przemieszczają się w powietrzu”, a po drugie – „mają one niezwykle wysoki pułap lotu”. W tym magazynie zamieszczono także inne świadectwa istnienia całej serii aparatów latających z niezwykłymi silnikami i kształtami aerodynamicznymi, o których do dziś dnia nie ma żadnej pełnej informacji. Według redaktorów tego magazynu, relacje świadków wskazują na to, że istnieje supertajny projekt lotniczy pod kryptonimem Aurora – a o którym wspomina się w planach budżetowych Pentagonu.

Jest oczywiste, że te wszystkie nowinki techniczne mogą spowodować to, że nowoczesne konstrukcje lotnicze – ziemskiego pochodzenia – mogą być uważane za UFO. Specjaliści z wielu krajów poszukują przeciwwagi dla tego poglądu. Ostatnio uczeni holenderscy oznajmili o rozpracowaniu technologii, przy pomocy której można wykrywać „niewidzialne” samoloty. Być może w najbliższej przyszłości będzie możliwe rozwiązanie zagadki niektórych typów UFO.

Komentarz redakcji Trud.ru

Tak jak stwierdził to jeden ze specjalistów Głównego Sztabu Rosyjskich Sił Powietrznych, niektóre nowości techniczne o naszych (ziemskich) konstrukcjach można zakwalifikować jako informacje o UFO. W saratowskich zakładach lotniczych firma „Ekip” prowadzi montaż unikalnych konstrukcji aparatów latających. One nie mają masy. (Autorowi artykułu chodziło najprawdopodobniej o ciężar – uwaga tłum.) Unosi się on nad powierzchnię ziemi na zasadzie poduszki powietrznej. Rozpędza się jak ekranoplan, ale potem leci już jak normalny samolot na wysokości 70.000 metrów. Wygląd zewnętrzny tych aparatów mało co różni się od wyglądu tylokrotnie opisywanych Latających Talerzy ponoć pilotowanych przez Kosmitów.

Analizy już odtajnionych źródeł w postaci zagranicznej specjalistycznej prasy wojskowej świadczy o tym, że w ostatnie lata w USA dano zielone światło programom USAF i NASA zbudowania ultratajnych, hipersonicznych aparatów latających stealth, których prędkość może przekroczyć granicę 10 Ma. W ramach jednego z tych programów o kryptonimie LoFLYTE w Edwards AFB (CA), prowadzi się badania nad konstrukcją balistycznych aparatów latających, w ramach czego testuje się trzy perspektywiczne modele hiperdźwiękowego samolotu. Pracuje się nad ich właściwościami aerodynamicznymi oraz systemami sterowania. Jeden z tych modeli miał awarię w 1997 roku, a pozostałe cały czas prowadzą loty doświadczalne.

Moje 3 grosze

Dla mnie i trzeźwo myślących ufologów jest oczywistym, że gros z relacji o NOL-ach dotyczy także relacji o obserwacjach wojskowych i cywilnych maszyn latających odbywających loty doświadczalne czy tajne misje. Od siebie dodam tylko tyle, że wciąż pracuje się nad samolotami hipersonicznymi i jednostopniowymi statkami kosmicznymi z napędem nuklearnym. Pisałem już o tym, i nie będę do tego wracał.

Oczywiście Rosjanie i Chińczycy oraz Europejczycy też święci nie są i pracują nad swoimi konstrukcjami latającymi. Pisze Clas Svahn:

Rosyjski samolot wywiadowczy w kształcie latającego talerza może latać bezkarnie nad USA. Takim właśnie latającym zwiadowcą jest rosyjski dyskokształtny pojazd Ekip, który - jak twierdzą wojskowi specjaliści amerykańscy - jest niczym innym, jak udoskonalonym samolotem (o ile jeszcze go można nazwać samolotem).

Ekip, który unosi się w powietrzu na zasadzie poduszkowca (wentylatorowca) może latać bardzo wolno i być niezmiernie użytecznym w lokalizacji i likwidacji pożarów lasu. Może on brać na pokład duże ilości wody, którą później zrzuca na pożar z niskiego pułapu. Jednakże może on się poruszać i to dość szybko - z prędkością 750 km/h (prędkość maksymalna). Ale to nie wszystko, bowiem Ekip może lądować równie dobrze na lądzie jak i na wodzie.

Jak dotąd, to nad takimi pojazdami pracuje się nie tylko w Rosji, ale także i w USA i pierwsze próby prototypu są przewidziane na rok 2007, zaś seryjna produkcja na rok 2012. Mówi się także, że Chińczycy są także nim bardzo zainteresowani.

Tak zatem obawiam się, że jakieś 50% wszystkich światowych relacji o obserwacjach UFO dotyczy właśnie nich – zaś 45% to różne zwidy, omamy i muchy przed obiektywami kamer i aparatów fotograficznych. I tylko te pozostałe 5% to są TRUFO, które – jak uważam i uważa coraz więcej ufologów – wcale nie są aparatami kosmicznymi pochodzącymi od Obcych Cywilizacji, ale np. czasolotami pochodzącymi z dalekiej Przeszłości/Przyszłości. Osobiście nie wykluczam wizyty Kosmitów, ale uważam, że do nich dochodzi sporadycznie raz na jakieś 10.000 lat (założenie optymistyczne) albo tylko raz na 1 mld lat, jeden jedyny raz w historii Ziemi (wariant pesymistyczny)  lub nigdy (wariant skrajnie pesymistyczny). W każdym razie jego prawdopodobieństwo jest większe od zera, a zatem zawsze kiedyś musi się zdarzyć, albo już się zdarzyło i się nie powtórzy…

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

piątek, 8 lipca 2011

TCK: Tunguski Meteoryt alla Polacca (5)





Majowe Bolidy Polskie?

Ta historia miała miejsce w dniu 6 maja 2000 roku pomiędzy godzinami 13:00 a 14:00 CW (11:00 a 12:00 GMT) - na terenie Polski południowej. Wielu świadków zaobserwowało wtedy przelot dziwnego, jaśniejącego silnym światłem obiektu, który pokazał się na północy i poleciał na południe.

Bronisław Rzepecki jako jeden z pierwszych ufologów odebrał meldunek o obserwacji tego ciała od swej sąsiadki z Paryża k./Krzeszowic (woj. małopolskie), która obserwowała tego NOL-a w godzinach 13:50 - 14:00. A oto jej relacja:

Wyglądał on jak trójkąt koloru ciemnoszarego, nieco mniejszy od Księżyca w pełni, miał wyraźnie zaznaczone kontury i zaokrąglone wierzchołki. Smugi wydobywały się z tylnej części obiektu i miały kolory: biały, żółty i czerwony. Najdłuższa była smuga środkowa - biała - około 5 razy dłuższa od trójkąta i usytuowana pionowo za obiektem - vide rysunek. Pozostałe dwie były krótsze - około 3 długości trójkąta i odchodziły pod pewnym kątem w stosunku do smugi głównej. Obiekt leciał bardzo szybko - obserwacja trwała 3-4 sekundy i całkiem bezgłośnie.

Kolejne telefoniczne zgłoszenie relacjonowało fakt przelotu w okolicach Kaczenic k./Zielonej Góry i Wałbrzycha kuli z ogonem, która tym razem poruszała się wolno... Zaś w tym samym czasie w Kielcach widziano o 14:00 spadającą gwiazdę, która leciała z północy na południe.

W dniu 6 maja 2000 roku, pomiędzy godziną 13:00 a 14:00, wielu mieszkańców Osielca (pow. Sucha Beskidzka, woj. małopolskie), zaobserwowało na zachodniej stronie nieba świetlisty obiekt latający. Obiekt ten miał kształt kuli i wlókł za sobą płomienisty ogon o długości 3 średnic tej kuli. UFO był widoczny także w Jordanowie, gdzie zaobserwowały go uczennice Technikum Rolniczego na Chrobaczym.

Ten NOL wydzielał silne biało-żółte światło, które najmłodsi świadkowie tego wydarzenia opisywali także jako „tęczowe”. Cały przelot odbywał się w absolutnej ciszy i wszystko wskazywało na to, że to była obserwacja Obiektu Dziennego!...

W dniach 15 i 17 maja 2000 roku, Robert wraz z dr Stanisławem Budą przeprowadzili dochodzenie dla CBZA, którego wyniki zasugerowały jednak, że ten UFO był jedynie rzadkim zjawiskiem przelotu meteorytu przez ziemską atmosferę. Meteoryt ten wszedł w atmosferę ziemską gdzieś nad centralnymi połaciami Polski i eksplodował nad czeskim Jablunkovem na wysokości około 20.000 m - zaś jego szczątki spadły także na nasz Śląsk Cieszyński. Znalazł je niedawno mgr Andrzej Kotowiecki.  Wszyscy powiązali to wydarzenie z bliskim przelotem komety C/1999S4(LINEAR), która sprawiła taki zawód obserwatorom nieba!... Zawiadomili oni Instytut Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego o poczynionych obserwacjach.[1]

Tymczasem wspomniany tutaj już red. Bernatowicz przyjął blisko 20 zgłoszeń obserwacji tego „meteorytu” z okolic Bielska-Białej, Krzeczyna Wielkiego (koło Lubina, woj. dolnośląskie), Miedzybrodzia Bialskiego, Wrocławia, Górek Wielkich i innych miejscowości. Wydaje się zatem, że widziano nie jeden, ale dwa bolidy: pierwszy lecący z zachodu na wschód i drugi lecący z północy na południe - no chyba, że przyjmiemy za prawdę to, że ów bolid wykonał skręt o 90° na południe! - patrz mapka. Sprawa druga, która budzi kontrowersję, to kształt tego UFO - raz kula z ogonem, raz trójkąt z ogonami - i to aż trzema! Czy nie przypomina to kontrowersji narosłych wokół trajektorii i kształtów TM? A zatem nie był to żaden bolid - jak stwierdził to autorytatywnie dr Paweł Preś z IAUW - lecz „prawdziwy” NOL - TRUFO!

Ale na tym nie koniec sensacji, bo w niemal trzy tygodnie później - 30 maja 2000 roku, około godziny 21:10, nad Moraskiem k./Poznania (właściwie jest to już dzielnica Poznania) doszło do przedziwnego incydentu. Około tej godziny, kilkanaście osób widziało coś, co skojarzyło się im ze sportową awionetką, która leciała ku ziemi gęsto dymiąc, jakby się paliła. Kilka osób usłyszało donośny huk, więc doszło do wniosku, że samolocik rozbił się o ziemię. Ruszyła akcja poszukiwawcza i... - nie znaleziono nawet śladu po rozbitym samolocie. Samolot - widmo! Co to było? - nikt nie wie. Sprawa przypomina typowy rosyjski cyrk - było i nie ma, i jak w czeskim filmie - nikt nic nie wie... Gdyby to był meteoryt, to musiałoby się znaleźć przy okazji krater impaktowy. Takowego tam nie znaleziono, ergo to nie był impakt meteorytu - no to czego w takim razie?[2]

Jedno jest pewne - TM nie był jedynym zagadkowym obiektem, który spadł na Ziemię i spowodował tym samym sporo zamieszania. TF był tylko jednym z największych i spowodował największe straty. I dlatego najbardziej działa nam na wyobraźnię.

* * *

I tak już na koniec powróćmy do tego, od czego zaczął się cykl tych materiałów – do Incydentu Pietrozawodsk’77. Napisałem ongi, że jestem w stanie wyobrazić sobie inny wariant wydarzeń, niż przedstawiony przez Rosjan, i inne wnioski końcowe, niż podane przez nich. Chodziło mi o to, że jednak mogliśmy mieć do czynienia z pojazdem latającym zbudowanym ręką człowieka.

Przypomina mi się przede wszystkim legenda o znalezieniu rozbitego Latającego Talerza na Szpicbergenie, co wedle jej autorów miało miejsce w lecie 1953 roku. Znany norweski badacz UFO O. J. Brænne na łamach „UFO” wykazał, że jest to tylko Legenda i nic ponadto. Ta Legenda stanowi zlepek przewidywań futurologicznych, danych naukowych i ufologicznych - co stanowi o jej sensacyjności i nośności. Jest właściwie pewnym to, że chodzi tutaj o:
·      Test nowego amerykańskiego, brytyjskiego, radzieckiego lub nawet chińskiego pojazdu latającego, zbudowanego w oparciu o technologię Obcych, względnie technologie rodem z III Rzeszy, albo...
·      ... rezultat nieudanej próby z rakietami kosmicznymi wyprodukowanymi w ZSRR czy USA - czego też się nie da wykluczyć, bowiem i Rosjanie i Amerykanie pracowali nad takimi rakietami, zaś Rosjanie pierwsi osiągnęli powodzenie, czego dowodem był lot Sputnika 1.

Jest w tym wszystkim pewien zagadkowy aspekt polski, a mianowicie - na Gwiazdkę 1961 roku od rodziców dostałem uroczą książeczkę Krystyny Korewicko-Adamskiej pt. „Podróż na Księżyc” (Gdańsk 1961). Podobało mi się w niej wszystko: ilustracje i tekst. Jaka szkoda, że książeczka ta nie doczekała się drugiego wydania - jest o całe niebo mądrzejsza od durnowatych Pokemonów, Szkieletorów i innych stworów wylęgłych w chorej wyobraźni zachodnich autorów. Zaczytałem ją na śmierć i pozostały mi po niej tylko czcigodne szczątki. Zainteresowały mnie ponownie jej ilustracje, kiedy czytałem o danych technicznych tego UFO ze Spitzbergenu. Spójrz Czytelniku na ilustracje - czy nie pasują one do tego, co pisze O. J. Brænne w swym Raporcie!?
Te latające talerze Księżyczan też mają silniki główne do lotu wznoszącego i na obwodzie dysze silniczków korygujących kierunek lotu. Do tego kopuły z pleksiglasu, anteny radiowe jak w pojazdach Jetsonów - Odrzutowskich z kreskówek Hana-Barbera oraz wsporniki do pozycji spoczynkowej na ziemi... Jeżeli to tylko czysty przypadek, to jest zastanawiające to, skąd Czesław Zborowski ilustrator tej książeczki wziął pomysł na latający talerz? Czyżby z niemieckiej czy zachodniej prasy opisującej UFO ze Spitzbergenu??? A może sam kiedyś widział podobne w latach wojny nad naszym Wybrzeżem? Pojazdy te - jak widać na innej ilustracji - poruszają się w przestrzeni kosmicznej i w atmosferze bez problemów, a zatem tak - jak rakiety, a nawet o wiele bardziej swobodnie! Bardzo chciałbym wiedzieć, skąd rysownik wziął pomysł na przedstawienie tych księżycowych UFO? To jest naprawdę zagadka do rozwiązania!

Pytanie – czy tego rodzaju pojazd latał także nad Pietrozawodskiem? Pytanie jest o tyle właściwe, że właśnie tak powinien wyglądać obraz jego lotu. Ten Latający Talerz ma dwa rodzaje silników – silnik główny, którego ciąg równoważy ziemską grawitacje i silniki na obwodzie nadające pojazdowi ruch postępowy. Póki obiekt leciał w powietrzu, to zostawiał na niebie ślad jak najnormalniejszy odrzutowiec, ale kiedy zahamował, to strugi gazów wyrzucane przez silnik główny i silniki korekcyjne nadawały całości taki dziwny wygląd – meduzy właśnie! 

Oczywiście jest to tylko jedna możliwość, bo jest ich o wiele więcej, a moja wiedza techniczna jest zbyt uboga, by wypowiedzieć się szerzej na ten temat. uważam, że sprawą powinni zająć się eksperci od niezwykłych konstrukcji lotniczych i kosmicznych, i to już od dawna…

Jordanów, 2011-07-03


[1] W przypadku obserwacji spadku meteorytu należy powiadomić Instytut Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego, ul. Kopernika 11, 51-622 Wrocław.
[2] Dokładny opis wydarzeń tu poruszonych znajdzie Czytelnik w „Czasie UFO” nr 4,2000.