wtorek, 27 września 2011

PRAWDZIWE POCZĄTKI ZIMNEJ WOJNY (2)


Rakieta + bomba atomowa


Walerij Jerofiejew

Jednego z członków załogi bombowca „Enola Gay”, który zrzucił bombę atomową na Hiroszimę zapytano:
– A czy na Moskwę zrzuciłby pan bombę, gdyby pan otrzymał taki rozkaz?
A on spokojnie odpowiedział:
- Zbombardowałbym także Nowy Jork, gdybym dostał taki rozkaz…


Równo 65 lat temu przyjęto tajną uchwałę o powołaniu do życia w naszym kraju wojsk rakietowych.

Jak wiadomo, w dniu 16 lipca 1945 roku, USA na swym terytorium przeprowadziły swój pierwszy test atomowy – zdetonowanie „urządzenia jądrowego” na poligonie w stanie Nowy Meksyk, a w dniu 6 sierpnia tegoż roku amerykańska bomba atomowa została zrzucona na japońskie miasto Hiroszima. Już wtedy kierownictwo ZSRR zrozumiało, że amerykanie mogą obrócić bombę atomową przeciwko naszemu krajowi. I to właśnie dlatego, już w latach 40. zaczęły się prace nie tylko nad bronią atomową, ale także wektorami jej przenoszenia w każdy dowolny punkt naszej planety.

Przeciwko „Dropshot Plan”

O złowieszczych zamiarach amerykańskich wojskowych świat dowiedział się, kiedy zdjęto gryf tajności z materiałów „Planu Dropshot” i innych tego rodzaju planów powstałych w latach 1948-1952.[1] Okazało się, że rząd USA zamierzał zrzucić na Moskwę i Leningrad po 10 bomb atomowych, a na inne większe miasta i centra przemysłowe Związku Radzieckiego – od 6 do 8 bomb na każde.

Do tego dostarczenie jądrowych ładunków na miejsce zrzutu nasi potencjalni nieprzyjaciele zamierzali realizować przy użyciu strategicznych bombowców i właśnie dlatego dla ich rozmieszczenia u naszych granic powstała w błyskawicznym tempie cała sieć amerykańskich baz wojskowych.

Dzięki pracy radzieckiego wywiadu zagranicznego, kierownictwo ZSRR było dokładnie poinformowane o tych planach. W Związku Radzieckim zaraz po atomowym ataku na Japonię błyskawicznie ruszyła robota fizyków-jądrowców pod kierownictwem Igora Kurczatowa, i w roku 1949 na świecie pokazała się nasza własna bomba atomowa. Ale jeszcze wcześniej stało się jasnym, że dla efektywnego odstraszania potencjalnych wrogów ZSRR, należało opracować taki wektor przenoszenia broni A, który byłby w stanie dosięgnąć każdego punktu kuli ziemskiej.

Z odtajnionych materiałów historycznych można się dowiedzieć, że na początku 1946 roku na szczytach władzy ZSRR trwał spór o tym, jakie nośniki pocisków atomowych są bardziej efektywnymi. Istnieją ustne relacje (można powiedzieć śmiało – legendy) o tym, jak te spory przebiegały.

W końcu 1945 roku, Józef Stalin otrzymawszy informację od wywiadu na temat wzrostu liczebności amerykańskich baz u granic ZSRR, zapytał wprost Ławrientija Berię i Georgija Żukowa:
- Co my przeciwstawiamy temu zagrożeniu? Może trzeba będzie też rozstawić nasze samoloty u granic USA, rozmieszczone na lotniskowcach?
Beria odpowiedział, że istnieje drugi środek przenoszenia ładunków jądrowych na duże odległości, które jest w stanie dosięgnąć każdą amerykańską bazę, i poza tym jest ono o wiele efektywniejsze. Tym środkiem jest rakieta. Jak groźna jest to broń, tego dowiodły niemieckie bombardowania Londynu przeprowadzone za pomocą rakiet V.

Żukow dodał do słów Berii, że radzieckie bronie przeciwlotnicze są w stanie unieszkodliwić każdy samolot, zaś zestrzelenie rakiety w locie jest praktycznie niemożliwe ze względu na jej ogromną prędkość.  Stalin zapytał:
- Co oznacza „praktycznie niemożliwe”? Wychodzi więc na to, że jest to broń ultymatywna?
Żukow odpowiedział, że tak, dodając, że rakietę teoretycznie można zestrzelić drugą rakietą, ale jak dotąd, to na świecie nikt nie zajmuje się problematyką obrony przeciwrakietowej. Stalin wysłuchał ich obu, zastanowił się i rzekł:
- A zatem przygotujemy ustawę rządową o szybkim wdrożeniu prac nad bronią rakietową, która byłaby w stanie dosięgnąć Amerykę.

Początki zostały zrobione!

Prace wstępne zajęły około pół roku, i w ich rezultacie w dniu 13 maja 1946 roku, Stalin podpisał ściśle tajną Uchwałę Rady Ministrów ZSRR nr 1017-419ss, pod tytułem: „Problemy uzbrojenia rakietowego”. Zgodnie z tym dokumentem, w kraju powołano do życia Specjalny Komitet ds. Odrzutowych Technologii przy Radzie Ministrów ZSRR. Na jego czele powinien był stanąć Georgij Malenkow.

Nowa organizacja otrzymała polecenie zrobienia całego szeregu obronnych przedsięwzięć w kraju. Ale jeszcze wcześniej do wszystkich wojskowo-technicznych instytucji i uczelni w kraju rozesłano tajny rozkaz: wszyscy absolwenci mają przejść specjalne kursy rakietowe, a po uzyskaniu przez nich dyplomów mają zostać skierowani do fabryk, których powstanie było postanowione „na samej wierchuszce”.

W liczbie takich przedsięwzięć, wymagających przeprofilowania na potrzeby przemysłu rakietowego w jak najkrótszym czasie, okazała się i artyleryjska fabryka nr 88 znajdująca się w małym podmoskiewskim miasteczku Podlipki (dawniej Kaliningrad, a potem miasto Korolow). W ciągu trzech dni po podpisaniu rzeczonej uchwały, na bazie tego zakładu został utworzony Główny Instytut Naukowo-Badawczy do wypełnienia i koordynacji wszelkich zadań techniki rakietowej. Otrzymał on kodową nazwę NII-88, zaś fabryka stała się jego poletkiem doświadczalnym.

A w sierpniu 1946 roku, na rozkaz ministra obrony ZSRR, Dimitrija Ustinowa, w łonie Instytutu powstały oddziały tematyczne. Naczelnikiem Oddziału nr 3 NII-88 i głównym konstruktorem rakiet balistycznych został naznaczony Siergiej Korolow. I tak waśnie powstało znamienite „królewskie”[2] biuro konstrukcyjne, które w późniejszych latach odegrało znaczącą – jak nie główną – rolę w rozwinięciu rakietowo-kosmicznych technologii nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie.

Korolow i Kozłow

Jak wiadomo, w latach 30. Korolow miał posadę w Rakietowym Instytucie Naukowo-Badawczym (RNII), ale w roku 1938 został osądzony i skazany na podstawie złowrogiego artykułu 58 Kodeksu Karnego i przez pewien okres czasu odsiadywał karę w łagrach na Kołymie. Potem Siergiej Pawłowicz pracował w kazańskiej „szaraszce”[3] pod kierownictwem Andrieja Tupolewa, a w lipcu 1944 roku ułaskawiono go, i jeszcze rok pozostał w Kazaniu. Badania nad pociskami V-1 i V-2 umożliwiło Siergiejowi Pawłowiczowi właśnie wymienione wyżej postanowienie Stalina i uchwała rządowa. Oczywiście do rozkręcenia robót nad niemieckimi rakietami Korolowowi udało się dokooptować młodych, zdolnych i utalentowanych inżynierów.

Pod koniec maja 1946 roku, do NII-88 przybyła grupa absolwentów Leningradzkiego Instytutu Mechaniki Wojskowej, który do dziś dnia nosi imię D. F. Ustinowa. Wśród nich znalazł się także pewien niewysoki, młody człowiek, u którego pusty rękaw marynarki był włożony do kieszeni – lewą rękę inż. Dimitrij Kozłow stracił na leningradzkim froncie. Teraz my wiemy, że w ciągu 10 lat znajomości z Korolowem, Kozłow zostanie prowadzącym konstruktorem R-7 – najlepszej rakiety w całym XX wieku.

Na początku drogi

Jeszcze w połowie lipca 1946 roku, młodzi pracownicy zostali wysłani w delegację do Turyngii, w samym sercu dopiero co rozgromionej III Rzeszy. To właśnie tutaj zostały odkryte doskonale zamaskowane podziemne fabryki, w których Niemcy budowali rakiety, którymi potem ostrzeliwano Londyn.

Jednak pierwszymi, którzy weszli do Turyngii były jednostki US Army, ale po rozdziale Niemiec, Turyngia weszła w skład Radzieckiej Zony Okupacyjnej. Amerykanie byli tutaj niewiele ponad miesiąc, ale wywieźli stamtąd wszystko, co tylko się dało. Dlatego też nasi inżynierowie nie mieli lekko.

W miasteczku Nordhausen radzieccy inżynierowie zobaczyli podziemne zakłady – cecha wszystkich fabryk rakietowych w Rzeszy – całe miasto złożone ze sztolni i korytarzy wykutych w twardej stale, i wydawało się im, ze nie mają one końca i skraja… I mimo tego, że zdążyli tutaj już gospodarować Amerykanie, to w niszach wciąż stały warsztaty i pozostała cała techniczna baza tego przedsiębiorstwa, ale metalowych części rakiet i ich głowic pozostało całkiem niewiele.

Radzieccy specjaliści podzielili prace, i tak: część pracowników zajmowała się badaniem „żelastwa”, zaś druga część na polecenie Korolowa poszukiwała i przeglądała dokumentację techniczną. Przyszło im także opracować niedostatecznie znane detale techniczne pocisków V-2. I tak pod koniec lata 1946 roku, naszym specjalistom udało się złożyć z posiadanego materiału 10 kompletnych rakiet V-2, w dokumentacji technicznej noszących oznaczenie A-4. Były to całkowicie niemieckie rakiety, które nie miały żadnych części wyprodukowanych w radzieckich fabrykach. I tak wszystkie znaleziska i papiery zostały specjalnym pociągiem wysłane do Podlipek. Tak właśnie powstały podstawy radzieckiej broni rakietowej. To właśnie dzięki niej pojawiły się pierwsze sputniki i rakietowo-jądrowa tarcza ZSRR, starty automatycznych stacji kosmicznych na Księżyc i tryumf Jurija Gagarina, dramatyczny wyścig do Księżyca i zwiad orbitalny.

No ale to wszystko były tylko początki…

Od tłumacza

Okres tuż powojenny – 8/9 maja 1945 – 5 marca 1946 – czyli od zakończenia działań wojennych w Europie do wystąpienia Churchilla w Fulton i głoszącego, że:

Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła żelazna kurtyna dzieląc nasz Kontynent. Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą Środkową i Wschodnią. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te sławne miasta i wszyscy ich mieszkańcy leżą w czymś, co trzeba nazwać strefą sowiecką, są one wszystkie poddane, w takiej czy innej formie, wpływowi sowieckiemu, ale także – w wysokiej i rosnącej mierze – kontroli ze strony Moskwy.

- co uznano za początek Zimnej Wojny. Churchill nie wspomina o tym, że sam walnie przyłożył do tego rękę oddając m.in. Polskę Stalinowi we władanie. Natomiast dla mnie jest to najciekawszy okres w historii nauki i techniki. Autor podaje fakty, które stanowią kolejny dowód na to, że to ZSRR jest odpowiedzialne za tzw. „skandynawską falę UFO” czy „rakietowe lato 1946 roku”. Wskazują na to wszystkie przygotowania prawne ZSRR do produkcji własnej broni rakietowo-jądrowej. A trzeba tutaj dodać, że wydanie odpowiednich uchwał stanowiło jedynie prawne usankcjonowanie czegoś, co miało miejsce już od roku 1944, kiedy to Rosjanie zaczęli się stykać bezpośrednio z wytworami niemieckich technologii rakietowych i atomowych w Polsce i innych zajmowanych krajach.

Jak napisałem to w mojej książce „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe” (Warszawa 2007) Rosjanie realizowali swoją wersję amerykańskiego programu „Paperclip”, którego zadaniem było przechwycenie niemieckich konstrukcji rakietowych oraz swoja wersję misji „Alsos” – przejęcia technologii atomowych. Dlatego właśnie sądzę, że zadaniu temu podporządkowano wszystkie czynności służb NKWD i GRU, boż w tym celu powołano właśnie GKNIIR – Główny Komitet Wywiadu Naukowo-Badawczego, który koordynował pracę tych służb właśnie w tym zakresie.

Mówi się, że Rosjanie byli w tyle za Aliantami Zachodnimi, bo nie mieli w ręku naukowców tej miary, co Wernher von Braun, gen. Walter R. Dornberger czy Werner Heisenberg, Max von Laue, Otto Hahn, ale za to mieli 5000 pracowników średniego i niższego szczebla z ośrodków badawczych Peenemünde czy Nordhausen, którzy pomogli odtworzyć tok prac i badań niemieckich fizyków i rakietowców.

Inną rzeczą jest broń atomowa. Podejrzewam, a nawet jestem pewien tego, ze amerykanie zademonstrowali Rosjanom jej działanie w Korei, co miało miejsce w dniu 12 sierpnia 1945 roku w okolicy miasta Hynnam. Teraz nabrałem całkowitej pewności, co do tego. Truman ostrzegł Stalina: „nie podskakuj, bo zrobię ci kuku”… I to właśnie dlatego ten ostatni pogonił swych rakietowców i atomistów do roboty. To brzmi logicznie. I to właśnie dlatego w lecie 1946 roku nad Skandynawią pokazały się niemieckie rakiety – Szwedzi naliczyli ich około 1000. Ktoś powie, że to dużo: ale nie zapominajmy, że Rosjanie przechwycili aż 2200 jednostek tej broni – niektóre źródła podają nawet 22.000. A zatem materiału do badań i porównań było aż nadto. I właśnie dlatego Rosjanie wyskoczyli do przodu w rozwoju rakiet kosmicznych i broni rakietowo-jądrowej – Q.E.D. …     


Komentarze z Forum IOH

Żeby do reszty ukazać sprawę we właściwym świetle pozwolę sobie zacytować garść opinii zapisanych przez forumowiczów z Forum Inne Oblicza Historii. A oto i one:

Tu chyba nie tyle chodzi o małpowanie konkretnych rozwiązań co o wykorzystanie wiedzy i pomysłów niemieckich do gotowego rozwiązania całego szeregu problemów teoretycznych które w sowieckich warunkach mogłyby być rozwiązywane całymi latami. Warto zwrócić uwagę, ze wychodząc od tego samego punktu wyjścia jakim były niemieckie osiągnięcia w dziedzinie rakiet Rosjanie poszli zupełnie inną drogą niż Amerykanie i praktycznie przez całą zimną wojnę rozwijali technikę rakietową po swojemu - co wcale nie oznacza, że była ona jakaś gorsza w dziedzinie zdolności bojowych (choć puryści zapewne doszukają się gorszych parametrów. Jak dowodzi przykład rakiety Sojuz udało im się to całkiem nie najgorzej...
A z kolei "trofiejni" naukowcy niemieccy w CCCP raczej nie dokonali już żadnych ciekawych wynalazków - choć po części winna temu była skrajnie dziwna organizacja ich pracy przez NKWD... (marek8888)

"Oczywiście do rozkręcenia robót nad niemieckimi rakietami Korolowowi udało się dokooptować młodych, zdolnych i utalentowanych inżynierów."


"I tak pod koniec lata 1946 roku, naszym specjalistom udało się złożyć z posiadanego materiału 10 kompletnych rakiet V-2, w dokumentacji technicznej noszących oznaczenie A-4."

Tylko pogratulować :


Etc. etc. Właściwie ten artykuł można zrecenzować "Duby Smalone Walerija Jerofiejewa" (panc)

W artykule nie ma nawet wzmianki o utworzonej 15 sierpnia 1946 roku w rosyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec Brygadzie Specjalnego Przeznaczenia Rezerwy Najwyższego Dowództwa (Brigada Osobnowo Naznaczenja Riezerwy Wierchnowo Gławnokomandowanja) pod dowództwem generała majora A.F. Twiereckiego, która w najbliższej przyszłości miała stać się jądrem tworzonych sił rakietowych. Wspominam ją tu, gdyż natychmiast po utworzeniu jej żołnierze zajęli się zdobyciem i opracowaniem jak największej ilości materiałów tyczących niemieckiego prograyu rakietowego.
Rok później przebazowano ja do Rosji (wraz ze zdobycznym wyposażeniem "szkoleniowym", na poligon, który miał stać się pierwszym rakietowym ośrodkiem Żwiązku Sowieckiego: Kapustin Jar. Potem zmieniała nazwy, lecz z niej borą początek RWSN - Rakietowe Wojska Strategiczne (Rakietnyje Wojska Strategiczieskowo Naznaczenja).
Prócz tego - prócz NII-88, od początku w program rakietowy włączono NII-1, OKB-456 Głuszki, NII-627, NII-885, NII-944, GSKBspecmasz, NII-4. Przy czym (na początku) nie były one podporządkowane NII-88, a jedynie współpracowału z nim. Każdy zajmował się "swoją działką".
W artykule nie ma nawet najmniejszej wzmianki o grupie Niemców pod przewodnictwem Helmuta Gröttrupa, pracującej równolegle z NII-88 i bez pomocy pozostałych biur sowieckich, której projekt przewyższał ponoć osiągami rakietę Korolowa.
Prócz tego - ta wzmianka o R-7 jako "najlepszej rakiecie XX-wieku"... Cóż bowiem znaczy termin "najlepszy"? Nic. R-7 nie była ani najbardziej niezawodna, nie wynosiła najmasywniejszych obiektów na najdalsze orbity...Teoretycznie była pierwszym użytecznym ICBM'em, lecz czy aby na pewno? JFK znakomicie rozegrał kartę gotowości bojowej R-7 podczas kryzysu kubańskiego. Niemniej, to jej uzyto do wyniesienia na orbitę trzech pierwszych Sputników. Była bazą Wostoka z Gagarinem na pokładzie (i późniejszych). Sojuzy (jeden z których wyniósł na orbitę Hermaszewskiego) też na R-7 bazowały.
Z pewnością była to konstrukcja znamienita, wybitna. Ale określania jej mianem "naj..." bym się bał.
Początki rosyjskiego programu są jednak rzeczywiście bardzo ciekawe i warte poznania. (Grendel)

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 30/2011, ss.4-5

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

CDN.
           

[1] Chronologicznie pierwszym planem tego rodzaju był „Pincher Plan” z lat 1946-47 – zawierający założenia ataku atomowego na Moskwę i Leningrad.
[2] Od gry słów: korolewskie = królewskie – bo korol = król.
[3] Instytut lub placówka naukowa podlegająca bezpośrednio NKWD lub MSW w którym pracowali więźniowie, a którego oficjalna nazwa brzmiała Biuro Doświadczalno-Konstrukcyjne - OKB.