środa, 19 października 2011

O kłamstwach anty-ekologii (9)


No i na koniec swych chorych wywodów, nasz niewzruszony, nieprzejednany  bojownik i orędownik postępu rozprawia się z trzema tematami, z których pierwszym jest:

Zasada przezorności

Od szeregu lat ekowojownicy mają do dyspozycji bardzo groźną broń do walki z postępem.

Uwaga! Autor twierdzi, że niszczenie i zatruwanie środowiska, pozbawianie życia setek gatunków roślin i zwierząt, rabunkowa eksploatacja zasobów Ziemi, itd. itp. jest postępem i jako takim jest czymś chwalebnym! Natomiast wysiłki ekologów dążących do złagodzenia katastrofalnych skutków tych procesów nazywa on „walką z postępem” i w swym ograniczonym umyśle postrzega jako coś negatywnego!

Bronią tą jest tzw. zasada przezorności. Są różne sformułowania tej zasady. Na konferencji w Rio de Janeiro w roku 1992 zasada przezorności została wyrażona w punkcie 15 tzw. “Deklaracji Ministrów”: „W celu ochrony środowiska poszczególne państwa powinny szeroko stosować postępowanie wymagane przez ostrożność. W razie pojawienia się groźby poważnych lub nieodwracalnych szkód brak naukowej pewności nie powinien opóźniać wprowadzania środków zaradczych”.
Bardziej szczegółowe sformułowanie zostało uchwalone na konferencji w sprawie zasady przezorności, jaka odbyła się w roku 1998 w Wingspread, USA: „Gdy jakieś działanie może zagrażać środowisku lub ludzkiemu zdrowiu, to środki zaradcze należy podejmować nie czekając na naukowe ustalenie wszystkich zależności między przyczynami i skutkami. Ciężar dowodu powinien spoczywać na tych, którzy podejmują potencjalnie szkodliwe działanie.”

Zasada przezorności nie może być traktowana jak ludowe porzekadło “lepiej na zimne dmuchać” bo w praktycznym zastosowaniu ta zasada jest nielogiczna. Brak logiki przejawia się w żądaniu, żeby przed wprowadzeniem technicznych innowacji dostarczane były dowody, że proponowane innowacje nie są szkodliwe w żadnych okolicznościach. Żądania takiego nie można spełnić, bo zasady logiki nie pozwalają na udowodnienie, że coś nie istnieje. Można udowodnić istnienie zagrożeń, ale nie ich brak.

Autor najwyraźniej minął się z powołaniem – byłby niezłym adwokatem. Całkiem nieźle udaje mu się odwrócić kota do góry ogonem. Chodzi tu o to, by przed wprowadzeniem produktu na rynek przetestować go tak, by mieć pewność, że nie jest on szkodliwy lub jest szkodliwy w minimalnym stopniu. To akurat jest możliwe do wykonania. Autor świadomie wprowadza Czytelnika w błąd. Mówiąc nawiasem, poglądy autora na postęp mocno trącą komunizmem i to takim ortodoksyjnym z czasów Stalina, kiedy to w imię postępu rozwalano góry ładunkami jądrowymi, siano zboże z samolotów, a ziemniaki wprost na śnieg…   

Jedynym działaniem wynikającym z zasady przezorności jest zakazywanie stosowania nowych chemikaliów i nowych technologii. Ekowojownikom programowo dążącym do likwidacji przemysłu nie chodzi o nic więcej.

Zasada przezorności jest wyrazem dążenia społeczeństw do absolutnego bezpieczeństwa, do osiągnięcia stanu, w którym wszyscy będą się cieszyli dobrym zdrowiem i wyeliminowane zostaną wszystkie nieszczęśliwe wypadki. Jest to utopijne dążenie, które może spowodować znaczne koszty przy minimalnych lub żadnych korzyściach.

Autor zaprzeczył właśnie sam sobie i to powołując się na logikę, którą tak bez opamiętania szafuje. Według niego postęp to jest dążeniem do osiągnięcia bezpieczeństwa i dobrobytu, a jednocześnie w następnym akapicie krytykuje to dążenie jako utopijne! Schizofrenia?

Groźne w skali całego globu działanie zasady przezorności jest widoczne na przykładzie walki ekowojowników z genetycznie zmodyfikowaną żywnością. Ekowojownicy domagają się zaprzestania doświadczeń nad genetyczną modyfikacją roślin i zwierząt i wycofania z handlu produktów takiej modyfikacji. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że zakazy takie zostaną wprowadzone w Polsce. Byłaby to wielka kompromitacja naukowa i polityczna.

Wręcz odwrotnie, byłby to tryumf rozumu i zdrowego rozsądku nad demagogią i obłędną żądzą zysku za każdą cenę.

Ekowojownicy osiągnęli bardzo istotny postęp, bo zasada przezorności jest oficjalnie wprowadzana do prawodawstwa w Unii Europejskiej w postaci tzw. dyrektywy REACH (Registration, Evaluation and Authorization of Chemicals). Według tej dyrektywy producenci będą mieli obowiązek zbadania na swój koszt wszystkich ujemnych skutków, jakie mogą być spowodowane przez substancje wytwarzane w ilościach powyżej 10 ton. Jest rzeczą oczywistą, że dyrektywa REACH uniemożliwi wprowadzanie na rynek produktów wytwarzanych w skali małotonażowej, bo bardzo duże koszty badań będą wymuszały zbyt wysokie ceny produktów.

Organizacje ekologiczne gorąco popierają program REACH, a to już samo w sobie powinno wystarczyć, żeby program ten nie został przyjęty. Zmuszanie do kosztownych a niepotrzebnych badań toksykologicznych jest formą walki ekowojowników z przemysłem chemicznym. Trzeba się obawiać, że forma ta może się okazać nad wyraz skuteczna. Wprowadzając dyrektywę REACH politycy postępują wbrew zasadzie przezorności, która każe unikać działań potencjalnie szkodliwych, a do takich należy uznanie tej zasady za obowiązującą wobec prawa.

No i wyszło szydło z worka i spod pięknych słówek wyszedł obrzydliwy sens tej obłędnej walki z ekologami. Tu wcale nie chodzi o to, że REACH uniemożliwi wprowadzenie na rynek produkcji małotonażowej, ale o to, że ich obligatoryjne badania toksykologiczne nie dopuszczą wielu produktów na rynek. No i znowu, straty poniosą ci, których nasz advocatorus diaboli tak gorąco broni. A najśmieszniejsze jest stwierdzenie, że REACH nie powinno być przyjęte ze względu na poparcie ekologów – faktycznie, jest to argument odzwierciedlający anty-ekologiczne fobie i urojenia autora! Ale to jeszcze pestka w porównaniu z następnym akapitem:  

Szkodliwość azotanów

Licząca sobie setki lat tradycja konserwowania mięsa przez zanurzanie na dłuższy czas w roztworze saletry (jest to azotan sodu lub potasu) skutecznie chroni ludzi przed bakteriami rozmnażającymi się w mięsie w warunkach beztlenowych. Mimo szeroko rozpowszechnionego stosowania nie są znane przypadki zachorowań spowodowanych przez azotany. Nie przeszkadza to ekowojownikom w ostrzeganiu społeczeństwa przed szkodliwym działaniem azotanów. Tym, którzy dają wiarę ekowojownikom trzeba wyraźnie powiedzieć, że znaczne ilości azotanów i azotynów są wytwarzane w przewodzie pokarmowym człowieka i wcale to ludziom nie szkodzi.

Tutaj autor pozwolił sobie na wyjątkowo bezczelne kłamstwo. Rzecz w tym, że ekolodzy ostrzegają nie przez azotanami, ale przed azotynami.

Czym są azotany? Azotany są solami i estrami kwasu azotowego – HNO3. Azotany(V) są krystalicznymi substancjami, rozpuszczalnymi w wodzie, oprócz nielicznych azotanów zasadowych, mają silne właściwości utleniające w szczególności po stopieniu. Natomiast w roztworach nie posiadają takich właściwości. Azotany otrzymuje się w reakcji: kwas azotowy + metal lub tlenek/wodorotlenek/węglan metalu. Azotany należą do V grupy analitycznej anionów, wykrywa się je za pomocą m.in. próby obrączkowej. Mogą występować w przyrodzie jako minerały: np. nitratyn, nitryt. Znajdują zastosowanie jako nawozy mineralne, materiały wybuchowe, do produkcji barwników, w lecznictwie oraz jako topniki. Wobec estrów kwasu azotowego(V) zamiast nazw "azotan(V) związku" (np. azotan(V) celulozy) używa się często niezbyt poprawnych nazw "nitrozwiązek" (np. nitroceluloza) przysługujących związkom zawierającym grupę nitrową (-NO2) połączoną bezpośrednio z atomem węgla. Azotany są końcowym produktem przemiany azotowej odpadowych białek i mocznika. W akwarium pochłaniają je rośliny i glony, a usuwane są przez beztlenowe bakterie denitryfikujące w specjalnym filtrze (źródełko/denitryfikator) lub podmianę wody. Są mało szkodliwe dla ryb przy stężeniu do 50 mg/l ale np koralowce wymagają zawartości poniżej 5 mg/l. (Wikipedia) A czym są azotyny?

Azotyny (potasu E 249 i sodu E 250) i azotany (sodu E 251 i potasu E 252) są to środki używane w przemyśle spożywczym, głównie w przetwórstwie mięsa, jako substancje konserwujące, zapobiegające rozwojowi bakterii jadu kiełbasianego (Clostridium botulinum). Jad kiełbasiany jest jedną z najsilniej trujących substancji biologicznych, jakie znamy, dlatego zapobieganie takim zatruciom jest kluczową sprawą w produkcji żywności. Procesy termiczne, którym poddaje się przetwory mięsne, zabijają znajdujące się w nich bakterie, jednak nie niszczą przetrwalników - to "zadanie" spełniają właśnie związki azotu. Poza tym dodawanie ich do produktów mięsnych (tzw. peklowanie) powoduje nadanie im odpowiedniego smaku, zapachu i barwy. Azotany "same z siebie" nie wykazują aktywności antybakteryjnej. Po dodaniu ich do żywności, musi najpierw nastąpić przekształcenie ich do azotynów.

Szczególne niebezpieczeństwo stanowią związki pochodne azotynów i azotanów, mianowicie nitrozaminy. Powstają one w dużych ilościach przy ogrzewaniu pożywienia konserwowanego związkami azotu i mają bardzo silne działanie rakotwórcze. Z tego powodu nie należy podgrzewać konserwowanych wędlin, a te używane np. do grilowania nie powinny być peklowane.

Ustalona przez Światową Organizację Zdrowia, maksymalna dawka azotynów, jaką człowiek może spożywać codziennie, przez całe życie, bez uszczerbku na zdrowiu (tzw. ADI - Acceptable Daily Intake) wynosi 0,1 mg na kilogram masy ciała. W przypadku azotanów wartość ta jest nieco większa i wynosi 5 mg / kg masy ciała / dzień.

Spożycie związków azotu nie pozostaje bez wpływu na nasze organizmy. Poza wymienionymi nitrozaminami, zwiększającymi ryzyko wystąpienia nowotworu, same azotyny i azotany spożyte w zbyt dużych ilościach wykazują działania niekorzystne. "Przedawkowanie" może spowodować uszkodzenie hemoglobiny (białka przenoszącego tlen we krwi) i następujące niedotlenienie tkanek i organów (sinicę). Szczególnie narażone są na to niemowlęta i dzieci - ich hemoglobina jest bardziej wrażliwa na działanie azotynów / azotanów.

Nieprawidłowe nawożenie, stosowane przy uprawie warzyw powoduje, że występują w nich w dużych ilościach azotany. Podobnie w wodzie gruntowej zanieczyszczonej nawozami. Spożycie takich warzyw i wody powoduje magazynowanie azotanów w organizmie, gdzie przekształcane są w azotyny i wykazują szkodliwe działanie.

Przekształcanie azotany - azotyny następuje również w warzywach w czasie ich przechowywania, najprawdopodobniej w skutek działania mikroorganizmów. Świeże warzywa zawierają bardzo małe ilości azotynów. (Zob. Jedz dobrze - http://www.jedzdobrze.pl/haslo,7,Azotyny,_azotany.html)

Od siebie dodam, że przedostawanie się azotanów z nawozów sztucznych używanych bez umiaru i opamiętania w rolnictwie doprowadza do zakwitu glonowego morza i w rezultacie do pomoru ryb oraz powstawaniu martwych stref w płytkich lub zamkniętych akwenach takich jak np. Bałtyk czy Morze Czarne. I to jest to zagrożenie, o którym autor wstydliwie milczy. No i wreszcie:

Problem azbestu

Nie ulega wątpliwości, że wieloletnie przebywanie w atmosferze zawierającej rozpylony azbest może wywołać raka płuc, ale jest też prawdą, że nie jest możliwe całkowite wyeliminowanie azbestu z powietrza. Według urzędowej polskiej normy powietrze może zawierać nie więcej, niż 400 włókienek azbestu w objętości jednego metra sześciennego. Prawdą, o której sanitarne władze w Polsce zdają się nie wiedzieć jest to, że azbest nie może unosić się w powietrze gdy jest uwięziony w płytach eternitowych. Dlatego bezzasadne są nawoływania do demontażu eternitowych dachów. Nawoływania takie są nawet szkodliwe, bo nieuchronne podczas demontażu uszkadzanie płyt powoduje rozpylenie azbestu. Możemy zaoszczędzić miliony złotych, gdy zostawimy w spokoju eternitowe dachy do ich naturalnej śmierci.

Tylko autor zapomniał (który to już raz???) dodać, że eternitowe dachy ulegają – podobnie jak wszystkie tego rodzaju materiały erozji pod wpływem czynników atmosferycznych, która to erozja przyczynia się do powstania pylistego azbestu unoszonego przez prądy powietrzne. Im szybciej usunie się jego źródło, tym chyba lepiej?

CDN.