czwartek, 26 stycznia 2012

TAJEMNICA ROSYJSKIEJ SZAMBALLI (1)



Julia Tutina

W powieści znanych rosyjskich pisarzy-fantastów Arkadego i Borysa Strugackich pt. „Poniedziałek zaczyna się w sobotę” oraz w zrealizowanym na jej podstawie filmie pt. „Czarodzieje” mówi się o tajemniczym mieście Kitieżgradzie, gdzie znajdowały się Kitieżgradzkie Zakłady Magotechniki, których placówką naukową był sołowiecki INBADCZAM – Instytut Badania Czarów i Magii. NB, powieść ta została napisana na ponad 30 lat przed powstaniem cyklu o Harrym Potterze... Materiał na temat tego miasta i tajemniczego jeziora z nim związanego ukazał się w gazecie „Argumenty i Fakty” nr 9/2003.

Jak pisze red. Wadim Ilin z „Kalejdoskopu NLO”, istnieje legenda w wielu wersjach mówiąca o tym, że w odległości 100 wiorst  od miasta Gorodziec znajduje się bajkowe miasto Kitież-grad. Gorodziec, to miasto w Federacji Rosyjskiej – przystań la lewym brzegu Wołgi, centrum regionalne w Niżgorodskiej Obłasti, znajdujący się 50 km powyżej Niznego Nowgorodu (w czasach ZSRR miasto Gorki) i na 14 km na zachód od stacji kolejowej Zawołże, zasiedlone przez 40.000 dusz.

Gorodziec, to jedno z najstarszych powołżskich osiedli. Zostało ono założone w 1152 roku przez kniazia Jurija Władimirowicza Dołgorukowa pod nazwaniem Małyj Kiteż. W 1239 roku miasto spalili Tatarzy. W XIII wieku, ukazem kniazia Andrieja Jarosławca zmieniono nazwę miasta na Radiołowa. Tamże w 1263 roku w gościnie u swego brata, wracając ze Złotej Ordy, zmarł car Aleksander Newski – pogromca Szwedów nad Newą w 1240 (stąd przydomek Newski) i Krzyżaków pod Pskowem w 1242 (co pokazał S. Eisenstein w swym sławnym filmie). Tyle – według red. Ilina – podaje „Encyklopedia Cyryla i Metodego 2000”.

Zgodnie z starodawnym przekazem – pisze dalej red. Ilin – miasto Kitież-grad stało na brzegu jeziora Swietłyj Jar – albo Swietłojar – w wody którego pogrążyło się, ratując się tym samym przed tatarskim pogromem. I teraz można go czasami zobaczyć, jak stoi ono na dnie i w ciszy można usłyszeć odgłos bicia jego dzwonów. Jeziora już nie ma, ale jest zatoka, która głęboko wcięła się w brzeg Wołgi.

A jednak jest takie jezioro i przyciąga ono NOL-e oraz adeptów wszystkich religii jak magnes.

Co jest osobliwego w tym jeziorze? Nade wszystko czysta woda, która oparła się wszystkim zanieczyszczającym działaniom człowieka. Kiedy dostałam się do Swietłojara, odbywam podróż po jego brzegach  i widzę taki obraz: dwóch mężczyzn – wyglądających na miejscowych – starannie umyli w wodzie buty i zaczerpnęli jej w stulone dłonie. Wypili... A ja do nich:
- Nie boicie się panowie problemów z żołądkiem?
- Eee, tam! Nie! całe życie tak robimy. I nic. Woda w naszym jeziorze jest czysta aż do bólu.

Druga osobliwość: niezwykły relief jeziora. Swietłojar wygląda jak okrągła moneta z lotu ptaka. Przekrój poprzeczny zaś przypomina dość dokładnie profil gigantycznego brylantu, kaboszonu. Misa jeziorna jest wyjątkowo równomierna i kończy się równo na brzegu tak, jakby zakreślono ją cyrklem.

Ale największa niezwykłość jeziora polega na tym, że  od wieków ciągną tutaj pielgrzymki pątników. Przybywają tutaj adepci różnych religii i wierzeń.

Obeszłam jezioro dookoła i znalazłam grupę dziwnie ubranych ludzi. Rozmawiali z jakimś wyznawcą Hare Kriszny odzianym w pomarańczowe szaty. Miał on rok temu wydany wyrok śmierci przez lekarzy, którzy dali mu tylko miesiąc życia. Pojechał nad Swietłojar i... choroba wkrótce znikła! Powrócił zatem nad jezioro, by go błogosławić. Rozmowie przysłuchiwała się dama w długiej sukni i ciemnej chustce na głowie. Okazało się, że należąca do staroobrzędowców. Mówi, że jezioro uratowało ich osiedle od najazdów miejskiej chuliganerii. Milicja niczego nie mogła zrobić, a tak nad jezioro pojechali chuligani i inni knajacy, którzy przepadli bez wieści...

Pojawiają się tutaj regularnie zwolennicy idei, że Swietłojar to brama do równoległych światów, dziura przestrzenna i Szamballa Rosji. Nad jeziorem często zawisają UFO – ostatni latający talerz widziano w tym rejonie w 1998 roku – i wreszcie tutaj wałęsa się Człowiek Śniegu – jego półtorametrowe ślady odcisnęły się na lodzie kilka lat temu.

Dawno temu zamieszkali tutaj prawosławni mnisi, którzy wybudowali swój klasztor na miejscu, gdzie od roku 1238 stoi niewidzialny dla ludzkich oczu Kitież-grad. Znikłszy z oczu wojskom tataro-mongolskim chana Batyja, miasto to istnieje w jakimś innym równoległym do naszego świecie. Niewidzialni mieszkańcy Kitież-gradu otaczają opieką tych, którzy prawdziwie wierzą i pomagają im w trudnych sytuacjach. Wedle tradycji należy obejśc dookoła jezioro, a najlepiej zrobić to trzykrotnie, a wtedy spełni się każda prośba i każde życzenie. Prawdą jest, że naszym współczesnym nie bardzo chce się drałować dookoła jeziora... Jak opowiadał mi pewien miejscowy, ostatni raz w czasie II Wojny Światowej kilkadziesiąt kobiet modliło się tam o uchronienie życia swych mężczyzn. I pomogło – wszyscy wrócili cali i zdrowi do domów. NB, od niepamiętnych czasów istnieje tam kaplica, gdzie odbywają się pogańskie obrzędy ku czci boga Jariła...

Uczeni od dawna pragną wyjaśnić zagadki tego akwenu. Rok temu, grupa rosyjskich uczonych twardo postanowiła raz na zawsze wyjaśnić wszystkie legendy związane ze Swietłojarem. Tak zatem pracownicy naukowi petersburskiego Instytutu Badań Jezior przebadali niewielką część z 200 pobranych wiosną z jeziora próbek, ale już można było wyciągnąć jakieś wnioski. Opowiada o nich jeden z uczestników projektu – hydrobiolog  dr Nikołaj Bajanow:
- Jak wyliczyliśmy, jezioro liczy sobie 10-11 tys. lat. Powstało, kiedy tajały wieczne lody. Na tym miejscu w ziemię wmarzł olbrzymi lodowiec, który potem tając utworzył niezwykle regularne, koliste jezioro. Czystość tej wody też nie jest zagadką, bowiem jezioro to ma znakomicie działający, biologiczny system samooczyszczania się. Natomiast własności lecznicze wody wynikają z tego, że zawiera ona podwyższoną ilość siarkowodoru...
No i niby wszystko jest logiczne i jasne, ale tylko nie wiedzieć dlaczego Nikołaj Grigoriewicz kończąc swoje naukowe objaśnienia dodał w zamyśleniu:
- I tak czy owak, jeszcze jakiś tajemnice tutaj pozostały...

No bo i jak jest to możliwe – tutaj woda czysta i zdrowa, a jednocześnie skażona siarkowodorem? Tutaj genialne samooczyszczanie się wód jeziornych i dosył świeżych wód z gruntu, a jednocześnie działa tam mechanizm taki, jaki ma miejsce w Morzy Czarnym, Morzu Bałtyckim i innych zamkniętych akwenach... dziwne to wszystko – nieprawdaż?

Ta rosyjska Szamballa – a raczej Vineta czy Atlantyda wołżańska też daje do myślenia. Może to być lokalna mutacja legendy o Vinecie, która w XIII wieku była „literaturą współczesną” dla całej Europy i ludzie pasjonowali się nią tak, jak my wydarzeniami w Iraku czy Palestynie, więc powstała zbitka dwóch niezależnych od siebie wydarzeń, które rozegrały się nad Wołgą i nad Bałtykiem...

I obecność NOL-i, co sugerowałoby, że i Obcy z innej czasoprzestrzeni interesują się tym tak, jak w Polsce interesują się wylatowskimi polami. I tu i tam miały miejsce kluczowe wydarzenia dla powstania polskiej i rosyjskiej państwowości. Niestety, nie udało mi się dowiedzieć, czy na Powołżu zaobserwowano pojawienie się agroformacji, ale sądzę, że tak. I znowu uporczywie wraca myśl, że to, co się dzieje nad i w Swietłojarze ma związek z historią i czasem.

CDN.