środa, 7 marca 2012

Wodni Ludzie


A ka makani hema pa
Ka Manua o Kanoli Ikea
A kanaka ke kauahiwihoopii

Gdy wieje południowy wiatr
Góra Kanoli zdaje się być widoczna
A szczyt zda się być zaludniony

Clive Cussler – „Hawajski wir”



Na początku roku 2000, w pierwszym programie TVP wyemitowano zbiór kilku amatorskich filmów pod wspólnym tytułem „Nieujawnione tajemnice” wyprodukowany w koprodukcji francusko-niemieckiej. Jest to zestaw siedmiu filmów, traktujących o zniknięciach ludzi, których nijak nie da się wytłumaczyć za pomocą znanych praw fizyki.

Szczególnie interesującymi okazały się zapisy dokumentalne, które dotyczyły morza. Chodziło przede wszystkim o zagadkowe zniknięcia ludzi nad morzem, w strefie plaży albo z łodzi na otwartym oceanie, przy czym na temat paranormalnego charakteru niektórych zaprezentowanych przypadków można by dyskutować. Zniknięcie rozbitka z szalupy ratunkowej. Na filmie widzimy rozbitka z jakiegoś radzieckiego statku, który uległ awarii i zatonął na Oceanie Indyjskim. Widzimy rozbitka, który żyje przez wiele dni, w tropikalnym słońcu i w otwartej łodzi. Wreszcie kładzie kamerę na czymś i sam skacze w wodę odpływając w dal, by wreszcie zniknąć. Można wytłumaczyć od biedy dysfunkcją sił psychicznych ofiar po 40-dniowym pobycie w otwartej szalupie na pełnym morzu, bez wody i żywności (inna rzecz, że teoretycznie człowiek nie miał szans przeżycia w takim stanie psychofizycznym i w takich warunkach pogodowych tyle dni). Co on takiego widział? – tego nie wiadomo… Być może było to jakieś UFO albo USO?

Jeżeli idzie o płetwonurka z Zodiaku to został on porwany z otwartego pontonu w czasie ćwiczeń przez… - no właśnie, przez kogo?, Mogło tu wchodzić w grę działanie obcych (czytaj: radzieckich) służb specjalnych, które – znowu teoretycznie – porwały (po co?) płetwonurka sił zbrojnych NATO (nie takie rzeczy się zdarzały). Tylko po co? bezsporne jest natomiast, że owego płetwonurka odnaleziono na plaży PO TYGODNIU żywego, ale w takim stanie, że trzeba go było odwieźć do szpitala psychiatrycznego.

Prawdziwą sensacją w dobrym tego słowa znaczeniu okazał się film nakręcony przez anonimowego amerykańskiego żołnierza stacjonującego na Sycylii. O ile bowiem dwa wspomniane przypadki da się jakoś wytłumaczyć, ten stanowi prawdziwą zagadkę.
 Pierwszy kontakt wzrokowy z Wodnymi Ludźmi...
...podchodzącymi wodą do plaży...

Oto widzimy na jego filmie dwie istoty: młodą kobietę w kostiumie pływackim z lat 40. i chłopca w wieku 10-12 lat, które wynurzają się z fal , przez chwilę spacerują plażą, by następnie powoli wejść do wody i w postawie wyprostowanej skryć się pod jej powierzchnią. Co się dalej z nimi stało – tego nie wie nikt. Zapewne ów Amerykanin chciał się tego dowiedzieć, i… No właśnie – i zaczął działać irracjonalnie. Kładzie on bowiem notes i bluzę obok włączonej kamery filmowej, a potem w spodniach i butach na nogach – podobnie jak TAMCI wkracza do wody w postawie wyprostowanej – co rejestruje jego kamera filmowa… Dzięki niej widzimy, że młody mężczyzna idzie jak zahipnotyzowany w głąb Morza Śródziemnego… - i już z niego nie powraca – ani żywy, ani martwy.
 ...a potem odchodzące w kierunku otwartego morza
 Pozostawiły one ślady bosych ludzkich stóp
 Żołnierz zdjął bluzę i ustawił włączoną kamerę, po czym także ruszył w kierunku wody i... 
...po chwili także znikł w wodzie. Film trwa póki nie rozkręciła się sprężyna mechanizmu napędowego kamery. Żołnierza nigdy nie odnaleziono...

Cała ta sekwencja – co tu zaprzeczać – robi niezwykłe wrażenie. Chodzi zwłaszcza o nienormalność sytuacji; z jednej strony niesamowity spokój krajobrazu: rozsłoneczniona plaża, jasne morze, delikatne fale, a z drugiej ślady stóp na piasku powoli zmywane przez wodę. Normalne ślady normalnych ludzi…

Co więc zdarzyło się na sycylijskiej plaży w dniu 18 sierpnia 1943 roku? Kogo czy co zobaczył młody Amerykanin w wodzie nieopodal St. Antonio? Dlaczego zaprawiony w bojach żołnierz 7. Armii gen. Pattona nie sporządził żadnej notatki w swym notesie (zdając się tylko na kamerę filmową) – co powinien był zrobić, skoro cała sytuacja zainteresowała go do tego stopnia, że zdecydował się pójść z ślady Istot…? 

Odpowiedź na to pytanie dał swego czasu Clive Cussler, pisząc o sztucznie wyhodowanej rasie ludzkich istot przystosowanych do życia we Wszechoceanie. Podobnie Aleksandr Bielajew tworząc postać Ichtiandra wskazał na możliwość sztucznego zaadaptowania Homo sapiens sapiens do środowiska wodnego. Temat ten był ekspoatowany przez wielu autorów SF. Otwarte pozostaje jedynie pytanie, czy takie istoty występują tylko w powieściach SF?

Jeżeli tak, to za prekursora wszystkich tego rodzaju pisarzy-fantastów powinien zostać bez wątpienia Homer. To przecież on opisał w „Odysei” piękne Syreny, które wabiły śpiewem żeglarzy ku ich zgubie. Tylko przebiegły król Iraki – Ulisses zwany Odyseuszem zdołał je przechytrzyć stosunkowo prostym sposobem: zatkał swym towarzyszom uszy stoperami z wosku, a sam przywiązał się do grotmasztu… - i przeżył ten eksperyment. W świetle tego, co pisali później krytycy i badacze szlaków wędrówek Odyseusza, Syreny zamieszkiwały południowo-wschodnie wybrzeża Sycylii. Właśnie tam, gdzie latem 1943 roku operowała amerykańska 7. A i brytyjska 8. A, które wyparły stąd Niemców i Włochów od il Duce.

Ale i nie tylko, gdyż cała światowa mitologia zdaje się sugerować, że Wszechocean jest gęsto zaludniony różnymi morskimi boginkami, że wspomnę tutaj choćby córkę króla Bałtyku, którą zamordowano w Trzęsaczu i pochowano na przyfarnym cmentarzu. Bałtyk upomniał się o doczesne szczątki swej córki – Zielenicy – i rozmył klifowy brzeg z farą i cmentarzem tak, że została tam jedynie południowa ściana kościoła…

W Morzu Śródziemnym mieszkały Nereidy – córki Nereusa – starca mówiącego zawsze prawdę. Syreny miały także mieszkać w zimnych i niegościnnych morzach Północy, strasząc tamtejszych żeglarzy: Słowian, Normanów czy Wikingów.

A i współcześnie ludzie je widzą. I tak latem 1890 roku, pewien szkocki nauczyciel widział Syrenę w morzu przy Caithness. w 1403 roku w pobliżu Edam w Holandii, rybakom udało się pojmać Syrenę, która przeżyła potem 15 lat w Haarlem, a potem zmarła. Pogrzebano ja po chrześcijańsku, ale morze się o nią upomniało i zalało holenderskie niziny i depresje. Z kolei w dniu 15 czerwca 1625 roku, żeglarz Henry Hudson widział Syrenę gdzieś na Atlantyku. Jednym słowem, relacje o spotkaniach z dziwnymi istotami wodnymi odnotowuje się we wszystkich akwenach Wszechoceanu i na dobrą sprawę nie ma miejsca na Ziemi, gdzie by nie zaobserwowano ich pojawienia się… Bo są to stworzenia także słodkowodne!

A u nas? Oczywiście każdy zna legendę o warszawskiej Syrenie i córce króla Bałtyku i o Świetlanie z Zalewu Szczecińskiego. A przecież w wodach naszych rzek znajdują się także Utopce – które to, jak głoszą podania ludowe, wciągają ludzi w głębinę i topią…

Czyżby Utopce, Syreny, Nereidy oznaczały różne miana tego samego zjawiska? Cóż, głębiny wód, a szczególnie oceanów są w równym stopniu mało zbadane, mniej niż powierzchnia Księżyca! Nieprzypadkowo temat Wodnych Ludzi tak często powraca w rozmaitych kulturach i cywilizacjach. Co się za nimi kryje? Oto jest pytanie…

* * *
Te słowa napisałem w 2000 roku i ukazały się na łamach „Nieznanego Świata” nr 8/2000 ss. 16-17, kiedy to naiwnie wydawało mi się, że nauka pójdzie naprzód i ta zagadka zostanie rozwiązana w najbliższym czasie. Niestety, nic bardziej mylnego! Nauka obeszła problem bokiem, a znaki zapytania pozostały – ba! – jest ich jeszcze więcej!

Problem Wodnych Ludzi jest marginalizowany ale do czasu, bowiem w miarę coraz szerszej penetracji człowieka we Wszechoceanie czy prędzej czy później, ale nieuchronnie dojdzie do spotkania z tymi istotami i – czego obawiam się najbardziej – konfrontacji, której przedmiotem będą bogactwa dna Wszechoceanu: rudy metali, ropa naftowa i gaz ziemny, hydraty metanowe, zasoby biologiczne i inne. I nie chciałbym, by spełniło się ponure proroctwo i ostrzeżenie Franka Schätzinga, które zawarł on w swej kobylastej powieści „Odwet oceanu”, (Wrocław 2006), a którą polecam zainteresowanym tą problematyką. W każdym razie będąc w czasie wakacyjnych wędrówek nad morzem rozglądajmy się pilnie – a nuż może ujrzymy jakąś Pannę Wodną wygrzewającą się na słońcu? A nawet kiedy się nam to nie uda, to warto rozejrzeć się za bałtyckimi fokami i morświnami, których populacja jest odbudowywana z takim trudem!

Jordanów, 2012-03-07