sobota, 24 listopada 2012

Czy Hitler uciekał U-bootem?


Adolf Hitler z Ewą Braun (1943 r.)

Walentin Szimko

Hitler po raz pierwszy zobaczył swastykę jak miał sześć lat. Była ona wyrzeźbiona w kamieniu nad wejściem do jednej z bocznych galerii klasztoru w Lambach, Austria, w którym mały Adolf śpiewał w chórze chłopięcym.
Autor książki pt. „Ostatnia tajemnica Rzeszy” Leon Arbatskij nie zgadza się z tym, że w kwietniu 1945 roku Hitler popełnił samobójstwo. A oto wywiad przeprowadzony z nim niedawno dla „Tajny XX wieka”:

Pytanie: Leonie Abramowiczu, podtytuł pańskiej książki brzmi bardzo wieloznacznie – „Rzecz o zniknięciu Hitlera”, a zatem wygląda na to, że rzecz idzie nie o śmierci Führera… Czyż nie naprawdę trzeba o tym przekonywać?
Odpowiedź: nie twierdzę tego, ale udowadniam całą rzecz na podstawie faktów. A tych, które pozwalają wątpić w śmierć Hitlera jest niemało.
P.: Ale istnieje przecież wyrok Wydziału Spraw Cywilnych Sądu Administracyjnego, który w 1956 roku zebrał się w Berchtesgaden. Przesłuchano 48 świadków, a sędziowie orzekli na tej podstawie: Adolfa Hitlera nie ma już wśród żywych.
O.: Po pierwsze: to orzeczenie – jak pan zauważył – jest z 1956 roku. I ja go nie odrzucam: w tym czasie Hitlera pomiędzy żywymi już nie było. Po drugie: wielu głównych świadków nie stawiło się na tym procesie, co ważniejsze dokumenty nie zostały przedstawione, a dwoje kluczowych świadków odwołało swe wcześniejsze zeznania – technik dentystyczny, który przygotował protezy dla Hitlera i asystentka jego dentysty.
Przypominam, 4 maja 1945 roku nasi wywiadowcy znaleźli w berlińskim ogrodzie domniemane zwłoki Hitlera i Ewy Braun. To o tym znalezisku zameldowano Stalinowi. Ale on powiedział, że nie trzeba się spieszyć z końcowymi wnioskami. Ponadto wydał on cały szereg oświadczeń zaadresowanych do rządów USA i Wielkiej Brytanii o tym, że Hitler żyje i gdzieś się ukrywa.
Być może Stalin otrzymał jakąś wiarygodną informację z nieoficjalnych źródeł, których my nie znamy. To, że takie źródła on posiadał, nie wzbudza zdziwienia.
P.: Powróćmy do zeznań stomatologów.
O.: W 1945 roku radzieccy oficerowie pokazali dentyście Hitlera jego szczękę, a on rozpoznał swoją robotę. A w 1972 roku wraz z niemieckim pisarzem Wernerem Mazerem zmienił zeznanie: nie jest w stanie rozpoznać z całą pewnością mostka dentystycznego, którego wstawił Hitlerowi. To samo oświadczyła asystentka dentysty. A przecież na ich zeznaniach opierali swe wywody radzieccy śledczy i eksperci. A kiedy odwołali oni swe zeznania, to runęła cała konstrukcja dochodzenia.
A przecież były jeszcze inne ważne świadectwa: w moskiewskim laboratorium kryminalistycznym przebadano krople krwi na dywanie, na którym jakoby zastrzelił się Führer. Ekspertyza wykazała, że to nie była nawet krew, ale jej imitacja. Grupa krwi należącej do rzekomego trupa Hitlera leżącego w kraterze po pocisku też nie odpowiadał grupie krwi Adolfa. W mózgu znalezionego trupa nie znaleziono kanału po kuli. Ponadto istnieje wersja, że 30 kwietnia 1945 roku, Hitler zanim strzelił do siebie to zażył truciznę. Jednakże ekspertyza toksykologiczna przeprowadzona w parę miesięcy później nie wykazała śladów trucizny.
P.: Wygląda na to, że Stalin myślał prawidłowo – Hitler uciekał? Wygląda na to, że jakiś trup przykrył jego ucieczkę? Ale kiedy jego sobowtór mógł się pojawić w bunkrze?
O.: Najwcześniej w dniu 30 kwietnia. Właśnie tego dnia, przypuszczalnie około godziny 13:00, Hitler pożegnał się ze swymi współpracownikami i udał się wraz z Ewą Baun do swoich apartamentów. Ze świadków, którzy widzieli Hitlera martwego i przeżyli, pozostał tylko jeden – jego kamerdyner Linge. Wszyscy pozostali widzieli tylko wynoszenie ciała zawiniętego w koc. Ale kto znajdował się w kocu? – oto pytanie!

Zwłoki domniemanego sobowtóra Hitlera znalezione w ogrodzie Kancelarii Rzeszy

P.: I tak podły Hitler wszedł do bunkra, żeby odejść w niebyt…
O.: Jeden ze scenariuszy: on idzie do łazienki czy do sypialni Ewy Braun i tam się zamyka. W tym czasie z gabinetu wynoszą owinięte w koce trupy sobowtóra Hitlera, którego dostarczono tu wcześniej, i Ewy Braun – ofiary trucizny.
P.: Ale dlaczego Ewa się otruła, skoro jej mąż pozostał przy życiu? Czy ją do tego zmuszono?
O.: Być może jedno lub drugie. Dlaczego?... Po prostu dlatego, żeby cała inscenizacja wyglądała prawdopodobnie! Hitler przebiera się i zmienia swoja powierzchowność. Zgala swe znane c. k. wąsiki, nakłada makijaż i perukę. Wszyscy niewtajemniczeni wychodzą z bunkra. Adiutant Hitlera Otto Günsche w swych zeznaniach twierdził, że wydał on ochronie rozkaz opuszczenia pomieszczeń przylegających do apartamentu Führera. Wartowników zdjęto także i z zapasowego wyjścia. Po pewnym czasie właśnie tam wyniesiono trupa sobowtóra.
P.: A co z oryginałem?
O.: Wiadomo, że w nocy już 1 maja, z LSR (schron przeciwlotniczy – przyp. tłum.) w Kancelarii Rzeszy uciekło około 40 osób. Bunkier – jak wiadomo – miał podziemne wyjście, wiodące w kwartały miasta. Ten LSR służył ludności całego miasta i w czasie nalotów mieściło się tam tysiące ludzi.
P.: No ale jak Hitler mógł się uratować, skoro Berlin był okrążony przez nasze wojska?
O.: No Führer miał spore szanse. W czasie bałaganu i bezhołowia kilku powojennych tygodni, kiedy to Niemcy były przepełnione tysiącami nieszczęśliwych ludzi, zgubić się wśród nich można było bez specjalnego trudu. Ciekawym jest to, że żegnając się ze swym kamerdynerem, Hitler kazał mu przebijać się na Zachód.
- Dla kogo? – zapytał Linge.
- Dla Führera!
A w Niemczech był tylko jeden Führer. Tenże sam Linge już siedząc w więzieniu oświadczył, że zna tajemnicę śmierci swego pana, ale nie zdradzi jej.
P.: Czy wierzy pan, że Adolf walczył o swoje ocalenie?
O.: Ze swej natury był on niepoprawnym awanturnikiem. Cała jego kariera to łańcuch ciągłych ryzykanckich przygód zaczętych od tzw. „puczu piwnego” w 1923 roku. Dlaczegóż więc nie mógłby zaryzykować jeszcze raz, kiedy stawką było jego życie? Skończyć ze sobą, to on mógł zawsze rozgryzając ampułkę z cyjankiem. I dlatego na pewno miał on opracowane plany awaryjne na taki moment.
P.: Jakie?
O.: Po publicznym pokazaniu się Hitlera w fabryce w mieście Dessau, firma Junkers zbudowała dwa potężne, sześciosilnikowe samoloty, z których jeden dokonał próbnego lotu do Japonii. Zbiorniki paliwa były pełne i ponadto wieziono paliwo w kanistrach. Pozostały tylko miejsca dla kilku osób i załogi.
P.: Czy doszło do ewakuacji?
O.: Nie. Lotnisko było zbombardowane. Potem Niemcy zorganizowali prowizoryczne lotnisko przy Brandenburskiej Bramie, niedaleko od Kancelarii Rzeszy. Żeby poszerzyć pas startowy wyrąbali nawet wiekowe lipy na Unter den Linden. Były tam tylko ćwiczebne samoloty, które potrzebowały minimalny rozbieg. A przy Hitlerze znajdowali się jego dwaj lotnicy i dowodzący rządową eskadrą. Prawda, wzięty do niewoli komendant Berlina twierdził, że stąd Hitler nie mógł wystartować, bo zbombardowano i to lotnisko, ale mógł uciekać przez tunele metra. Pozostało morze. Wiadomo, że w Hamburgu przy pirsie stało w gotowości 10 oceanicznych U-bootów. Ich dowódcom było wiadomo, że będą oni ewakuować członków rządu niemieckiego.

Radzieccy korespondenci wojenni na miejscu znalezienia domniemanych zwłok Adolfa Hitlera i Ewy Braun


P.: Tym nie mniej nie ma ani jednego świadectwa o tym, że widziano Hitlera kiedyś i gdzieś po dniu 30 kwietnia 1945 roku.
O.: Ależ dlaczego? Pracownik ochrony Kernau twierdził, że widział Hitlera jeszcze 1 maja. Ponadto w zagranicznej prasie już po zakończeniu wojny pojawiły się publikacje o  tym, że Führer ewakuował się do Argentyny. I do Urugwaju, Hiszpanii, Irlandii… Razu pewnego na brzegu Morza Północnego w Danii znaleziono butelkę z listem od niemieckiego marynarza z zatopionego U-boota. W liście pisało, że U-boot zderzył się z jakimś wrakiem i jego poszycie puściło. Na pokładzie okrętu – jak twierdził marynarz – znajdował się Adolf Hitler, który się nie uratował, bowiem nie był w stanie wyjść ze swej specjalnej, opancerzonej kajuty.
P.: Wychodzi więc na to, że w ogrodzie Kancelarii Rzeszy znaleziono i potem badano ciało nie tego człowieka?...
O.: Istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że właśnie tak było. Niemiecki rząd też usiłował dojść do prawdy. Przy końcu lat 80. zwrócił się do kierownictwa ZSRR z prośbą o wskazanie miejsca pochówku Hitlera. Najwidoczniej Niemcy chcieli sprowadzenia tych szczątków w celu dokonania ekspertyzy, ale się spóźnili. Jeszcze w 1970 roku, przewodniczący KGB Andropow polecił wydobyć doczesne szczątki Führera i rodziny Goebbelsów pochowane w wojskowej części cmentarza w Magdeburgu i zniszczyć je.
P.: Czymże więc można objaśnić to, że fakt śmierci Hitlera wywołuje tyle emocji?
O.: Najwidoczniej istnieje jakaś psychologiczna bariera. Normalnemu człowiekowi trudno przyjąć, że przestępca, morderca, samo wcielenie zła umknął wymiarowi sprawiedliwości. Ja też nie zamierzam nikogo przekonywać, że jemu udało się uratować, ale chcę tylko zwrócić uwagę na fakt, że ta cała historia nie ma jeszcze zakończenia.
P.: Co do Hitlera, to historia i tak wymierzyła mu sprawiedliwość, bo nie ma on teraz nawet mogiły. Jego ciała nie oddano ziemi. Nie pokłonią się jego prochom jego stronnicy i potomkowie. To jest ponury koniec…     

A jednak…
            
…kiedy patrzę, jak idee tego potwora zaczynają się odradzać na świecie, kiedy widzę wzrost nietolerancji religijnej, obyczajowej, rasowej, politycznej, to ogarnia mnie wrażenie, ze historia zatacza koło i w wielu miejscach Europy odradzają się brunatne i czarne widma faszyzmu i nazizmu. Kiedy słyszę wypowiedzi niektórych polityków, którzy z pobłażaniem patrzą na to, jak prostytuuje się święto narodowe – nasz Dzień Niepodległości – zamieniony nie w dzień świętowania i radości, ale arenę burd i awantur ulicznych, to mam wrażenie, że Polska zamienia się w Republikę Weimarską i na arenę wkraczają polscy „firerzy” z bożej łaski i nadania. Ale nie ma dymu bez ognia – tamte wydarzenia spowodował Wielki Kryzys i związany z tym krach. Te wydarzenia też spowodował kryzys i krach – przede wszystkim brak stabilizacji, życie na kredyt i bezrobocie. Historia się powtarza, a nasi „decydenci” nie potrafią wyciągnąć z niej żadnych wniosków, co mnie akurat nie dziwi. Żłób i koryto mają zawsze większą moc niż Rozum i Rozsądek, a uczciwość jest czymś mocno przereklamowanym i w ogóle passé i demodé

Dobrze się stało, że Hitler i Goebbels nie mają swych grobów, bo teraz ściągałyby do nich tłumy rozmaitych popaprańców z całej Europy, tak jak nasi pożal się boże „parlamentarzyści” pojechali z hołdami i czołobitnościami do jakiegoś latynoamerykańskiego złodzieja i malwersanta, którego w jego własnej ojczyźnie przeklinają jego właśni rodacy. Tak jak niedługo przeklniemy naszych „wodzów”, kiedy Polska znów znajdzie się pod obcymi wpływami, które stłumią to „ognisko niepokojów” na kontynencie. Obym był w błędzie.

Hitler mógł uciec z płonącego Berlina trasą, jaką zasugerowaliśmy wraz z dr Milošem Jesenským w naszej książce „Wunderland – Pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy”, więc ta sprawa nie jest akurat przesądzona. Rosjanie tez nie byli pewni, czy Hitler żyje – w przeciwnym wypadku KGB i GRU nie prowadziłyby tak intensywnych poszukiwań. Mam nadzieję, że się mylimy, ale wiele wskazuje na to, że mamy rację…   

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 31/2012, ss. 24 – 25
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©