niedziela, 13 stycznia 2013

Trójgłos o rozumnych gadach (1)


Dolina Dinozaurów w Chorzowie


DINOZAUROIDZI KONTRA LUDZIE

Alexander Vickers

Dinozaury panowały na Ziemi w ciągu 140-150 milionów lat, i gdyby nie zginęły wskutek zrządzenia losu, historia ewolucji wyglądałaby zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Wydarzeniem tym był impakt w Ziemię ogromnego asteroidu, który zmiótł z jej powierzchni zwierzęta kredowe. Narodził się pomysł, że gdyby nie to, to dinozaury mogłyby wyewoluować w kierunku istot rozumnych i swej własnej cywilizacji znacznie wcześniej, bowiem miały za sobą miliony lat rozwoju, który zaczął się znacznie wcześniej.[1] I tak w rzeczy samej, wiele dinozaurów miały pokrój podobny do ludzkiego – w pozycji stojącej, wyprostowanej miały dwa metry wysokości; były dwunożne; miały stosunkowo dużą puszkę mózgową, ich przednie łapy mogły z powodzeniem rozwinąć się w czteropalczaste ręce[2] i były one doskonale zorganizowane w stadne społeczności – polowały grupowo i koordynowały swój atak na zdobycz. W ostatnich latach uwierzono w to, że gdyby nie owo tajemnicze wygaśnięcie dinozaurów, to historia życia na Ziemi byłaby całkowicie różna od znanej nam ze szkół.

Ale czy dinozaury posiadały wszystkie atrybuty uważane za potrzebne do rozwoju inteligencji, jakie posiadają ssaki? Czy było to realnie możliwe, by dinozaury przechytrzyły ludzi i opanowały, zdominowały naszą planetę? Zgodnie z tym, co pisze się w wielu książkach i zapisach, to tak...


Reprodukcja


Gady – a dinozaury były gadami – i ssaki mają dwa różne sposoby reprodukcji. Z licznych wykopalisk, zapisu kopalnego jaj dinozaurów, skorup jaj i embrionów ustalono ponad wszelką wątpliwość, że dinozaury składały jaja, i jak większość żyjących dziś gadów i ptaków – budowały swe gniazda. Gniazda te były budowane z ziemi i mokrego piachu; przykrywały je piaskiem, ziemią i gnijącymi roślinami (ciepło z fermentacji)[3] – w celu utrzymania stałej temperatury i wilgotności. Wygląda na to, że wszystkie jaja dinozaurów były chociaż częściowo zagrzebane.

Typowy obraz rozmnażania gadów jest jajorodny – jaja są wyrzucane poza organizm macierzysty.

Zapas materiałów budulcowych i energetycznych w jajku jest ograniczony, w przeciwieństwie do stałej ich dostawy do organizmu potomnego u ssaków. Podobnie jest z dostawą tlenu, która u gadów jest znacznie niższa. Temperatura ciała gadziego embrionu jest wartością zmienną, zaś u ssaków – stałą. Noworodki gadzie nie mają do dyspozycji ssaczego wysokokalorycznego pożywienia, jakim jest mleko.

Istnieje mała grupa współczesnych i ginących żyworodnych gadów, ale ich embriony rozwijają się w skorupkach jaj. Są one zaopatrzone jedynie w pożywienie z żółtka jaja. Młode są przechowywane w ciele matki tylko do czasu wyklucia się z jaj. Poród odbywa się w chwilę po wylęgu z jaja.

Kilka współczesnych gatunków gadów rozwinęły proste łożysko podobne do łożyska ssaków – kilka gatunków australijskich węży i jaszczurek, a także europejskie żmije i jaszczurki.[4]

Rozwinięty i wyspecjalizowany mózg wymaga więcej tlenu, więcej środków odżywczych, stałej temperatury i więcej czasu do rozwoju. Płód ssaka rozwija się wewnątrz ciała matki i dzięki temu ma cały czas dostarczany tlen, środki odżywcze i budulcowe oraz stałą temperaturę optymalną do rozwoju mózgu. Mleko ssaków zawiera wszystkie składniki niezbędne do tego procesu, potrzebne antyciała i leukocyty. Jest ono doskonałym pożywieniem dla dzieci, które zapewnia im dopływ energii dla ich rozwijających się mózgów. Ssaki rodzą się bardziej zaawansowane życiowo, niż ich gadzi rówieśnicy. Jest to rezultat dłuższej ciąży.

Pisklęta gadów wykluwają się z jaj po upływie 60-105 dni od chwili zniesienia. Ludzkie dzieci rodzą się po upływie 266-270 dni od chwili poczęcia. Mózg ssaka rozwija się czterokrotnie dłużej i w przyjaznym środowisku, niż mózg dinozaura. Dzieci ssaków dostają wysokoenergetyczne i bogate w białko mleko potrzebne do ich wzrostu i rozwoju mózgu.

Mówiąc krótko, mózg żyworodnych zwierząt ssących stoi ewolucyjnie wyżej od mózgów zwierząt, które wykluwają się z jaj wyrzucanych poza macierzysty organizm, i jest o wiele bardziej złożony. Dinozaury znosiły jaja i ich mózgi nie mogły rozwinąć się tak, by przechytrzyć ludzi. Tak zatem dinozaury   n i e   m o g ł y   wylądować na Księżycu w Kredzie, ale jednak mogły one wyewoluować do tego stopnia, by rozwinąć inteligencję i stworzyć cywilizację...

Terapsidy[5] są gadami z okresów Permu i Triasu – 286-208 mln lat temu – uznaje się je za przodków ssaków, także ludzi. Tak więc jesteśmy uratowanymi „dinozauro-ludźmi”. Grzyzoniokształtne ssaki kredowe były ewolucyjnie wyższymi gatunkami niż dinozaury. Miały one większy potencjał i lepsze przystosowanie do życia, co życie zresztą udowodniło. Nawet gdyby dinozaury przeżyły Epizod Wymierania Kreda/Trzeciorzęd (dalej K/Tr)[6] 65 mln lat temu i pozostały przy życiu do dnia dzisiejszego, nie miałoby to żadnego znaczenia dla ludzi. Dinozaury były już wtedy formacją schyłkową i przez granicę K/Tr przeszła ograniczona ilość gatunków Archozaurów.[7] Te dinozaury, które przeżyły stały się dzisiejszymi ptakami.[8] Uczeni twierdzą, że współczesne ptaki są bardziej inteligentne, niż kredowe dinozaury.

Najinteligentniejsze z nich były tak inteligentne jak współczesne świnie, które są uważane za stosunkowo inteligentne zwierzęta.


Paradoks Fermiego.


Zastanawiając się nad Paradoksem Fermiego: Jeżeli w Kosmosie jest inteligentne życie, to dlaczego nie ma Ich tutaj? Dlaczego nie możemy odebrać Ich transmisji radiowych czy chociażby sygnałów? Dlaczego nie obserwujemy Ich aktywności w Kosmosie: sond kosmicznych, katastrof, przedsięwzięć astro-inżynieryjnych, wojen, podróży kosmicznych? - często spekulujemy, że wiele dwunożnych dinozaurów było w doskonałej pozycji do rozwinięcia inteligencji, cywilizacji i wyspecjalizowanych technologii, które umożliwiłyby im opanowanie i skolonizowanie Galaktyki na miliony lat przed nami, gdyby nie zostały wymazane z ziemskiego globu przez asteroidę.[9] Przypuszcza się także, że dinozaurokształtne istoty z innych planet, które nie zostały wymordowane przez impakty asteroidów, także podróżują w Kosmosie i być może kolonizują inne planety. Takie spekulacje zakładają ogromne różnice pomiędzy Nimi a nami – tu zaledwie 5.000 lat naszej cywilizacji, a tam   c o   n a j m n i e j 65.000.000 lat!...

Komentarz tłumacza

W dalszym ciągu swego zawiłego wywodu Alexander Vickers zagłębia się w teorie ewolucyjne i konsekwencje z nich wynikające, z których wnioskuje, że całością ewolucji kieruje tajemniczy „wektor” – siła sprawcza zmian ewolucyjnych, decydująca o powstaniu, istnieniu i wyginięciu gatunków roślin i zwierząt. Przypomina to trochę Teorię Homeostatycznego Wszechświata opisaną przez Arkadego i Borysa Strugackich w powieści „Miliard lat przed końcem świata”, albo wszech-galaktyczną istotę Anabis z powieści A. E. Van Vogta pt. „Misja międzyplanetarna”, której działanie sprowadza się do utrzymania równowagi biologicznej na poziomie Mezozoiku na wszystkich planetach galaktyki M-31... Pozostawmy ten problem filozofom i biochemikom. W tekście Sandy’ego Vickersa zainteresowało mnie coś innego, a mianowicie los terapsydów, które mogłyby spowodować rewolucję w świecie zwierzęcym, gdyby nie zostały zepchnięte do podziemi ewolucyjnych w sensie dosłownym i przenośnym przez archozaury. Jak do tego doszło, że gromada będąca lepiej przystosowana i stojąca ewolucyjnie   w y ż e j   została zdominowana przez gromadę stojącą ewolucyjnie   n i ż e j ???  Oto jest pytanie!


Trzy Epizody w historii życia na Ziemi.


Odpowiedź na to pytanie będzie zarazem rozwiązaniem tajemnicy Drugiego Epizodu Wielkiego Wymierania na granicy okresów Permu i Triasu – P/T. Granica P/T znajduje się w odległości 251 mln lat od chwili obecnej.

Drugi Epizod składa się – według najnowszych badań – z dwóch faz. Pierwsza z nich rozegrała się pod koniec Ufy-Kazania/Gwadelupu[10] (przedostatniego piętra Permu), kiedy to wymierają w większości organizmy rafotwórcze i ¾ wszelkich otwornic o długości powyżej 6 mm, które żyły w symbiozie z glonami. To całkowita zagłada tych ostatnich spowodowała ich wymarcie... Uczeni szacują, że w pierwszej fazie wymarło 70% wszystkich gatunków morskich zamieszkujących planetę! W zapisie kopalnym znaleziono dowody na to, że w tym czasie nastąpiło także silne zlodowacenie obszarów przybiegunowych.

Faza druga, która rozegrała się w końcu Tataru/Ochoa (ostatnie piętro Permu), po upływie około 1 mln lat od fazy pierwszej, spowodowała finalnie wymarcie 80-95% gatunków organizmów morskich. Uczeni różnią się tu w szacunkach, ale tak czy owak, jest to największy Epizod Wielkiego Wymierania, jaki jest znany uczonym paleontologom. W fazie drugiej większość form wymarła bardzo szybko - w czasie >1 mln lat. Wymarły zespoły koralowe, które odrodziły się po kryzysie gwadelupskim. Zmiana ilości radionuklidu 12C do 13C na korzyść tego pierwszego oraz fakt zmiany linii brzegowych, a także migracje roślin ciepłolubnych i znoszących suszę ku równikowi wskazuje na zasadnicze zmiany klimatyczne pod koniec Permu. W permskich osadach z piętra Tatar/Ochoa występuje ogromna liczba szczątków grzybów i ich zarodników, co wskazuje na ich wybuchowy rozwój na obumarłych szczątkach roślinności, i na koniec – pod koniec Permu nastąpił bardzo krótki epizod anoksyczny we Wszechoceanie.


Co się stało 252 mln lat temu na Ziemi?


Przede wszystkim powyższe wskazuje na to, że uruchomiony został silny efekt cieplarniany. Uczeni nie wiedzą jednak, co go uruchomiło? Powstanie trapów bazaltowych na Syberii może wytłumaczyć tylko część z obserwowanych zjawisk. Nie wiemy, co spowodowało powstanie tych potężnych erupcji wulkanicznych, chyba że...

Chyba, że założymy, iż w tym okresie Ziemia przeszła straszliwe bombardowanie asteroidami, które uderzyły we Wszechocean powodując pierwszy efekt szklarniowy, który wykończył większość gatunków pod koniec piętra Kazań-Ufa/Gwadelupa. Asteroidy były stosunkowo niewielkie ale było ich kilka. Ich impakty spowodowały odparowanie milionów kilometrów sześciennych wody oceanicznej do atmosfery i upodobnienie Ziemi do Wenus. Dlatego też szkody przez nie poczynione dosięgły wszystkie istoty żywe na naszej planecie. Mogły żyć tylko organizmy saprofityczne, które żywiły się szczątkami materii organicznej – grzyby! Miały one warunki optymalne: obfitość pożywienia, dużo wilgoci i ciepło. Po upływie miliona lat życie na Ziemi powróciło do jakiej-takiej normy. I wtedy po raz wtóry nadeszła zagłada z Kosmosu – pod koniec Tataru/Ochoa i zarazem całego Permu, 251 mln lat temu, w Ziemię uderzyła jedna, ale za to masywna bryła materii kosmicznej. Impakt spowodował powstanie dwóch straszliwych, otwartych ran w skorupie ziemskiej – jedna na Tunguskim Plateau, gdzie otworzyły się potężne wulkany ziejące trującymi gazami, parą wodną i lawą, zaś druga w miejscu impaktu – na antypodach Tunguski – czyli w dzisiejszym Basenie Bellinghausena koło Antarktydy Zachodniej. Skorupa płyt oceanicznych jest cienka i asteroida mogła przebić ją na wylot. Tak też się stało. Jeżeli założyć, że centrum trapów wulkanicznych Tunguskiego Plateau znajduje się na przecięciu współrzędnych geograficznych: 60oN-100oE, to antypody tego punktu leżą na przecięciu się współrzędnych 60oS-80oW – patrz mapka 1. Czy jest to przypadek, że właśnie tam znajduje się największa głębia Basenu Bellinghausena mierząca 5.290 m głębokości? Głębszym od niego jest tylko Basen Australijsko-Antarktyczny, który mierzy 6.089 m w najgłębszym miejscu. Z drugiej jednak strony, głębia w Basenie Bellinhausena raczej nie mogłaby być blizną po tym impakcie, bowiem dno w tamtym rejonie liczy sobie tylko 150 mln lat, a zatem astroblem sprzed 251 mln lat już dawno subdukował pod Płytę Antarktyczną. Badanie Antarktydy Zachodniej niewiele da, bowiem ta ostatnia jest produktem Alpejskiej Fazy Górotwórczej i liczy sobie tylko 65 mln lat.



NB, powyższe sprawdza się także w przypadku Trzeciego Epizodu na granicy K/Tr. W tym przypadku także asteroida uderzyła w Ziemię w pobliżu Jukatanu, zaś na antypodach tego impaktu pojawiły się trapy wulkaniczne. Antypodami dla krateru Chicxulub jest wyżyna Dekanu w Indiach... a raczej były – 65 mln lat temu, kiedy Dekan był jeszcze po południowej stronie równika – vide mapka 2.



Zwierzęta i rośliny z granicy P/T miały po prostu fenomenalnego pecha, bowiem zostały wzięte w dwa ognie z obszarów podbiegunowych, na jednym ogromnym super-kontynencie Pangei. Dlatego wyginęło ich tak dużo. Gady mezozoiczne miały więcej szczęścia i ich niedobitki mogły pozostać w oazach życia przy obu Biegunach naszej planety, szczególnie przy Biegunie Południowym – w południowej Australii i na Antarktydzie, które zamieszkiwały Dryosaury i Laellynasaury odporne na niskie temperatury i mogące przeżyć zimę poimpaktową w stanie odwracalnej śmierci, czy jak kto woli – hibernacji...

Dlaczego jednak wyginęły gady ssakokształtne? Teoretycznie rzecz biorąc, to one powinny przeżyć zimę poimpaktową i efekt cieplarniany a potem okres zlodowaceń spowodowany dwoma impaktami. Odpowiedź jest prosta – duże gady ssakokształtne nie potrafiły wchodzić w stan hibernacji i musiały zginąć, bo nie miały co jeść. Małe gady ssakokształtne wprawdzie przeżyły, ale nie były w stanie konkurować z Archozaurami. Gady i płazy były zmiennocieplne i co za tym idzie, mogły spokojnie przeżyć katakliktyczne zmiany temperatury planety.

W Epizodzie K/Tr było dokładnie tak samo - wielkie stałocieplne gady straciły – dzięki swej stałocieplności – możliwość przeżycia w zmienionym środowisku zimy poimpaktowej i wyginęły co do jednego. Pozostały tylko te, które były w stanie hibernować, gdy temperatury powietrza spadły poniżej zera... Myślę, że stałocieplność jest kluczem do zrozumienia wszystkich paradoksów obu Epizodów Wielkich Wymierań sprzed 251 i 65 mln lat.

Innym był Epizod Pierwszy, który rozegrał się na Ziemi w późnym Ordowiku. Położył on kres życiu wielu gatunków zwierząt – w tym wielu gatunków trylobitów 443 mln lat temu. Trylobity wygasły ostatecznie w Sylurze. Można przypuszczać, że wielkie wymierania w zamierzchłej historii Ziemi były znacznie częstsze, a to z powodu większej ilości asteroid i meteorytów, które bombardowały naszą planetę. Epizod Pierwszy był rozciągnięty w czasie na kilkanaście milionów lat, i trwał póki Ziemia nie wychwyciła wszystkich „śmieci” pozostałych po planetogenezie na i w pobliżu swej okołosłonecznej orbity.[11] Podejrzewam, że seria impaktów ogromnych asteroidów omal nie wykończyła pierwocin życia na Ziemi, a przynajmniej zahamowała jego ewolucję na co najmniej kilkadziesiąt milionów lat. Śladem tego kataklizmu jest fauna Ediacara. Gdyby nie to Wielkie Wymieranie, to ewolucja życia na Ziemi zostałaby znacznie skrócona i człowiek pojawiłby się na Ziemi już na początku Mezozoiku...  

A zatem nie ma żadnego „wektora”, który kierowałby wydarzeniami ewolucji na naszej planecie? Ależ jest! Takim „wektorem” są kolidujące z naszą planetą większe czy mniejsze „okruchy” materii kosmicznej, których impakty uśmiercając jedne gromady i grupy zwierząt i roślin, jednocześnie uruchamiają ewolucję innych gromad i grup, które przejmują schedę po poprzednikach z odwagą pirata i przedsiębiorczością pioniera. Dzięki temu istniejemy i my sami...

Czy grozi nam wymazanie z kart dziejów Ziemi? Oczywiście! Obliczono, że kilkaset asteroidów i komet grozi kolizją z naszą planetą, co może spowodować skutki porównywalne z impaktem na granicy K/Tr. Jesteśmy istotami rozumnymi i w pojedynku z siłami Wszechświata, rozum daje nam możliwość wyrównania szans, jednakże pod warunkiem, że najpierw damy szansę przeżycia samym sobie... 

 


[1] Pogląd ten jest słuszny, jeżeli nie weźmiemy pod uwagę pierwszych gadów ssakokształtnych z Górnego Permu, które zostały wyparte przez gady naczelne, czyli dinozaury, w Triasie. 
[2] Charakterystyczną cechą gadów jest czteropalczastość kończyn przednich i trójpalczastość kończyn tylnych.
[3] Używane było także łajno dinozaurów roślinożernych, w którym przebiegały bardzo wydajne termicznie procesy fermentacyjne.
[4] W Polsce gadami jajożyworodnymi są: żmija zygzakowata – Vipera berus i jaszczurka żyworódka – Lacerta vivipara.
[5] Grupa gadów ssakokształtnych - synapsyd.
[6] Aktualnie używa się pojęcia granicy Kreda/Paleogen – K/Pg.
[7] Gadów naczelnych, do których zaliczały się także dinozaury.
[8] Teoria ta pokazana została na filmie „Park Jurajski” Stevena Spielberga.
[9] Wyjaśnienie tej sprzeczności podał polski pisarz Zenon Gierała w swej książce „Tropiciele dinozaurów”, Warszawa 1991.
[10] Podwójne nazewnictwo pięter bierze się z tego, że pierwszy człon odnosi się do formacji geologicznych Eurazji, zaś drugi – Ameryki.
[11] W jednym ze swych artykułów w „Meteorycie” nr 1/2003 zaproponowałem przeszukanie hałd kopalnianych w celu znalezienia kopalnych meteorytów z Ery Paleozoicznej, których wtedy powinno spadać znacznie więcej, niż obecnie, co miało związek z „wymiataniem” przez Ziemię „śmieci” po planetogenezie.