niedziela, 21 lipca 2013

Wyścigi w Morzu Śródziemnym

Okręt podwodny typu 675


Kmdr Wadim Kuliczenko


Albertowi Einsteinowi zaproponowano w 1952 roku zajęcie stanowiska prezydenta Izraela, ale uczony odmówił. Natomiast przekazał wszystkie prawa do swych prac i wykorzystywanie swego image Uniwersytetowi Jerozolimskiemu.

W 1967 roku przyszło mi być uczestnikiem rejsu bojowego na Morzu Śródziemnym, na pokładzie SSGN[1]K-131[2]. Amerykanie nazywali te okręty ze względu na ich hałaśliwość „ryczącymi krowami”. Ale w tym rejsie, kiedy naszemu OP przyszło wypełnić bojowe zadanie w Wojnie Sześciodniowej Izraela z krajami arabskimi, nie był on wykryty przez silne zgrupowanie okrętów VI Floty US Navy i amerykańskich sojuszników w basenie Morza Śródziemnego. A rząd ZSRR w pełni odpowiedzialnie oświadczył, że w przypadku kontynuowania przez Izrael działań wojennych, zostaną przezeń podjęte radykalne środki.


Wojna Sześciodniowa i Rada Bezpieczeństwa


My, szeregowi żołnierze, oczywiście niczego nie wiedzieliśmy w tych czasach, ale z honorem wypełnialiśmy nasz obowiązek. Potem, wgłębiając się w historię Wojny Sześciodniowej, znalazłem zapiski Leonida Nikołajewicza Kutakowa, naszego przedstawiciela w ONZ w latach 1968-1973, który był zastępcą Sekretarza Generalnego ONZ[3] do spraw kwestii politycznych i prac Rady Bezpieczeństwa.

Dnia 27.V.1967 roku, delegacja Zjednoczonej Republiki Arabskiej - ZRA[4] zażądała rozpatrzenia przez RB ONZ kwestii agresywnej polityki Izraela, zagrażającej pokojowi i bezpieczeństwu na Bliskim Wschodzie. Seria posiedzeń nie przyniosła żadnych rezultatów – obstrukcyjna taktyka USA i Zjednoczonego Królestwa, wspierana przez ich sojuszników z NATO, przeszkadzała w podjęciu pozytywnych decyzji. Izrael wiarołomnie zaatakował nie tylko Egipt, ale także Syrię i Jordanię.[5]

Kiedy zaczęło się 1347. Posiedzenie RB ONZ, funkcjonariusze ochrony bacznie śledzili publiczność. Wszak było wiele prób prowokacji. Niejednokrotnie ochrona odbierała broń przedstawicielom ekstremistycznej organizacji Liga Obrony Żydów[6].

Na porządku dnia stanęły: skarga rządu ZRA na bezprawny, niesprowokowany atak sił izraelskich. Wysłuchano wystąpień przedstawicieli ZRA i Izraela, a potem zaczęła się słowna ekwilibrystyka. I tylko ZSRR wystąpił w obronie krajów arabskich. Delegacja radziecka przez cały czas dobijała się o zawieszenie broni. W rezultacie intensywnych konsultacji naszych dyplomatów udało się przeciągnąć na naszą stronę sojuszników USA: Anglię, Kanadę i Danię w sprawie przjęcia rezolucji o przerwaniu ognia.

6 czerwca RB ONZ przyjęła taka rezolucję, ale Izrael zignorował ją i kontynuował działania wojskowe. Jednostki pancerne doszły do brzegów Jordanu i powstało realne zagrożenie wejściem wojsk izraelskich na zachodni brzeg Kanału Sueskiego.

Późnym wieczorem 7 czerwca, RB przyjęła Rezolucję nr 234, która kategorycznie żądała zaprzestania ognia w czasie kilku najbliższych godzin. Ale Izrael znowu zignorował ją. Armie izraelskie osiągnąwszy powodzenie na Półwyspie Synajskim, rozpoczęły atak wzdłuż całej izraelsko-syryjskiej linii demarkacyjnej. Żydzi zamierzali zająć Damaszek i obalić postępowy rząd Syrii.

Rankiem 9 czerwca, RB zażądała przerwania wszelkich operacji wojskowych na froncie izraelsko-syryjskim. Ale USA i Izrael zaczęły grę dyplomatyczna twierdząc, że nie wiadomo dokładnie, kto narusza Rezolucję RB. Amerykanie chcieli zyskać na czasie. Izraelowi zależało na zajęciu nowych terenów i obaleniu postępowych rządów w krajach arabskich. 9 czerwca posiedzenie zakończyło się późno, a wczesnym rankiem 10 czerwca z Damaszku napłynęła informacja, że na miasto maszeruje izraelska armia. Jej czołgi znajdowały się tylko 60 km od stolicy Syrii. Szef sztabu obserwatorów ONZ potwierdził fakt ataków powietrznych na przedmieścia Damaszku.

Rezolucje ONZ były nieskuteczne. Nieskuteczna była także pomoc ONZ ofiarom izraelskiej agresji. I tutaj właśnie swoje ważne słowa wypowiedziały rządy krajów socjalistycznych z ZSRR na czele. W dniu 9 czerwca wydały one wspólne oświadczenie, w którym ukazano, ze kraje socjalistyczne uważają za niezbędne wyciagnięcie wniosków z tego faktu, że Izrael nie wypełnił decyzji RB ONZ i nie zaprzestał działań wojennych. Jednocześnie wszyscy sygnatariusze zerwali wszelkie stosunki dyplomatyczne z Izraelem.[7] Jeżeli Izrael nie przerwie działań wojskowych – oświadczył przedstawiciel Związku Radzieckiego w ONZ N. T. Fiedorenko – ZSRR wraz z innymi pokojowo nastawionymi krajami podejmie sankcje przeciwko państwu Izrael. Rzecz jasna dotyczyło to także obecności naszego okrętu podwodnego u brzegów tego wojowniczego państwa.


Dziwny radiogram


Początek Wojny Sześciodniowej zastał nas na Morzu Adriatyckim. Nasz rejs trwał już 45 dób. Patrolowanie po wyznaczonej trasie było zajęciem nużącym. Dowodzenie naszym atomowcem przekazano Flocie Czarnomorskiej. Jej sztab nie znał możliwości atomowych okrętów podwodnych i – przyjmując takie kalkulacje jak dla okrętów z napędem dieslowskim – rozkazano nam utrzymywać prędkość 2,5 kts. Przy takiej prędkości, nasz okręt o wyporności 6000 ton nie mógł utrzymać głębokości zanurzenia. Musieliśmy płynąć z minimalną prędkością 4 kts, i do tego musieliśmy od czasu do czasu płynąć z powrotem, by utrzymać swoją zadaną odgórnie pozycję.[8]

W dniu 7.VI.1967 roku, o godzinie 01:00 otrzymaliśmy radiogram, który wprawił nas w zdumienie. Kazano nam do końca aktualnej doby dopłynąć do wybrzeży Izraela i być gotowym do przeprowadzenia ataku rakietowego na Tel Awiw. Obliczenia wykazały, że żeby wykonać ten rozkaz musielibyśmy płynąć z prędkością 50 kts, fantastyczną nawet dzisiaj dla atomowych okrętów podwodnych i nawodnych także. Poza tym mieliśmy na pokładzie rakiety klasy głębina wodna – woda – odpalanych przeciwko celom nawodnym.[9] Aby używać takich pocisków przeciwko celom na lądzie, trzeba by było zmieniać w nich systemy samonaprowadzania, a tego można było dokonać tylko na wynurzeniu. A to znaczyło, że ryzykowalibyśmy wykryciem naszego okrętu. Ale rozkaz nie gazeta i przystąpiliśmy do jego wykonania wszelkimi dostępnymi siłami i środkami. Zmieniliśmy kurs i zwiększyliśmy prędkość…

Po wykonaniu tego wszystkiego, najstarszy stopniem oficer na pokładzie, kmdr Walentin Nikołajewicz Ponikarowskij (późniejszy admirał, dzisiaj w stanie spoczynku) postanowił czekać na kolejny seans łączności z Moskwą. Na szczęście na górze zorientowali się i po ośmiu godzinach na kolejnym seansie łączności otrzymaliśmy nowe rozkazy, już możliwe do wykonania.


Uzupełnienie zapasów


Rozkazano nam udać się we wschodnie sektory Morza Śródziemnego z zadaniem śledzenia grup uderzeniowych lotniskowców USA i NATO, które zmierzały w stronę brzegów Izraela w celu ewentualnego wsparcia jego sił lądowych. Do dziś dnia dziwi mnie to, że tak wiele się mówi o Kryzysie Karaibskim z 1962 roku, kiedy to świat znajdował się na krawędzi nowej wojny, a historycy „zapominają”, że podobna sytuacja miała miejsce w czerwcu 1967 roku, a której przyczyną był Izrael.[10] Dozór we wschodniej części Morza Śródziemnego był zatem poważniejszy niż w późniejszych konfliktach w Zatoce Perskiej.

No i przed nami cała w światłach – świeciły się nawet burtowe iluminatory – okręt pomocniczy - baza dla okrętów podwodnych, która miała uzupełnić nasze zapasy żywności i paliwa, byśmy mogli kontynuować nasze zadanie. Powstało pytanie, ile nam potrzeba pitnej wody. Na bazie było jej dużo, a rozkaz brzmiał: wszystko oddać nam! Ale uspokoiliśmy dowódcę zaopatrzeniowca, że możemy im oddać naszą słodką wodę – jedną-dwie tony.

Cały załadunek mieliśmy przeprowadzić w 4 godziny. Nie trzeba było szukać ochotników – cała załoga i oficerowie wzięła w tym udział. Komu nie chciałoby się przebywać na świeżym powietrzu po 45-dniowym zanurzeniu w stalowym kadłubie? A komu nie chciało się zobaczyć Morze Śródziemne choćby i w nocy? Zaczął się załadunek przez dziobowe i rufowe luki. 17 ton ładunku przenoszone przez dwa wąskie włazy znikło we wnętrzu okrętu w czasie 3,5 godziny. Wprost z pokładu zaopatrzeniowca przeskoczyłem na pokład okrętu z ładunkiem w rękach i zanurkowałem do luku, który zamknął za mną kmdr Władimir Pawłowicz Szechawcow. Oddano cumy i wprost spod burty poszliśmy w głębinę. Dostaliśmy sygnał, że w powietrzu pojawiły się amerykańskie samoloty ZOP typu Orion, a nam nie wolno się było ujawnić i dalej kontynuować nasze zadanie bojowe… Po upływie dalszych 47 dób otworzyliśmy główny właz u rodzimych brzegów. Cały rejs trwał 92 dni.

To zdarzenie zostało opisane w książce amerykańskich autorów Cherry Sontag i Christophera Drewa – „Historia podwodnego szpiegostwa przeciwko ZSRR”[11] w rozdziale „Wyścigi w Morzu Śródziemnym”.



Dyplomatom nie na rękę


Nie bacząc na wszelkie niedoróbki organizacyjne w tym rejsie, tak nikt nie był w stanie wykryć uczestnictwa radzieckich atomowych okrętów podwodnych w Wojnie Sześciodniowej na Morzu Śródziemnym. Radzieckie oświadczenie na ten temat nazwano blefem. Ale ono było oparte o fakty, a ten rejs był zasługą floty.

Tylko zdecydowane działania ZSRR nie dopuściły do dalszej okupacji ziem arabskich przez Izrael. A te tereny, które z poduszczenia USA i Zjednoczonego Królestwa były zajęte przez Izrael w Czasie Wojny Sześciodniowej dzisiaj są kamieniem niezgody na Bliskim Wschodzie.

Rozpatrując całość działań poprzez pryzmat tego pojedynczego zadania można powiedzieć tak: Flota nie jadła swojego chleba za darmo. To powinno zrozumieć kierownictwo naszego państwa. To właśnie Flota swoimi działaniami załatwia sprawy, które dyplomatom są bardzo nie na rękę…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 17/2013, ss. 4-5
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©
Ilustracje - Wikipedia




[1] Atomowy okręt podwodny z rakietami manewrującymi.
[2] Był to okręt klasy Projekt 675/Echo II. Okręt ten wsławił się pożarem, który wybuchł na jego pokładzie w dniu 25.VI.1989 roku w czasie bojowego patrolu na Morzu Norweskim n niedaleko Półwyspu Kola. Zginęło wtedy 13 marynarzy. (Wikipedia)
[3] W tym czasie byli nim U Thant (do 1971) i Kurt Waldheim.
[4] Egiptu.
[5] Dzisiaj przedstawia się to na odwrót, jakoby to Egipt, Syria i Jordania zaatakowała Izrael.
[6] Nawiasem mówiąc jedna z jej odnóg planowała zamach na Jana Pawła II, który został udaremniony przez służby Izraela.
[7] Od tego czasu w Polsce istniała jedynie Sekcja Interesów Izraela przy Ambasadzie Holandii.
[8] Stąd te wszystkie „zwariowane Iwany”, które obserwowali podwodniacy amerykańscy śledzący ruchy floty radzieckiej…
[9] 8 pocisków rakietowych typu P-6/SS-N-3a Shaddock o zasięgu 550 km.
[10] To jest oczywiste. Propaganda USA w 1962 roku wskazywała ZSRR jako przyczyną Kryzysu Kubańskiego, natomiast w 1967 to Izrael przy wsparciu USA wywołał Wojną Sześciodniową i był głównym agresorem. Dlatego właśnie tak mało się mówi o Wojnie Sześciodniowej, bowiem to Żydzi dotąd uchodzili za niewinne ofiary Holokaustu, a nie napastników – co zmieniłoby lansowany przez nich obraz wiecznie prześladowanych ofiar.    
[11] „Blind Man’s Bluff – The Untold Story of American Submarine Espionage”, HarperCollins Publishers, 2000.