poniedziałek, 28 października 2013

HAARP: uderzenie w jonosferę



Oleg Arsienow


Do Ludwika XIV zwrócił się pewien chemik i zaproponował przyjąć na uzbrojenie wymyśloną przez niego broń biologiczną. Król odżegnał się od tego pomysłu i wyznaczył chemikowi dożywotnią rentę, by nikomu nie przekazał on tego pomysłu.

Nie jest możliwe opisanie efektów użycia wielkoskalowego użycia broni geofizycznej. Co stanie się ze środowiskiem wokółziemskim, kiedy włączy się na pełną moc pięć promienników HAARP, tego współczesna fizyka nie może nawet opisać. Zintegrowane systemy broni geofizycznej są tym straszniejsze, że atmosfera, jonosfera i magnetosfera Ziemi stają się nie tylko obiektem działania promienników, ale i częściami tych systemów broni.

G. S. Możarowskij – „Amerykańska broń geofizyczna HAARP”




List od radiofizyka


Pewnej zimy, pod koniec XX wieku, uczeni z naszego Instytutu Radiofizycznego  otrzymali email  od kanadyjskiego badacza jonosfery, radiofizyka, dr Waltera Babicha. W nim opisywał on, że nad bezkresnymi, zaśnieżonymi przestrzeniami amerykańskiej Alaski zaczęły się pojawiać dziwne obrazy jonosferycznego świecenia. Jednocześnie została odnotowana wysoka aktywność słoneczna. W wielu obserwatoriach meteorologicznych świata z niecierpliwością oczekiwano na feeryczną odpowiedź jonosfery na potoki cząstek wiatru słonecznego. Przygotowywano rozmaite instrumenty pomiarowe także na stacji meteorologicznej Instytutu Badań Jonosfery Uniwersytetu Toronto. Uczeni byli już gotowi do rozpoczęcia obserwacji, aż tu…

…najpierw zauważyliśmy czeredę świecących form przypominających świecące różowym światłem płaskie obłoki. Te „obłoki”, które ktoś tam określił jako plazmowe talerzyki szybko rozprzestrzeniały się w auroralnej strefie jonosfery. Było bardzo trudno oszacować ich prędkość poruszania się, ale sądząc na oko była bardzo wysoka. Mnie w tym momencie przypomniały się nie wiedzieć czemu obserwacje rosyjskich kolegów z Obserwatorium Pułkowskiego, które oni relacjonowali na dawnej konferencji prowadzonej pod egidą UNESCO a poświęconej wynikom Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Wtedy właśnie odnotowali oni pojawienie się błękitnego fragmentu zorzy polarnej szybko przemieszczającego się w wierzchniej warstwie atmosfery Ziemi. W zakończeniu wystąpienia zostało przedstawionych kilka hipotez, z których najbardziej imponuje mi dynamiczny model dżetów – „błękitnych zjaw”. Jak doskonale wiecie, te dziwne, rozpływające się struktury podobne do błyskawic, wraz z „różowymi elfami” i „czerwonymi tygrysami” były pierwszymi zjawiskami zaobserwowanymi w czasie orbitalnych obserwacjach stratosfery. Miedzy innymi, „plazmowe talerzyki” na granicy widoczności, zaczęły się zlewać w jedną świecącą plamę, która wkrótce przybrała ostro karminowy odcień. Nikt z nas już nie obserwował innych auroralnych efektów, a wszystkie przez nas posiadane przyrządy optyczne obserwowały jak „plazmatyczne talerzyki” zlewały się ze sobą na kształt gigantycznego bąka, a jednocześnie jakby rozlatując się w pionie. Naraz, zupełnie nieoczekiwanie, w tym „plazmatycznym bąblu” przeskoczyła iskra błyskawicy, a potem jeszcze jedna. Przez kilkanaście sekund błyskawice cięły ten pęcherz, a po jakimś czasie ze „stopki” tego „bąbla” rąbnęła gigantyczna doziemna błyskawica, a za nią poleciał jeszcze cały szereg wyładowań. Ta cała zimowa burza skończyła się równie nagle, jak się zaczęła. Ciekawe, że wkrótce w naszym instytucie pojawiły się plotki, że w tą noc my obserwowaliśmy eksperymentalne działanie naszej jonosferycznej tarczy obronnej – projekt HAARP…


Zorza polarna nad Podmoskowiem


To wszystko przypomniało jeszcze jeden epizod z przeszłości, kiedy to na początku lat 80. nasza grupa świeżo upieczonych adeptów została skierowana do jednej z podmoskiewskich „skrzynek” do wzięcia udziału w serii eksperymentów w tajnym programie ANTISOI (АНТИСОИ). Czasu wolnego mieliśmy dużo i często zwiedzaliśmy stołeczne teatry i muzea. Pewnego razu wracaliśmy z otwartego moskiewskiego fizycznego seminarium akademika W. Ł. Ginzburga i przez całą drogę dyskutowaliśmy na temat przyszłości kosmicznych systemów satelitarnych. Godzina była już późna. Wyszliśmy z wagonu kolejki dojazdowej na peron doznaliśmy wprost szoku na widok tego, co się działo na niebie. Północno-wschodnia część nieba była dosłownie opasana splatającymi się i rozplatającymi czerwonymi, pomarańczowymi, karminowymi i ogromnymi kołyszącymi się niebiesko-zielonymi wstęgami.

Przy silnych burzach magnetycznych zorze polarne można zobaczyć także nad Moskwą (55°45’ N). Znany jest przypadek, kiedy zorzę polarną widziano także w Kijowie (50°27’ N).  Jednakże obliczenia pokazują, że jest to możliwe tylko przy maksymalnej aktywności słonecznej, wywołującej silne huragany magnetyczne. Tym bardziej dziwnym były obserwacje zorzy polarnej na tak niskiej szerokości geograficznej w „roku spokojnego Słońca”.

Wstęgi bez przerwy się zmieniały, znikały, pojawiały się, przemieszczały się na niebie, rozlewały się w plamy jednokolorowego światła i wyrzucały z siebie jaskrawe promienie. Dla nas, południowców, takie pojawienie się zorzy polarnej na średniej szerokości geograficznej było fantastycznym widowiskiem. Tymczasem niebiański spektakl światła i barwy trwał nadal. Naraz wpadła mi do głowy dziwna myśl, że w ruchu tych zielonkawych i malinowych blasków jest jakiś dziwny, urywany rytm… Odegnawszy od siebie dziwne myśli, jeszcze przez kilkanaście minut lubowałem się widokiem przecudownych świateł na niebie, kiedy stałem się mimowolnym świadkiem rozmowy.  Wysoki młodzieniec ze swadą mówił do swej towarzyszki kręcąc gałkami tranzystorowego radioodbiornika Okiean:
- No proszę, zielone Kulibiny, znów dzięcioł zabębnił!
Z głośniczka Okieana rzeczywiście odzywały się jakieś szczekające odgłosy spowodowane przez te atmosferyczne zjawiska.
- Zwyczajne zagłuszarki „wrogich” radiostacji – pomyślałem – a do tego co mają jakieś kolorowe Kulibiny?
Powróciwszy do naszego hotelu spotkaliśmy u wejścia naszego komendanta, którego wygląd i zachowanie wcale nie wskazywało na to, że służył w BIB (w oryginale piechotnyj strojbat – odpowiednik naszego batalionu inżynieryjno-budowlanego – przyp. tłum.). Obstąpiwszy dookoła naszą „podporę reżymu” zaczęliśmy rozpytywać go na temat dziwnej zorzy polarnej, która doszła aż do Podmoskowia. Nasz Cerber – jak przezwaliśmy Nikodima Iwanowicza – uśmiechnął się, podkręcił wąsa, i naraz w te ozwał się słowa…
- Ta zorza polarna została wywołana sztucznie i maskuje ona warstwami zjonizowanej plazmy obiekty obronne i inne nasze przedsięwzięcia – i napawając się naszym zaskoczonym wyglądem, Cerber kontynuował – ot, takie różne orbitalne ptaszki w tych ogniach niebieskich się zaplątują i niczego nie zobaczą…
- Tak Iwanycz, ptaszki podgrzewać się nauczyliśmy – zauważył któryś z nas, mając na myśli ściśle tajny projekt użycia laserowego działa TERRA-M, z którego zamierzano ostrzeliwać satelity zwiadowcze, których mrowie latało nad terytorium ZSRR.
- Zgadza się – szybko zgodził się komendant – ale ptaszki różne bywają i niektórych podgrzać się nie da łatwo - i zmrużywszy chytrze oko dodał – tego nie wiecie…

Oniemieliśmy ze zdumienia: Iwanycz wiedział o naszej ultra-sekretnej pracy! Swoją drogą jeżeli weźmie się pod uwagę, kto zjeżdżał do Podmoskowia z całego kraju i jakie prowadzono tam badania… I tak w ogóle Iwanycza to po tym incydencie myśmy zaczęli szanować i nawet zmieniliśmy mu ksywę na Argus.

Potem miejscowi mieszkańcy opowiadali, że na niebie Podmoskowia tego rodzaju świetliste fenomeny pojawiły się stosunkowo niedawno, a stugębna fama wiązała je z jakimś jonosferycznym projektem Dzięcioł, który realizowano na poligonie pod Zielienogradem. Tak więc wreszcie dotarł do mnie sens usłyszanego przypadkowo dziwnego zdania o zielonych Kubilinach.


Ciąg dalszy tej historii


Następnego dnia ta historia miała swój zupełnie nieoczekiwany ciąg dalszy. W czasie naszych badań przyrządów na półprzewodnikach one powinny napromieniować się strumieniami wysokoenergetycznych elektronów w rozrzedzonej atmosferze rozlicznych obojętnych (nie oddziałujących na otaczające je środowisko) gazów szlachetnych: argonu (Ar), kryptonu (Kr) i ksenonu (Xe).

Jakież było nasze zdumienie, kiedy po jakimś czasie impulsy promieniowania elektronowego zaczęły być przedzielane słabymi, ale częstymi krótkookresowymi maleńkimi błyskami „zorzy polarnej”! Silne mikrofalowe impulsy szły dziwnymi, ale w pełni rozróżnialnymi, seriami i skończyły się naraz na początku przerwy obiadowej – więc ktoś zaproponował, że tajemnicze urządzenie zostało po prostu wyłączone. W naszym profesjonalnym kolektywie młodych fizyków zaraz rozpaliła się ożywiona polemika na temat różnic i podobieństw natury tych zjawisk ze zwyczajnym świeceniem lamp elektronowych, które świeciły w otaczających nas przyrządach. I od razu pojawiły się kluczowe słowa – BROŃ JONOSFERYCZNA…

Dzisiaj my wiemy o istnieniu takiego złowieszczego projektu jak HAARP – od słów High-Frequency Active Auroral Research Program – programu badań jonosfery falami radiowymi o wysokiej częstotliwości. I chociaż ta praca naukowo-badawcza jest przedstawiana jako badanie zórz polarnych, to wielu uczonych – nie mówiąc już o ufologach – jest przekonanych o tym, że w tym przypadku chodzi przede wszystkim o prace nad groźna bronią geofizyczną.

Ciekawą rzeczą jest to, ze podobne badania prowadzi się na poligonach USA w Kolorado (Plattewille), Alasce (Gakona i Fairbanks), Puerto Rico (Arecibo) i Australii (Armydale).

[Wikipedia podaje, że istnieją także podobne instalacje do HAARP (bada się tam różne zjawiska związane z użyciem fal elektromagnetycznych i ich wpływem na atmosferę ziemską) np.:
·        Sura – Instytut Badawczy Radio-Fizyczny (Niżny Nowogród, Rosja). Bada m.in. zjawisko obłoków srebrzystych, wg rosyjskiej telewizji, bombowiec Tu-16 w ramach eksperymentu wleciał w taki obłok, co doprowadziło do awarii elektroniki, samolot z wielkim trudem wylądował na lotnisku. Zastanawiający jest fakt, że pułap praktyczny samolotu Tu-16 wynosi 12.300 m, podczas gdy obłoki srebrzyste występują na wysokości 75-85 km.
·        EISCAT (Szwecja).
·        ARECIBO (Portoryko).
·        EISCAT (Norwegia)
·        VOA (Delano, stan Kalifornia, USA) – przyp. tłum.]

Niektórzy ufolodzy uważają, że to właśnie tam znajduje się przyczyna wielu katastrof naturalnych na naszej planecie, które miały miejsce w ostatnich czasach. Pieniądze na te badania zostały wyłożone przez Kongres USA i przeznaczono je na struktury tego Projektu na Alasce.

[Wikipedia podaje także iż HAARP jest przedmiotem wielu teorii spiskowych, ma rzekomo być to:
·        broń elektromagnetyczna, która potrafi skumulować energię elektromagnetyczną w niewielkim obszarze, znane wyłączenie prądu w Nowym Jorku było następstwem testów tej broni (oparta na pracach dotyczących bezprzewodowego przesyłu energii Nikoli Tesli).
·        broń geofizyczna i powodować: trzęsienia ziemi, cyklony, tsunami itp.
·        urządzenie potrafiące sterować myślami ludzi (tzn. zmiana nastrojów, wywołanie zdenerwowania).
·        urządzenie mające wyżej wymienione cechy + możliwość: zniszczenia wszystkich satelitów na orbicie i międzykontynentalnych pocisków balistycznych, podziemnej tomografii, łączności z okrętami podwodnymi, sprowadzania na wybrany dowolny cel fali promieniowania o sile 20 megaton.
Część tych teorii spiskowych budowanych jest przez analogię do systemu Echelon, który ostatecznie okazał się instalacją podsłuchową – uwaga tłum.]

Takim sposobem Pentagon stworzył potężny system środków elektronicznych prowadzenia wojny geofizycznej, zaś sam HAARP przedstawia możliwości wielkoskalowego testowania najnowszych technologii. Utworzenie nowych poligonów dla HAARP jest związane z „brzydką polityką” USA wobec całego świata.


Moje 3 grosze


No i wreszcie coś konkretnego i w miarę logicznego po mglistych i histerycznych wypocinach różnych fanów tanich sensacji, którzy z HAARP zrobili niemalże wszechmogącego boga, złośliwego molocha mogącego jedynie szkodzić Ludzkości i trzymać ją za mordę. Nie tak dawno jedna fanka omnipotencji HAARP z Australii przysłała mi wykaz chorób i schorzeń, jakie powodują częstotliwości fal radiowych emitowanych przez anteny nadawcze HAARP. Miałem to przetłumaczyć i podać do wiadomości szerokiej publiczności, ale rychło zdałem sobie sprawę, że musiałbym przełożyć cały słownik medyczny angielsko-polski.  Gdyby to, co pisała owa pani było prawdą, to Ludzkości już by dawno nie było, bo zostałaby po prostu wybita co do nogi falami radiowymi o częstotliwościach gigaherców.

HAARP - tak to działa...

HAARP - zastosowania: pomiary, badania jonosfery, obrona i łączność

Jedynym prawdziwym konkretem jest to, że w programie HAARP partycypują US Navy, USAF i DARPA, a który to program jest – według jego twórców - Zrozumienie, symulowanie i kontrola procesów zachodzących w jonosferze, które mogą mieć wpływ na działanie systemów komunikacji i nadzoru elektronicznego (Wikipedia). I tego właśnie należy się obawiać – tego ostatniego. Nadzór był, jest i będzie ZAWSZE instrumentem zniewolenia. A jak to wygląda w wydaniu amerykańskim – zapytaj Czytelniku Edwarda Snowdena i innych ludzi, którzy przejrzeli na oczy z „amerykańskiego snu” i wypowiadają się na WikiLeaks i w innych portalach internetowych. Fakt, że w przeciwieństwie bajkopisarzy w rodzaju Corso, Leara czy Lazara opowiadających niestworzone historie o bazach UFO w Stanach Zjednoczonych i ich „tajemnicach”, ludzie ci są ścigani i karani mówi sam za siebie. Już powiedziałem to wielokrotnie i powtórzę raz jeszcze: o ile ZSRR był Czerwonym Imperium Zła, o tyle USA są Imperium Kłamstw i Oszustw – quod erat demonstrandum.

Wracając do HAARP – faktycznie byłaby to doskonała broń defensywna: pancerz przez który nie przenikałyby żadne fale radiowe, doskonała zasłona przed wścibskim wzrokiem, doskonały środek do oślepiania satelitów fotozwiadowczych czy radiozwiadowczych. Środek łączności pomiędzy okrętami podwodnymi w zanurzeniu i statkami kosmicznymi na orbicie.  Zastosowań jest całe multum, a każde na potrzeby wojny – w tym III Wojny Światowej.

Omnipotencja HAARP, o której nas usiłują przekonać stronnicy i wyznawcy STD jest mizernej próby. Gdyby bowiem HAARP był tak omnipotentny, to Osama bin-Laden nie żyłby już 12.IX.2001 roku – następnego dnia po zamachu na WTC. To samo byłoby z Fidelem i Raulem Castro, Kim Dzong Ilem, Muammarem Kadafim i innymi wrogami Ameryki, o Władimirze Putinie i Aleksandrze Łukaszence już nie wspomniawszy, którzy mają się dobrze, podobnie jak już tu wspomniany Snowden – a przecież ten ostatni jest w USA public enemy number one! To wszystko wkładam tam, gdzie jest tego miejsce – pomiędzy bajki i legendy miejskie o chemtrails i innych bzdurach, którymi raczą nas różni oszuści.

Tak, właśnie oszuści, bo jak już wielokrotnie wspomniałem – zamiast oglądać się na niebo i szukać chemtrails, zamiast upajać się przerażeniem, jakie wzbudza w nas HAARP lepiej rozejrzyjmy się wokół siebie i poszukajmy TYCH, KTÓRZY NAM SZKODZĄ NAPRAWDĘ, to BO TO WŁAŚNIE ONI SĄ BENEFICJENTAMI tej sytuacji. Ci, którzy rozpuszczają pogłoski i pseudofakty o tych rzeczach, bo i HAARP i chemtrails są klasyczną ściemą, zasłoną dymną, za którą ukrywają coś naprawdę paskudnego i tego powinniśmy szukać, a nie gapić się w niebo z uporem idioty godnym lepszej sprawy, i robić te poszukiwania zgodnie ze starą, dobrą i wciąż aktualną zasadą z Akademii GRU, którą podał Wiktor Suworow, a która brzmi:

Nie wierzcie w to, co wam bez ustanku pokazują – szukajcie tego, co przed wami ukrywają. Pamiętajcie, że każdej ważnej tajemnicy bronią dwa zabezpieczenia. Albo trzy, więc złamawszy jedno zabezpieczenie nie cieszcie się przedwcześnie, ale szukajcie i złamcie następne, a wtedy być może dojdziecie do prawdy.

I to jest wciąż aktualne. Dlatego właśnie ci beneficjenci wypuszczają takie sensacyjne bzdety wpuszczające rozsądnych ludzi w maliny i na manowce po to, by oni zajmowali się właśnie nimi, a nie tym, że zatruwane jest nasze środowisko, że jesteśmy inwigilowani ze wszystkich możliwych stron i przez różne służby krajowe i zagraniczne, że odbiera się nasze dzieci i posyła do szkół, gdzie podlegają ogłupiającej edukacji nie znajdującej zastosowania w tzw. „normalnym” dorosłym życiu, że z roku na rok rosną nam coraz głupsze generacje, którym łatwo wciska się pseudonaukowy kit, że doprowadza się całe narody do klęski demograficznej, bo ludzie przyciśnięci biedą nie mają środków na ich urodzenie i utrzymanie przy życiu, że bezrobocie rośnie lawinowo i powiększają się obszary biedy… Starczy? No to tym się trzeba zająć, a nie jakimiś bredniami podsuwanymi nam przez manipulatorów w rodzaju np. Macierewicza i jego łże-profesorów, którzy tylko kompromitują Polskę i Polaków w oczach całego świata. Bo i katastrofa smoleńska też wpisuje się w ten obłędny, spiskowy schemat.

A jak? A bardzo prosto – za katastrofę rządowej „tutki” jest odpowiedzialny HAARP, którego promieniowanie radiowe osłabiło wolę pilotów, zmyliło oprzyrządowanie samolotu i rosyjskiej wieży, wywołało mgłę, rozpyliło hel  (osobiście optuję za metanem, bo jest go więcej niż helu no i jest tańszy), postawiło na trajektorii samolotu brzozę i w rezultacie nie dał szans prezydentowi i 95 innym osobom. Pasuje do STD? – pasuje i to jak!  A że to bzdura od A do Zet, to już stronników STD nie obchodzi. Najważniejsze, że znalazło się kolejne „wyjaśnienie” pożal się Panie Boże.

A reszta jest milczeniem – Amen i OK.     


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 25/2013, ss. 22-23

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©