piątek, 7 lutego 2014

Widma Imperium Rosyjskiego



Maria Podoleckaja


Bezcielesne istoty pojawiające się w porzuconych budowlach często okazywały się duchami ich byłych gospodarzy…   

W policyjnych dossier XIX wieku zebrane są fakty o rozłożonych zwłokach, które znajdowano rankiem nieopodal Jeźdźca Miedzianego. Zgodnie z miejską legendą, zapóźnionych przechodniów zabijał sam założyciel miasta.

Na początku ubiegłego stulecia, jeszcze istniało Imperium Rosyjskie, które potem przekształcono w Związek Radziecki, a później rozpadło się na oddzielne państwa. Trudno jest nam przedstawić teraz tą epokę; po rewolucji nowa władza znacjonalizowała szlacheckie i kupieckie pałace, zamknęła i burzyła świątynie. I czasami jedynym, co przypomina o przeszłości – to widma ich dawnych gospodarzy…


Rozebrana cerkiew


Jeden z takich domów nawiedzanych przez widma został zbudowany w Kałudze, przy ulicy Lenina 100, na miejsce starej cerkwi p.w. Archanioła Michała. Jak głoszą to źródła historyczne, drewniana cerkiewka stała tam już w XVII wieku. W 1687 roku na jej miejscu postawiono kamienną świątynię z pięcioma kopułami i kaplicą Jana Wojownika. W 1813 roku do świątyni dobudowano dzwonnicę, której fundatorem był kałużski kupiec Jakow Bilibin.

Cerkiew zamknięto na początku lat 30. XX wieku, kiedy to władzy zachciało się zburzyć świątynię, a na jego miejscu postawić apartamentowiec dla elity. Świątynia została rozebrana, część cegły poszła na budowę przedszkola, a część na budowę tego bloku. Cerkiewny fundament biegnący wzdłuż ulicy Darwina postanowiono zostawić i wybudować na niej kotłownie. W fundamencie znaleziono groby tamtejszych duchownych prawosławnych, których doczesne szczątki wywieziono w nieznanym kierunku.

Jak opowiadają ówcześni mieszkańcy tego domu, w tym miejscu regularnie straszyło. Zazwyczaj to miało miejsce każdą jesienią, u końca października i na początku listopada. W różnych częściach domu pokazują się tajemnicze, ciemne sylwetki. W tym czasie dziwnie zachowują się zwierzęta domowe, a ludzie w tym czasie odczuwają lodowaty chłód i nieuzasadniony strach…



Duchy z jekaterinburskich domów


Wiele starych domów z duchami znajduje się w Jekaterinburgu. W domu nr 3 na ul. Czapajewa, w budynku należącego do rodziny Oszurkowych rozmieszczony dziecięcy oddział Biblioteki Publicznej im. Hercena – „Mała Hercenka”. Uważa się, że tam objawiają się duchy byłych właścicieli tego domu. Czasami pracownicy biblioteki słyszą jak ktoś chodzi po schodach. W nocy z pustych pomieszczeń słychać melodię - ktoś tam gra na klawesynie. Zaś rankiem z kranów leje się gorąca woda, chociaż nikt jej nie włączał. A na podłogach pojawiają się plamy, które się nie dają zmyć, a po jakimś czasie znikają same z siebie…

Wbrew temu nie chodzi wcale o fakt, że szaleją tutaj widmowe postacie dawnych właścicieli. Kiedyś był tam posterunek milicji, tak więc energia w tym budynku nie jest taka przyjazna.


Na tej samej ulicy Czapajewa w domu pod numerem 11 znajduje się dom-muzeum P. P. Bażowa. Można tam ponoć zobaczyć widma znanego pisarza oraz jego domowników. Prawdę powiedziawszy, pracownicy muzeum twierdzą, że nie widzieli ani raz jego ducha, ale nieraz słyszeli jakieś dziwne chrobotania z kątów drewnianej budowli.



Przy ul. Karola Liebknechta nr 44, stoi pałacyk Rastorgujewych-Charitonowych, teraz Pałac Sztuki Dziecięcej i Młodzieżowej. Jego pracownicy i uczniowie szkolni, którzy zajmują się tutaj różnymi rzeczami w ramach wielu kółek zainteresowań, opowiadają z ust do ust legendy o widmach, które od czasu do czasu pokazują się w przestronnych salach: w zwierciadłach błyskają odbicia już to chudziutkiej, bladej dziewczyny w jasnej sukience, już to młodzieńca w zakrwawionej odzieży. Opowiadają o tym, że córka kupca Rastorgujewa pokochała młodzieńca, który często przebywał u jej ojca w interesach – pracował on na budowach Rastorgujewych. O ich romansie doniesiono ojcu, a on polecił zamordować młodzieńca, a córkę zamknął w areszcie domowym. Ale jak to bywa, w nocy dziewczyna wyrwała się z domu do sadu i utopiła się w strumieniu.

A na dodatek słychać tak jeszcze jakieś jęki i szelesty. Mówi się, że to są dusze chłopów, którzy budowali podwaliny pod budowla i często umierali z powodu trudnych warunków życia i pracy. A gdzieś w ścianach są zamurowane skarby chronione przez szkielety na łańcuchach… Ale wejścia do nich zamurowano.



Przy ul. Róży Luksemburg, w domu pod nr 56 znajduje się pałacyk Żeleznowa. W oknach tego zbudowanego z czerwonej cegły budynku można czasami zobaczyć widmo kobiety w białej sukni. Opowiadają, że to małżonka kupca Żeleznowa – Maria Jefimowa. Mówi się, że nieszczęsna ta kobieta była kleptomanką i w czasie przechadzek co chwilę coś kradła i składowała w kieszeniach swej odzieży. Mąż, który zazwyczaj szedł za nią, chodził do odwiedzanych przez nią sklepów i płacił za towar, by uniknąć skandalu. Maria Żeleznowa zmarła w niezwykłych okolicznościach, nagle i przedwcześnie. Dlatego też mówi się, że to jej duch straszy przechodniów.


Żona czarnoksiężnika


W Dniepropietrowsku, przy ul. Orłowskiej, stoi dwukondygnacyjny, kamienny dom. Jego okna są zabite na głucho deskami, a podwórze ogrodzone wysokim płotem. Dom wybudowano na początku XX wieku. Mówią o nim, że jego pierwszym właścicielem był kupiec, który poza tym zajmował się czarowaniem i czarną magią. Ożenił się z młodziutką dziewczyną (najwidoczniej zaczarowawszy ją) i trzymał małżonkę pod kluczem. Od czasu do czasu pomagała mu w jego czarodziejskich praktykach.

Zdarzyło się tak, że w pięknej żonie kupca zakochał się jeden z klientów czarownika – miejscowy bogacz. Zwrócił się on do czarodzieja z prośbą o pomoc w swej nieszczęśliwej miłości do innej kobiety, ale jak zobaczył gospodynię domu, to zapomniał o innej… Bogacz znajdował coraz to nowe powody i preteksty do odwiedzania domu kupca-czarodzieja. Wreszcie poczuł się na tyle silny, by zawojować serce żony czarownika i zostali oni tajnymi kochankami. Ale kupiec-czarodziej ma się rozumieć, o wszystkim się dowiedział. Doszło do skandalu i żona powiedziała mężowi, że odchodzi od niego.

Tego już czarodziej nie mógł ścierpieć. Następnego dnia po tym, jak żona odeszła od niego, zdarzyło się nieszczęście. Jadąc do swej letniej rezydencji, gdzie miał ją zakwaterować, doszło do koszmarnego wypadku – koń ciągnący dwukółkę zbrykał się i poniósł pojazd, który się wywrócił. Wskutek tego kochanek wypadł z wozu i uderzył głową w kamień zabijając się na miejscu.

Po kilku dniach, w czasie nocnej burzy, na górnej kondygnacji domu kupca zaczął się pożar. Sąsiedzi słyszeli krzyki i widzieli, jak w świetle płomieni miotają się ludzkie figury, ale w niczym nie mogli pomóc: nikt nie zaryzykował rzucić się w szalejący ogień… Pożar ugaszono dopiero nad ranem. Ściany domu ocalały, ale górna kondygnacja spaliła się do cna. W zgliszczach znaleziono spalone ciało gospodarza, ale ciała jego pięknej żony nie znaleziono.

Przyczyny tego pożaru nie docieczono, chociaż pojawiło się kilka wersji, i tak: ktoś powiedział, że czarownik nieostrożnie obchodził się z materiałami palnymi, których używał do magicznych celów; ktoś winił za to uderzenie pioruna; a jeszcze inny twierdził, że było to podpalenie.

Oczywiście poszedł chyr, że czarownik przed śmiercią przeklął swój dom. Także pojawiła się plotka, że śmierć w męczarniach była cena za magiczny dar otrzymany przezeń od diabła. Ba! - a do tego jeszcze sam diabeł in persona pojawił się za duszą czarodzieja. I od tej pory w domu tym straszy duch czarodzieja, który pałęta się po ruinie szukając sposobu na przywrócenie mu miłości swej żony.

Potem odremontowano dom czarownika i zamieszkali w nim znowu ludzie. Mieszkańcy pietra słyszeli nocami słyszeli nieraz jakieś skrzypienia, szlochania i wzdychania. Niekiedy słyszeli kroki, jakby ktoś chodził po korytarzu, a rano znajdowano tam rozrzucone rzeczy... Stopniowo mieszkańcy opuszczali nawiedzony dom. Nikt nie chciał wynajmować tam mieszkania.

Na początku lat 70., mieszkanie na piętrze zajął miejscowy dzielnicowy. Mówi się, że o0n specjalnie poprosił o zakwaterowanie go właśnie w tym domu, żeby obalić wszelkie pogłoski o duchach. Jednakże już po miesiącu dzielnicowy wyjechał z nawiedzonego domu – wszystkie plotki i pogłoski okazały się prawdziwe!!! Ten milicjant na własne oczy widział, jak w środku nocy na ścianach przesuwały się jakieś cienie, albo w pokoju poruszali się jakieś postacie. Zanim wyjechał, milicjant zabił deskami okna na piętrze.

W latach 90., budynek przejęła jakaś firma i urządziła na piętrze magazyn towarów. Ale już następnego dnia, po tym jak w magazynie znalazł się towar, skrzynie zostały pootwierane, rzeczy wyrzucone na zewnątrz i w ogóle był tam straszny bałagan... A do tego żaden zamek nie był nawet naruszony. Wkrótce firma opuściła dom. Po niej jeszcze kilka firm przejmowało ten dom, ale wszystkie kończyły w ten sam sposób – opuszczeniem nawiedzonego domu.

Domu także nie udaje się wyświęcić: w czasie obrzędu wyświęcania gasną świece, wylewa się woda święcona, a modlitewnik wypada z rąk duchownego na podłogę i się nią zachlapuje… Na takie dictum, duchowni stanowczo rezygnują z wyświęcania uzasadniając to tym, że znajdujące się w domu czarodzieja złe moce są silniejsze od nich…


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 39/2013, ss.36-37
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©