środa, 27 sierpnia 2014

Mordercza fala


Okręt łączności satelitarnej RV Kosmonawt Jurij Gagarin w pełnej krasie z antenami w pozycji marszowej...


Jurij Pawłowicz Sułajew[1]


W połowie lata 1988 roku, nasz okręt naukowo-badawczy RV Kosmonawt Jurij Gagarin znajdował się w środku Trójkąta Bermudzkiego. Kompleks nadawczo-odbiorczy na pokładzie naszego okrętu zapewniał łączność kosmonautów z Centrum Kierowania Lotem w czasie przelotu naszych statków kosmicznych i stacji orbitalnych nad półkulą zachodnią. W tym dniu prace związane z łącznością z kosmonautami były planowane na wieczór, więc za dnia okręt stał w dryfie, skierowany prawą burtą na południe.

Ja i mój przyjaciel po obiedzie wyszliśmy na niższy pokład na sterburcie. Była słoneczna i bezwietrzna pogoda. Błękitna gładź oceanu była równa jak stół. Poszliśmy, jak zwykle, w stronę rufy na dymka. A trzeba dodać, że w tym miejscu pokładu nie było relingu czy podwyższonych burt tylko naciągnięte liny. Były zdejmowane tylko wtedy, gdy opuszczano szalupy ratunkowe.

...i w pozycji roboczej...

Nie uszliśmy nawet kilku kroków, kiedy kątem oka zauważyłem jakiś ruch od strony oceanu. Rzuciłem tam okiem i osłupiałem. W zupełnej ciszy, w odległości jakichś 100 m od naszego okrętu, równolegle do niego podnosiła się ściana wody. Nieraz przepływaliśmy przez ten rejon Atlantyku, ale coś takiego zaobserwowaliśmy po raz pierwszy.

Fala zaczęła rosnąć w górę i przekroczyła wysokość naszego okrętu (czyli ponad 25 m – przyp. tłum.) Po zrównaniu się z oceanem na tle słońca kolor tej fali był ciemnozielony. Emanowała od niej jakaś złowieszcza siła.

Nie było już czasu na ucieczkę, ukryliśmy się tylko za załomem grodzi i w tej właśnie chwili na nasze plecy lunęły potoki wody. Zalało nas doszczętnie, woda zatkała nam usta i uszy. Rozumieliśmy tylko jedno – nie można było pozwolić fali oderwać nas od uchwytów na grodzi.

...oraz w czasie postoju w porcie

Kiedy woda zaczęła odchodzić, a my uznaliśmy, ze jesteśmy uratowani, ona pociągnęła nas za sobą za burtę i do tego z taką siłą jakby tuzin ludzi chciał nas oderwać od okrętu. Kości zatrzeszczały nam od naprężenia. Jak tylko woda odeszła, to my na czworakach popełźliśmy do włazu. Nie mieliśmy siły wstać. Odetchnęliśmy z ulgą, jak tylko zamknęliśmy za sobą właz.

Słyszałem o tym, że takie fale zatopiły niejeden statek. Sądzę, że nas uratowało tylko to, że woda wzniosła się równolegle do i niedaleko od naszego okrętu i nie zdążyła nabrać energii. Oto jaka spotkała nas przygoda z morderczą falą…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 12/2014, s. 25
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©
Zdjęcia z portalu English Russia - http://englishrussia.com/2013/08/11/the-sailing-laboratory-named-after-gagarin/




[1] Autor jest starszym inżynierem-kalibratorem i zamieszkuje w Moskwie.