środa, 6 stycznia 2016

Cuchnący postrach Amazonii

Rekonstrukcja "cuchnącego hominida" - Mapinguary


Wiktor Miednikow


Węgorz elektryczny zamieszkujący Amazonkę razi prądem o napięciu 500 V. Tubylcy zanim złowią tą rybę, zaganiają w rzekę stado krów, aby węgorze rozładowały na nich swój potencjał elektryczny.

Ci, którym udało się ujrzeć czy choćby tylko usłyszeć tego zwierza, uważają siebie za ulubieńców bogów – dlatego, że pozostali wśród żywych. Indiańskie babcie straszą nim swe dzieci. A uczeni przez całe lata błąkają się po lasach i bagnach w nadziei znalezienia go. To jest właśnie mapinguara/mapinguary – postrach Amazonii, którego imię w języku krajowców oznacza „władca lasów”. 

[Wg Wikipedii, mapinguari (lub mapinguara, mapinguary) to południowoamerykański leniwiec kopalny, obiekt badań kryptozoologii (kryptyda). Wzmiankowany w opowieściach Indian i relacjach białych podróżników z Boliwii i Brazylii. W opinii kryptozoologów uchodzi za relikt trzeciorzędowej megafauny - któryś z gatunków olbrzymich leniwców Megatherium, prawdopodobnie Mylodon. Nie przypomina on jednak dzisiejszych znanych nauce leniwców, lecz jest olbrzymim zwierzęciem naziemnym. Ma około 5 m długości i 2 m wysokości, waży kilka ton, a jego potężne łapy uzbrojone są w olbrzymie pazury. Mówi się też, że mapinguari jest odporny na pociski, co jest możliwe, gdyż kopalne leniwce miały na skórze tułowia kostne wyrostki tworzące wytrzymały naturalny pancerz. Ma też wydzielać silny odór. W latach 90. XX w. ornitolog dr. David Oren prowadził poszukiwania mapinguari. Na podstawie opowieści Indian o jego wyglądzie uznał, iż jest to kopalny leniwiec. Mapinguari jest widywany na terenach tropikalnych lasów amazońskich, głównie w stanach Rondônia, Pará i Mato Grosso. Niektóre tubylcze plemiona uważają Mapinguari za istotę humanoidalną, o ciemnobrązowym futrze, jednym oku i dwóch otworach gębowych. Według ich legend był on człowiekiem, jednak został przeklęty za swoją pychę i zmieniony w potwora na zawsze. Rzekomo posiada dwa otwory gębowe: jeden na głowie, drugi na brzuchu. Gdy czuje sie zagrożony, z dolnych ust wydziela silny odór, potrafiący odstraszyć nawet najmężniejszego wojownika. Ten opis Mapinguari był wykorzystywany w pierwszych latach badań nad tym zwierzęciem. Mówiono o nim wtedy 'Brazilian Big Foot - Mapinguary (ang. brazylijska Wielka Stopa - Mapinguary). Niedługo później teoria jakoby był on humanoidem została obalona. Olbrzymi leniwiec kopalny Mylodon w czasie obrony przed drapieżcą potrafił stawać na tylnych łapach wyprostowany, aby wydawać się większym i odstraszyć napastnika. Ta taktyka defensywna jest często widywana w świecie zwierząt. W takiej pozycji przez krótki czas mógł się przemieszczać. Właśnie tak mógł zostać zauważony przez tubylców. Jedna z ekspedycji badających przypadek mapinguari natrafiła na łajno w jednej z jaskiń na terenie centralnej Rondônii. Ustalono, że należało ono do tapira anta. Inna grupa badaczy obaliła tę teorię występowaniem tapira. Zamieszkuje on głównie tereny Wenezueli, a łajno znaleziono w środkowej Rondônii - tapir musiałby przebyć dystans ok. 250 km, co jest dla niego wyczynem trudnym. Relacje spotkań z Mapinguari drastycznie zmalały w ostatnich latach – przyp. tłum.]


Ognisko João


Bardzo dawno temu, w indiańskiej wiosce na brzegu rzeki Tapajós [prawy (południowy) dopływ Amazonki przyp. aut.]  mieszkał młody myśliwy o imieniu João. Jego chatka znajdowała się na samym skraju wsi, zaraz przy lesie. Pewnego jasnego, wiosennego poranka, João siedział na progu swego domu, spokojnie palił fajkę, napawając się urodą swej żony szykującej śniadanie przy palenisku zbudowanego z kamieni na podwórku. Naraz z leśnej gęstwiny rozległ się przeraźliwy krzyk, jakby człowieka krzyczącego z bólu czy strachu. Zaraz za tym rozległ się ogłuszający ryk, zatrzeszczały gałęzie i na polane wyszedł straszny potwór. Przypominał on gigantyczną rudą małpę, przemieszczającą się na tylnych łapach. João tchórzem nie był, ale stanąwszy oko w oko z potworem skamieniał ze strachu. Ale jeszcze bardziej obezwładnił go bijący od potwora odór fekaliów i zgniłego mięsa. Tymczasem potworne stworzenie podeszło do żony, złapało ją łapami z ogromnymi pazurami, zarzuciło sobie na plecy i momentalnie skryło się wraz ze zdobyczą w leśnej gęstwinie.

Kiedy tylko João wrócił do siebie, natychmiast wskoczył do domu, złapał strzelbę i rzucił się w pogoń za porywaczem. Biegł w lesie wypatrując śladów potwora. A ślady były bardzo dziwne: jakby monstrum szło tyłem do przodu. Pogoń trwała cały dzień. Kilka razy młody myśliwy już doganiał potwora, widział nawet ryże plecy przemykające wśród drzew. Ale przez cały czas przeszkadzał mu straszliwy smród bijący od tego stworzenia. Od tego dostał bólu głowy, tak że João omal nie postradał zmysłów.

Pod wieczór myśliwy wreszcie dopadł porywacza. I tutaj monstrum, którego zmęczyła ta pogoń, wydał z siebie straszliwy ryk, rzucił zdobycz na ziemię i błyskawicznie znikł w lesie.

Podskoczywszy do żony João ujrzał jej bezwładne zwłoki.

Przybity bólem João po pogrzebie żony poszedł do lasu poprzysięgając, że póty nie wróci do ludzi, póki nie zabije swego wroga i zedrze jego skalp. Przez wiele lat krążył on w lasach o na bagnach tropiąc potwora, ale nie mógł go znaleźć. Zemsta pozostała niespełnioną, przysięga – niewykonaną. I dlatego właśnie, po śmierci  João, polowanie dalej prowadzi jego duch. Od czasu do czasu Indianie widzą w leśnej gęstwinie płonące ognisko, rozpalone przez ducha myśliwego. Dlatego też oni spieszą z powrotem do wsi, aby złożyć ofiarę swoim bogom i przeprowadzić obrzęd oczyszczenia.

Odkryte kości łapy ogromnego leniwca

On „rozmawiał” z mapinguari


To tylko jedna z całego mnóstwa indiańskich legend o mapinguary, które zostały zapisane przez znanego badacza dr Davida Orena, absolwenta Harvardu, który zorganizował u końca XX wieku kilka ekspedycji do lasów Amazonii w poszukiwaniach tego fantastycznego, na wpół mitycznego stworzenia.
- Rozmawiałem z siedmioma myśliwymi, którzy twierdzą, że strzelali do mapinguary, a 80 innych ludzi spotkało się z nim – opowiada uczony. – Co oni opisują? Stworzenie o wzroście około 2 m, przemieszczające się w postawie pionowej, z bardzo silnym, obrzydliwym zapachem, mające bardzo silną i masywna budowę ciała, pod którym gną się grube korzenie drzew. Najbardziej wiarygodna jest jego obrona przed wrogami – smród opisany przez wielu świadków.

[To akurat wcale nie jest takie dziwne, zważając fakt, iż niektóre zwierzęta bronią się przy pomocy wydzielanego przez nie smrodu, jak np. północnoamerykański skunks - przyp. tłum.]

Stworzenie to ma długie, grube futro, cztery wielkie zęby i chodzi zarówno na czterech jak i dwóch łapach. Dobiega odeń odrażający fetor fekaliów i gnijącego mięsa. Być może ta ohydna woń pomaga mu paraliżować swe ofiary. Mapinguary wydaje z siebie nieprawdopodobnie silny krzyk, przypominający ludzki, stopniowo przechodzący w ryk. Jego siła jest tak wielka, że może odrywać głowy nawet dużym zwierzętom.

Dr Oren wspominał, że w czasie swoich ekspedycji nawoływał on w ciemnościach i mapinguary odpowiadał mu.


Myśliwi kontra monstrum

  
Do tego dr Oren – wcale nie jako pierwszy – zainteresował się „władcą lasu”. Pierwsze kości tego zwierzęcia zostały znalezione w 1789 roku, w przybrzeżnych toniach rzeki Rio Lujan w okolicach Buenos Aires, Argentyna. Krajowcy orzekli, że to gigantyczny kret wyrwał się na powierzchnię  i zginał od słonecznych promieni. Tym niemniej kości te zebrali i przesłali królowi Carlosowi IV, który z kolei przesłał je do Madryckiego Królewskiego Muzeum. Uczony Jose Corriga złożył szkielet i dokładnie opisał go. Także pewien francuski dyplomata odwiedził uczonego i sporządził kilka grawiur z wyglądem szkieletu dla Paryskiego Muzeum Historii Naturalnej.

W latach 90. XIX wieku, sensacja stał się artykuł argentyńskiego paleontologa Florentiono Amegino. On napisał o tym, jak Ramon Lista – argentyński badacz, geograf i poszukiwacz przygód – polował w Patagonii. Naraz ogromne, nieznane zwierzę, pokryte długimi włosami, mignęło mu w krzakach. Ono było podobne do gigantycznego pancernika. Lista strzelił do zwierzęcia, ale kule zrykoszetowały na nim, tylko lekko go zadrasnąwszy. Amegino postanowił sprawdzić, czy to nie był przypadkiem mapinguari i udał się do lasu. Tam znalazł on wielu świadków wśród Indian, którzy widzieli to stworzenie. Zwierzę to – według nich – wychodziło nocą, a w dzień ukrywało się w norze wyrytej ogromnymi pazurami. Krajowcy opowiadali, że sporządzić strzałę, która by przebiła grubą skórę tego zwierzęcia było zrobić bardzo trudno.

Jeden z awanturników Juan Battista Acevedo zobaczył mapinguarę 20 lat temu w czasie 45-dniowej wyprawy na canoe.
- Pracowałem przy rzece, kiedy usłyszałem krzyk, straszliwy krzyk  – opowiedział on korespondentowi agencji Reuters. – Naraz coś przypominającego człowieka, całkiem pokrytego sierścią wyszło z lasu. Stworzenie szło na dwóch nogach i – chwała Bogu! – nie podeszło do nas. Nigdy nie zapomnę tego dnia.

Indianie uważają, że zabić tego potwora jest bardzo trudno, kule się go nie imają: skóra tego zwierzęcia jest pokryta kościanymi płytkami, jak zbroja. Znane jest zdarzenie, kiedy to zbieracz kauczuku polował w lesie. Naraz usłyszał jakiś dźwięk za sobą, odwrócił się i… zamarł z przerażenia. Tubylec nie zastanawiał się i wypalił do zwierzęcia. W tej chwili powietrze wypełnił taki ohydny odór, że myśliwy uciekł. Pochodziwszy parę godzin w lesie, myśliwy wrócił do ustrzelonego potwora i uciął mu przednią łapę. Ale trofeum tak przeraźliwie śmierdziało, że trzeba było wyrzucić je w krzaki.


Amazonia to labirynt rzek i starorzeczy porosły lasem deszczowym, w którym mogłyby żyć nawet dinozaury...


Relikt z Pleistocenu?


Zgodnie z hipotezą dr Orena – mapinguari to przetrwałe do naszych dni Megaterium, które dawniej zamieszkiwały Centralną i Południową Amerykę.
Gigantyczny naziemny leniwiec był jednym z tych stworzeń, które panowały na naszej planecie w czasach Epoki Lodowej. Nieco podobny do ogromnego chomika żywił się liśćmi, które zrywał z górnych pędów drzew i krzewów. Sam bytował na ziemi, w przeciwieństwie do dzisiejszych leniwców, które większą część życia spędzają na drzewach. Amerykę zamieszkiwały cztery gatunki tych gigantów. Największym z nich był leniwiec naziemny JeffersonaMegalonyx jeffersoni, który był większy od dzisiejszego słonia i mierzył 5 m wysokości. Wszystkie leniwce miały ogromne pazury, jednakże preferowały dietę wegetariańską (tak więc indiańskie opowieści o tym, jakoby mapinguary urywały swym ofiarom głowy i wysysa mózgi należy włożyć między bajki). Ale jak się uważa, wymarły one w końcu Pleistocenu – 12.000 lat temu.

Tak uważa nawet główny oponent dr Orena – prof. dr geologii Uniwersytetu Arizona Paul Martin:
- Myślę, że gigantyczny leniwiec wyginął całkiem dawno. 13.000 lat temu, znaczący okres czasu. Jednakże jest możliwe, że uchodźca z Dawnego Świata może jeszcze istnieć w Amazonii dlatego, że w tym rejonie świata istnieją jeszcze nie tknięte cywilizacją masywy leśne, pozwalające na przeżycie kryptydom dzięki izolacji. Nie zapominajmy, że lasy Amazonii zajmują powierzchnię większą od Zachodniej Europy i żyje w nich co najmniej 30% wszystkich istot żywych naszej planety. Gigantyczny leniwiec zamieszkiwał lasy na terytoriach obu Ameryk i jego pozostałości bywają znajdywane od Patagonii do Północnego-Zachodu USA. Zwierzęta te mogły przenieść się do Amazonii po to, by uniknąć konfrontacji z myśliwymi czy wtargnięcia cywilizacji w jego naturalne środowisko.

Ale potwierdzić hipotezy dr Orena musi coś bardziej materialnego, niż legendy i podania Indian czy opowieści myśliwych. Póki co jedynymi materialnymi rezultatami jego ekspedycji – ślady ogromnych pazurów na korze drzew, kępki ryżej sierści i kilka kilogramów śmieci niejasnego pochodzenia. No, ale jak dr Oren czy ktokolwiek inny znajdzie mapinguary, to będzie to przewrót w nauce.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 23/2015, ss. 30-31

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©