czwartek, 7 stycznia 2016

Straszydło z Sanciłowskiego Lasu

Czy tak wygląda szanciłowska kryptyda?


Swój coroczny sierpniowy urlop w latach 70. i 80. lubiłem spędzać w malutkiej wiosce, ukrytej w głębinach drzemiących kostromskich lasów. Tam jest raj dla grzybiarzy.

Pewnego razu szedłem z koszykiem grzybów przez Sanciłowski Las. On nosi nazwę po wiosce Sanciłowo, która tam kiedyś była ale obecnie jest już niezamieszkała.

Południe. Słońce. Rozglądam się beztrosko na prawo i lewo. Naraz nogi same zamarły na miejscu. Czuję na sobie czyjś wzrok z gęstwiny. Ten straszny wzrok sparaliżował mnie, przygwoździł do miejsca.

Ogarnął mnie strach. Jestem weteranem Drugiej Wojny Światowej i przeżyłem blokadę Leningradu, wiele widziałem w życiu. Ale takiego strachu jak tutaj, jeszcze nigdy nie przeżywałem. Przyjaciele potem powiedzieli mi, że tak patrzy niedźwiedź. Ale ja się z nimi nie zgadzam. A oto dlaczego.

Na jakiś rok przed tym zdarzeniem wraz z miejscowym mieszkańcem Wasylem szliśmy nocą z koszykami świeżej brusznicy, po chlupiącej ścieżce przez las do domu. Czas – około północy. Ciemno, choć w pysk daj. I naraz z prawej strony rozległ się trzykrotny głośny zwierzęcy ryk, nie wiedzieć czemu przypominający mi krowie „muuu…”.
- Wasia, czyżby jakaś krowa zabłądziła w lesie?
- Diabła tam, to nie krowa. Niedźwiedź! Stawaj plecami do mnie, zapalimy, to może się na nas nie rzuci.



Rosyjskie lasy słyną z grzybów...

Stoimy, palimy. Od czasu do czasu czułem w ciemnościach czyjś przeszywający wzrok. Było strasznie. Ale to nie był ten strach, jaki odczuwałem wtedy w Sanciłowskim Lesie…

Skończyliśmy palić i zdecydowaliśmy się pójść do domu. Po przejściu pół kilometra doszliśmy do małej izbienki, mieszkał w niej jakiś chłopina, który zbierał z sosen żywicę, z czego żył. Obudziwszy go opowiedzieliśmy, co nam się przydarzyło.
- E, chłopaki, wy bardzo ryzykowaliście. To była niedźwiedzica z małym i piastunem nocami chodzi do Czystego Stawu, mogła was zaatakować.

Tak więc kto patrzył na mnie w Sanciłowskim Lesie takim strasznym spojrzeniem? Może to był wilk? Też nie. Spotykałem się z wilkami niemal nos w nos i wiem, że nie ma niczego osobliwego w jego spojrzeniu.

Do opisania tego wydarzenia sprowokował mnie program TV. Opowiadano w nim o głuchych lasach koło Kostromy – N 57°46’53” – E 040°56’21” – gdzie dawniej miejscowi mieszkańcy spotykali włochatego goblina o wzroście co najmniej 3 m i ze strasznym, magnetycznym spojrzeniem. Być może i mnie napotkał ten goblin, śnieżny człowiek czy co to tam było?

Jeżeli którykolwiek z Czytelników spotkał się z podobnymi istotami ze strasznym, magnetycznym spojrzeniem, bardzo proszę napiszcie. Chciałbym porównać wasze relacje z moimi przeżyciami.   

Jurij Mironow z Sankt Petersburga

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 25/2015, s. 25

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©