poniedziałek, 11 stycznia 2016

OBCY DO LAMUSA


Marcin Szerenos


Dzięki Orsonowi Wellesowi 30 października 1938 roku Marsjanie wylądowali w New Jersey. Wybuchł chaos, kiedy kolejki samochodów uciekających przed najeźdźcami blokowały ulice. Słuchacze, którzy śledzili audycję radiową od początku wiedzieli, że to fikcja, jednak mnóstwo osób dało się nabrać. To odległe wydarzenie jest dowodem na to, że przy odrobinie chęci i znajomości ludzkiej natury można nami manipulować. Jest to także dowód na to, jak wielu ludzi nie kwestionuje istnienia cywilizacji pozaziemskich.


Strach się bać


  Saint-Exqpery w swoich książka opisuje trafnie i przekonywająco fatamorganę, która tworzy się, gdy ciepłe powietrze styka się z ziemią. Promienie świetlne robią resztę. Podobne zjawisko zachodzi również na morzu. Ludzie dostrzegają kształty i miraże odległe o dziesiątki kilometrów. Na pustyni widzą w nich zazwyczaj oazę, a jeżeli oazę, to i wodę. Idą więc w jej kierunku, za widmem, w środek Sahary. Jak zaczarowani. Nie wiadomo, co jest groźniejsze. Czy ich umysł produkujący urojenie, czy piaski pustyni, promienie słoneczne i ciepłe powietrze? Bezosobowe, bezduszne. Czy fatamorgana jest produkcją celową? Może się tak wydawać przebywającym tam ludziom. Zwierzęta żyjące na pustyni nie mają z tym problemów. Pustynia nie jest środowiskiem odpowiednim dla ludzi. Jednak człowiek znalazł się tam z jakiś powodów. Zaaklimatyzował się. Dostosował. Zwierzęta, jak skorpiony, węże i pająki, czy chociażby wielbłądy, postrzegają świat zupełnie inaczej. Nie widzą miraży. Nie ulegają złudzeniom. One są tylko dla ludzi.
Ludzie nie tylko ulegają mirażom, złudzeniom optycznym. Także sugestiom innego rodzaju oraz działaniom zachowawczym, gdy czują zagrożenie - uciekają. Dobrym przykładem obrazujący to zachowanie jest wydarzenie z 30 października 1938 roku. Orson Wells, emitując słynną powieść science fiction Wojnę światów przez radio w formie zainscenizowanego reportażu „na żywo”, udowodnił tezę, że cywilizacje pozaziemskie nie są dla nas obojętnym pojęciem. Tymczasem do dzisiaj zachowanie Amerykanów zdumiewa psychologów. Zadziwiająco wielka liczba mieszkańców Nowego Jorku nie miała wątpliwości, że inwazja była prawdziwa.

Orson Welles, fotografia Carla Van Vechtena z 1937 r.








Plakaty filmowe produkcji cieszących się dużą popularnością na początku XX wieku

Strach jest uzasadniony. To normalna reakcja. Strach jest częścią instynktu samozachowawczego, a więc czymś zupełnie naturalnym. Ale powinniśmy patrzeć na Kosmos, jak na wielkie wyzwanie. Nie możemy ustawicznie bać się. Należy zmierzyć się ze strachem. Walczyć o swoje miejsce. I do wielu rzeczy podchodzić z rezerwą.
To strach często ratuje nam życie. Ta temat strachu przeprowadzono poważne badania naukowe. Ludzie, którzy nie odczuwają lęku chorują na zaburzenia wewnątrzustrojowe. I zachowają się irracjonalnie; narażając często swoje i czyjeś życie. Refleksja jest więc jedna – nie bójmy się bać. Bać się jest przecież rzeczą ludzką. W kontakcie z nieznanym jesteśmy tylko my, przyjaciel i to trzecie – nasz strach.


Obcy na desce kreślarskiej


Większości producentom filmowym zależy na ciekawym pokazaniu twarzy Obcego. Kosmity. Nieszablonowym podejściu do tematu. Jak może wyglądać Obcy?
Pierwsze i czarno-białe filmy z gatunku grozy oraz science fiction nie odbiegają zbytnio od siebie. Pełno w nich makabrycznie zdeformowanych istot z Kosmosu. Obcy przybierają kształty pół-zwierząt, pół-ludzi. Czasami aktor występował w tym samym kostiumie na dwóch różnych planach zdjęciowych.
Trzeba było czekać jeszcze kilkadziesiąt lat nim pojawiły się pierwsze ambitne filmy science fiction. Ponoć według niektórych dziennikarzy Richard Nixon po raz pierwszy wizję promów kosmicznych zobaczył na ekranie kina. A to za sprawą słynnego już filmu 2001: Odyseja kosmiczna, Stanley Kubricka. Obraz zafascynował prezydenta na tyle, że wkrótce wyraził zgodę na budowę przez NASA wahadłowców.
Podobnie jest ze zwykłymi zjadaczami chleba. Wprost uwielbiamy oglądać filmy z gatunku fantastyki naukowej, gdy tylko odpowiadają naszym wyobrażeniom na dany temat i nie kłócą się z naszą inteligencją.
Skąd jednak wziąć pomysły na nowe postacie Obcych w kinie? Jakbyśmy powiedzieli – nowe twarze. Nie jest to takie łatwe. Na szczęście obok rodzącego się medium trwał jego starszy brat – komiks obrazkowy. Wiele filmów tworzy się na podstawie dzieł literatury science fiction oraz komiksów, które wydają się być nieocenione dla filmowych adaptacji. Są jednak wyjątki, obraz Light in the sky powstał na podstawie relacji naocznych świadków. Czasem pozwalano działać nieokiełznanej wyobraźni reżyserów, czasem, jak miało to miejsce w przypadku Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia autorom zależało na pokazaniu „faktów”, scenariusz powstał zgodnie z opisami naocznych świadków, którzy widzieli UFO oraz twierdzili, że zostali przez nie uprowadzeni.

W XX wieku powstało wiele filmów, których twórcy korzystali jedynie ze swojej wyobraźni. Rzadko kiedy producenci zabierali widzów na odległe planety, głównie dominował temat inwazji. Jednak musiało sporo czasu upłynąć nim technika animacji komputerowej sprawiła, że filmy o Kosmitach, nawet te najbardziej niedorzeczne, stały się nagle atrakcyjne. Efekty specjalne robią ogromne wrażenie nawet, gdy Obcy wyglądają w nich groteskowo i śmiesznie. Dzięki magii kina jesteśmy w stanie pokonywać Galaktykę wzdłuż i wszerz oraz badać jej tajemnice bez ruszania się z fotela.
Komiks jest ciekawą formą wyrazu, który oddziałuje na ludzkie oko niczym ekran telewizora. W dodatku może powstać w miarę łatwy i tani sposób. Transportuje w świat pomysły autorów, którzy nie dysponują olbrzymimi środkami pieniężnymi, a które konieczne są dla produkcji filmu. Wystarczy biurko, kilka przyrządów do rysowania oraz pomysł. Najlepiej genialny. Rzecz ma się tu trochę podobnie, jak w przypadku tworzenia filmowych story baord’ów. Na podstawie najlepszych opowieści obrazkowych powstają filmy, jak chociażby było to w przypadku: Supermana, Batmana, Spidermana, X-Mena, Matrixa, Sin City, czy 300-stu.
Scenarzyście w zasadzie wystarcza biurko, maszyna do pisania i własna wyobraźnia. Ale komiks jest znacznie bardziej bezpośredni w swoim wyrazie. I w inny sposób oddziałuje na nas, jak zapisana kartka papieru.
Przykład? Gra na wyobraźnię. Jeżeli Szanowny Czytelniku jesteś mężczyzną, to jakie wrażenie robi na Tobie słowo: kobieta? Teraz myślisz skojarzeniami: kobieta – a, więc może aktorka, modelka, siostra, koleżanka… Wysoka, niska… Szczupła? To czysta strata czasu. Ale twój mózg wykonuje w tym czasie kilka logicznych zadań. A teraz wyobraź sobie, że zamiast kartki z wyrazem kobieta, podaję Ci zdjęcie, albo jej rysunek. Mózg zaczyna działać na innej płaszczyźnie, na płaszczyźnie emocji i uczuć. Nie zastanawiasz się nad wyglądem. Bo już ją widzisz. Zastanawiasz się raczej, czy jest atrakcyjna dla Ciebie.
Ale komiks nie stałby się tym, czym się stał, gdyby nie kilku fantastycznych rysowników. To dzięki nim osiągnął miano dzieła sztuki. Stał się atrakcyjną formą przekazu. Udoskonalaną. Przeszedł kilka metamorfoz. I ostatecznie zawdzięcza to utalentowanym rysownikom i błyskotliwym scenarzystom komiksowych dymków.


Kosmici w kinie


Wiek XXI niezaprzeczalnie upłynie pod panowaniem kina cyfrowego 3D, z doskonałymi efektami komputerowymi najwyższej jakości, przejrzystym obrazem, krystalicznym dźwiękiem dolby surround – stereo prologi. Jednym słowem – pod panowaniem filmów nowej generacji, zapierających dech w piersi dzięki widowiskowym i spektakularnym efektom wizualnym oraz dźwiękowym. Filmów wyświetlanych w salach kinowych wielu nowoczesnych multipleksów, których jest coraz więcej z roku na rok. A wszystko to po to, aby przybliżyć nas do świata magii kina. Zaczarowanej krainy hollywoodzkich snów.
X muza wydaje się być stworzona dla potrzeb literatury science fiction oraz fantastyki, szeroko rozumianej. Mieliśmy tego przykład oglądając takie filmy, jak chociażby Matrix braci Wachowskich, nowe oblicze Władcy Pierścieni autorstwa Petera Jacksona oraz odcinki Wojen Gwiezdnych George’a Lucasa już w 3D.
Obcy w filmach nowej generacji wydają się prawie namacalni. Doskonalsi. Ciekawsi. A to ze względu na konkurencję, nie tylko w branży filmowej. W filmach przestawiających sylwetki Obcych pojawiają się nowe wątki, od filozoficznych do natury bardziej przyziemnej. Producenci zapowiadają kontynuacje hitów kinowych, takich jak Alien, Predator, Wojny Gwiezdne, Star Trek. A w najbliższych latach ma się ukazać szereg nowych filmów.
Stopniowo, z mijającymi dekadami, zmienia się wyobrażenie ludzi o Kosmitach i samych Kosmosie. Czasami mamy do czynienia z brutalnym i krwawym konfliktem - wojnami cywilizacyjnymi. Czasami udaje się nawiązać przyjacielski kontakt (Steven Spielberg - Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia; Robert Zemeckis - Kontakt).
Ostatnio za ekranizacje Wojny Światów wziął się nie kto inny, jak sam Steven Spielberg. Zdecydowanie jest bliższy prawdy. Ostatecznie Obcy okazują się agresorami, z którymi należy podjąć walkę. Najeźdźcami i groźnym przeciwnikiem. Odmiennie niż ma to miejsce w Bliskich Spotkaniach Trzeciego Stopnia, czy E. T.. Film jest ciekawą adaptacją historii sprzed przeszło stu lat. Stary jak świat motyw ewoluuje, znika naiwność reżysera, pojawiają się nowinki techniczne. Obraz okraszony doskonałymi efektami komputerowymi. Nie wszystkim podoba się kino, które uprawia Steven Spielberg. Ja uważam go za najlepszego reżysera naszych czasów. Nie jest to kino tak efektowne, jak chociażby Matrix braci Wachowskich, ale ma swój specyficzny urok. Fani Mistrza na pewno się ze mną zgodzą.





Kadry z filmu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” w reż. S. Spielberga.

Trzy wizje i trzy razy nie

Ciekawie przedstawia kontakt z cywilizacją pozaziemską Stanley Kubrick. Pomysł A. C. Clarke’a, według którego opowiadania nakręcono film (Posterunek), wydaje się prosty. Monolit - urządzenie Obcych, którzy dawno temu opuścili Galaktykę albo wyginęli, nawiązuje kontakt z komputerem pokładowym Hal 9000. W porównaniu z nim człowiek wydaje mu się prymitywny. I ostatecznie próbuje pozbyć się załogi statku, który zmierza w stronę Jowisza. By jednak ludzie mogli stworzyć Hala wpierw Monolit musi „uczłowieczyć zwierzęta”. A, więc ingeruje w nasz rozwój od samego początku. Jesteśmy obecnie tym, czym chciał żebyśmy byli. Następnie ludzie zbudowali Hala, symbol ludzkiego szczytu intelektualnego. W pewnym momencie bohaterowie ocierają się o Istotę Boga. Widzowie mogą mieć wrażenie, że współczesnym bliżej jest do prymitywnych Indian, których spacyfikował Cortés, gdy w grę wchodzi walka na życie i śmierć ze sztuczną inteligencją.


Według mnie twórcy całego pomysłu, pisarzowi Arthurowi C. Clark’owi, zresztą podobnie, jak Stanisławowi Lemowi (Solaris), czy Carlowi Saganowi (Kontakt), chodziło o to, aby uwiarygodnić przesłanie, że kontakt z innymi cywilizacjami może być bardzo trudny lub wręcz niemożliwy do zrealizowania. Gdyby tak naprawdę było, gdyby dzieliła nas przepaść nie do zasypania, musi wystarczyć jedynie świadomość, że cywilizacje takie istnieją, lecz do współpracy żadnej dojść nie może ze względu na podstawowe różnice, chociażby w budowie ciała i zachowaniu się. Nie mówiąc już o intelekcie, czy psychice.
Byłaby to kolejna zagadka Matki natury. Dlaczego Bóg stworzył tak wiele, tak różnych ras, których porozumienie jest nikłe lub wręcz niemożliwe? A może tak objawia się geniusz Stworzenia?
Niezaprzeczalnie, co by o tym nie myśleć, na tą sprawę można spojrzeć dwojako. Znudzeni poszukiwaniem CP w Kosmosie, brakiem sygnałów od Nich, zastanawiamy się dlaczego tak jest? Wynikiem są Kontakt, Solaris, Odyseja Kosmiczna. Doszliśmy do wniosku, że jesteśmy sami w Kosmosie. Ale nie jest to logiczne. Coś się w nas burzy. Przecież Droga Mleczna zawiera miliardy gwiazd. Potencjalnie dziesiątki tysięcy zamieszkałych planet. Więc muszą istnieć w niej i takie istoty, z którymi kontakt bądź współpraca jest możliwa, a nawet mile widziana.
    
Wizja druga

Być może już dawno doszło do spotkania z Obcymi, tylko nie zauważyliśmy tego, ze względu na trudności w nawiązaniu kontaktu, np. radiowego. Film Solaris, jak i jego pierwowzór - książka, która została napisana przez S. Lema, opowiada nie o kontakcie z Obcą cywilizacją, ale z Obcym Bytem. Astronauci odkrywają na mało znanej planecie tajemniczą formę życia - inteligentny ocean. Byt, który od samego pojawienia się statku na orbicie, niesamowicie oddziałuje na niczego nie świadomą załogę. Bowiem według ludzi planeta jest pusta. Brak na niej inteligentnego życia. Zagadkowy Byt jednak powoli przenika umysły osób znajdujących się na pokładzie. Dochodzi do dziwnych wydarzeń. To nietypowe, wręcz podświadome oddziaływanie inteligentnego oceanu na załogę statku możemy nazwać próbą porozumienia się tajemniczego Bytu z ludźmi. Czy w Kosmosie istnieją podobne Byty? Jeżeli tak, jak sądzi Lem, kontakt będzie bardzo ograniczony lub wręcz niemożliwy.


Kino amerykańskie przedstawia głównie krwiożercze istoty z Kosmosu. Tworzy filmy akcji pełne efektów specjalnych. Są one bardzo widowiskowe. Europejczycy bywają subtelniejsi, ale kto ma rację? Film, jak i powieść Lema, to zabawa czysto intelektualna. W rzeczywistości jest to łagodniejsza wersja horroru science fiction. Kula z Dustinem Hofmanem przypomina go trochę. Pewne podobieństwa odnajdziemy również w filmie Ukryty wymiar. Oba powstały jednak dużo później niż książka Lema.
W filmie nie straszą oślizłe stwory z Kosmosu, krwiożercze mutanty, szkarady. Strach występuje na podłożu metafizycznym. Psychicznym. Etapami. W snach. Uaktywnia lęki bohaterów. Jest to jakby uboczne działanie tajemniczego Bytu. Czasami bardzo negatywnie. Astronauci popadają w rodzaj choroby psychicznej, a co niektórzy w paranoję. Być może takie zachowanie to forma samoobrony, niczym kolce u kaktusa. Byt, „żywy ocean”, bada załogę statku. Bohaterom sen miesza się z rzeczywistością. Nie wiedzą co jest prawdą, a co złudzeniem, jawą. W ostateczności dręczą ich własne koszmary i obawy, które precyzyjnie wyłuskuje z ich umysłu tajemnicza siła.

Wizja numer trzy

Książka Kontakt profesora astronomii, Carla Sagana, została napisana w roku 1985, lecz film powstał stosunkowo niedawno. Późno, bo pomysł uczonego spodobał się dopiero Robertowi Zemeckis’owi, który zdecydował się 1997 na kręcić film na jej podstawie. Może to nawet dobrze. Współczesne efekty ozdobiły obraz nie szpecąc go tandetnymi rekwizytami, jak mieliśmy to w przypadku innych dzieł z gatunku fantastyka naukowa. Tu również przedstawia się nam nietypowe spotkanie ludzi z Obcą cywilizacją. Do samego kontaktu nie dochodzi, Kosmici informują bohaterkę, że nie jesteśmy na niego jeszcze gotowi. Dają jednak do zrozumienia o swoim istnieniu. Muszę tu wspomnieć, iż książka bardzo różni się od wizji reżysera. Mimo wszystko w obu wersjach nie dochodzi do bezpośredniego kontaktu.
Ostatecznie nie rozumiem zamysłu C. Sagana, bo w takim razie, po jakiego grzyba przysyłają nam drogą radiową plany budowy kosmicznego „teleportera”? Wydaje mi się, że autor nie do końca wiedział, jak ma dalej potoczyć akcję powieści, bądź chciał w ten sposób uniknąć kłopotliwych opisów Obcych. Co wydaje mi się zrozumiałe, ponieważ za życia był bardzo szanowanym i poważnym naukowcem. W ostateczności decyduje się na niejasny do końca przekaz, co może niektórych nas wytrącić z równowagi, bo w finale oczekiwaliśmy  fajerwerków, przyzwyczajeni superprodukcjami amerykańskimi. W filmie, gdy dochodzi do spotkania Obcy przysyłają swojego ambasadora, którym okazuje się zmarły ojciec bohaterki. Według Nich jesteśmy zbyt opóźnieni w rozwoju, by móc nawiązać jakąś bliższą współpracę.
Książka Sagana jest wyjątkowym dziełem. Obowiązkową pozycją każdego fana science fiction. Sięga też po nią wielu naukowców, czy studentów astrofizyki. Pełno w niej specyficznego, specjalistycznego żargonu. Jak wiemy, Carl Sagan, przez wiele lat swojego życia aktywnie wspierał organizacje poszukujące cywilizacji pozaziemskich i w tym celu uczestniczył w kilku projektach badawczych. Polecam jej przeczytanie, bo zasadniczo różni się ona od adaptacji filmowej. Poruszone są w niej między innymi kwestie budowy sieci kosmicznych „teleporterów” przez Obcą, tajemniczą rasę, która dawno temu opuściła naszą Galaktykę. Ich osiągnięcia został udostępnione innym rasom zamieszkującym Kosmos. Jedna z nich pragnie w przyszłości nawiązać przyjazne stosunki z ludźmi.
Carl Sagan, podobnie, jak Stanisław Lem i Arthur C. Clarke, w wymienionych przeze mnie powieściach (Kontakt, Solaris, Odyseja kosmiczna), nie opisują istot pozaziemskich, jak czynią to popularni autorzy science fiction. Raczej unikają tego. Przez to stają się zauważalni w natłoku nazwisk. Ich wyobraźnia eksploruje zakamarki nie zbadane przez człowieka i dochodzi do wniosku, że mogą istnieć w Kosmosie tak różne inteligentne stworzenia, że „kontakt” może nie przynieść nam materialnych, czy fizycznych korzyści, a jedynie duchowe.
Nie mają z tym problemu inni pisarze, czy twórcy filmów science fiction. W niektórych dziełach aż roi się od Obcych form życia. U Sagana, jak i u Zemckisa, nie wiemy, jak wyglądają Kosmici, bo stosują pewną formę kamuflażu. Stosunkowo mało wiemy o Obcych z odległej planety o dźwięcznej nazwie Wega. Po seansie pozostaje nam w pamięci jedynie chwila refleksji i zadumy nad wszechświatem. W porównaniu z innymi rasami jesteśmy technicznie i mentalnie daleko z tyłu.

Ból głowy

Powszechnie uważa się, że cywilizacje pozaziemskie nie istnieją, gdyż wszelkie próby nawiązania kontaktu nie powiodły się. A, gdyby nawet istniały, to ich odwiedziny byłyby znacznie utrudnione ze względu na olbrzymie odległości dzielące gwiazdy. I dalej, chociażby jak przypuszczają niektórzy miały miejsce w przeszłości, to musiałyby się odbywać raz na setki bądź tysiące lat. Z takiego punktu widzenia nie może istnieć żadne kosmiczne imperium. Kontakt między cywilizacyjny byłby bardzo utrudniony z wielu powodów.
W świetle nauki i zdroworozsądkowego myślenia CP stanowią wręcz tabu. Co oznacza, że raczej się o nich nie mówi. Wbrew pozorom temat ten jest niewygodnym do rozmów, nie tylko dla samych naukowców, którzy twierdzą, że nie ma dowodów na ich istnienie. Skwituje, niestety brak jest również dowodów na to, że nie istnieją w bezmiarze gwiazd.
Zabiegani w codziennym życiu nie mamy czasu zastanowić się nad wieloma problemami, w tym nad tematem istnienia bądź nie innych cywilizacji, podobnej do naszej. Nic straconego, ponieważ robi to za nas wielu producentów filmowych. Na filmy science fiction uczęszcza bardzo dużo osób i nie prawda, że chodzą na nie dlatego, że nie ma lepszych filmów. Obcy przyciągają publiczność w prawie każdym wieku. Wytwórnie prześcigają się w pomysłach zarabiając przy tym krocie. Dlaczego istnieje zainteresowanie i pobyt na takie filmy? To równie ważne pytanie, jak to czy CP w ogóle istnieją?
Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Może rację mają ci, którzy twierdzą, że bezpośredni kontakt z wysokorozwiniętą cywilizacją pozaziemską byłby niemożliwy ze względu na dzielące nas różnice (biologiczne, mentalne, intelektualne). Miliony dolarów wyrzucono w błoto. Dla innej rasy, stojącej na wyższym szczeblu ewolucyjnym, nie stanowimy równorzędnego partnera dla jakichkolwiek rozmów. Gdy myślą o ludziach czują jedynie nieznośny ból głowy.
Motyw inwazji z Kosmosu wprowadził do literatury H. G. Wells w powieści Wojna światów (1898), ukazując napad Marsjan na naszą planetę. Po 115 latach od napisania książki i 75 lat od wyemitowania słynnej audycji Wellesa temat wydaje się wciąż aktualny i niewyczerpany. Pobudza wyobraźnie i dotyka czułych punktów.                                                                                               

06-11-2013, Warszawa

PS. A może ONI jednak istnieją…?




Nieśmiertelne kadry z filmu pt. „Oni żyją” z 1988 r.