środa, 3 kwietnia 2019

50 lat temu na Policy…




W hałasie i jazgocie rozżartych polityków, jakoś milczeniem pominęło się okrągłą, 50-tą rocznicę jednej z największych katastrof lotniczych w Polsce Ludowej.

W dniu 2.IV.1969 roku, około godziny 16-tej w północny stok Policy werżnął się samolot An-24 w barwach PLL LOT o znakach SP-LTF z lotu LO-165 z Warszawy do Krakowa. A tak oto piszę o tym w naszej książce „Tajemnice katastrof lotniczych” wraz ze Stanisławem Bednarzem:

2.IV – Polska: samolot An-24B PLL LOT  z Warszawy do Krakowa w niejasnych do dziś niewyjaśnionych okolicznościach uderzył w  zalesione zbocze Policy około 50 km od Krakowa. Samolot zboczył z trasy i minął Kraków. Zginęło 53 osoby w tym prof. Zenon Klemensiewicz wybitny językoznawca, minister leśnictwa Stanisław Tkaczow, syn ministra Komunikacji 14-letni Piotr Lewiński, czołowy duchowny kościoła polsko-katolickiego Antoni Naumczyk, pilot szybowcowy Zbigniew Rawicz. Było też trzech obywateli USA, dwóch  Wlk. Brytanii, jeden Włoch. Nie jest jasne do dzisiaj dlaczego samolot minął Kraków pomimo dobrej widzialności. Podejrzewano porwanie. Źródła zachodnie mówią o utracie orientacji wskutek śnieżycy, ale nie było śnieżycy, tym niemniej pogoda była nie za dobra i samolot leciał w tzw. „półce”. Natomiast akcję ratowniczą utrudniały zwały śniegu i wysokie położenie wraku  ponad 1200 m n.p.m. Polica ma 1369 m, samolot uderzył 100 m poniżej szczytu. Samolot nie mógł wykonać manewru podciągnięcia gdyż był przeładowany i rozwijał zbyt dużą prędkość. W wyciąganiu ofiar dopiero 4 godziny po katastrofie czyli około 20-tej pomógł spawacz  warsztatów kolejowych w Suchej Beskidzkiej, poza tym zmobilizowano jednostki MO, WOP, OSP i PSP z Zawoi i okolicznych miejscowości – w tym z Jordanowa. Nie wyjaśnione jest też w jaki sposób samolot ominął radiolatarnię w Jędrzejowie i wziął krakowską radiolatarnię za jędrzejowską. Nie jest jasne dlaczego w spisach LOT było 51 osób, a w rzeczywistości 53  (ta dwójka nadliczbowa to pracownicy PLL LOT). Przypadek jest niewyjaśniony do dziś dnia i to powoduje powstawanie coraz to nowych teorii spiskowych i legend miejskich.

Dzisiaj na miejscu tragedii znajdują się dwa monumenty upamiętniające to wydarzenie: pierwszym jest płyta poświęcona pamięci prof. Zenona Klemensiewicza na Przełęczy Krowiarki, drugim jest pomnik na Okrąglicy upamiętniający wszystkie 53 ofiary tej katastrofy.

Sprawą tej katastrofy usiłowałem zainteresować realizatorów kanadyjskiego serialu „Katastrofy w przestworzach”, ale bez odzewu. Nie dziwi mnie to, bowiem oni skupiają się na sprawach rozwiązanych, a nie tak tajemniczych jak ta. Przecież w „wolnej” Polsce powinien się tym zająć IPN, ale jak dotąd nie zajął się tym nikt. Dokumenty jej dotyczące nadal kiszą się w sejfach MSWiA.

Jaką to straszliwą tajemnicę kryje ta katastrofa, że po upływie 50 lat nikt nie chce się zająć jej rozwikłaniem???  



Opinie Czytelników


Przypomniała mi się taka historia, Jechałam z rodzicami na święta do Kielc. W pociągu jechała matka z córką do Krakowa. Opowiadały że zwykle leciały samolotem do Krakowa ale tego dnia była taka straszna mgła że nawet nie pojechały na lotnisko bo były przekonane , że lot będzie odwołany. Następnego dnia dowiedziałam się o katastrofie samolotu i dlatego zapamiętałam tę rozmowę w podróży. One uratowały sobie życie. Chyba innej katastrofy samolotu do Krakowa nie było, więc moje wspomnienia dotyczą właśnie tej. (Alina)

Pamiętam opowiadanie o przyjacielu prof. Klemensiewicza, który nie poleciał tym lotem tylko dlatego, że był głodny i postanowił zjeść obiad. To uratowało mu życie, bo nie poleciał tym lotem. Potem był przesłuchiwany przez śledczych, ale nie wniósł niczego istotnego do sprawy. (Daniel Laskowski

Masz rację, sprawa cicha nic o niej nie wiadomo. Może gdyby zaczęto drążyć temat, znalazłyby się znawcy tematu. Zapewne jeszcze żyją… (A.S.)

Może minister M. by się tym zajął? (A. Lamparski) 


Wielki i istotnie tajemniczy dramat - o tym ,że dotąd niewyjaśniony , nawet nie wiedziałam jak również i o tym , że jedną z ofiar był znany mi ze studiów profesor Klemensiewicz. Jednocześnie uważam, że w tak poważnej kwestii popisywanie się prymitywnym dowcipem jest nie na miejscu, choć też "nie trawię" min . M (Ula Wolińska)