Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agharta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agharta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2025

Brinsley le Poer-Trench - OPERACJA ZIEMIA (11)

 

ROZDZIAŁ XI – Bliżej niż myślimy.

 

Mówiło się już wcześniej, że prawdziwi Kosmici, którzy w ciągu naszej historii przybywali i przybywają na Ziemię, są do nas przyjaźnie nastawieni. Jak zatem pogodzić z powyższym fakty spotkania z wrogo nastawionymi NOL-ami i wzrastającą obawą przed Ludźmi w Czerni? Koncepcja, którą tu przedstawię, nie jest oryginalna i była publikowana w wielu wariantach. Uważana była za „drogę wyjścia” dla polityków, a jednocześnie może ona stanowić pewne wyjaśnienie dla światowej aktywności MiB i „wrogości” NOL-i. Kilku pisarzy-naukowców podało klucz do tej tajemnicy, a byli to m.in. dr. Morris K. Jessup i Trevor James. W skrócie wygląda to następująco:

Ogromna większość NOL-i pojawiających się w naszej atmosferze jest niewyczuwalna naszymi zmysłami i ma swe pochodzenie z niewidzialnej „aury” otaczającej naszą planetę. Zgodnie z informacją z książki T. Jamesa pt. „They Live in the Sky” – „aura” ta rozciąga się na 200.000 km od powierzchni Ziemi. Jessup dodaje, że NOL-e operują tylko w systemie planety podwójnej Ziemia – Księżyc i przybywają z „przestrzennych wysp” tego obszaru. Wynika z tego, że NOL-e nie mogą opuścić tej przestrzeni, leżącej poniżej owego granicznego dystansu 200.000 km, tj. poza skorupą astralną naszej planety. Obaj autorzy są zgodni, co do tego, że ta skorupa astralna jest źródłem NOL-i.

Mistycy przez stulecia twierdzili i nadal twierdzą, że każdy przedmiot – obojętnie, żywy czy martwy – ma swego rodzaju otoczkę auryczną, czemu już nie zaprzecza oficjalna nauka.[1] W tej aurze są odzwierciedlone wszelkie cechy przedmiotu lub osoby. Aura nie kłamie! Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy, ale tak naprawdę, to jest nią aura. Wyobraźmy sobie, jak ciemną jest aura naszej planety!!!... I raczej trudno byłoby sobie wyobrazić piękne i eteryczne istoty zanurzone w niej...

Ivan T. Sanderson – znany biolog – w swej książce pt. „Uninvited Visitors” omawiał zdjęcia Jamesa. Twierdzi on, że najwięksi eksperci nie mogli zarzucić mu fałszerstwa. Zgodnie z informacjami Jamesa – mieszkańcy skorupy astralnej są bardziej rozwinięci technologicznie, ale ich poziom etyczno-moralny jest niższy od naszego. Potrafią Oni posługiwać się za to w wyższym stopniu zjawiskami typu psi. Wyglądałoby zatem na to, że Oni nie mogą zaatakować nas otwarcie, przynajmniej jeszcze nie teraz. Powyższe tłumaczy także niewyjaśnione zaginięcia i porwania ludzi, statków i samolotów.[2]

Mamy na to wiele dowodów, m.in. 5 grudnia 1945 roku, piątka samolotów TBM Grumman Avanger z bazy lotniczej US Navy w Forcie Lauderdale, FL, wyleciało na rutynowy lot szkoleniowy na trasie 160 mil na wschód od Wysp Bahama, potem 40 mil na północ i powrót do bazy.[3] O godzinie 15:45, dowódca lotu – por. pil. Charles Taylor[4] podał przez radio, że nie jest pewny swej pozycji, co było o tyle dziwne, bo wszystkie kompasy były sprawne przed startem. W 40 minut później następna wiadomość dotarła do bazy od zagubionych nad oceanem samolotów. Piloci wciąż szukali kursu do bazy. Wysłano więc załadowanego sprzętem ratunkowym PBY Martin-Marinera w celu sprowadzenia do bazy Avangerów lub uratowania ich załóg. Wysłano po pewnym czasie wezwania radiowe do wszystkich, ale nie otrzymano żadnej odpowiedzi, ani od zaginionej piątki Avangerów, ani od Martina-Marinera... Potem 20 okrętów i 200 samolotów czesały ocean do oporu. Bez żadnego śladu, bez żadnego znaku – nic! Żadna radiostacja nie odebrała sygnału MAYFAIR[5] czy MAYDAY, PAN-PAN albo SOS. W tym ekstremalnie dziwnym wydarzeniu zginęło bez śladu 6 maszyn i kilkanaście osób. A przecież wszyscy mieli kamizelki ratunkowe maewestki, i w krótkim czasie mogli wydostać się z tonących samolotów.[6]

Jak nam wiadomo, NOL-e mogą wpływać na pracę radia, kompasów i silników. Wygląda na to, że samoloty unieruchomiono w powietrzu, a następnie wciągnięto na pokład „statku-matki” przy użyciu pól siłowych czy strumienia promieniowania. Brzmi to wszystko fantastycznie, ale nie ma żadnego innego logicznego wytłumaczenia tego incydentu, a przecież jest jeszcze więcej relacji o porwaniach samolotów lub niewyjaśnionych ich zniknięciach właśnie w podobnych okolicznościach, jak w przypadku „Lotu 19”. Jest sprawą wysoce dyskusyjną, czy samoloty te zostały porwane przez NOL-a, w celu nawiązania z ludźmi przyjaznego kontaktu. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ludzi zmuszano do wejścia na pokład NOL-i i tam poddawano badaniom wbrew ich woli. Poza tym jest więcej przykładów działania „wrogich” NOL-i.

Jednym z nich jest incydent, który wydarzył się w listopadzie 1957 roku w miejscowości Itapu w Brazylii.[7] W tę listopadową noc, szczytową część fortyfikacji patrolowało dwóch żołnierzy. NOL pojawił się nagle i zawisł nad jedną z wież. I naraz z obiektu wystrzelił promień światła, uderzając falą żaru w obu wartowników, którzy poczuli, że pala się na nich mundury. Znany ufolog brazylijski dr Olavo Fontés wysunął na tej podstawie hipotezę, że był to atak strumieniem ultradźwięków. Światło rozjaśniło na moment resztę fortecy wywołując panikę, a później zgasło. Wtedy kilku żołnierzy mogło dostrzec błyski pomarańczowego światła, które ulatywały z ogromną prędkością. Wartownicy mocno poparzeni zostali zabrani do szpitala, a następnego dnia otrzymali oni rozkaz zabraniający im jakichkolwiek rozmów na temat tego wydarzenia!

Incydenty te są spowodowane przez nasze wybuchy nuklearne. Istoty zamieszkujące skorupę astralną obawiają się naruszenia równowagi obydwu continuów materii. W samej rzeczy nasze testy jądrowe i termojądrowe przyciągają Ich uwagę bardziej, niż inne obszary naszej działalności lub badania przestrzeni kosmicznej poza Układem Słonecznym.[8] Dlatego też Oni tak często patrolują naszą atmo- i hydrosferę. W wielu historiach opowiadanych przez kontaktowców pojawia się i namolnie powraca pytanie: Czemu wy wciąż używacie tych bomb?

Bieg wydarzeń sprawia, że w tej chwili, kiedy piszę te słowa, Argentyna znajduje się w przededniu wielkiej inwazji NOL-i, a swój osąd opieram na korespondencji nadchodzącej z tego kraju. Jednakże były wydawca „BUFORA Journal” – dr J. Cleary-Baker ma odmienny pogląd na tę sprawę, i tutaj pozwolę sobie zacytować jego myśli:

Żywię wątpliwości, czy interwencja (albo inwazja) będzie miała postać masowego lądowania wielkiej armady NOL-i, wyposażonych w >>promienie śmierci<< i inne ponure piekielności rodem z >>Wojny światów<< H. G. Wellsa. Raczej należy spodziewać się intensyfikacji wojny psychologicznej, wzrostu nacisku na umysły i świadomość mas ludzkich w celu   u w s t e c z n i e n i a   Ludzkości.[9]

Krótko mówiąc możliwe jest, że Istoty zamieszkujące naszą aurę planetarną – lub jak kto woli skorupę astralną – planują zniszczenie nas, ale nie poprzez siłę fizyczną, lecz mentalnie – poprzez wyzwolenie w nas wszelkich negatywnych cech naszego ID.

Wielu ufologów jest zdania, że Istoty te są już na Ziemi i bazują w jakichś odległych, a niezbadanych i bezludnych rejonach globu, jak np. Mato Grosso w Brazylii, czy w Himalajach. Istnieje także inna szkoła, której zwolennicy wskazują na niezbadane dotąd obszary Arktyki i Antarktyki. Wiele faktów obserwacji NOL-i stwierdzono właśnie na kontynencie Antarktydy. Kilka lat temu, kmdr Augusto Vars-Orrego z chilijskiej marynarki wojennej przebywał ze swą eskadrą na wodach Antarktydy. Naraz pojawiło się kilka NOL-i, które okrążyły jego okręty, a następnie poleciały w kierunku kontynentu. Wykonano wiele zdjęć tych obiektów.[10]

A teraz zreferuję teorię, którą konserwatyści traktują podobnie, jak teorię skorupy astralnej. Zacznę od tego, że kilka lat temu napisałem w FSR, że problem NOL-i jest ogromny, a napisałem to wiążąc ze sobą NOL-e i parapsychologię wraz z szeregiem niewyjaśnionych dotąd zjawisk. Nie jest dobrze, gdy problemy te rozpatrujemy li tylko z wąskiego punktu widzenia tzw. współczesnej nauki. Istoty, które przybywają do nas na pokładach Latających Talerzy, będące już to Kosmitami, już to Istotami niewiele od nas biologicznie zróżnicowanymi, doskonale wiedzą o tym, że jesteśmy ograniczeni naszą wiedzą i jej możliwościami.

Istnieje zatem alternatywna – do teorii skorupy astralnej – możliwość, że Ziemia przypomina ni mniej, ni więcej, tylko pusty w środku orzech z czasowo otwierającymi się przejściami do jej wnętrza w rejonie Biegunów (!!!) oraz to, że wnętrze Ziemi zamieszkuje jakaś podziemna rasa...

Wielu pisarzy-fantastów użyło tej koncepcji jako kanwy dzieł beletrystycznych i naukowych, jak np. Bulver Lytton w książce pt. „The Coming Race”, (Oxford 1871). Pisarz William Reed ukończył swą powieść „The Phantom of the Poles”, (Nowy Jork 1906), w chwili, kiedy Marshall B. Gardner napisał swoją „A Journey to the Earth’s Interior”, wydaną w Chicago, IL, 1920 (II wydanie), nie mówiąc już o Julesie Verne i jego kultowej powieści „La Voyage au la centre de la Terre” czy „Plutonii” I. Obruczewa.[11] Także słynny twórca postaci Tarzana Edgar Rice Borroughs opisał królestwo Pellucidaru leżące we wnętrzu naszej planety... Współczesnymi obrońcami tej Teorii Pustej Ziemi są Raymond Bernard – autor książki pt. „The Hollow Earth”, (Nowy Jork 1969), i amerykański publicysta Raymond A. Palmer, który w magazynie „Flying Saucers”[12] wyciągnął na światło dzienne pewien fakt z transarktycznego lotu adm. Byrda i Duffeka.[13] Otóż w pewnym momencie adm. Byrd oświadczył: Widziałem ten ląd! Ten ląd na Biegunie! Ten kraj jest centrum wielkiego nieznanego!...Zgodnie z relacją Byrda i jego towarzyszy, a podaną przez Palmera, ci – którzy przebywali na pokładzie jego samolotu – przeżyli coś zdumiewającego, a mianowicie widzieli oni: Wolny od lodów ląd, jeziora i góry, które pokrywały drzewa i monstrualne zwierzęta. Obserwację tą przekazali drogą radiową do bazy.[14] Zgodnie z naszą wiedzą drzewa nie porastają północnej Alaski, Syberii i Kanady, tak więc adm. Byrd nie mógł ich widzieć na terenach, nad którymi przelatywał.[15]

13 stycznia 1956 roku, samolot US Navy przeleciał 3.700 km ponad Arktyką, gdzie zaobserwował podobny fenomen. Palmer jest zdania, że Ziemia jest pustym orzechem otoczonym pasami Van Allena – Wiernowa, a loty tych samolotów odkryły wejścia do wnętrza Ziemi na obu jej Biegunach, gdzie te pasy nie występują.[16]

Co można zrobić z tą teorią? We „Flying Saucers Story” idea Pustej Ziemi została w zasadzie odrzucona, jako zbyt nieprawdopodobna i trudna do akceptacji. Jednakże nie można odrzucić jej całkowicie, jest ona bowiem prawdopodobna, jak każda inna.

Jak więc należy rozumieć wypowiedź Alberta Bendera po uciszeniu go przez trzech Ludzi w Czerni, która brzmiała właśnie tak: Zabrnąłem w fantazję i otrzymałem odpowiedź...[17] - a jednak NOL-e z wnętrza Ziemi, to fantastyka.[18] Bender i jego grupa byli przekonani co do tego, że NOL-e są czymś realnym i przybywają one do nas z głębokiego Kosmosu. Ale musimy też pamiętać, że Bender, Jarrold i Fulton opracowali teorię powiązań ufozjawiska z Antarktydą.[19] Być może odpowiedź, jaka otrzymał Bender była odpowiedzią ultymatywną i dotyczyła właśnie wnętrza Ziemi?... Nie znamy jej, i tylko Bender mógł ją podać. Ale jego książka wydana parę lat temu zbija nas z tropu i niczego nie wnosi do sprawy.[20]

Z drugiej zaś strony, hipoteza o Istotach zamieszkujących skorupę astralną jest równie fantastyczna. Na dobrą sprawę nie mamy żadnego przekonywującego dowodu na potwierdzenie lub zanegowanie obu tych hipotez. Taki pogląd głosi większość ufologów, jak np. Gordon Creighton, dr J. Cleary-Baker (BUFORA), John A. Keel, Jerome Clark, Lucius Farish i inni. A teraz popatrzmy na to z nieco innej perspektywy.

Charles Fort – zbieracz kamieni, ryb, żab i innych spadających z nieba przedmiotów i istot żywych, a także zdjęć obiektów, które my określamy mianem NOL-i, wypowiedział onegdaj pewne znaczące zdanie: My tu jesteśmy tylko rekwizytami...[21] Możliwe, że tak właśnie jest w rzeczywistości. Wszak pisałem w poprzednich rozdziałach, że to bogowie stworzyli istoty rozumne do własnych celów. Być może wciąż trwa „wojna w niebie”, a nasze umysły są negatywnymi śladami porażek i zwycięstw Niebian. Wszak wiadomo, że istnieje dualność umysłu ludzkiego, której przejawami jest rozróżnianie: dobro – zło, noc – dzień, czerń – biel, i wreszcie ego i ID. Możliwe, że zdegenerowanymi Istotami z niewidzialnych przestrzeni są właśnie MiB, których działalność ma na celu przejęcie kontroli nad mentalnością Ludzkości. Czy tak należałoby tłumaczyć ich działalność?

Ufolodzy przypuszczają, że Oni są wśród nas, a Ziemia jest scena gigantycznej konfrontacji Dobra i Zła. Musimy więc nabyć wiedzę o tym, jak chronić nasze człowieczeństwo utrzymując równowagę psychiczna i fizyczną. To jest najlepsza forma obrony w tych złych czasach. Jeżeli to zrobimy, wtedy Ludzie w Czerni nigdy nie przejmą nad nami władzy. Tak będzie!...

 

a



[1] Chodzi tutaj o zdjęcia w polu wysokiej częstotliwości, czyli tzw. „efekt Kirliana” – przyp. red.

[2] Zob. R. K. Leśniakiewicz – „UFO na granicy”, Kraków, 2000; i „Projekt Tatry” Kraków, 2002; gdzie opisuje on takie przypadki, które miały miejsce w Polsce – przyp. red.

[3] H. T. Wilkins – „Flying Saucers on the Moon”, Londyn, 1954

[4] Wg innych źródeł Charles Taylor był kapitanem – przyp. tłum.

[5] Sygnał o treści: „mam kłopoty” – uwaga tłum.

[6] Badania USAF wykazały, że samoloty te tonęły w czasie 45 sekund od momentu wodowania, a więc w czasie wystarczającym do ewakuowania się z nich nawet rannych pilotów. Incydent ten ma bogatą literaturę także w Polsce, w latach 1977-1990. Pisali o nim w swych książkach m.in. Arnold Mostowicz, Lucjan Znicz-Sawicki, Maciej A. Janisławski, Lech Niekrasz i Aleksander Grobicki, a także przewijał się on na łamach miesięczników „Nieznany Świat” czy „Czwarty wymiar” w latach 1990-2003 – uwaga tłum.

[7] C. Lorenzen – „Flying Saucers: The Startling Evidences of the Invasion from the Outer Space”, Nowy Jork, 1967 .

[8] Stwierdzenie to autor napisał nieco na wyrost, bowiem poza dwoma Pioneer’ami żadne inne ziemskie statki kosmiczne nie opuściły przestrzeni Układu Słonecznego – przyp. tłum.

[9] J. C. Barker – „BUFORA Journal”, vol. 2, nr 6/1968.

[10] K. Arnold i R. Palmer – ibidem.

[11] W Polsce pisali na ten temat W. Montyhert, A. F. Ossendowski i Al. Grobicki oraz R. K. Leśniakiewicz – przyp. red.

[12] „Flying Saucers”, Amherst, WI, 1969.

[13] Ów przelot nad Arktyką miał miejsce w 1927 roku – przyp. tłum.

[14] Inne źródła podają, że chodziło o lot transantarktyczny w 1929 roku, którego przebieg posłużył H. Ph. Lovecraftowi za kanwę do noweli pt. „W górach szaleństwa” (Warszawa 1990), a której akcja rozgrywa się na Antarktydzie, zaś bohaterowie zostają skonfrontowani z krwiożerczymi Przybyszami z Kosmosu – uwaga tłum.

[15] Tym bardziej, że Biegun Północny leży na czaszy lodowej, pod którą znajduje się Biegunowa Równina Abysalna o głębokości ponad 4.500 m! – uwaga tłum.

[16] Dzisiaj nad Biegunem Północnym naszej planety przelatują samoloty komunikacyjne z Europy do Kanady i Japonii i żaden z nich nie odkrył jakiegokolwiek otworu wiodącego do wnętrza Ziemi, zaś statki i okręty podwodne spenetrowały tamtejsze akweny z identycznym rezultatem... – przyp. tłum.

[17] G. Barker – „They Knew Too Much About Flying Saucers”, Nowy Jork 1956.

[18] Temat powrócił znowu po opublikowaniu doskonałej powieści Robina Cooka pt. „Uprowadzenie” (Warszawa 2002), w której autor powraca do hipotezy istnienia podziemnego świata Interterry, w którym żyją Ludzie z tzw. Pierwszej Generacji – Istoty istniejące ponad 2,5 mld lat pod powierzchnią naszej planety – przyp. tłum. 

[19] Nawiasem mówiąc, to Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi i Rosjanie łamiąc Traktat Antarktyczny najprawdopodobniej dokonywali na terytorium Szóstego Kontynentu wszelkich prób z nowymi rodzajami broni, już od 1946 roku, o czym świadczą niektóre dziwne wydarzenia na Antarktydzie i w Antarktyce. Oczywiście materiały na ich temat pozostaną tajne na co najmniej 75 lat... To tłumaczy także, dlaczego niektóre kraje zamierzają nie przedłużać Traktat Antarktyczny i rozwiązać SCAR, co dałoby im możliwość otworzenia swych poligonów wojskowych na Antarktydzie i dobrać się do tamecznych kopalin. Pewne wyobrażenie o skali problemu daje powieść sensacyjna pt. „Stacja lodowa” Matthewa Reilly’ego (Warszawa 2001) – przyp. tłum.

[20] A. K. Bender – „Flying Saucers and Three Men”, Londyn 1963.

[21] Ch. Fort – „The Books of Charles”, Nowy Jork 1941.

czwartek, 31 sierpnia 2023

Kim pan jest doktorze Barczenko?

 

Rejon badań prof. Barczenki na półwyspie Kola

Płaton Wiktorow

 

Te badania do dziś dnia nie cieszą się zainteresowaniem współczesnej nauki. A przecież niemal 100 lat wstecz im nadano znaczenie państwowe. Prof. Aleksandr Barczenko badał energię psychiczną (PSI) mózgu w tajnym laboratorium OGPU ZSRR. Do tego poziom tych badań naukowych był bardzo wysoki: w latach 60-tych amerykańscy dziennikarze przyznali, że ówczesne radzieckie prace nad jasnowidzeniem i telepatią wyprzedzały zachodnie co najmniej o 20 lat.

 

Hełmy do przekazu myśli

 

Prof. Aleksandr Wasiliewicz Barczenko od 1911 roku zajmował się badaniami fenomenów PSI i pisał o nich artykuły w popularno-naukowych czasopismach.

Szczególne miejsce w jego pracach zajmowała energia psychofizyczna ludzkiego mózgu. W artykule „Przekazywanie myśli na odległość. Część II” opublikowanym w magazynie „Przyroda i ludzie” nr 32/1911, Barczenko opisuje rezultaty swych doświadczeń, w których dwoje ochotników wkładało na głowy specjalne hełmy połączone miedzianym przewodem. Jeden z uczestników próbował nadać myśli, a drugi je odebrać. W przypadku przekazu obrazów zgodność zbliżała się do 100%, a przekaz przesyłanych słów dawał się z wielkim trudem, szczególnie jeżeli w słowach występowały szeleszczące dźwięki.

W 1913 i 1914 roku, Aleksandr Barczenko opublikował poświęcone podobnym badaniom powieści sci-fi pt. „Doktor Czernyj” i „Iz mraka” – ostatnie wydanie w 1991 roku.

 

Szambhalla i rewolucyjni marynarze

 

Po rewolucji październikowej, Aleksandrowi Barczence żeby przeżyć, przyszło wygłaszać odczyty i wykłady zrewolucjonizowanym marynarzom. On opowiadał im o Śambhalli (Shambhallah, Szamballa) – magicznej krainie w Tybecie, o której wspomina się w dawnych tekstach. Wykłady te były tak przekonujące, że marynarze zebrali się i postanowili: posłać do dowództwa list o gotowości udania się do Szamballi, by tam ustanowić łączność z tamecznymi mędrcami i przekazać odwieczne nauki towarzyszowi Leninowi.

I wtedy właśnie działalność Barczenki zainteresowała WCzK. W ich archiwach pierwsze notatki na jego temat datowane są na 1918 rok:

Barczenko zajmuje się badaniami w dziedzinie psychologicznych nauk, na pytania odnośnie państwa radzieckiego odpowiada lojalnie.

W październiku 1918 roku Barczenkę wezwano do CzK i poproszono o wygłoszenie wykładu o energii PSI i dawnych naukach.

 

Kindżał w sercu

 

Poza CzK, Barczenko aktywnie współpracował z Instytutem Mózgu i Wyższej Aktywności Nerwowej, którym kierował Władimir Biechtieriew. I wiosną 1921 roku ten instytut wysłał Aleksandra Wasiliewicza do rosyjskiej Laplandii (zachodnia część ówczesnego Obwodu Murmańskiego) w celu zbadania zagadkowego zjawiska zwanego „mierjaczienie” (dosł.: zmierzenie)  - psychicznego, często kolektywnego schorzenia, przypominającego przypadki histerii. Wedle oświadczeń świadków, ludzie cierpiący na nie mówili w nieznanym języku albo kłuli siebie nożami – i od ran nie pozostawało ani śladu. W podobny trans wpadali szamani z ludu Saamów z Dalekiej Północy.

Są świadectwa o tym, że w czasie marszu w tajdze u Barczenki stwierdzono zawał serca – a wyleczyła go szamanka Anna Wasiliewna. I to jak! Zgodnie z notatkami kolegów uczonego, ona położyła badacza na ziemi i po wygłoszeniu magicznych zaklęć wbiła mu w serce kindżał. Barczenko nie umarł tylko zasnął. I obudził się jako zupełnie zdrowy człowiek – i to tak, że zawały mu się już nie przytrafiały ani razu w życiu.

W czasie dalszego marszu w kierunku Łowoziera, członkowie ekspedycji odkryli w tajdze ogromny granitowy kamień o prawidłowym czworokątnym kształcie. Kompas przy tym pokazywał, że jest on zorientowany dokładnie wg stron świata. A przeprawiwszy się łódką przez Łowoziero, grupa wyszła na brzeg sąsiadujący z jeziorem Siejoziero i odkryła taki sam prostokątny kamień. Później, w oparciu o cały szereg zebranych faktów, Barczenko w niektórych pracach udowadniał, że Saamowie okazują się być prarodzicami rasy białych ludzi – i tym samym pochodzą od jeszcze wcześniejszej cywilizacji. Zaś wydanie „Krasnej gaziety” z lutego 1923 roku oznajmiło czytelnikom, że w Laplandii prof. Barczenko odkrył pozostałości po kulturze starszej niż egipska.

 

Bractwo Nauki i CzK

 

Po powrocie z Północy, Aleksander Barczenko powołał do życia organizację uczonych pod nazwą Jedyne Bractwo Pracy (JTB). W 1937 roku, NKWD nazwie tą organizację masonerią, antyradziecką i terrorystyczną. Ale dla Barczenki JTB było kręgiem wolnomyślicieli badających energię PSI myślenia i wierzących w istnienie wielkiej Szamballi. Jego uczestnikami byli wielcy luminarze nauki i kultury (zgodnie z protokołami śledztwa – malarka Eleonora Kondiaji, uczony Pietr Szandarowskij i inni). Ze strony władz organizację nadzorował Gleb Bokij kierujący specjalnym wydziałem OGPU.

Ponadto zaczynając od 1925 roku, Barczenko przekonuje się, że wszystkie zebrane informacje i artefakty należy przekazać władzom radzieckim w postaci jej przedstawicieli – czekistów. I tak przy pomocy Gleba Bokija w OGPU powstaje krąg badaczy dawnej nauki, w którym uczestniczyli różni luminarze i w tym sam narkom[1] OGPU Gienrich Jagoda.   

 

Mydlana woda zamiast reniferowego tłuszczu

 

W czasie północnej ekspedycji Barczenko i jego współpracownicy poznali saamskiego szamana Iwana Daniłowa, który posiadał dar jasnowidzenia – i tak np. bezbłędnie przepowiedział gdzie należy szukać zagubione renifery.

Szamana uprosili by pojechał do Moskwy, nadali mu status pracownika czeki i zaliczyli do ekipy tajnego laboratorium OGPU, w którym pracował także Barczenko. Laboratoria mieściły się w budynku Moskiewskiego Instytutu Energetycznego i Aleksandr Wasiliewicz zaliczał się do pracowników naukowych WSNCh – czyli Wyższej Rady Gospodarki Narodowej i oficjalnie zajmował się roślinami leczniczymi.

Daniłow mieszkał tam w oddzielnym pokoju – bez prawa wychodzenia nawet na spacer. Każdego dnia uczony pokazywał szamanowi zdjęcia ludzi i prosił o opowiedzenie, co oni robią w danym momencie. W zamieszaniu przejazdu nie wzięli Daniłowi jego tamburynu i reniferowego sadła, którymi szaman mógł czarować. On posługiwał się żelazną miską do której nalewał mydlaną wodę – i widział w niej ludzi z fotografii.

Doświadczenia wypadały na tyle pozytywnie, że zainteresował się nimi naczelnik Barczenki – Gleb Bokij. On przyniósł zdjęcie swego szefa – Gienricha Jagody – i chciał się dowiedzieć, gdzie on się wtedy znajdował. Daniłow zobaczył w swej misce, że Jagoda leży w łóżku z dwiema kobietami. Przeprowadzone sprawdzenie całkowicie potwierdziło prawdziwość słów szamana. Naczelnik specoddziału dostał do ręki możliwość szpiegować kierownictwo państwa.

Niestety, szaman przywykły do prostego życia w tajdze, zachorował na suchoty (gruźlicę) i po trzech miesiącach zmarł. Ale idea zdobywania kompromitujących materiałów przy pomocy jasnowidzów już została wzięta pod uwagę…

 

Reżyser wpadający w trans

 

Do tego laboratorium przywożono ludzi mających niezwykłe właściwości. Wiadomo, że jednym z nich był reżyser MChAT-u Walentin Smyszliajew, który potrafił wpadać w trans i przewidywać przyszłość.

W dossier laboratorium znajdowała się nawet kompromitująca informacja na Stalina: w Baku miał legalną żonę Stefanię Pietrowską, która zaginęła bez śladu w 1929 roku. Tam także znajdowała się informacja o tym, że przedstawicielowi CKW ZSRR – Michaiłowi Kalininowi nocami dowożą balerinki z Teatru Wielkiego, zaś narkom spraw wewnętrznych Nikołaj Jeżow był homoseksualistą.

Czasami Gleb Bokij nadawał dokumentom bieg. Wiadomo, że wiosną 1938 roku Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR rozpatrywało sprawę już byłego narkoma Gienricha Jagody i wśród postawionych mu zarzutów była „niegodna dla rewolucjonisty moralna rozwiązłość”. Wprawdzie sam Bokij przekazawszy te materiały „na górę” został rozstrzelany w pół roku później – po oskarżeniu go o szpiegostwo.

 

Zmarnowane wyniki badań

 

Aleksandr Barczenko nie na długo przeżył swego szefa. Wedle niektórych historyków, świadectwa o nowym kierunku działalności ultratajnego laboratorium doszły do samego Stalina, po czym los ludzi zbierających kompromitujące materiały był przesądzony.

Oskarżenie oparte było o zeznania Gleba Bokija. Już w czasie pierwszych przesłuchań on opowiedział, że wraz z Barczenką należał do tajnej organizacji, której celem było zabicie Stalina.

W dniu 25.IV.1938 roku, Aleksandr Barczenko został postawiony w stan oskarżenia za stworzenie i kierowanie kontrrewolucyjnej i terrorystycznej organizacji i szpiegostwo na rzecz Anglii. W tym celu kierownictwo NKWD stworzyło odpowiednią legendę o tym, że na terenie jednego z wschodnich protektoratów Anglii (nie podano dokładnego miejsca bo obawiano się jawnego błędu) istnieje polityczne centrum „Szamballa”, którego celem jest podporządkowanie sobie kierownictw wszystkich znaczących państw, w tym także ZSRR.

Wyrok wydano w dniu 25.IV.1938 roku. N kilka dni przed wykonaniem wyroku Aleksandrowi Barczence dano ołówek i ryzę papieru, żeby mógł on pozostawić dla potomnych informacje o swych badaniach. Po wykonaniu wyroku śmierci, rękopis został umieszczony w jednym z sekretnych archiwów i nie udało się go odzyskać. Wedle krążącej legendy, został on spalony w 1941 roku, kiedy to Niemcy podeszli pod Moskwę i kierownictwo NKWD postanowiło zniszczyć wiele dokumentów. Tak więc jeszcze taka bezcenna wiedza czeka na swego odkrywcę – czas pokaże.

 

Moje 3 grosze

 

Na temat prof. Barczenki i jego wypraw pisano już w tym blogu, tak więc zobacz:

·        https://wszechocean.blogspot.com/2013/01/ponocna-szamballa-ziemia-nieznana.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2021/12/piramidy-w-rosji-sa-dwa-razy-starsze-od.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2016/03/hyperborea-raj-na-biegunie-ponocnym.html

Czy Szamballa znajduje się w Rosji? Być może. Jestem natomiast pewien tego, że w Rosji znajduje się jedno z wejść do podziemnego państwa Agharty – ale to już temat z innej ballady.

 

Źródło – „Siekrietnyje archiwy”, nr 6/2018, ss. 28-29

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Sas – Leśniakiewicz        



[1] Narkom – narodowy komisarz – odpowiednik ministra.

środa, 14 września 2022

San Min Iti Go: potwierdzenie realności Agarty?


Prof. dr hab. Benon Zbigniew Szałek

 

Redakcja „SFINKSA” opublikowała w numerze 4/1990 artykuł R. Leśniakiewicza „Czym jest Agharta?” Autor tego artykułu skupił swoją uwagę na różnych legendach azjatyckich, wzmiankujących istnienie w Azji Centralnej zagadkowego i starożytnego państwa zwanego Agharta. Władcy Agharty mieli dysponować wielką wiedzą i umiejętnościami przekraczającymi nawet nasze możliwości – tyle legendy.


Wyniki moich badań lingwistycznych wskazują, że w legendach o0 Agharcie – potężnym państwie promieniującym kulturą na sąsiednie ludy, tkwi co najmniej ziarno prawdy. Otóż w toku badań prowadzonych od 1971 roku nad językami ludów Azji i Europy ustaliłem występowanie znacznej liczby podobnych dźwiękowo i znaczeniowo starych słów oraz struktur gramatycznych  w przypadku języków ugrofińskich (węgierskich), drawidyjskich (m.in. tamilski z pd. Indii) oraz z japońskiego. (Por. „Z otchłani wieków 1984” nr 1/1987; „Problemy” 6/1989) Podobieństwo słów i dłuższych wyrażeń można wykazać nie tylko w odniesieniu do par wyżej wymienionych języków (np. węgierski i tamilski)  - ale również w odniesieniu do trzech języków z różnych grup językowych naraz. A oto kilka przykładów zgodności leksykalnych i gramatycznych:

1.

j. węgierski NAGY (wym. NODJ) AR

j. tamilski NEDY ARY

j. polski – wielka, długa rzeka.

2.

j. tamilski KARY TATTI

j. japoński KUROI TATE

j. polski – czarna tarcza.

3.

j. japoński JOI FUTTA O UTTA

j. węgierski JO FEDÓT UTÓTT

j. polski – dobrą pokrywkę uderzał.

 

Zgodności językowe przedstawione w powyższych przykładach można zestawić tak jak na ryc. 1.


Zgodności da się również zauważyć w odniesieniu do trzech grup językowych jednocześnie, przykładowo:

 

j. tamilski NIRNDA WEDY; IRY UDE; SAKAYATTE URY

j. japoński NURETA FUTA; ERAI UTI; SUKUI O ERU

j. węgierski NYIRKOS FEDÖ; ERÖS ÜTES; SEGELYET ER.

j. polski – mokra pokrywka; wielki, silny cios; pomoc uzyskać.

 

Rozpatrując te zgodności warto mieć na uwadze, jak dalece mogą się dźwiękowo różnić wyrażenia w trzech językach o rodowodzie uznanym przez naukę za na pewno wspólny, np. w języku polskim, niemieckim, rosyjskim języki indoeuropejskie

 

j. polski TEGO PIĘKNEGO DNIA

j. niemiecki AN DIESEM SCHÖNEM TAG

j. rosyjski W ETOT PRIEKRASNYJ DIEŃ

 

Po dokładnym przebadaniu 200.000 słów węgierskich i fińskich, 100.000 słów japońskich i 40.000 słów tamilskich – oraz odpowiednich gramatyk – doszedłem do wniosku, że zgodności te mają charakter systemowy – tzn. występują często w sposób regularny, dotyczą nie tylko elementów (słów), ale także powiązań (reguły gramatyczne).

Systemowe zgodności starych słów i struktur gramatycznych wskazują na to, że te trzy tak oddalone od siebie rasowo i przestrzennie ludy (Ugrofinowie, Drawidowie i Japończycy) musiały w zamierzchłych czasach posługiwać się wspólnym językiem i bytować na wspólnym obszarze, objętym władzą płynącą z jakiegoś bardzo silnego ośrodka kulturowego i politycznego. Panujący tam lud (przodkowie Drawidów? Japończyków? Ugrofinów?) były w stanie narzucić swój własny język pozostałym ludom – i to tak skutecznie i trwale, żepo dziś dzień jesteśmy w stanie wyśledzić we współczesnych nam tekstach tamilskich, węgierskich i japońskich potrójne zgodności leksykalne i gramatyczne.

Na bazie wyników moich badań prowadzonych od 1971 roku, zbudowałem teorię nazwaną z japońska SAN MIN ITI GO co oznacza „trzy ludy jeden język”. Z moich badań wynika, że państwo wspólnoty językowej SAN MIN ITI GO istniało jeszcze w epoce kamienia. Mianowicie nie stwierdziłem, by w tych trzech grupach językowych występowały podobne słowa na oznaczenie metalu. Natomiast znano już wówczas uprawę roli i niektóre środki transportu (łódź, wóz).

Czy cywilizacja SAN MIN ITI GO była cywilizacją alternatywną? Legendy hinduskie, tybetańskie, mongolskie przekazują wspomnienia o państwie „złotego wieku”, o państwie szczęśliwości, o rządach świętych mędrców, joginów, ascetów. Niektórzy, np. Śri Aurobindo twierdzą, że potrafili oni głosem rozbijać skały, że odnaleźli „słońce ukryte w ciemnościach”. Znane są doniesienia o znaleziskach z terenu Azji starożytnych szkieletów ludzkich charakteryzujących się bardzo – 50-krotnie wyższym niż normalnie – wysokim stopniem napromieniowania. Być może władcy SAN MIN ITI GO stworzyli cywilizację alternatywną i byli w stanie wykorzystywać inne, nie-mechaniczne sposoby oddziaływania na otoczenia. Być może legendarna Agharta jest identyczna z hipotetycznym państwem SAN MIN ITI GO wyłaniającym się z mroków zapomnienia dzięki porównawczym badaniom lingwistycznym.

I może nie jest przypadkiem, że w legendzie o Agharcie słowo GORO wymieniane w związku z posłańcami w „zadziwiających wozach” ma swój odpowiednik w japońskim KURUMA (wóz) i fińskim KUROMA (wóz) poza tym „toczyć się” w języku japońskim to KOROGARU, a w węgierskim GURULNI.

Badania glottochronologiczne wskazują, że wspólnota językowa SAN MIN ITI GO istniała do ok. roku 7000 p.n.e. Wówczas to dojść musiało do jej rozpadu. Badania glottochronologiczne wskazują, że pierwsze odłączyły się od niej ludy ugrofińskie. Natomiast ludy drawidyjskie i Japończycy bytowali razem aż do pojawienia się w użytku metali – istnieją podobne stare słowa drawidyjskie i japońskie na oznaczenie metalu – być może do 4000/3500 r. p.n.e.


Dlaczego rozpadła się wspólnota SAN MIN ITI GO? Nie wiadomo. Kierunki migracji (Ugrofinowie na północ, Drawidowie na południe, Japończycy na wschód) wskazują na to, że wspólnota SAN MIN ITI GO musiała być gdzieś w Azji Centralnej (zob. ryc. 2). Drawidowie jako piersi po rozpadzie wspólnoty SAN MIN ITI GO zbudowali ok. roku 3500 p.n.e. nowe centrum cywilizacyjne – w dolinie Indusu z miastami–twierdzami NARMINI MOHENJO DARO i HARAPPA. Być może wspaniałe osiągnięci tej cywilizacji (inżyniersko rozplanowane i skanalizowane miasta, prosty system pisma, doktryna jogiczna) wywodzą się z czasów wspólnoty SAN MIN ITI GO. Niestety – jak na razie o realności istnienia tej wspólnoty świadczą tylko ślady lingwistyczne. Nie natrafiono na zabytki materialne, które można by jednocześnie powiązać z SAN MIN ITI GO.

Być może w micie o państwie Złotego Wieku Agharta przebrzmiewa echo wspomnień o rzeczywiście istniejącym przed 9000 laty zagadkowym państwie SAN MIN ITI GO – obszarze wspólnoty językowej i przodków Japończyków, Drawidów i Ugrofinów. 


Źródło - "Sfinks" nr 1/1991.   

poniedziałek, 11 lipca 2022

Cywilizacja Agharti istnieje!

 

Pusta Ziemia i Agartyjczycy

Badacz David Wilcock twierdzi, że cywilizacja z wnętrza Ziemi istnieje i ujawnia tajemnicę Pustej Ziemi – co wiedział już dawniej.

Koncepcja „Pustej Ziemi” została po raz pierwszy zaproponowana współczesnemu światu w XVII wieku. Legendarny naukowiec sir Edmond Halley zasugerował, że Ziemia jest pusta i bez wątpienia kwitnie tam życie. Później jego twierdzenie zostało zakwestionowane przez innych ekspertów, a on również nie kontynuował swoich badań nad nim. Jednak w późniejszych latach popularna stała się tak zwana teoria Pustej Ziemi, o której mówi się w kilku folklorach i kulturach. Teraz teoretycy starożytnych astronautów argumentują, że Ziemia jest pusta i że wewnątrz żyje nieznana cywilizacja.

W 2015 roku autor bestsellerów „New York Timesa”, David Wilcock, stwierdził w wywiadzie dla radia Coast To Coast AM, że wewnątrz planety żyje sojusz starożytnych cywilizacji. Mieszkańcy ci przez długi czas nazywali wewnętrzną Ziemię swoim domem i mieli zamiar ujawnić ją ludziom, dodał.

Wilcock mocno wierzy, że w ciągu długiej historii naszej planety wiele zaawansowanych cywilizacji, takich jak Atlantydzi, zeszło pod ziemię, aby przetrwać chaotyczne czasy, które rządziły powierzchnią naszej planety. W końcu postanowili osiedlić się w swoim nowym podziemnym środowisku.

Według jego informacji, ludzka linia czasu wydaje się rozgałęziać wraz ze zmianą całej natury materii, energii i świadomości. Podczas gdy negatywna oś czasu prowadzi do Armagedonu i przesunięcia bieguna, na pozytywnej osi czasu jest wniebowstąpienie i postęp dusz, wyjaśnił.

Cytując zeznanie kontaktowca Coreya Goode’a, Wilcock twierdził, że wątła relacja między ludźmi z wnętrza Ziemi a tymi, którzy żyją na powierzchni, którzy wiedzą o ich istnieniu, uległa ostatnio pęknięciu.

- Ten kompleks wojskowo-przemysłowy wcześniej współpracował z tymi ludźmi i miał z nimi traktaty, a teraz próbuje ich zabić – powiedział Wilcock.

 

Jedna grupa, znana jako Nordycy, przedstawiała się jako ET z Plejad rządowi USA, podczas gdy w rzeczywistości są potomkami Atlantów, którzy żyli tutaj przez cały czas, ujawnił Wilcock. To dlatego, według Wilcocka, te Cywilizacje Wewnętrznej Ziemi połączyły się, aby odpowiedzieć na wielkie zagrożenie pojawiające się w ostatnich czasach i zwracają się do międzygwiezdnych istot w nadziei uzyskania pomocy w walce z siłami, które próbują je zniszczyć...

W przypadku, gdy podziemne stowarzyszenia spełniły prośbę, pomyślał:

- Myślę, że odkryjemy, że podziemne bazy są znacznie bardziej rozległe niż myśleliśmy i znacznie starsze.

Mówiąc naukowo, Isaac Newton w swojej pracy matematycznej nad grawitacją wykazał, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby ciała astronomiczne posiadały puste wnęki w środku. Newton nie sprzeciwił się, gdy Edmond Halley zasugerował mu, że nasza planeta może być pusta. Nawet NASA wydaje się akceptować możliwość istnienia pustych planet.

Wilcock wyjaśnił, że podczas formowania się wszystkich wodnych planet we wszechświecie, pod powierzchnią skorupy tworzą się puste wnęki z własnym biomem z bakteriami, które są zdolne do wydzielania naturalnego światła. „Oznacza to, że naprawdę można żyć w jaskiniach na Ziemi, które mają światło widzialne”, zdumiał się.

 

Podziemne cywilizacje w folklorze

 

Istnienie podziemnych tuneli i przejść jest od wieków przedmiotem dyskusji. Starożytne cywilizacje na całym świecie mówią o tych wejściach prowadzących do zupełnie nowych królestw, położonych głęboko pod powierzchnią planety.

 

Podziemne miasto Derinkuyu może pomieścić do 20.000 ludzi, mnóstwo zwierząt domowych i wystarczającą ilość zapasów, aby przeczekać najeźdźców.

Dobrym przykładem podziemnego świata jest starożytne miasto Derinkuyu (d. Melengübü) w Turcji, rozciągające się na głębokość około 85 metrów. Jest wystarczająco duże, aby zapewnić schronienie nawet 20.000 osób wraz z ich zapasami inwentarza żywego i żywności. Jest to największe wykopane podziemne miasto w Turcji i jeden z kilku podziemnych kompleksów znajdujących się w całej Kapadocji.

Istnienie podziemnych tuneli i przejść jest od wieków przedmiotem dyskusji. Starożytne cywilizacje na całym świecie mówią o tych wejściach prowadzących do zupełnie nowych królestw, położonych głęboko pod powierzchnią planety.

Podziemne miasto Derinkuyu może pomieścić do 20.000 ludzi, mnóstwo zwierząt domowych i wystarczającą ilość zapasów, aby przeczekać najeźdźców.

Dobrze przyjętym przykładem podziemnego świata jest starożytne miasto Derinkuyu w Turcji, rozciągające się na głębokość około 85 metrów. Jest wystarczająco duży, aby zapewnić schronienie nawet 20.000 osób wraz z ich zapasami inwentarza żywego i żywności. Jest to największe wykopane podziemne miasto w Turcji i jeden z kilku podziemnych kompleksów znajdujących się w całej Kapadocji.

 

Miasto zostało zbudowane w epoce bizantyjskiej, kiedy było intensywnie używane jako ochrona przed muzułmańskimi Arabami podczas wojen arabsko-bizantyjskich (780–1180 n.e.). Miasto było połączone z innymi podziemnymi miastami przez wiele kilometrów tuneli. Niektóre artefakty odkryte w tych podziemnych osadach pochodzą z okresu środkowego bizantyjskiego, między V a X wiekiem.

Jest wielu głęboko wierzących, którzy uważają, że istnieje wiele wejść do podziemi, takich jak Piramida w Gizie, Wodospad Iguaçú, pustynia Gobi, Andy, Himalaje itp. (u nas Babia Góra).

Według lokalnych legend Szambala (albo Shamballah czy Śiambhallah, Shampullah, Kraina d’Bus, Kraina Ui lub Üi) to królestwo bogów, które istnieje zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i duchowej. Istnieje również wzmianka o tej mitycznej krainie w różnych starożytnych tekstach. W pismach Bön znajduje się opis jakiejś blisko spokrewnionej krainy znanej jako Tagzig Olmo Lung Ring. Poza tym „Wisznupurana”, święty tekst hinduski, wymienia Szambalę jako miejsce narodzin Kalki, dziesiątego i ostatniego awatara hinduskiego boga Wisznu.

Tybetańczycy wierzą, że kraina bogów jest strzeżona przez ludzi o nadprzyrodzonych mocach i często była widywana przez miejscowych. Tybetańscy lamowie od wieków poszukują Szambali. Ci, którzy szukają królestwa, albo nigdy nie wrócili, albo go odnaleźli, albo zginęli.

Najbardziej fascynująca jest historia dwojga rosyjskich emigrantów Mikołaja i Heleny Roerichów. Para kilka razy próbowała dotrzeć do Szambali. Pod koniec 1923 roku przybyli oni do Darjeeling w Indiach z zamiarem odnalezienia Szambali.

 

Innym incydentem, który podkreśla obecność Szambali, jest zniknięcie całej populacji ludu Guge. Archeolodzy byli oszołomieni po znalezieniu różnych tuneli w mieście Guge. Wielu teoretyków uważa, że te podziemne tunele mogły być przejściem do Szambali, a ludzie Guge znaleźli je i postanowili opuścić powierzchnię. Szacuje się, że bez śladu zniknęło około 100.000 osób.

Istnieje inna legenda o Indianach Hopi, kiedy zostali uratowani przez tzw. podziemnych „ludzi mrówki” podczas pożaru, wybuchu wulkanu, uderzenia asteroidy, epoki lodowcowej czy silnego wyrzutu koronalnego ze Słońca. Podczas tych dwóch niszczycielskich wydarzeń cywilizacja ludzi mrówek ukryła lud Hopi w swoich podziemnych jaskiniach i zapewniła im żywność i wodę.

W przeszłości wiele teorii spiskowych ukształtowało opowieść o podziemnym świecie, ale istnieją odkrycia naukowe, które mogą wspierać tę teorię.

 

Moje 3 grosze

 

Dla mnie sprawa istnienia Szambalii czy Agharty to poniekąd sprawa rodzinna, otóż mój dziadek ze strony mamy został powołany do carskiej armii i walczył z Japończykami na Dalekim Wschodzie – przeżył m.in. oblężenie Port Arthura, bił się też w Mandżurii i Mongolii. Tam zetknął się z Kamilem Giżyckim i Antonim Ferdynandem Ossendowskim, z którym utrzymywał korespondencję do wybuchu II Wojny Światowej. Otóż dziadek mój czytał mi do poduszki wspomnienia z Port Arthura i „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” Ossendowskiego, kładąc szczególny nacisk na legendę o Agarcie. Podkreślał zawsze, że wszystko to, co opisywał on było prawdą. Trudno mi powiedzieć, wszak miałem wtedy 4-6 lat. Zawsze powtarzał:

- Azja jest tak wielka, że mieści się w niej wszystko – także Agarta…

O moich poszukiwaniach pisałem już w tym blogu, więc nie będę się powtarzał. Jednego jestem absolutnie pewien, a mianowicie tego, że jest coś na rzeczy. Ślady cywilizacji z podziemnych światów są na całym świecie i legendy o planetarnym podziemiu są czymś więcej, niż tylko legendami.

 

Źródło - http://digantanews24.com/?p=37653#comment-160

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz